Rozdział 12 atak ducha

Ojciec Tiri oglądał się ukradkiem do tyłu, czując, że coś jest nie tak. Gdy drzwi

gabinetu zamknęły się, dyrektor usiadł na fotelu i zaczął wyjaśniać sprawę.

– Zapewne w wiadomościach słyszeliście państwo o truciźnie, którą próbowano

otruć uczniów.

Rodzice przytaknęli.

– Truciznę tą, która jest mieszanką skrytobójczych ziół i narkotyków, znaleziono

przy

państwa córce. Co prawda była wtedy nieprzytomna, bo sama została otruta,

ale...

Dyrektor nie dokończył mówić, gdy ojciec Tiri wybuchnął gniewem i z wściekłością

rzucił się na Tiri, raz po raz uderzając ją w twarz.

– Mówiłaś, że skończyłaś z tym świństwem! OBIECAŁAŚ MI COŚ! – mężczyzna

uderzył Tiri tak mocno, że poleciała na ziemię, a z wargi sączyła się strużka krwi.

Dziewczyna była przerażona, a ojciec nawet nie dał jej się wytłumaczyć. Zamachnął

się kolejny raz.

– DOŚĆ! – Samane zasłoniła leżącą na ziemi Tiri.

Matka była przerażona zachowaniem męża, a stojący obok najwyższy generał

Iroha Akara wykręcił ojcu Tiri ręce do tyłu, powstrzymując przed kolejnym atakiem.

– Niech się pan uspokoi – polecił starszy generał.

– Tiri również została otruta– odezwała się Samane, pomagając przyjaciółce

wstać z ziemi.

– Oszukałaś mnie! – odezwał się kolejny raz ojciec, jakby nic do niego nie docierało.

– Nie oszukałam cię! – wypowiedziała przez łzy Tiri – ktoś mnie wrabia i na dodatek

ukradł kostkę.

– Co! – ojciec zdawał się być jeszcze bardziej wściekły.

– Czy ty wiesz, na co naraziłaś moją firmę?

– Pańska firma w tej chwili się nie liczy – odezwał się teraz dyrektor, zszokowany

całym zajściem – Ci, którzy ukradli kostkę i podrzucili truciznę, to prawdopodobnie

szpiedzy Skały i mają w tym jakiś swój niecny cel. Mimo iż nie uważam, by Tiri

była w to zamieszana, musimy wyjaśnić sprawę i dlatego tu państwa ściągnąłem.

– Dyrektor starał się mówić spokojnie.

Ojciec Tiri trochę się uspokoił. Najwyższy generał puścił jego ręce.

– Dowiedziałam się już wystarczająco dużo – ojciec Tiri wyszedł, puszczając

jeszcze wrogie spojrzenie do dziewczyny, zaraz za nim wyszła matka, która starała

się lekko uśmiechać ale z drugiej strony ona też nie wierzyła córce.

Dyrektor westchnął bezradnie. Samane pomogła Tiri usiąść na krześle. Korzystając

z okazji, przyglądnęła się ukradkiem najwyższemu generałowi, próbując go

sobie przypomnieć.

– Tiri wiesz, że mimo wszystko będziesz przesłuchiwana jako podejrzana?

– Przecież jest niewinna, to niemożliwe, żeby zatruła innych, sama będąc otrutą

– Samane broniła Tiri za wszelką cenę.

300 301

– Rozumiem cię Samane, ale takie są procedury. Wszyscy będziecie przesłuchiwani,

a ci, którzy będą was wypytywać, to zawodowi szmuglerzy. Zazwyczaj łamią

szpiegów. Takich jak wy, rozbroją w pięć sekund, aż zapomnicie, co naprawdę

się stało.

Samane nie zwracała na to uwagi.

– Muszą być jakieś dowody. Gdyby udało się je znaleźć, Tiri byłaby uniewinniona,

prawda?

– Masz racjęmłoda damo – odezwał się generał Iroha – jednak takich dowodów

nie ma. Sędziowie mogą powiedzieć, że specjalnie się otruła, żeby nie wzbudzać

podejrzeń.

Samane była coraz bardziej poirytowana, ale starała się nie dać tego po sobie poznać.

– A rudowłosa, przecież na pewno są dowody, że to ona – Samane palnęła, nie

zastanawiając się nad tym, co mówi.

– Samane, cisza ! – zawołał dyrektor trochę zły, że powiedziała odrobinę za dużo

niż powinna. – Musimy jeszcze porozmawiać z Tiri, możesz już odejść – dyrektor

spojrzał na nią surowym wzrokiem, jakby chciał jej powiedzieć, że to rozkaz.

– Tak jest! – odpowiedziała salutując, odwraciła się na pięcie i wyszła.

Była wściekła, że Tiri nadal podejrzewano i nie dano jej się nawet obronić. Stała

na korytarzu i widziała słońce chylące się ku zachodowi. Przez moment patrzyła

na akademię i na miasto w oddali, czuła się bezradna, nie mogła uratować przyjaciółki.

Niemoc powodowała u niej złość. Miała ochotę jakoś się uspokoić. Ruszyła

korytarzem i już miała zejść po schodach, gdy dostrzegła lekką szparę w drzwiach

do sali treningowej. Ostrożnie przesunęła drzwi i weszła do środka. Było tu wyjątkowo

cicho i spokojnie, a na dodatek pusto. Nikt nie będzie jej przeszkadzał. Zasunęła

za sobą drzwi. Położyła czapkę na ziemi, a zaraz obok niej kurtę od munduru.

Rozpięła kilka guzików pod szyją i ściągnęła buty. Boso przeszła po macie na środek

sali i ustawiając się w bojowej pozycji, zamknęła oczy i na kilka chwil znieruchomiała.

Nadal z zamkniętymi oczami zaczęła się powoli ruszać i obracać. Nagle

zaczęła atakować powietrze. Wyglądało to, jakby walczyła z niewidzialnym przeciwnikiem.

Samane kopała i uderzała dłońmi w przeciwników, których sobie wyobrażała.

Postanowiła skorzystać z energii. Mimo że była zła, jakimś cudem udało

jej się ją kontrolować. Wyciągała apaszkę z munduru i zawiązała sobie na oczy, by

nie kusiło ją podglądanie. Po kilku chwilach zapomniała, że jest w sali akademii,

wciągnęła się w niekończącą walkę z niewidzialnymi wrogami. Straciła poczucie

czasu, nie zauważyła, że zaczynało się ściemniać. Nie zorientowała się, że do sali

weszły dwie osoby. Dopiero gdy jedna z nich znacznie się zbliżyła, Samane coś

poczuła, a chwilę później zablokowała czyjś cios, czując, że to nie jej wyobraźnia,

a prawdziwa osoba. Szybko zdjeła opaskę z oczu, dostrzegła, że w pomieszczeniu

panował półmrok. Przed nią stał Generał Iroha. Samane dostrzegła jego uśmiech.

– Pięknie walczysz – pochwalił ją – po twoich ruchach było widać, że jesteś

wściekła i bezradna zarazem.

Samane spojrzała zdziwiona na generała. Wciąż nie mogła sobie przypomnieć,

by wcześniej go spotkała. Przy drzwiach z założonymi rękoma stał dyrektor.

– Myślałem, że wróciłaś do akademika, tymczasem ty wolałaś sobie sama potrenować.

Samane ubrała z powrotem mundur i buty. Zatrzymała się w drzwiach obok

dyrektora, chciała coś powiedzieć na temat Tiri, ale powstrzymała się i bez słowa

odeszła. Pierwszą rzeczą jaką zrobiła po powrocie do pokoju, było otwarcie

albumu. Zaraz na pierwszej stronie znalazła duże zdjęcie, gdzie siedziała na lufie

czołgu przytrzymywana przez dziadka. Obok stali inni mężczyźni. Samane przyglądała

się każdemu z nich dokładnie.

– Jest! – zawołała do siebie, rozpoznając podobne rysy twarzy, co u generała.

Nie mogła go rozszyfrować, bo od tamtego czasu bardzo się zmienił. Na zdjęciu

był uśmiechnięty, młodszy i bez siwych włosów, a na pagonie była tylko jedna

gwiazdka, co oznaczało stopień kapitana. Po klasie taktycznej lądowało się zazwyczaj

ze stopniem oficera. Gorsi uczniowie otrzymywali starszego kapitana, a tylko

najlepsi wybrani zostawali generałami.

– Jak generałowi Iroha udało się tak wysoko wyjść?

Nagle przypomniała sobie, jak towarzysze dziadka wstąpili do domu na niedużą

zabawę w ogrodzie. Przez głowę przeleciał jej obraz, gdy jeden z żołnierzy uczył ją

tańczyć walca.

– To samo spojrzenie. To był on – Samane zamknęła oczy i podparła czoło dłonią.

– To generał nauczył mnie tańczyć. Stąd znał dziadka. On rozpoznał mnie bez

problemu. Co za wstyd.

Samane odłożyła album. Zauważyła, że Tiri jeszcze nie było. Martwiła się o nią,

więc postanowiła jej poszukać. Miała względem niej złe przeczucia. Wybiegła

z pokoju i na schodach zatrzymała się.

– Powinnam wziąć pozostałych do pomocy – pomyślała.

Wrodziła do pokoju i zabrała chłopaków i Sojtę.

– Zabierz też ekipę Sayate – Zaproponowała Sojta.

Na korytarzyku zrobiło się głośno, gdy dwie ekipy zaczęły ze sobą rozmawiać.

Leeme używając zegarka, próbowała dodzwonić się do Tiri, ale nie odbierała.

Cały czas wyświetlał się tylko komunikat, odbiorca poza zasięgiem.

– Skontaktuje się z dyrektorem. Może nadal jest u niego – Samane wystukała

numer na zegarku.

302 303

– Wątpię, żeby nadal tam była, wyczuwam niebezpieczeństwo – skomentowała

Sayate.

