Rozdział 20 Kara
Dyrektor rzucił się na swoja kopię, powalając ją na ziemię. Postać broniła się
zażarcie, kopiąc i uderzając pięściami. Dyrektor cofnął się i gdy jego wróg wstał,
zrobił wiatrak nogami. Strzelił do niego z broni. Pojawili się kolejni. Dyrektor
strzelił, trafiając w trzech, a dwaj z nich uciekli. Wrócił z powrotem i zauważył
Szefową walcząca z drugą ukrywającą się osobą, którą jak przypuszczał, była Samane.
Dziewczyny poturlały się na dół po schodach. Dyrektor ruszył za nimi,
zbiegając po stopniach. Zobaczył jak się szarpią, a potem Szefowa próbowała wbić
Samane igłę w oko. Dziewczyna siłą powstrzymywała szefową, widząc igłę tuż nad
swoją źrenicą. Drugą ręką zebrała w dłoni światło w formie ptaka i uderzyła szefową,
która krzyknęła z bólu, obrywając w ranę od miecza. Nim Samane zdążyła
ją z siebie zrzucić, dyrektor złapał ją z tyłu za ubranie i odrzucił na bok. Saamne
podniosła się, usiadła na piętach i patrzyła, jak szefowa trzyma się za bok, powoli
się podnosi i łapie porozrzucane ampułki. Samane szybko sięgnęła po jedną z nich
i rzuciła w nią, dokładnie celując. Igła wbiła się w oko przeciwniczki. Mroczna
wojowniczka krzyknęła z bólu, wyciągnęła igłę i zakryła dłonią krwawiące oko.
Niespodziewanie wybiegła, znikając pozostałym z oczu. Samane pozbierała pozostałe
ampułki i włożyła do pistoletu. Z góry zbiegli pozostali Tora, blokując drogę
do wyjścia. Febra zjechała po balustradzie i uderzając od tyłu, zamroziła pięciu.
Wylądowała obok Samane.
– Możesz zamrozić podłogę? – spytała Samane, wpadając na idealny pomysł, jak
stąd uciec.
Febra kiwnęła głową i zamroziła posadzkę. Dziewczyny rzuciły się i ślizgiem
przejechały pod nogami wrogów. Niektórzy próbowali je złapać, ale po każdym
ruchu przewracali się. Jednemu udało się przechwycić pistolet Saamne. Lód się
skończył i dziewczyna stała teraz naprzeciwko wroga z jej bronią.
– Uważaj – krzyknął dyrektor.
Samane wyczuła moment i uchyliła się przed strzałem, ale pocisk poleciał dalej,
odbił się od regału i trafił dyrektora w ramię.
– O nie! – Samane obejrzała się.
Dyrektor szybko wyciągnął strzykawkę. Dziewczyna dostrzegła, że tylko jedna
czwarta zdążyła dostać się pod skórę.
538 539
W ściekła kopnęła przeciwnika i odzyskała swoją broń. Obie z Febrą wybiegły
z biblioteki.
– Gdzie teraz? – spytała Febra w biegu.
– Za wszelką cenę będzie chciała dostać się do któregoś z wejść. Najbliżej jest to
w klasie technicznej, gdzie kiedyś przyłapał nas dyrektor.
– A co z nim teraz będzie? – dopytywała Febra.
– Mam nadzieję, że taka dawka na niego nie podziała. Nie mam teraz czasu
kontaktować się z Sojtą.
Dyrektor ślizgiem po lodzie dostał się do drzwi. Niektórzy Tora powoli doczołgali
się i wybiegli na korytarz.
– Gdzie są strażnicy? – spytał.
Zastanawiał się przez moment, gdzie teraz pobiec. Najpierw postanowił coś
sprawdzić. Przeskoczył nad bramkami i pobiegł do akademika. Dochodząc do
schodów prowadzących do wieży, zwolnił. Wszedł ostrożnie i chwycił za klamkę.
Drzwi były zamknięte. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni munduru i wyciągnął pęk
kluczy. Otworzył ostrożnie drzwi i wszedł do środka. W salonie panował niezły
bałagan. Okna były otwarte, w kuchni leżały brudne naczynia, na stole zaś powywracane
kubki i butelki. Dyrektor wszedł dalej do pokoju dziewczyn. Na biurku
Samane leżało mnóstwo kartek z jakimiś rysunkami i notatkami. Na biurku Sojty
stały puste doniczki. Za to biurko Tiri było wysprzątane, nie licząc jednego przedmiotu.
Dyrektor podszedł i zobaczył dyktafon. Włączył go i przeglądał tytuły nagrań.
Wszystkie były ze spotkań grupy. Dyrektor był w szoku, gdy usłyszał, jak
grupa planowała całą akcję. Ostatnie nagranie miało ikonkę z gwiazdką w tytule
i nic poza tym. Dyrektor włączył je i usłyszał zniekształcone głosy.
– Jesteś pewna, gdzie uderzyć? – Spytała prawdopodobnie Samane.
– Namierzyłam sygnał w serwerowni. Ty nie pytaj o mnie, lepiej mi powiedz, co
zrobimy, jeśli się nie uda.
– Nie ma takiej opcji – odezwała się znów Samane. – Wiesz, że królestwo upadnie,
jeśli wpuścimy ich do tunelu.
– Pogrzebałam trochę w ich danych. Nazwali tą operacje „Upadkiem Królestwa
Gwiazdy”. – odezwała się Tiri.
– Robak miał się uaktywnić w dniu, gdy zostanie zatwierdzona ich akcja. Planowali
to od początku przybycia do akademii.
– Dyrektor niczego się nie domyślił – po głosie można było poznać, że Samane
jest zmartwiona.
– Może jednak mu powiemy – domagała się Tiri.
– W życiu nie uwierzy, że chcą zabić Króla.
Dyrektor rzucił dyktafon na ziemię, aż ten zawiesił się, w kółko powtarzając
ostatnie zdanie.
– Szlag by to! – zaklął , usiadł na łóżku Samane i wpatrywał się w gadające urządzenie.
Po chwili uspokoił się. Wyłączył dyktafon i odłożył na swoje miejsce.
Sprawdził też pokój Febry i Saayte. Wszędzie był taki bałagan, jakby zbierali się
w pośpiechu i nagle wyszli. Dyrektor miał też sprawdzić pokój Yashi, ale rozmyślił
się.
– Nie byłaby na tyle głupia, by angażować księżniczkę, gdy chcą zabić króla –
pomyślał i odszedł. Zbiegł szybko na dół po schodach. Zatrzymał się na korytarzu,
rozglądając dookoła i zastanawiając, gdzie ma pójść i co teraz robić. Przypomniały
mu się słowa z nagrania.
– Tunel, Król, dziewczyny w sali, w piwnicy – skojarzył fakty. – O nie! – Ruszył
pędem do piwnicy, w której przyłapał dziewczyny ostatnim razem.
Samane razem z Febrą wbiegły na korytarz w piwnicy. Przy drzwiach była właśnie
szefowa. Na widok Samane odwróciła się i zaczęła strzelać. Dziewczyny schyliły
się, a Samane odbiła strzały tarczą. Szefowa wbiegła do środka. Dziewczyny
tuż za nią.
– Stój! – zawołała Samane, celując pistoletem.
Szefowa zatrzymała się. Dziewczyny zeszła po schodach , drzwi zostały otwarte.
– Febra, ściągnij pozostałych, według planu – Samane przekazała wiadomość
Febrze, za pomocą iluzji snu.
Dziewczyna wyszła z sali i pobiegła po pozostałych.
– Więc teraz zostałyśmy same. Aż tak bardzo chcesz umrzeć, dziewczynko z klanu
Sejom?
– Sama króla nie zabijesz. Nie masz już ludzi. Poza tym jesteś ranna.
Tymczasem dyrektor zatrzymał się przed drzwiami.
– Skąd o tym wiesz? – Szefowa była zszokowana.
– Domyśliłam się. Mówią o mnie, że jestem sprytna. Chociaż nie do końca rozumiem,
co to znaczy. Gdym tego nie wiedziała, nie ułożyłabym planu, który cię
pogrzebie. – Samane poczuła obecność dyrektora za sobą. – Przyznaj, że ta cała
szopka z trucizną, miała odwrócić uwagę od głównego celu.
– Nieprawda. Pierwszorzędnym celem było zabicie księżniczki, a potem zrozpaczonego
króla. Jednak góra po ogólnym rozpoznaniu uczniów i ich zdolności, wydała
listę osób, które mogły zagrażać całemu planowi i rozkazała ich zlikwidować
przy okazji. Flaya była słabym ogniwem. Nie wiedziała wszystkiego o klanach i to
nas zgubiło, ale plan miał się udać w drugiej fazie. To prawda, że jesteś sprytna.
Sprytniejsza od generała, pod nosem którego wszystko się działo. To nie on się
wszystkiego domyślił, tylko ty. Na dodatek ułożyłaś taki plan i tak przygotowałaś
540 541
się do tej rozgrywki, że niejeden zawodowiec pewnie by cię pochwalił. Przyznam,
że cię nie doceniłam. Może wtedy mój plan byłby lepszy.
