Rozdział 20 Kara















Dyrektor rzucił się na swoja kopię, powalając ją na ziemię. Postać broniła się

zażarcie, kopiąc i uderzając pięściami. Dyrektor cofnął się i gdy jego wróg wstał,

zrobił wiatrak nogami. Strzelił do niego z broni. Pojawili się kolejni. Dyrektor

strzelił, trafiając w trzech, a dwaj z nich uciekli. Wrócił z powrotem i zauważył

Szefową walcząca z drugą ukrywającą się osobą, którą jak przypuszczał, była Samane.

Dziewczyny poturlały się na dół po schodach. Dyrektor ruszył za nimi,

zbiegając po stopniach. Zobaczył jak się szarpią, a potem Szefowa próbowała wbić

Samane igłę w oko. Dziewczyna siłą powstrzymywała szefową, widząc igłę tuż nad

swoją źrenicą. Drugą ręką zebrała w dłoni światło w formie ptaka i uderzyła szefową,

która krzyknęła z bólu, obrywając w ranę od miecza. Nim Samane zdążyła

ją z siebie zrzucić, dyrektor złapał ją z tyłu za ubranie i odrzucił na bok. Saamne

podniosła się, usiadła na piętach i patrzyła, jak szefowa trzyma się za bok, powoli

się podnosi i łapie porozrzucane ampułki. Samane szybko sięgnęła po jedną z nich

i rzuciła w nią, dokładnie celując. Igła wbiła się w oko przeciwniczki. Mroczna

wojowniczka krzyknęła z bólu, wyciągnęła igłę i zakryła dłonią krwawiące oko.

Niespodziewanie wybiegła, znikając pozostałym z oczu. Samane pozbierała pozostałe

ampułki i włożyła do pistoletu. Z góry zbiegli pozostali Tora, blokując drogę

do wyjścia. Febra zjechała po balustradzie i uderzając od tyłu, zamroziła pięciu.

Wylądowała obok Samane.

– Możesz zamrozić podłogę? – spytała Samane, wpadając na idealny pomysł, jak

stąd uciec.

Febra kiwnęła głową i zamroziła posadzkę. Dziewczyny rzuciły się i ślizgiem

przejechały pod nogami wrogów. Niektórzy próbowali je złapać, ale po każdym

ruchu przewracali się. Jednemu udało się przechwycić pistolet Saamne. Lód się

skończył i dziewczyna stała teraz naprzeciwko wroga z jej bronią.

– Uważaj – krzyknął dyrektor.

Samane wyczuła moment i uchyliła się przed strzałem, ale pocisk poleciał dalej,

odbił się od regału i trafił dyrektora w ramię.

– O nie! – Samane obejrzała się.

Dyrektor szybko wyciągnął strzykawkę. Dziewczyna dostrzegła, że tylko jedna

czwarta zdążyła dostać się pod skórę.

538 539

W ściekła kopnęła przeciwnika i odzyskała swoją broń. Obie z Febrą wybiegły

z biblioteki.

– Gdzie teraz? – spytała Febra w biegu.

– Za wszelką cenę będzie chciała dostać się do któregoś z wejść. Najbliżej jest to

w klasie technicznej, gdzie kiedyś przyłapał nas dyrektor.

– A co z nim teraz będzie? – dopytywała Febra.

– Mam nadzieję, że taka dawka na niego nie podziała. Nie mam teraz czasu

kontaktować się z Sojtą.

Dyrektor ślizgiem po lodzie dostał się do drzwi. Niektórzy Tora powoli doczołgali

się i wybiegli na korytarz.

– Gdzie są strażnicy? – spytał.

Zastanawiał się przez moment, gdzie teraz pobiec. Najpierw postanowił coś

sprawdzić. Przeskoczył nad bramkami i pobiegł do akademika. Dochodząc do

schodów prowadzących do wieży, zwolnił. Wszedł ostrożnie i chwycił za klamkę.

Drzwi były zamknięte. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni munduru i wyciągnął pęk

kluczy. Otworzył ostrożnie drzwi i wszedł do środka. W salonie panował niezły

bałagan. Okna były otwarte, w kuchni leżały brudne naczynia, na stole zaś powywracane

kubki i butelki. Dyrektor wszedł dalej do pokoju dziewczyn. Na biurku

Samane leżało mnóstwo kartek z jakimiś rysunkami i notatkami. Na biurku Sojty

stały puste doniczki. Za to biurko Tiri było wysprzątane, nie licząc jednego przedmiotu.

Dyrektor podszedł i zobaczył dyktafon. Włączył go i przeglądał tytuły nagrań.

