Rozdział 11 Przysięga

Samane wpadła do sali z kartką w ręce i zobaczyła poobijaną Sayate walczącą

z Ainą. Zaskoczona stała w drzwiach z otwartymi ustami. Sayate stała się o wiele

szybsza, niż podczas ich ostatniej walki. Samane dostrzegła, że nie obudziła jeszcze

ukrytej energii, ale ruchy na pewno się zmieniły.

– Spóźniłaś się – odezwał się dyrektor stojący pod ścianą.

– Coś mi wypadło – odpowiedziała, siadając obok niego i znów zatapiając wzrok

w kartce.

– O proszę, skąd ja to znam – dyrektor zaglądał przez ramię na kartkę – też się

kiedyś tego uczyłem. Do dzisiaj to pamiętam.

Samane spojrzała zaskoczona na dyrektora, nie dowierzałą, że tak długo można

coś pamiętać.

Zamknęła oczy, powtarzała szeptem dwa pierwsze zdania z głowy i dalej już zapomniała.

– Choćby przyszło mi za to zapłacić życiem.. – podpowiedział jej dyrektor.

– Nie poddam się strachowi i bronić będę tajemnicy – dokończyła zdanie Samane.

– Walczyć będę o pokój, wolność i sprawiedliwość. – Samane znów się zacięła,

nie pamiętała dalszego tekstu.

– Odwaga mym pierwszym imieniem, a poświęcenie drugim – powiedział dyrektor

kolejne zdanie. – To akurat świetnie opisuje ciebie .

Samane spojrzała znów na kartkę i westchnęła.

– Dasz radę, nie jest tego aż tak dużo.

Spuściła głowę.

– Wczuj się w to, co mówisz. Przeczytaj jeszcze raz tekst i spróbuj go zrozumieć.

Dla ciebie powinno być to łatwe, w końcu reprezentujesz wartości, które opisuje

przysięga.

Samane spojrzała jeszcze raz w tekst i przeczytała go. Rzeczywiście były to wartości,

których uczył ją dziadek i mistrz, ale zdała sobie z tego sprawę dopiero teraz,

wcześniej nie zwracała uwagi na słowa, ucząc się jedynie przypadkowych wyrazów

na pamięć.

– W zapamiętywaniu nie chodzi o to, byś uczyła się kilku zlepków słów, a raczej

ich sensu – wyjaśnił jej dyrektor.

Samane podniosła głowę przyglądając się walczącej Sayate. Różowowłosa kolejny

raz upadła na ziemię i teraz oberwała tak mocno, że nie mogła się podnieść.

– Dasz radę Saya – szepnęła – wiesz, dlaczego walczysz, więc wstaniesz.

Sayate straciła przytomność. Kolejny raz ujrzała ojca, który mówił jej o swoim

celu.

– Chroń to, co kochasz – powtórzyła Sayate i wstała. Otworzyła oczy, a jej energia

stała się widoczna gołym okiem. Powietrze wokół niej wirowało.

– Jest szybsza niż ja – pomyślała Samane. – Też tak wyglądałam w pierwszym

dniu? – zwróciła się do dyrektora, a ten kiwnął głową potakująco.

– Samane dołączysz ? – zawołała ją Aina.

Samane odłożyła kartkę na bok i wstała. Zamknęła na chwilę oczy i przywołała

swoją energię.

Ustawiła się obok Sayate i teraz obie atakowały Aine. Nauczycielka uderzyła je

jednocześnie silnym atakiem, posyłając na podłogę.

– Czy wy przypadkiem nie zawierałyście ze sobą przymierza?

270 271

– No tak – odpowiedziała niepewnie Samane, nie pojmowała do czego zmierza

pani generał.

– To dlaczego z niego nie korzystacie?

Dziewczyny spojrzały na siebie pytająco.

– Jesteście inteligentne i szybko kojarzycie fakty. Nie domyślacie się, dlaczego

w rodach zawierano przymierza?

Samane otworzyła usta, przypomiała sobie o co chodzi.

– Bezszelestne porozumiewanie – odezwała się Sayate.

– Racja, korzystałyśmy z tego tylko częściowo podczas egzaminu. Mogłyśmy

czytać nawzajem swoje ruchy, tak byśmy na siebie nie wpadły i mogły równocześnie

atakować.

– Teraz, gdy uwolniłyście swoje ukryte moce, możecie jeszcze więcej – wyjaśniła

Aina.

Samane i Sayate spojrzały sobie znowu w oczy i poczuły przypływ dodatkowej

energii.

– Atakujcie.

Dziewczyny ruszyły. Sayate pierwsza zaatakowała Aine z dużą prędkością,

a Samane korzystając z tego, że się odsłoniła, uderzyła z dużą siłą. Nauczycielka

przewróciła się. Dziewczyny znowu nawzajem czytały swoje ruchy i zamieniały

miejscami jak figury w roszadzie. Aina wybiła się z rąk i zrobiła przewrót do tyłu.

Dopiero teraz przyjęła właściwą dla jej stylu walki postawę i bardzo szybko atakowała

ułożonymi na płasko dłońmi. Raz cięła powietrze, a raz odpychała frontem.

Mimo że dziewczyny zyskały nowe umiejętności, Aina nadal była niepokonana,

a nie używała swojej mocy w stu procentach. Dla dziewczyn dużą korzyścią było

uświadomienie sobie korzyści, jaki daje im połączenie sił. Sayate była szybka,

z kolei u Samane bardziej dominowała siła. Razem byłyby niezwyciężone, gdyby

na drodze nie stała Aina albo ktoś jej pokroju. Sayate jednak szybko się zmęczyła.

Samane walczyła jeszcze trochę, starając się dorównać Sayate szybkością, lecz jej

tarcza znikła chwilę potem.

– Nadal nie potrafisz zbyt długo utrzymać energii – odezwała się nauczycielka,

gdy skończyły trening. – Jednak twoja tarcza z dnia na dzień jest silniejsza. Dostrzegłam

jednak, że dzisiaj nie używałaś jej w pełni.

Samane spojrzała na Aine pytająco. Używała maksimum tego, co mogła i dziwiły

ją słowa nauczycielki.

– W trakcie walki z tamtym Tora twoja tarcza była trzykrotnie silniejsza niż dzisiaj.

Samane zamurowało. Aina bardzo ją zaskoczyła. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego

tak się stało? Zamknęła oczy i prześledziła w pamięci wydarzenia tego dnia.

Gdy zobaczyła Tora, jej energia powróciła i to ze zdwojoną siłą. Aina zaskoczona

spojrzała na Samane.

– I o to chodzi. Chociaż jeszcze trochę ci brakuje. Na dzisiaj już wystarczy, możesz

się rozluźnić.

Samane odetchnęła i wirujące wokół jej ciała powietrze zniknęło. Przez resztę

wieczoru nie mogła skupić się na nauce przysięgi, tylko cały czas myślała o tym,

co powiedziała jej Aina. Wspomnieniami wracała do walki z Tora i momentu,

gdy stworzyła bardzo silną tarczę. Zaraz gdy przypominała sobie tą scenę, energia

otaczała jej ciało, a ona nie mogła jej z powrotem stłumić. W końcu energia tak się

przebudziła, że Samane nie mogła już nad sobą zapanować. Rzucała się po pokoju.

Resztkami woli powstrzymywała się, by w coś lub kogoś nie uderzyć.

– Samane, nie panujesz już nad sobą – odezwała się Sojta, widząc i czując co

dzieje się z jej przyjaciółką. Samane upadła na podłogę i uderzyła pięścią omal jej

nie rozwalając.

– Biegnij do generał Ainy – odpowiedziała z trudem Samane.

Sojta w drzwiach zderzyła się z Sayate.

– Lepiej nie zbliżaj się do Samane, odezwała się poważnym tonem i zbiegła

po schodach.

– Co się z tobą dzieje? – Sayate była przerażona widokiem przyjaciółki.

Jej tarcza z wirującego powietrza zamieniała się w coś w rodzaju jaskrawo–czerwonych

płomieni.

– Odejdź Saya – wydyszała z trudem Samane – Nie panuje nad sobą.

Sayate zignorowała to i podeszła do przyjaciółki, skupiła się i stworzyła swoją

tarczę.

– Musisz odreagować. Zrób to.

Samane po zachęcie nie wytrzymała i zaatakowała Sayate. Nawzajem odczytywały

swoje ruchy i walka wyglądała raczej jak seria spudłowanych ciosów i uników.

Sayate chwyciła Samane za ramię i wtedy ich energie stopiły się i druga tarcza

również przybrała czerwony kolor.

Saya nie miała w sobie tyle wściekłości co Samane i jakoś udało jej się nad sobą

zapanować, ale nie mogła się uwolnić. Do pokoju wpadła Aina i najpierw odciągnęła

Sayate, która skrzywiła się z bólu. Samane zaatakowała Aine, a ta dobiła

ją do podłogi, złapała i jeszcze raz rzuciła na podłogę. Samane zaatakowała, ale

w ostatniej sekundzie zatrzymała cios przed twarzą Ainy, odzyskując panowanie.

Aina wykorzystała ten moment i złapała Samane w iluzję snu. Sterowana położyła

się na kanapie. Tymczasem Aina zobaczyła, co zdenerwowało Samane. Widziała

odtwarzaną w kółko scenę, w której dziewczyna osłaniała Yashi, a potem uderzyła

Tora. Jednak to nie Tora wywołał jej wściekłość, a tchórzostwo zgromadzonych

272 273

lud zi. W iluzji Aina zbliżyła się do niej i dotknęła w ramię.

– Wiem, że chciałabyś zmienić cały świat, ale nie wszystkim jesteś w stanie pomóc.

Kiedyś też taka byłam.

Samane obejrzała się.

– Nie bierz całej odpowiedzialności na siebie, a ludzie, cóż ludzie są, jacy są,

nie wymusisz w nich odwagi. Sami powinni ją odnaleźć. Odwaga nie przychodzi

z dnia na dzień. Trzeba ją po prostu wytrenować. Każdy musi pokonać własne lęki

i słabości. Nie staniesz się odważna za kogoś. Dziewczyna spuściła głowę, a z jej

oczu polały się łzy.

– Ale ja naprawdę chciałabym ich zmienić.

– Wiem. I tak już wiele zrobiłaś. Odpuść sobie. Ten gniew tylko cię niszczy, nie

pozwala ci nad sobą panować. – Aina znowu przytuliła dziewczynę, a obraz stał

się ciemny.

Samane ocknęła się, leżała na kanapie.

– Już w porządku – spytała Aina i nachyliła się nad dziewczyną.

Samane kiwnęła głową.

– Nie bierz tego tak bardzo do siebie. Teraz rozumiem. Twoja energia uwolniła

się pod wpływem złości. Teraz musisz nauczyć się jej używać, gdy jesteś w pełni

opanowana.

– Przepraszam – odezwała się Samane, ocierając ręką czoło. – Ja chyba naprawdę

jestem demonem, omal nie skrzywdziłam Sayate.

Aina znowu się zmartwiła.