– Nie byłabyś w stanie. Nauczyłaś się trzymać schematu. Natomiast ja cały swój
plan modyfikowałam w zależności od okoliczności.
– Może przewidziałaś wszystko, ale na pewno nie to, że właśnie ci zwieję – szefowa
otworzyła klapę i chciała wejść do tunelu.
Dyrektor zbiegł po schodach, by ją złapać i zatrzymał się zaskoczony.
Z tunelu wyszły dwie osoby mierząc w kobietę z pistoletów ze środkiem nasennym.
Szefowa odwróciła się, chcąc uciekać do wyjścia, ale w drzwiach i na schodach
stały kolejne cztery osoby, również w nią mierzyły.
– Naprawdę mnie nie doceniłaś Akai. A niby należysz do tego samego klanu co
ja.
Szefowa była zdezorientowana.
– No proszę idealne osaczenie – skomentował dyrektor .
Wiedział, że to ekipa Samane, ale nie potrafił nikogo rozpoznać.
Wszyscy perfekcyjnie ukrywali swoją energię.
– Kolej na ciebie Akai – Samane przystawiła jej pistolet do szyi. – Nie próbuj się
wyrywać, jeśli ja nie trafię, oni wszyscy wbiją ci strzykawki w tym samym czasie,
a taka dawka może być śmiertelna.
– Nie zabijesz mnie? – zdziwiła się szefowa.
– Dla ciebie byłoby to wygodne prawda? Ale będziesz musiała jeszcze na to poczekać.
Ja nie jestem mordercą. – Samane nacisnęła spust i po kilku sekundach
szefowa upadła nieprzytomna na ziemię.
Teraz wszyscy patrzyli to na Samane, to na dyrektora, nie wiedzieli, co zrobić.
Samane też nie wiedziała . Z jednej strony dobrze, że tutaj był, przynajmniej dowiedział
się o wszystkim i może w końcu uwierzy, a z drugiej strony zaraz mógł im
kazać ściągnąć kaptury i chustki z twarzy.
– Niedobrze – myślała, jak teraz pozbyć się dyrektora. Może ktoś z tyłu trafiłby
w niego i uśpił.
Samane już miła przekazać wiadomość do kogoś z tyłu, gdy dyrektor sam upadł.
Wszyscy zaskoczeni, doskoczyli do niego.
– Śpi – odezwała się Sojta
Samane rozpoznała ją po głosie.
– Oberwał wcześniej jednym pociskiem w ramię, ale go wyciągnął. Pod skórę
dostało się może jedna czwarta dawki.
– Będzie spał około godziny – skomentowała Sojta.
– Może dla pewności strzelmy jeszcze jedną.
– Nie. To by się mogło źle skończyć – Sojta powstrzymała dłoń Orlego, który
celował w dyrektora.
– Więc co teraz zrobimy? – dopytywał Orli.
– Ekipa lotnicza biegiem na dziedziniec. Ci, którzy przeżyli potyczkę w bibliotece,
będą próbowali uwolnić pozostałych. Wyłapcie ich w sieć i zwiążcie. Miki,
Chonra, Laomi i Set musicie pozbierać śpiochów z biblioteki. Tiri i Leeme, jak
chłopaki skończą, przywróćcie normalny monitoring. Mai przygotuj małe bum,
gdy już wszystko będzie gotowe.
– A co z dyrektorem? – Febra patrzyła na niego z politowaniem.
– Na razie go tutaj zostawimy. Za godzinę powinien się obudzić. Przez ten czas
musimy wszystko skończyć.
– Obawiam się, że mamy mniej czasu – Sojta przyłożyła dłoń do czoła dyrektora.
– Obudzi się wcześniej. Jego organizm inaczej reaguje.
– Do roboty, szybko! – zawoła Samanei wybiegła z pomieszczenia. – Kto nie ma
zajęcia,niech pomoże pozostałym.
o
Samane na ścigaczu goniła kilku zbiegów. Zatarasowała im drogę, a gdy próbowali
uciec , wpadli w sieć przywiązaną do ścigaczy Akeri i Kazari. Sayate i Febra
strzeliły do nich środkiem usypiającym.
– To już ostatni – odezwała się Samane lądując.
– Mai przygotuj się, za pięć minut odpal – odezwała się do radia.
Mai była już w swoim pokoju, czekała tylko na sygnał.
Chłopcy położyli jeszcze obok duży transparent . Wszyscy zaczęli uciekać
z miejsca do akademika. Część musiała odstawić ścigacze. Samane wylądowała
razem z pozostałymi. Set zaparkował swój samochód, po czym wszyscy pędem
pobiegli do akademika.
o
Dyrektor obudził się i gdy tylko zorientował się gdzie jest, zerwał się na równe
nogi. W pomieszczeniu było pusto, klapa od tunelu zamknięta, a drzwi do sali
otwarte. Dyrektor lekko jeszcze ospały podniósł się.
– To był sen, czy wydarzyło się naprawdę? – Powoli zaczął przypominać sobie
urywki z wydarzeń. Pobiegł do biblioteki. Nigdzie nie było żadnego Tora. Spojrzał
na podłogę i zobaczył kilka ampułek ze środkiem nasennym.
– No tak, w końcu tym oberwałem – uświadomił sobie.
Zobaczył ślady krwi na podłodze i przypomniał, jak szefowa oberwała w oko.
– Właśnie. Gdzie ona jest? Gdzie jest Samane? Czy oni jeszcze żyją? Co z królem
i królestwem?
Wybiegł na korytarz i znów nie wiedział, gdzie ma się udać. Postanowił wezwać
Akelaia i Ainę. Domyślając się, że jeszcze spali, w końcu była piąta rano, postano542
543
wi ł obudzić ich osobiście. Najpierw pobiegł po Akelaia.
Samane zdyszana wpadła do pokoju.
– Mai, co ty tu robisz? – zdziwiła się.
– Pomyślałam, że stąd będzie lepszy widok.
– Wszyscy w pokojach? – zawołała Samane przez radio.
– Tak – odezwała się Sayate i Febra, wchodząc razem ze swoją drużyną do pokoju
Samane.
– Po co wy tu? – zdziwiła się Mai.
– Stąd jest najlepszy widok – zaśmiała się Febra.
Wszyscy usadowili się w oknach. Patrzyli na grupę związanych i nieprzytomnych
gości w płaszczach. Przed nimi leżał duży transparent napisany w języku
Królestwa Gwiazdy i w języku Skały:
„Pozdrowienia od uczniów akademii. Wyjazd z naszego terenu i obyśmy was tu
więcej nie widzieli.”
Samane śmiała się z tego tekstu.
– Mai odpalaj.
Dziewczyna kliknęła na zegarek i w tym momencie rozległ się huk i wybuch,
zapaliła się kilka ognisk wokół śpiących Tora. Uczniowie z innych klas wyjrzeli
przez okna i bili brawo, gwizdali i darli się wniebogłosy z radości.
Dyrektor usłyszał huk, a potem jakieś gwizdy i wołania w okolicach akademika.
Zawrócił i pobiegł w tamtą stronę. Niektórzy uczniowie wyszli na zewnątrz, popatrzeć
z bliska. Dyrektor wybiegł na dziedziniec.
– Więc to tutaj zebrali wszystkich pokonanych –zauważył nieprzytomną szefową.
Zamiast patrzeć na nią, spojrzał w górę na wiwatujących uczniów. Zobaczył ekipę
Samane w oknach jednej kwatery. Dostrzegł też ubrania.
– Nie zdążyli się jeszcze przebrać – pomyślał.
Pobiegł do akademika i dalej do wieży.
Samane i jej ekipa świętowali w pokoju. Jeden rzucał się na drugiego i wszyscy
skakali, śmiejąc się i krzycząc. Na to do pokoju niezauważony wszedł dyrektor.
– BACZNOŚĆ! – wykrzyczał, a całej ekipie omal serca nie podskoczyły do gardła.
Samane odwróciła się i pomyślała tylko o jednym.
– To już mogę pożegnać się z akademią.
Pozostałe osoby, miały podobne myśli. Wszyscy stali sztywno, boli się poruszyć,
a nawet głośniej przełknąć ślinę.
– Co się tu dzieje? – spytał dyrektor.
– Patrzyliśmy na to, co się stało – odpowiedziała Samane, nie dając po sobie
poznać, że jest zdenerwowana.
– Nieźle – skomentował. Chodził tam i z powrotem, spoglądał na Samane ze
wszystkich stron.
– Czemu w takim razie nie jesteście ubrani w piżamy?
Samane nie wiedziała, co powiedzieć.
– Jest sobota, mieliśmy małą imprezę.
– Widziałem tą imprezę na własne oczy. Nie było was w pokojach. To na zewnątrz
to wasza sprawka prawda?! – krzyczał dyrektor do Samane, która dalej
nie dała niczego po sobie poznać, w przeciwieństwie do pozostałych, oni trzęśli
się albo ciężko oddychali. Dyrektor wyglądał na wściekłego i gdyby nad sobą nie
panował, pewnie rozwaliłby wszystko wokół.
– Nie, to nie nasza sprawka – odpowiedziała pewnie dziewczyna.
