Rozdział 10 Jawa czy sen?
Postać w płaszczu poturlała się na dół po schodach i gdy wstała, zaczęła uciekać.
Dyrektor pobiegł za nią.
– Wracaj do sali! – krzyknął do Samane.
Samane wpadła do sali, widząc jak Aina szarpie się z Sayate. Puściła ją, by uderzyć
energią, ale Sayate upadła nieprzytomna na ziemię.
– Saya! – Samane zaczęła ją wołać. Saya! – wołała panicznie, ale dziewczyna nie
odzywała się. – Saya obudź się proszę – w oczach Samane pojawiły się łzy. – SAYA
!!!–wykrzyczała na cały głos.
– Uderzyłam ją energią, ale nic nie pomogło – odpowiedziała ze smutkiem Aina.
– Niech pani coś zrobi – Samane miała łzy w oczach. Prawie nic nie widziała.
Łzy spadały na podłogę wyłożoną bambusowymi matami.
– Dlaczego Saya!? – wyszlochała Samane – to mnie mieli atakować.
Aina przyłożyła dłoń do szyi Sayate, sprawdzając czy żyje.
– Jej serce bardzo szybko bije.
Samane otarła łzy rękawem. Aina przyglądała się Sayate, dostrzegając coś dziwnego.
Jej pięści były zaciśnięte i drżały, a mięśnie raz po raz delikatnie się napinały.
– Wygląda na to, że walczy – odpowiedziała Aina zaskoczona.
– Wiec jest szansa – Samane oczekiwała w napięciu odpowiedzi.
– Nie mam pojęcia. Dziwi mnie fakt, że nie mogłam jej obudzić energią.
– Czy to oznacza, że tylko Sayate jest odpowiedzialna za to, czy się obudzi czy nie?
– Obawiam się, że niestety tak – Aina spuściła głowę – patrząc jak ciało Sayate
unosi się od szybkich oddechów.
o
Sayate rozglądała się dookoła. Była w sali, ale nigdzie nie było Ainy i dyrektora.
Do pomieszczenia weszła Samane.
– O już jesteś. Nigdzie nie mogłam cię znaleźć.
– Samane, to nie jest iluzja?
Dziewczyna podeszła i uderzyła Sayate energią w głowę. Nic się nie wydarzyło.
– W porządku.
– Co się stało? – jak się tu znalazłam?
– Saya, co się dzieje? Czyżby złapali cię w iluzję?
– Ja nie wiem, czy to jest sen, czy rzeczywistość? – Sayate zaczęła panikować, nie
była pewna gdzie jest.
– Saya – wszystko jest dobrze. Uspokój się. Usiądź.
Samane chwyciła ją za ramiona i zmusiła, by usiadła.
– Saya wszystko w porządku, zaufaj mi. – Samane uśmiechnęła się.
Samane wydawała jej się przekonująca, podobnie jak wszystko wokół wydawało
jej się prawdziwe, ale jej zmysł wyczuwania pułapki nadal mówił jej, że coś jest nie
tak. Wstała, a obraz rozmył się. Leżała na ziemi, nad nią była zapłakana Samane
i zmartwiona Aina. Samane rzuciła się Sayate na szyję.
244 245
– Cieszę się, że nic ci nie jest. – Samane nie mogła pohamować radości.
– Na pewno wszystko w porządku? – Aina spojrzała na nią zmartwiona.
Sayate wstała. Cieszyła się, że w końcu się obudziła.
– A gdzie dyrektor?
– Pobiegł ścigać Tora, który cie zaatakował – wyjaśniła Samane. – Jesteś już bezpieczna.
Sayate wstała i usiadła z boku pod ścianą, tam gdzie siedziała wcześniej.
– Na pewno nie chcesz iść do skrzydła szpitalnego? – spytała Aina.
– Nikt mnie tam nie ochroni, jeśli znowu wpadłabym w iluzje.
– Tamten cień już poszedł, nie zaatakuje drugi raz pod rząd.
Sayate uspokoiła się i odetchnęła.
– Wszystkie całe? – spytał dyrektor, spoglądając na Sayate.
– Było ciężko, ale już jest ok – Sayate uśmiechnęła się, czując się odprężona.
Aina i Samane zaczęły walczyć, a Sayate przyglądała się walce, tak jak poprzednim
razem.
Nagle uczucie niepokoju powróciło do niej.
– Co się dzieje? – rozglądnęła się po sali, wszystko wyglądało normalnie. – Przeczucie
mnie nie myli. Choć wszystko wygląda na idealne, to kolejna iluzja – zorientowała
się, a obraz rozmył się.
Znowu leżała na ziemi. Nad nią nachylała się zapłakana Samane i zmartwiona
Aina.
– Obudziłam się?
Samane kiwnęła głową.
Sayate zamknęła oczy. Uczucie niepokoju nadal trwało.
– Nadal śnię – rozglądnęła się dookoła i uszczypnęła w rękę – poczuła ból i była
prawie przekonana, że się obudziła, ale intuicja nadal nie dawała jej spokoju.
– Samane, walcz ze mną.
– Powinnaś teraz odpoczywać – zwróciła jej uwagę Aina.
– Nie będę odpoczywać. Chcę walczyć.
– Oszalałaś chyba – Samane była zdziwiona zachowaniem przyjaciółki.
– Prawdziwa Samane zgodziłaby się.
– No dobrze– odpowiedziała– chyba rozumiem, o co ci chodzi.
Samane wstała i nim zdążyła się ustawić Sayate z impetem ją zaatakowała. Samane
zasłoniła się skrzyżowanymi dłońmi.
– Sprowokuj ruchy, które może wykonać tylko Samane – pomyślała.
Uderzyła pięścią, a Samane cofnęła się, odwróciła i zaszła ją od tyłu, celując łokciem
w plecy.
– Samane nigdy nie chowa się za czyimiś plecami – krzyknęła, a iluzja rozpłynęła
się.
Znowu leżała na ziemi, nad nią nachylała się zapłakana Samane i zmartwiona
Aina. Do sali wszedł dyrektor.
– Tora uciekł – zawołał. – Jak z Sayate? – spojrzał na dziewczynę, a ta podniosła
się z ziemi.
Czuła, że jej ciało jest ociężałe i ledwo się rusza. Taktyka z walką z Samane drugi
raz nie zadziała.
– Samane, możesz odprowadzić mnie do pokoju? Źle się czuję.
– Teraz, kiedy miałam zacząć zajęcia. Może dyrektor odprowadzi cię do skrzydła
szpitalnego.
– Nie. Chcę żebyś ty mnie odprowadziła. Potem ludzie będą gadać, jak trafię do
skrzydła. Poza tym, nie jest aż tak źle.
– No dobrze – Samane niechętnie wyszła na korytarz prowadząc koleżankę.
Sayate czuła, że jej ruchy są blokowane. Była przekonana, że to kolejna iluzja.
– Mam mało energii, nie zostało mi już wiele czasu, a do tego on blokuje moje
ruchy, bym nie dotarła do tego pokoju. Saayte rozejrzała się po korytarzu. Nagle
nie mogła się ruszyć.
– Sayate, co się dzieje? – spytała Samane.
Sayate nie zdążyła odpowiedzieć, a Samane uderzyła ją energią. Obraz rozmył
się i teraz obie stały na korytarzu, wróciły do zajęć.
– Nie dasz rady się bronić przed iluzjami, jeśli nie masz celu, jeśli nie wiesz,
po co tu jesteś. Saya, dlaczego walczysz? – spytała Samane.
Sayate spojrzała zaskoczona na Samane. Stały teraz dokładnie w tym samym
miejscu co wczoraj.
Samane przytuliła ją. Sayate była zaskoczona tą sytuacją. Nagle poczuła się
tak błogo i uwierzyła, że to dzieje się naprawdę. Tylko Samane zachowałaby się
w ten sposób.
– Musisz znaleźć swój cel Sayate – wyszeptała jej do ucha.
– Ja już znalazłam swój cel i Samane o tym wie! – krzyknęła i odepchnęła postać,
która w sekundzie przemieniła się w zakapturzonego Tora.
– Jakim cudem tak długo się bronisz? – Mroczny wojownik wydawał się być zaskoczony.
– Przecież nie miałaś celu. Widziałem wczorajszą rozmowę z tą dziewczyną
z Sejom. Ktoś kto nie ma celu i czuje się zagubiony i przestraszony, nie powinien
był wyjść z ani jednej iluzji.
– Zaskoczę cię – dzisiaj znalazłam swój cel. Twoja przegrana. Na utrzymanie
tylu iluzji musiałeś zużyć niezłą ilość energii.
– Wygrałaś, ale jeszcze się spotkamy.
Obraz rozmył się, a ona znalazła się na korytarzu, ale w innej lokalizacji. Ruszyła
246 247
do s wojego pokoju.
Cieszyła się, że udało jej się wyjść cało z tej sytuacji. Zastanawiała się, gdzie jest
Samane, czy nadal ćwiczy z Ainą, czy jest już u siebie w pokoju? Zmęczona udała
się do akademika. Minęła bramki i wygramoliła się po schodach do wieży. Stała
przed drzwiami swojego pokoju i już miała je otworzyć, gdy zobaczyła Samane
idącą do góry po schodach. Wyglądała na zmęczoną, ale szczęśliwą.
– Saya, wszystko w porządku? – spytała – Blado wyglądasz i czemu wybiegłaś
tak nagle z sali?
Źle się poczułam, ale już wszystko w porządku. Nie chciała mówić o tym Samane,
przynajmniej nie teraz.
– Choć do mnie. Zapraszam cię na mały poczęstunek. Zioła Sojty dobrze ci zrobią,
a przy okazji powiem ci, czego nowego się dzisiaj nauczyłam. Wiesz, to jest
świetne, nie miałam pojęcia, że tak potrafię.
– Wybacz Samane, ale chcę się położyć, poza tym Axel zna prawie takie same
przepisy jak Sojta.
– Chodź, poprawi ci to humor i poczujesz się lepiej – nalegała Samane, złapała
Sayate za rękę i pociągnęła w stronę swojego pokoju.
– Puść mnie , nie chcę dzisiaj słuchać twoich opowiadań, pogadamy jutro. –
Sayate wyrwała się i otworzyła drzwi do swojego pokoju. Salon wydał jej się jakiś
inny. Brakowało narzuty na kanapie.
– Może ktoś z drużyny ją zabrał ?– pomyślała.
Zamknęła za sobą drzwi. Uczucie niepokoju znów się pojawiło.
– To niemożliwe. Przecież się uwolniłam. Cień sam powiedział, że wygrałam.
– nagle Sayate olśniło – mistrzowska zapętlona iluzja. Przypomniała sobie, jak
starszyzna ucząc ją o iluzji snu, powiedziała też o najwyższej jej formie. W takiej
sytuacji nie pomaga ingerencja z zewnątrz.
– Czyli Samane, Aina czy dyrektor mi nie pomogą. Otworzyła drzwi do swojego
pokoju i zamiast swojego różowego biurka oraz łóżka, zobaczyła pościel w kolorze
moro.
– Czyli znają tylko pokój Samane. – zacisnęła zęby – jak się z tego uwolnić i wiedzieć,
że się obudziłam. – Sayate zastanawiała się chwile. Wzięła kilka głębokich
oddechów i usiadła na podłodze. Skrzyżowała nogi i ułożyła dłoń na dłoni. Zamknęła
oczy, próbując uwolnić swój umysł i znaleźć w swojej głowie to, czego
teraz najbardziej potrzebowała. Poczuła, jak jej serce zwalnia. Była to jej ostatnia
szansa, inaczej zginie.
– Mam cel – pomyślała – chcę chronić tych, których kocham i tych, na których
mi zależy. Nie poddam się tak łatwo. Samane ciężko ćwiczy i poświecą się dla swojego
celu. Ona nigdy się nie poddaje.
Nagle przypomniała sobie rozmowę ze starszą kobietą z rodu, która uczyła ją
o iluzji snu.
– Przekłuj swój cel w potężną broń, niech będzie tym przedmiotem, którego
wartość i wagę tylko ty znasz. Ten przedmiot uwolni cię z iluzji.
– Talizman – przypomniała sobie nagle i sięgnęła za koszulkę. Wyciągnęła blaszkę,
ale była pusta, nic na niej nie było napisane.
– Ścisnęła blaszkę w dłoni, lecz nie czuła dotyku metalu ani jego zimna. Nie
czuła też wygrawerowanych liter i wagi przedmiotu. Iluzja w momencie rozsypała
się na drobne kawałeczki, jak tłuczone lustro. Sayate znalazła się przez moment
w całkowitej ciemności, a potem obudziła się, zrywała nagle z podłogi i szybko
złapała oddech. Poczuła, jak serce przyspiesza i szybko bije. Znowu leżała w sali
na podłodze, nad nią nachylała się zapłakana Samane i zmartwiona Aina.
– Cieszę się, że nic ci nie jest – Samane rzuciła się na nią, przytulając i płacząc.
Sayate czuła się zmęczona, rozglądała się po sali.
– Uciekł mi – powiedział dyrektor, otwierając drzwi i wchodząc do sali – Jak
z Sayate? Spojrzał na nią lekko zdziwiony jej złośliwą miną.
Sayate wstała.
– Usiądź, jesteś zmęczona i blada.
Sayate miała wrażenie, jakby doznała kolejnego dejavu, podobne słowa, pozy,
sytuacje. Zrezygnowana upadła na kolana.
– To niemożliwe przecież iluzja się rozpadła – powiedziała. – dlaczego to znowu
się dzieje.
– Saya – dobrze się czujesz.
– Nie oszukasz mnie kolejną iluzją! – wykrzyczała. Nie wiem, jakim cudem
ogarnąłeś zapętloną iluzję, ale w końcu się z niej uwolnię.
– O nie – Powiedziała do siebie Aina.
– O co chodzi, co się dzieje? – Samane była zszokowana zachowaniem przyjaciółki.
Sayate zaczęła wariować.
– W kim się tym razem ukryłeś?! – krzyczała.
– Mistrzowska zapętlona iluzja – wyjaśniła Aina, – a to efekt uboczny uwolnienia
z niej. Sayate nie odróżnia snu od rzeczywistości. Wróg musiał bardzo dokładnie
ją zaplanować, wiedząc co powiemy, gdy się obudzi. Pewnie pokazał jej
tą sytuację z kilka razy, by zmącić jej trzeźwe myślenie. Dlatego też nie mogłyśmy
obudzić jej energią.
Samane była zszokowana tym faktem.
– Nie odróżnia snu od rzeczywistości – szepnęła Samane i popatrzyła ze współczuciem
na przyjaciółkę.
– Saya usiądź, uspokój się – Samane chciała chwycić ją za ramiona i zmusić, żeby
248 249
us i a dła, ale ta wyrwała się i odepchnęła ją.
– Drugi raz mnie do tego nie zmusisz.
Samane chciała uderzyć ją energią.
– Nie bądź śmieszny, dobrze wiesz, że w zapętlonej iluzji to nie działa.
– W takim razie walcz ze mną. Rozpoznasz mój sposób walki.
– Już raz cię rozszyfrowałam.
Samane była bezradna. Dyrektor zaszedł Sayate od tyłu, zaatakował i rzucił
na ziemię. Samane przymrużyła oczy.
– To musiało zaboleć – odezwał się dyrektor, przytrzymując jej rękę i przygniatając
kolanem do ziemi.
– Dobrze wiesz, że przy takiej iluzji potrzeba ogromnego bólu, by się obudzić.
Dyrektor sięgnął do pasa i wyciągnął nóż.
– Nie! – Samane chciała go powstrzymać.
Aina chwyciła ją za ubranie, żeby nie zrobiła czegoś głupiego.
– To dobry pomysł – wyjaśniła jej Aina.
– Zaufaj mi Samane. Nie zrobię jej krzywdy – dyrektor spojrzał jej w oczy.
Samane kiwnęła głową, postanowiła zaufać, choć pomysł nie do końca jej się
podobał i nie była pewna, czy przyniesie rezultaty. Dyrektor powoli i mocno przejechał
nożem po policzku Sayate. Dziewczyna krzyknęła z bólu. Samane widziała,
że nie ma zamiaru się poddać. Krew popłynęła mocną strużką, a Sayate poczuła
jej gorąc. Uspokoiła się. Dyrektor puścił ją. Sayate sięgnęła ręką do policzka, przejeżdżając
po nim.
– Nie da się stworzyć prawdziwej iluzji krwi – wyjaśniła Aina. Wróg nigdy nie
wie, jaką ma temperaturę, smak czy kolor, a z tego co widzę, Sayate jest podburzona,
a jej krew wręcz gorąca. Poza tym ból otrzeźwia, a lekka utrata krwi uspokaja
umysł. Sayate usiadła na piętach. Cały czas pocierała ręką policzek, a potem patrzyła
na krew na swej ręce.
– Saya – to już nie jest iluzja.
Sayate spojrzała na nią nadal lekko oszołomiona.
– Jak się wydostałaś z iluzji, przypomnij sobie i zrób to samo – zaproponowała
jej Aina. Użyj przedmiotu, którego wartość i wagę tylko ty znasz.
Sayate otworzyła szerzej oczy. Sięgnęła ręką za koszulkę i wyciągnęła talizman,
spojrzała na niego, ścisnęła, po dotykała. Czuła metal, grawer napisu; „Chroń to,
co dla ciebie ważne.” Czuła wagę i temperaturę, polizała krew na dłoni. Czuła jej
smak. Gdy to zrobiła, opuściła bezradnie dłonie w dół i odetchnęła zmęczona.
– Nareszcie – odetchnęła Samane, a zaraz za nią Aina.
Dyrektor wytarł nóż i schował go. Podał Sayate chusteczkę na otarcie krwi,
a Aina uklękła obok niej, przykładając dłonie i uzdrawiając. Rana po kilku chwilach
zagoiła się. Pozostał tylko niewielki ślad i zaschła krew.
– Czy Tora coś ci powiedział – spytał dyrektor.
– Mówił wiele rzeczy, ale nic co byłoby istotne dla sprawy złapania go – Sayate
nadal lekko oszołomiona zaczynała wierzyć, że naprawdę się obudziła.
– Saya. Jesteś zmęczona. Może powinnam cię odprowadzić do akademika. Dzisiaj
już raczej nie zaatakują.
– Nie jestem pewna – Sayate nie była pewna, czy chce iść czy zostać. Nie potrafiła
na razie normalnie myśleć.
– Myślę, że powinnaś zrobić to samo co Samane i przebudzić swoje ukryte zdolności
– zaproponowała Aina.
– Nie mam na to siły – odpowiedziała zrezygnowana Sayate. – Nie mam tak
silnej woli.
– Naprawdę – zdziwił się dyrektor. – Nie znam się do końca na tej całej iluzji,
ale logicznym rozumowaniem mogę wywnioskować, że trzeba mieć nie lada silną
wolę, żeby uwolnić się z czegoś takiego.
Samane kiwnęła potakująco głową. Sayate kolejny raz sięgnęła za koszulkę, wyciągając
talizman.