– Nie pozwalaj sobie, by złe cechy tobą zawładnęły. Zapomnij o tym, co powoduje

złość. Odpuść i wybacz sobie, a teraz usiądź i wycisz się.

Dziewczyna więc podniosła się i skrzyżowała nogi. Znów ułożyła dłoń na dłoni

i wzięła kilka głębokich oddechów. W ciągu kilku chwil udało jej się pozbyć wszelkich

złych myśli.

– Zuch z ciebie – odezwała się Aina, widząc u niej pełne skupienie.

Samane otworzyła oczy i wstała.

– Za szybko twoja moc się rozwija. Musisz więcej medytować i nie złościć się,

bo znowu stracisz kontrolę. To był trochę też mój błąd, bo za bardzo cię pobudziłam.

Nie przychodź jutro na trening.

– Ale... – Samane chciała zaprotestować, ale mina Ainy mówiła: ani mi się waż.

Aina wyszła, a na kanapę przysiadła się Sayate. Sojta poczęstowała dziewczyny

ziołową herbatą na uspokojenie.

– Myślę, że powinnaś poćwiczyć iluzję ze swoim mistrzem – zasugerowała Sayate.

– Może – Samane spuściła głowę, zastanawiając się nad tym, co się wydarzyło.

– Nie myśl za dużo, bo widzę, że ci to szkodzi – Sayate miała dobry humor.

– Przepraszam Saya, że cię w to wciągałam.

– Nie masz za co przepraszać, sama się w to wpakowałam, a swoją drogą uważaj.

Czerwona energia to raczej mroczne moce Tora.

– Demon – odpowiedziała krótko Samane.

Sayate spojrzała na nią zdziwiona.

– Muszę się pozbyć tego demona, który we mnie jest.

– Posłuchaj, ty nie jesteś demonem, wręcz przeciwnie, nazwałabym cię nawet

aniołem. Zmieniasz ludzi, podnosisz ich na duchu, prowadzisz, robisz wiele dobrego,

broniłaś Yashi, walczyłaś z Tora – Sojta zaczęła wymieniać całą listę.

– Mam na myśli tą złą mnie. Wszystkie problemy, które tworzą we mnie złość.

– Żeby to zrobić musiałabyś się chyba rozdwoić. A wywoływanie alter ego, jest

raczej niezdrowe i niebezpieczne – zauważyła Saayte.

– Chyba, że ono pojawi się samo – odezwała się Sojta.

– Co masz na myśli? – zaciekawiła się Samane.

– Moi nauczyciele wspominali mi kiedyś o tym, że dawniej medycy bronili się

przed złą energią za pomocą specjalnych luster.

Lustrzane odbicie. Genialnie. Tylko skąd weźmiemy takie lustro? – Sayate rozłożyła

bezradnie ręce.

– Jedno jest w pałacu królewskim, ale dobrze chronione.

– Nie dostaniemy się tam – Sayate spuściła głowę zrezygnowana.

– Zachowujesz się, jakby to był twój problem – Odezwała się nagle Samane.

– Od kiedy zawarłyśmy przymierze, twoje problemy są moimi problemami.

– W sumie racja – potwierdziła Samane. Co do lustra, myślę, że da się to załatwić.

– Samane uśmiechnęła się na samą myśl o tym. – w końcu król powiedział,

że gdybym czegoś potrzebowała, mam nie bać się prosić.

Sayate uderzyła się ręką w czoło, przypomniała sobie, jak król wypowiadał

te słowa.

o

Następnego dnia rano ktoś dobijał się do drzwi. Zaspana Tiri, która pierwsza

się obudziła, chwyciła za klamkę. Do pokoju weszło pięć chłopaków z samorządu

uczniowskiego, wnieśli pięć ogromnych pudeł i ustawili na podłodze salonu.

Samane obudził hałas. Zaspana oparła się o framugę drzwi, oddzielających część

sypialnianą od salonu.

– Co to? – spytała, gdy zobaczyła Isae.

– Otwórzcie i sami zobaczcie – odpowiedziała i wyszła, poganiając chłopaków,

by się pośpieszyli, bo zostało jeszcze kilka pokoi.

Samane powolnym krokiem zbliżyła się do wielkiego szarego pudła oklejonego

taśmą, na którym ktoś na szybko napisał czarnym markerem jej imię i nazwisko.

274 275

Pr ó bowała zerwać taśmę paznokciami, ale miała mocny klej.

– Łap! – zawołała Tiri, która stała z dwoma nożami w ręce za blatem kuchennym.

– Nie rzucaj! – Samane zrobiła wielkie oczy.

– Żartowałam – odezwała się Tiri, wyszła zza lady i podała koleżance jeden nóż.

Dziewczyny rozcięły taśmę i ich oczom ukazały się zapakowane w folię ubrania. Samane

wyciągła fioletowy, galowy mundurek, a Tiri bojową wersję w kolorze moro.

– To mundury! – zawołała Tiri.

Do salonu wszedł Orli, głośno ziewął i podrapał się po brzuchu.

– Co się dzieje? – zapytał – O co tyle hałasu?

Obok niego przebiegła Sojta.

– Czy ja dobrze słyszałam? – zawołała i porwała nóż z ziemi, otwarła szybko

swoje pudło i wyrzuciła całą zawartość w kąt salonu.

– Ile ubrań. Dali nawet strój kąpielowy – zawołała Sojta.

Orli zaciekawił się biała kurtką z futerkiem.

– To pewnie na zimowe misje – odpowiedziała Samane, gdy dostrzegła jego zdziwienie.

W pudłach znalazły się galowe mundury oraz czarne koszulki bez rękawów,

w damskiej i męskiej wersji, spodnie bojówki i kurtka z naszytymi imionami

i funkcjami zajmowanymi w drużynie. Były w dwóch takich samych egzemplarzach.

Podobnie wyglądał zimowy biały komplet. Oprócz tego w pudłach znajdowały

się czarne dresowe spodnie z naszytą gwiazdką i sportowa bluza z kapturem

w kolorze moro z dużą białą gwiazdą na plecach i napisem akademia. Każdy uczeń

dostał też dwie pary wysokich czarnych butów, stroje kąpielowe, oczywiście z symbolem

gwiazdy, przeciwdeszczowy podwójnie składany płaszcz, który po rozwinięciu,

zamieniał się w miniaturowy namiot. Oprócz ubrań były jeszcze kabury

na broń, nóż, kompas, lornetka i pas taktyczny ze schowkami na amunicję.

– Nie trzeba było nawet przywozić swoich ubrań. Opcja na każdą pogodę – zaśmiał

się Miki.

Wszystkim oczy świeciły się z zachwytu.

– A tak szczerze, to my mamy na każde zajęcia być inaczej ubranym? – zastanawiał

się Orli.

Samane nie mogąc się doczekać, ubrała fioletowy mundurek, składający się ze

spodni koszuli i kurty bez sznura. Na piersi i na ramieniu widniało jej imię i nazwisko,

a pod dołem pięcioramienna gwiazdka w obręczy – taka jak na fladze kraju

i oczywiście napis akademia. Jeszcze niżej był symbol roli pełnionej w drużynie.

Pod szyją wszyto szeroki kołnierz, odgięty na dwie klapy w prawo i w lewo do wysokości

mostka, pod klapami szła chustka, zawiązana na środku tuż nad piersiami.

Sojta oniemiała na widok Samane. To co rzuciło jej się w oczy, to czapka na głowie.

Była niska, ale przypominała te generalskie. Miała okrągły kształt i błyszczący,

czarny daszek, nad którym znowu była niewielka gwiazdka.

– Hej to nie fair. Ty masz taką ładną czapkę, a my tylko berety. – Poskarżyła

się Sojta.

– Nie wiedziałam – Samane spojrzała na pozostałych, śmiała się z przekrzywionych

fioletowych beretów na ich głowach.

– Bardzo zabawne – zamarudziła Tiri ubrana w wersję moro. – Pierwsze zajęcia

dzisiaj mamy z dyrektorem, więc przypuszczam, że lepiej będzie nie pokazywać się

w tych ładnych fioletowych mundurkach.

o

Uczniowie siedzieli na podłodze w Sali i czekali na dyrektora. Panował tu zaduch

i było gorąco. Im bliżej czerwca, tym bardziej grzało słońce.

– No proszę, jak ładnie wyglądacie w mundurkach. W końcu wszyscy ubrani tak

samo, no i nie będziecie się wyróżniać na tle starszych klas. A TERAZ WSTAWAĆ!

– krzyknął.

– W końcu pokazał się z właściwej strony – szepnęła Sayate, a Samane zaśmiała

się.

– DZIEWCZYNY WY TEŻ! – zwrócił się do nich, gdy usłyszał uwagę.

Saya pokiwała głową z uśmiechem.

– To dzisiaj wszyscy zaczynamy od podstaw.

– CO! – Samane była zawiedziona – znowu nudne podstawy.

– O co chodzi? – zdziwiła się Sojta.

– Przez całe zajęcia będziesz w kółko machać nogą albo ręką.

– Mnie się to podoba – odparła Sojta.

– Samane, może pomożesz koleżance, zamiast marudzić? – zwrócił jej uwagę

dyrektor.

– Nie nadaję się na nauczyciela, to dla mnie zbyt meczące, nawet jak mam uczyć

kogoś pływać – powiedziała do siebie, unosząc dłonie i zaciskając pięści.

– Słyszałam to – odparła Sojta i popatrzyła na ręce Samane. – Tak mam je trzymać?

– spytała próbując kopiować pozę.

– Wyżej ręce i noga do przodu. Ugnij kolana.

Tiri przyglądała się, próbowała naśladować.

– Miki, to nie boks – skomentowała Samane, widząc, że chłopak trzyma dłonie

blisko głowy jak bokser. – Tiri, nie garb się. Orli – Samane uśmiechnęła się entuzjastycznie,

widząc, że chłopak zakapował, o co chodzi.

Samane westchnęła bezradnie, już zaczynało ją to męczyć. Spojrzała na Sayate,

która miała podobne problemy. W grupie Febry to Set był od tłumaczenia i popra276

277

wi a nia. Dyrektor podszedł do Yashi, która próbując zrobić wykop, przewróciła się

na plecy. Teraz generał trzymał jej nadgarstki i korygował błędy. W końcu wszyscy

ustawili się w rzędach, próbując na zmianę to lewą, to prawą nogą. Yashi ciągle się

przewracała, podobnie jak Tiri.

– Samane, Sayate podejdźcie do mnie – zawołał je dyrektor. – Pokażcie, jak to

ma wyglądać – szepnął do nich, gdy się zbliżyły.

Dziewczyny ustawiły się naprzeciwko siebie, pokazały właściwą postawę.

– Przypatrzcie się dobrze – zawołał dyrektor. Kiwnął do nich głową i te zrobiły

kopnięcie zatrzymując nogę w powietrzu, tuż przy tułowiu drugiej.

– Patrzcie uważnie. Obie stoją na jednej nodze, a jakoś żadna się jeszcze nie wywróciła.

Wystarczy dziewczyny.