– Nie wiedziałem, że potrafisz kłamać w żywe oczy i to z takim spokojem – dyrektor
spojrzał jej w oczy. Źrenice nie były tak wielkie jak podczas walki. Stali tak
przez moment. W tym chwili przez otwarte okna wpadł wiatr i zdmuchnął zaczepiony
za deskę w suficie plan.
Ogromna kartka spadła na głowę Saamne.
– Dlaczego akurat teraz? – pomyślała, czując, że papier uderza ją w głowę, a potem
spada na ziemię.
Dyrektor podniósł go i zerknął, a potem odłożył na stół.
– Wiecie, na jakie niebezpieczeństwo naraziliście siebie i akademię. Złamaliście
chyba z dziesięć punktów regulaminu szkoły. Doliczając uśpienie strażników, to
jedenaście – dodał krzycząc tak, że wszyscy mieli ochotę pozatykać sobie uszy.
– To było konieczne – odparła Samane, wiedząc, że teraz już nie da się tego ukryć.
– Co było konieczne? Ryzykowanie własnym życiem, żeby zemścić się na Tora?
– Gdybyśmy tego nie zrobili, zabiliby króla. Gdyby szefowa dostała się do tego
tunelu, to byłby koniec Królestwa Gwiazdy – Samane podniosła ton głosu.
– Dlaczego mi o tym nie powiedzieliście?
– Uwierzyłby pan, gdybym tak po prostu przyszła do gabinetu i powiedziała,
że Tora są w akademii, bo chcą się dostać do zamku i wysadzić go w powietrze
razem z królem?
Dyrektor zatrzymał się, nic nie mówił.
– To prawda, nie uwierzyłbym –posmutniał i teraz mówił spokojnym głosem. –
Dlatego przyznaję wam rację. Możecie usiąść – dodał, opuszczając bezradnie ręce.
Ekipa z lekką ulgą usiadła. Niektórzy odetchnęli. Podszedł do Samne, która nadal
stała i zrobił zamach dłonią, jakby chciał ją uderzyć w twarz. Dziewczyna lekko
zmrużyła oczy, przygotowując się na uderzenie. Nie zamykała ich i nie kuliła się,
nie chcąc niczego po sobie pokazać. Nagle zamiast uderzenia w twarz, poczuła
544 545
kle p nięcie w ramię.
– Mimo wszystko dobra robota. Dobrze to zorganizowałaś.
Samane była zaskoczona nagłą zmianą u dyrektora.
– Część winy za to co się stało, ponoszę też ja. Nie domyśliłem się tego co wy.
I być może gdyby nie wasza akacja, źle by się to skończyło. Poza tym, Samane uratowała
też mnie. Akademia nie może stracić takich talentów, dlatego nie wyrzucę
was z akademii, ale bez kary się nie obejdzie.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
– Skoro jesteście tacy dobrzy, pojedziecie na miesięczny obóz z Katonem. Mai
ciebie też to dotyczy. Nie jedziesz ze swoją klasą.
– Tylko taka kara? – zdziwił się Miki.
– Niech was to nie zmyli. Normalnie obóz trwa dwa tygodnie i większość nie
daje rady, wracają wcześniej do akademii i lądują w skrzydle szpitalnym.
Wszyscy spojrzeli po sobie, zastanawiając się, co takiego robi się na tym obozie.
– Natomiast jeśli chodzi o ciebie Samane. Muszęsię zastanowić, co z tobą zrobić.
Widzimy się dzisiaj po południu w moim gabinecie. – Spojrzał znów Samane
w oczy. – I oby mi to było ostatni raz. – Dodał znów groźniej. – Trzasnął drzwiami
i wyszedł.
– Nie zdążyliśmy się przebrać – skomentowała Tiri, czując zmęczenie.
– To nie o to chodzi – Samane padła na kanapę.
– Co teraz będzie z tobą? – martwiła się Sojta.
– Pewnie mnie wyrzuci – dziewczyna miała już najczarniejsze myśli w głowie.
– Nie mogą cię wyrzucić, nie po tym, jak uratowałaś akademię i królestwo –
Sayate miała łzy w oczach.
– To prawda – dodała Sojta – Sam dyrektor powiedział, że takie talenty nie mogą
się zmarnować. Pochwalił cię przecież.
– Zawsze, gdy coś idzie nie tak, odpowiedzialność ponosi dowódca. Was wyślą
na obóz. Dyrektor może przenieść mnie do innej klasy .
– Nie – odpowiedziała Febra. – Nie pozwolimy na to. Mam względem ciebie
niespłacony dług. – Niebieskowłosa księżniczka nagle wyszła z pokoju.
– Nasza klasa bez ciebie to nie to samo– odezwała się zapłakana Sayate, wychodząc
za Febrą.
– Nie możecie wiecznie być ode mnie zależni – Samane spuściła głowę. Pora,
byście nauczyli się sami swojego życia. Ja jestem tylko przeszkodą, byście się mogli
rozwijać.
– Wręcz przeciwnie – zganiła ją Tiri. – Gdyby nie ty, nikt z nas nie osiągnąłby
tego, co ma teraz. To ty cały czas motywowałaś nas do ciężkiej pracy, do przekraczania
swoich możliwości. Wybrałam cię na dowódcę w pierwszym dniu, gdy się
spotkałyśmy. Wiedziałam, że będziesz najlepsza. Potem z trudem zdobyłam się,
żeby ci zaufać. Uratowałaś mi życie. Ja też mam względem ciebie dług do spłacenia
– Tiri trzasnęła drzwiami i wyszła.
Wszyscy nagle wyszli z pokoju. Samane zbliżyła się do okna, patrzyła, jak fajerwerki
kończą się palić. Na wschodzie zaczynało świtać. Dyrektor i nauczyciele stali
oszołomieni, zerkali na około czterdziestkę związanych Tora, śpiących jak dzieci.
Uczniowie stojący na dziedzińcu, zostali przegonieni z powrotem do akademika,
ale tłumu gapiów w oknach nie dało się w żaden sposób powstrzymać, pomimo
krzyków i rozkazów. Pomagało tylko na chwilę.
Koło godziny szóstej rano, przyjechały opancerzone samochody i zabrały śpiochów
w płaszczach. Niektórzy budzili się, protestowali i szarpali. Jeden ze związanymi
dłońmi, uciekł i biegł wprost na dyrektora. Generał wyciągnął broń i strzelił.
– Mogłeś go oszczędzić generale – odezwał się jeden ze strażników. – mieliśmy
go jeszcze przesłuchać.
– I przesłuchacie – skomentował chłodno dyrektor, chowając broń.
Chłopak leżący na ziemi obrócił się na plecy stękając z bólu. Strzał trafił w jego
nogę. Strażnicy zabrali go, choć szarpał się, próbował gryźć i wbijać pazury.
– To ich robota? – spytał cicho Akelai.
– Tak. Już z nimi rozmawiałem. Będą mieli miesięczny obóz.
– Nie przeżyją tego – zmartwił się Akelai. – Byłeś przy tym prawda? – Akelai
zobaczył jego pomięte ubranie i zadrapania.
– Tak, wzięli mnie na zakładnika.
Akelai wytrzeszczył oczy.
– Nie zgadniesz, kto mnie uratował? – kontynuował z sarkazmem dyrektor, ruszając
w stronę akademii.
– Samane – odpowiedział Akelai, dobrze wiedziała, o co chodzi – mówiłem ci,
że te dzieciaki sobie poradzą. – Uśmiechnął się.
– Inna sprawa, że dowiedziałem się, dlaczego nie chcieli nam o tym powiedzieć.
Akelai nastawił się na słuchanie.
– To miał być zamach na samego króla. Chcieli się dostać do zamku przez tunel
z akademii.
Akelai stanął jak wryty, a idąca z przeciwka Aina, wlepiła w niego oczy.
– Nikt by w to nie uwierzył – odezwał się Akelai – mieli rację ukrywając to.
– Zastanawia mnie, jak Samane do tego doszła? – skomentowała Aina, zatrzymując
się naprzeciwko panów.
– Teraz wydaje mi się to wyjątkowo proste. Jeśli chcesz zniszczyć wroga, zniszcz
jego przywódcę. Więc plan był taki , by dostać się niepostrzeżenie do zamku. Najlepiej
to zrobić, łapiąc kontakty w akademii, w której jest księżniczka. W między546
547
cz a sie odkryli, że pod akademią ciągną się tunele. Wykorzystali porwanie Tiri, by
znalazła w starych, zaszyfrowanych danych akademii mapy. Gdy Tiri została odbita,
wykombinowała wszystko tak, by przy okazji odzyskać nasz system. Samane
miała mapę wszystkich tuneli, była w stanie przewidzieć ruchy szefowej i zastawić
pułapkę przy wejściu do tunelu. Byłem świadkiem idealnego osaczenia. Szefowa
nie miała gdzie uciec i została pozbawiona wszystkich swoich ludzi.
– W takim razie chcielibyśmy, by te dzieciaki opisały całą akcje – odezwał się
ktoś obok dyrektora.
Generał odwrócił się, a przed nim stał główny generał Iroha.
Dyrektor, Aina i Akelai, równo ustawili się na baczność, zasalutowali. Generał
Iroha przyłożył dłoń do skroni i po chwili opuścił.