– Kawałek metalu, a uratował mi życie – powiedziała cicho Sayate.
Aina skończyła leczyć ranę i wstała. Podała Sayate rękę i pomogła wstać.
– To nie jest zwykły kawałek metalu. Podsunęłaś mi pewną myśl, ale dowiesz się
o niej jutro na zajęciach.
– Jeśli to nie problem, wolałabym dzisiaj nie rezygnować z walki – odezwała
się Samane.
– Zaczekam na ciebie – Sayate ruszyła w stronę ściany, by pod nią usiąść.
Zrobiła kilka kroków i zachwiała się. Dyrektor złapał ją, nim upadła i pomógł
usiąść.
Samane widząc, że Sayate bezpiecznie usiadła i teraz odpoczywa, przygotowała
się na kolejny atak, ale Aina stała w miejscu. Samane zdziwiona spojrzała na nią.
– Spróbuj użyć całej energii od razu, nie czekaj, aż cię obije do nieprzytomności.
– Mam utworzyć taką samą barierę z energii jak wczoraj? – zdziwiła się Samane.
– Tak – odpowiedziała krótko Aina.
– Nie potrafię. Myślałam, że znowu będę musiała kilka razy oberwać.
– SKUP SIĘ ! – krzyknęła Aina surowym tonem. – TYLKO CI SIĘ WYDAJE, ŻE
NIE POTRAFISZ. TA ENERGIA JEST W TOBIE. OBUDŹ JĄ!
Samane zamknęła oczy, skupiła się tak jak dotychczas robiła to przed walką, ale
nie wystarczyło. Próbowała jeszcze bardziej się wysilić, ale to nic nie dawało.
– Przypomnij sobie, jak wczoraj się przebudziłaś – naprowadzała ją Aina.
Samane przypomniała sobie, jak w przebłysku świadomości widziała swoje po250
251
sz u kiwania odpowiedzi, dlaczego walczy. Gdy wyobraziła sobie znów tych wszystkich
ludzi, a potem zestawiła to z okropnymi rzeczami, które słyszała o wojnie,
poczuła jakby drgnięcie w swoim ciele.
– Walczę dla pokoju, walczę dla tych ludzi, by więcej nie było wojny. – Pomyślała,
a jej energia znów otoczyła ciało.
Otworzyła oczy, a w j powiększonych źrenicach widać było coś jakby światełko –
przebłysk nowej siły. Samane zatraciła się w tym stanie. Nagle jej umysł całkowicie
się oczyścił. Nie miała przed sobą żadnej myśli, oprócz celu dla którego walczy.
– Brawo – szepnęła Aina. Widziała nie tylko przebudzenie energii, ale i prawdziwy
charakter wojownika.
Samane miała lekko przymrużone oczy i bardzo poważną minę. Gdyby ktoś
inny na nią spojrzał, od razu uciekłby.
– ATAKUJ! – krzyknęła, a Samane z impetem ruszyła i uderzyła silną energią
za pomocą ruchu dłoni.
Aina odpowiedziała tym samym i energie zderzyły się, napierając na siebie,
w końcu obie poleciały do tyłu, odepchnięte przez skumulowaną fale. Aina zaatakowała
prawą ręką, a lewą wyciągnęła niespodziewanie nóż i wycelowała w środek
dłoni Samane. Nóż wyglądał jakby wbił się w dłoń, ale do niczego takiego nie
doszło. Kilka milimetrów od skóry nóż został zablokowany. Samane była w szoku.
Uśmiechnęła się i dopiero teraz zaczęła się porządna wymiana ciosów. Samane
znów podskoczyła w górę czuła, że jej ciało jest jeszcze lżejsze niż wczoraj. Aina
wyskoczyła wyżej od niej i silnym ciosem zbiła ją z powrotem do podłogi. Samane
wstała i zauważyła, że nic się jej nie stało. Nie miała nawet żadnych zadrapań i nie
czuła bólu. Dzisiejsza walka trwała kilka minut dłużej niż wczorajsza, ale w końcu
Samane nie była w stanie utrzymać tarczy.
– Czyżbyś dzisiaj próbowała jakiegoś fizycznego wysiłku? – spytała Aina.
Samane usiadła na ziemi. Czuła się lekko zmęczona, ale w porównaniu z dniem
wczorajszym, było o wiele lepiej.
– Tak jakby – odparła.
– Widać różnice gołym okiem. Jeśli po jednym dniu wysiłku potrafisz używać
energii na takim poziomie, to boję się pomyśleć, kim będziesz za kilka lat
– uśmiechnęła się Aina.
– Demonem. Prawda? Będę demonem? – odpowiedziała smutna Samane.
Mina Ainy zrzedła. Zaskoczona była wypowiedzią Samane.
– Ludzie już nazywają mnie demonem. – Samane czuła się nieswojo, mówiąc
wprost, co o sobie myśli.
– Nazywają cię tak, bo jesteś silna. Po prostu ci zazdroszczą. Masz talent Samane,
a tacy ludzie jak ty, są bardzo potrzebni temu królestwu.
– Widziałam wasze zdjęcia z pola bitwy i ktoś powiedział mi, że ludzie na wojnie
choćby nie wiadomo jak życzliwi byli na co dzień, w obliczu walki zmieniają się
w demony.
– Nie można temu zaprzeczyć – odezwał się dyrektor spod ściany – wojna i walka
bardzo zmieniają ludzi. W obliczu zagrożenia czasem musisz stać się potworem,
by przeżyć, ale wewnątrz nadal zostajemy tacy sami. W sercu mamy swoje
idee i przekonania.
Samane spuściła głowę smutna. Aina podeszła i poklepała ją po ramieniu.
– Nie masz się czym przejmować. Jesteś dobrą i szczerą dziewczyną. Zawsze
będziesz walczyć ze szczerą intencją i celem. Nie wierzę, żebyś zamieniła się w demona.
Udowodniłaś to broniąc Yashi. Chodź, odprowadzimy was do akademika
– puściła porozumiewawcze spojrzenie do dyrektora, a gdy stanęli blisko siebie
znów puściła mu pełne wyrzutów spojrzenie.
Generał wywrócił oczami. Dziewczyny niczego nie zauważyły. Cała czwórka ruszyła
przez korytarze do akademika. Przez jakiś czas nikt się nie odzywał. Aina
i dyrektor szli za dziewczynami. Cały czas zerkali na siebie i kątem oka patrzyli
to na prawo, to na lewo i trochę w tył. Dłonie spoczywały obok kabury z bronią.
Samane i Sayate dobrze wiedziały, co się dzieje, też czuły obecność wielu cieni. Samane
cieszyła się, że Aina i dyrektor je odprowadzają. Nie dałaby rady takiej ilości.
Do tego wszędzie czuć było ich złą energię. Samane wiedziała, że jeśli dzisiaj ktoś
jeszcze nie był w akademiku, na pewno już nie żył. Aina i dyrektor odprowadzili
dziewczyny do akademika i zawrócili z powrotem. Aina w końcu się odezwała.
– Musiałeś jej to mówić – powiedziała z wyrzutem.
– A co miałem jej powiedzieć. Nie będę jej okłamywać. W końcu nie jest dzieckiem
– dyrektor wyglądał na oburzonego uwagą.
– Ma zachwiane zdanie na swój temat, a ty ją jeszcze dobiłeś.
– Lepiej będzie, jeśli upora się z prawdą od razu. Przynajmniej dzięki temu przetrwa.
– Jest na to za młoda – Ainie nadal się to nie podobało. Może i jest silna, ale nie
powinniśmy jej za bardzo dołować zanim nie osiągnie lepszych umiejętności.
– Aina, Samane jest bardzo dojrzała jak na swój wiek. Sama doszła do takiego
wniosku.
– Może i nazywają ją demonem, ale nadal nie jest w stanie walczyć z tymi cieniami.
Nie dokładajmy jej jeszcze kolejnej cegiełki do dźwigania.
– Eh... – westchnął dyrektor. – Za mało masz z nią kontaktu. Nie wiesz jeszcze,
jaka jest.
– Obyś miał rację Jass – Aina odpuściła, widząc, że nie przekona go do zmiany
zdania.
252 253
– Wybaczcie, że przerywam wam miłą pogawędkę, ale chyba mamy coś do załatwienia
– odezwał się ktoś ze schodów .
Aina i Jass odwrócili się i gdy tylko zobaczyli, że mówi do nich zakapturzona
postać w czarnym płaszczu, w sekundzie sięgnęli po broń i cofnęli się o krok.
– O, jak miło, że zostałem poważnie potraktowany – odpowiedział sarkastycznie
cień.
Ruszył na nich, a Aina odepchnęła go energią. Cień cofnął się.
– Przeszkadzacie mi w dostaniu się do kolejnej ofiary.
Dyrektorowi drgnęła brew. Aina była wściekła.
– Nie możemy się powstrzymywać. Trudno. – spojrzała na dyrektora, a ten przytaknął
i nacisnął palcem na spust pistoletu. Świetlisty pocisk trafił tuż nad głową
cienia, który w ostatniej chwili schylił się w dół.
– Oj. Przypaliłbyś mi mój śliczny kaptur. – wydawało się, że cień się śmieje.
– Chyba dzisiaj muszę odpuścić. Dwóch generałów to za duża przeszkoda.
A dwie ofiary jednego dnia, to chyba dla mnie za dużo. Koniecznie sprawdźcie
korytarz na parterze – zaśmiał się i zaczął uciekać. Aina przeskoczyła barierkę
w poprzek i ostrym kopniakiem dobiła wroga do ściany. Zakapturzony Tora upadł
i poturlał się bezwładnie po stopniach w dół, aż na korytarz trzeciego piętra.
– Leć. Może jeszcze nie jest za późno! – krzyknęła Aina, a Jass przeskoczył
barierkę i jeszcze kolejną i kolejną, aż do parteru. Spojrzał przed siebie i ujrzał
zmasakrowane cięciami miecza zwłoki chłopaka z piątej klasy, który należał do
drużyny Isae. Zbliżył się do niego, ale ten od dawna nie żył. Dyrektor zmrużył
oczy i zacisnął bezradnie pięść, pochylając się nad ciałem chłopaka. Niespodziewanie
z przeciwka szła Isae, na widok chłopak uklękła obok, a gdy zorientowała
się kim jest, krzyknęła wniebogłosy. Dyrektor próbował ją uciszyć, ale na próżno.
Uczniowie mieszkający na parterze wyszli ze swoich pokoi na korytarz. Po kilku
minutach wieść obiegła cały akademik. Samane usłyszała krzyk, a niedługo potem
ktoś z pierwszej szeregowej przyszedł im powiedzieć, co się stało. Samane, Sayate
i Febra wraz ze swoimi drużynami zbiegły na parter. Po drodze Samane dostrzegła
Aine pilnującą nieprzytomnego Tora. Samane przyklękła obok i zdjęła jego kaptur.
– Rysy twarzy z wojowniczych klanów – odezwała się Samane – on zaatakował
mnie na korytarzu.
– Jesteś pewna? – Aina spojrzała na nią surowym wzrokiem.
Samane kiwnęła głową. – ta sama energia.
– Skoro cię zaatakował, to jakim cudem żyjesz? – odezwała się jakaś dziewczyna
z tłumu uczniów, który przyglądał się zakapturzonej postaci.
Samane speszyła się i nie odpowiedziała.
– Ktoś zginął, prawda? – spytała Samane
– Nie wiem, czy chcesz to widzieć – zmartwiła się Aina.
Samane nie zwracała uwagi na komentarze ludzi ani na uwagę Ainy. Przeciskała
się przez tłum i w końcu dotarła do Sayate i Febry. Udało jej się dostać prawie
na sam przód. Spojrzała na zwłoki.
– Zabito go mieczem – skomentowała z lekkim smutkiem w głosie, rozpoznając
rany.
Przyglądała się twarzy chłopaka. Nie była zmasakrowana tak jak ciało i Samane
wydawała się skądś znajoma. Chwilę potem, gdy ludzie trochę się przemieszali,
zobaczyła zapłakaną Isae.
– To chłopak z drużyny Isae? – Nie dowierzała. Przecież widziała go jeszcze
w sobotę w galerii razem .
– Byli w stanie zabić piątoklasistę z klasy taktycznej – nie dowierzała Sayate.
– Myślę, że chcieli w ten sposób nas zastraszyć i pokazać, jak silni są – zauważyła
Febra.
– Mówisz, jakby nie robiło to na tobie wrażenia – zdziwiła się Sayate.
– Widziałam gorsze rzeczy niż to – odparła .
Obróciła się i już miała odejść, gdy Samane rzuciła:
– A gdyby to był Set?
Febra zamarła w miejscu.
– Wiesz gdzie uderzyć – odpowiedziała i odeszła.
Tłum rozstąpił się, gdy Aina prowadziła związanego, ale przytomnego Tora.
Po wszystkich obecnych przebiegł strach.
– Ty go zabiłeś? – spytała Isae ze łzami w oczach.
Tora ruchem dwóch palców odwiązał zakrwawiony miecz spod płaszcza i rzucił
na ziemię.
Isae zaczęła się trząść. Wyciągnęła broń i wymierzyła w niego.
– Isae, nie rób tego. Nie jesteś sobą – odezwała się Aina.
– O nie – Samane zmartwił widok Isae .
– Isae. Odłóż broń, możesz kogoś skrzywdzić – odezwał się dyrektor, próbując ją
powstrzymać, ale ta cofnęła się o krok.
Dziewczyna wyglądała na wściekłą. Ułożyła palec na spuście i już miała strzelić,
gdy Samane przeskoczyła nad martwym ciałem i krzyknęła:
– ISAE, NIE!
Rozległ się dźwięk wystrzału, a Isae przewróciła się na ziemię.
– Samane?! – Isae była przerażona, spojrzała na trzymany w dłoni laserowy pistolet
i zakrwawioną twarz przyjaciółki.
Samane schyliła się i podała Isae rękę. Strzał tylko otarł się o skórę głowy. Dziewczyna
wstała, a gdy zobaczyła chłopaka w płaszczu śmiejącego jej się w twarz,
254 255
zn ó w wpadła w furię i wycelowała w niego bronią.
– Isae. On i tak zostanie osądzony i skazany na śmierć. Jeśli w niego strzelisz,
nie będziesz się niczym od niego różnić. Nie zabijaj z zemsty. To nie jest wyjście.
Masz walczyć o pokój, a nie mścić się. Isae ze łzami w oczach spojrzała na Samane
i upadła na kolana, upuszczając pistolet. Dyrektor szybko poszedł do niej i zabrał
broń. Próbował ją jakoś pocieszyć. Samane wszędzie widziała przyglądających się
jej uczniów. Kilka dziewczyn w pierwszym rzędzie płakało, a wszyscy inni byli
wystraszeni i teraz okropnie zdziwieni, patrzyli na stojącą normalnie Samane.
Dziewczynę denerwowała ta sytuacja coraz bardziej.
– CO SIĘ TAK GAPICIE?! – krzyknęła, by wszyscy ją usłyszeli. – Dlaczego się
boicie?! Jesteście w końcu w akademii wojskowej nie? Czy nie wybieraliście drogi
pełnej poświęceń, cierpień. Czy przychodząc tutaj, nie godziliście się na to, że możecie
zginąć, albo stracić przyjaciół w walce. Walczycie w imię honoru i oddania
dla ojczyzny, czy w imię chronienia własnych tchórzliwych tyłków. Czwarte i piąte
klasy, czy nie przechodziliście niebezpiecznych misji na froncie, gdzie można było
zginąć. Czy nie widzieliście okropieństwa wojny na własne oczy?! DLACZEGO
DALIŚCIE SIĘ ZASTRASZYĆ KILKU GOŚCIOM W KAPTURKACH!
Nastąpiła grobowa cisza, a większość obecnych uczniów spuściło głowy, przyznając
rację .
– GDZIE SIĘ PODZIAŁ WASZ HONOR? GDZIE WASZA ODWAGA? – aż kipiała
ze złości. – Waszym zachowaniem okrywacie hańbą tych, którzy giną na wojnie
i tego chłopaka, który zginął w murach tej szkoły.
Samane popatrzyła po ludziach. Z oczu niektórych kapały łzy wzruszenia.
– Oddajmy chociaż honor temu chłopakowi. Gdyby nie jego śmierć, zginęłyby
pewnie kolejne ofiary – powiedziała Samane – Jestem pewna, że zawzięcie walczył
przed swoją śmiercią, by powstrzymać Tora. – Dziewczyna ustawiła się na baczność
i uniosła prawą dłoń do skroni –zasalutowała.
Wszyscy spojrzeli ze zdziwieniem. Kilka sekund później ktoś również uniósł
dłoń. Potem kolejni i kolejni. Dyrektor i Isae wstali i dołączył do pozostałych. Aina
jedną ręką trzymała napastnika, a drugą również salutowała. Cała klasa Samane
poszła za jej przykładem. Teraz wszyscy obecni uczniowie stali na baczność i salutowali.
Aina i dyrektor nawet trochę się uśmiechali.
– Wygrywa ten, kto nie podda się strachowi – odezwał się ktoś z tyłu.
Samane opuściła dłoń. Znała ten głos bardzo dobrze.
– Piękna przemowa.
Samane odwróciła się, a jej oczom ukazała się jaśniejąca pośród uczniów swymi
blond włosami Yashi. Towarzyszył jej ojciec i kilku uzbrojonych po zęby strażników.
– Yashi – Samane uśmiechnęła się. Miała ochotę rzucić się jej na szyję, ale
w obecności króla nie wypadało.
Po tłumie przebiegł wesoły szmer. Nagle Tora uwolnił się z więzów i rzucił
w stronę księżniczki z nożem w ręce. Uzbrojeni żołnierze – strażnicy przygotowali
karabiny.
– Nie strzelajcie, zranicie uczniów – krzyknął dyrektor.
Strażnicy cofnęli broń.
Samane zasłoniła Yashi swoim ciałem, a nóż zatrzymał się na niewidzialnej tarczy
wytworzonej z jej energii.
Aina dostrzegła, że tarcza jest jakby silniejsza.
– Nawet jeśli opanowałaś energię w wyższym stopniu, to i tak nie masz szans nas
pokonać– zakpił chłopak w czarnym płaszczu.
Samane ustawiła się bardzo blisko przeciwnika, dosłownie stykała się z nim
ubraniem. Spojrzała mu w oczy.
– Nie boję się was – powiedziała i z impetem uderzyła go pięścią:
– NIE TKNIESZ JUŻ NIKOGO WIĘCEJ!
Tora oberwał porządnie, uderzając kilkakrotnie o ziemię. Tłum, w stronę którego
poleciał, rozstąpił się na boki.
– Bierzcie go! – polecił król do strażników, którzy sekundę później przebiegli
z prawej i lewej strony Samane. Dziewczyna stała nieruchomo, patrząc wrogą miną
na podnoszonego z ziemi poharatanego Tora, dopóki nie został zakuty w kajdany
i odprowadzony. Yashi zaczęła bić brawo, a chwilę potem przyłączyła się do niej
cała szkoła.