Wszystkie były ze spotkań grupy. Dyrektor był w szoku, gdy usłyszał, jak

grupa planowała całą akcję. Ostatnie nagranie miało ikonkę z gwiazdką w tytule

i nic poza tym. Dyrektor włączył je i usłyszał zniekształcone głosy.

– Jesteś pewna, gdzie uderzyć? – Spytała prawdopodobnie Samane.

– Namierzyłam sygnał w serwerowni. Ty nie pytaj o mnie, lepiej mi powiedz, co

zrobimy, jeśli się nie uda.

– Nie ma takiej opcji – odezwała się znów Samane. – Wiesz, że królestwo upadnie,

jeśli wpuścimy ich do tunelu.

– Pogrzebałam trochę w ich danych. Nazwali tą operacje „Upadkiem Królestwa

Gwiazdy”. – odezwała się Tiri.

– Robak miał się uaktywnić w dniu, gdy zostanie zatwierdzona ich akcja. Planowali

to od początku przybycia do akademii.

– Dyrektor niczego się nie domyślił – po głosie można było poznać, że Samane

jest zmartwiona.

– Może jednak mu powiemy – domagała się Tiri.

– W życiu nie uwierzy, że chcą zabić Króla.

Dyrektor rzucił dyktafon na ziemię, aż ten zawiesił się, w kółko powtarzając

ostatnie zdanie.

– Szlag by to! – zaklął , usiadł na łóżku Samane i wpatrywał się w gadające urządzenie.

Po chwili uspokoił się. Wyłączył dyktafon i odłożył na swoje miejsce.

Sprawdził też pokój Febry i Saayte. Wszędzie był taki bałagan, jakby zbierali się

w pośpiechu i nagle wyszli. Dyrektor miał też sprawdzić pokój Yashi, ale rozmyślił

się.

– Nie byłaby na tyle głupia, by angażować księżniczkę, gdy chcą zabić króla –

pomyślał i odszedł. Zbiegł szybko na dół po schodach. Zatrzymał się na korytarzu,

rozglądając dookoła i zastanawiając, gdzie ma pójść i co teraz robić. Przypomniały

mu się słowa z nagrania.

– Tunel, Król, dziewczyny w sali, w piwnicy – skojarzył fakty. – O nie! – Ruszył

pędem do piwnicy, w której przyłapał dziewczyny ostatnim razem.

Samane razem z Febrą wbiegły na korytarz w piwnicy. Przy drzwiach była właśnie

szefowa. Na widok Samane odwróciła się i zaczęła strzelać. Dziewczyny schyliły

się, a Samane odbiła strzały tarczą. Szefowa wbiegła do środka. Dziewczyny

tuż za nią.

– Stój! – zawołała Samane, celując pistoletem.

Szefowa zatrzymała się. Dziewczyny zeszła po schodach , drzwi zostały otwarte.

– Febra, ściągnij pozostałych, według planu – Samane przekazała wiadomość

Febrze, za pomocą iluzji snu.

Dziewczyna wyszła z sali i pobiegła po pozostałych.

– Więc teraz zostałyśmy same. Aż tak bardzo chcesz umrzeć, dziewczynko z klanu

Sejom?

– Sama króla nie zabijesz. Nie masz już ludzi. Poza tym jesteś ranna.

Tymczasem dyrektor zatrzymał się przed drzwiami.

– Skąd o tym wiesz? – Szefowa była zszokowana.

– Domyśliłam się. Mówią o mnie, że jestem sprytna. Chociaż nie do końca rozumiem,

co to znaczy. Gdym tego nie wiedziała, nie ułożyłabym planu, który cię

pogrzebie. – Samane poczuła obecność dyrektora za sobą. – Przyznaj, że ta cała

szopka z trucizną, miała odwrócić uwagę od głównego celu.

– Nieprawda. Pierwszorzędnym celem było zabicie księżniczki, a potem zrozpaczonego

króla. Jednak góra po ogólnym rozpoznaniu uczniów i ich zdolności, wydała

listę osób, które mogły zagrażać całemu planowi i rozkazała ich zlikwidować

przy okazji. Flaya była słabym ogniwem. Nie wiedziała wszystkiego o klanach i to

nas zgubiło, ale plan miał się udać w drugiej fazie. To prawda, że jesteś sprytna.

Sprytniejsza od generała, pod nosem którego wszystko się działo. To nie on się

wszystkiego domyślił, tylko ty. Na dodatek ułożyłaś taki plan i tak przygotowałaś

540 541

się do tej rozgrywki, że niejeden zawodowiec pewnie by cię pochwalił. Przyznam,

że cię nie doceniłam. Może wtedy mój plan byłby lepszy.

– Nie byłabyś w stanie. Nauczyłaś się trzymać schematu. Natomiast ja cały swój

plan modyfikowałam w zależności od okoliczności.