– Przysłał mnie tutaj sam król, żebym wyjaśnił sprawę – generał podążył w stronę
akademii, a dyrektor zaczął opowiadać całe zdarzenie ze swojego punktu widzenia.
Przed południem dyrektor siedział już w gabinecie i zastanawiał się, co zrobić
z Samane. Generał Iroha wysłuchał jego historii, w międzyczasie przyszło kilka
osób z klasy Samane, prosząc, by dyrektor pozostawił ją w pierwszej klasie. Wszyscy
zapierali się, że wolą odejść z akademii niż być w niej bez Samane, a Febra i Tiri
zarzekały się, że mają dług do spłacenia. Przy okazji generał Iroha wypytywał ich
o wszystko, co działo się podczas nocnej akcji. Wcześniej dyrektor zaprowadził
go do biblioteki, gdzie zabrano ampułki ze środkiem nasennym. Gdy zobaczyli
samochód Seta, poszli wzdłuż drogi przez park, znajdując dwa czarne i rozbite
samochody. Ślady opon na drodze sugerowały zażarty pościg. Generał Iroha przyglądał
się śladom strzałów na karoserii.
– Mieli pomoc z powietrza. Sam bym tego lepiej nie wymyślił – skomentował.
Generał był pod wrażeniem oddania całej grupy i tego co zrobili. Razem z dyrektorem
wrócili do gabinetu.
– Zaplanowali to i wykonali lepiej niż zawodowcy, a do tego ryzykowali życiem
– skomentował generał.
– Dostali już karę – odpowiedział dyrektor, wpatrując się w jakieś kartki.
– Karę? – zdziwił się generał Iroha – Jak król się o tym dowie, dostaną nagrodę.
Do gabinetu weszła Samane.
– Witaj. Czekałem na ciebie – dyrektor oderwał się od swoich zajęć.
Samane opuściła dłoń i zdziwiona obecnością głównego generała, wpatrywała
się w niego.
– Generał został tutaj wezwany, by wyjaśnić tą sprawę – dyrektor wskazał na niego
dłonią.
– O nie – pomyślała Samane. – Teraz na pewno wyrzucą wszystkich z akademii.
– Chciałabyś coś powiedzieć Samane? – dyrektor dostrzegł jej zmieszaną minę.
– Całą winę za to, co się stało, ponoszę ja. Nie chcę, żeby ktokolwiek z mojej klasy
został wyrzucony z akademii. Jeśli już ma pan kogoś wyrzucać, niech to będę ja.
Wezmę na siebie całą odpowiedzialność.
Dyrektor i generał spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się.
– I co ja mam z tobą dziewczyno zrobić? – zastanawiał się Jass.
– Oddałabyś za nich życie, prawda? – spytał generał Iroha.
Samane kiwnęła głową.
– Zupełnie jak twój dziadek – generał uśmiechał się.
– Nie mógłbym się od tak pozbyć takiego talentu – odezwał się dyrektor. – Miałem
za karę przenieść cię do trzeciej klasy. Wiesz, że prawie cała twoja klasa była
dzisiaj u mnie, prosząc, bym cię z nimi zostawił.
Samane była w lekkim szoku, chociaż poniekąd spodziewała się tego.
– Zauważyłem, że wy nawzajem się nakręcacie. Gdybym was rozdzielił, zrobiłbym
ogromną krzywdę, nie tylko tobie, ale także im. Gdyby nie ty, nic by nie osiągnęli.
Zresztą to ich słowa. Zostajesz w tej samej klasie.
Samane uśmiechnęła się.
– Dziękuję.
– Niezwykłe oddanie. Powiedz mi, czy to ty wymyśliłaś tą akcję i nią dowodziłaś?
– dopytywał Iroha.
– Tak – odpowiedziała Samane. – Chociaż to grupa nalegała, by to zrobić. Początkowo
byłam temu przeciwna, ale gdy w grę wchodziły losy królestwa, nie miałam
wyjścia.
– Gdzie się tego nauczyłaś? – Iroha wyszedł zza biurka i podszedł do dziewczyny.
– Nigdzie. Kierowałam się intuicją i wiedzą, którą kiedyś przekazał mi dziadek.
– Myślę, że to nieprawda – generał zbliżył się jeszcze bardziej.
– Mamy inne czasy i inne możliwości. Wydaje mi się młoda damo, że masz w sobie
to coś, co posiadał też twój dziadek. – Generał patrzył jej prosto w oczy.
– Co ma pan generał na myśli? – spytała chłodnym tonem, zachowując podobną
postawę jak podczas przesłuchania w pokoju dyrektora.
Generał wyprostował się i zaczął ją obchodzić dookoła.
– Inteligencję, dumę, śmiałość, oddanie, charyzmę, a przede wszystkim odwagę.
– Ani razu, nie wahałaś się podjąć ryzyka, bez względu na konsekwencje. Nigdy
w twoich oczach nie widziałem strachu. Choć wiadomo, że on zawsze jest.
Generał zatrzymał się znowu przed nią i położył jej dłoń na ramieniu.
– Idź i ciesz się ze swoją klasą.
Samane zasalutowała i zrobiła piękny w tył zwrot , wróciła do swojego pokoju.
– I co? – dopytywała się Sojta, gdy tylko przekroczyła próg.
548 549
W pokoju byli chyba wszyscy zaangażowani w nocną akcje.
– Zostaję z wami! – zawołała, a cała grupa rzuciła jej się na szyję.
Sojta i Sayate płakały ze szczęścia, przewracając Samane na ziemię. Nagle Miki
i Orli wpadli z poduszkami, okładając ją.
– Ja nie będę tego sprzątać – zawołała uradowana Samane, kopiąc w poduszkę.
W pokoju po chwili zrobiło się biało od piórek.
– Śnieg sypie! – wykrzyczała Kazari, stojąc w oknie.
Wszyscy zerwali się z ziemi.
– Ale pięknie – zawołała Sojta. – Jak w bajce.
Na zewnątrz gęste płatki śniegu osadzały się na drzewach i kablach z prądem.
Samane mimowolnie uśmiechnęła się. Wszyscy w tej chwili poczuli się znów jak
małe dzieci. Za to świat pokryła cisza,cisza tajemnicy, a może tego co nieuniknione
z nastaniem wiosny– nowych planów, nowego życia, czy może kolejnych
zagrożeń i wyzwań. Kraje zaangażowane w wojnę wstrzymały do wiosny swe działania.
Linia frontu podniosła się ku północy, pozostawiając sytuację Zjednoczonego
Królestwa Gwiazdy na dobrej pozycji. Tora zostali uwięzieni, a część z nich
już skazano na śmierć. Żaden więcej nie pojawił się w akademii. Strażników narzuconych
przez króla wycofano, ale uczniowie zobowiązali się sami pełnić straż.
Dla drużyny Samane wszystko dobrze się skończyło. Wiosną mieli jechać na obóz,
a na razie ze spokojem skupili się na dotychczasowej nauce.
o
Ciemne pomieszczenie oświetlało kilka świec. Sufit podtrzymywały kolumny,
a na końcu alei prowadzącej między nimi, znajdował się pozłacany tron, z wyrzeźbionych
i splecionych ze sobą węży. Na tronie siedział rosły, otyły mężczyzna, lecz
blask świec nie docierał do jego twarzy. Nagle dało się słyszeć stuk mokasynów
o marmurową posadzkę. Dźwięk odbijał się echem po dziwnym pomieszczeniu.
– Panie, przynoszę ci nowe wieści – łysy mężczyzna w garniturze i czarnej masce
na oczach ukłonił się nisko, stając przed tronem.
– Mów – odezwał się gruby mężczyzna. Jego głos był niski i donośny.
– Ta dziewczyna, którą kazałeś sprawdzić, może być dla nas niebezpieczna. –
Mężczyzna w garniturze sięgnął do kieszeni i na odtwarzaczu pokazał film z jej
walki i moment, gdy pokonała mechanicznego psa.
– Ciekawe, ciekawe – skomentował grubas.
– Ona zagraża naszym planom, panie – mimo że jest w pierwszej klasie, zmieniła
strategię Królestwa Gwiazdy na naszą niekorzyść, a na dodatek udaremniła plan
naszych sług Tora. Ona jest wnuczką generała Rety Sejom, tego człowieka, który
nieomal zakończył wojnę.
– Co! – grubas wyraźnie poruszył się na dźwięk nazwiska, ale po chwili ochłonął.
– Masz na myśli tego, który się nam sprzeciwił, a potem sam poszedł na śmierć?
– Tak – Mężczyzna w garniturze potwierdził przypuszczenie. – Co z nią zrobimy?
Ona jest dla nas zagrożeniem.
– Taki talent nie może się zmarnować. Poobserwujemy, poczekamy, a gdy więcej
się nauczy, zaprosimy do nas. Będzie naszym najlepszym sługą, jak większość generałów
w tym śmiesznym kraju.
Mężczyzna w garniturze ukłonił się i zniknął gdzieś w alei kolumn.
Wykorzystane cytaty:
„Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego.”
Shelogh Brown.
„Wielkie zwycięstwa nigdy nie przychodzą łatwo i na pewniaka, wielcy zwycięzcy zaś w ostatecznym rozrachunku różnią się od przeciętniaków śmiałością.”