– Znowu jesteś główną atrakcją akademii – zaśmiała się Yashi.
Podeszła do Samane i rzuciła jej się na szyję. Samane objęła ją ramionami i przytuliły
się porządnie.
– Cieszę się, że jesteś zdrowa – powiedziała Samane przez łzy.
– Gdyby nie ty, już dwa razy byłabym martwa. Ojciec i dyrektor powiedzieli mi,
co zrobiłaś. Nigdy ci tego nie zapomnę.
– ROZEJŚĆ SIĘ! – krzyknął dyrektor i tłum powoli zaczął wracać do swoich pokoi.
Yashi puściła w końcu Samane. Uradowane spojrzały na siebie.
– Dzięki tobie, młoda damo, wszystko znów skończyło się pozytywnie – odezwał
się do niej król.
Samane ustawiła się na baczność, salutując dłonią. Tym razem nie miała zamiaru
się wahać.
– Spocznij – odpowiedział król, a Samane rozluźniła się i opuściła dłoń – Twoja
odwaga z dnia na dzień rośnie. Podobnie jak siła. Gdybyś kiedykolwiek czegoś
256 257
po t rzebowała, nie bój się prosić.
Samane przytaknęła lekko głową.
– Jass – musimy porozmawiać – odezwał się poważnym tonem król. – Zostawiam
moją córkę w twoich rękach, pilnuj jej dobrze – uśmiechnął się król do Samane
i odszedł razem z dyrektorem.
– Świetna robota. Poprawiłaś morale wszystkich uczniów w szkole. Tylko wielcy
ludzie potrafią dokonywać takich rzeczy – pochwaliła ją Aina. – wracajcie już. A ty
Samane poproś swojego medyka o pomoc.
– Nie musi o nic prosić, już tu jestem – odezwała się Sojta, podbiegając i od razu
zabrała się za leczenie rany, która i tak trochę już się zagoiła przy używaniu energii.
Aina uśmiechnęła się i odeszła korytarzem.
o
Tymczasem w biurze dyrektora Król i generał Jass rozmawiali ze sobą.
– Znowu uratowała moją córkę – odezwał się król.
– Ta dziewczyna nie przestaje zaskakiwać, prawda?
– Muszę przyznać, że jest ciekawa. Z takim charakterem, umiejętnościami, odwagą
i charyzmą, wróżę jej przyszłość godną, a nawet lepszą, niż w przypadku
generała Rety. Ta dziewczyna może w przyszłości zakończy tą wojnę. Wyszkol ją
dobrze Jass.
– Na pewno tak zrobię – generał kiwnął głową.
– Ale nie po to tu przyszedłem. W przyszłym tygodniu jest oficjalne rozpoczęcie
roku. Będą wysoko postawione osobistości. Zależy mi na tym, by było bezpiecznie.
– Co masz na myśli? – dyrektor wyglądał na zaniepokojonego.
– Akademia nie jest dostatecznie chroniona. Chcę wprowadzić doświadczonych
strażników do pilnowania.
– Rozumiem, że chcesz mieć ochronę podczas uroczystości, ale nie zgodzę się
na pilnowanie uczniów. Tylko byśmy im w ten sposób zaszkodzili. W przyszłości
mogą ich spotkać gorsze sytuacje, niech nauczą się z tym radzić. Sprowadzenie
tutaj strażników równe jest z traktowaniem ich jak dzieci. Pobłażanie im, niczego
ich nie nauczymy, a tylko uśpimy ich czujność. Poza tym teraz są mocno zmotywowani.
– Jass, nie widzisz, co się dzieje? Yashi mało nie zginęła. Zamordowano córki ministra,
a teraz ten chłopak. Akademia jest jak baza–matka. Powinna być bezpiecznym
miejscem, gdzie można powrócić i odpocząć po trudnej misji i bezpiecznie
się szkolić.
– Odmawiam – dyrektor chciał postawić na swoim.
– Jass, jesteś moim przyjacielem. Nigdy się na tobie nie zawiodłem. Nie przeciągaj
struny. Nie zapominaj, że jako król mogę cię do tego zmusić.
– Nie zapominaj, że ja jako generał mam prawo przemówić ci do rozsądku – dyrektor
lekko podniósł głos.
Król westchnął.
– Dam ci czas do namysłu – odpowiedział król i wyszedł.
Jass usiadł na swoim fotelu i obrócił się w stronę okna, przyglądał się dachom
akademii.
– Mam nadzieję, że tego nie zrobisz przyjacielu – powiedział cicho do siebie.
o
Samane z resztą uczniów wróciła do wieży. Przed drzwiami czekała na nią niespodzianka.
– Niezła przemowa. Typowe jak na ciebie – pod drzwiami stała Tiri z założonymi
rękami.
– Tiri! – Samane ucieszyła się i rzuciła dziewczynie na szyję. – Wypuścili cię?
– Tak – odpowiedziała Tiri.
Samane pożegnała Yashi, która udała się do swojego pokoju. Pewna, że księżniczce
nic nie jest, wróciła w końcu do siebie.
Gdy Tiri wkroczyła do salonu, cała drużyna wiwatowała na jej cześć.
– Znowu najlepsza drużyna w akademii w komplecie – zaśmiała się Sojta, przytulając
do Tiri.
– Wyjaśnicie mi w końcu, co dzieje się ? – Tiri nie była w najlepszym humorze.
– Już późna pora. Powinniśmy iść spać. Jesteś pewna, że chcesz to teraz usłyszeć?
– Samane zmartwiła się, ale czuła, że Tiri nie odpuści.
– Za długo trzymacie mnie w niepewności – oburzyła się Tiri.
– W akademii są szpiedzy, którzy próbują dokonać sabotażu. Zaczęło się od trucizny,
ale osoby z wojowniczych rodów odporne na trucizny, przetrwały bez większego
szwanku. Gdyby nie to, wszyscy już by nie żyli. Dzięki naszej krwi, udało
się stworzyć odtrutkę. W pamiętną noc. Pilnowałam Yashi. Przetoczono jej moją
krew, ponieważ była w bardzo krytycznym stanie. Tamtej nocy byłam przy niej.
Ktoś przyszedł i chciał zabić Yashi, przystawiając jej nóż do gardła. Schowałam się
za ścianą, a potem wywiązała się walka. Wróg uciekł, a ja zostałam z rudymi włosami
i nożem w dłoni. Myślałam, że to ktoś z wojowniczego klanu, bo spiorunowała
mnie wzrokiem. Tamtej nocy prawdopodobnie zabrała ci kostkę i podrzuciła
truciznę. Ktoś ją później znalazł.
Tiri wyglądała na przerażoną.
– Co jest w tej truciźnie?
– To mieszanka trujących specyfików używanych w dawnych czasach przez
skrytobójców z moich stron połączona z narkotykami.
– O nie – Tiri miała łzy w oczach. – To sen czy iluzja? – spytała zapłakana. – Dla258
259
cz e g o to znowu do mnie wraca? Ojciec mi nie uwierzy, że to przypadek.
– O co chodzi Tiri? – Samane była zaskoczona jej zachowaniem.
– W przeszłości należałam do gangu i brałam narkotyki. Potem brat mnie z tego
wyciągnął, ale przez wiele lat ojciec nie chciał mi w pełni zaufać. Już myślałam,
że koszmar się skończył, a teraz to. – Tiri głośno płakała.
– Jeśli cię to pocieszy, nakryłam rudowłosą i zaraz po tym otruła się całą paczką
trucizny i jeszcze wysypała ją na świeżą ranę. Leży nieprzytomna w szpitalu i nie
wiadomo, czy się obudzi, a nawet jeśli, to czeka ją sąd.
Tiri otarła łzy, ale po chwili znów zaczęły płynąć. Bała się, co powie ojciec, gdy
się o tym dowie.
– Co jeszcze wiecie. Kim był ten zakapturzony chłopak?
– To mroczny wojownik, cień Tora. Poniekąd noszi krew moich przodków.
Tiri ożywiła się jeszcze bardziej. Znów spojrzała na Samane podejrzliwym wzrokiem,
który przedzierał się przez kapiące jeszcze łzy.
– Mówiłam o tym na zajęciach z historii, ale ciebie nie było, więc powiem ci to
teraz. W dawnych czasach gdy z plemion formowały się państwa, a Creta budowała
swoją potęgę, istniały rody skrytobójców, pięć najsilniejszych z nich zawarło
ze sobą przymierze o nazwie Tora. W naszym języku oznacza to tygrysa. Byli
to ludzie trudniący się skrytobójstwem o wielu niecodziennych umiejętnościach
i zdolnościach. Swoimi sztuczkami omal nie zniszczyli Crety.
Te pięć rodów, nosiło nazwy Agnam, Kang, Reima, Sejom i Ki.
Samane zamilkła na chwilę, widząc minę Tiri.
– Daigo, Generał Aina, Sayate i Ty? – Tiri spojrzała pytająco na przyjaciółkę,
znów zrobiła się podejrzliwa.
– Skoro wasze rody tworzyły to, jak nazywacie, Tora, to dlaczego ci zabójcy
na usługach Skały nazywają się tak samo? – zdziwiła się Tiri, ocierła znów łzy i teraz
bardziej skupiła się na tym co mówi Samane niż na swoim problemie.
– W momencie gdy Tora założyli Cesarstwo Sery, tworząc niejako nowy kraj,
wielu z klanów oburzyło się. We wcześniejszych pokoleniach byli już przeciwnicy
założenia państwa, ale wtedy bunt dał o sobie najbardziej znać. Przeciwnicy
zjednoczyli się i przywłaszczyli nazwę „Tygrysa.” Niestety niesłusznie, bo waleczność
tygrysa nie miała nic wspólnego z czarną energią, którą władali. Słuch o nich
zaginął, a historyjka przekazywana była kolejnym pokoleniom jako bajka. Gdy
rozpoczęła się obecna wojna niektórzy natrafiali na mrocznych wojowników, nazywając
ich nietoperzami ze względu na peleryny. Teraz powrócili i dali o sobie
znać w drastyczny sposób.
– Nie spodziewałam się tego w akademii. – Tiri spojrzała w okno. – od początku
nie ufałam wojowniczym klanom, wierząc ,że to przez swoje sztuczki potrafią
zjednać sobie ludzi. Wierzyłam, że kłamią. Potem na egzaminie spotkałam ciebie.
Wiedziałam, że najlepiej nadajesz się na dowódcę, ale i tak nie do końca ci ufałam,
a już szczególnie po tym, jak spiorunowałaś mnie wzrokiem. Nadal nie wiem, czy
mogę ci wierzyć.
– Przerabialiśmy już ten temat. Skoro mi nie ufasz, to dlaczego zostałaś?
– Może używasz na mnie jakiejś swojej sztuczki.
– Tiri. Samane broniła cię przed dyrektorem. Powiedziała, że to nie ty podrzuciłaś
truciznę. – Sojta wyglądała na oburzoną jej słowami.
– Tiri, jesteś częścią naszej drużyny i nieważne co powiesz i czy mi ufasz czy nie,
ale nie mam zamiaru cie zostawiać z problemem. Gdybym grała, bądź udawała,
powiedz mi, czy zachowywałabym się w ten sposób. Jeszcze kilkanaście sekund
temu płakałaś, widzę twoje zapuchnięte i czerwone oczy. Skąd nagle u ciebie taka
zmiana nastroju?
– Ja... – Tiri wyglądała jakby znowu miała się rozpłakać. – Ja nie chcę nikogo
wciągać w moje dawne sprawy.
– Co to ma wspólnego z tym, że mi nie ufasz? – Samane zaczynała się gubić
w tym co mówi Tiri i powoli zaczynało jej się wydawać to podejrzane, tym bardziej,
że teraz Tiri milczała, nie wiedząc co odpowiedzieć.
– Tiri, o co chodzi? Co ty kręcisz? – Sojta przyglądała jej się także, czuła, że coś
jest nie tak.
Tiri milczała. Ktoś zapukał do drzwi.
– Proszę – odpowiedział Orli, stojąc z założonymi rekami.
Do pokoju weszła Sayate. Spojrzała na Tiri i znieruchomiała. Samane spojrzała
na nią zdziwiona.
Sayate skoczyła i uderzyła Tiri w czoło.
– Jasna cholera! – zaklęła Samane.
– Nie zorientowałaś się? – Sayate oglądnęła się na Samane, stojąc nad nieprzytomną
teraz Tiri.
– Nie wierzę – Samane była w szoku.
– Co jej powiedziałaś? – Sayate wyglądała na wściekłą.
– O wszystkim, co działo się od otrucia– walce z rudowłosą, kostce i dawnych
rodach Tora – Samane trzęsła się.
Była wściekła sama na siebie. Dobrze wiedziała, co to oznacza.
– Zdecydowanie za dużo. – Sayate była przerażona ilością informacji, które wydostały
się w ten sposób.
– Wykiwali nas i posłużyli się Tiri.
– Co to było? – Tiri ocknęła się
– Pamiętasz, co ci mówiłam? – spytała Samane
260 261
– Pamiętam, ale widziałam cię jakby przez mgłę. Momentami nie mogłam mówić
tego co chciałam. Co to było?
– Iluzja snu – odpowiedziała Sayate. – ktoś tobą sterował i przy okazji dowiedział
się wszystkiego, co powiedziała ci Samane. Z tego wynika, że pozwalali ci
mówić, by wyglądało to naturalnie.
Tiri spoważniała.
– Wiem, co oznacza wyciek informacji – odpowiedziała i spojrzała na wściekłe
dziewczyny.
Sayate zrobiła zamach i uderzyła z całej siły w twarz Samane tak, że ta poleciała
kawałek dalej i uderzyła w ścianę.
– JAK MOGŁAŚ TAK DAĆ SIĘ PODEJŚĆ!
– Nie jestem tobą Saya, żeby wyczuwać pułapki! – Samane trzymała się za krwawiący
nos. – To było zbyt realistyczne. – Samane wstała, wyszukała chusteczki
i zakryła nos dłonią. – Chwilę przed tym jak weszłaś, zaczęłam coś podejrzewać.
Tiri patrzyła to na jedną, to na drugą dziewczynę, nie rozumiejąc do końca, co
się dzieje.
– Sayate, chyba przesadziłaś – odezwała się Sojta, podając Samane papierowy
ręcznik i przykładając dłonie do twarzy.
– Saya ma rację. Mogłam się wcześniej domyślić. Poza tym ta sytuacja jest dla
nas bardzo, ale to bardzo niekorzystna. Wiedzą teraz o wszystkim.
– O wszystkim z wyjątkiem naszego pomysłu – zauważył Orli. – Ułożyłaś już
plan Samane?
– Teraz to prawie niemożliwe, po tym jak wszystkiego się dowiedzieli – Samane
spuściła głowę.
– O co chodzi? – spytała Tiri.
– Postanowiliśmy, że połączymy siły i wykurzymy Tora z akademii – odezwała
się Sojta. – Nawet ekipa Febry się przyłączyła. Żałuj, że nie widziałaś, jak Febra
podała Samane rękę.
– Potrzebujemy cię Tiri. Oni mają twoją kostkę i pewnie planują się gdzieś dostać
– teraz odezwał się Orli, wciąż stojąc z założonymi rękami.
– Bez kostki nie jestem w stanie wam pomóc. – Tiri spuściła głowę.
– Nie możesz kupić nowej? – zaproponował Miki.
– To nie takie proste. Po pierwsze, gdy mój ojciec się dowie, że ją zgubiłam, to
mnie zabije, po drugie, nawet jeśli zdobędę nową, zaprogramowanie jej zajmie mi
pół roku i na dodatek muszę uwzględnić zabezpieczenia z tej skradzionej. Jeśli
mam wam pomóc i odzyskać system akademii, to będzie to wyglądało tak, jakbym
walczyła sama ze sobą.
– Mamy czas. Na dzień dzisiejszy wszyscy musimy dużo ćwiczyć i dużo się nauczyć,
bez tego nie jestem w stanie ułożyć planu, a ta sytuacja jeszcze bardziej
komplikuje sprawę.
– Odpuśćmy sobie na razie plan. Najpierw stańmy się dla nich godnymi przeciwnikami
– zaproponowała Sayate, a ekipa się z tym zgodziła.
o
Kolejny dzień zaskoczył wszystkich deszczem. Było ciemno i ponuro. Deszcz
padał intensywnie ciągłymi salwami, a wiatr dodatkowo potęgował jego siłę. Strumienie
wody lały się po oknach akademii. Panowała senna atmosfera, a świeczki
i kadzidła w sali należącej do Ainy jeszcze bardziej potęgowały efekt. Większość
obecnych uczniów ziewała. Samane w oczekiwaniu na nauczycielkę położyła się
na poduszkach, podkładając ręce pod głowę. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się
w bijący o dach deszcz. W końcu zjawiła się Aina i usiadła na środku.
– Witajcie – oznajmiła. – Jak samopoczucie?
– Spać – zamarudziła cicho Samane, przykładając kolejną poduszkę na głowę.
– Jest dobrze – odpowiedziała Sayate, zerknęła na innych .
– Wiem, że dzień sprzyja bardziej spaniu niż nauce, ale chciałabym, żebyście
się skupili.
Samane podniosła się z ziemi, podobnie jak kilka innych osób. Teraz wszyscy
siedzieli wpatrzeni w Aine.
– W związku z ostatnimi wydarzeniami muszę wam o czymś powiedzieć. Niektórzy
z was już pewnie o tym wiedzą. Wrogowie, którzy atakują uczniów akademii,
posługują się pewną sztuczką, zwaną iluzją snu.
Samane ożywiła się i otworzyła usta.
Chyba nie ma zamiaru uczyć wszystkich iluzji snu. To niemożliwe i bardzo trudne
do osiągnięcia.
– Nie będę was jej uczyć, bo tylko bardzo uzdolnione osoby o dużych pokładach
energii potrafią jej używać. Jednak w związku z tym, że wróg za pomocą iluzji
atakuje i zabija, musicie wiedzieć, jak się przed tym obronić. Myślę, że dla was
najlepsze będą dwa sposoby. Jeśli ktoś poczuje, że boli go głowa i wpada w iluzję,
musi zostać uderzony przez drugą osobę energią, najlepiej w głowę. Uprzedzając
pytanie, nauczę was jak używać energii. Drugi sposób, gdy już wpadniecie w iluzję,
to znalezienie różnic między snem a rzeczywistością. Jednak ani jeden ani
drugi sposób nie pomoże, jeśli zaatakują was zapętloną iluzją.
– Więc co wtedy? – Yashi była zmartwiona.
– Wiecie co to talizmany?
– Chodzi o metalowe blaszki, które nosimy na szyi? – spytał siedzący obok
Yashi Mon.