– Może przewidziałaś wszystko, ale na pewno nie to, że właśnie ci zwieję – szefowa

otworzyła klapę i chciała wejść do tunelu.

Dyrektor zbiegł po schodach, by ją złapać i zatrzymał się zaskoczony.

Z tunelu wyszły dwie osoby mierząc w kobietę z pistoletów ze środkiem nasennym.

Szefowa odwróciła się, chcąc uciekać do wyjścia, ale w drzwiach i na schodach

stały kolejne cztery osoby, również w nią mierzyły.

– Naprawdę mnie nie doceniłaś Akai. A niby należysz do tego samego klanu co

ja.

Szefowa była zdezorientowana.

– No proszę idealne osaczenie – skomentował dyrektor .

Wiedział, że to ekipa Samane, ale nie potrafił nikogo rozpoznać.

Wszyscy perfekcyjnie ukrywali swoją energię.

– Kolej na ciebie Akai – Samane przystawiła jej pistolet do szyi. – Nie próbuj się

wyrywać, jeśli ja nie trafię, oni wszyscy wbiją ci strzykawki w tym samym czasie,

a taka dawka może być śmiertelna.

– Nie zabijesz mnie? – zdziwiła się szefowa.

– Dla ciebie byłoby to wygodne prawda? Ale będziesz musiała jeszcze na to poczekać.

Ja nie jestem mordercą. – Samane nacisnęła spust i po kilku sekundach

szefowa upadła nieprzytomna na ziemię.

Teraz wszyscy patrzyli to na Samane, to na dyrektora, nie wiedzieli, co zrobić.

Samane też nie wiedziała . Z jednej strony dobrze, że tutaj był, przynajmniej dowiedział

się o wszystkim i może w końcu uwierzy, a z drugiej strony zaraz mógł im

kazać ściągnąć kaptury i chustki z twarzy.

– Niedobrze – myślała, jak teraz pozbyć się dyrektora. Może ktoś z tyłu trafiłby

w niego i uśpił.

Samane już miła przekazać wiadomość do kogoś z tyłu, gdy dyrektor sam upadł.

Wszyscy zaskoczeni, doskoczyli do niego.

– Śpi – odezwała się Sojta

Samane rozpoznała ją po głosie.

– Oberwał wcześniej jednym pociskiem w ramię, ale go wyciągnął. Pod skórę

dostało się może jedna czwarta dawki.

– Będzie spał około godziny – skomentowała Sojta.

– Może dla pewności strzelmy jeszcze jedną.

– Nie. To by się mogło źle skończyć – Sojta powstrzymała dłoń Orlego, który

celował w dyrektora.

– Więc co teraz zrobimy? – dopytywał Orli.

– Ekipa lotnicza biegiem na dziedziniec. Ci, którzy przeżyli potyczkę w bibliotece,

będą próbowali uwolnić pozostałych. Wyłapcie ich w sieć i zwiążcie. Miki,

Chonra, Laomi i Set musicie pozbierać śpiochów z biblioteki. Tiri i Leeme, jak

chłopaki skończą, przywróćcie normalny monitoring. Mai przygotuj małe bum,

gdy już wszystko będzie gotowe.

– A co z dyrektorem? – Febra patrzyła na niego z politowaniem.

– Na razie go tutaj zostawimy. Za godzinę powinien się obudzić. Przez ten czas

musimy wszystko skończyć.

– Obawiam się, że mamy mniej czasu – Sojta przyłożyła dłoń do czoła dyrektora.

– Obudzi się wcześniej. Jego organizm inaczej reaguje.

– Do roboty, szybko! – zawoła Samanei wybiegła z pomieszczenia. – Kto nie ma

zajęcia,niech pomoże pozostałym.

o

Samane na ścigaczu goniła kilku zbiegów. Zatarasowała im drogę, a gdy próbowali

uciec , wpadli w sieć przywiązaną do ścigaczy Akeri i Kazari. Sayate i Febra

strzeliły do nich środkiem usypiającym.

– To już ostatni – odezwała się Samane lądując.

– Mai przygotuj się, za pięć minut odpal – odezwała się do radia.

Mai była już w swoim pokoju, czekała tylko na sygnał.

Chłopcy położyli jeszcze obok duży transparent . Wszyscy zaczęli uciekać

z miejsca do akademika. Część musiała odstawić ścigacze. Samane wylądowała

razem z pozostałymi. Set zaparkował swój samochód, po czym wszyscy pędem

pobiegli do akademika.

o

Dyrektor obudził się i gdy tylko zorientował się gdzie jest, zerwał się na równe

nogi. W pomieszczeniu było pusto, klapa od tunelu zamknięta, a drzwi do sali

otwarte. Dyrektor lekko jeszcze ospały podniósł się.