Andrzej Machnik
zażarcie, kopiąc i uderzając pięściami. Dyrektor cofnął się i gdy jego wróg wstał,
zrobił wiatrak nogami. Strzelił do niego z broni. Pojawili się kolejni. Dyrektor
strzelił, trafiając w trzech, a dwaj z nich uciekli. Wrócił z powrotem i zauważył
Szefową walcząca z drugą ukrywającą się osobą, którą jak przypuszczał, była Samane.
Dziewczyny poturlały się na dół po schodach. Dyrektor ruszył za nimi,
zbiegając po stopniach. Zobaczył jak się szarpią, a potem Szefowa próbowała wbić
Samane igłę w oko. Dziewczyna siłą powstrzymywała szefową, widząc igłę tuż nad
swoją źrenicą. Drugą ręką zebrała w dłoni światło w formie ptaka i uderzyła szefową,
która krzyknęła z bólu, obrywając w ranę od miecza. Nim Samane zdążyła
ją z siebie zrzucić, dyrektor złapał ją z tyłu za ubranie i odrzucił na bok. Saamne
podniosła się, usiadła na piętach i patrzyła, jak szefowa trzyma się za bok, powoli
się podnosi i łapie porozrzucane ampułki. Samane szybko sięgnęła po jedną z nich
i rzuciła w nią, dokładnie celując. Igła wbiła się w oko przeciwniczki. Mroczna
wojowniczka krzyknęła z bólu, wyciągnęła igłę i zakryła dłonią krwawiące oko.
Niespodziewanie wybiegła, znikając pozostałym z oczu. Samane pozbierała pozostałe
ampułki i włożyła do pistoletu. Z góry zbiegli pozostali Tora, blokując drogę
do wyjścia. Febra zjechała po balustradzie i uderzając od tyłu, zamroziła pięciu.
Wylądowała obok Samane.
– Możesz zamrozić podłogę? – spytała Samane, wpadając na idealny pomysł, jak
stąd uciec.
Febra kiwnęła głową i zamroziła posadzkę. Dziewczyny rzuciły się i ślizgiem
przejechały pod nogami wrogów. Niektórzy próbowali je złapać, ale po każdym
ruchu przewracali się. Jednemu udało się przechwycić pistolet Saamne. Lód się
skończył i dziewczyna stała teraz naprzeciwko wroga z jej bronią.
– Uważaj – krzyknął dyrektor.
Samane wyczuła moment i uchyliła się przed strzałem, ale pocisk poleciał dalej,
odbił się od regału i trafił dyrektora w ramię.
– O nie! – Samane obejrzała się.
Dyrektor szybko wyciągnął strzykawkę. Dziewczyna dostrzegła, że tylko jedna
czwarta zdążyła dostać się pod skórę.
538 539
W ściekła kopnęła przeciwnika i odzyskała swoją broń. Obie z Febrą wybiegły
z biblioteki.
– Gdzie teraz? – spytała Febra w biegu.
– Za wszelką cenę będzie chciała dostać się do któregoś z wejść. Najbliżej jest to
w klasie technicznej, gdzie kiedyś przyłapał nas dyrektor.
– A co z nim teraz będzie? – dopytywała Febra.
– Mam nadzieję, że taka dawka na niego nie podziała. Nie mam teraz czasu
kontaktować się z Sojtą.
Dyrektor ślizgiem po lodzie dostał się do drzwi. Niektórzy Tora powoli doczołgali
się i wybiegli na korytarz.
– Gdzie są strażnicy? – spytał.
Zastanawiał się przez moment, gdzie teraz pobiec. Najpierw postanowił coś
sprawdzić. Przeskoczył nad bramkami i pobiegł do akademika. Dochodząc do
schodów prowadzących do wieży, zwolnił. Wszedł ostrożnie i chwycił za klamkę.
Drzwi były zamknięte. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni munduru i wyciągnął pęk
kluczy. Otworzył ostrożnie drzwi i wszedł do środka. W salonie panował niezły
bałagan. Okna były otwarte, w kuchni leżały brudne naczynia, na stole zaś powywracane
kubki i butelki. Dyrektor wszedł dalej do pokoju dziewczyn. Na biurku
Samane leżało mnóstwo kartek z jakimiś rysunkami i notatkami. Na biurku Sojty
stały puste doniczki. Za to biurko Tiri było wysprzątane, nie licząc jednego przedmiotu.
Dyrektor podszedł i zobaczył dyktafon. Włączył go i przeglądał tytuły nagrań.
Wszystkie były ze spotkań grupy. Dyrektor był w szoku, gdy usłyszał, jak
grupa planowała całą akcję. Ostatnie nagranie miało ikonkę z gwiazdką w tytule
i nic poza tym. Dyrektor włączył je i usłyszał zniekształcone głosy.
– Jesteś pewna, gdzie uderzyć? – Spytała prawdopodobnie Samane.
– Namierzyłam sygnał w serwerowni. Ty nie pytaj o mnie, lepiej mi powiedz, co
zrobimy, jeśli się nie uda.
– Nie ma takiej opcji – odezwała się znów Samane. – Wiesz, że królestwo upadnie,
jeśli wpuścimy ich do tunelu.
– Pogrzebałam trochę w ich danych. Nazwali tą operacje „Upadkiem Królestwa
Gwiazdy”. – odezwała się Tiri.
– Robak miał się uaktywnić w dniu, gdy zostanie zatwierdzona ich akcja. Planowali
to od początku przybycia do akademii.
– Dyrektor niczego się nie domyślił – po głosie można było poznać, że Samane
jest zmartwiona.
– Może jednak mu powiemy – domagała się Tiri.
– W życiu nie uwierzy, że chcą zabić Króla.
Dyrektor rzucił dyktafon na ziemię, aż ten zawiesił się, w kółko powtarzając
ostatnie zdanie.
– Szlag by to! – zaklął , usiadł na łóżku Samane i wpatrywał się w gadające urządzenie.
Po chwili uspokoił się. Wyłączył dyktafon i odłożył na swoje miejsce.
Sprawdził też pokój Febry i Saayte. Wszędzie był taki bałagan, jakby zbierali się
w pośpiechu i nagle wyszli. Dyrektor miał też sprawdzić pokój Yashi, ale rozmyślił
się.
– Nie byłaby na tyle głupia, by angażować księżniczkę, gdy chcą zabić króla –
pomyślał i odszedł. Zbiegł szybko na dół po schodach. Zatrzymał się na korytarzu,
rozglądając dookoła i zastanawiając, gdzie ma pójść i co teraz robić. Przypomniały
mu się słowa z nagrania.
– Tunel, Król, dziewczyny w sali, w piwnicy – skojarzył fakty. – O nie! – Ruszył
pędem do piwnicy, w której przyłapał dziewczyny ostatnim razem.
Samane razem z Febrą wbiegły na korytarz w piwnicy. Przy drzwiach była właśnie
szefowa. Na widok Samane odwróciła się i zaczęła strzelać. Dziewczyny schyliły
się, a Samane odbiła strzały tarczą. Szefowa wbiegła do środka. Dziewczyny
tuż za nią.
– Stój! – zawołała Samane, celując pistoletem.
Szefowa zatrzymała się. Dziewczyny zeszła po schodach , drzwi zostały otwarte.
– Febra, ściągnij pozostałych, według planu – Samane przekazała wiadomość
Febrze, za pomocą iluzji snu.
Dziewczyna wyszła z sali i pobiegła po pozostałych.
– Więc teraz zostałyśmy same. Aż tak bardzo chcesz umrzeć, dziewczynko z klanu
Sejom?
– Sama króla nie zabijesz. Nie masz już ludzi. Poza tym jesteś ranna.
Tymczasem dyrektor zatrzymał się przed drzwiami.
– Skąd o tym wiesz? – Szefowa była zszokowana.
– Domyśliłam się. Mówią o mnie, że jestem sprytna. Chociaż nie do końca rozumiem,
co to znaczy. Gdym tego nie wiedziała, nie ułożyłabym planu, który cię
pogrzebie. – Samane poczuła obecność dyrektora za sobą. – Przyznaj, że ta cała
szopka z trucizną, miała odwrócić uwagę od głównego celu.
– Nieprawda. Pierwszorzędnym celem było zabicie księżniczki, a potem zrozpaczonego
króla. Jednak góra po ogólnym rozpoznaniu uczniów i ich zdolności, wydała
listę osób, które mogły zagrażać całemu planowi i rozkazała ich zlikwidować
przy okazji. Flaya była słabym ogniwem. Nie wiedziała wszystkiego o klanach i to
nas zgubiło, ale plan miał się udać w drugiej fazie. To prawda, że jesteś sprytna.
Sprytniejsza od generała, pod nosem którego wszystko się działo. To nie on się
wszystkiego domyślił, tylko ty. Na dodatek ułożyłaś taki plan i tak przygotowałaś
540 541
się do tej rozgrywki, że niejeden zawodowiec pewnie by cię pochwalił. Przyznam,
że cię nie doceniłam. Może wtedy mój plan byłby lepszy.
– Nie byłabyś w stanie. Nauczyłaś się trzymać schematu. Natomiast ja cały swój
plan modyfikowałam w zależności od okoliczności.