– Tak, ale dokładniej nie są to zwykłe blaszki. Dawniej były to nieśmiertelniki,
262 263
na k tórych pisano imiona, nazwiska i daty urodzenia kadetów. W każdym regionie
królestwa dorośli uczniowie przystępujący do nauki latania, nauki medycyny,
szkoły wojowników, czy szkoły nauk matematycznych, nosili podobne symbole
na szyi. Aż dziw, że tylko w tych regionach powstała taka tradycja, mimo że każde
wtedy państwo powstawało oddzielnie. Ale do rzeczy. Wojownicze szkoły używały
talizmanu z tekstem, który znał tylko właściciel, jako klucza do wyjścia z zapętlonej
iluzji. Dzisiaj talizman przyjął dawną formę nieśmiertelnika i oprócz klucza,
dla wielu jest często motywacją w ciężkich chwilach i przypomnieniem czegoś
ważnego. Wiem, że każdy z was ma na nim napisane coś bardzo istotnego dla
siebie, a często też imiona ważnych dla nas osób, które musieliśmy opuścić, udając
się do akademii. Pilnujcie, by nikt niepożądany nie wiedział, co macie na nich
napisane i ostrożnie dzielcie się tą tajemnicą.
Niektóre osoby sięgnęły po swoje talizmany ,zerkając na nie .
– Myślę, że zapamiętaliście moje słowa, więc przejdźmy teraz do tego, co planowo
powinno być na zajęciach, czyli do nauki energii. Ktoś powie, czym jest
energia? Medycy albo wojownicy? – Aina spojrzała na Samane i Sayate a potem
na Sojtę, Axela, Miriam i Mebe.
– Z energii powstał wszechświat i wszystko co nas otacza, my sami też jesteśmy
energią, mamy ją w sobie – odezwała się Sojta. – Z jej pomocą można dokonać
wielu rzeczy, jednak ja wiem, że można za jej pomocą uzdrawiać.
– To punkt widzenia medyków – odezwała się Sayate. – energii można używać
do uzdrawiania i walki, ale nie tylko. Z jej pomocą można wyczuć czyjąś obecność,
zwiększyć swoją siłę, zapanować nad czyimś umysłem. Można tez poprawić pamięć
i intuicję, pomagać w nauce. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale słyszałam kiedyś,
że w regionie Rigi używano energii, by rozwiązywać szyfry i wymyślać nowe
wynalazki, a z kolei piloci wykorzystywali ją, by lepiej latać i wyostrzać swój wzrok.
Orli zrobił wielkie oczy.
– To dlatego Samane jest dobra z tak wielu dziedzin – pomyślała Febra, zmieniając
swoje nastawienie do tego przedmiotu.
– Najpierw musicie nauczyć się ją odczuwać, byśmy mogli nauczyć się czegokolwiek
innego. Usiądźcie i skrzyżujcie nogi.
Uczniowie wykonali polecenie .
– Teraz ułóżcie dłoń na dłoni wewnętrzną stroną do góry i zetknijcie ze sobą
kciuki. Zamknijcie oczy i spróbujcie się skupić, tylko na jednej myśli. Odrzucajcie
każdą inną, a gdy uda wam się skupić na tej jednej, odrzućcie ją też i spróbujcie
po prostu o niczym nie myśleć.
Aina zapaliła duże, grube kadzidło i również usiadła we wskazanej pozie. Samane
zadanie przyszło z łatwością, robiła to już nieraz. Mistrz nauczył ją, jak w stresujących
momentach wyciszyć się w ciągu paru sekund. Siedziała teraz o niczym
nie myśląc i wsłuchując się w bijący o dach deszcz. Półmrok, który panował w sali
dodatkowo sprzyjał medytacji. Nagle Samane usłyszała głos w swojej głowie, a potem
znalazła się w niedużym pokoju o białych ścianach z dwoma brązowymi fotelami
i mahoniowym stolikiem.
– Iluzja snu – wystraszyła się.
– Spokojnie to moja iluzja.
Samane oglądnęła się, widząc Aine.
– Chcę z tobą porozmawiać – Aina usiadła na fotelu, wskazując Samane, by zajęła
drugi.
Dziewczyna zawahała się.
– Nie bój się. Jesteśmy na tyle blisko, że połączenie się nie zerwie.
Samane usiadła.
– Chciałabym wrócić do naszej wczorajszej rozmowy.
– Chodzi o ten moment, gdy nazwałam ludzi i siebie demonami.
Aina kiwnęła głową.
– Byłam przeciwna, by ci o tym mówić, uważając, że jesteś za młoda, żeby o tym
wiedzieć. Wczoraj pokłóciłam się na ten temat z dyrektorem, on nalegał, byś poznała
prawdę. Uznał, że powinnaś się z tym zmierzyć, bo nie jesteś dzieckiem.
– I ma rację – odpowiedziała Samane ku zaskoczeniu Ainy, która się tego nie
spodziewała. – Lepsza najgorsza prawda, niż słodkie kłamstwo.
– Dobrze. Dyrektor już ci to wczoraj powiedział, ale chcę się upewnić, czy dobrze
to zrozumiałaś.
– W obliczu walki by przeżyć ludzie zamieniają się w demony, ale wewnątrz
nadal pozostają tacy sami, ze swoimi celami i marzeniami.
Aina kiwnęła głową.
– Czy naprawdę walka aż tak zmienia ludzi?
– Niestety tak – odpowiedziała – nie chciała okłamywać Samane.
– Czy jest jakaś możliwość zakończyć wojnę bez walki?
Aina zastanowiła się chwilę.
– Traktat pokojowy.
Samane uniosła głowę w nagłym olśnieniu.
– Ale to prawie niemożliwe. Dążymy do pokoju, lecz zamiast tego, ciągle walczymy
i walczymy.
– Dlatego wojna nigdy się nie skończy – zauważyła Samane, jednocześnie nad
czymś się zastanawiając.
– Co masz na myśli? – Aina była zaskoczona.
– Co dajesz, to do ciebie wraca. Jeśli się walczy to i obrywa. Zapętlony krąg.
264 265
– Wiem, o czym myślisz Samane, ale zawarcie traktatu pokojowego ze Skałą
jest niemożliwe.
Samane spojrzała pytająco na Aine.
– Ludzie Skały są inni niż my. Myślą tylko o sobie. Ich przywódcy manipulują
nimi, robiąc z nich swoich niewolników i służących. Niektórzy ludzie w życiu nawet
nie widzieli komputera na oczy. Dzieci od maleńkiego uczy się trzymać karabin,
a jeśli nie chcą, są zabijane albo bite. Dostęp do technologii mają tylko wyższe
sfery i specjalne oddziały wojska.
Samane była w szoku.
– Jeśli skończysz trzecią klasę i dostaniesz pierwszą misję, to sama się o tym
na własne oczy przekonasz.
– Czegoś tu nie rozumiem, skoro mamy lepszą technologię, to dlaczego jeszcze
ich nie pokonaliśmy.
– Wojna to nie sama technologia, są to też ludzie i ich umysły. Generałowie Skały
są sprytni, używają forteli i pułapek. Niestety muszę to ze smutkiem przyznać,
od czasów twojego dziadka nie mieliśmy żadnego na tyle dobrego stratega czy
generała, by dotrzeć do stolicy Skały.
– Dziadek dotarł do Ina? – Samane o tym nie wiedziała. Dziadek nigdy jej o tym
nie opowiadał.
– Niedługo potem zginął.
– Dlatego o tym nie wiedziałam. Nie zdążył mi powiedzieć.
– Aktualnie główny sztab dowodzenia myśli tylko o tym, jak bronić frontu. –
Aine wyraźnie to martwiło.
– Nie atakują, a zamiast tego uciekają z podkulonym ogonem, gdy nie dają rady.
Już to zauważyłam. Są takimi samymi tchórzami, jak większość w akademii. – Samane
spuściła głowę. – Ile można ciągnąć na samej defensywie?
– Widzisz więcej niż inni – zauważyła Aina – a propos, miałam ci powiedzieć
o jeszcze jednej rzeczy.
Samane spojrzała na Aine, czuła, że to nie będzie coś miłego i nie spodoba jej
się to.
– Po ostatnich śmiertelnych atakach, król chce wprowadzić zawodowych żołnierzy
do ochrony akademii.
Samane aż podskoczyła na tą informację.
– A co pan dyrektor na to?
– Nie zgadza się, uważając podobnie jak w twoim przypadku, że jest to traktowanie
uczniów jak dzieci. Król chce zmusić generała. Dał mu czas, żeby się zastanowić,
ale pewnie dobrze wiesz, zdanie króla jest ostateczne.
– Dyrektor ma rację – Samane podłożyła dłoń pod brodę.
Aina zauważyła, że Samane jest bardzo zamyślona. Nie mogła się doczekać co
wymyśli i aż kusiło ją, żeby włamać się głębiej w jej myśli, ale powstrzymała się,
bo Samane sama postanowiła mówić.
– A jeśli by pójść na kompromis i zgodzić się na strażników, ale żeby do straży
dołączyli uczniowie. Poczuliby wtedy, jaki mają wpływ na wydarzenia i przy okazji
zdobyli ciekawe doświadczenie od zawodowców. Nie trzeba by się też martwić
o bezpieczeństwo, gdyby uczniowie byli razem ze strażnikami.
– Jass miałeś rację – powiedziała Aina do siebie – Samane jesteś genialna – Aina
rzuciła się przyjaciółce na szyję.
– Pani generał chyba nie wypada – odpowiedziała zakłopotana Samane, próbując
się uwolnić.
– Nikt tego nie widzi, nie przejmuj się.
Iluzja rozpłynęła się i Samane znalazła się z powrotem w sali. Spojrzała na Aine,
która właśnie otworzyła oczy. Deszcz nadal bił mocno o dach sali. Aina kiwnęła
głową.
– Wystarczy – powiedziała głośno i wstała.
– To było trudne – odezwała się zrezygnowana Tiri.
– Masz za dużo problemów na głowie – Samane klepnęła ją lekko w ramię.
Wszyscy na polecenie Ainy wstali. Niektóre osoby przez przypadek zasnęły i teraz
trzeba było je budzić.
– Z czasem zacznie wam wychodzić – pocieszała Aina – Komu się udało?
Ręce w górę oprócz medyków, Samane i Sayate uniosła Yashi, Set, Marrie, Orli
i Febra.
Samane zaskoczyło, że Orlemu się udało, ale jeszcze większym zaskoczeniem
była dla niej Febra. Niebieskowłosa dziewczyna odwróciła się i spojrzała Samane
w oczy, jakby chciała powiedzieć, jestem prawie tak dobra jak ty. Samane przez sekundę
zdążyła zobaczyć co nieco z jej życia, ale nie wystarczyło to, by dowiedzieć
się skąd pochodzi. Samane zobaczyła w jej oczach dzieciństwo, podobne do tego,
które miała Yashi. Potem pojawili się Tora i wymordowali całą rodzinę. Widziała
portrety w pięknym pałacu i przepiękną matkę Febry o długich do ziemi błękitnych
włosach. W wizji pojawiał się temat błękitnego królestwa, a herby i symbole
w pałacu nawiązywały do wody. Służba nosiła herby z symbolem wywiniętej w literę
„s” rzeki. Febra uczyła się walczyć sztyletami.
– To stąd tak dobrze walczy nożami – pomyślała Samane. Po ataku Tora zobaczyła
zrujnowany pałac i całą okolicę pałacu w gruzach. Febra w łachach tułała
się po ulicy z innymi osobami, które przetrwały. Dzieci połączyły się w niewielkie
społeczeństwo. Minęły dwa lata i Febra poznała pewnego starszego chłopaka,
w którym się później zakochała. Przez cały czas trzymała się na uboczu i miała
266 267
lek c eważące podejście do wszystkiego, mówiąc, że nie warto walczyć i tak skończy
się to źle. Tyle udało jej się zobaczyć.
– Księżniczka ze zniszczonego kraju – powiedziała cicho, a Sayate to usłyszała.
– O co chodzi? – zdziwiła się Sayate.
– Zobaczyłam kawałek życia Febry.
Sayate zrobiła wielkie oczy.
– Królestwo, z którego jest Febra, zostało zniszczone, a ona jedna tylko przeżyła.
W wizji mowa była o błękitnym królestwie, a dwór nosił herb wygiętej w literę „s”
rzeki.
– Nic mi to nie mówi – szepnęła Sayate – Ale skoro to królestwo zostało zniszczone,
to nic dziwnego, że nie wiemy skąd pochodzi.
– Tora zniszczyli pałac i wymordowali jej rodzinę – szepnęła Samane.
– Czy to ci czegoś nie przypomina? – spytała Sayate.
– Czego? – Samane nic się nie kojarzyło.
– Yashi – Sayate kiwnęła głową i wskazała na Gwiazdę.
– Chcesz powiedzieć... ? – Samane nie dokończyła – skoro chcą się pozbyć rodziny
królewskiej, to czego szukają w akademii?
– I tu jest pies pogrzebany – odpowiedziała Sayate i zamilkła, bo Aina wydawała
instrukcję co do dalszych zajęć.
– Teraz zawiążę wam opaskę na oczy, a wy będziecie musieli spróbować wyczuć
obecność drugiej osoby. Sayate pojedź tu, zademonstrujesz jak ma to wyglądać.
Sayate ruszyła, a Aina zawiązała jej opaskę .
– Przemieszajcie się i niech część ustawi się za Sayate a część z boku.
Klasa przemieszała się, a za Sayate ustawiło się pięć osób.
– Ile osób jest za tobą?
– Razem z panią sześć.
– Wymień kto?
– Yashi, Febra, Set, Sojta, Akeri.
Reszta klasy wytrzeszczyła oczy.
– Orli pojedź tu – zawołała Aina.
Orli podszedł i teraz jemu nauczycielka zawiązała opaskę.
Klasa przemieszała się.
– Siedem osób. Sayate, Sojta, Miriam, Marrie, Mon, Samane i Kazari.
Orli zdjął opaskę . Odpowiedział bezbłędnie. Sam był w szoku, a klasa biła
mu brawo.
Sojta pomyliła jedną osobę, ale zgadła ilość i pozostałe imiona. Febra podobnie
jak Sojta pomyliła się tylko raz.
– Tiri pomieszała ilość i osoby .
Samane nie miała żadnych problemów, podobnie jak Sayate. Z zamkniętymi
oczami mogła dokładnie podać, gdzie kto się znajduje. Zaskoczeniem była też
Yashi i Set, którzy odgadli wszystkie osoby z klasy. Leeme, której nie udało się
skupić podczas medytacji, o dziwo zgadła ilość i raz się pomyliła.
o
Zajęcia skończyły się i teraz uczniowie zmierzali na salę, na której spali przed
rozpoczęciem egzaminów. Samane dopiero teraz dostrzegła jej prawdziwe rozmiary.
Pewnie dlatego, że była pusta. Przez okienka pod sufitem nie wpadało już
światło. Na osłoniętych siatką balkonach po prawej stronie stali uczniowie z innych
klas. Samane spuściła głowę zażenowana.
– Znów będą się z nas śmiać.
– MIŁO WIDZIEĆ WAS W KOMPLECIE ! – zakrzyczał Katon, wkraczając
defiladowym krokiem na salę. – w przyszłym tygodniu jest oficjalne rozpoczęcie
roku i zaprzysiężenie pierwszorocznych. Na uroczystości będą znane osobistości
z samym królem na czele. Do tego czasu macie wykonywać musztrę jak w zegarku!
BACZNOŚĆ! – krzyknął, a klasa, która już wcześniej ustawiła się w dwuszeregu,
zesztywniała. Znów powtórzyli całą sekwencję, w której Katon wywoływał
po kolei wszystkich według funkcji w drużynie. Później każdy musiał wystąpić
z szeregu, marszowym krokiem podejść do Katona i zasalutować. Samane, która
salutowała już któryś raz z kolei, nie miała większych problemów. Katon uśmiechnął
się dyskretnie i pozwolił jej odejść na bok. Chwilę później dołączyła do niej
Yashi, Febra i Sayate. Samane wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Febrą,
lekko się uśmiechając. Ta w pierwszym momencie uznała to za wygłup, ale potem
zrozumiała, że był to rodzaj gratulacji. Yashi zdziwiona spojrzała na dziewczyny.
– Samane i Febra pogodziły się – szepnęła Sayate do ucha Yashi.
Księżniczka bardzo się zdziwiła, ale i cieszyła z tego faktu.
Przed Katonem ustawiła się Akeri. Kilkakrotnie wracała tam i z powrotem przestraszona.
Nie potrafiła porządnie wykonać marszu i trzęsła jej się dłoń, gdy unosiła
ją do góry. Febra uderzyła się ręką w czoło.
– Żenada – powiedziała cicho.
– Kto jak kto, ale dowódca powinien zadbać, by w jego drużynie wszyscy byli
najlepsi – odezwała się Samane – Musisz jej pomóc.
Febra nie była entuzjastycznie nastawiona do tego pomysłu.
– Dodaj jej wiary – zaproponowała Sayate.
Febra westchnęła.
– Powodzenia. Wierzę w ciebie – powiedziała Febra dosyć głośno, ale bez przekonania.
Akeri spojrzała na nią z jeszcze większym przestrachem .
268 269
– Co za niewypał – Febra schyliła się i zaczerwieniła ze wstydu.
– Jaki dowódca, tacy jego podwładni – zwrócił się Katon do Febry z politowaniem.
– Powiedz jej o lataniu. Zazwyczaj najlepiej na to reaguje – zaproponowała Yashi.
Febra nabrała powietrza i westchnęła. Podniosła dumnie głowę w górę i spojrzała
surowo, tak jak tylko ona potrafiła.
– Akeri, jesteś najlepszym pilotem jakiego znam, nie wierzę, że nie potrafisz
zrobić tak prostej rzeczy, skoro tak świetnie latasz. Zrób to! – Febra pełna wiary
w Akeri wypowiedziała surowe, choć pokrzepiające słowa.
Akaeri uniosła głowę w górę i dumnie przeszła jeszcze raz, nie trzęsła się i stanęła
na baczność przed Katonem . Gdy wykonała wszystko bezbłędnie, mogła dołączyć
do dziewczyn.
– Dziękuję – odezwała się trochę zaskoczona do Febry.
– Brakuje ci odwagi – Samane dotknęła jej ramienia – Na ziemi też możesz być
taka jak w powietrzu.
Akeri kiwnęła głową i wróciła do oglądania pozostałych.
Później katon nauczył ich, jak mają się poruszać podczas uroczystości.
– Wiedzcie, że każdy z was zostanie wywołany na środek i gdy wasze imię zostanie
wyczytane, musicie zasalutować królowi. Oprócz tego dowódcy w imieniu
swoich drużyn mówią przysięgę – Katon odszedł na bok i z leżącej na ziemi koło
drzwi teczki wyciągnął cztery kartki wręczając po jednej Febrze, Yashi, Samane
i Sayate. Dziewczyny spojrzały na ich treść.
– Sporo do nauki – zauważyła Sayate.
– Musicie nauczyć się tego do poniedziałku – zwrócił uwagę Katon.
Febra spojrzała przerażona na tekst, którego było kilkanaście linijek.
Samane nie podobało się, że zostało tak mało czasu na naukę tekstu na pamięć,
ale przypuszczała, że da rady. Resztę popołudnia spędziła chodząc po pokoju
i czytając tekst na głos. Tak bardzo się skupiła, że zapomniała o treningu z Ainą.