– Co się dzieje? – Na korytarz wyszła Febra.

– Tiri zniknęła, dzieje się z nią coś złego – wyjaśniała Sayate, czując coraz większy

niepokój.

– Dyrektor odpisał, że Tiri już dawno od niego wyszła. – Samane zmartwiła się

nie na żarty.

– Pomożemy wam – odezwała się Febra – gdzie mogła pójść?

– Może poszła gdzieś z rodzicami – Miki zatrzepał grzywką, ale był raczej zmartwiony

niż wesoły.

– Widziałam jej rodziców i brata, jak wsiadali do samochodu i odjechali jakąś

godzinę temu. Tiri z nimi nie było – Leeme bardzo martwiła się o przyjaciółkę.

– Febra, wasza grupa niech sprawdzi akademię – Samane zwróciła się do Febry,

a dziewczyna przytaknęła i zbiegła na dół ze swoją grupą.

– Leeme, Orli i Kazari sprawdźcie bibliotekę, a potem lećcie i przetrząśnijcie

okolice szkoły na ścigaczach. Leeme, spróbuj namierzyć sygnał z jej zegarka. Axel,

Sojta, Miki i Chonra sprawdźcie okolice poligonów i dziedzińce, a ja i Sayate

sprawdzimy park i drogę w stronę miasta. – Zaraz po tym gdy Samane przydzieliła

zadania, wszyscy szybko się rozbiegli.

Sayate i Samane biegły wzdłuż alei w stronę miasta, rozglądając się na boki.

– Sprawdźmy też boczne alejki – zaproponowała Sayate.

Samane przytaknęła głową.

– Skąd wyczuwasz niebezpieczeństwo Saya?

– Nie potrafię powiedzieć, otacza nas ze wszystkich stron.

– Co? – Samane aż podskoczyła z szoku – przecież to niemożliwe.

Zegarek Samane zapikał kilka razy. Samane kliknęła w jeden guzik i usłyszała

głos Leeme.

– Sygnał Tiri nie istnieje w systemie, a to oznacza, że albo go wyłączyła, albo jest

w pomieszczeniu tłumiącym sygnały. W akademii nie ma takich pomieszczeń. Lecimy

z Orlim do miejsca, gdzie ostatni raz namierzyłam jej sygnał, jak coś znajdę,

dam ci znać.

– Dzięki Leeme – odpowiedziała krótko Samane i rozłączyła się.

Zaraz po Leeme połączyła się Febra.

– Samane, nie znaleźlismy Tiri w akademii, ale kilkoro uczniów widziało ją przy

bramie prowadzącej do miasta z dwiema obcymi osobami, podobno nie wygladali

jak uczniowie. To wasz rejon poszukiwań.

– Dzięki Febra, nie zapomnę ci tego.

Samane poczuła nagle obecność wielu osób wokół. Rozglądnęła się.

– Samane, nie jest dobrze – Saya wyglądała na przerażoną, wyczuwała ogromne

niebezpieczeństwo.

– Jest tu ktoś, kto chciałby z tobą porozmawiać – odezwała się Febra.

Samane usłyszała głos dyrektora.

– Gdzie jesteście Samane, znalazłyście Tiri?

– Nie – odpowiedziała niepewnym głosem Samane, rozglądając się dookoła

na coraz bardziej zacieśniający się czarny krąg.

– To była pułapka żeby nas zwabić! – krzyknęła Sayate, tak by dyrektor ją usłyszał.

– Co się dzieje dziewczyny? Gdzie jesteście?

– Jesteśmy na alei prowadzącej do miasta. Otoczyli nas Tora.

– Samane nie damy rady – Sayate rozglądnęła się dookoła, widząc ogrom osób

w czarnych płaszczach – nie mamy broni.

Jeden Tora zaatakował Samane, a ta krzyknęła i kopnęła go w twarz.

– POTRZEBUJEMY POMOCY ! – krzyknęła Samane do zegarka i rozłączyła

się, broniąc przed kolejnymi napastnikami.

– Samane uciekamy – Sayate wskazała puste miejsce i dziewczyny pobiegły

w stronę akademii. Zegarek Samane znów zapikał. Był to dyrektor.

– Samane trzymajcie się jakoś, zaraz tam będziemy.

– Postaramy się przeżyć – odezwała się Samane, chowając za jakimś drzewem

i ukrywając swoją obecność.

Sayate była tuż obok niej. Kilku Tora pobiegło dalej. Inni rozdzielili się, szukając

dziewczyn.

– Co zrobimy, jak nas znajdą? – zastanawiała się Sayate.

– Będziemy walczyć. Nie mamy innego wyboru. Musimy używać całej energii,

inaczej zginiemy, ale obawiam się, że to może nie wystarczyć na taką ilość.

Dziewczyny odetchnęły trochę i widząc, że w okolicy zrobiło się spokojniej, postanowiły

skorzystać z okazji i spróbować dostać się do akademii. Sayate nadal

wyczuwała ogromne niebezpieczeństwo z kilku stron i idąc za przeczuciem, biegła

w tą stronę, która wydawała jej się najbezpieczniejsza. W końcu wróciły z powrotem

na aleję i tam spotkały jednego Tora, stojącego im na drodze. Postać zdjęła

kaptur i ich oczom ukazała się dziewczyna o długich brązowych włosach, bardzo

podobna do Samane.

– Witaj moja daleka kuzynko – odezwała się dziewczyna.

– Co!? – Samane zaskoczona była jej wypowiedzią.

– Znasz historię, nie powinno cię to dziwić. Wiesz, ja akurat noszę nazwisko

Sejom, podobnie jak ty.

– Szefowo – odezwał się inny Tora nadbiegając z boku.

304 305

– Szefowo? – zdziwiła się Samane, była nadal w szoku po usłyszeniu swojego nazwiska.

– Kobiety z rodu Sejom zawsze nadawały się na najlepszych dowódców. Szkoda,

że nie jesteście po naszej stronie. Przydałyby nam się tak utalentowane osoby.

– Nigdy – odparła Samane przez zęby – sprzymierzyliście się z czarną energią

i ze Skałą. Niszczycie wszystko, co w ludzkim życiu dobre. Zagłuszacie iskry energii.

Nie liczcie, że po czymś takim będziemy chcieli z wami współpracować.

– Dam ci czas do namysłu Samane.

– Nie potrzebuję żadnego czasu, będę walczyć – Samane wyprostowała się i spojrzała

dziewczynie w oczy, próbując ją sparaliżować wzrokiem, albo dowiedzieć się

czegoś o niej, ale była to daremna próba.

– Nie sądziłam, że będziesz się chwytać takich prostych sztuczek w swej desperacji

– zaśmiała się dziewczyna – atakować! – krzyknęła i kilkanaście zakapturzonych

osób z mieczami w dłoniach rzuciło się na dziewczyny. Przywódca wycofała

się kilka kroków do tyłu.

– Szkoda, że już nie zobaczycie swojej przyjaciółki – zaśmiała się.

Samane straciła panowanie nad sobą i wściekła wyzwoliła z siebie najsilniejszą

energię. Sayate wystraszyła się, a Samane rzuciła się w stronę szefa, zabijając uderzeniami

energii każdego, kto chciał jej przeszkodzić. W końcu stanęła naprzeciwko

szefowej i zaatakowała ją.

– No proszę, tego się nie spodziewałam – dziewczyna Tora zablokowała atak

Samane tarczą z czarnej energii, a zaraz potem odpowiedziała tym samym.

Samane też obroniła się tarczą. Przez kilka minut obie walczyły ze sobą, rozbijając

ziemię i kostki brukowe. Szefowa wycofała się, a Samane atakowały teraz

inne osoby. Dziewczyna potrafiła dłonią rozcinać miecze. Jej energia przerastała

ją i powodowała ogromny ból, w końcu Samane nie wytrzymała i tarcza pękła.

Nadal używała energii, ale na zwykłym poziomie, na dodatek czuła, że niewiele jej

zostało. Na ten moment czekała szefowa. Zaatakowała Samane i otoczyła czarnym

dymem ją i słabnącą od walki Sayate. Dym zaczął je dusić, wchodząc do wewnątrz

organizmu przez usta i blokując energię, jak i wszystkie życiowe procesy. Samane

próbowała obudzić energię i wyprzeć dym ze swojego ciała. Długo się broniła.

Kątem oka zobaczyła, jak Sayate upada. W jej oczach pojawiły się łzy. Samane nie

chciała się poddać, mimo że czuła, iż niewiele jej pozostało. Dym dotykał już serca

sprawiając ogromny ból.

– Nie mogę przegrać. Proszę, niech ktoś mi pomoże – błagała w myślach.

Nagle jakby zobaczyła błysk światła uderzający w szefową, a kilka chwil później

rozległ się strzał. Szefowa skupiona na Samane nie broniła się tarczą i kilka razy

oberwała z laserowego pistoletu. Oglądnęła się do tyłu i widząc dyrektora i kilka

towarzyszących mu osób uciekła, krzycząc jeszcze do pozostałych:

– ODWRÓT.

– Samane, łap! – krzyknęła Sojta, rzucając Samane jej miecz.

Dziewczyna złapała go i już miała zrobić nim zamach, gdy zachwiała się i czuła,

że pozostały w organizmie dym chwyta jej serce, upadła na wznak i straciła przytomność.

– To mój koniec – pomyślała – przynajmniej zginęłam w walce, jak na wojownika

przystało. Świat wokół pociemniał całkowicie, a ona przestała oddychać.

– NIE! – krzyknęła Sojta i podbiegła do wojowniczki.

Axel ukląkł przy Sayate.

– To czarny dym – zauważył chłopak – odwracając się do Sojty.

– Jeszcze da się je uratować – odezwała się dziewczyna –niezwykle spokojna

i opanowana.