– To był sen, czy wydarzyło się naprawdę? – Powoli zaczął przypominać sobie

urywki z wydarzeń. Pobiegł do biblioteki. Nigdzie nie było żadnego Tora. Spojrzał

na podłogę i zobaczył kilka ampułek ze środkiem nasennym.

– No tak, w końcu tym oberwałem – uświadomił sobie.

Zobaczył ślady krwi na podłodze i przypomniał, jak szefowa oberwała w oko.

– Właśnie. Gdzie ona jest? Gdzie jest Samane? Czy oni jeszcze żyją? Co z królem

i królestwem?

Wybiegł na korytarz i znów nie wiedział, gdzie ma się udać. Postanowił wezwać

Akelaia i Ainę. Domyślając się, że jeszcze spali, w końcu była piąta rano, postano542

543

wi ł obudzić ich osobiście. Najpierw pobiegł po Akelaia.

Samane zdyszana wpadła do pokoju.

– Mai, co ty tu robisz? – zdziwiła się.

– Pomyślałam, że stąd będzie lepszy widok.

– Wszyscy w pokojach? – zawołała Samane przez radio.

– Tak – odezwała się Sayate i Febra, wchodząc razem ze swoją drużyną do pokoju

Samane.

– Po co wy tu? – zdziwiła się Mai.

– Stąd jest najlepszy widok – zaśmiała się Febra.

Wszyscy usadowili się w oknach. Patrzyli na grupę związanych i nieprzytomnych

gości w płaszczach. Przed nimi leżał duży transparent napisany w języku

Królestwa Gwiazdy i w języku Skały:

„Pozdrowienia od uczniów akademii. Wyjazd z naszego terenu i obyśmy was tu

więcej nie widzieli.”

Samane śmiała się z tego tekstu.

– Mai odpalaj.

Dziewczyna kliknęła na zegarek i w tym momencie rozległ się huk i wybuch,

zapaliła się kilka ognisk wokół śpiących Tora. Uczniowie z innych klas wyjrzeli

przez okna i bili brawo, gwizdali i darli się wniebogłosy z radości.

Dyrektor usłyszał huk, a potem jakieś gwizdy i wołania w okolicach akademika.

Zawrócił i pobiegł w tamtą stronę. Niektórzy uczniowie wyszli na zewnątrz, popatrzeć

z bliska. Dyrektor wybiegł na dziedziniec.

– Więc to tutaj zebrali wszystkich pokonanych –zauważył nieprzytomną szefową.

Zamiast patrzeć na nią, spojrzał w górę na wiwatujących uczniów. Zobaczył ekipę

Samane w oknach jednej kwatery. Dostrzegł też ubrania.

– Nie zdążyli się jeszcze przebrać – pomyślał.

Pobiegł do akademika i dalej do wieży.

Samane i jej ekipa świętowali w pokoju. Jeden rzucał się na drugiego i wszyscy

skakali, śmiejąc się i krzycząc. Na to do pokoju niezauważony wszedł dyrektor.

– BACZNOŚĆ! – wykrzyczał, a całej ekipie omal serca nie podskoczyły do gardła.

Samane odwróciła się i pomyślała tylko o jednym.

– To już mogę pożegnać się z akademią.

Pozostałe osoby, miały podobne myśli. Wszyscy stali sztywno, boli się poruszyć,

a nawet głośniej przełknąć ślinę.

– Co się tu dzieje? – spytał dyrektor.

– Patrzyliśmy na to, co się stało – odpowiedziała Samane, nie dając po sobie

poznać, że jest zdenerwowana.

– Nieźle – skomentował. Chodził tam i z powrotem, spoglądał na Samane ze

wszystkich stron.

– Czemu w takim razie nie jesteście ubrani w piżamy?

Samane nie wiedziała, co powiedzieć.

– Jest sobota, mieliśmy małą imprezę.

– Widziałem tą imprezę na własne oczy. Nie było was w pokojach. To na zewnątrz

to wasza sprawka prawda?! – krzyczał dyrektor do Samane, która dalej

nie dała niczego po sobie poznać, w przeciwieństwie do pozostałych, oni trzęśli

się albo ciężko oddychali. Dyrektor wyglądał na wściekłego i gdyby nad sobą nie

panował, pewnie rozwaliłby wszystko wokół.

– Nie, to nie nasza sprawka – odpowiedziała pewnie dziewczyna.