Dyrektor pobiegł za nią.
– Wracaj do sali! – krzyknął do Samane.
Samane wpadła do sali, widząc jak Aina szarpie się z Sayate. Puściła ją, by uderzyć
energią, ale Sayate upadła nieprzytomna na ziemię.
– Saya! – Samane zaczęła ją wołać. Saya! – wołała panicznie, ale dziewczyna nie
odzywała się. – Saya obudź się proszę – w oczach Samane pojawiły się łzy. – SAYA
!!!–wykrzyczała na cały głos.
– Uderzyłam ją energią, ale nic nie pomogło – odpowiedziała ze smutkiem Aina.
– Niech pani coś zrobi – Samane miała łzy w oczach. Prawie nic nie widziała.
Łzy spadały na podłogę wyłożoną bambusowymi matami.
– Dlaczego Saya!? – wyszlochała Samane – to mnie mieli atakować.
Aina przyłożyła dłoń do szyi Sayate, sprawdzając czy żyje.
– Jej serce bardzo szybko bije.
Samane otarła łzy rękawem. Aina przyglądała się Sayate, dostrzegając coś dziwnego.
Jej pięści były zaciśnięte i drżały, a mięśnie raz po raz delikatnie się napinały.
– Wygląda na to, że walczy – odpowiedziała Aina zaskoczona.
– Wiec jest szansa – Samane oczekiwała w napięciu odpowiedzi.
– Nie mam pojęcia. Dziwi mnie fakt, że nie mogłam jej obudzić energią.
– Czy to oznacza, że tylko Sayate jest odpowiedzialna za to, czy się obudzi czy nie?
– Obawiam się, że niestety tak – Aina spuściła głowę – patrząc jak ciało Sayate
unosi się od szybkich oddechów.
o
Sayate rozglądała się dookoła. Była w sali, ale nigdzie nie było Ainy i dyrektora.
Do pomieszczenia weszła Samane.
– O już jesteś. Nigdzie nie mogłam cię znaleźć.
– Samane, to nie jest iluzja?
Dziewczyna podeszła i uderzyła Sayate energią w głowę. Nic się nie wydarzyło.
– W porządku.
– Co się stało? – jak się tu znalazłam?
– Saya, co się dzieje? Czyżby złapali cię w iluzję?
– Ja nie wiem, czy to jest sen, czy rzeczywistość? – Sayate zaczęła panikować, nie
była pewna gdzie jest.
– Saya – wszystko jest dobrze. Uspokój się. Usiądź.
Samane chwyciła ją za ramiona i zmusiła, by usiadła.
– Saya wszystko w porządku, zaufaj mi. – Samane uśmiechnęła się.
Samane wydawała jej się przekonująca, podobnie jak wszystko wokół wydawało
jej się prawdziwe, ale jej zmysł wyczuwania pułapki nadal mówił jej, że coś jest nie
tak. Wstała, a obraz rozmył się. Leżała na ziemi, nad nią była zapłakana Samane
i zmartwiona Aina. Samane rzuciła się Sayate na szyję.
244 245
– Cieszę się, że nic ci nie jest. – Samane nie mogła pohamować radości.
– Na pewno wszystko w porządku? – Aina spojrzała na nią zmartwiona.
Sayate wstała. Cieszyła się, że w końcu się obudziła.
– A gdzie dyrektor?
– Pobiegł ścigać Tora, który cie zaatakował – wyjaśniła Samane. – Jesteś już bezpieczna.
Sayate wstała i usiadła z boku pod ścianą, tam gdzie siedziała wcześniej.
– Na pewno nie chcesz iść do skrzydła szpitalnego? – spytała Aina.
– Nikt mnie tam nie ochroni, jeśli znowu wpadłabym w iluzje.
– Tamten cień już poszedł, nie zaatakuje drugi raz pod rząd.
Sayate uspokoiła się i odetchnęła.
– Wszystkie całe? – spytał dyrektor, spoglądając na Sayate.
– Było ciężko, ale już jest ok – Sayate uśmiechnęła się, czując się odprężona.
Aina i Samane zaczęły walczyć, a Sayate przyglądała się walce, tak jak poprzednim
razem.
Nagle uczucie niepokoju powróciło do niej.
– Co się dzieje? – rozglądnęła się po sali, wszystko wyglądało normalnie. – Przeczucie
mnie nie myli. Choć wszystko wygląda na idealne, to kolejna iluzja – zorientowała
się, a obraz rozmył się.
Znowu leżała na ziemi. Nad nią nachylała się zapłakana Samane i zmartwiona
Aina.
– Obudziłam się?
Samane kiwnęła głową.
Sayate zamknęła oczy. Uczucie niepokoju nadal trwało.
– Nadal śnię – rozglądnęła się dookoła i uszczypnęła w rękę – poczuła ból i była
prawie przekonana, że się obudziła, ale intuicja nadal nie dawała jej spokoju.
– Samane, walcz ze mną.
– Powinnaś teraz odpoczywać – zwróciła jej uwagę Aina.
– Nie będę odpoczywać. Chcę walczyć.
– Oszalałaś chyba – Samane była zdziwiona zachowaniem przyjaciółki.
– Prawdziwa Samane zgodziłaby się.
– No dobrze– odpowiedziała– chyba rozumiem, o co ci chodzi.
Samane wstała i nim zdążyła się ustawić Sayate z impetem ją zaatakowała. Samane
zasłoniła się skrzyżowanymi dłońmi.
– Sprowokuj ruchy, które może wykonać tylko Samane – pomyślała.
Uderzyła pięścią, a Samane cofnęła się, odwróciła i zaszła ją od tyłu, celując łokciem
w plecy.
– Samane nigdy nie chowa się za czyimiś plecami – krzyknęła, a iluzja rozpłynęła
się.
Znowu leżała na ziemi, nad nią nachylała się zapłakana Samane i zmartwiona
Aina. Do sali wszedł dyrektor.
– Tora uciekł – zawołał. – Jak z Sayate? – spojrzał na dziewczynę, a ta podniosła
się z ziemi.
Czuła, że jej ciało jest ociężałe i ledwo się rusza. Taktyka z walką z Samane drugi
raz nie zadziała.
– Samane, możesz odprowadzić mnie do pokoju? Źle się czuję.
– Teraz, kiedy miałam zacząć zajęcia. Może dyrektor odprowadzi cię do skrzydła
szpitalnego.
– Nie. Chcę żebyś ty mnie odprowadziła. Potem ludzie będą gadać, jak trafię do
skrzydła. Poza tym, nie jest aż tak źle.
– No dobrze – Samane niechętnie wyszła na korytarz prowadząc koleżankę.
Sayate czuła, że jej ruchy są blokowane. Była przekonana, że to kolejna iluzja.
– Mam mało energii, nie zostało mi już wiele czasu, a do tego on blokuje moje
ruchy, bym nie dotarła do tego pokoju. Saayte rozejrzała się po korytarzu. Nagle
nie mogła się ruszyć.
– Sayate, co się dzieje? – spytała Samane.
Sayate nie zdążyła odpowiedzieć, a Samane uderzyła ją energią. Obraz rozmył
się i teraz obie stały na korytarzu, wróciły do zajęć.
– Nie dasz rady się bronić przed iluzjami, jeśli nie masz celu, jeśli nie wiesz,
po co tu jesteś. Saya, dlaczego walczysz? – spytała Samane.
Sayate spojrzała zaskoczona na Samane. Stały teraz dokładnie w tym samym
miejscu co wczoraj.
Samane przytuliła ją. Sayate była zaskoczona tą sytuacją. Nagle poczuła się
tak błogo i uwierzyła, że to dzieje się naprawdę. Tylko Samane zachowałaby się
w ten sposób.
– Musisz znaleźć swój cel Sayate – wyszeptała jej do ucha.
– Ja już znalazłam swój cel i Samane o tym wie! – krzyknęła i odepchnęła postać,
która w sekundzie przemieniła się w zakapturzonego Tora.
– Jakim cudem tak długo się bronisz? – Mroczny wojownik wydawał się być zaskoczony.
– Przecież nie miałaś celu. Widziałem wczorajszą rozmowę z tą dziewczyną
z Sejom. Ktoś kto nie ma celu i czuje się zagubiony i przestraszony, nie powinien
był wyjść z ani jednej iluzji.
– Zaskoczę cię – dzisiaj znalazłam swój cel. Twoja przegrana. Na utrzymanie
tylu iluzji musiałeś zużyć niezłą ilość energii.
– Wygrałaś, ale jeszcze się spotkamy.
Obraz rozmył się, a ona znalazła się na korytarzu, ale w innej lokalizacji. Ruszyła
246 247
do s wojego pokoju.
Cieszyła się, że udało jej się wyjść cało z tej sytuacji. Zastanawiała się, gdzie jest
Samane, czy nadal ćwiczy z Ainą, czy jest już u siebie w pokoju? Zmęczona udała
się do akademika. Minęła bramki i wygramoliła się po schodach do wieży. Stała
przed drzwiami swojego pokoju i już miała je otworzyć, gdy zobaczyła Samane
idącą do góry po schodach. Wyglądała na zmęczoną, ale szczęśliwą.
– Saya, wszystko w porządku? – spytała – Blado wyglądasz i czemu wybiegłaś
tak nagle z sali?
Źle się poczułam, ale już wszystko w porządku. Nie chciała mówić o tym Samane,
przynajmniej nie teraz.
– Choć do mnie. Zapraszam cię na mały poczęstunek. Zioła Sojty dobrze ci zrobią,
a przy okazji powiem ci, czego nowego się dzisiaj nauczyłam. Wiesz, to jest
świetne, nie miałam pojęcia, że tak potrafię.
– Wybacz Samane, ale chcę się położyć, poza tym Axel zna prawie takie same
przepisy jak Sojta.
– Chodź, poprawi ci to humor i poczujesz się lepiej – nalegała Samane, złapała
Sayate za rękę i pociągnęła w stronę swojego pokoju.
– Puść mnie , nie chcę dzisiaj słuchać twoich opowiadań, pogadamy jutro. –
Sayate wyrwała się i otworzyła drzwi do swojego pokoju. Salon wydał jej się jakiś
inny. Brakowało narzuty na kanapie.
– Może ktoś z drużyny ją zabrał ?– pomyślała.
Zamknęła za sobą drzwi. Uczucie niepokoju znów się pojawiło.
– To niemożliwe. Przecież się uwolniłam. Cień sam powiedział, że wygrałam.
– nagle Sayate olśniło – mistrzowska zapętlona iluzja. Przypomniała sobie, jak
starszyzna ucząc ją o iluzji snu, powiedziała też o najwyższej jej formie. W takiej
sytuacji nie pomaga ingerencja z zewnątrz.
– Czyli Samane, Aina czy dyrektor mi nie pomogą. Otworzyła drzwi do swojego
pokoju i zamiast swojego różowego biurka oraz łóżka, zobaczyła pościel w kolorze
moro.
– Czyli znają tylko pokój Samane. – zacisnęła zęby – jak się z tego uwolnić i wiedzieć,
że się obudziłam. – Sayate zastanawiała się chwile. Wzięła kilka głębokich
oddechów i usiadła na podłodze. Skrzyżowała nogi i ułożyła dłoń na dłoni. Zamknęła
oczy, próbując uwolnić swój umysł i znaleźć w swojej głowie to, czego
teraz najbardziej potrzebowała. Poczuła, jak jej serce zwalnia. Była to jej ostatnia
szansa, inaczej zginie.
– Mam cel – pomyślała – chcę chronić tych, których kocham i tych, na których
mi zależy. Nie poddam się tak łatwo. Samane ciężko ćwiczy i poświecą się dla swojego
celu. Ona nigdy się nie poddaje.
Nagle przypomniała sobie rozmowę ze starszą kobietą z rodu, która uczyła ją
o iluzji snu.
– Przekłuj swój cel w potężną broń, niech będzie tym przedmiotem, którego
wartość i wagę tylko ty znasz. Ten przedmiot uwolni cię z iluzji.
– Talizman – przypomniała sobie nagle i sięgnęła za koszulkę. Wyciągnęła blaszkę,
ale była pusta, nic na niej nie było napisane.
– Ścisnęła blaszkę w dłoni, lecz nie czuła dotyku metalu ani jego zimna. Nie
czuła też wygrawerowanych liter i wagi przedmiotu. Iluzja w momencie rozsypała
się na drobne kawałeczki, jak tłuczone lustro. Sayate znalazła się przez moment
w całkowitej ciemności, a potem obudziła się, zrywała nagle z podłogi i szybko
złapała oddech. Poczuła, jak serce przyspiesza i szybko bije. Znowu leżała w sali
na podłodze, nad nią nachylała się zapłakana Samane i zmartwiona Aina.
– Cieszę się, że nic ci nie jest – Samane rzuciła się na nią, przytulając i płacząc.
Sayate czuła się zmęczona, rozglądała się po sali.
– Uciekł mi – powiedział dyrektor, otwierając drzwi i wchodząc do sali – Jak
z Sayate? Spojrzał na nią lekko zdziwiony jej złośliwą miną.
Sayate wstała.
– Usiądź, jesteś zmęczona i blada.
Sayate miała wrażenie, jakby doznała kolejnego dejavu, podobne słowa, pozy,
sytuacje. Zrezygnowana upadła na kolana.
– To niemożliwe przecież iluzja się rozpadła – powiedziała. – dlaczego to znowu
się dzieje.
– Saya – dobrze się czujesz.
– Nie oszukasz mnie kolejną iluzją! – wykrzyczała. Nie wiem, jakim cudem
ogarnąłeś zapętloną iluzję, ale w końcu się z niej uwolnię.
– O nie – Powiedziała do siebie Aina.
– O co chodzi, co się dzieje? – Samane była zszokowana zachowaniem przyjaciółki.
Sayate zaczęła wariować.
– W kim się tym razem ukryłeś?! – krzyczała.
– Mistrzowska zapętlona iluzja – wyjaśniła Aina, – a to efekt uboczny uwolnienia
z niej. Sayate nie odróżnia snu od rzeczywistości. Wróg musiał bardzo dokładnie
ją zaplanować, wiedząc co powiemy, gdy się obudzi. Pewnie pokazał jej
tą sytuację z kilka razy, by zmącić jej trzeźwe myślenie. Dlatego też nie mogłyśmy
obudzić jej energią.
Samane była zszokowana tym faktem.
– Nie odróżnia snu od rzeczywistości – szepnęła Samane i popatrzyła ze współczuciem
na przyjaciółkę.
– Saya usiądź, uspokój się – Samane chciała chwycić ją za ramiona i zmusić, żeby
248 249
us i a dła, ale ta wyrwała się i odepchnęła ją.
– Drugi raz mnie do tego nie zmusisz.
Samane chciała uderzyć ją energią.
– Nie bądź śmieszny, dobrze wiesz, że w zapętlonej iluzji to nie działa.
– W takim razie walcz ze mną. Rozpoznasz mój sposób walki.
– Już raz cię rozszyfrowałam.
Samane była bezradna. Dyrektor zaszedł Sayate od tyłu, zaatakował i rzucił
na ziemię. Samane przymrużyła oczy.
– To musiało zaboleć – odezwał się dyrektor, przytrzymując jej rękę i przygniatając
kolanem do ziemi.
– Dobrze wiesz, że przy takiej iluzji potrzeba ogromnego bólu, by się obudzić.
Dyrektor sięgnął do pasa i wyciągnął nóż.
– Nie! – Samane chciała go powstrzymać.
Aina chwyciła ją za ubranie, żeby nie zrobiła czegoś głupiego.
– To dobry pomysł – wyjaśniła jej Aina.
– Zaufaj mi Samane. Nie zrobię jej krzywdy – dyrektor spojrzał jej w oczy.
Samane kiwnęła głową, postanowiła zaufać, choć pomysł nie do końca jej się
podobał i nie była pewna, czy przyniesie rezultaty. Dyrektor powoli i mocno przejechał
nożem po policzku Sayate. Dziewczyna krzyknęła z bólu. Samane widziała,
że nie ma zamiaru się poddać. Krew popłynęła mocną strużką, a Sayate poczuła
jej gorąc. Uspokoiła się. Dyrektor puścił ją. Sayate sięgnęła ręką do policzka, przejeżdżając
po nim.
– Nie da się stworzyć prawdziwej iluzji krwi – wyjaśniła Aina. Wróg nigdy nie
wie, jaką ma temperaturę, smak czy kolor, a z tego co widzę, Sayate jest podburzona,
a jej krew wręcz gorąca. Poza tym ból otrzeźwia, a lekka utrata krwi uspokaja
umysł. Sayate usiadła na piętach. Cały czas pocierała ręką policzek, a potem patrzyła
na krew na swej ręce.
– Saya – to już nie jest iluzja.
Sayate spojrzała na nią nadal lekko oszołomiona.
– Jak się wydostałaś z iluzji, przypomnij sobie i zrób to samo – zaproponowała
jej Aina. Użyj przedmiotu, którego wartość i wagę tylko ty znasz.
Sayate otworzyła szerzej oczy. Sięgnęła ręką za koszulkę i wyciągnęła talizman,
spojrzała na niego, ścisnęła, po dotykała. Czuła metal, grawer napisu; „Chroń to,
co dla ciebie ważne.” Czuła wagę i temperaturę, polizała krew na dłoni. Czuła jej
smak. Gdy to zrobiła, opuściła bezradnie dłonie w dół i odetchnęła zmęczona.
– Nareszcie – odetchnęła Samane, a zaraz za nią Aina.
Dyrektor wytarł nóż i schował go. Podał Sayate chusteczkę na otarcie krwi,
a Aina uklękła obok niej, przykładając dłonie i uzdrawiając. Rana po kilku chwilach
zagoiła się. Pozostał tylko niewielki ślad i zaschła krew.
– Czy Tora coś ci powiedział – spytał dyrektor.
– Mówił wiele rzeczy, ale nic co byłoby istotne dla sprawy złapania go – Sayate
nadal lekko oszołomiona zaczynała wierzyć, że naprawdę się obudziła.
– Saya. Jesteś zmęczona. Może powinnam cię odprowadzić do akademika. Dzisiaj
już raczej nie zaatakują.
– Nie jestem pewna – Sayate nie była pewna, czy chce iść czy zostać. Nie potrafiła
na razie normalnie myśleć.
– Myślę, że powinnaś zrobić to samo co Samane i przebudzić swoje ukryte zdolności
– zaproponowała Aina.
– Nie mam na to siły – odpowiedziała zrezygnowana Sayate. – Nie mam tak
silnej woli.
– Naprawdę – zdziwił się dyrektor. – Nie znam się do końca na tej całej iluzji,
ale logicznym rozumowaniem mogę wywnioskować, że trzeba mieć nie lada silną
wolę, żeby uwolnić się z czegoś takiego.
Samane kiwnęła potakująco głową. Sayate kolejny raz sięgnęła za koszulkę, wyciągając
talizman.
– Kawałek metalu, a uratował mi życie – powiedziała cicho Sayate.
Aina skończyła leczyć ranę i wstała. Podała Sayate rękę i pomogła wstać.