Uczennice wróciły na swoje miejsca. Dyrektor dobrał pary tak, by co chwilę

ćwiczyć z kimś innym. Samane natrafiła najpierw na Tiri, którą okrzyczała z góry

na dół, za to, że się garbi i źle stawia stopę. W końcu wkurzyła się i zahaczyła swoją

nogą o stopę Tiri, ciągnąc ku sobie. Tiri rozjechała się, nieomal robiąc szpagat.

– Hej! Za co to?

– Konsekwencje złego stawiania stopy – zaśmiała się Samane do naburmuszonej

Tiri.

Psikus dał jednak efekt, bo do końca zajęć Tiri ani razu nie postawiła źle stopy,

za to nadal za bardzo się garbiła.

– Hej Samane, a jak długo ty się uczyłaś? – spytała Sojta, gdy przyszła jej kolej.

– Uczę się całe życie. Odkąd byłam małym dzieckiem dziadek i mistrz uczyli

mnie po trochu.

– Więc też nie przyszło ci to łatwo? – dopytywała Sojta, trafiając ją w bok.

– Miałaś mnie nie trafić – ta wycedziła , bo poczuła, że Sojta potrafi mocno

kopnąć – w klanach nauka jest inna, okupiona często wielkim bólem. Mistrzowie

raczej się nie powstrzymują, tak jak my teraz. Jeśli popełniłaś błąd, po prostu boleśnie

obrywałaś, lądując posiniaczona na podłodze. I tak po kilka razy pod rząd,

zanim się udało. Mój mistrz też uczył mnie w ten sposób.

– Dlaczego uczy się was tak drastycznie? – zmartwiła się Sojta, trochę współczuła

Samane.

– To prawdziwa walka a nie sport. W ten sposób każdy uodparniany był na ból

i uczony, jak w trudnej sytuacji myśleć i przetrwać pomimo stresu. W klanach

uczy się jak przeżyć, a nie tylko jak walczyć. Nie wpaja się gotowych formułek

na konkretną sytuację, bo schematów w realnej walce nigdy nie ma. Musisz się

dostosować. Podobnie jest na wojnie.

Sojta tak wsłuchała się w to, co mówiła przyjaciółka , że nie zauważyła, jak raz

po raz trafia w Samane i nie przewraca się.

– Bardzo dobrze, pochwaliła ją partnerka , uśmiechając się. Ale ty mocno kopiesz.

Sojta otworzyła usta, ucieszyła się, że otrzymała pochwałę, a zaraz potem zaczęła

przepraszać.

– Nie chciałam.

– Nie szkodzi – odparła Samane, masując nogę.

– Jesteś cała, mimo że tak mocno cię kopnęłam? – dziwiła się Sojta.

– Właśnie przed chwilą ci wytłumaczyła, dlaczego stoi – odezwała się Sayate,

kładąc rękę na ramieniu Sojty. – Ponieważ przez całe życie ciągle obrywała, przyzwyczaiła

się do tego i jest w stanie wiele znieść.

Sojta jeszcze raz spojrzała na Samane i uśmiechnęła się.

– Uważaj na Sojte, ma dużo siły – ostrzegała Samane

– Zauważyłam – uśmiechnęła się Sayate, przekrzywiając słodko głowę i ustawiając

naprzeciwko dziewczyny.

W tym momencie Tiri upadła na podłogę. Miki za mocno ją kopnął i teraz trzymała

się skulona za brzuch. Sojta podbiegła, by jej pomóc.

– Panujcie nad swoją siłą. Mieliście nie uderzać partnera – zwrócił uwagę dyrektor

lekko podniesionym głosem.

Teraz Samane trafiła na Febrę i tego najbardziej się obawiała.

– Mam nadzieję, że czegoś mnie nauczysz – odparła Febra swoim naburmuszonym

tonem.

– To zależy, czy będziesz słuchać. Zaczynaj.

Febra nie powstrzymywała się od mocnych kopnięć. Samane znowu się skrzywiła.

– Co, nie dajesz rady? – Febra uśmiechała się sarkastycznie.

– Skąd – odpowiedziała ironicznie Samane, nie dając po sobie poznać, że rywalka

jest górą w tym starciu.

– Mocniej nie potrafisz? – Samane uśmiechnęła się złośliwie.

– Nie prowokuj Febry – odezwał się do niej dyrektor – A ty Febra, totalnie nad

sobą nie panujesz i znowu dajesz się sprowokować.

Febrę jeszcze bardziej to rozzłościło. Jak tylko dyrektor się odwrócił, uderzyła

Samane z całej siły w bolący bok. Ta szybko odpowiedziała tym samym. Febra też

nie chciała dać po sobie poznać bólu, ale grymas na jej twarzy mówił wszystko.

Uśmiechnęła się lekko z satysfakcją.

– Dziewczyny! – krzyknął na nie dyrektor, odwracając się nagle w ich stronę. –

Samane to do ciebie niepodobne, żebyś dała się sprowokować. – Dyrektor patrzył

na obie dziewczyny z politowaniem. – Mam was pilnować jak małe dzieci, aż nie

skończy się kolejka, czy same przestaniecie sobie nawzajem dogryzać?

278 279

– Przepraszamy – odpowiedziały, a potem łypnęły na siebie złowrogo.

Do końca kolejki nie tknęły się nawet palcem, wkurzone, że nie dały drugiej popalić.

Dyrektor cały czas je obserwował i wzdychał.

Po zajęciach Samane musiała prosić Sojtę o pomoc. Myślała, że na dzień dzisiejszy

to koniec wysiłku, dopóki nie znalazła się na poligonie, gdzie musiała się

czołgać, a tuż nad nią wydzierał się Katon. Tor przeszkód nie byłby dla niej wyzwaniem,

gdyby nie fakt , że dla Katona nadal była za wolna.

Potem przez całą godzinę biegali. Samane martwiła się Sojtą, która razem z Miriam

padła na ziemię i już nie wstała.

– Jesteście medykami, więc powinnyście wiedzieć, jak bardzo liczy się czas, gdy

ratuje się komuś życie. Musicie się oswoić z bieganiem. Wstawać! RUCHY, JUŻ! –

krzyczał po nich Katon.

– Użyj energii. Dasz radę – Szepnęła Samane, schylając się na sekundę nad Sojtą,

gdy przebiegała obok.

– Nie dam rady – wystękała dziewczyna i próbowała się podnieść.

Samane cofnęła się i gdy Katon nie widział, pomogła jej wstać.

– Leć, dasz radę – szepnęła jej Samane .

– No brawo panno, jakimś cudem stoisz! – Katon zaczął bić jej brawo.

Sojta uśmiechnęła się.

– BIEGNIJ ! – Wykrzyczał na nią, a Sojta tak się przestraszyła, że pędem ruszyła

do biegu.

Samane zaśmiała się lekko, słysząc krzyki Katona .

– Nie ma to jak sobie pobiegać, prawda ? – spytał ktoś z boku.

Samane odwróciła głowę i oczywiście zobaczyła Febrę.

– Mało ci na dzisiaj? – Samane miała już dość rywalizacji . – Idź dopingować

Miriam i przystopuj.

– Tego się po tobie nie spodziewałam – odparła z lekkim uśmiechem i pobiegła

dalej.

Axel zbliżył się do Sojty i biegli razem.

– Sojta, wiesz, może dałabyś się zaprosić do kawiarni?

Sojta spojrzała na Axela zaskoczona, a potem przypomniała sobie, jak zapraszał

ją na wspólny spacer.

– Axel jesteś świetnym przyjacielem?

Chłopak mruknął coś po cichu.

– Nie podobam ci się? – zrezygnowany spuścił głowę.

– Nie, to nie o to chodzi.

– Więc o co? – chłopak był lekko zdezorientowany.

– Miałam kiedyś kogoś bardzo mi bliskiego – Sojta posmutniała na samo wspomnienie.

Był osobą, którą bardzo kochałam. Mieliśmy się pobrać, jak tylko skończymy

szesnaście lat. W moje piętnaste urodziny zginął.

Axel spojrzał na nią ze współczuciem. Dziewczyna wyciągnęła talizman i popatrzyła

na odbijającą słonce blaszkę z napisem: „Strzeż sekretu”.

– Wybacz Axel. Jesteś świetnym kolegą i towarzyszem, może byłbyś super chłopakiem,

ale ja nie potrafię pokochać nikogo innego. Poza tym, było to tak niedawno

i nadal boli. – Sojta schowała wisiorek z powrotem za koszulkę.

Przez resztę zajęć nie rozmawiali ze sobą. Dziewczyna powróciła wspomnieniami

do tragicznych wydarzeń, a Axel czuł się niezręcznie, by o cokolwiek ją pytać.

– Nie chcę być nie uprzejmy – odezwał się w końcu – ale, jak to się stało?

Sojta zatrzymała się gwałtownie.

– Zabili go Tora.

Axel otworzył usta z niedowierzania. Sojta pobiegła dalej zostawiając go za sobą.

Chłopak ruszył powolnym truchtem smutny i przybity.

– Wszędzie za wszelkie zło odpowiadają ci cholerni Tora – pomyślał i przyspieszył.

o

W weekend rano Samane znów próbowała siłą obudzić Sojtę. Jak się jednak okazało,

dziewczyna nie spała całą noc. Tiri wspomniała Samane, że nie mogła spać,

bo Sojta mamrotała coś przez sen i miotała się po łóżku.

– Źle się czuję Samane. Idź sama – odparła przybita.

– A ty nie przejdziesz się ze mną? – zwróciła się Samane do lekko zaspanej Tiri.

– Wybacz, ale przez Sojte jestem niewyspana, a chciałabym trzeźwo myśleć

na kółku informatycznym. – odpowiedziała Tiri, wbijając z powrotem głowę

w poduszkę i szeroko ziewnęła.

Samane poszła w końcu sama. Miała ochotę popływać, a przy okazji odpocząć

od wszystkich problemów.

– Jesteś sama, a gdzie Sojta? – zdziwiła się Quita na widok dziewczyny.

– Sojta źle się czuje.

– Mam nadzieję, że to nic poważnego. W poniedziałek macie przysięgę i dobrze

byłoby, żeby na niej była.

– Myślę, że to raczej na duszy jej coś dolega – odparła Samane, wpatrując się

w wodę i myśląc o przyjaciółce.

Nagle przypomniała sobie, jak jej zachowanie zmieniło się po zajęciach z Katonem.

Najpierw myślała, że może jest przemęczona, ale przez resztę dnia nie

wyglądała na fizycznie wyczerpaną. Widziała ją, gdy podczas biegu rozmawiała

z Axelem.

280 281

– Może on coś będzie wiedział – pomyślała i zanurkowała.

Czując wodę wokół siebie trochę jej ulżyło, na chwilę zapomniała o problemach.

Spojrzała w górę. Do basenu wpadały promienie słoneczne. Przez taflę nie było

widać niczego więcej poza kolorowymi plamami, które przebijały pewnie z sufitu

hali. Pod sobą Samane miała kafelkowe dno z czarnym pasem oddzielającym tory.