– Może przewidziałaś wszystko, ale na pewno nie to, że właśnie ci zwieję – szefowa
otworzyła klapę i chciała wejść do tunelu.
Dyrektor zbiegł po schodach, by ją złapać i zatrzymał się zaskoczony.
Z tunelu wyszły dwie osoby mierząc w kobietę z pistoletów ze środkiem nasennym.
Szefowa odwróciła się, chcąc uciekać do wyjścia, ale w drzwiach i na schodach
stały kolejne cztery osoby, również w nią mierzyły.
– Naprawdę mnie nie doceniłaś Akai. A niby należysz do tego samego klanu co
ja.
Szefowa była zdezorientowana.
– No proszę idealne osaczenie – skomentował dyrektor .
Wiedział, że to ekipa Samane, ale nie potrafił nikogo rozpoznać.
Wszyscy perfekcyjnie ukrywali swoją energię.
– Kolej na ciebie Akai – Samane przystawiła jej pistolet do szyi. – Nie próbuj się
wyrywać, jeśli ja nie trafię, oni wszyscy wbiją ci strzykawki w tym samym czasie,
a taka dawka może być śmiertelna.
– Nie zabijesz mnie? – zdziwiła się szefowa.
– Dla ciebie byłoby to wygodne prawda? Ale będziesz musiała jeszcze na to poczekać.
Ja nie jestem mordercą. – Samane nacisnęła spust i po kilku sekundach
szefowa upadła nieprzytomna na ziemię.
Teraz wszyscy patrzyli to na Samane, to na dyrektora, nie wiedzieli, co zrobić.
Samane też nie wiedziała . Z jednej strony dobrze, że tutaj był, przynajmniej dowiedział
się o wszystkim i może w końcu uwierzy, a z drugiej strony zaraz mógł im
kazać ściągnąć kaptury i chustki z twarzy.
– Niedobrze – myślała, jak teraz pozbyć się dyrektora. Może ktoś z tyłu trafiłby
w niego i uśpił.
Samane już miła przekazać wiadomość do kogoś z tyłu, gdy dyrektor sam upadł.
Wszyscy zaskoczeni, doskoczyli do niego.
– Śpi – odezwała się Sojta
Samane rozpoznała ją po głosie.
– Oberwał wcześniej jednym pociskiem w ramię, ale go wyciągnął. Pod skórę
dostało się może jedna czwarta dawki.
– Będzie spał około godziny – skomentowała Sojta.
– Może dla pewności strzelmy jeszcze jedną.
– Nie. To by się mogło źle skończyć – Sojta powstrzymała dłoń Orlego, który
celował w dyrektora.
– Więc co teraz zrobimy? – dopytywał Orli.
– Ekipa lotnicza biegiem na dziedziniec. Ci, którzy przeżyli potyczkę w bibliotece,
będą próbowali uwolnić pozostałych. Wyłapcie ich w sieć i zwiążcie. Miki,
Chonra, Laomi i Set musicie pozbierać śpiochów z biblioteki. Tiri i Leeme, jak
chłopaki skończą, przywróćcie normalny monitoring. Mai przygotuj małe bum,
gdy już wszystko będzie gotowe.
– A co z dyrektorem? – Febra patrzyła na niego z politowaniem.
– Na razie go tutaj zostawimy. Za godzinę powinien się obudzić. Przez ten czas
musimy wszystko skończyć.
– Obawiam się, że mamy mniej czasu – Sojta przyłożyła dłoń do czoła dyrektora.
– Obudzi się wcześniej. Jego organizm inaczej reaguje.
– Do roboty, szybko! – zawoła Samanei wybiegła z pomieszczenia. – Kto nie ma
zajęcia,niech pomoże pozostałym.
o
Samane na ścigaczu goniła kilku zbiegów. Zatarasowała im drogę, a gdy próbowali
uciec , wpadli w sieć przywiązaną do ścigaczy Akeri i Kazari. Sayate i Febra
strzeliły do nich środkiem usypiającym.
– To już ostatni – odezwała się Samane lądując.
– Mai przygotuj się, za pięć minut odpal – odezwała się do radia.
Mai była już w swoim pokoju, czekała tylko na sygnał.
Chłopcy położyli jeszcze obok duży transparent . Wszyscy zaczęli uciekać
z miejsca do akademika. Część musiała odstawić ścigacze. Samane wylądowała
razem z pozostałymi. Set zaparkował swój samochód, po czym wszyscy pędem
pobiegli do akademika.
o
Dyrektor obudził się i gdy tylko zorientował się gdzie jest, zerwał się na równe
nogi. W pomieszczeniu było pusto, klapa od tunelu zamknięta, a drzwi do sali
otwarte. Dyrektor lekko jeszcze ospały podniósł się.
– To był sen, czy wydarzyło się naprawdę? – Powoli zaczął przypominać sobie
urywki z wydarzeń. Pobiegł do biblioteki. Nigdzie nie było żadnego Tora. Spojrzał
na podłogę i zobaczył kilka ampułek ze środkiem nasennym.
– No tak, w końcu tym oberwałem – uświadomił sobie.
Zobaczył ślady krwi na podłodze i przypomniał, jak szefowa oberwała w oko.
– Właśnie. Gdzie ona jest? Gdzie jest Samane? Czy oni jeszcze żyją? Co z królem
i królestwem?
Wybiegł na korytarz i znów nie wiedział, gdzie ma się udać. Postanowił wezwać
Akelaia i Ainę. Domyślając się, że jeszcze spali, w końcu była piąta rano, postano542
543
wi ł obudzić ich osobiście. Najpierw pobiegł po Akelaia.
Samane zdyszana wpadła do pokoju.
– Mai, co ty tu robisz? – zdziwiła się.
– Pomyślałam, że stąd będzie lepszy widok.
– Wszyscy w pokojach? – zawołała Samane przez radio.
– Tak – odezwała się Sayate i Febra, wchodząc razem ze swoją drużyną do pokoju
Samane.
– Po co wy tu? – zdziwiła się Mai.
– Stąd jest najlepszy widok – zaśmiała się Febra.
Wszyscy usadowili się w oknach. Patrzyli na grupę związanych i nieprzytomnych
gości w płaszczach. Przed nimi leżał duży transparent napisany w języku
Królestwa Gwiazdy i w języku Skały:
„Pozdrowienia od uczniów akademii. Wyjazd z naszego terenu i obyśmy was tu
więcej nie widzieli.”
Samane śmiała się z tego tekstu.
– Mai odpalaj.
Dziewczyna kliknęła na zegarek i w tym momencie rozległ się huk i wybuch,
zapaliła się kilka ognisk wokół śpiących Tora. Uczniowie z innych klas wyjrzeli
przez okna i bili brawo, gwizdali i darli się wniebogłosy z radości.
Dyrektor usłyszał huk, a potem jakieś gwizdy i wołania w okolicach akademika.
Zawrócił i pobiegł w tamtą stronę. Niektórzy uczniowie wyszli na zewnątrz, popatrzeć
z bliska. Dyrektor wybiegł na dziedziniec.
– Więc to tutaj zebrali wszystkich pokonanych –zauważył nieprzytomną szefową.
Zamiast patrzeć na nią, spojrzał w górę na wiwatujących uczniów. Zobaczył ekipę
Samane w oknach jednej kwatery. Dostrzegł też ubrania.
– Nie zdążyli się jeszcze przebrać – pomyślał.
Pobiegł do akademika i dalej do wieży.
Samane i jej ekipa świętowali w pokoju. Jeden rzucał się na drugiego i wszyscy
skakali, śmiejąc się i krzycząc. Na to do pokoju niezauważony wszedł dyrektor.
– BACZNOŚĆ! – wykrzyczał, a całej ekipie omal serca nie podskoczyły do gardła.
Samane odwróciła się i pomyślała tylko o jednym.
– To już mogę pożegnać się z akademią.
Pozostałe osoby, miały podobne myśli. Wszyscy stali sztywno, boli się poruszyć,
a nawet głośniej przełknąć ślinę.
– Co się tu dzieje? – spytał dyrektor.
– Patrzyliśmy na to, co się stało – odpowiedziała Samane, nie dając po sobie
poznać, że jest zdenerwowana.
– Nieźle – skomentował. Chodził tam i z powrotem, spoglądał na Samane ze
wszystkich stron.
– Czemu w takim razie nie jesteście ubrani w piżamy?
Samane nie wiedziała, co powiedzieć.
– Jest sobota, mieliśmy małą imprezę.
– Widziałem tą imprezę na własne oczy. Nie było was w pokojach. To na zewnątrz
to wasza sprawka prawda?! – krzyczał dyrektor do Samane, która dalej
nie dała niczego po sobie poznać, w przeciwieństwie do pozostałych, oni trzęśli
się albo ciężko oddychali. Dyrektor wyglądał na wściekłego i gdyby nad sobą nie
panował, pewnie rozwaliłby wszystko wokół.
– Nie, to nie nasza sprawka – odpowiedziała pewnie dziewczyna.
– Nie wiedziałem, że potrafisz kłamać w żywe oczy i to z takim spokojem – dyrektor
spojrzał jej w oczy. Źrenice nie były tak wielkie jak podczas walki. Stali tak
przez moment. W tym chwili przez otwarte okna wpadł wiatr i zdmuchnął zaczepiony
za deskę w suficie plan.