– To nie jest zwykły kawałek metalu. Podsunęłaś mi pewną myśl, ale dowiesz się
o niej jutro na zajęciach.
– Jeśli to nie problem, wolałabym dzisiaj nie rezygnować z walki – odezwała
się Samane.
– Zaczekam na ciebie – Sayate ruszyła w stronę ściany, by pod nią usiąść.
Zrobiła kilka kroków i zachwiała się. Dyrektor złapał ją, nim upadła i pomógł
usiąść.
Samane widząc, że Sayate bezpiecznie usiadła i teraz odpoczywa, przygotowała
się na kolejny atak, ale Aina stała w miejscu. Samane zdziwiona spojrzała na nią.
– Spróbuj użyć całej energii od razu, nie czekaj, aż cię obije do nieprzytomności.
– Mam utworzyć taką samą barierę z energii jak wczoraj? – zdziwiła się Samane.
– Tak – odpowiedziała krótko Aina.
– Nie potrafię. Myślałam, że znowu będę musiała kilka razy oberwać.
– SKUP SIĘ ! – krzyknęła Aina surowym tonem. – TYLKO CI SIĘ WYDAJE, ŻE
NIE POTRAFISZ. TA ENERGIA JEST W TOBIE. OBUDŹ JĄ!
Samane zamknęła oczy, skupiła się tak jak dotychczas robiła to przed walką, ale
nie wystarczyło. Próbowała jeszcze bardziej się wysilić, ale to nic nie dawało.
– Przypomnij sobie, jak wczoraj się przebudziłaś – naprowadzała ją Aina.
Samane przypomniała sobie, jak w przebłysku świadomości widziała swoje po250
251
sz u kiwania odpowiedzi, dlaczego walczy. Gdy wyobraziła sobie znów tych wszystkich
ludzi, a potem zestawiła to z okropnymi rzeczami, które słyszała o wojnie,
poczuła jakby drgnięcie w swoim ciele.
– Walczę dla pokoju, walczę dla tych ludzi, by więcej nie było wojny. – Pomyślała,
a jej energia znów otoczyła ciało.
Otworzyła oczy, a w j powiększonych źrenicach widać było coś jakby światełko –
przebłysk nowej siły. Samane zatraciła się w tym stanie. Nagle jej umysł całkowicie
się oczyścił. Nie miała przed sobą żadnej myśli, oprócz celu dla którego walczy.
– Brawo – szepnęła Aina. Widziała nie tylko przebudzenie energii, ale i prawdziwy
charakter wojownika.
Samane miała lekko przymrużone oczy i bardzo poważną minę. Gdyby ktoś
inny na nią spojrzał, od razu uciekłby.
– ATAKUJ! – krzyknęła, a Samane z impetem ruszyła i uderzyła silną energią
za pomocą ruchu dłoni.
Aina odpowiedziała tym samym i energie zderzyły się, napierając na siebie,
w końcu obie poleciały do tyłu, odepchnięte przez skumulowaną fale. Aina zaatakowała
prawą ręką, a lewą wyciągnęła niespodziewanie nóż i wycelowała w środek
dłoni Samane. Nóż wyglądał jakby wbił się w dłoń, ale do niczego takiego nie
doszło. Kilka milimetrów od skóry nóż został zablokowany. Samane była w szoku.
Uśmiechnęła się i dopiero teraz zaczęła się porządna wymiana ciosów. Samane
znów podskoczyła w górę czuła, że jej ciało jest jeszcze lżejsze niż wczoraj. Aina
wyskoczyła wyżej od niej i silnym ciosem zbiła ją z powrotem do podłogi. Samane
wstała i zauważyła, że nic się jej nie stało. Nie miała nawet żadnych zadrapań i nie
czuła bólu. Dzisiejsza walka trwała kilka minut dłużej niż wczorajsza, ale w końcu
Samane nie była w stanie utrzymać tarczy.
– Czyżbyś dzisiaj próbowała jakiegoś fizycznego wysiłku? – spytała Aina.
Samane usiadła na ziemi. Czuła się lekko zmęczona, ale w porównaniu z dniem
wczorajszym, było o wiele lepiej.
– Tak jakby – odparła.
– Widać różnice gołym okiem. Jeśli po jednym dniu wysiłku potrafisz używać
energii na takim poziomie, to boję się pomyśleć, kim będziesz za kilka lat
– uśmiechnęła się Aina.
– Demonem. Prawda? Będę demonem? – odpowiedziała smutna Samane.
Mina Ainy zrzedła. Zaskoczona była wypowiedzią Samane.
– Ludzie już nazywają mnie demonem. – Samane czuła się nieswojo, mówiąc
wprost, co o sobie myśli.
– Nazywają cię tak, bo jesteś silna. Po prostu ci zazdroszczą. Masz talent Samane,
a tacy ludzie jak ty, są bardzo potrzebni temu królestwu.
– Widziałam wasze zdjęcia z pola bitwy i ktoś powiedział mi, że ludzie na wojnie
choćby nie wiadomo jak życzliwi byli na co dzień, w obliczu walki zmieniają się
w demony.
– Nie można temu zaprzeczyć – odezwał się dyrektor spod ściany – wojna i walka
bardzo zmieniają ludzi. W obliczu zagrożenia czasem musisz stać się potworem,
by przeżyć, ale wewnątrz nadal zostajemy tacy sami. W sercu mamy swoje
idee i przekonania.
Samane spuściła głowę smutna. Aina podeszła i poklepała ją po ramieniu.
– Nie masz się czym przejmować. Jesteś dobrą i szczerą dziewczyną. Zawsze
będziesz walczyć ze szczerą intencją i celem. Nie wierzę, żebyś zamieniła się w demona.
Udowodniłaś to broniąc Yashi. Chodź, odprowadzimy was do akademika
– puściła porozumiewawcze spojrzenie do dyrektora, a gdy stanęli blisko siebie
znów puściła mu pełne wyrzutów spojrzenie.
Generał wywrócił oczami. Dziewczyny niczego nie zauważyły. Cała czwórka ruszyła
przez korytarze do akademika. Przez jakiś czas nikt się nie odzywał. Aina
i dyrektor szli za dziewczynami. Cały czas zerkali na siebie i kątem oka patrzyli
to na prawo, to na lewo i trochę w tył. Dłonie spoczywały obok kabury z bronią.
Samane i Sayate dobrze wiedziały, co się dzieje, też czuły obecność wielu cieni. Samane
cieszyła się, że Aina i dyrektor je odprowadzają. Nie dałaby rady takiej ilości.
Do tego wszędzie czuć było ich złą energię. Samane wiedziała, że jeśli dzisiaj ktoś
jeszcze nie był w akademiku, na pewno już nie żył. Aina i dyrektor odprowadzili
dziewczyny do akademika i zawrócili z powrotem. Aina w końcu się odezwała.
– Musiałeś jej to mówić – powiedziała z wyrzutem.
– A co miałem jej powiedzieć. Nie będę jej okłamywać. W końcu nie jest dzieckiem
– dyrektor wyglądał na oburzonego uwagą.
– Ma zachwiane zdanie na swój temat, a ty ją jeszcze dobiłeś.
– Lepiej będzie, jeśli upora się z prawdą od razu. Przynajmniej dzięki temu przetrwa.
– Jest na to za młoda – Ainie nadal się to nie podobało. Może i jest silna, ale nie
powinniśmy jej za bardzo dołować zanim nie osiągnie lepszych umiejętności.
– Aina, Samane jest bardzo dojrzała jak na swój wiek. Sama doszła do takiego
wniosku.
– Może i nazywają ją demonem, ale nadal nie jest w stanie walczyć z tymi cieniami.
Nie dokładajmy jej jeszcze kolejnej cegiełki do dźwigania.
– Eh... – westchnął dyrektor. – Za mało masz z nią kontaktu. Nie wiesz jeszcze,
jaka jest.
– Obyś miał rację Jass – Aina odpuściła, widząc, że nie przekona go do zmiany
zdania.
252 253
– Wybaczcie, że przerywam wam miłą pogawędkę, ale chyba mamy coś do załatwienia
– odezwał się ktoś ze schodów .
Aina i Jass odwrócili się i gdy tylko zobaczyli, że mówi do nich zakapturzona
postać w czarnym płaszczu, w sekundzie sięgnęli po broń i cofnęli się o krok.
– O, jak miło, że zostałem poważnie potraktowany – odpowiedział sarkastycznie
cień.
Ruszył na nich, a Aina odepchnęła go energią. Cień cofnął się.
– Przeszkadzacie mi w dostaniu się do kolejnej ofiary.
Dyrektorowi drgnęła brew. Aina była wściekła.
– Nie możemy się powstrzymywać. Trudno. – spojrzała na dyrektora, a ten przytaknął
i nacisnął palcem na spust pistoletu. Świetlisty pocisk trafił tuż nad głową
cienia, który w ostatniej chwili schylił się w dół.
– Oj. Przypaliłbyś mi mój śliczny kaptur. – wydawało się, że cień się śmieje.
– Chyba dzisiaj muszę odpuścić. Dwóch generałów to za duża przeszkoda.
A dwie ofiary jednego dnia, to chyba dla mnie za dużo. Koniecznie sprawdźcie
korytarz na parterze – zaśmiał się i zaczął uciekać. Aina przeskoczyła barierkę
w poprzek i ostrym kopniakiem dobiła wroga do ściany. Zakapturzony Tora upadł
i poturlał się bezwładnie po stopniach w dół, aż na korytarz trzeciego piętra.
– Leć. Może jeszcze nie jest za późno! – krzyknęła Aina, a Jass przeskoczył
barierkę i jeszcze kolejną i kolejną, aż do parteru. Spojrzał przed siebie i ujrzał
zmasakrowane cięciami miecza zwłoki chłopaka z piątej klasy, który należał do
drużyny Isae. Zbliżył się do niego, ale ten od dawna nie żył. Dyrektor zmrużył
oczy i zacisnął bezradnie pięść, pochylając się nad ciałem chłopaka. Niespodziewanie
z przeciwka szła Isae, na widok chłopak uklękła obok, a gdy zorientowała
się kim jest, krzyknęła wniebogłosy. Dyrektor próbował ją uciszyć, ale na próżno.
Uczniowie mieszkający na parterze wyszli ze swoich pokoi na korytarz. Po kilku
minutach wieść obiegła cały akademik. Samane usłyszała krzyk, a niedługo potem
ktoś z pierwszej szeregowej przyszedł im powiedzieć, co się stało. Samane, Sayate
i Febra wraz ze swoimi drużynami zbiegły na parter. Po drodze Samane dostrzegła
Aine pilnującą nieprzytomnego Tora. Samane przyklękła obok i zdjęła jego kaptur.
– Rysy twarzy z wojowniczych klanów – odezwała się Samane – on zaatakował
mnie na korytarzu.
– Jesteś pewna? – Aina spojrzała na nią surowym wzrokiem.
Samane kiwnęła głową. – ta sama energia.
– Skoro cię zaatakował, to jakim cudem żyjesz? – odezwała się jakaś dziewczyna
z tłumu uczniów, który przyglądał się zakapturzonej postaci.
Samane speszyła się i nie odpowiedziała.
– Ktoś zginął, prawda? – spytała Samane
– Nie wiem, czy chcesz to widzieć – zmartwiła się Aina.
Samane nie zwracała uwagi na komentarze ludzi ani na uwagę Ainy. Przeciskała
się przez tłum i w końcu dotarła do Sayate i Febry. Udało jej się dostać prawie
na sam przód. Spojrzała na zwłoki.
– Zabito go mieczem – skomentowała z lekkim smutkiem w głosie, rozpoznając
rany.
Przyglądała się twarzy chłopaka. Nie była zmasakrowana tak jak ciało i Samane
wydawała się skądś znajoma. Chwilę potem, gdy ludzie trochę się przemieszali,
zobaczyła zapłakaną Isae.
– To chłopak z drużyny Isae? – Nie dowierzała. Przecież widziała go jeszcze
w sobotę w galerii razem .
– Byli w stanie zabić piątoklasistę z klasy taktycznej – nie dowierzała Sayate.
– Myślę, że chcieli w ten sposób nas zastraszyć i pokazać, jak silni są – zauważyła
Febra.
– Mówisz, jakby nie robiło to na tobie wrażenia – zdziwiła się Sayate.
– Widziałam gorsze rzeczy niż to – odparła .
Obróciła się i już miała odejść, gdy Samane rzuciła:
– A gdyby to był Set?
Febra zamarła w miejscu.
– Wiesz gdzie uderzyć – odpowiedziała i odeszła.
Tłum rozstąpił się, gdy Aina prowadziła związanego, ale przytomnego Tora.
Po wszystkich obecnych przebiegł strach.
– Ty go zabiłeś? – spytała Isae ze łzami w oczach.
Tora ruchem dwóch palców odwiązał zakrwawiony miecz spod płaszcza i rzucił
na ziemię.
Isae zaczęła się trząść. Wyciągnęła broń i wymierzyła w niego.
– Isae, nie rób tego. Nie jesteś sobą – odezwała się Aina.
– O nie – Samane zmartwił widok Isae .
– Isae. Odłóż broń, możesz kogoś skrzywdzić – odezwał się dyrektor, próbując ją
powstrzymać, ale ta cofnęła się o krok.
Dziewczyna wyglądała na wściekłą. Ułożyła palec na spuście i już miała strzelić,
gdy Samane przeskoczyła nad martwym ciałem i krzyknęła:
– ISAE, NIE!
Rozległ się dźwięk wystrzału, a Isae przewróciła się na ziemię.
– Samane?! – Isae była przerażona, spojrzała na trzymany w dłoni laserowy pistolet
i zakrwawioną twarz przyjaciółki.
Samane schyliła się i podała Isae rękę. Strzał tylko otarł się o skórę głowy. Dziewczyna
wstała, a gdy zobaczyła chłopaka w płaszczu śmiejącego jej się w twarz,
254 255
zn ó w wpadła w furię i wycelowała w niego bronią.
– Isae. On i tak zostanie osądzony i skazany na śmierć. Jeśli w niego strzelisz,
nie będziesz się niczym od niego różnić. Nie zabijaj z zemsty. To nie jest wyjście.
Masz walczyć o pokój, a nie mścić się. Isae ze łzami w oczach spojrzała na Samane
i upadła na kolana, upuszczając pistolet. Dyrektor szybko poszedł do niej i zabrał
broń. Próbował ją jakoś pocieszyć. Samane wszędzie widziała przyglądających się
jej uczniów. Kilka dziewczyn w pierwszym rzędzie płakało, a wszyscy inni byli
wystraszeni i teraz okropnie zdziwieni, patrzyli na stojącą normalnie Samane.
Dziewczynę denerwowała ta sytuacja coraz bardziej.
– CO SIĘ TAK GAPICIE?! – krzyknęła, by wszyscy ją usłyszeli. – Dlaczego się
boicie?! Jesteście w końcu w akademii wojskowej nie? Czy nie wybieraliście drogi
pełnej poświęceń, cierpień. Czy przychodząc tutaj, nie godziliście się na to, że możecie
zginąć, albo stracić przyjaciół w walce. Walczycie w imię honoru i oddania
dla ojczyzny, czy w imię chronienia własnych tchórzliwych tyłków. Czwarte i piąte
klasy, czy nie przechodziliście niebezpiecznych misji na froncie, gdzie można było
zginąć. Czy nie widzieliście okropieństwa wojny na własne oczy?! DLACZEGO
DALIŚCIE SIĘ ZASTRASZYĆ KILKU GOŚCIOM W KAPTURKACH!
Nastąpiła grobowa cisza, a większość obecnych uczniów spuściło głowy, przyznając
rację .
– GDZIE SIĘ PODZIAŁ WASZ HONOR? GDZIE WASZA ODWAGA? – aż kipiała
ze złości. – Waszym zachowaniem okrywacie hańbą tych, którzy giną na wojnie
i tego chłopaka, który zginął w murach tej szkoły.
Samane popatrzyła po ludziach. Z oczu niektórych kapały łzy wzruszenia.
– Oddajmy chociaż honor temu chłopakowi. Gdyby nie jego śmierć, zginęłyby
pewnie kolejne ofiary – powiedziała Samane – Jestem pewna, że zawzięcie walczył
przed swoją śmiercią, by powstrzymać Tora. – Dziewczyna ustawiła się na baczność
i uniosła prawą dłoń do skroni –zasalutowała.
Wszyscy spojrzeli ze zdziwieniem. Kilka sekund później ktoś również uniósł
dłoń. Potem kolejni i kolejni. Dyrektor i Isae wstali i dołączył do pozostałych. Aina
jedną ręką trzymała napastnika, a drugą również salutowała. Cała klasa Samane
poszła za jej przykładem. Teraz wszyscy obecni uczniowie stali na baczność i salutowali.
Aina i dyrektor nawet trochę się uśmiechali.
– Wygrywa ten, kto nie podda się strachowi – odezwał się ktoś z tyłu.
Samane opuściła dłoń. Znała ten głos bardzo dobrze.
– Piękna przemowa.
Samane odwróciła się, a jej oczom ukazała się jaśniejąca pośród uczniów swymi
blond włosami Yashi. Towarzyszył jej ojciec i kilku uzbrojonych po zęby strażników.
– Yashi – Samane uśmiechnęła się. Miała ochotę rzucić się jej na szyję, ale
w obecności króla nie wypadało.
Po tłumie przebiegł wesoły szmer. Nagle Tora uwolnił się z więzów i rzucił
w stronę księżniczki z nożem w ręce. Uzbrojeni żołnierze – strażnicy przygotowali
karabiny.
– Nie strzelajcie, zranicie uczniów – krzyknął dyrektor.
Strażnicy cofnęli broń.
Samane zasłoniła Yashi swoim ciałem, a nóż zatrzymał się na niewidzialnej tarczy
wytworzonej z jej energii.
Aina dostrzegła, że tarcza jest jakby silniejsza.
– Nawet jeśli opanowałaś energię w wyższym stopniu, to i tak nie masz szans nas
pokonać– zakpił chłopak w czarnym płaszczu.
Samane ustawiła się bardzo blisko przeciwnika, dosłownie stykała się z nim
ubraniem. Spojrzała mu w oczy.
– Nie boję się was – powiedziała i z impetem uderzyła go pięścią:
– NIE TKNIESZ JUŻ NIKOGO WIĘCEJ!
Tora oberwał porządnie, uderzając kilkakrotnie o ziemię. Tłum, w stronę którego
poleciał, rozstąpił się na boki.
– Bierzcie go! – polecił król do strażników, którzy sekundę później przebiegli
z prawej i lewej strony Samane. Dziewczyna stała nieruchomo, patrząc wrogą miną
na podnoszonego z ziemi poharatanego Tora, dopóki nie został zakuty w kajdany
i odprowadzony. Yashi zaczęła bić brawo, a chwilę potem przyłączyła się do niej
cała szkoła.
– Znowu jesteś główną atrakcją akademii – zaśmiała się Yashi.