Axel i Sojta przyłożyli dłonie do ciała dziewczyn i używając energii, wyciągali

dym, odrzucając go gdzieś na bok .

Dyrektor przykląkł obok i położył dłonie na jednej i na drugiej dziewczynie,

przekazując w ten sposób trochę swojej energii.

– Dobry pomysł szepnęła Sojta, z powrotem skupiając się na zadaniu.

Sojta i Axel wstali.

– Musimy je szybko zabrać do skrzydła szpitalnego, nic więcej nie możemy zrobić.

Pozostaje nam liczyć tylko na cud – odezwał się Axel – jest kilka procent szansy.

o

Samane czuła, że wszystko wokół niej wiruje. Widziała światło, a potem wylądowała

w białym pustym pomieszczeniu. Leżała na czymś. Przez sekundę w amoku

dostrzegła twarze rodziców, a za nimi stał dziadek. Wszyscy się do niej uśmiechali.

– To nie twój czas – odezwał się ojciec.

– Wracaj – odezwał się dziadek złapał ją za dłoń i poleciał gdzieś.

Samane znowu znalazła się w białym pustym pomieszczeniu, leżała na łóżku.

Na krześle obok siedział dziadek. Samane zdezorientowana, spytała go:

– Co się dzieje?

Lecz on tylko się uśmiechnął i zniknął, rozpływając się jak mgła, pozostawił

po sobie puste krzesło.

– Nie zostawiaj mnie! – krzyknęła ze łzami w oczach i gwałtownie podniosła się

do siadu.

– Spokojnie – odezwał się ktoś z drugiej strony.

Obraz zawirował lekko i pokój, w którym była, dostał jasnozielonego koloru.

Nagle zaczęła się dusić i kaszleć, wypluwając dym. Przypomniała sobie, co się

306 307

sta ł o. Uszczypnęła się mocno w dłoń, nadal wypluwała dym.

– Żyję – szepnęła do siebie, czując ból.

– Tak żyjesz, ale mało brakowało. Przeżyłaś śmierć kliniczną, odezwał się znów

ktoś z boku.

Samane odwróciła głowę. Przy łóżku siedziała Sojta.

– Co się stało? – Samane dotknęła głowy.

– Tamta dziewczyna z Tora próbowała zabić ciebie i Sayate czarną energią.

– Co z Sayą? – spytała, kładąc się z powrotem na plecy.

Kątem oka spoglądała na puste krzesło.

– Też ledwo co z z tego wyszła. Było z nią gorzej niż z tobą. Żyje, ale jeszcze się

nie obudziła.

– Widziałam rodziców i dziadka – odezwała się cicho Samane. Powiedzieli mi,

że mam wracać, że to jeszcze nie mój czas.

– Uratowali ci życie – uśmiechnęła się Sojta. – W moich stronach wierzy się,

że duchy naszych bliskich chronią nas.

– Dziękuję wam – powiedziała w myślach Samane, a z jej oczy polały się łzy. –

Kto mnie uratował? Widziałam fale światła uderzającą w tamtą dziewczynę?

– Jaka fala światła? Niczego nie widziałam – zdziwiła się Sojta. – Dyrektor i Akelai

strzelali do tej dziewczyny, zanim nie uciekła. Aina trochę się spóźniła, po drodze

sprzątnęła kilku Tora, a potem pomogła oczyścić ciebie i Sayate z dymu. Ja

i Axel nie mieliśmy takiej mocy, by wyciągnąć cały dym.

Samane zastanawiała się, co to mogło być. Była pewna, że jej się to nie przywidziało.

– A co z Tiri?

– Nie znaleźliśmy jej – Sojta spuściła głowę smutna. – Leeme i Orli polecieli do

miejsca, gdzie ostatni raz wykryła jej sygnał. To stare hangary na obrzeżach stolicy.

Leeme przypuszcza, że gdzieś tam ją ukryli. Mogą mieć swoją kryjówkę w podziemiach.

Na pewno coś jest na rzeczy, bo potem Tora ich ścigali, ale Orli za dobrze

lata, by się im nie wywinąć.

– Mam tylko nadzieję, że Tiri żyje.

– Żyje – odezwał się dyrektor, wchodząc do pokoju – Jak się czujesz?

– Lepiej niż gorzej – Samane uśmiechnęła się i znów podniosła.

– Mało brakowało – dyrektor usiadł na krześle – powiesz mi, co się stało?

– Poszłyśmy z Sayą szukać Tiri w parku i Tora nas otoczyli. Było ich chyba

z czterdziestu. Jakoś wydostałyśmy się z kręgu i ukryłyśmy się za drzewem, dopóki

się nie rozbiegli. Potem chciałyśmy wrócić do akademii, ale na alei stała ta dziewczyna.

Powiedziała, że ma to samo nazwisko co ja i jest szefową. Proponowała mi,

żebym do nich dołączyła, ale jak się nie zgodziłam powiedziała, że mam się z nią

pożegnać. – Samane spuściła głowę na wspomnienie Tiri.

– Tiri żyje. Zobacz. – Dyrektor wyciągnął z wewnętrznej kieszeni munduru niewielki

przedmiot wielkości 4 x 6 cm. Był to odtwarzacz filmów. Kliknął na mały

guziczek i Samane zobaczyła związaną Tiri. Siedziała na krześle w jakiejś obskurnej

ciemnej piwnicy. Miała spuszczoną głowę i wyglądała na nieprzytomną. Z filmu

dało się usłyszeć głos:

– Witajcie przyjaciele naszej porwanej i ty generale Jass. Mamy waszą zgubę.

Na razie jest nam potrzebna i nie zginie, ale gdy wykona swoje zadanie, nie będzie

nam już potrzebna. Jeśli nie będziecie mieszać się w nasze plany, darujemy jej życie.

Jeśli jednak nadal będziecie wpychać nos nie tam gdzie trzeba, zginiecie tak

jak wasze dwie koleżanki Sayate Ki i Samane Sejom.

– Myślą, że nie żyjemy – Samane lekko się uśmiechnęła. – To będą mieli niezłą

niespodziankę. Ta akcja była pułapką, chcieli złapać mnie i Sayate. Wiedzieli,

że trzymamy się zawsze razem i będziemy szukać Tiri. Jak tylko się zorientowali,

gdzie jesteśmy, otoczyli nas. Ilość pewnie też nie była przypadkowa. Szefowa spodziewała

się, że z dwoma lub trzema sobie poradzimy. Nawet nie zaatakowali nas

iluzją. Jak się wściekłam, chyba paru zabiłam. Dokładnie nie pamiętam. Straciłam

kontrolę nad sobą i zużyłam prawie całą energię. Potem nie miałam już jak się bronić.

Przez moją głupotę, omal obie nie zginęłyśmy. Gdybym nie wpadła w wściekłość,

osłoniłabym się tarczą przed dymem. – Samane spuściła głowę wściekła.

W zaciśniętych dłoniach mięła kołdrę.

– Samane nie obwiniaj się – dyrektor przysunął bliżej krzesło – zrobiłaś, co mogłaś.

Sam bym się wściekł na twoim miejscu. Jedyne co mam ci za złe,to fakt, że nie

powiedziałaś mi najpierw, co zamierzasz. Może wtedy nie doszłoby do tej sytuacji.

– Generał spojrzał na Samane .

– Przepraszam – Samane jeszcze bardziej zacisnęła ręce i spadła na plecy, aż łóżko

zaskrzypiało. – Jak długo mam tu zostać?

– Wiem, że pewnie czujesz się lepiej i już chciałabyś stąd wyjść, ale w organizmie

zostało jeszcze trochę dymu. Dopóki całkowicie się nie oczyści, musisz tu zostać

– wyjaśniła Sojta.

– A tak w ogóle ile dni minęło? – Samane nagle zdała sobie sprawę, że mogła tu

dłużej leżeć.

– Trzy – odpowiedziała Sojta.

– Na mnie już czas. Po południu odwiedzi cię Aina – dyrektor wstał i wyszedł.

o

Na obrzeżach miasta w ciemnej piwnicy szefowa odwiązała krepujące Tiri liny.

– Obudź się panienko – wołała do Tiri, pstrykając palcami przy uchu.

– Gdzie ja jestem? – wymamrotała Tiri, powoli otwierając oczy. – Samane? –

308 309

sp y tała, gdy zobaczyła przed sobą szefową.

– Jestem do niej podobna, ale jestem kimś innym. Twoja przyjaciółka nie żyje.

Zabiłam ją razem z tą drugą w różowych kucykach.

– CO! – Tiri w mgnieniu oka otrzeźwiała z szoku. – Kłamiesz!

– Nie kłamię, sama zobacz. – szefowa wyciągła odtwarzacz, pokazując Tiri film

nakręcony przez jednego z jej ludzi, na którym było widać, jak Sayate upada,

a chwilę potem to samo dzieje się z Samane.

– Mogłaś to przerobić.

– Znasz się na tym, chyba potrafisz odróżnić fałszywkę od oryginału.

Tiri przyglądnęła się dokładnie filmowi i gdy zdała sobie sprawę, że szefowa

mówi prawdę, z jej oczu polały się łzy.

– Potrzebujemy cię. Musisz coś dla nas zrobić – szefowa schowała odtwarzacz.

– Co? – Tiri spojrzała podejrzliwie na szefową.

– Poznajesz to, prawda? – szefowa trzymała w ręce małą czarną kostkę.

– Moja kostka – Tiri była zaskoczona, ale uznała to za świetną szansę, by ją odzyskać.

– Chcemy, żebyś rozbroiła cały system akademii i znalazła dla nas pewne tajne

dane.

– A co jeśli tego nie zrobię?

– Wtedy możemy tobą sterować za pomocą iluzji. Na pewno już wiesz, co to

takiego. Potem cię zabijemy. Jeśli będziesz współpracować, wypuścimy cię, ale będziemy

mieć cię na oku i jeśli komukolwiek piśniesz choćby słowo, pożegnasz się

z życiem.