Płynęła przed siebie blisko dna i coraz głębiej. Miała ochotę zamknąć oczy i zawisnąć

w wodzie bez ruchu, ale pomyślała, że Quita mogłaby ją wtedy ratować, źle

to interpretując. Niespodziewanie Samane poczuła przypływ nowej energii w swoim

ciele.

– Czyżby po zajęciach z Katonem. Nie, to nie to – myślała dalej.

Spojrzała przed siebie i zobaczyła końcową ścianę basenu.

To woda – skojarzyła w końcu. – Po każdym przyjściu na basen, energia pojawiała

się w inny sposób. Zarówno po zajęciach, jak i po nauce Sojty.

Samane wynurzyła się i złapała powietrze. Gdy zdała sobie z tego sprawę, uznała,

że musi częściej tu przychodzić. Zanurkowała kolejny raz, kilkakrotnie przepłynęła

basen tam i z powrotem. Płynęła już ostatni raz, od głębszej części w stronę

płytszej i gdy wynurzyła się przy brzegu, zobaczyła nad sobą Febrę.

– Ty rzeczywiście potrafisz przepłynąć cały basen pod wodą – ta uśmiechnęła się

i podała dłoń pływaczce – a ja myślałam, że się przechwalasz.

Samane wyszła z basenu.

– Co ty tu robisz tak wcześnie?

– Podobnie jak ty, lubię wodę. Przecież przychodzisz tu jeszcze wcześniej

ode mnie.

– Skąd wiesz? – zdziwiła się Samane

– Quita mi powiedziała – Febra uniosła dłoń do góry, wskazał kciukiem drzwi

od kantorka.

Samane uśmiechnęła się.

– Miłego pływania – życzyła jej, wchodząc do szatni.

– Jesteś dzisiaj jakaś inna – zwróciła jej uwagę Febra. – czymś się martwisz.

Mam rację?

– Może – odparła Samane, nie miała ochoty rozmawiać na ten temat.

o

Przed południem Samane wybrała się do biblioteki. Tym razem nie przyglądała

się tak szczegółowo lejącym schodom. Ruszyła między regałami na pięterku, szukając

książek, które miałyby jakikolwiek związek z błękitnym królestwem. Nazbierała

kilka tomów i w ławie znów spotkała Leeme, otoczoną jeszcze większym niż

ostatnio stosem książek.

– Nadal szukasz? – spytała .

Leeme kiwnęła głową, zatapiając wzrok w laptopie. Samane dostrzegała jak w jej

okularach odbija się ekran, ale nie potrafiła niczego zrozumieć. Był to zbiór dziwnych

cyfr i wyrazów bez znaczenia, Ułożonych linijka po linijce jedno pod drugim,

a Leeme wciąż pisała nowe. Nagle wściekła odsunęła się od laptopa, a na jej

okularach odbijał się czerwony kolor.

– Co się dzieje? – spytała szeptem Samane, widząc jej zdenerwowanie.

– Próbowałam przejąć system akademii – szepnęła. – Wygląda na to, że ktoś cały

czas pilnuje wszystkich możliwych dróg dostępu. Mimo że używam kostki i wiem,

jakie triki stosowała Tiri, nadal daje to niewielki efekt.

Samane zmartwiła się.

– A te książki to dla osłony przed kamerami – zorientowała się Samane.

Leeme kiwnęła głową.

– Ciągle siedzisz w bibliotece. Widocznie się zorientowali i o tobie wiedzą. Powinnaś

zmienić miejsce – zasugerowała Samane.

– Przez system biblioteki najłatwiej się dostać – wyjaśniła. – Ktoś siedzi prawie

na szczycie systemu i wszystko nadzoruje ponad wszelkimi zabezpieczeniami, nie

mogę się włamać z żadnego miejsca.

– Powiedz mi, bo za bardzo się na tym nie znam, ale gdzie przetrzymywane są

wszystkie dane akademii w sensie fizycznym. Chodzi mi o miejsce, z którego ktoś

taki mógłby niepostrzeżenie się włamywać, omijając inne kostki.

– Serwerownia – szepnęła Leeme. – Zazwyczaj są w piwnicach.

– Bingo! – Samane aż uderzyła pięścią w drugą dłoń. – znajdź plany akademii

i dowiedz się, gdzie jest dokładnie ukryta. – powiedziała cicho .

– A ty, czego szukasz? – zainteresowała się Leeme – bo chyba nie informacji

o iluzji.

– Szukam czegoś na temat Febry, a dokładniej Błękitnego Królestwa.

– Słyszałam kiedyś, że jeden z regionów Sybi był nazywany błękitnym królestwem.

Może jeśli poszukasz drzew genealogicznych szlachetnych rodów z Sybi,

to natrafisz na nią.

– Dzięki Leeme za pomoc. Mogłabyś coś jeszcze dla mnie zrobić?

Dziewczyna podniosła głowę, nastawiając się na słuchanie.

– Pamiętasz, jak włamywałaś się do listy uczniów. Chciałabym, żebyś sprawdziła,

jak nazywa się ta rudowłosa dziewczyna, która otruła pół akademii.

– Flaya Reim – odparła szybko Leeme, nawet nie zaglądając w laptopa – sprawdziłam

to już wcześniej i w sumie miałam o tym z tobą pogadać, ale jakoś nie

było okazji.

– Możesz powtórzyć – zdziwiła się Samane, myśląc, że się przesłyszała.

– Flaya Reim – powtórzyła Leeme, a koleżanka wytrzeszczyła oczy.

282 283

I m ię Flaya słyszała od wiernych przyjaciółek rudowłosej, gdy schowali się w żywopłocie,

ale Reim. Nazwisko kojarzyło jej się tylko i wyłącznie z piątym wojowniczym

klanem.

– Może ci mroczni Tora mają te same nazwiska co dawniej wasze klany – zasugerowała

Leeme.

– Nawet jeśli, to mało prawdopodobne mi się wydaje, żeby jako szpieg używała

prawdziwego nazwiska. Wygląda na to, że ona pochodzi z prawdziwego rodu Reim.

– To wywraca wszystkie teorie do góry nogami – Leeme zaczynała się w tym gubić.

– Skąd pochodzi? – Samane chciała się upewnić.

– Venre – odpowiedziała Leeme, odrzucając niebieski warkocz do tyłu.

– To na zachodzie regionu Sery. Więc wszystko się zgadza. Jednak z tego, co mówił

mi kiedyś dziadek i mistrz na temat klanu Reim, w naszym pokoleniu i kilku

wcześniejszych byli głównie chłopcy. Dziewczyny były albo o wiele starsze, albo

dopiero co się rodziły. Oczywiście informacje te to tylko pogłoski i nie zostały potwierdzone.

– Znowu mnóstwo niewiadomych – westchnęła Leeme, zamykając laptopa.

– Nie powinnaś chodzić sama – odezwała się niespodziewanie Sayate, przysiadając

się do ławy. – W końcu cię znalazłam – zatrzepotała kucykami.

Leeme pozbierała książki, pożegnała się i odeszła.

– Czego szukasz? – zaciekawiła się Sayate.

– Szukam informacji na temat Febry i błękitnego królestwa – odparła Samane,

wertując książkę.

– Zastanawia mnie, czemu ona tak to ukrywa, a większość nauczycieli wie, kim

ona jest. – Sayate nachylała się nad książką.

– Muszą mieć jakiś cel, ukrywając ją w akademii – odpowiedziała cicho Saamne

i dalej wertowała kartki.

– Strasznie szybko czytasz – zauważyła Sayate.

– Dyrektor nauczył mnie, że nieważne jest, żeby przeczytać cały tekst literka

po literce, a raczej wyłapać jego sens. Kiedy czegoś szukasz, zwracaj uwagę na kluczowe

słowa z tym związane.

– To dobre dla wzrokowców – odburknęła Sayate.

– A ty nie jesteś wzrokowcem? – Samane zatrzasnęła książkę i otworzyła kolejną.

– Nie mam pojęcia – odezwała się i popatrzyła na obrazki w książce. – Ta kobieta

nie jest podobna do Febry? – zwróciła uwagę Sayate – i ten herb przypomina

lejącą wodę.

– Ty jednak jesteś wzrokowcem Saya – Samane uśmiechnęła się i wskazała

na imię i nazwisko widocznej na obrazku księżnej.

– Kalana Ikiss. Księżna Błękitnego Królestwa urodzona w 2024 roku w Saris.

Założycielka Błękitnego rodu. Pochodziła ze szlachetnych dworskich rodów Sybi.

W trakcie rewolucji doszło do buntu i jeden z regionów Sybi utworzył własne niepodległe

państwo. Kalana była pierwszą królową tego kraju.

– Ten herb widziałaś w wizji? – spytała Sayate, wskazując na ilustracje.

– Był inny, ale bardzo podobny. Przez tyle lat mógł się przekształcić, to akurat

bardzo możliwe. Inną ciekawą rzeczą jest to, że takie królestwo nie istnieje dzisiaj

na żadnej mapie. Wszystko wskazuje na to, że Febra pochodzi z tego rodu i rzeczywiście

jest księżniczką, ale nie ukrywaliby tego faktu, gdyby rzeczywiście nie miał

znaczenia. Ona jest tu z jakiegoś powodu, tak myślę.

Samane przeszukała też inne książki i natrafiła na całą genealogię rodu, ale

ostatnia wpisana w książkę osoba zmarła w 3762 roku i nie było nigdzie wzmianki

o miejscu sprawowania władzy.

– Ponad 100 lat temu – zauważyła Sayate. – Czyli ród istniał, gdy zaczęła się

wojna ze Skałą.

– Aż tak was interesuję? – odezwał się ktoś zza pleców dziewczyn.

Dziewczynom aż serca stanęły w gardle.

– Po tym roku świat przestał interesować się rodem i niewielkim królestwem.

Wszyscy mieli nas w nosie. Opuścili nas nawet dawni sojusznicy, a całą rodzinę

wymordowano. – Odpowiedziała Febra. Jej włosy były jeszcze mokre od wody.

– Dlaczego wszyscy ukrywają, kim jesteś. Po co to robią? – dopytywała Samane,

licząc, że Febra coś powie.

– Dla dobra pewnych spraw, nie mogę niczego powiedzieć –zasmucona dziewczyna

spuściła głowę i odeszła.

– Radzę wam się w to nie mieszać – dodała .

Sayate odetchnęła, chwytając się ręką za serce.

– Nie wiem dlaczego, ale coś mi się tu nie podoba – Samane spojrzała na Sayate,

a ta kiwnęła głową.

– Też czuję, że coś jest nie tak. Nikt nie nazywałby księżniczką kogoś z nieistniejącego

państwa.

– Racja – odparła Samane i pozbierała książki.

o

Po południu Samane postanowiła odwiedzić Aire. Zabrała ze sobą Sayate. Poprzednim

razem Tora non stop na kogoś napadali. Samane wylądowała na plaży

obok przystani, w tym samym miejscu co ostatnio. Od razu na jej ramieniu

usiadł Roko.