Ogromna kartka spadła na głowę Saamne.
– Dlaczego akurat teraz? – pomyślała, czując, że papier uderza ją w głowę, a potem
spada na ziemię.
Dyrektor podniósł go i zerknął, a potem odłożył na stół.
– Wiecie, na jakie niebezpieczeństwo naraziliście siebie i akademię. Złamaliście
chyba z dziesięć punktów regulaminu szkoły. Doliczając uśpienie strażników, to
jedenaście – dodał krzycząc tak, że wszyscy mieli ochotę pozatykać sobie uszy.
– To było konieczne – odparła Samane, wiedząc, że teraz już nie da się tego ukryć.
– Co było konieczne? Ryzykowanie własnym życiem, żeby zemścić się na Tora?
– Gdybyśmy tego nie zrobili, zabiliby króla. Gdyby szefowa dostała się do tego
tunelu, to byłby koniec Królestwa Gwiazdy – Samane podniosła ton głosu.
– Dlaczego mi o tym nie powiedzieliście?
– Uwierzyłby pan, gdybym tak po prostu przyszła do gabinetu i powiedziała,
że Tora są w akademii, bo chcą się dostać do zamku i wysadzić go w powietrze
razem z królem?
Dyrektor zatrzymał się, nic nie mówił.
– To prawda, nie uwierzyłbym –posmutniał i teraz mówił spokojnym głosem. –
Dlatego przyznaję wam rację. Możecie usiąść – dodał, opuszczając bezradnie ręce.
Ekipa z lekką ulgą usiadła. Niektórzy odetchnęli. Podszedł do Samne, która nadal
stała i zrobił zamach dłonią, jakby chciał ją uderzyć w twarz. Dziewczyna lekko
zmrużyła oczy, przygotowując się na uderzenie. Nie zamykała ich i nie kuliła się,
nie chcąc niczego po sobie pokazać. Nagle zamiast uderzenia w twarz, poczuła
544 545
kle p nięcie w ramię.
– Mimo wszystko dobra robota. Dobrze to zorganizowałaś.
Samane była zaskoczona nagłą zmianą u dyrektora.
– Część winy za to co się stało, ponoszę też ja. Nie domyśliłem się tego co wy.
I być może gdyby nie wasza akacja, źle by się to skończyło. Poza tym, Samane uratowała
też mnie. Akademia nie może stracić takich talentów, dlatego nie wyrzucę
was z akademii, ale bez kary się nie obejdzie.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
– Skoro jesteście tacy dobrzy, pojedziecie na miesięczny obóz z Katonem. Mai
ciebie też to dotyczy. Nie jedziesz ze swoją klasą.
– Tylko taka kara? – zdziwił się Miki.
– Niech was to nie zmyli. Normalnie obóz trwa dwa tygodnie i większość nie
daje rady, wracają wcześniej do akademii i lądują w skrzydle szpitalnym.
Wszyscy spojrzeli po sobie, zastanawiając się, co takiego robi się na tym obozie.
– Natomiast jeśli chodzi o ciebie Samane. Muszęsię zastanowić, co z tobą zrobić.
Widzimy się dzisiaj po południu w moim gabinecie. – Spojrzał znów Samane
w oczy. – I oby mi to było ostatni raz. – Dodał znów groźniej. – Trzasnął drzwiami
i wyszedł.
– Nie zdążyliśmy się przebrać – skomentowała Tiri, czując zmęczenie.
– To nie o to chodzi – Samane padła na kanapę.
– Co teraz będzie z tobą? – martwiła się Sojta.
– Pewnie mnie wyrzuci – dziewczyna miała już najczarniejsze myśli w głowie.
– Nie mogą cię wyrzucić, nie po tym, jak uratowałaś akademię i królestwo –
Sayate miała łzy w oczach.
– To prawda – dodała Sojta – Sam dyrektor powiedział, że takie talenty nie mogą
się zmarnować. Pochwalił cię przecież.
– Zawsze, gdy coś idzie nie tak, odpowiedzialność ponosi dowódca. Was wyślą
na obóz. Dyrektor może przenieść mnie do innej klasy .
– Nie – odpowiedziała Febra. – Nie pozwolimy na to. Mam względem ciebie
niespłacony dług. – Niebieskowłosa księżniczka nagle wyszła z pokoju.
– Nasza klasa bez ciebie to nie to samo– odezwała się zapłakana Sayate, wychodząc
za Febrą.
– Nie możecie wiecznie być ode mnie zależni – Samane spuściła głowę. Pora,
byście nauczyli się sami swojego życia. Ja jestem tylko przeszkodą, byście się mogli
rozwijać.
– Wręcz przeciwnie – zganiła ją Tiri. – Gdyby nie ty, nikt z nas nie osiągnąłby
tego, co ma teraz. To ty cały czas motywowałaś nas do ciężkiej pracy, do przekraczania
swoich możliwości. Wybrałam cię na dowódcę w pierwszym dniu, gdy się
spotkałyśmy. Wiedziałam, że będziesz najlepsza. Potem z trudem zdobyłam się,
żeby ci zaufać. Uratowałaś mi życie. Ja też mam względem ciebie dług do spłacenia
– Tiri trzasnęła drzwiami i wyszła.
Wszyscy nagle wyszli z pokoju. Samane zbliżyła się do okna, patrzyła, jak fajerwerki
kończą się palić. Na wschodzie zaczynało świtać. Dyrektor i nauczyciele stali
oszołomieni, zerkali na około czterdziestkę związanych Tora, śpiących jak dzieci.
Uczniowie stojący na dziedzińcu, zostali przegonieni z powrotem do akademika,
ale tłumu gapiów w oknach nie dało się w żaden sposób powstrzymać, pomimo
krzyków i rozkazów. Pomagało tylko na chwilę.
Koło godziny szóstej rano, przyjechały opancerzone samochody i zabrały śpiochów
w płaszczach. Niektórzy budzili się, protestowali i szarpali. Jeden ze związanymi
dłońmi, uciekł i biegł wprost na dyrektora. Generał wyciągnął broń i strzelił.
– Mogłeś go oszczędzić generale – odezwał się jeden ze strażników. – mieliśmy
go jeszcze przesłuchać.
– I przesłuchacie – skomentował chłodno dyrektor, chowając broń.
Chłopak leżący na ziemi obrócił się na plecy stękając z bólu. Strzał trafił w jego
nogę. Strażnicy zabrali go, choć szarpał się, próbował gryźć i wbijać pazury.
– To ich robota? – spytał cicho Akelai.
– Tak. Już z nimi rozmawiałem. Będą mieli miesięczny obóz.
– Nie przeżyją tego – zmartwił się Akelai. – Byłeś przy tym prawda? – Akelai
zobaczył jego pomięte ubranie i zadrapania.
– Tak, wzięli mnie na zakładnika.
Akelai wytrzeszczył oczy.
– Nie zgadniesz, kto mnie uratował? – kontynuował z sarkazmem dyrektor, ruszając
w stronę akademii.
– Samane – odpowiedział Akelai, dobrze wiedziała, o co chodzi – mówiłem ci,
że te dzieciaki sobie poradzą. – Uśmiechnął się.
– Inna sprawa, że dowiedziałem się, dlaczego nie chcieli nam o tym powiedzieć.
Akelai nastawił się na słuchanie.
– To miał być zamach na samego króla. Chcieli się dostać do zamku przez tunel
z akademii.
Akelai stanął jak wryty, a idąca z przeciwka Aina, wlepiła w niego oczy.
– Nikt by w to nie uwierzył – odezwał się Akelai – mieli rację ukrywając to.
– Zastanawia mnie, jak Samane do tego doszła? – skomentowała Aina, zatrzymując
się naprzeciwko panów.
– Teraz wydaje mi się to wyjątkowo proste. Jeśli chcesz zniszczyć wroga, zniszcz
jego przywódcę. Więc plan był taki , by dostać się niepostrzeżenie do zamku. Najlepiej
to zrobić, łapiąc kontakty w akademii, w której jest księżniczka. W między546
547
cz a sie odkryli, że pod akademią ciągną się tunele. Wykorzystali porwanie Tiri, by
znalazła w starych, zaszyfrowanych danych akademii mapy. Gdy Tiri została odbita,
wykombinowała wszystko tak, by przy okazji odzyskać nasz system. Samane
miała mapę wszystkich tuneli, była w stanie przewidzieć ruchy szefowej i zastawić
pułapkę przy wejściu do tunelu. Byłem świadkiem idealnego osaczenia. Szefowa
nie miała gdzie uciec i została pozbawiona wszystkich swoich ludzi.
– W takim razie chcielibyśmy, by te dzieciaki opisały całą akcje – odezwał się
ktoś obok dyrektora.
Generał odwrócił się, a przed nim stał główny generał Iroha.
Dyrektor, Aina i Akelai, równo ustawili się na baczność, zasalutowali. Generał
Iroha przyłożył dłoń do skroni i po chwili opuścił.
– Przysłał mnie tutaj sam król, żebym wyjaśnił sprawę – generał podążył w stronę
akademii, a dyrektor zaczął opowiadać całe zdarzenie ze swojego punktu widzenia.