– Zrobię, co każecie – odpowiedziała Tiri.

Szefowa zaprowadziła ją do pomieszczenia pełnego komputerów i mnóstwa kabli

i szaf z migającymi światełkami. Wręczyła Tiri jej kostkę, a ta ucieszyła się

w duchu, że ją odzyskała. Usiadła przy ogromnym biurku.

– Chcę, byś dała nam dostęp do piwnic akademii i znalazła stare plany podziemi.

Nie próbuj uciekać, bo od razu cię zabijemy. – Szefowa usiadła na krześle i pilnowała

jej.

Tiri zabrała się za pracę, robiła to, co kazała jej szefowa, a po kryjomu spinała

obie kostki –starą i nową – ze sobą. Dzięki temu wszystko zapisywało się na tej

nowej. Tiri dała im dostęp do drzwi i sama zszokowana była starymi planami, zawierającymi

tunele kilka poziomów pod szkołą. Tunele prowadziły do miasta. Tiri

podejrzewała, po co im to, ale wolała o tym nie myśleć. Skupiła się teraz na swoim

własnym planie. Jeśli przeżyje i wydostanie się stąd, będzie mogła włamać się do

tego miejsca z akademii. Przy okazji po powrocie będzie miała wgląd we wszystko,

nie musi walczyć z własną kostką, której kody aktualnie pozmieniała. Do pomieszczenia

wszedł inny Tora.

– Szefowo, od naszych ludzi dowiedzieliśmy się, że obie dziewczyny jakimś cudem

przeżyły.

– Jak to? – przecież przez dym czułam, jak ich serca przestały bić.

– Nie wiem, o co chodzi, ale ta Sejom obudziła się nawet.

Szefowa była w szoku.

Tiri ucieszyła się, o mało łzy nie popłynęły jej z oczu.

– Nie ciesz się tak. W tej sytuacji nigdy cię już stąd nie wypuścimy – odezwała

się ponuro szefowa i wściekła wyszła, zawołała jeszcze do drugiej osoby, by ta pilnowała

Tiri.

o

Po południu do skrzydła szpitalnego przyszła Aina.

– Dziękuję za uratowanie – odezwała się Samane.

– Nie masz za co – Aina usiadła na krześle, uśmiechnięta. – Jak się czujesz?

– Nie licząc tego, że nadal wypluwam dym, to jest nawet dobrze.

Aina zaśmiała się trochę głośniej.

– Cieszę się, że masz dobry humor. Chciałam o czymś z tobą porozmawiać?

Samane spoważniała.

– To ty zabiłaś tych kilku Tora, zanim przybiegliśmy, prawda?

Samane odwróciła głowę w bok.

– Boisz się odpowiedzieć? – Aina znała taką reakcję.

– Znowu straciłam nad sobą kontrolę. – Samane nadal obwiniała się o całą tą sytuację.

– Samane bardzo szybko urosłaś w siłę. Z jednej strony się ciesze, a z drugiej

bardzo mnie to martwi. Musimy zmienić nasz trening. Jak wyzdrowiejesz, będę

zabierać cię w pewne miejsce. Teraz musisz nauczyć się kontroli, zanim wskoczysz

na wyższy poziom.

Samane przez chwilę zastanawiała się nad tym, co mówi Aina.

– Czy to pani uderzyła światłem w tamtą dziewczynę Tora? – Spytała.

– Jakim światłem? – Aina była najwyraźniej zdziwiona pytaniem.

– Zanim dyrektor strzelił w dziewczynę, uderzyło bardzo jasne światło.

– Atak ducha – szepnęła do siebie Aina.

– Co to takiego?

Aina wyglądała na zakłopotaną tym, że Samane to usłyszała.

– Muszę już iść, mam coś ważnego do załatwienia – Aina wstała i zbliżyła się

do drzwi.

– Niech mnie pani nie zbywa. To dla mnie ważne i chce wiedzieć, choćby to miała

być najgorsza prawda. – Samane była zdenerwowana tym, że Aina nie chciała

310 311

jej n iczego wyjaśnić.

– Powiem ci, jak stąd wyjdziesz i wyzdrowiejesz. To zbyt duży szok, byś teraz

o tym usłyszała. – Aina wyszła w nie najlepszym humorze, rozmyślając nad tym,

co się stało.

– O co tu chodzi? – Samane była lekko zszokowana.

Położyła się, gapiła w sufit i rozmyślając. Używając energii, próbowała wypchać

z siebie dym siłą, by szybciej wyszła ze szpitala i jak na razie ze skutkiem jej się to

udawało. Żałowała, że wtedy straciła nad sobą kontrolę. Gdyby nie wpadła w szał,

jej tarcza byłaby bardzo silna i wyparła dym. Może nawet dym by jej nie dotknął.

Samane obiecała sobie, że już nigdy więcej nie da się sprowokować i skupiła się

na pozbyciu dymu. Cały dzień używała energii i całkowicie wyparła go ze swego

ciała, plując i kaszląc przy tym. Wieczorem była tym bardzo zmęczona, miała zasnąć,

gdy w odwiedziny przyszła Yashi, a wraz z nią król i najwyższy generał Iroha.

– Jak się czujesz? – spytała Yashi.

– Ściągnęłam energią cały dym z siebie i jestem trochę zmęczona, ale poza tym,

czuję się bardzo dobrze. – Samane uśmiechnęła się, widząc złotowłosą księżniczkę.

– Czy to nie ryzykowne? – spytał generał .

– Oczyszczanie dymu to normalna rzecz. Próbowałam się tak obronić, ale straciłam

całą energię.

– Najważniejsze, że żyjesz – Yashi usiadła na łóżku, a król na krześle. – Tata ściągnął

najlepszych lekarzy i medyków, żebyś żyła.

– Dziękuję – Samane kiwnęła lekko głową na znak wdzięczności.

– Dwa razy uratowałaś mojej córce życie, więc przynajmniej jeden dług wdzięczności

mam u ciebie spłacony.

General Iroha spojrzał zdziwiony na króla.

– Nic mi o tym nie mówiłeś królu.

– Później ci wyjaśnię – uśmiechnął się. – Cieszę się, że już wszystko z tobą dobrze.

– Saya też się w końcu obudziła, ale jest bardzo osłabiona. Sojta i Axel są przy

niej – odezwała się znowu księżniczka.

– Wiem, że pewnie nie masz ochoty o tym rozmawiać, ale generał chciałby cię

wypytać o to, co wiesz na temat Tora i o wydarzenia z tamtej nocy – Wyjaśnił król.

Samane spoważniała, naprawdę nie miała ochoty dzisiaj o tym rozmawiać.

– Mnie wzywają obowiązki, więc muszę już wracać – król wstał. – Yashi musisz

wracać. Strażnicy cię odprowadzą.

Yashi smutna, że tak krótko widziała się z Samane, przytuliła się do niej.

– Do zobaczenia wkrótce Samane.

– Do zobaczenia – odparła Samane i pomachała Yashi na pożegnanie.

W sali została tylko ona i najwyższy generał Iroha. Przez moment trwała niezręczna

cisza.

– Mogę powiedzieć o Tora wszystko, co wiem, ale szczerze, nie czuję się na siłach,

by dzisiaj przypominać sobie zdarzenia z tamtej nocy. – Samane westchnęła.

– Więc powiedz mi o Tora, kim oni są, co potrafią? Bo dowiaduję się niesamowitych

rzeczy na ich temat i podobno mają powiązania z wojowniczymi klanami.

– Generał zdjął czapkę i usiadł na krześle, z którego wstał król.

– Dziadek nigdy o nich panu nie wspominał?

– Natknęliśmy się na nich kilka razy, ale nie sprawiali większych kłopotów, poza

tym dawniej nazywano ich nietoperzami. Twój dziadek niewiele o nich mówił,

twierdząc, że są niegroźni.

– Teraz urośli w siłę i coś planują w akademii – Samane wpatrywała się w łóżko.

– Mogę o coś spytać – Samane podniosła głowę i popatrzyła na generała.

Ten kiwnął głową, nie odzywając się.

– Jak udało się panu tak wysoko zajść?

– Jednak sobie przypomniałaś – generał wyglądał na lekko uśmiechniętego. To

zasługa Rety, on zmotywował mnie, by zdobyć wyższe stopnie. Przed śmiercią

przeczuwał, że zginie i zrezygnował ze stanowiska, proponując mnie. Wiele mnie

nauczył i wiele mu zawdzięczam.

– To pan nauczył mnie tańczyć – Samane uśmiechnęła się.

– Cieszę się, że pamiętasz młoda damo, ale chciałbym usłyszeć to, po co tu przyszedłem.

– Dobrze. – Samane nabrała powietrza i zaczęła mówić. – Tora to dawne wojownicze

rody, które odłączyły się, gdy powstało cesarstwo Sery. Sprzeciwili się

i zaczęli szkolić się według własnych reguł, korzystając wyłącznie z czarnej ki, czyli

złej energii. Przez tysiące lat wszyscy myśleli, że wyginęli. Nagle pojawili się znikąd

i to w dużej ilości i z potężnymi zdolnościami.

Tamtej nocy zaatakowało nas około czterdziestu. Szefowa jest w moim wieku

i nawet nosi to samo nazwisko. Sama mi je wyjawiła. Obawiam się jednak, że to

nie wszyscy i może być ich więcej.

– Jak atakują? – dopytywał się generał, uważnie się wsłuchując.

– Mają podobne zdolności, co wojownicze rody. Zabijają bez skrupułów i manipulują

strachem. Ta dziewczyna po mistrzowsku władała dymem z czarnej energii.

Podobnie jak wojownicy świetnie walczą i są dobrymi szpiegami i sabotażystami.