Podeszła do Samane i rzuciła jej się na szyję. Samane objęła ją ramionami i przytuliły
się porządnie.
– Cieszę się, że jesteś zdrowa – powiedziała Samane przez łzy.
– Gdyby nie ty, już dwa razy byłabym martwa. Ojciec i dyrektor powiedzieli mi,
co zrobiłaś. Nigdy ci tego nie zapomnę.
– ROZEJŚĆ SIĘ! – krzyknął dyrektor i tłum powoli zaczął wracać do swoich pokoi.
Yashi puściła w końcu Samane. Uradowane spojrzały na siebie.
– Dzięki tobie, młoda damo, wszystko znów skończyło się pozytywnie – odezwał
się do niej król.
Samane ustawiła się na baczność, salutując dłonią. Tym razem nie miała zamiaru
się wahać.
– Spocznij – odpowiedział król, a Samane rozluźniła się i opuściła dłoń – Twoja
odwaga z dnia na dzień rośnie. Podobnie jak siła. Gdybyś kiedykolwiek czegoś
256 257
po t rzebowała, nie bój się prosić.
Samane przytaknęła lekko głową.
– Jass – musimy porozmawiać – odezwał się poważnym tonem król. – Zostawiam
moją córkę w twoich rękach, pilnuj jej dobrze – uśmiechnął się król do Samane
i odszedł razem z dyrektorem.
– Świetna robota. Poprawiłaś morale wszystkich uczniów w szkole. Tylko wielcy
ludzie potrafią dokonywać takich rzeczy – pochwaliła ją Aina. – wracajcie już. A ty
Samane poproś swojego medyka o pomoc.
– Nie musi o nic prosić, już tu jestem – odezwała się Sojta, podbiegając i od razu
zabrała się za leczenie rany, która i tak trochę już się zagoiła przy używaniu energii.
Aina uśmiechnęła się i odeszła korytarzem.
o
Tymczasem w biurze dyrektora Król i generał Jass rozmawiali ze sobą.
– Znowu uratowała moją córkę – odezwał się król.
– Ta dziewczyna nie przestaje zaskakiwać, prawda?
– Muszę przyznać, że jest ciekawa. Z takim charakterem, umiejętnościami, odwagą
i charyzmą, wróżę jej przyszłość godną, a nawet lepszą, niż w przypadku
generała Rety. Ta dziewczyna może w przyszłości zakończy tą wojnę. Wyszkol ją
dobrze Jass.
– Na pewno tak zrobię – generał kiwnął głową.
– Ale nie po to tu przyszedłem. W przyszłym tygodniu jest oficjalne rozpoczęcie
roku. Będą wysoko postawione osobistości. Zależy mi na tym, by było bezpiecznie.
– Co masz na myśli? – dyrektor wyglądał na zaniepokojonego.
– Akademia nie jest dostatecznie chroniona. Chcę wprowadzić doświadczonych
strażników do pilnowania.
– Rozumiem, że chcesz mieć ochronę podczas uroczystości, ale nie zgodzę się
na pilnowanie uczniów. Tylko byśmy im w ten sposób zaszkodzili. W przyszłości
mogą ich spotkać gorsze sytuacje, niech nauczą się z tym radzić. Sprowadzenie
tutaj strażników równe jest z traktowaniem ich jak dzieci. Pobłażanie im, niczego
ich nie nauczymy, a tylko uśpimy ich czujność. Poza tym teraz są mocno zmotywowani.
– Jass, nie widzisz, co się dzieje? Yashi mało nie zginęła. Zamordowano córki ministra,
a teraz ten chłopak. Akademia jest jak baza–matka. Powinna być bezpiecznym
miejscem, gdzie można powrócić i odpocząć po trudnej misji i bezpiecznie
się szkolić.
– Odmawiam – dyrektor chciał postawić na swoim.
– Jass, jesteś moim przyjacielem. Nigdy się na tobie nie zawiodłem. Nie przeciągaj
struny. Nie zapominaj, że jako król mogę cię do tego zmusić.
– Nie zapominaj, że ja jako generał mam prawo przemówić ci do rozsądku – dyrektor
lekko podniósł głos.
Król westchnął.
– Dam ci czas do namysłu – odpowiedział król i wyszedł.
Jass usiadł na swoim fotelu i obrócił się w stronę okna, przyglądał się dachom
akademii.
– Mam nadzieję, że tego nie zrobisz przyjacielu – powiedział cicho do siebie.
o
Samane z resztą uczniów wróciła do wieży. Przed drzwiami czekała na nią niespodzianka.
– Niezła przemowa. Typowe jak na ciebie – pod drzwiami stała Tiri z założonymi
rękami.
– Tiri! – Samane ucieszyła się i rzuciła dziewczynie na szyję. – Wypuścili cię?
– Tak – odpowiedziała Tiri.
Samane pożegnała Yashi, która udała się do swojego pokoju. Pewna, że księżniczce
nic nie jest, wróciła w końcu do siebie.
Gdy Tiri wkroczyła do salonu, cała drużyna wiwatowała na jej cześć.
– Znowu najlepsza drużyna w akademii w komplecie – zaśmiała się Sojta, przytulając
do Tiri.
– Wyjaśnicie mi w końcu, co dzieje się ? – Tiri nie była w najlepszym humorze.
– Już późna pora. Powinniśmy iść spać. Jesteś pewna, że chcesz to teraz usłyszeć?
– Samane zmartwiła się, ale czuła, że Tiri nie odpuści.
– Za długo trzymacie mnie w niepewności – oburzyła się Tiri.
– W akademii są szpiedzy, którzy próbują dokonać sabotażu. Zaczęło się od trucizny,
ale osoby z wojowniczych rodów odporne na trucizny, przetrwały bez większego
szwanku. Gdyby nie to, wszyscy już by nie żyli. Dzięki naszej krwi, udało
się stworzyć odtrutkę. W pamiętną noc. Pilnowałam Yashi. Przetoczono jej moją
krew, ponieważ była w bardzo krytycznym stanie. Tamtej nocy byłam przy niej.
Ktoś przyszedł i chciał zabić Yashi, przystawiając jej nóż do gardła. Schowałam się
za ścianą, a potem wywiązała się walka. Wróg uciekł, a ja zostałam z rudymi włosami
i nożem w dłoni. Myślałam, że to ktoś z wojowniczego klanu, bo spiorunowała
mnie wzrokiem. Tamtej nocy prawdopodobnie zabrała ci kostkę i podrzuciła
truciznę. Ktoś ją później znalazł.
Tiri wyglądała na przerażoną.
– Co jest w tej truciźnie?
– To mieszanka trujących specyfików używanych w dawnych czasach przez
skrytobójców z moich stron połączona z narkotykami.
– O nie – Tiri miała łzy w oczach. – To sen czy iluzja? – spytała zapłakana. – Dla258
259
cz e g o to znowu do mnie wraca? Ojciec mi nie uwierzy, że to przypadek.
– O co chodzi Tiri? – Samane była zaskoczona jej zachowaniem.
– W przeszłości należałam do gangu i brałam narkotyki. Potem brat mnie z tego
wyciągnął, ale przez wiele lat ojciec nie chciał mi w pełni zaufać. Już myślałam,
że koszmar się skończył, a teraz to. – Tiri głośno płakała.
– Jeśli cię to pocieszy, nakryłam rudowłosą i zaraz po tym otruła się całą paczką
trucizny i jeszcze wysypała ją na świeżą ranę. Leży nieprzytomna w szpitalu i nie
wiadomo, czy się obudzi, a nawet jeśli, to czeka ją sąd.
Tiri otarła łzy, ale po chwili znów zaczęły płynąć. Bała się, co powie ojciec, gdy
się o tym dowie.
– Co jeszcze wiecie. Kim był ten zakapturzony chłopak?
– To mroczny wojownik, cień Tora. Poniekąd noszi krew moich przodków.
Tiri ożywiła się jeszcze bardziej. Znów spojrzała na Samane podejrzliwym wzrokiem,
który przedzierał się przez kapiące jeszcze łzy.
– Mówiłam o tym na zajęciach z historii, ale ciebie nie było, więc powiem ci to
teraz. W dawnych czasach gdy z plemion formowały się państwa, a Creta budowała
swoją potęgę, istniały rody skrytobójców, pięć najsilniejszych z nich zawarło
ze sobą przymierze o nazwie Tora. W naszym języku oznacza to tygrysa. Byli
to ludzie trudniący się skrytobójstwem o wielu niecodziennych umiejętnościach
i zdolnościach. Swoimi sztuczkami omal nie zniszczyli Crety.
Te pięć rodów, nosiło nazwy Agnam, Kang, Reima, Sejom i Ki.
Samane zamilkła na chwilę, widząc minę Tiri.
– Daigo, Generał Aina, Sayate i Ty? – Tiri spojrzała pytająco na przyjaciółkę,
znów zrobiła się podejrzliwa.
– Skoro wasze rody tworzyły to, jak nazywacie, Tora, to dlaczego ci zabójcy
na usługach Skały nazywają się tak samo? – zdziwiła się Tiri, ocierła znów łzy i teraz
bardziej skupiła się na tym co mówi Samane niż na swoim problemie.
– W momencie gdy Tora założyli Cesarstwo Sery, tworząc niejako nowy kraj,
wielu z klanów oburzyło się. We wcześniejszych pokoleniach byli już przeciwnicy
założenia państwa, ale wtedy bunt dał o sobie najbardziej znać. Przeciwnicy
zjednoczyli się i przywłaszczyli nazwę „Tygrysa.” Niestety niesłusznie, bo waleczność
tygrysa nie miała nic wspólnego z czarną energią, którą władali. Słuch o nich
zaginął, a historyjka przekazywana była kolejnym pokoleniom jako bajka. Gdy
rozpoczęła się obecna wojna niektórzy natrafiali na mrocznych wojowników, nazywając
ich nietoperzami ze względu na peleryny. Teraz powrócili i dali o sobie
znać w drastyczny sposób.
– Nie spodziewałam się tego w akademii. – Tiri spojrzała w okno. – od początku
nie ufałam wojowniczym klanom, wierząc ,że to przez swoje sztuczki potrafią
zjednać sobie ludzi. Wierzyłam, że kłamią. Potem na egzaminie spotkałam ciebie.
Wiedziałam, że najlepiej nadajesz się na dowódcę, ale i tak nie do końca ci ufałam,
a już szczególnie po tym, jak spiorunowałaś mnie wzrokiem. Nadal nie wiem, czy
mogę ci wierzyć.
– Przerabialiśmy już ten temat. Skoro mi nie ufasz, to dlaczego zostałaś?
– Może używasz na mnie jakiejś swojej sztuczki.
– Tiri. Samane broniła cię przed dyrektorem. Powiedziała, że to nie ty podrzuciłaś
truciznę. – Sojta wyglądała na oburzoną jej słowami.
– Tiri, jesteś częścią naszej drużyny i nieważne co powiesz i czy mi ufasz czy nie,
ale nie mam zamiaru cie zostawiać z problemem. Gdybym grała, bądź udawała,
powiedz mi, czy zachowywałabym się w ten sposób. Jeszcze kilkanaście sekund
temu płakałaś, widzę twoje zapuchnięte i czerwone oczy. Skąd nagle u ciebie taka
zmiana nastroju?
– Ja... – Tiri wyglądała jakby znowu miała się rozpłakać. – Ja nie chcę nikogo
wciągać w moje dawne sprawy.
– Co to ma wspólnego z tym, że mi nie ufasz? – Samane zaczynała się gubić
w tym co mówi Tiri i powoli zaczynało jej się wydawać to podejrzane, tym bardziej,
że teraz Tiri milczała, nie wiedząc co odpowiedzieć.
– Tiri, o co chodzi? Co ty kręcisz? – Sojta przyglądała jej się także, czuła, że coś
jest nie tak.
Tiri milczała. Ktoś zapukał do drzwi.
– Proszę – odpowiedział Orli, stojąc z założonymi rekami.
Do pokoju weszła Sayate. Spojrzała na Tiri i znieruchomiała. Samane spojrzała
na nią zdziwiona.
Sayate skoczyła i uderzyła Tiri w czoło.
– Jasna cholera! – zaklęła Samane.
– Nie zorientowałaś się? – Sayate oglądnęła się na Samane, stojąc nad nieprzytomną
teraz Tiri.
– Nie wierzę – Samane była w szoku.
– Co jej powiedziałaś? – Sayate wyglądała na wściekłą.
– O wszystkim, co działo się od otrucia– walce z rudowłosą, kostce i dawnych
rodach Tora – Samane trzęsła się.
Była wściekła sama na siebie. Dobrze wiedziała, co to oznacza.
– Zdecydowanie za dużo. – Sayate była przerażona ilością informacji, które wydostały
się w ten sposób.
– Wykiwali nas i posłużyli się Tiri.
– Co to było? – Tiri ocknęła się
– Pamiętasz, co ci mówiłam? – spytała Samane
260 261
– Pamiętam, ale widziałam cię jakby przez mgłę. Momentami nie mogłam mówić
tego co chciałam. Co to było?
– Iluzja snu – odpowiedziała Sayate. – ktoś tobą sterował i przy okazji dowiedział
się wszystkiego, co powiedziała ci Samane. Z tego wynika, że pozwalali ci
mówić, by wyglądało to naturalnie.
Tiri spoważniała.
– Wiem, co oznacza wyciek informacji – odpowiedziała i spojrzała na wściekłe
dziewczyny.
Sayate zrobiła zamach i uderzyła z całej siły w twarz Samane tak, że ta poleciała
kawałek dalej i uderzyła w ścianę.
– JAK MOGŁAŚ TAK DAĆ SIĘ PODEJŚĆ!
– Nie jestem tobą Saya, żeby wyczuwać pułapki! – Samane trzymała się za krwawiący
nos. – To było zbyt realistyczne. – Samane wstała, wyszukała chusteczki
i zakryła nos dłonią. – Chwilę przed tym jak weszłaś, zaczęłam coś podejrzewać.
Tiri patrzyła to na jedną, to na drugą dziewczynę, nie rozumiejąc do końca, co
się dzieje.
– Sayate, chyba przesadziłaś – odezwała się Sojta, podając Samane papierowy
ręcznik i przykładając dłonie do twarzy.
– Saya ma rację. Mogłam się wcześniej domyślić. Poza tym ta sytuacja jest dla
nas bardzo, ale to bardzo niekorzystna. Wiedzą teraz o wszystkim.
– O wszystkim z wyjątkiem naszego pomysłu – zauważył Orli. – Ułożyłaś już
plan Samane?
– Teraz to prawie niemożliwe, po tym jak wszystkiego się dowiedzieli – Samane
spuściła głowę.
– O co chodzi? – spytała Tiri.
– Postanowiliśmy, że połączymy siły i wykurzymy Tora z akademii – odezwała
się Sojta. – Nawet ekipa Febry się przyłączyła. Żałuj, że nie widziałaś, jak Febra
podała Samane rękę.
– Potrzebujemy cię Tiri. Oni mają twoją kostkę i pewnie planują się gdzieś dostać
– teraz odezwał się Orli, wciąż stojąc z założonymi rękami.
– Bez kostki nie jestem w stanie wam pomóc. – Tiri spuściła głowę.
– Nie możesz kupić nowej? – zaproponował Miki.
– To nie takie proste. Po pierwsze, gdy mój ojciec się dowie, że ją zgubiłam, to
mnie zabije, po drugie, nawet jeśli zdobędę nową, zaprogramowanie jej zajmie mi
pół roku i na dodatek muszę uwzględnić zabezpieczenia z tej skradzionej. Jeśli
mam wam pomóc i odzyskać system akademii, to będzie to wyglądało tak, jakbym
walczyła sama ze sobą.
– Mamy czas. Na dzień dzisiejszy wszyscy musimy dużo ćwiczyć i dużo się nauczyć,
bez tego nie jestem w stanie ułożyć planu, a ta sytuacja jeszcze bardziej
komplikuje sprawę.
– Odpuśćmy sobie na razie plan. Najpierw stańmy się dla nich godnymi przeciwnikami
– zaproponowała Sayate, a ekipa się z tym zgodziła.
o
Kolejny dzień zaskoczył wszystkich deszczem. Było ciemno i ponuro. Deszcz
padał intensywnie ciągłymi salwami, a wiatr dodatkowo potęgował jego siłę. Strumienie
wody lały się po oknach akademii. Panowała senna atmosfera, a świeczki
i kadzidła w sali należącej do Ainy jeszcze bardziej potęgowały efekt. Większość
obecnych uczniów ziewała. Samane w oczekiwaniu na nauczycielkę położyła się
na poduszkach, podkładając ręce pod głowę. Zamknęła oczy i wsłuchiwała się
w bijący o dach deszcz. W końcu zjawiła się Aina i usiadła na środku.
– Witajcie – oznajmiła. – Jak samopoczucie?
– Spać – zamarudziła cicho Samane, przykładając kolejną poduszkę na głowę.
– Jest dobrze – odpowiedziała Sayate, zerknęła na innych .
– Wiem, że dzień sprzyja bardziej spaniu niż nauce, ale chciałabym, żebyście
się skupili.
Samane podniosła się z ziemi, podobnie jak kilka innych osób. Teraz wszyscy
siedzieli wpatrzeni w Aine.
– W związku z ostatnimi wydarzeniami muszę wam o czymś powiedzieć. Niektórzy
z was już pewnie o tym wiedzą. Wrogowie, którzy atakują uczniów akademii,
posługują się pewną sztuczką, zwaną iluzją snu.
Samane ożywiła się i otworzyła usta.
Chyba nie ma zamiaru uczyć wszystkich iluzji snu. To niemożliwe i bardzo trudne
do osiągnięcia.
– Nie będę was jej uczyć, bo tylko bardzo uzdolnione osoby o dużych pokładach
energii potrafią jej używać. Jednak w związku z tym, że wróg za pomocą iluzji
atakuje i zabija, musicie wiedzieć, jak się przed tym obronić. Myślę, że dla was
najlepsze będą dwa sposoby. Jeśli ktoś poczuje, że boli go głowa i wpada w iluzję,
musi zostać uderzony przez drugą osobę energią, najlepiej w głowę. Uprzedzając
pytanie, nauczę was jak używać energii. Drugi sposób, gdy już wpadniecie w iluzję,
to znalezienie różnic między snem a rzeczywistością. Jednak ani jeden ani
drugi sposób nie pomoże, jeśli zaatakują was zapętloną iluzją.
– Więc co wtedy? – Yashi była zmartwiona.
– Wiecie co to talizmany?
– Chodzi o metalowe blaszki, które nosimy na szyi? – spytał siedzący obok
Yashi Mon.