– Witaj ptaszku, dawno mnie nie odwiedzałeś. Mam tu coś dla ciebie. – Sięgnęła

ręką do kieszeni, wyciągając zawinięte w papierową torebkę ziarna. Gołąb rzucił

284 285

się na nie jak wygłodniała bestia. Gdy zjadł, przekrzywił główkę, bo liczył, że coś

jeszcze otrzyma.

– Resztę dostaniesz, jak sprowadzisz Aire – odezwała się Samane i gołąb załopotał

skrzydłami i zniknął. Dziewczyna położyła się na piasku, zamknęła oczy i znów

przysłuchiwała się cichej muzyce tego miejsca.

– Tak tu spokojnie – zauważyła Sayate – w końcu i ona się położyła, wpatrując

się w kremowobiałe chmury na niebie przeplatane błękitem. Słonce chowało się

raz po raz za nimi, a gdy się pojawiało, na powrót grzało. Wiatr był mocniejszy

i szybko pchał sunące po tafli jeziora zagłówki.

– Witaj Samane. Wiedziałem, że wrócisz – odezwał się ktoś nad jej głową.

Dziewczyna otworzyła oczy i zobaczyła uśmiechniętego Aire . Chłopak kucnął

za jej głową.

– Witaj – uśmiechnęła się i gdy tylko wstała, wysypała resztę ziarenek na dłoń.

Roko natychmiast się na nie rzucił i zjadł w mgnieniu oka.

– Czy ty go w ogóle karmisz? – zdziwiła się Sayate, widząc łapczywość ptaka.

– A ty to kto? – zdziwił się Aira na widok nowej dziewczyny.

– Moja przyjaciółka Sayate Ki – Samane wskazała ręką na różowowłosą – A to

Aira mój mały przyjaciel.

– Tylko nie mały – odparł chłopiec.

– Zjadłabym lody – westchnęła Sayate.

– Na wyspie jest cała ulica, gdzie można je kupić. Chodźcie pokaże wam! – Zawołał

Aira entuzjastycznie i pociągnął Samane za rękę, biegli po pomostach między

rzędami zacumowanych w przystani żaglówek.

Samane przyglądała się stateczkom podczas biegu. Gdy Aira wciągnął je

po drewnianych stopniach do góry, między drzewami dostrzegła sporych rozmiarów,

trzypiętrowy dom z barem na parterze i wielkim tarasem z parasolami.

Przypuszczała, że to dom Airy, a na dole pewnie mieścił się bar i wypożyczalnia.

Chłopiec wprowadził dziewczyny na asfaltową ulicę pełną podobnych domów,

w każdym na parterze mieściły się bary, restauracje, cukiernie i lodziarnie. Ulica

była wypełniona przez turystów i przyjezdnych. Co kawałek na chodniku stały potykacze

z napisami, nocleg w promocji albo danie dnia. Panowała tu wesoła i luźna

atmosfera, wszyscy się śmiali i rozmawiali, a powietrze wypełniała mieszanka zapachów

sugerująca pyszne dania. Na balkonach domów siedziały mewy, raz po raz

przeganiane przez właścicieli lub tymczasowych mieszkańców. Chmury sunęły

powoli po niebie, a słońce mocno grzało. Aira doprowadził dziewczyny na koniec

ulicy, gdzie mieścił się taras widokowy ogrodzony masywną murowaną barierką.

W niektórych miejscach stały lunety, przez które można było się przyglądać okolicy

jeziora. Samane zbliżyła się do jednej z nich i ustawiła na pokrętle ostrość. Przez

szkło zobaczyła szkolną bazę lotniczą, leżącą na przeciwległym brzegu. Dostrzegła

ekipę z klubu lotniczego. Chciała znaleźć Orlego. Obróciła trochę lunetę w prawo

i dostrzegła szalejącą między słupami Akeri, tuż za nią leciała Kazari i w końcu

Orli. Samane na widok przyjaciół uśmiechnęła się.

– Z czego się śmiejesz? – zdziwiła się Sayate.

– Sama zobacz –odsunęła się od lunety i dopuściła do niej przyjaciółkę.

– Oni się całują! – krzyknęła Sayate.

– Pokaż! – Samane próbowała odzyskać lunetę, by coś zobaczyć, ale Sayate skutecznie

jej to utrudniała.

Aira stał obok i śmiał się z dziewczyn.

– To takie zabawne – zdziwiła się Samane, patrząc na chłopaka.

– Nigdy wcześniej nie widziałem dwóch dziewczyn kłócących się o lunetę, tylko

po to, by zobaczyć całującą się parę.

– To gdzie teraz idziemy? – Spytała speszona Sayate.

– Tam – chłopiec wskazał marmurowe schody na lewo od tarasu. Na dole ciągnęła

się wzdłuż plaży ulica, podobna do tej, którą minęli. Na złotym piasku stało

dużo parasoli, a ludzie leżeli w skąpych strojach na kocach i ręcznikach. Przy brzegu

w wodzie dzieci odbijały dmuchaną piłkę, a gdzieś dalej pływali dorośli ludzie.

Aira poprowadził dziewczyny prawie na koniec ulicy. Dopiero teraz dostrzegły

miniaturowe wesołe miasteczko. Nie było tutaj wielkiego diabelskiego młyna czy

kolejki górskiej, ale mimo to było tłoczno i wesoło. Stały kolorowe karuzela, a muzyka

grała głośno. Zaraz obok wejścia znajdowała się drewniany pawilon z lodami,

a przed nim na skleconym na szybko z desek podeście stoliki z parasolami.

W okienku kiosku stał mężczyzna. Był gruby i wzrostem dorównywał Samane.

Jego codzienne ubranie w postaci podziurawionych fabrycznie jeansów i zielonej

koszulki, zakrywał biały fartuch z logiem lodziarni.

– Dzień dobry, kogo ja tu widzę? – odezwał się sprzedawca na widok Airy. – Co

z tatą?

– Wszystko w porządku, to tylko drobne zwichnięcie, ale na razie nie może chodzić.

– A kim są twoje towarzyszki, nie za stare jak dla ciebie?

Wszyscy parsknęli śmiechem.

– To jest Samane. Roko bardzo ją lubi.

– Ooo! To bardzo ciekawe. Musisz być wydatkową osobą – sprzedawca zwrócił

się teraz do dziewczyny.

– Dziękuję – odpowiedziała z ukłonem.

– A ta w różowych kucykach, to Sayate . Poznałem ją dopiero dzisiaj. Dziewczyny

są z akademii.

286 287

S p rzedawca nie odezwał się, ale po jego minie można było się domyślić, że jest

zaskoczony, a zarazem podekscytowany.

– Dziwne rzeczy tam się u was dzieją w tej akademii – odezwał się w końcu –

słyszałem w wiadomościach.

– Niech pan nie wierzy we wszystko, co mówią media – Skomentowała chłodno

Samane.

– Co podać? – wypalił sprzedawca, czuł się trochę niezręcznie, że w ogóle pytał

o akademię. Chciał szybko zmienić temat.

– Ja poproszę dwie śmietankowe gałki – odezwała się Samane.

– Dla mnie truskawkowa i cytrynowa – wtrąciła się Sayate.

– Dla mnie to co zawsze – odezwał się chłopiec.

– Usiądźcie, zaraz podam.

Dziewczyny usiadły przy stoliku, a Aira nachylił się do sprzedawcy, coś mu szepcząc

na ucho, wysypał na ladę stertę drobiazgów, a gdy odchodził, puścił oczko do

sprzedawcy, a ten uśmiechnął się.

– W ładnej okolicy mieszkasz – zauważyła Samane rozglądając się.

Chłopak dosiadł się do dziewczyn.

– Co stało się twojemu tacie? – spytała Sayate.

– Nic wielkiego, poślizgnął się i skręcił nogę. Niestety z tego powodu przez tydzień

nie będzie mógł prowadzić przystani.

– A ty nie możesz? Jestem pewna, że na wszystkim się znasz. – zaproponowała

Samane.

– Ja...a? – chłopak wystękał niepewnie.

– Myślisz, że jesteś na to za młody prawda? – zauważyła Sayate.

Chłopiec spuścił głowę.

– Ja nie dam rady.

– Tylko tak myślisz. Sam mówiłeś mi że mógłbyś gadać o żaglówkach godzinami.

Masz szanse opowiedzieć o nich innym ludziom, którzy przyjdą do przystani.

Masz niepowtarzalną szanse podzielić się z innymi swoją pasją. Tylko twoja nieśmiałość

cię powstrzymuje i nic więcej. Choć wyglądasz jak dziecko, to tak naprawdę

potrafisz sobie sam poradzić. Jesteś mądrym i bystrym chłopcem. Wierze

że ci się uda. – Samane uśmiechnęła się.

Aira rozpłakał się.

– O co chodzi? – zdziwiła się.

– Nikt, nigdy, nie powiedział mi takich słów i nikt, nigdy, we mnie nie wierzył.

Chłopak otarł szybko łzy, nie chcąc, by nadchodzący z lodami sprzedawca je

widział, ale gdy by nie to, pewnie nadal by płakał.

– Proszę to dla pań – sprzedawca podał im nie zwykłe gałki, a desery lodowe

w wysokich pucharach.

Dziewczyny spojrzały zdziwione na sprzedawcę.

– Na koszt firmy – odpowiedział z uśmiechem, widząc ich zdziwione miny.

Aira zaśmiał się głośno.

– Jesteście w akademii, więc wam się należy, poza tym, rozweseliłyście Aire –

sprzedawca ukłonił się i odszedł.

– Z podobną sytuacją spotkałam się, gdy wyjeżdżałam z Meabe, też dostałam

obiad na koszt firmy, tylko dlatego, że postanowiłam iść do wojskowej akademii –

Samane przypomniała sobie miłego chłopaka, z restauracji Czerwony świt, który

zafundował jej darmowe duszone ryby.

– Może was spotkać więcej takich sytuacji. Każdego żołnierza w tym kraju bardzo

się szanuje. Ludzie uważają, że pomagając wam, pomagają w zakończeniu

wojny i dzięki temu będą mieli jakiś wkład w pokój – wyjaśnił Aira.

Samane spojrzała na desery w pięknych kryształowych pucharach. Rzeczywiście

dostały dwie gałki, które zamawiały, ale oprócz tego, była bita śmietana, słodki sos,

mrożone owoce i wetknięte rurki z kremem w środku. Sayate zamiast rurki miała

zatknięty, na krawędzi kielicha plaster cytryny.

Samane podłużną łyżeczką skubnęła kawałek deseru.

– Pyszne! – zawołała z uniesieniem.

Pierwszy raz w życiu jadła coś tak pysznego. Na ogół nie przepadała za słodyczami,

ale ten smak wyjątkowo jej pasował. Deser nie był ani za słodki, ani za kwaśny,

ale też nie mdły.

– Pan Rajmund robi najpyszniejsze lody pod słońcem. Zazwyczaj nie ma tutaj

wolnego stolika by usiąść. W okolicy nazywany jest mistrzem w swoim fachu.

– Dlaczego więc nie prowadzi restauracji, tylko plażowy bar? – Sayate zdziwił

ten fakt.