W planowaniu pułapek są mistrzami. Dodatkowo dochodzi iluzja snu. Dopóki

nie zostałam nią zaatakowana, nie miałam pojęcia, że istnieje jeszcze ktoś, kto

potrafi jej w taki sposób używać. Wiem, że tylko niewielu osobom udaje się ją

opanować. Jeśli są tacy dobrzy, to wśród nich mogą być talenty. Czasami w rodach

312 313

po j awiają się osoby o wyjątkowych zdolnościach, których nie można się nauczyć,

jak na przykład wyczuwanie niebezpieczeństwa. Taką zdolność ma Sayate, moja

przyjaciółka, która była ze mną i nieomal zginęła. Wiem, że mogą istnieć inne

talenty, ale nie mam pojęcia jakie. – Samane skończyła mówić, a Generał przez

chwile milczał.

– Sugerujesz, że czegoś szukają w akademii?

– Nie ma na to dowodów, ale tak przypuszczam. Mają jakiś plan i potrzebują

czegoś z akademii, by kontynuować dalszą jego część.

– Przyjdę jeszcze jutro, wysłuchać, co stało się tamtej nocy. – Generał wstał. –

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia panno Sejom.

– Dziękuję – Samane schyliła lekko głowę, a generał wyszedł.

Dziewczyna zasnęła. W nocy obudził ją jakiś dźwięk. Podniosła się i przed łóżkiem

zobaczyła zakapturzoną postać. Zmysły w momencie jej się wyostrzyły.

– To ty – Samane rozpoznała czarną energię postaci.

Dziewczyna ściągła kaptur i pokazała twarz. Była to szefowa.

– Jesteś nieśmiertelna? – spytała. Dlaczego żyjesz?

– Nieśmiertelna – zdziwiła się Samane. – Nie mam pojęcia, dlaczego żyję – zaczęła

irytować ją ta sytuacja. – Tylko po to tu przyszłaś? Liczyłam, że chcesz dokończyć

dzieła.

– Czyli nic nie wiesz? Wiesz, co to za światło, to które mnie uderzyło?

– Więc też je widziałaś?

– Dziw, że wasi mistrzowie niczego was nie uczą o talentach. Atak ducha to

bardzo rzadki talent. Możliwość skupienia energii poza własnym ciałem. Dar ten

posiadają tak zwani nieśmiertelni, obdarzeni opieką ducha bliskiej osoby. Uwalnia

się często samowolnie w sytuacji zagrożenia.

– Dziadek – pomyślała Samane.

Dziewczyna zebrała dym w dłoni. Samane przeczuła, że chce zaatakować i szybko

zeszła z łóżka. Zachwiała się lekko, ale wiedziała, że drugi raz nie da się tak

łatwo pokonać.

– Widzę, że pozbyłaś się dymu. Sporo musiało cię to kosztować – szefowa znów

uśmiechnęła się złośliwie.

Dym wokół jej dłoni zgęstniał i ruszył na Samane. Ta ledwo stojąc na nogach,

osłoniła się tarczą z energii. Nie zamierzała szarżować, by oszczędzić energię.

Szefowa zaatakowała jeszcze mocniej i nagle pojawiło się to samo światło, co poprzednim

razem i z impetem uderzyło w szefową.

– Sama widzisz – powiedziała, odskakując w tył przed atakiem.

Samane spojrzała na swoją dłoń, którą otaczała jasna energia, podobnie jak dłoń

szefowej otaczał dym.

– Zaraz, masz ten sam talent prawda? – Samane zorientowała się, o co chodzi.

– Owszem. – odpowiedziała szefowa, znowu atakując.

Samane cofnęła się, zasłaniając tarczą.

– Ale wiem też, że nawet jeśli ma się taki talent, nadal można zginąć. Sama tego

doświadczyłaś. A teraz skoro ci o tym powiedziałam, to wybacz, ale muszę chociaż

spróbować cię zabić – w ustach dziewczyny zabrzmiało to jednak, jakby nie oczekiwała

wybaczenia ani litości.

Samane znów spojrzała na dłoń i starając się skupić, uniosła obie ręce w gorę

i z zamachem rzuciła nimi w dół. Światło uderzyło w szefową od góry, dobijając ją

do ziemi. Dziewczyna jęknęła cicho, próbowała bronić się dymem, ale wyglądało

na to, że światło wiąże ją i krepuje ruchy. Samane nie potrafiła tego kontrolować,

choć nie utraciła energii, jej przeciwniczka uwolniła się i znów miała ruszyć, gdy

ktoś za jej plecami uderzył ją w kark. Szefowa upadła i siłą powstrzymywała się,

żeby nie zemdleć. Odwróciła się i gdy zobaczyła mężczyznę o długich siwych włosach,

związanych na szczycie głowy i z długą siwą bródką, wystraszyła się i uciekła.

– Mistrz Samas? – Samane była w szoku, widząc mistrza w akademii. – co ty

tutaj robisz?

Zaraz za mistrzem do pokoju weszła Aina i Dyrektor trzymający szefową.

– Nic ci nie jest Samane? – spytał dyrektor.

– W porządku – odpowiedziała, nadal spoglądając na dłonie, które teraz wyglądały

normalnie.

– Kim jesteś? – spytała Aina szefowej, ale dziewczyna milczała.

– To ich szefowa. To ona próbowała zabić mnie dymem w parku. – Odpowiedziała

Samane, spoglądając na nią .

Pozostali spojrzeli na dziewczynę Tora.

– Generał Aina mnie tutaj ściągnęła – odpowiedział mistrz Samas.

Szefowa korzystając z chwili nieuwagi, rzuciła się znów na Samane. Dziewczyna

odruchowo użyła ataku ducha i obie nawzajem się zablokowały, próbując się zabić.

Wywiązała się z tego patowa sytuacja. Energie niwelowały się nawzajem. Dym

przenikał się ze światłem, raniąc przeciwnika, a jednocześnie się broniąc.

– Albo obie zginiemy, co jest mało prawdopodobne, albo obie przestaniemy –

Szepnęła Samane.

– Samane odpuść – Aina chciała podejść, by je rozdzielić. Jednocześnie nie mogła

się nadziwić zdolnością, której używała Samane.

– Nie może – Samas powstrzymał Aine – Albo obie odpuszczą, albo energie

zniszczą je nawzajem. Jeśli Samane odpuści, zginie.

– Rozwiążemy to innym razem – odezwała się szefowa, słysząc wykład mistrza

Samasa.

314 315

D ziewczyny przerwały równocześnie, cofając się o krok.

– Jeszcze się spotkamy – Szefowa zarzuciła kaptur i powaliła na ziemię dyrektora,

który próbował ją złapać.

Generał szybko podniósł się i chciał ją gonić, ale Samas go powstrzymał.

– Nie złapiesz jej, generale.

Samane słaba po walce opadła z sił na podłogę. Aina zbliżyła się i pomogła Samane

wejść do łóżka.

– Atak ducha. Dlaczego mnie nie dziwi, że akurat ty masz taki talent – uśmiechnął

się mistrz Samas i usiadł na krześle obok. – Twój dziadek Reta teżgo miał .

– W sumie to przyszliśmy tu z inną sprawą – odezwał się dyrektor, otrzepując

mundur. – Ale nie wiem, czy masz na tyle siły, by o tym rozmawiać.

– Proszę, nie ukrywajcie niczego przede mną.

Aina westchnęła.

– O talencie porozmawiasz z mistrzem. Szczęście, że jego przeczucia były nieomylne

i w porę się zjawiliśmy, ale skoro już tu jest, to myślę, że nie ma się o co

martwić. Przyszliśmy tutaj, bo Tiri skontaktowała się z Leeme. Tora zmusili ja do

złamania systemu szkoły i znalezienia czegoś. Tiri napisała w wiadomości, gdzie

się znajduje i udało jej się odzyskać kostkę. Ma też jakiś plan, jak zemścić się

na Tora, ale musimy ją uwolnić.

Samane ucieszyła się, że Tiri żyje i ma plan. Znając ją, pewnie wymyśliła jakiś

ciekawy trik, by zniszczyć system, którym posługują się Tora.

– Chcielibyśmy, żebyś nam pomogła Samane. Dyrektor ma pewien plan.

– Spodziewają się mnie. Oni tylko na to czekają – Samane się to nie spodobało.

– I właśnie to mam zamiar wykorzystać – odezwał się dyrektor – Jesteś inteligentną

dziewczyną . Pomyśl.

– Mam robić za przynętę – odpowiedziała bez chwili namysłu.

– Nawet nie musiałaś się nad tym zastanawiać. Dla ciebie to oczywiste –

uśmiechnął się generał. – Oczywiście potem wkroczą zawodowi żołnierze i odbiją

Tiri. Dzięki Leeme i Tiri nasi szpiedzy już znaleźli dokładną lokalizację kryjówki

i wejścia do niej.

– A co jeśli się nie nabiorą?

– Będziemy improwizować. Dobrze wiesz, że nigdy nie można być niczego pewnym.

Samane lekko posmutniała.

– Chcesz pomóc Tiri, prawda? – Dyrektor spojrzał jej w oczy. – Tylko ty możesz

to zrobić.

– Dobrze – Samane odzyskała pewność siebie i z uśmiechem odpowiedziała

swoim odważnym i pełnym nadziei wzrokiem.

– Muszę jeszcze porozmawiać z Sayate – powiedział generał i razem z Ainą wyszli.

– Jesteś pewna, że chcesz brać w tym udział? – spytał mistrz.

– Nie zostawię tak przyjaciółki. Dziadek nigdy nikogo nie zostawiał.

– Jak ci idzie nauka? Przyzwyczaiłaś się już? – mistrz zmienił temat.

– Nawet dobrze. Przypuszczam, że generał Aina i dyrektor już ci wszystko wyśpiewali.

Mistrz pochylił się lekko na znak, że to prawda.