– Tak, ale dokładniej nie są to zwykłe blaszki. Dawniej były to nieśmiertelniki,
262 263
na k tórych pisano imiona, nazwiska i daty urodzenia kadetów. W każdym regionie
królestwa dorośli uczniowie przystępujący do nauki latania, nauki medycyny,
szkoły wojowników, czy szkoły nauk matematycznych, nosili podobne symbole
na szyi. Aż dziw, że tylko w tych regionach powstała taka tradycja, mimo że każde
wtedy państwo powstawało oddzielnie. Ale do rzeczy. Wojownicze szkoły używały
talizmanu z tekstem, który znał tylko właściciel, jako klucza do wyjścia z zapętlonej
iluzji. Dzisiaj talizman przyjął dawną formę nieśmiertelnika i oprócz klucza,
dla wielu jest często motywacją w ciężkich chwilach i przypomnieniem czegoś
ważnego. Wiem, że każdy z was ma na nim napisane coś bardzo istotnego dla
siebie, a często też imiona ważnych dla nas osób, które musieliśmy opuścić, udając
się do akademii. Pilnujcie, by nikt niepożądany nie wiedział, co macie na nich
napisane i ostrożnie dzielcie się tą tajemnicą.
Niektóre osoby sięgnęły po swoje talizmany ,zerkając na nie .
– Myślę, że zapamiętaliście moje słowa, więc przejdźmy teraz do tego, co planowo
powinno być na zajęciach, czyli do nauki energii. Ktoś powie, czym jest
energia? Medycy albo wojownicy? – Aina spojrzała na Samane i Sayate a potem
na Sojtę, Axela, Miriam i Mebe.
– Z energii powstał wszechświat i wszystko co nas otacza, my sami też jesteśmy
energią, mamy ją w sobie – odezwała się Sojta. – Z jej pomocą można dokonać
wielu rzeczy, jednak ja wiem, że można za jej pomocą uzdrawiać.
– To punkt widzenia medyków – odezwała się Sayate. – energii można używać
do uzdrawiania i walki, ale nie tylko. Z jej pomocą można wyczuć czyjąś obecność,
zwiększyć swoją siłę, zapanować nad czyimś umysłem. Można tez poprawić pamięć
i intuicję, pomagać w nauce. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale słyszałam kiedyś,
że w regionie Rigi używano energii, by rozwiązywać szyfry i wymyślać nowe
wynalazki, a z kolei piloci wykorzystywali ją, by lepiej latać i wyostrzać swój wzrok.
Orli zrobił wielkie oczy.
– To dlatego Samane jest dobra z tak wielu dziedzin – pomyślała Febra, zmieniając
swoje nastawienie do tego przedmiotu.
– Najpierw musicie nauczyć się ją odczuwać, byśmy mogli nauczyć się czegokolwiek
innego. Usiądźcie i skrzyżujcie nogi.
Uczniowie wykonali polecenie .
– Teraz ułóżcie dłoń na dłoni wewnętrzną stroną do góry i zetknijcie ze sobą
kciuki. Zamknijcie oczy i spróbujcie się skupić, tylko na jednej myśli. Odrzucajcie
każdą inną, a gdy uda wam się skupić na tej jednej, odrzućcie ją też i spróbujcie
po prostu o niczym nie myśleć.
Aina zapaliła duże, grube kadzidło i również usiadła we wskazanej pozie. Samane
zadanie przyszło z łatwością, robiła to już nieraz. Mistrz nauczył ją, jak w stresujących
momentach wyciszyć się w ciągu paru sekund. Siedziała teraz o niczym
nie myśląc i wsłuchując się w bijący o dach deszcz. Półmrok, który panował w sali
dodatkowo sprzyjał medytacji. Nagle Samane usłyszała głos w swojej głowie, a potem
znalazła się w niedużym pokoju o białych ścianach z dwoma brązowymi fotelami
i mahoniowym stolikiem.
– Iluzja snu – wystraszyła się.
– Spokojnie to moja iluzja.
Samane oglądnęła się, widząc Aine.
– Chcę z tobą porozmawiać – Aina usiadła na fotelu, wskazując Samane, by zajęła
drugi.
Dziewczyna zawahała się.
– Nie bój się. Jesteśmy na tyle blisko, że połączenie się nie zerwie.
Samane usiadła.
– Chciałabym wrócić do naszej wczorajszej rozmowy.
– Chodzi o ten moment, gdy nazwałam ludzi i siebie demonami.
Aina kiwnęła głową.
– Byłam przeciwna, by ci o tym mówić, uważając, że jesteś za młoda, żeby o tym
wiedzieć. Wczoraj pokłóciłam się na ten temat z dyrektorem, on nalegał, byś poznała
prawdę. Uznał, że powinnaś się z tym zmierzyć, bo nie jesteś dzieckiem.
– I ma rację – odpowiedziała Samane ku zaskoczeniu Ainy, która się tego nie
spodziewała. – Lepsza najgorsza prawda, niż słodkie kłamstwo.
– Dobrze. Dyrektor już ci to wczoraj powiedział, ale chcę się upewnić, czy dobrze
to zrozumiałaś.
– W obliczu walki by przeżyć ludzie zamieniają się w demony, ale wewnątrz
nadal pozostają tacy sami, ze swoimi celami i marzeniami.
Aina kiwnęła głową.
– Czy naprawdę walka aż tak zmienia ludzi?
– Niestety tak – odpowiedziała – nie chciała okłamywać Samane.
– Czy jest jakaś możliwość zakończyć wojnę bez walki?
Aina zastanowiła się chwilę.
– Traktat pokojowy.
Samane uniosła głowę w nagłym olśnieniu.
– Ale to prawie niemożliwe. Dążymy do pokoju, lecz zamiast tego, ciągle walczymy
i walczymy.
– Dlatego wojna nigdy się nie skończy – zauważyła Samane, jednocześnie nad
czymś się zastanawiając.
– Co masz na myśli? – Aina była zaskoczona.
– Co dajesz, to do ciebie wraca. Jeśli się walczy to i obrywa. Zapętlony krąg.
264 265
– Wiem, o czym myślisz Samane, ale zawarcie traktatu pokojowego ze Skałą
jest niemożliwe.
Samane spojrzała pytająco na Aine.
– Ludzie Skały są inni niż my. Myślą tylko o sobie. Ich przywódcy manipulują
nimi, robiąc z nich swoich niewolników i służących. Niektórzy ludzie w życiu nawet
nie widzieli komputera na oczy. Dzieci od maleńkiego uczy się trzymać karabin,
a jeśli nie chcą, są zabijane albo bite. Dostęp do technologii mają tylko wyższe
sfery i specjalne oddziały wojska.
Samane była w szoku.
– Jeśli skończysz trzecią klasę i dostaniesz pierwszą misję, to sama się o tym
na własne oczy przekonasz.
– Czegoś tu nie rozumiem, skoro mamy lepszą technologię, to dlaczego jeszcze
ich nie pokonaliśmy.
– Wojna to nie sama technologia, są to też ludzie i ich umysły. Generałowie Skały
są sprytni, używają forteli i pułapek. Niestety muszę to ze smutkiem przyznać,
od czasów twojego dziadka nie mieliśmy żadnego na tyle dobrego stratega czy
generała, by dotrzeć do stolicy Skały.
– Dziadek dotarł do Ina? – Samane o tym nie wiedziała. Dziadek nigdy jej o tym
nie opowiadał.
– Niedługo potem zginął.
– Dlatego o tym nie wiedziałam. Nie zdążył mi powiedzieć.
– Aktualnie główny sztab dowodzenia myśli tylko o tym, jak bronić frontu. –
Aine wyraźnie to martwiło.
– Nie atakują, a zamiast tego uciekają z podkulonym ogonem, gdy nie dają rady.
Już to zauważyłam. Są takimi samymi tchórzami, jak większość w akademii. – Samane
spuściła głowę. – Ile można ciągnąć na samej defensywie?
– Widzisz więcej niż inni – zauważyła Aina – a propos, miałam ci powiedzieć
o jeszcze jednej rzeczy.
Samane spojrzała na Aine, czuła, że to nie będzie coś miłego i nie spodoba jej
się to.
– Po ostatnich śmiertelnych atakach, król chce wprowadzić zawodowych żołnierzy
do ochrony akademii.
Samane aż podskoczyła na tą informację.
– A co pan dyrektor na to?
– Nie zgadza się, uważając podobnie jak w twoim przypadku, że jest to traktowanie
uczniów jak dzieci. Król chce zmusić generała. Dał mu czas, żeby się zastanowić,
ale pewnie dobrze wiesz, zdanie króla jest ostateczne.
– Dyrektor ma rację – Samane podłożyła dłoń pod brodę.
Aina zauważyła, że Samane jest bardzo zamyślona. Nie mogła się doczekać co
wymyśli i aż kusiło ją, żeby włamać się głębiej w jej myśli, ale powstrzymała się,
bo Samane sama postanowiła mówić.
– A jeśli by pójść na kompromis i zgodzić się na strażników, ale żeby do straży
dołączyli uczniowie. Poczuliby wtedy, jaki mają wpływ na wydarzenia i przy okazji
zdobyli ciekawe doświadczenie od zawodowców. Nie trzeba by się też martwić
o bezpieczeństwo, gdyby uczniowie byli razem ze strażnikami.
– Jass miałeś rację – powiedziała Aina do siebie – Samane jesteś genialna – Aina
rzuciła się przyjaciółce na szyję.
– Pani generał chyba nie wypada – odpowiedziała zakłopotana Samane, próbując
się uwolnić.
– Nikt tego nie widzi, nie przejmuj się.
Iluzja rozpłynęła się i Samane znalazła się z powrotem w sali. Spojrzała na Aine,
która właśnie otworzyła oczy. Deszcz nadal bił mocno o dach sali. Aina kiwnęła
głową.
– Wystarczy – powiedziała głośno i wstała.
– To było trudne – odezwała się zrezygnowana Tiri.
– Masz za dużo problemów na głowie – Samane klepnęła ją lekko w ramię.
Wszyscy na polecenie Ainy wstali. Niektóre osoby przez przypadek zasnęły i teraz
trzeba było je budzić.
– Z czasem zacznie wam wychodzić – pocieszała Aina – Komu się udało?
Ręce w górę oprócz medyków, Samane i Sayate uniosła Yashi, Set, Marrie, Orli
i Febra.
Samane zaskoczyło, że Orlemu się udało, ale jeszcze większym zaskoczeniem
była dla niej Febra. Niebieskowłosa dziewczyna odwróciła się i spojrzała Samane
w oczy, jakby chciała powiedzieć, jestem prawie tak dobra jak ty. Samane przez sekundę
zdążyła zobaczyć co nieco z jej życia, ale nie wystarczyło to, by dowiedzieć
się skąd pochodzi. Samane zobaczyła w jej oczach dzieciństwo, podobne do tego,
które miała Yashi. Potem pojawili się Tora i wymordowali całą rodzinę. Widziała
portrety w pięknym pałacu i przepiękną matkę Febry o długich do ziemi błękitnych
włosach. W wizji pojawiał się temat błękitnego królestwa, a herby i symbole
w pałacu nawiązywały do wody. Służba nosiła herby z symbolem wywiniętej w literę
„s” rzeki. Febra uczyła się walczyć sztyletami.
– To stąd tak dobrze walczy nożami – pomyślała Samane. Po ataku Tora zobaczyła
zrujnowany pałac i całą okolicę pałacu w gruzach. Febra w łachach tułała
się po ulicy z innymi osobami, które przetrwały. Dzieci połączyły się w niewielkie
społeczeństwo. Minęły dwa lata i Febra poznała pewnego starszego chłopaka,
w którym się później zakochała. Przez cały czas trzymała się na uboczu i miała
266 267
lek c eważące podejście do wszystkiego, mówiąc, że nie warto walczyć i tak skończy
się to źle. Tyle udało jej się zobaczyć.
– Księżniczka ze zniszczonego kraju – powiedziała cicho, a Sayate to usłyszała.
– O co chodzi? – zdziwiła się Sayate.
– Zobaczyłam kawałek życia Febry.
Sayate zrobiła wielkie oczy.
– Królestwo, z którego jest Febra, zostało zniszczone, a ona jedna tylko przeżyła.
W wizji mowa była o błękitnym królestwie, a dwór nosił herb wygiętej w literę „s”
rzeki.
– Nic mi to nie mówi – szepnęła Sayate – Ale skoro to królestwo zostało zniszczone,
to nic dziwnego, że nie wiemy skąd pochodzi.
– Tora zniszczyli pałac i wymordowali jej rodzinę – szepnęła Samane.
– Czy to ci czegoś nie przypomina? – spytała Sayate.
– Czego? – Samane nic się nie kojarzyło.
– Yashi – Sayate kiwnęła głową i wskazała na Gwiazdę.
– Chcesz powiedzieć... ? – Samane nie dokończyła – skoro chcą się pozbyć rodziny
królewskiej, to czego szukają w akademii?
– I tu jest pies pogrzebany – odpowiedziała Sayate i zamilkła, bo Aina wydawała
instrukcję co do dalszych zajęć.
– Teraz zawiążę wam opaskę na oczy, a wy będziecie musieli spróbować wyczuć
obecność drugiej osoby. Sayate pojedź tu, zademonstrujesz jak ma to wyglądać.
Sayate ruszyła, a Aina zawiązała jej opaskę .
– Przemieszajcie się i niech część ustawi się za Sayate a część z boku.
Klasa przemieszała się, a za Sayate ustawiło się pięć osób.
– Ile osób jest za tobą?
– Razem z panią sześć.
– Wymień kto?
– Yashi, Febra, Set, Sojta, Akeri.
Reszta klasy wytrzeszczyła oczy.
– Orli pojedź tu – zawołała Aina.
Orli podszedł i teraz jemu nauczycielka zawiązała opaskę.
Klasa przemieszała się.
– Siedem osób. Sayate, Sojta, Miriam, Marrie, Mon, Samane i Kazari.
Orli zdjął opaskę . Odpowiedział bezbłędnie. Sam był w szoku, a klasa biła
mu brawo.
Sojta pomyliła jedną osobę, ale zgadła ilość i pozostałe imiona. Febra podobnie
jak Sojta pomyliła się tylko raz.
– Tiri pomieszała ilość i osoby .
Samane nie miała żadnych problemów, podobnie jak Sayate. Z zamkniętymi
oczami mogła dokładnie podać, gdzie kto się znajduje. Zaskoczeniem była też
Yashi i Set, którzy odgadli wszystkie osoby z klasy. Leeme, której nie udało się
skupić podczas medytacji, o dziwo zgadła ilość i raz się pomyliła.
o
Zajęcia skończyły się i teraz uczniowie zmierzali na salę, na której spali przed
rozpoczęciem egzaminów. Samane dopiero teraz dostrzegła jej prawdziwe rozmiary.
Pewnie dlatego, że była pusta. Przez okienka pod sufitem nie wpadało już
światło. Na osłoniętych siatką balkonach po prawej stronie stali uczniowie z innych
klas. Samane spuściła głowę zażenowana.
– Znów będą się z nas śmiać.
– MIŁO WIDZIEĆ WAS W KOMPLECIE ! – zakrzyczał Katon, wkraczając
defiladowym krokiem na salę. – w przyszłym tygodniu jest oficjalne rozpoczęcie
roku i zaprzysiężenie pierwszorocznych. Na uroczystości będą znane osobistości
z samym królem na czele. Do tego czasu macie wykonywać musztrę jak w zegarku!
BACZNOŚĆ! – krzyknął, a klasa, która już wcześniej ustawiła się w dwuszeregu,
zesztywniała. Znów powtórzyli całą sekwencję, w której Katon wywoływał
po kolei wszystkich według funkcji w drużynie. Później każdy musiał wystąpić
z szeregu, marszowym krokiem podejść do Katona i zasalutować. Samane, która
salutowała już któryś raz z kolei, nie miała większych problemów. Katon uśmiechnął
się dyskretnie i pozwolił jej odejść na bok. Chwilę później dołączyła do niej
Yashi, Febra i Sayate. Samane wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Febrą,
lekko się uśmiechając. Ta w pierwszym momencie uznała to za wygłup, ale potem
zrozumiała, że był to rodzaj gratulacji. Yashi zdziwiona spojrzała na dziewczyny.
– Samane i Febra pogodziły się – szepnęła Sayate do ucha Yashi.
Księżniczka bardzo się zdziwiła, ale i cieszyła z tego faktu.
Przed Katonem ustawiła się Akeri. Kilkakrotnie wracała tam i z powrotem przestraszona.
Nie potrafiła porządnie wykonać marszu i trzęsła jej się dłoń, gdy unosiła
ją do góry. Febra uderzyła się ręką w czoło.
– Żenada – powiedziała cicho.
– Kto jak kto, ale dowódca powinien zadbać, by w jego drużynie wszyscy byli
najlepsi – odezwała się Samane – Musisz jej pomóc.
Febra nie była entuzjastycznie nastawiona do tego pomysłu.
– Dodaj jej wiary – zaproponowała Sayate.
Febra westchnęła.
– Powodzenia. Wierzę w ciebie – powiedziała Febra dosyć głośno, ale bez przekonania.
Akeri spojrzała na nią z jeszcze większym przestrachem .
268 269
– Co za niewypał – Febra schyliła się i zaczerwieniła ze wstydu.
– Jaki dowódca, tacy jego podwładni – zwrócił się Katon do Febry z politowaniem.
– Powiedz jej o lataniu. Zazwyczaj najlepiej na to reaguje – zaproponowała Yashi.
Febra nabrała powietrza i westchnęła. Podniosła dumnie głowę w górę i spojrzała
surowo, tak jak tylko ona potrafiła.
– Akeri, jesteś najlepszym pilotem jakiego znam, nie wierzę, że nie potrafisz
zrobić tak prostej rzeczy, skoro tak świetnie latasz. Zrób to! – Febra pełna wiary
w Akeri wypowiedziała surowe, choć pokrzepiające słowa.
Akaeri uniosła głowę w górę i dumnie przeszła jeszcze raz, nie trzęsła się i stanęła
na baczność przed Katonem . Gdy wykonała wszystko bezbłędnie, mogła dołączyć
do dziewczyn.
– Dziękuję – odezwała się trochę zaskoczona do Febry.
– Brakuje ci odwagi – Samane dotknęła jej ramienia – Na ziemi też możesz być
taka jak w powietrzu.
Akeri kiwnęła głową i wróciła do oglądania pozostałych.
Później katon nauczył ich, jak mają się poruszać podczas uroczystości.
– Wiedzcie, że każdy z was zostanie wywołany na środek i gdy wasze imię zostanie
wyczytane, musicie zasalutować królowi. Oprócz tego dowódcy w imieniu
swoich drużyn mówią przysięgę – Katon odszedł na bok i z leżącej na ziemi koło
drzwi teczki wyciągnął cztery kartki wręczając po jednej Febrze, Yashi, Samane
i Sayate. Dziewczyny spojrzały na ich treść.
– Sporo do nauki – zauważyła Sayate.
– Musicie nauczyć się tego do poniedziałku – zwrócił uwagę Katon.
Febra spojrzała przerażona na tekst, którego było kilkanaście linijek.
Samane nie podobało się, że zostało tak mało czasu na naukę tekstu na pamięć,
ale przypuszczała, że da rady. Resztę popołudnia spędziła chodząc po pokoju
i czytając tekst na głos. Tak bardzo się skupiła, że zapomniała o treningu z Ainą.

Komentarze
Prześlij komentarz