– Pan Rajmund lubi towarzystwo zwykłych ludzi. Uważa, że ekskluzywne restauracje

są dla nich za drogie i zbyt sztywne, a on lubi widzieć mnóstwo zadowolonych

klientów i chce by każdemu smakowało. Woli swój kochany bar, który

kiedyś postawił własnymi rękoma, nie mając nawet na życie. Dzisiaj ma piękny

dom i rodzinę. Piękną żonę i dwójkę synów bliźniaków, którzy rozeszli się w swoje

strony i założyli własne rodziny. Latem sprzedaje lody, a zimą można kupić tutaj

najlepsze grillowane ryby.

Samane na samą myśl o grillowanej rybie prosto z jeziora, pociekła ślinka.

Gdy zjedli lody. Aira odprowadził dziewczyny do przystani i dalej na malutką

plaże, gdzie zostawiły ścigacze. Na jednym z nich siedział Roko. Przeganiając każdego

innego ptaka, który chciałby na nich usiąść.

Samane zaśmiała się na ten widok.

288 289

– Witaj mały przyjacielu, dziękuję ci za popilnowanie ścigaczy – odezwała się do

ptaka, a ten, gdy usłyszał jej głos, wylądował na ramieniu wykrzywiając główkę.

– Wybacz, ale nie mam już nic dla ciebie.

– Przyniosę mu potem ziaren – odezwał się chłopiec. – Dziękuję wam za mile

spędzony dzień.

– Pamiętaj o czym ci mówiłam – Samane spojrzała na chłopca z uśmiechem,

przez moment ich oczy się zetknęły i Samane odruchowo zobaczyła kawałek życia

chłopca. Nie chciała tego, więc je zamknęła, przerywając kontakt, ale to, co udało

jej się zobaczyć, lekko nią wstrząsnęło.

Matka Airy zginęła na jego oczach, zabita przez Tora. Mimo, że chłopak miał

wtedy dopiero dwa lata, obraz zakotwiczył mu się głęboko w pamięci.

– Znowu oni – wycedziła cicho do siebie.

Ścigacz Samane wzbił się w powietrze i dziewczyny pomachały chłopcu na pożegnanie

wołając;

– Do następnego!

o

Na zajęciach klubu walki Samane cały czas myślała o tym, co zobaczyła, a jej

zamyślenie skutkowało tym, że już 3 razy została powalona przez Sayate na ziemię.

– Samane wszystko w porządku. Jestes jakaś rozkojarzona – zmartwił się dyrektor,

zauważając, że coś jest nie tak.

– Wszystko dobrze panie dyrektorze – Samane uśmiechnęła się szczerze.

– O czym tak myślisz? Skup się na walce, bo znowu skończysz ze strzałą w głowie.

– Tak jak pan musi dochowywać swoich sekretów, tak i ja mam swoje sekrety,

o których nie mogę powiedzieć nawet panu – odpowiedziała Samane, podnosząc

się z podłogi.

Postanowiła na razie nie myśleć o tej sprawie, dla dobra treningu, ale obiecała

sobie, że spyta kiedyś Airę, co wie o śmierci swojej matki?

o

Sojta drugi dzień z rzędu chodziła jakaś zamyślona i w niedzielę również nie wybrała

się na basen. Samane znów poszła sama i natrafiła na Febrę. Obie spojrzały

na siebie, nim weszły do basenu.

– Chce to zobaczyć jeszcze raz – odezwała się Febra.

Samane zanurkowała pod wodę i zrobiła rundkę tam i z powrotem. Gdy się wynurzyła

Febra nadal stała na brzegu.

– Jak to robisz? – zdziwiła się. – Da się tego nauczyć? – spytała

– Owszem – odpowiedziała Samane, siadając na brzegu.

– Możesz mnie nauczyć?

– Zanim skoczysz, musisz się uspokoić. Wziąć kilka głębokich oddechów, a potem

trzy jeszcze głębsze, aż poczujesz mięśnie brzucha i pleców. Przy ostatnim

wypuszczasz troszeczkę powietrza i nurkujesz. Ale nie łudź się, dojście do takiego

czasu jak ja, trwa nawet kilka lat.

– Ale i tak dzięki za wyjaśnienie – odparła Febra z bardzo lekkim uśmiechem.

– W podziękowaniu powiem ci coś. Proszę nie szukaj informacji na mój temat, ta

historia wykracza dużo dalej niż mroczni Tora i Skała. Jest ktoś jeszcze i to o wiele

groźniejszy. Z kimś takim, nikt sobie nie poradzi. Nie wiem o co dokładnie chodzi,

ale matka powiedziała mi to, gdy umierała.

Samane była w szoku.

– Dlatego lepiej siedzieć po cichu i się nie wychylać, robić swoje i przynajmniej

być bezpiecznym. – Dokończyła Febra chłodnym tonem.

Samane miała wrażenie, że dziewczyna płacze.

– Nigdy nie będzie na świecie pokoju. My nie jesteśmy niczego warci względem

ich. Oni o wszystkim decydują i choćbyśmy nie wiem jak wytrwale walczyli i tak

zrównają nas z błotem. Wojna skończy się dopiero, gdy będą tego chcieli.

– O kogo ci chodzi?

– Sama tego nie wiem. Powtarzam tylko to, co powiedziała mi matka.

Febra na wspomnienie matki rozpłakała się. Samane dostrzegła to.

– Ty płaczesz?

Febra chcąc to ukryć skoczyła do wody.

– Co tu jest grane? – zastanawiała się Samane. Nagle odechciało jej się w ogóle

pływać. Wróciła do pokoju i przez resztę dnia powtarzała jeszcze tekst przysięgi.

W końcu nadszedł ten dzień. Samane od samego rana była lekko zdenerwowana.

Spoglądała raz, po raz, sprawdzając, czy dobrze zapamiętała przysięgę. Spojrzała

na siebie w lustrze, poprawiając mundur.

– I tak wyglądasz lepiej od nas, w tej czapce – skomentował Orli, zakładając

kurtę munduru na białą koszulę.

– Sojta wszystko w porządku? – Samane oderwała się od lustra, widząc wchodzącą

do salonu Sojtę. – Ostatnio chodziłaś jakaś przybita.

– Wspomnienia z przeszłości, ale już wszystko dobrze. Nie musisz się martwic –

odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem.

Samane wydał się nieszczery. Do lustra rzucił się teraz Miki, nakładając tonę

żelu, na blond grzywkę. Tiri wyszła z kuchni jedząc jabłko, od kilku minut była już

gotowa do wyjścia.

– Chodźmy bo się spóźnimy – zauważyła, spoglądając na godzinę w zegarku.

o

Korytarze akademii wypełniły się jednolitym odcieniem fioletu. Wszyscy

290 291

uc z niowie byli odświętnie ubrani w mundury i całe ich chmary podążały w kierunku

Auli. Po symbolach na ramionach, można było rozpoznać, kto kim jest

w drużynie i z jakiej klasy. Samane nie była jeszcze w tym miejscu i nie wiedziała

czego ma się spodziewać. Przed salą, stało sześciu, uzbrojonych strażników.

Po dwóch przy każdym wejściu.

– Nie zastanawia was dlaczego egzaminy i oficjalne rozpoczęcie jest w maju?

Każdy kolejny rok akademii też zaczyna się w maju. Czy to nie jest dziwne? – Miki

nie mógł tego pojąć, żadna z obecnych osób, nigdy wcześniej nad tym nie rozmyślała.

– Chodzi o symbolikę miesiąca – zaczęła Sayate. – W maju kwitną kwiaty

na drzewach i zieleni się trawa. Choć przyroda zaczyna budzić się wcześniej,

to dopiero w maju, manifestuje swoją nową siłę w pełnej krasie. Podobnie jest

z uczniami. Nowi uczniowie, są jak siła tego kraju, bo w przyszłości będą wydawać

owoce w postaci swoich umiejętności i służby dla ojczyzny.

– Nie rozumiem tej aluzji – Miki westchnął.

Reszta osób popatrzyła na Mikiego zdziwiona.

– Najpierw zakwita kwiat, by potem mogły być z niego owoce – wtrąciła się Samane.

– Kwiat to nasza nauka, rozwija się wraz ze zdobywaną wiedzą, a owoc to,

to, co osiągniesz po ukończeniu akademii, czyli jak wykorzystasz zdobytą wiedzę

i umiejętności na polu walki.

– Jeśli iść tropem tej filozofii, to wy jesteście dopiero pączkami – zaśmiał się

dyrektor, próbując dostać się na salę tuż za ekipą dziewczyn.

– Czy pan nas śledzi? – Sayate zaskoczona była jego obecnością.

– Dlaczego tak sądzisz?

– Bo ciągle pojawia się pan w najmniej oczekiwanych momentach – skomentowała

zażenowana.

Zaczynało ją już męczyć, że dyrektor ciągle podsłuchuje ich rozmowy.

Tłum przeszedł przez drzwi i uczniowie zajmowali miejsca, w obitych czerwoną

tapicerką krzesłach, które ustawione były w rzędach jak w teatrze czy sali kinowej.

W górze nad wejściami mieściły się balkony i loże. Samane powoli schodziła

w dół, przyglądała się scenie aktualnie zakrytej dużą czerwoną kotarą. Większość

uczniów siedziała już na widowni. W niektórych lożach zasiadali politycy i generałowie.

W jednej z nich Samane dostrzegła Arona Lith – generała sił powietrznych

i jednocześnie ojca Mona. Król jeszcze się nie pojawił. Samane chciała usiąść

w jednym z rzędów, ale dyrektor powstrzymał ją.

– Pierwszoroczni idą za scenę – wskazał dłonią na małe wystające lekko zza

kotary drzwi po prawej stronie sceny.

Ekipa podążyła we wskazanym kierunku. Gdy tylko przekroczyli próg, znaleźli

się w ogromnej sali. W jednym jej rogu przebierańcy powtarzali swoje kwestie ,

a w drugim stał Katon z jakąś wysoką panią w płaszczu, który troszkę przypominał

surdut. Włosy miała spięte w ciasny kok, a usta zdobił krwistoczerwonym

kolor szminki.

– O dobrze, że jesteście – odezwał się Katon na widok klasy Samane. Brakowało

tylko Yashi. – Będziecie wywoływani z imienia i nazwiska, wtedy macie wyjść

na środek i ustawić tak, jak was uczyłem. Na końcu dowódcy wystąpią i złożą przysięgę.

Samane , Sayate i Febra kiwnęły głową na znak, że rozumieją.

– Dobrze nauczyłyście się tekstu?

– Tak – odpowiedziały wszystkie trochę nieśmiało.

– W razie czego sufler będzie wam podpowiadał, ale tylko wtedy, gdy się pomylicie

lub zapomnicie co dalej i będzie to widoczne. Najlepiej żebyście powtarzały

za sobą, każda zazwyczaj pamięta inną część tekstu. Chociaż po was spodziewam

się akurat, że porządnie nauczyłyście się tekstu i nie zjedzą was emocje.

– Właśnie – pomyślała Samane, próbując się wyciszyć.