– Wiem, że idzie ci tu nawet lepiej niż dobrze, ale nie spodziewałem się po tobie

niczego innego.

Samane zaśmiała się.

– Ale wiem, że masz też wiele problemów i dlatego tu jestem. Jak wyzdrowiejesz,

dokończymy iluzje. Myślę, że powinienem nauczyć cię korzystać z twojego

nowego talentu. Zastanawiałem się, dlaczego twój talent jeszcze się nie przebudził,

skoro tak dobrze ci szło, ale atak ducha wymaga ogromnej energii i pojawia się

dosyć późno. Jeśli nie będziesz potrafiła go kontrolować, może obrócić się przeciwko

tobie.

Samane spuściła głowę, była zła na siebie, że już drugi raz straciła nad sobą panowanie.

Mistrz dotknął jej ramienia.

– Po to tu jestem Samane. Nie bierz tego aż tak bardzo do siebie. Znam cię od

dziecka, wiem, że bardzo ciężko cię złamać. Jeśli straciłaś opanowanie, to musiał

być naprawdę mocny bodziec.

– A co z Lyrą? – spytała, nie podnosząc głowy.

– Spokojnie, Koro jej przypilnuje. A propos , przysłał prezent dla ciebie – mistrz

sięgnął do rękawa swojej szaty i wyciągnął niewielki przedmiot.

Była to kula ze śniegiem. W środku znajdowała się wyrzeźbiona para zatrzymana

w tańcu na lodzie. Podstawa zawierała płaskorzeźby z wulkanem Mao, klifami

nad morzem, Drzewem na wzgórzu, pod którym lubiła siedzieć i w końcu jej

rodzinny dom, w którym teraz została Lyra. Mistrz nakręcił klucz zamontowany

od spodu i para wewnątrz kuli, zaczęła tańczyć w wirującym śniegu, przy wtórze

spokojnej melodii.

Samane polały się z oczu łzy .

– Przy tej piosence się poznaliśmy – wspomniała. – Wywróciłam się, jeżdżąc

na lodzie podczas świętowania nowego roku, a on podjechał i pomógł mi wstać.

Przedstawił się, a potem razem tańczyliśmy.

– Dobrze to pamiętam – mistrz uśmiechnął się, zatapiając w wspomnieniach.

Po chwili otrząsnął się i spojrzała na zegarek.

316 317

– Będę się już zbierał, muszę znaleźć jakiś nocleg w hotelu.

– Uważaj na siebie mistrzu.

– Martw się o siebie Samane. Musisz szybko wyzdrowieć, jeśli chcesz pomóc

przyjaciółce – mistrz zatrzymał się przed drzwiami i obejrzał do tyłu.

Samane kiwnęła głową, popatrzyła na mistrza. Samas dostrzegł, że oczy Samane

odzyskały dawny blask i pewność siebie i ucieszył się z tego powodu. Bał się,

że Samane załamie się z żalu i obwiniania o porażkę, ale teraz wiedział, że już nie

musiał się o nic martwić.

Samane przespała całą noc spokojnie, odzyskując sporą ilość energii. Spała bardzo

długo, prawie do południa. Obudziło ja szuranie krzesła. Otworzyła oczy,

a w pokoju znajdowała się jej drużyna i Leeme.

– Wybacz, że cię obudziliśmy – odezwała się Sojta.

– Nie szkodzi – Samane przecierała oczy , usiadła na łóżku.

– Wypoczęłaś? – spytała Leeme, odrzucając warkocz do tyłu i przysuwając stolik

do łóżka.

– Wyspałam się za wszystkie czasy – odpowiedziała Samane, zdziwiona przyglądając

się temu, co robi Leeme.

– Pewnie ci się tutaj nudzi, więc przynieśliśmy coś – Orli podniósł do góry rękę,

w której trzymał pudelku z kolorowymi rysunkami i napisem „Królestwa.”

Samane na widok gry uśmiechnęła się. Chłopak rozłożył plansze tak, że przykrywała

prawie cały stolik. Następnie zaczął rozkładać figurki z rożnymi postaciami,

dla każdej z czterech osób w innym kolorze. Potem podzielił po równo karty i rzucił

kostkę na rozpoczęcie gry. Miki stał z boku i przyglądał się grze. Sojta rzuciła

kością, przesuwając swoje figury kilka pól do przodu, a potem wyciągając kartę,

która dała jej kilka ruchów więcej. W następnym ruchu Samane strąciła trzy figury

Orlego. Do pokoju wszedł generał Iroha, ale nikt go nie zauważył. Leeme wytoczyła

połowę swoich figur na środek planszy, używając pięciu kart. Orli zaatakował

swoimi figurami Sojte, ale ta w następnym ruchu zabrała większość jego pionków.

– Następnym razem zaatakuję Samane – powiedział zawiedziony utratą.

– Wyzywasz mnie! – zaśmiała się Samane – Ty wyzywasz mnie? – dziewczyna

spojrzała na swoje karty i rzuciła kostką. Wypadło sześć oczek, a Samane zaśmiała

się złośliwie – Nie lekceważ potęgi wojowniczych rodów! – zawołała, rzucając trzy

karty na środek i zabierając wszystkie figury Orlego na swoją stronę.

– Co! – Orli zszokowany spojrzał na to, co się stało.

– Trzeba było ze mną nie zaczynać – Samane zaśmiała się głośno. Game Over

kolego – wskazała palcem na zawiedzionego Orlego.

W następnym ruchu Leeme zabrała kilka figur Samane.

– Poczekaj, odwdzięczę ci się za to?

– Nie wyzywaj mnie, bo skończysz jak Orli – zaśmiała się Leeme.

– Może mógłbym grać za Orlego – zaproponował Miki.

– Nie nadajesz się do tego. To wymaga pewnych taktycznych umiejętności –

przygadał Orli.

– Dwie kolejki temu straciłeś całą swoją armię – skomentowała Samane, a wszyscy

oprócz Orlego ryknęli śmiechem, trzymając się za brzuchy.

Ekipa nagle zauważyła najwyższego generała. Wszyscy oprócz Samane wstali

na baczność i zasalutowali.

– Spocznij – odpowiedział generał. – Nie przeszkadzajcie sobie, chętnie zobaczę,

jak to się skończy.

Samane poczuła się trochę niezręcznie, nie chciała grać w obecności generała.

Miki , oddał gościowi krzesło .

– Nie trzeba – odpowiedział.

– Proszę, ja i tak przegrałem i nie mam ochoty patrzeć – Orli podszedł do okna.

W kilku kolejnych ruchach Leeme i Samane rozłożyły Sojtę i dziewczyna zawiedziona

dołączyła do Orlego. Teraz Leeme i Samane zawzięcie grały ze sobą.

– Poddaj się, mam przewagę liczebną – uśmiechała się złośliwie Leeme, licząc,

że złamie Samane.

– To jeszcze nie oznacza, że przegrałam.

Samane rozdzieliła swoje figury, otaczając Leeme. Ciemnoskóra dziewczyna

rzuciła kartę na stół i kilka jej figur znalazło się po stronie Samane, atakując ją

od tyłu.

Samane zrobiła przerażoną i zaskoczoną minę, ale chwilę później spoważniała

i w kolejnych dwóch kolejkach rozłożyła armię Leeme na łopatki.

– Jak to, przecież miałaś mniej figur? – zdziwiła się Leeme.

– Nie liczy się ilość tylko spryt. Nie w takich sytuacjach wygrywano bitwy.

Leeme zszokowana patrzyła na planszę, próbując dojść do tego, jak to się stało,

że przegrała.

– Wasza koleżanka ma rację – odezwał się generał Iroha.

– Samane jest w tym najlepsza – odezwała się Sojta, spoglądając z zachwytem

na planszę.

Orli odsunął się od okna i posprzątał grę, widząc, że partia już skończona.

– Wpadniemy jutro, odezwała się Leeme, ukłoniła się lekko i wyszła razem z pozostałymi.

– Jak się dzisiaj pani czuje? – spytał generał.

– Dobrze. Lekarz powiedział, że prawdopodobnie jutro już mnie stąd wypuszczą.

Przyszedł pan, żeby dowiedzieć się, co się stało tamtej nocy?

Generał kiwnął głową.

318 319

– Po powrocie do pokoju zauważyłam, że Tiri bardzo długo nie wraca. Zaniepokoiłam

się i postanowiłam jej szukać, zabrałam do pomocy swoją drużynę i drużynę

Sayate, potem dołączyła do nas trzecia grupa. Rozdzieliliśmy się. Poprosiłam

Leeme, by spróbowała namierzyć Tiri po sygnale z zegarka i jak widać przyniosło

to dobry efekt. Ja i Sayate biegłyśmy przez park. Nagle otoczyło nas około czterdziestu

Tora. Musieli przewidzieć, że tam się zjawimy. Obstawiam, że porwanie

Tiri było pretekstem, by wyciągnąć nas z akademii.

– Zaplanowana pułapka? – spytał generał.

– Tak – odpowiedziała Samane – wywiązała się walka i jakoś udało nam się uciec

i ukryć za drzewem, dopóki Tora się nie rozproszyli. Już miałyśmy wrócić, gdy

drogę zagrodziła nam szefowa, przedstawiła się tak, a potem wyjawiła, że nosi to

samo nazwisko co ja. Walczyłyśmy z nią i pozostałymi, którzy nagle nas znaleźli.

Szefowa zaatakowała nas dymem i prawie zabiła.

– Słyszałem o planie, który wymyślił generał Titan. To prawda, że chce użyć

ciebie jako przynęty?

– Tak.

– Zgadzasz się na to? – generał był wyraźnie zdziwiony.

– Ta kobieta prawie cię zabiła. Nie boisz się kolejny raz z nią spotkać?

– Nie. Drugi raz nie popełnię tego samego błędu, poza tym wiem, czego można

się po niej spodziewać. Będą tam też inne osoby, jak przypuszczam.