– Nie wiedziałem, że potrafisz kłamać w żywe oczy i to z takim spokojem – dyrektor

spojrzał jej w oczy. Źrenice nie były tak wielkie jak podczas walki. Stali tak

przez moment. W tym chwili przez otwarte okna wpadł wiatr i zdmuchnął zaczepiony

za deskę w suficie plan.

Ogromna kartka spadła na głowę Saamne.

– Dlaczego akurat teraz? – pomyślała, czując, że papier uderza ją w głowę, a potem

spada na ziemię.

Dyrektor podniósł go i zerknął, a potem odłożył na stół.

– Wiecie, na jakie niebezpieczeństwo naraziliście siebie i akademię. Złamaliście

chyba z dziesięć punktów regulaminu szkoły. Doliczając uśpienie strażników, to

jedenaście – dodał krzycząc tak, że wszyscy mieli ochotę pozatykać sobie uszy.

– To było konieczne – odparła Samane, wiedząc, że teraz już nie da się tego ukryć.

– Co było konieczne? Ryzykowanie własnym życiem, żeby zemścić się na Tora?

– Gdybyśmy tego nie zrobili, zabiliby króla. Gdyby szefowa dostała się do tego

tunelu, to byłby koniec Królestwa Gwiazdy – Samane podniosła ton głosu.

– Dlaczego mi o tym nie powiedzieliście?

– Uwierzyłby pan, gdybym tak po prostu przyszła do gabinetu i powiedziała,

że Tora są w akademii, bo chcą się dostać do zamku i wysadzić go w powietrze

razem z królem?

Dyrektor zatrzymał się, nic nie mówił.

– To prawda, nie uwierzyłbym –posmutniał i teraz mówił spokojnym głosem. –

Dlatego przyznaję wam rację. Możecie usiąść – dodał, opuszczając bezradnie ręce.

Ekipa z lekką ulgą usiadła. Niektórzy odetchnęli. Podszedł do Samne, która nadal

stała i zrobił zamach dłonią, jakby chciał ją uderzyć w twarz. Dziewczyna lekko

zmrużyła oczy, przygotowując się na uderzenie. Nie zamykała ich i nie kuliła się,

nie chcąc niczego po sobie pokazać. Nagle zamiast uderzenia w twarz, poczuła

544 545

kle p nięcie w ramię.

– Mimo wszystko dobra robota. Dobrze to zorganizowałaś.

Samane była zaskoczona nagłą zmianą u dyrektora.

– Część winy za to co się stało, ponoszę też ja. Nie domyśliłem się tego co wy.

I być może gdyby nie wasza akacja, źle by się to skończyło. Poza tym, Samane uratowała

też mnie. Akademia nie może stracić takich talentów, dlatego nie wyrzucę

was z akademii, ale bez kary się nie obejdzie.

Wszyscy odetchnęli z ulgą.

– Skoro jesteście tacy dobrzy, pojedziecie na miesięczny obóz z Katonem. Mai

ciebie też to dotyczy. Nie jedziesz ze swoją klasą.

– Tylko taka kara? – zdziwił się Miki.

– Niech was to nie zmyli. Normalnie obóz trwa dwa tygodnie i większość nie

daje rady, wracają wcześniej do akademii i lądują w skrzydle szpitalnym.

Wszyscy spojrzeli po sobie, zastanawiając się, co takiego robi się na tym obozie.

– Natomiast jeśli chodzi o ciebie Samane. Muszęsię zastanowić, co z tobą zrobić.

Widzimy się dzisiaj po południu w moim gabinecie. – Spojrzał znów Samane

w oczy. – I oby mi to było ostatni raz. – Dodał znów groźniej. – Trzasnął drzwiami

i wyszedł.

– Nie zdążyliśmy się przebrać – skomentowała Tiri, czując zmęczenie.

– To nie o to chodzi – Samane padła na kanapę.

– Co teraz będzie z tobą? – martwiła się Sojta.

– Pewnie mnie wyrzuci – dziewczyna miała już najczarniejsze myśli w głowie.

– Nie mogą cię wyrzucić, nie po tym, jak uratowałaś akademię i królestwo –

Sayate miała łzy w oczach.

– To prawda – dodała Sojta – Sam dyrektor powiedział, że takie talenty nie mogą

się zmarnować. Pochwalił cię przecież.

– Zawsze, gdy coś idzie nie tak, odpowiedzialność ponosi dowódca. Was wyślą

na obóz. Dyrektor może przenieść mnie do innej klasy .

– Nie – odpowiedziała Febra. – Nie pozwolimy na to. Mam względem ciebie

niespłacony dług. – Niebieskowłosa księżniczka nagle wyszła z pokoju.

– Nasza klasa bez ciebie to nie to samo– odezwała się zapłakana Sayate, wychodząc

za Febrą.