Przed południem dyrektor siedział już w gabinecie i zastanawiał się, co zrobić
z Samane. Generał Iroha wysłuchał jego historii, w międzyczasie przyszło kilka
osób z klasy Samane, prosząc, by dyrektor pozostawił ją w pierwszej klasie. Wszyscy
zapierali się, że wolą odejść z akademii niż być w niej bez Samane, a Febra i Tiri
zarzekały się, że mają dług do spłacenia. Przy okazji generał Iroha wypytywał ich
o wszystko, co działo się podczas nocnej akcji. Wcześniej dyrektor zaprowadził
go do biblioteki, gdzie zabrano ampułki ze środkiem nasennym. Gdy zobaczyli
samochód Seta, poszli wzdłuż drogi przez park, znajdując dwa czarne i rozbite
samochody. Ślady opon na drodze sugerowały zażarty pościg. Generał Iroha przyglądał
się śladom strzałów na karoserii.
– Mieli pomoc z powietrza. Sam bym tego lepiej nie wymyślił – skomentował.
Generał był pod wrażeniem oddania całej grupy i tego co zrobili. Razem z dyrektorem
wrócili do gabinetu.
– Zaplanowali to i wykonali lepiej niż zawodowcy, a do tego ryzykowali życiem
– skomentował generał.
– Dostali już karę – odpowiedział dyrektor, wpatrując się w jakieś kartki.
– Karę? – zdziwił się generał Iroha – Jak król się o tym dowie, dostaną nagrodę.
Do gabinetu weszła Samane.
– Witaj. Czekałem na ciebie – dyrektor oderwał się od swoich zajęć.
Samane opuściła dłoń i zdziwiona obecnością głównego generała, wpatrywała
się w niego.
– Generał został tutaj wezwany, by wyjaśnić tą sprawę – dyrektor wskazał na niego
dłonią.
– O nie – pomyślała Samane. – Teraz na pewno wyrzucą wszystkich z akademii.
– Chciałabyś coś powiedzieć Samane? – dyrektor dostrzegł jej zmieszaną minę.
– Całą winę za to, co się stało, ponoszę ja. Nie chcę, żeby ktokolwiek z mojej klasy
został wyrzucony z akademii. Jeśli już ma pan kogoś wyrzucać, niech to będę ja.
Wezmę na siebie całą odpowiedzialność.
Dyrektor i generał spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się.
– I co ja mam z tobą dziewczyno zrobić? – zastanawiał się Jass.
– Oddałabyś za nich życie, prawda? – spytał generał Iroha.
Samane kiwnęła głową.
– Zupełnie jak twój dziadek – generał uśmiechał się.
– Nie mógłbym się od tak pozbyć takiego talentu – odezwał się dyrektor. – Miałem
za karę przenieść cię do trzeciej klasy. Wiesz, że prawie cała twoja klasa była
dzisiaj u mnie, prosząc, bym cię z nimi zostawił.
Samane była w lekkim szoku, chociaż poniekąd spodziewała się tego.
– Zauważyłem, że wy nawzajem się nakręcacie. Gdybym was rozdzielił, zrobiłbym
ogromną krzywdę, nie tylko tobie, ale także im. Gdyby nie ty, nic by nie osiągnęli.
Zresztą to ich słowa. Zostajesz w tej samej klasie.
Samane uśmiechnęła się.
– Dziękuję.
– Niezwykłe oddanie. Powiedz mi, czy to ty wymyśliłaś tą akcję i nią dowodziłaś?
– dopytywał Iroha.
– Tak – odpowiedziała Samane. – Chociaż to grupa nalegała, by to zrobić. Początkowo
byłam temu przeciwna, ale gdy w grę wchodziły losy królestwa, nie miałam
wyjścia.
– Gdzie się tego nauczyłaś? – Iroha wyszedł zza biurka i podszedł do dziewczyny.
– Nigdzie. Kierowałam się intuicją i wiedzą, którą kiedyś przekazał mi dziadek.
– Myślę, że to nieprawda – generał zbliżył się jeszcze bardziej.
– Mamy inne czasy i inne możliwości. Wydaje mi się młoda damo, że masz w sobie
to coś, co posiadał też twój dziadek. – Generał patrzył jej prosto w oczy.
– Co ma pan generał na myśli? – spytała chłodnym tonem, zachowując podobną
postawę jak podczas przesłuchania w pokoju dyrektora.
Generał wyprostował się i zaczął ją obchodzić dookoła.
– Inteligencję, dumę, śmiałość, oddanie, charyzmę, a przede wszystkim odwagę.
– Ani razu, nie wahałaś się podjąć ryzyka, bez względu na konsekwencje. Nigdy
w twoich oczach nie widziałem strachu. Choć wiadomo, że on zawsze jest.
Generał zatrzymał się znowu przed nią i położył jej dłoń na ramieniu.
– Idź i ciesz się ze swoją klasą.
Samane zasalutowała i zrobiła piękny w tył zwrot , wróciła do swojego pokoju.
– I co? – dopytywała się Sojta, gdy tylko przekroczyła próg.
548 549
W pokoju byli chyba wszyscy zaangażowani w nocną akcje.
– Zostaję z wami! – zawołała, a cała grupa rzuciła jej się na szyję.
Sojta i Sayate płakały ze szczęścia, przewracając Samane na ziemię. Nagle Miki
i Orli wpadli z poduszkami, okładając ją.
– Ja nie będę tego sprzątać – zawołała uradowana Samane, kopiąc w poduszkę.
W pokoju po chwili zrobiło się biało od piórek.
– Śnieg sypie! – wykrzyczała Kazari, stojąc w oknie.
Wszyscy zerwali się z ziemi.
– Ale pięknie – zawołała Sojta. – Jak w bajce.
Na zewnątrz gęste płatki śniegu osadzały się na drzewach i kablach z prądem.
Samane mimowolnie uśmiechnęła się. Wszyscy w tej chwili poczuli się znów jak
małe dzieci. Za to świat pokryła cisza,cisza tajemnicy, a może tego co nieuniknione
z nastaniem wiosny– nowych planów, nowego życia, czy może kolejnych
zagrożeń i wyzwań. Kraje zaangażowane w wojnę wstrzymały do wiosny swe działania.
Linia frontu podniosła się ku północy, pozostawiając sytuację Zjednoczonego
Królestwa Gwiazdy na dobrej pozycji. Tora zostali uwięzieni, a część z nich
już skazano na śmierć. Żaden więcej nie pojawił się w akademii. Strażników narzuconych
przez króla wycofano, ale uczniowie zobowiązali się sami pełnić straż.
Dla drużyny Samane wszystko dobrze się skończyło. Wiosną mieli jechać na obóz,
a na razie ze spokojem skupili się na dotychczasowej nauce.
o
Ciemne pomieszczenie oświetlało kilka świec. Sufit podtrzymywały kolumny,
a na końcu alei prowadzącej między nimi, znajdował się pozłacany tron, z wyrzeźbionych
i splecionych ze sobą węży. Na tronie siedział rosły, otyły mężczyzna, lecz
blask świec nie docierał do jego twarzy. Nagle dało się słyszeć stuk mokasynów
o marmurową posadzkę. Dźwięk odbijał się echem po dziwnym pomieszczeniu.
– Panie, przynoszę ci nowe wieści – łysy mężczyzna w garniturze i czarnej masce
na oczach ukłonił się nisko, stając przed tronem.
– Mów – odezwał się gruby mężczyzna. Jego głos był niski i donośny.
– Ta dziewczyna, którą kazałeś sprawdzić, może być dla nas niebezpieczna. –
Mężczyzna w garniturze sięgnął do kieszeni i na odtwarzaczu pokazał film z jej
walki i moment, gdy pokonała mechanicznego psa.
– Ciekawe, ciekawe – skomentował grubas.
– Ona zagraża naszym planom, panie – mimo że jest w pierwszej klasie, zmieniła
strategię Królestwa Gwiazdy na naszą niekorzyść, a na dodatek udaremniła plan
naszych sług Tora. Ona jest wnuczką generała Rety Sejom, tego człowieka, który
nieomal zakończył wojnę.
– Co! – grubas wyraźnie poruszył się na dźwięk nazwiska, ale po chwili ochłonął.
– Masz na myśli tego, który się nam sprzeciwił, a potem sam poszedł na śmierć?
– Tak – Mężczyzna w garniturze potwierdził przypuszczenie. – Co z nią zrobimy?
Ona jest dla nas zagrożeniem.
– Taki talent nie może się zmarnować. Poobserwujemy, poczekamy, a gdy więcej
się nauczy, zaprosimy do nas. Będzie naszym najlepszym sługą, jak większość generałów
w tym śmiesznym kraju.
Mężczyzna w garniturze ukłonił się i zniknął gdzieś w alei kolumn.
Wykorzystane cytaty:
„Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale na umiejętności działania mimo niego.”
Shelogh Brown.
„Wielkie zwycięstwa nigdy nie przychodzą łatwo i na pewniaka, wielcy zwycięzcy zaś w ostatecznym rozrachunku różnią się od przeciętniaków śmiałością.”
Andrzej Machnik

Komentarze
Prześlij komentarz