– Aż tak bardzo ci zależy na tej dziewczynie? A co jeśli rzeczywiście jest zdrajcą.

W Samane coś drgnęło, gdy generał tak po prostu oskarżył Tiri.

– Nie zostawia się swoich – odparła lekko zdenerwowana – Ufam jej. Sama wybrałam

ją do swojej drużyny i wiem, że nigdy by nie zdradziła – Samane odważyła

się spojrzeć generałowi w oczy, by udowodnić, jak bardzo zależy jej na przyjaciółce.

– Rozumiem – odpowiedział generał – w takim razie życzę powodzenia panno

Sejom.

Samane ukłoniła się lekko, a generał wstał i wyszedł.

Czas w szpitalu dłużył się i Samane w końcu ucieszyła się, gdy ją wypuszczono.

Ubrała się w swoje ubrania i już miała wyjść, gdy do pokoju weszła Febra. Samane

spojrzała na nią zdziwiona, zarzucając kurtę od munduru.

– No proszę, ciebie się tutaj nie spodziewałam – odezwała się Samane, widząc,

że Febra jest zaskoczona.

– Chciałam cię odwiedzić, ale widzę, że się spóźniłam – odparła Febra cichym

głosem, trochę jakby nie była sobą.

– Co się dzieje? – Samane zauważyła, że coś jest nie tak.

– Wyjdziesz, to zobaczysz. Linia Frontu dotknęła dawnej granicy kraju. Nasi

cały czas są spychani na północ w głąb kraju, a Niezależne Ziemie Skały zostały

zbombardowane – Febrze nagle głos się załamał, a Samane wydało się to dziwne.

– Odprowadzisz mnie do akademika? – spytała Samane, zatrzymując się

w drzwiach.

Febra zamyślona zgodziła się i obie wyszły ze skrzydła szpitalnego. Przechodząc

obok jadalni zatrzymały się i spojrzały na ekrany. Samane mocno zaniepokoiła

ta sytuacja, zresztą nie tylko ją. Wokół stało kilkunastu innych uczniów, a ciągle

przychodzili nowi, zatrzymywali się i z przerażeniem patrzyli na mapę.

o

Wieczorem Samane usiadła na ławce przed akademikiem, spoglądała na złote

od zachodzącego słońca chmury. Drzewa chwilowo przybrały barwę pomarańczu

i różu. Ptaki tłukły się na drzewach, śpiewając dziękczynną arię na koniec dnia.

Drzewa brzozy lekko szumiały, a na dachu akademika gruchały gołąbki i cukrówki,

szukając sobie miejsca na nocleg. Samane rozmyślała o ostatnich wydarzeniach.

O tym, jak nieomal umarła, o porwaniu Tiri i morderstwach w akademii,

o próbie otrucia księżniczki. O jej walce z mrocznymi Tora. Przed oczyma miała

widok ekranu, pokazującego przesuwającą się w głąb kraju linię frontu i ogarnął

ją lekki niepokój.

– Tak wiele się dzieje, czy już zawsze moje życie będzie tak wyglądać? – myślała

głośno.

– Takie je sobie wybrałaś – odezwał się ktoś obok.

– Witaj Isae – powiedziała, rozpoznając koleżankę i zaprosiła ją na ławkę.

– Pięknie, prawda? – dziewczyna przyglądała się niebu i wsłuchiwała w szumiące

liście. Wyglądała na smutną. Brakowało jej entuzjazmu i radości, którą na co

dzień tryskała. Widocznie tragiczna śmierć kolegi z drużyny tak na nią podziałała.

– Ta… – przytaknęła Samane. – Rzeczywiście jest pięknie, ale dziwi mnie, że ty,

osoba, która przeszła już wiele misji i widziała wojnę na własne oczy, zachwyca się

drzewami i zachodem słońca.

– Jeśli widzisz ciągłą śmierć, szare zadymione powietrze, ciągłą walkę, słyszysz

jeden wielki huk, krzyki, czujesz ból i gorąc z wybuchających pocisków, a na dodatek

tracisz bliskie ci osoby, to zaczynasz dopiero widzieć, co jest piękne. Dopiero

wtedy widzisz wartość życia, każdej nawet najmniejszej istoty i zaczynasz to doceniać.

Świat jest piękny, ale oglądając go na co dzień, nie zwracamy uwagi na zachody

słońca, szum wiatru i śpiew ptaków. Tam gdzie pokój, słychać niebiańską muzykę,

ale nikt nie potrafi słuchać. Gra wokół nas, lecz jesteśmy na nią głusi. Nasz

wzrok też jest ślepy. Może stwórca wszechświata stworzył wojnę, by wyciągnąć nas

z naszej arogancji i pokazać prawdziwą wartość życia. Może po to istnieją wojny,

by ludzie zaczęli dostrzegać piękno, by zaczęli doceniać, to co tracą. Wojny będą

320 321

trw ały, póki ludzie nie obudzą w sobie na powrót dobrych iskier. Jesteś z wojowniczego

klanu, ty wiesz, co znaczy doceniać każdą chwilę życia. Żyć tu i teraz. Dzięki

temu twoja energia jest taka silna. Ty wiesz, co znaczy pokój, bo doświadczyłaś

wiele cierpienia. – Isae spojrzała na Samane. – Chociaż upadamy, te trudne chwile,

jeśli je przetrwamy, czynią nas silniejszymi. Ty przeszłaś w życiu tyle, by mieć jako

jedyna odwagę postawić się Tora. Pytasz, czy twoje życie już zawsze będzie tak

wyglądać? To twój świadomy wybór. To twoja decyzja. Takiego życia chciałaś, a to

czy takiego nadal chcesz, zależy tylko od ciebie. Dyrektor zawsze powtarza, że nie

chce w akademii kogokolwiek z przymusu.

Po długich słowach Isae nastąpiła chwila ciszy. Samane miała wrażenie, jakby

dopiero teraz świat się obudził. Wszystko wydawało się bardziej kolorowe, muzyka

piękniejsza, a powietrze czystsze. Samane czuła, że doświadczyła tego, o czym

mówiła jej towarzyszka. Czas przestał istnieć. Przestały istnieć pragnienia i zmartwienia,

została tylko ta piękna, obecna chwila.

– Niedługo zaczną się misje. Większość czwartych i piątych klas będzie poza

akademią. Jeśli coś mi się stanie, chciałabym, żebyś została przewodniczącą samorządu.

– Co! – Samane była zaskoczona propozycją.

– Nadajesz się do tego jak nikt inny. Widzisz, ja tylko panikowałam, bałam się

jak inni, a ty podniosłaś wszystkich na duchu. Przewodniczący powinien być jak

generał – jednać sobie ludzi i trzymać ich w pionie. Do końca roku i tak będę ciągnąć

tę rolę, ale pod moją nieobecność, proszę cię byś mnie zastąpiła.

– A Yashi?

– Księżniczka ma inne zadanie. Ona nawet nie będzie uczestniczyć w misjach.

Poza tym w obecnej sytuacji jest to trochę niebezpieczne. Myślę, że rozumiesz?

– Tak – Samane ciężko było odmówić po tym wszystkim Isae, choć taka rola

niezbyt jej się podobała, postanowiła jednak ją przyjąć. – Dobrze, zgadzam się –

odpowiedziała w końcu, a Isae rzuciła jej się na szyję.

Dziewczyny wstały, a latarnie na dziedzińcu powoli się zapalały.

– Samane musisz uratować Tiri.

Dziewczyna miała ochotę się odezwać, ale blondyna przyłożyła tylko palec

do ust.

– Ci... Wiem, że było ci ostatnio ciężko – Isae położyła dłonie na jej ramionach.

– pokonasz tą złą Samane, która jest w tobie. Wiem to. Nie bój się. Ty sobie poradzisz

jak nikt inny, a Tiri, ona czeka na ciebie. Wierzę, że uda ci się ją uwolnić. Sam

dyrektor powiedział, że bez ciebie plan jej odbicia się nie powiedzie.

Samane załzawiły oczy, a kilka łez popłynęło po policzku.

– Jeszcze nikt mi czegoś takiego nie powiedział – zaszlochała lekko, a głos jej

się załamał.

Dziewczyny patrząc na granatowe niebo i zapalające się w akademii okna, wróciły

do pokoi, czując, że to spotkanie coś zmieniło w ich życiu.

W końcu nadszedł czerwiec. Upały nasilały się coraz bardziej, momentami nie

dało się wytrzymać w słońcu. Samane przez ostatnie kilka dni ćwiczyła z Ainą

i Mistrzem, póki całkiem nie doszła do siebie. Sayate została wypuszczona ze

szpitala i kontynuowała swój trening. Jednak któregoś dnia Aina zabrała Samane

i jej mistrza do pewnego miejsca, zgodnie z obietnicą. Miejsce to mieściło się

na dwudziestym ósmym poligonie i trzeba było lecieć tam dwie godziny na ścigaczach.

Gdy Samane wylądowała, zobaczyła wysoką i stromą skałę o lekko różowej

barwie. Na jej szczycie widać było coś w rodzaju dziury. Samane przypuszczała,

że to jaskinia.

– Musimy wejść na gorę – Aina uniosła dłoń i wskazała szczyt.

– Potrafisz się jeszcze szybko wspinać? – zaśmiał się mistrz, wybił się z ziemi

i wskoczył na pierwszą półkę.

Zaraz za nim ruszyła Aina.

Samane stała przez chwilę, nie rozumiała o co chodzi.

– Przecież mogliśmy wylądować ścigaczami na górze – powiedziała do siebie –

Zaczekajcie na mnie! – zawołała i odpychając się dłonią od niższej półki na dole,

wyskoczyła w górę. Cała trójka używając energii wskakiwała na kolejne. Samane

dogoniła swoich mentorów tuż przed szczytem, myślała, że ich wyprzedzi, ale

przeliczyła się.