– Na razie zostaniecie tutaj, dopóki was nie wywołają. Potem będziecie mogli

siąść w pierwszych rzędach i oglądać przedstawienie. – Po tych słowach Katon

ubrał kurtę od munduru i ruszył tłumaczyć wszystko kolejnym przybyłym

uczniom .. Z minuty na minutę robiło się coraz tłoczniej. W pomieszczeniu było

więcej pierwszoklasistów z wszystkich możliwych klas. W końcu pojawiła się

i Yashi w towarzystwie dwóch strażników. Wysoka pani w surducie przeszła do

bocznego wejścia, zaglądając przez kotarę.

– Wszyscy już są. Możemy zaczynać.

Kobieta w czarnej marynarce wkroczyła na scenę i kurtyna poszła w górę. Ukłoniła

się nisko i przywitała.

– Witajcie na corocznej inauguracji roku w Królewskiej Akademii Wojskowej

oraz zaprzysiężeniu nowych kadetów.

Następnie kobieta pozdrowiła króla kolejny raz nisko się kłaniając. Potem witała

każdego przybyłego generała i polityka. Samane dosłyszała za sceną, że witała nawet

ojca Akeri, czyli ambasadora Crety. Potem zwróciła się do innych przybyłych

osób, przedstawicieli władz miasta czy sponsorów. Na końcu skierowłaswe słowa

rodziców i samych uczniów.

– Teraz zdam wam relację z tegorocznych egzaminów.

Z sufitu w dół zjechał ekran, a na nim wyświetlane były urywki nagrane przez

kamery podczas egzaminu.

Samane nie chciała na to patrzeć, boła się, że pokażą same ich wpadki, ale było

wręcz przeciwnie.

292 293

– Tegoroczni uczniowie wykazali się nie lada pomysłowością i zgraniem. Wielu

z nich jest bardzo utalentowana. – kontynuowała prowadząca.

Na ekranie wyświetlał się film, na którym szeregowcy biegli przez krótki tor

przeszkód. Robili pompki i podciągali się na drążku. Potem można było zobaczyć

egzamin lotników, polegający na wyścigu, egzamin medyków z przetransportowania

i pomocy zranionej osobie.W końcu trafiło na egzamin klasy taktycznej.

– Klasy taktyczne zaskoczyły nas w tym roku niezwykle.Po raz pierwszy w historii

akademii trzy drużyny zawarły ze sobą sojusz. W trakcie dwóch dni byliśmy

świadkami kilku niesamowitych walk.

Na ekranie pokazała się walka Samane i Sayate z nożownikami, a potem urywki

z walki z Febrą już na dużej sali z balkonem, gdzie Sayate udawała martwą, a Samane

walczyła mimo bólu głowy. Na widowni rozległy się brawa.

– Byliśmy świadkami niesamowitych wyczynów pilotów, informatyków, medyków

i pomocników.

Teraz dało się zobaczyć Akeri pędzącą między drzewami, gwałtowny wyskok

w górę Orlego, brawurowe uratowanie Axela przez Kazari. Potem Samane lekko

się zawstydziła, widząc jak Axel przykładał ręce do jej głowy, gdy straciła przytomność.

– Byliśmy też świadkami zawarcia przymierza dwóch przedstawicielek wojowniczych

rodów.

– Ładnie wyszłaś – śmiała się cicho Sayate.

Na widowni znów rozległy się brawa.

– Zapewne chcecie się dowiedzieć, kim są osoby, które widzicie, ale na to musicie

jeszcze chwilę poczekać. Zapraszamy do nas klasę techniczną.

Kobieta wymieniała imiona i nazwiska około trzydziestu osób. Po przedstawieniu

każdego z osobna uczniowie zeszli ze sceny i usiadli na widowni. Następni byli

szeregowcy. Prezenterka wzywała każdą klasę oddzielnie. Gdy złożyli przysięgę

usiedli w przednich rzędach, ustępując miejsca klasie medycznej, a potem informatycznej

i lotniczej. W końcu przyszła kolej na klasę A taktyczną.

– Poprosimy na scenę pierwszą drużynę. Pomocnik Laomi Vim.

Laomi ruszył przez scenę, ustawiając się blisko prowadzącej. Na ekranie wyświetlały

się fragmenty z egzaminu.

– Pilot Akeri Littleflower.

Akeri ustawiła się przed Laomim. Na ekranie wyświetlały się jej niesamowite

lotnicze wyczyny. Wśród polityków przebiegł szmer, a potem gromkie brawa. Co

niektórzy rzucali pochwały ojcu Akeri.

– Medyk Miriam Rainbow. – wyczytała kobieta.

– Informatyk Set Faster.

Po publiczności przebiegł szmer zaciekawienia. Wszyscy kojarzyli nazwisko

Seta z marką popularnych samochodów, które produkował jego ojciec.

– Dowódca Febra Ikiss. Księżniczka z Błękitnego Królestwa.

Na dźwięk imienia Febry sala ucichła, a atmosfera zrobiła się niepewna. Szczególnie

generałowie i kilku polityków bacznie się jej przyglądali , zerkali ukratkiem

na to, wyświetlało się na ekranie. Niektórzy uczniowie wydawali się wiedzieć kim

jest Febra.

– Pomocnik Chonra Mizileo, Pilot Kazari Irys, medyk Axel Afoe, drużyna czekała

tylko na dowódcę.

– Dowódca Sayate Ki. Dziewczyna z legendarnego wojowniczego rodu potomkini

Mauki Ki.

Po sali przebiegły gromkie brawa. Większość osób patrzyła z zaciekawieniem,

a na ekranie ukazał się moment z zawarcia przymierza oraz walka Sayate z egzaminatorem

i chwila, gdy udawała martwą, a potem wstała.

– Pomocnik Miki Tarajo

Po sali przebiegł lekki szmer, którego Samane nie rozumiała. Nagle przypomniała

sobie, że Miki też został zatruty, więc musiał mieć z kimś znanym swoje powiązania.

– Pilot Orli Pawarli, medyk Sojta Yakafa, informatyk Tiri Mana.

Na widok Tiri również rozległy się gromkie brawa. Dziewczyna lekko się speszyła,

dostrzegając w loży swoich rodziców i brata. Widownia skojarzyła ją z wiodąca

w kraju firmą produkującą komputery i elektronikę.

– Dowódca Samane Sejom,

Sala momentalnie ucichła. Uczennica ruszyła przez scenę, a prezenterka mówiła

dalej.

– Dziewczyna z kolejnego legendarnego wojowniczego rodu. Potomkini Yakayi

Sejom i uwaga, wnuczka generała Rety Sejom.

Przez chwilę wszyscy gapili się na Samane, a potem na urywki z jej niesamowitych

walk. Rozległy się gromkie brawa, widownia wstała. Generałowie i politycy

z uwagą jej się przyglądali. W oczach generałów zapaliła się iskierka entuzjazmu.

Samane stała z miną godną wojownika, ukrywając swoje emocje. Mimo że teraz

wyczytywane były osoby z drużyny Yashi, większość nadal patrzyła na nią. Gdy

wyczytano Mona Lith, również rozległy się gromkie brawa, ale największe brawa

z owacją na stojąco i okrzykami – Niech żyje Gwiazda– otrzymała Yashi. Gdy tłum

trochę ochłonął, nastąpiła komenda;

– Dowódcy wystąp!

Dziewczyny idealnie równo zrobiły dwa kroki do przodu i zasalutowały wykrzykując:

294 295

– Niech żyje Król–Gwiazda.

Spojrzały w stronę króla i gdy ten zasalutował, opuściły dłonie.

– Teraz dowódcy w imieniu swoich drużyn złożą przysięgę.

Cztery młode liderki postarały się zacząć w tym samym czasie mówić treść przysięgi.

Po chwili tak wczuły się w jej słowa, że zapomniały, gdzie stoją, a widownia

słuchała ich z zachwytem, gdyż przysięga, mimo że brzmiała już dzisiaj na scenie

kolejny raz, miała swój własny oryginalny wydźwięk, dzięki emocjom, które włożyły

w przemowę:

– Ja uczeń akademii i dowódca grupy, a teraz żołnierz Zjednoczonego Królestwa

Gwiazdy,

w imię Gwiazdy Nan i władców kraju, jak i własnego sumienia przysięgam bronić

kraju i jego mieszkańców, a także, jeśli zajdzie taka potrzeba, rodziny królewskiej.

Choćby przyszło mi za to zapłacić własnym życiem, nie poddam się strachowi

i chronić będę tajemnic kraju. Walczyć będę o pokój, wolność i sprawiedliwość.

Odwaga mym pierwszym imieniem, a poświęcenie drugim. Wypowiedzianego

słowa nigdy nie cofam i przysięgam, że nigdy nie złamię. Przysięgam każdemu

w potrzebie pomóc i być posłusznym względem wyższych ode mnie. Zawsze dążyć

będę do doskonałego charakteru i bronić własnego honoru. Nigdy nie będę

walczyć z zemsty, a tylko w obronie kraju i w imię wartości pokoju. Broń moja nie

zwróci się przeciwko królestwu, a jeśli kiedyś zdradzę, na śmierć mnie zabierzcie.

Przyjaciół moich i towarzyszy broni chronić będę i ani na śmierć i ani wrogowi

nie wydam. Z godnością podążać będę wybraną z własnej woli, choć ciężką drogą.

Po przemowie znów rozległy się brawa. Uczniom pozwolono w końcu zejść ze

sceny. Samane siadając między Sayate a Yashi w końcu odetchnęła.

– Znowu zwróciłaś na siebie uwagę – zauważyła Yashi – nadal się na ciebie gapią.

– Nie lubię być taka sławna – Samane westchnęła zmęczona.

– Przyzwyczaisz się – pocieszała ją Yashi.

Na scenie przysięgę składała klasa Daigo, a potem wkroczyli poprzebierani aktorzy,

odgrywając jakąś komedię. Na początku Samane śmiała się wraz z widownią,

ale końcówka była nudna i niektórzy przysypiali. Po oficjalnych uroczystościach

wszystkich zaproszono na uroczysty obiad. Odświętnie nakryte białymi obrusami

stoły uginały się od jedzenia. To, co podano na ogromnych talerzach i półmiskach,

znacznie różniło się od tego, co musieli jeść w stołówce. Talerze były wypolerowane

i ułożone na ozdobnych bieżnikach. Sztućce zakrzywiały odbity obraz, połyskując

przy tym swoim srebrem. Kieliszki stały jeszcze puste, a na każdym stoliku

był nieotwarty szampan. Na niewielki podest na drugim końcu sali wszedł dyrektor,

trzymając w ręce napełniony kielich. Do stołów podeszli kelnerzy, otwierali

i nalewali każdemu z osobna trunek do kieliszka.

– Jak co roku z tego miejsca witam wszystkich przybyłych gości oraz nowych

uczniów. W tym roku zawitali do nas ciekawi i utalentowani uczniowie. Dopóki

wciąż w tych młodych duszach pali się iskra patriotyzmu i odwagi, możemy mieć

nadzieję, że wojna kiedyś się skończy. Dlatego teraz wypijmy toast za naszą nową

nadzieję, na lepsze czasy! Wasze zdrowie pierwszoklasiści! – Dyrektor uniósł kielich

wysoko do góry.