– Nie możecie wiecznie być ode mnie zależni – Samane spuściła głowę. Pora,

byście nauczyli się sami swojego życia. Ja jestem tylko przeszkodą, byście się mogli

rozwijać.

– Wręcz przeciwnie – zganiła ją Tiri. – Gdyby nie ty, nikt z nas nie osiągnąłby

tego, co ma teraz. To ty cały czas motywowałaś nas do ciężkiej pracy, do przekraczania

swoich możliwości. Wybrałam cię na dowódcę w pierwszym dniu, gdy się

spotkałyśmy. Wiedziałam, że będziesz najlepsza. Potem z trudem zdobyłam się,

żeby ci zaufać. Uratowałaś mi życie. Ja też mam względem ciebie dług do spłacenia

– Tiri trzasnęła drzwiami i wyszła.

Wszyscy nagle wyszli z pokoju. Samane zbliżyła się do okna, patrzyła, jak fajerwerki

kończą się palić. Na wschodzie zaczynało świtać. Dyrektor i nauczyciele stali

oszołomieni, zerkali na około czterdziestkę związanych Tora, śpiących jak dzieci.

Uczniowie stojący na dziedzińcu, zostali przegonieni z powrotem do akademika,

ale tłumu gapiów w oknach nie dało się w żaden sposób powstrzymać, pomimo

krzyków i rozkazów. Pomagało tylko na chwilę.

Koło godziny szóstej rano, przyjechały opancerzone samochody i zabrały śpiochów

w płaszczach. Niektórzy budzili się, protestowali i szarpali. Jeden ze związanymi

dłońmi, uciekł i biegł wprost na dyrektora. Generał wyciągnął broń i strzelił.

– Mogłeś go oszczędzić generale – odezwał się jeden ze strażników. – mieliśmy

go jeszcze przesłuchać.

– I przesłuchacie – skomentował chłodno dyrektor, chowając broń.

Chłopak leżący na ziemi obrócił się na plecy stękając z bólu. Strzał trafił w jego

nogę. Strażnicy zabrali go, choć szarpał się, próbował gryźć i wbijać pazury.

– To ich robota? – spytał cicho Akelai.

– Tak. Już z nimi rozmawiałem. Będą mieli miesięczny obóz.

– Nie przeżyją tego – zmartwił się Akelai. – Byłeś przy tym prawda? – Akelai

zobaczył jego pomięte ubranie i zadrapania.

– Tak, wzięli mnie na zakładnika.

Akelai wytrzeszczył oczy.

– Nie zgadniesz, kto mnie uratował? – kontynuował z sarkazmem dyrektor, ruszając

w stronę akademii.

– Samane – odpowiedział Akelai, dobrze wiedziała, o co chodzi – mówiłem ci,

że te dzieciaki sobie poradzą. – Uśmiechnął się.

– Inna sprawa, że dowiedziałem się, dlaczego nie chcieli nam o tym powiedzieć.

Akelai nastawił się na słuchanie.

– To miał być zamach na samego króla. Chcieli się dostać do zamku przez tunel

z akademii.

Akelai stanął jak wryty, a idąca z przeciwka Aina, wlepiła w niego oczy.

– Nikt by w to nie uwierzył – odezwał się Akelai – mieli rację ukrywając to.

– Zastanawia mnie, jak Samane do tego doszła? – skomentowała Aina, zatrzymując

się naprzeciwko panów.

– Teraz wydaje mi się to wyjątkowo proste. Jeśli chcesz zniszczyć wroga, zniszcz

jego przywódcę. Więc plan był taki , by dostać się niepostrzeżenie do zamku. Najlepiej

to zrobić, łapiąc kontakty w akademii, w której jest księżniczka. W między546

547

cz a sie odkryli, że pod akademią ciągną się tunele. Wykorzystali porwanie Tiri, by

znalazła w starych, zaszyfrowanych danych akademii mapy. Gdy Tiri została odbita,

wykombinowała wszystko tak, by przy okazji odzyskać nasz system. Samane

miała mapę wszystkich tuneli, była w stanie przewidzieć ruchy szefowej i zastawić

pułapkę przy wejściu do tunelu. Byłem świadkiem idealnego osaczenia. Szefowa

nie miała gdzie uciec i została pozbawiona wszystkich swoich ludzi.

– W takim razie chcielibyśmy, by te dzieciaki opisały całą akcje – odezwał się

ktoś obok dyrektora.

Generał odwrócił się, a przed nim stał główny generał Iroha.

Dyrektor, Aina i Akelai, równo ustawili się na baczność, zasalutowali. Generał

Iroha przyłożył dłoń do skroni i po chwili opuścił.