Lekko zadyszana wyprostowała się, stanęła blisko krawędzi i rozejrzała się dookoła.

– Prawda, że piękny widok – Aina dotknęła jej ramienia. – Chodź, nie mamy

zbyt wiele czasu.

Trójka ruszyła w kierunku wejścia do jaskini.

– Co to za dziwne miejsce, jaskinia na szczycie skały – dopytywała się Samane,

dotykając różowego kamienia, z którego zbudowana była skała.

– To legendarne miejsce. Ta skała jest meteorytem, który kiedyś spadł z kosmosu.

Wiele legend twierdzi, że to był statek, którym gwiazda Nan wylądowała, uciekając

zraniona po ataku Yin.

– Przecież Nan to gwiazda dziesięć razy większa od słońca, jak mogłaby tu spaść.

– To tylko Mitologia. Tak naprawdę myślę, że Nan była kobietą o wyjątkowej

energii. To ona rozesłała iskry po świecie, a to miejsce jest z nich wręcz stworzone.

Wejdziesz do środka, to sama zobaczysz – wtrącił się mistrz.

Samane weszła do środka, spodziewała się, że będzie ciemno, tymczasem to

miejsce świeciło samo z siebie. W skale zatopione były podłużne ostre przedmioty

322 323

pr z ypominające drzazgi, tylko że większe. Samane czuła niesamowicie silną energię.

– Rzeczywiście jest tu coś wyjątkowego – odezwała się, nadal rozglądając po ścianach

– Te świecące elementy to iskry, prawda?

Aina przytaknęła, popychnęła ją lekko, by szła do przodu. Po kilku chwilach

jaskinia skończyła się.

– Nauczyłaś się tworzyć własną iluzję, ale nie potrafisz jej utrzymać, podobnie

jak tarczy czy ataku ducha. Potrzebujesz jeszcze zdobyć sporą ilość energii, ale

najpierw musisz ją kontrolować – odezwał się mistrz, siadając na ziemi i krzyżując

nogi.

Obok usiadła Aina.

– Tracisz opanowanie i zbyt duża ilość energii nie może się utrzymać. Musimy

dojść do tego, co powoduje twoją wściekłość.

– Myślę, że do tego przydałoby się lustro – zauważyła Samane.

Aina wytrzeszczyła oczy.

– Mówisz o magicznym lustrze w pałacu?

– Tak – odpowiedziała.

– Chcesz się pozbyć swojej złej strony prawda? – spytał mistrz – By pokonać

lustro potrzebujesz wiedzieć, w czym problem. Musisz być przekonana, że jesteś

w stanie pokonać samą siebie. Dopóki nie wiesz, co jest z tobą nie tak, nie pchaj się

do lustra, bo może się to skończyć umysłowym paraliżem do końca życia.

– Do rzeczy – Aina również usiadła i skrzyżowała nogi – Musimy się połączyć.

Nauczyłaś się tworzyć własną iluzję, użyj jej na nas i pokaż jakąś sytuację, w której

tracisz kontrolę.

– Po pierwsze nie robiłam tego jeszcze na dwóch osobach równocześnie,

a po drugie, dlaczego robimy to akurat tutaj, przecież mogliśmy to zrobić w akademii?

– dziwiła się Samane.

– Chodzi o specyfikę tego miejsca. Jeśli wpadniesz w szał, nam będzie łatwiej cię

sprowadzić, a iskry zwiążą nadmiar twojej energii, dopóki się nie uspokoisz – wyjaśnił

mistrz, głaszcząc swoją siwą bródkę.

Siedząca ze skrzyżowanymi nogami Samane ułożyła dłoń na dłoni, stykając ze

sobą kciuki i zamknęła oczy. Wyobraziła sobie scenę, gdy walczyła z szefową, a potem

wyobraziła sobie, jak ten obraz wraz z energią leci do głowy mistrza i Ainy.

Poczuła się trochę obciążona, rozdzierając energię w dwie strony. Teraz skupiła się

bardziej na obrazie, na tym, co wtedy przeżyła i na momencie, gdy szefowa powiedziała

jej, że już nie zobaczy Tiri. W Samane znów coś drgnęło, ale pamiętała, jakie

to miało konsekwencje ostatnim razem i zdołała zapanować nad swoim gniewem.

Kolejne sytuacje nasuwały jej się same i wszystkie dotyczyły tego, że uważała siebie

za demona, ale potem przypomniała sobie rozmowę z Ainą i to, o czym mówił jej

dyrektor . Była to krótka sytuacja rozgrywająca się jakby we śnie, wszystko wokół

było czarne i zawieszone w nicości. Patrząc oczami Samane widać było Lyrę – jej

młodszą siostrę, w której serce trafia kilka pocisków. Na białej bluzce czternastolatki

widać jaskrawo czerwoną krew. Samane niewytrzymała i z krzykiem wstała,

straciła nad sobą kontrolę, energia w czerwonym kolorze zaczęła wydostawać się

z jej ciała, a ona trzymając dłońmi głowę, zaczęła się miotać. Aina i mistrz zerwali

się z ziemi i doskoczyli do Samane. Iskry w ścianach zaświeciły mocniej i wystrzeliły

z siebie coś w rodzaju lin, które spętały dziewczynę i zaciskały się tym mocniej,

im bardziej była wściekła, powodowały ból.

– Jak się uspokoisz, liny się poluzują – odezwała się Aina, a mistrz przyłożył

dłonie do jej głowy w okolicach skroni.

Samane poczuła ulgę i liny poluzowały się i zniknęły. Słaba padła na ziemię,

westchnęła.

Aina była lekko zmartwiona, że Samane znowu straciła kontrolę, ale widziała

to nie pierwszy raz. Natomiast mistrz patrzył na dziewczynę prawie przerażonym

wzrokiem.

– Lyra prawda? – zapytał – Boisz się o nią?

– Pomyślałam o tym tylko raz, a teraz samo jakoś przyszło. Nie wywoływałam

tego. – Głos załamał się jej, jakby miała zaraz się rozpłakać.

– To miejsce wyciąga to, co najbardziej siedzi w twojej głowie – wyjaśniła Aina.

– Pani generał, może nas pani zostawić na chwilę samych – poprosił mistrz.

Aina rozumiała sytuację i udała, że wychodzi na zewnątrz, tymczasem schowała

się za zakrętem korytarza, ukrywając swoją obecność i przysłuchując się rozmowie.

– Nie spodziewałem się tego po tobie – odezwał się mistrz z niepokojem.

– Mistrzu, powiedz mi, że Lyra nie postanowiła iść w moje ślady – spojrzała błagalnie.

– Nic mi o tym nie wiadomo – odparł mistrz. – Ostatnio bardziej przykłada się

do treningów i poświęca im więcej czasu. Przestała tak bardzo przejmować się

swoim wyglądem i urodą. Nie wiem, co siedzi w jej głowie, nigdy się z tego nie

zwierza, a na razie nie doszliśmy do pozbywania się strachu. Poza tym ona się do

tego nie nadaje i myślę, że ty jesteś tego świadoma.

– I właśnie ta myśl mnie przeraża najbardziej – Samane spuściła głowę. – Boję

się, że ze względu na mnie, ktoś mógłby ją zaatakować, na przykład ktoś ze Skały ,

a szczególnie mroczni Tora, którzy wiedzą wszystko o klanach.

– Samane, i ty i Lyra pochodzicie z wojowniczych rodów, gdzie przeznaczeniem

większości jest walka, a zginąć w jej trakcie to honor. Macie nieugięte charaktery

324 325

i o s obowości, których nie da się niczym zastraszyć, nawet śmiercią bliskich. Nawet

gdyby było tak, jak przypuszczasz, że Lyra chce iść do akademii, to nie możesz

pozwolić, by było to twoją słabością. Takie jest wasze życie w klanach. Możecie

zginąć i zarówno ty jak i ona, musicie być na to gotowe w każdej chwili. Pogódź się

z tym. Takie są realia wojny.

– Gdyby to było takie proste – Samane znów westchnęła. – Nie jesteśmy maszynami

bez uczuć. Strata każdej osoby boli.

– Powtórzę, takie są realia wojny. Ostrzegałem cię, zanim ruszyłaś do akademii

,że mogą cię spotkać okropne rzeczy i wydarzenia, z którymi sama będziesz musiała

sobie poradzić.

– Nie chcę nawet o tym myśleć. – Samane znów spuściła głowę.

– Nie ucieka się od problemów, inaczej cię pochłoną. Zmierz się z nimi, tak jak

z tą myślą. Nie ominiesz tego. Musisz przez to przejść. Jeśli nie pogodzisz się z tym,

że bliskie ci osoby mogą zginąć, nie zapanujesz nad swoimi emocjami.

– Nie chcę uciekać, ale to trudne.

– Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Poza tym, gdyby to było proste, nie byłoby

warte poświęceń. Jeśli przejdziesz przez burzę, czeka cię tęcza, pamiętasz?

– Tak – Samane zamknęła na chwilę oczy, wspominając dziadka i mistrza towarzyszących

jej podczas powrotu do domu w trakcie burzy. Wiał wtedy silny wiatr

i ciężko było stawiać kroki. Gdy dotarli do domu, burza zelżała i pojawiła się tęcza.

Mała Samane w trakcie burzy bardzo się bała i chciała uciekać w drugą stronę,

a wtedy dziadek powiedział jej właśnie te słowa.

– Więcej wiary w siebie Samane. Znam cie, wiem, że tak łatwo nie odpuścisz.

– Przynajmniej teraz wiesz, w czym problem – odezwała się Aina, wychodząc

zza zakrętu jaskini – musimy już wracać, ponaglała, wskazując w stronę wyjścia. –

Spróbujemy znowu. To był tylko początek.

Komentarze