Sekundę później rozległ się dźwięk uderzającego o siebie szkła i większość

uczniów jednym haustem wypiła zawartość. Samane usiadła i od razu zabrała się

za jedzenie pieczonej ośmiornicy.

Na podeście ustawiła się kapela, grając klasyczne i trochę nudne utwory. Większość

osób zajęła się jedzeniem. Gwar rozmawiających osób mieszał się z muzyką.

Kilka osób tańczyło przed podestem.

Jakiś wysoki mężczyzna o zaczynających siwieć włosach i w odświętnym mundurze

rozmawiał z dyrektorem. Samane nie mogła z tej odległości dostrzec jego

odznaczeń ani funkcji. Mężczyzna wydawał jej się znajomy, choć była pewna,

że nigdy go nie widziała.

– Kim jest ten mężczyzna, który rozmawia z dyrektorem? – zwróciła się do Yashi.

– To najwyższy generał– Iroha Akara. Zarządza całą armią. Jest prawą ręką króla.

Często widuję go w zamku, dużo rozmawia z ojcem.

Samane przyglądała się mężczyźnie. Kiedy skończył rozmawiać z dyrektorem,

ruszył między stolikami. Gdy się zbliżał, dostrzegła pięć gwiazdek na pagonie.

– Idzie tu – szepnęła Yashi jakby przerażona.

General ustawił się przy stoliku, gdzie siedziała cała klasa A.

– Witaj Gwiazdo – ukłonił się.

Samane dopiero teraz dostrzegła blizny na jego twarzy i dłoniach. Generał okrążył

stół i zatrzymał się za Samane i Yashi.

– Wybacz księżniczko, ale pierwszy taniec chciałbym zatańczyć z kimś innym –

zwrócił się uprzejmie, a Yashi zakryła kokieteryjnie usta, próbując się nie śmiać.

Kątem oka spojrzała na Samane i jej przypuszczenia były nieomylne.

– Można prosić młodą damę do tańca? – Generał wyciągnął dłoń, zapraszając

ją uprzejmie.

Zszokowana dziewczyna lekko otworzyła usta, starając się ukryć zaskoczenie.

– Z przyjemnością – odpowiedziała kulturalnie i wstała podając dłoń, jak na kobietę

.

Marrie pisnęła głośno, gdy to ujrzała.

– Nie wierzę własnym oczom. Generał porwał Samane.

Yashi cały czas się śmiała. Generał oddalił się, więc nie musiała już tego tak ukrywać.

296 297

P ara zaczęła tańczyć walca. Dziewczyna była trochę spięta. W końcu takiej osobistości

nie wypadało odmówić, a z drugiej strony czuła się bardzo niezręcznie.

– Świetnie tańczysz – odezwał się w końcu mężczyzna.

– Dziękuję – Samane lekko się uśmiechnęła, robiąc przy okazji piruet.

– Gdzie się tego nauczyłaś?

– Dziadek nauczył mnie, gdy byłam dzieckiem.

– A twój dziadek to…? – generał nie dokończył, czekając, aż Samane sama

mu odpowie.

– Tak. Reta Sejom to mój dziadek – odpowiedziała, spodziewając się, że takiej

właśnie odpowiedzi oczekuje.

– Znałem go kiedyś osobiście. Przeżyliśmy razem kilka misji. To przykre, że taka

ważna osoba musiała od nas odejść, ale życie nie trwa wiecznie. Miał ogromny talent

i charyzmę. Mało brakowało, a być może wojna skończyłaby się. Pewnie jako

dziecko, bardzo musiałaś przeżyć jego stratę.

– Wcześniej przeżyłam stratę rodziców, więc nie była to dla mnie nowość, ale zawsze

boli tak samo. Poczucie straty jest bardzo silne, ale człowiek w końcu uświadamia

sobie, że trzeba iść dalej, pomimo że nie ma przy nas tych, których kochaliśmy.

Możemy tylko starać się tak żyć, by byli z nas dumni.

– I ja mam nadzieję, że taką właśnie osobą będziesz. Godną, by zastąpić swojego

dziadka.

– Proszę mnie nie przeceniać – Samane trochę się zawstydziła.

– Nie przeceniam. Widziałem, jak walczyłaś podczas egzaminu. Jesteś dobrym

dowódcą i jednoczysz swoich towarzyszy. Masz charyzmę, która pociąga ludzi

i zmienia ich charaktery, pomysłowość, która nie zawiedzie cię w żadnej sytuacji.

Nic cię nie zaskoczy. Posiadasz wolę walki, której pozazdrościłby ci niejeden generał.

Walczyć mimo iż ledwo się stoi, to nie lada wyczyn, możliwy tylko dzięki

silnemu duchowi. Masz odwagę i lojalność godną wojowniczego klanu. Słyszałem

od króla, że zaszczepiłaś te cechy u przestraszonych uczniów.

Samane znów trochę się zawstydziła.

– Widząc ciebie jako małą, wesołą ośmiolatkę, siedząca na lufie czołgu, przypuszczałem,

że będziesz utalentowana jak twój dziadek, ale nie spodziewałem się,

że aż tak. Wierzę, że ty przerośniesz nawet jego.

Samane otworzyła usta i zatrzymała się.

– Skąd on wiedział o tym wydarzeniu? – pomyślała .

– Nie pamiętasz mnie prawda?

Samane nie wiedziała, co odpowiedzieć. Nadal nie mogła pojąć, o co chodzi.

– Na pewno masz album ze zdjęciami. Przyglądnij się dokładnie tamtemu zdjęciu

– Generał ukłonił się na koniec tańca.

Samane nieśmiało dygnęła i odeszła, oglądając się jeszcze za mężczyzną. Wracając

do stołu cały czas myślała o zdjęciu, jednak nadal nie przypominała sobie, by

tamtego dnia spotkała obecnego generała.

– Co się stało? Masz taką przybitą minę? – martwiła się Yashi.

– Miałam ciekawą rozmowę z generałem – Samane usiadła, nadrabiając zaległości

w jedzeniu.

Ludzie zaczęli przemieszczać się między stołami, to tańcząc, to rozmawiając

z kimś nowym. Samane dostrzegła przy drzwiach Tiri rozmawiającą z trzema osobami.

Jeden stojący po prawej chłopak wyglądał identycznie jak ona, ale był trochę

wyższy i dodatkowo miał niewielki zarost na brodzie. Pozostała dwójka wyglądała

na parę. Mężczyzna był wysoki, ale miał trochę za dużo kilogramów. Cały

czas miał surowe spojrzenie. Kobieta uśmiechała się życzliwie, rozmawiając z Tiri

i trzymając ją za ramiona. Samane zbliżyła się i usłyszała słowa:

– Jestem z ciebie taka dumna.

Tiri zauważyła koleżankę.

– Poznajcie Samane, jest dowódcą grupy, do której należę.

– Dzień dobry – Samane ukłoniła się.

– Samane – Tiri zwróciła się do przyjaciółki – To są moi rodzice i starszy brat Tim.

– Miło nam poznać dowódcę, który przygarnął naszą córkę do siebie – odezwała

się Mama, życzliwie się uśmiechając.

– Mam nadzieję, że nie sprawia kłopotów – odezwał się chłodnym niskim głosem

ojciec.

Samane w końcu zrozumiała, dlaczego Tiri tak się go boi.

– Tiri jest najlepszym informatykiem jakiego mogłam mieć w drużynie. Mogę

na niej polegać.

– Cieszę się – odpowiedział mężczyzna bez wyrazu, po czym spojrzał surowym

wzrokiem na Tiri.

– Witaj – mnie też miło cię poznać – starszy brat dziewczyny uśmiechnął się

i podał Samane po koleżeńsku rękę.

Ktoś zaprosił rodziców Tiri do stolika i teraz zostali w trójkę.

– Mam to, o co mnie prosiłaś – odezwał się brat, wyciągając kostkę – to najnowszy

model. Trochę zmodyfikowany. Możesz go zabezpieczyć, tak by w razie

kradzieży nikt nie mógł jej użyć. Jest lepsza, niż utracona poprzedniczka.

Tiri zabrała kostkę i schowała do kieszeni.

– Dzięki bracie. Zawsze mogę na ciebie liczyć.

– Tak czy owak, musisz jakoś odzyskać starą. Nie mówię tu już o ojcu, ale cała

akademia jest w niebezpieczeństwie.

Tiri spuściła głowę.

298 299

– Wiem, że to nie twoja wina. – Tim położył dłoń na ramieniu siostry.

– Mogę z tego nie wyjść. Ani ojciec ani sąd nie uwierzą mi, że trucizna nie należała

do mnie i jestem wrabiana – Tiri omal się nie rozpłakała.

– Tiri, znajdziemy dowody na twoją niewinność, poza tym sama byłaś ofiarą

ataku, więc to byłoby trochę nielogiczne. Znaleziono wiele dowodów na to, że rudowłosa

stoi za całą aferą – Samane próbowała ją pocieszyć.

– Muszę już iść. Zostawiam ją pod twoją opieką Samane. – chłopak oddalił się

i usiadł razem z rodzicami, którzy raz po raz przywoływali go do stolika.

– Skoro są państwo obecni w akademii, czy mógłbym prosić na słówko w moim

gabinecie? – dyrektor poprosił rodziców Tiri i w towarzystwie najwyższego generała

wszyscy ruszyli w stronę drzwi.

– Zaczyna się – Samane spoważniała, szturchnęła Tiri, gdy zauważyła dyrektora

rozmawiającego z jej rodzicami.

– Dziewczyny, chodźcie z nami – dyrektor machnął dłonią, prosząc, by one dwie

też dołączyły.

Przez całą drogę do gabinetu Tiri trzęsła się. Dyrektor dotknął jej ramienia, lekko

się uśmiechając. Musimy to jakoś wyjaśnić – szepnął do niej.

Ojciec Tiri oglądał się ukradkiem do tyłu, czując, że coś jest nie tak. Gdy drzwi

gabinetu zamknęły się, dyrektor usiadł na fotelu i zaczął wyjaśniać sprawę.

– Zapewne w wiadomościach słyszeliście państwo o truciźnie, którą próbowano

otruć uczniów.

Rodzice przytaknęli.

– Truciznę tą, która jest mieszanką skrytobójczych ziół i narkotyków znaleziono

przy państwa córce. Co prawda była wtedy nieprzytomna, bo sama została otruta,

ale...

Dyrektor nie dokończył mówić, gdy ojciec Tiri wybuchnął gniewem i z wściekłością

rzucił się na Tiri, raz po raz uderzając ją w twarz.

– Mówiłaś, że skończyłaś z tym świństwem! OBIECAŁAŚ MI COŚ! – mężczyzna

uderzył Tiri tak mocno, że poleciała na ziemię, a z wargi sączyła się stróżka krwi.

Dziewczyna była przerażona, a ojciec nawet nie dał jej się wytłumaczyć. Zamachnął

się kolejny raz.

Komentarze