– Przysłał mnie tutaj sam król, żebym wyjaśnił sprawę – generał podążył w stronę

akademii, a dyrektor zaczął opowiadać całe zdarzenie ze swojego punktu widzenia.

Przed południem dyrektor siedział już w gabinecie i zastanawiał się, co zrobić

z Samane. Generał Iroha wysłuchał jego historii, w międzyczasie przyszło kilka

osób z klasy Samane, prosząc, by dyrektor pozostawił ją w pierwszej klasie. Wszyscy

zapierali się, że wolą odejść z akademii niż być w niej bez Samane, a Febra i Tiri

zarzekały się, że mają dług do spłacenia. Przy okazji generał Iroha wypytywał ich

o wszystko, co działo się podczas nocnej akcji. Wcześniej dyrektor zaprowadził

go do biblioteki, gdzie zabrano ampułki ze środkiem nasennym. Gdy zobaczyli

samochód Seta, poszli wzdłuż drogi przez park, znajdując dwa czarne i rozbite

samochody. Ślady opon na drodze sugerowały zażarty pościg. Generał Iroha przyglądał

się śladom strzałów na karoserii.

– Mieli pomoc z powietrza. Sam bym tego lepiej nie wymyślił – skomentował.

Generał był pod wrażeniem oddania całej grupy i tego co zrobili. Razem z dyrektorem

wrócili do gabinetu.

– Zaplanowali to i wykonali lepiej niż zawodowcy, a do tego ryzykowali życiem

– skomentował generał.

– Dostali już karę – odpowiedział dyrektor, wpatrując się w jakieś kartki.

– Karę? – zdziwił się generał Iroha – Jak król się o tym dowie, dostaną nagrodę.

Do gabinetu weszła Samane.

– Witaj. Czekałem na ciebie – dyrektor oderwał się od swoich zajęć.

Samane opuściła dłoń i zdziwiona obecnością głównego generała, wpatrywała

się w niego.

– Generał został tutaj wezwany, by wyjaśnić tą sprawę – dyrektor wskazał na niego

dłonią.

– O nie – pomyślała Samane. – Teraz na pewno wyrzucą wszystkich z akademii.

– Chciałabyś coś powiedzieć Samane? – dyrektor dostrzegł jej zmieszaną minę.

– Całą winę za to, co się stało, ponoszę ja. Nie chcę, żeby ktokolwiek z mojej klasy

został wyrzucony z akademii. Jeśli już ma pan kogoś wyrzucać, niech to będę ja.

Wezmę na siebie całą odpowiedzialność.

Dyrektor i generał spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się.

– I co ja mam z tobą dziewczyno zrobić? – zastanawiał się Jass.

– Oddałabyś za nich życie, prawda? – spytał generał Iroha.

Samane kiwnęła głową.

– Zupełnie jak twój dziadek – generał uśmiechał się.

– Nie mógłbym się od tak pozbyć takiego talentu – odezwał się dyrektor. – Miałem

za karę przenieść cię do trzeciej klasy. Wiesz, że prawie cała twoja klasa była

dzisiaj u mnie, prosząc, bym cię z nimi zostawił.

Samane była w lekkim szoku, chociaż poniekąd spodziewała się tego.

– Zauważyłem, że wy nawzajem się nakręcacie. Gdybym was rozdzielił, zrobiłbym

ogromną krzywdę, nie tylko tobie, ale także im. Gdyby nie ty, nic by nie osiągnęli.

Zresztą to ich słowa. Zostajesz w tej samej klasie.

Samane uśmiechnęła się.

– Dziękuję.

– Niezwykłe oddanie. Powiedz mi, czy to ty wymyśliłaś tą akcję i nią dowodziłaś?

– dopytywał Iroha.

– Tak – odpowiedziała Samane. – Chociaż to grupa nalegała, by to zrobić. Początkowo

byłam temu przeciwna, ale gdy w grę wchodziły losy królestwa, nie miałam

wyjścia.

– Gdzie się tego nauczyłaś? – Iroha wyszedł zza biurka i podszedł do dziewczyny.

– Nigdzie. Kierowałam się intuicją i wiedzą, którą kiedyś przekazał mi dziadek.

– Myślę, że to nieprawda – generał zbliżył się jeszcze bardziej.

– Mamy inne czasy i inne możliwości. Wydaje mi się młoda damo, że masz w sobie

to coś, co posiadał też twój dziadek. – Generał patrzył jej prosto w oczy.

– Co ma pan generał na myśli? – spytała chłodnym tonem, zachowując podobną

postawę jak podczas przesłuchania w pokoju dyrektora.

Generał wyprostował się i zaczął ją obchodzić dookoła.

– Inteligencję, dumę, śmiałość, oddanie, charyzmę, a przede wszystkim odwagę.

– Ani razu, nie wahałaś się podjąć ryzyka, bez względu na konsekwencje. Nigdy

w twoich oczach nie widziałem strachu. Choć wiadomo, że on zawsze jest.

Generał zatrzymał się znowu przed nią i położył jej dłoń na ramieniu.

– Idź i ciesz się ze swoją klasą.

Samane zasalutowała i zrobiła piękny w tył zwrot , wróciła do swojego pokoju.

– I co? – dopytywała się Sojta, gdy tylko przekroczyła próg.

548 549

W pokoju byli chyba wszyscy zaangażowani w nocną akcje.

– Zostaję z wami! – zawołała, a cała grupa rzuciła jej się na szyję.

Sojta i Sayate płakały ze szczęścia, przewracając Samane na ziemię. Nagle Miki

i Orli wpadli z poduszkami, okładając ją.

– Ja nie będę tego sprzątać – zawołała uradowana Samane, kopiąc w poduszkę.

W pokoju po chwili zrobiło się biało od piórek.

– Śnieg sypie! – wykrzyczała Kazari, stojąc w oknie.

Wszyscy zerwali się z ziemi.

– Ale pięknie – zawołała Sojta. – Jak w bajce.

Na zewnątrz gęste płatki śniegu osadzały się na drzewach i kablach z prądem.

Samane mimowolnie uśmiechnęła się. Wszyscy w tej chwili poczuli się znów jak

małe dzieci. Za to świat pokryła cisza,cisza tajemnicy, a może tego co nieuniknione

z nastaniem wiosny– nowych planów, nowego życia, czy może kolejnych

zagrożeń i wyzwań. Kraje zaangażowane w wojnę wstrzymały do wiosny swe działania.

Linia frontu podniosła się ku północy, pozostawiając sytuację Zjednoczonego

Królestwa Gwiazdy na dobrej pozycji. Tora zostali uwięzieni, a część z nich

już skazano na śmierć. Żaden więcej nie pojawił się w akademii. Strażników narzuconych

przez króla wycofano, ale uczniowie zobowiązali się sami pełnić straż.

Dla drużyny Samane wszystko dobrze się skończyło. Wiosną mieli jechać na obóz,

a na razie ze spokojem skupili się na dotychczasowej nauce.

o

Ciemne pomieszczenie oświetlało kilka świec. Sufit podtrzymywały kolumny,

a na końcu alei prowadzącej między nimi, znajdował się pozłacany tron, z wyrzeźbionych

i splecionych ze sobą węży. Na tronie siedział rosły, otyły mężczyzna, lecz

blask świec nie docierał do jego twarzy. Nagle dało się słyszeć stuk mokasynów

o marmurową posadzkę. Dźwięk odbijał się echem po dziwnym pomieszczeniu.

– Panie, przynoszę ci nowe wieści – łysy mężczyzna w garniturze i czarnej masce

na oczach ukłonił się nisko, stając przed tronem.

– Mów – odezwał się gruby mężczyzna. Jego głos był niski i donośny.

– Ta dziewczyna, którą kazałeś sprawdzić, może być dla nas niebezpieczna. –

Mężczyzna w garniturze sięgnął do kieszeni i na odtwarzaczu pokazał film z jej

walki i moment, gdy pokonała mechanicznego psa.

– Ciekawe, ciekawe – skomentował grubas.

– Ona zagraża naszym planom, panie – mimo że jest w pierwszej klasie, zmieniła

strategię Królestwa Gwiazdy na naszą niekorzyść, a na dodatek udaremniła plan

naszych sług Tora. Ona jest wnuczką generała Rety Sejom, tego człowieka, który

nieomal zakończył wojnę.

– Co! – grubas wyraźnie poruszył się na dźwięk nazwiska, ale po chwili ochłonął.

– Masz na myśli tego, który się nam sprzeciwił, a potem sam poszedł na śmierć?

– Tak – Mężczyzna w garniturze potwierdził przypuszczenie. – Co z nią zrobimy?

Ona jest dla nas zagrożeniem.

– Taki talent nie może się zmarnować. Poobserwujemy, poczekamy, a gdy więcej

się nauczy, zaprosimy do nas. Będzie naszym najlepszym sługą, jak większość generałów

w tym śmiesznym kraju.

Mężczyzna w garniturze ukłonił się i zniknął gdzieś w alei kolumn.






Wykorzystane cytaty:

„Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego.”

Shelogh Brown.

„Wielkie zwycięstwa nigdy nie przychodzą łatwo i na pewniaka, wielcy zwycięzcy zaś w ostatecznym rozrachunku różnią się od przeciętniaków śmiałością.”

Andrzej Machnik

Komentarze