Rozdział 14 Ryzykowna zagrywka

Samane postanowiła iść na centralny dziedziniec. Popołudnie było ciepłe i aż żal

było nie skorzystać. Większość osób pozajmowała już ławki. Niektórzy rozsiedli

się na ciepłym bruku. Dziewczyny z innych klas leżały z boku dziedzińca na kocach,

rozbierając się do strojów , a po krzakach chowali się chłopcy z aparatami

i kamerami. Samane szukała kogoś ze swojej klasy, ale nie widziała żadnej znajomej

twarzy. Usiadła na bruku na kraju dziedzińca, gdzie było najwięcej przestrzeni

i najdalej od tłumów odpoczywających uczniów. Ściągła kurtę i podkładając ręce

pod głowę zasnęła.

– Cześć. Mogę się dosiąść? – spytał ktoś, budząc ją po piętnastu minutach.

Podniosła głowę i ze złowrogą miną spojrzała na stojącą nad nią dziewczynę

o podobnej fryzurze. Różniła się jedynie kruczoczarnym odcieniem włosów.

Dziewczyna przestraszyła się spojrzenia Samane.

– Chcesz czegoś? Przeszkadzasz mi w drzemce. – zmrużyła oczy i była zdziwiona,

że jej sztuczka z wzrokiem nie zadziałała na dziewczynę.

– Paraliż wzrokiem na mnie nie działa.

Samane podniosła się.

– Jesteś z rodu Mai? – domyśliła się. – Boczna gałąź klanu Kang.

Dziewczyna kiwnęła głową.

– Jestem z pierwszej technologicznej. Nazywam się Mai Mai. Przy czym Mai, to

zarówno imię jak i nazwisko. Mam z tym sporo problemów.

– Dziewczyna z klanów w sekcji technologicznej? – dziwiła się Samane.

– Wielu mnie o to pyta, ale składanie zabawek to moja pasja.

– Czego chcesz ode mnie?

– Słyszałam, że jesteś miłą i życzliwą osobą, a tu taka chłodna reakcja.

Samane jeszcze raz spiorunowała ją wzrokiem, by się upewnić, że na pewno

pochodzi z rodu Mai.

– Widzę, że się upewniłaś co do mnie, a teraz sprawa, z którą przyszłam – Dziewczyna

usiadła na ziemi blisko Samane.

– Przez przypadek podsłuchałam waszą dawną rozmowę o tym, jak planujecie

358 359

wy k urzyć Tora z akademii.

Samane zaciskała zęby z wściekłości.

– Nie denerwuj się tak. Moich zabawek nie da się dostrzec ani wyczuć – Mai

nacisnęła guzik w zegarku i na jej ramieniu usiadła wrona. Wyglądała jak żywa.

– Wygląda jak prawdziwa, ale nie otacza ją energia. To robot? – spytała Samane.

– Owszem. Mój autorski wynalazek. Od miesiąca powszechnie stosowany przez

szpiegów. Dostałam za to nawet wyróżnienie. Jest niewykrywalny dla jakichkolwiek

skanerów i otoczony polem siłowym, dlatego nie można go zestrzelić. Nagrywa

dźwięki i obraz z dosyć dużych odległości. Najciekawsze jednak jest to, że energia,

która go zasila, to iskry.

– Jak to? – Samane mimo że nie znała się na tym, była zafascynowana wynalazkiem.

Samo to, że robot był napędzany energią inną niż mechaniczna, wydawało

jej się czymś niezwykłym.

– Masz tego więcej? – spytała.

– Owszem. I mogę wam pomóc.

– Dlaczego tak bardzo chcesz do nas dołączyć? – Samane zastanawiała się, co

dziewczyna chce przez to osiągnąć.

– Tora zabili moją matkę, ojca i brata. Została mi tylko starsza siostra, ale dwa

lata temu wróciła z misji w ciężkim stanie i raczej do końca życia będzie jeździć

na wózku.

– Dzieciaki z klanów nie mają w życiu lekko – westchnęła Samane, spuszczając

głowę.

– Też kogoś straciłaś? – spytała Mai.

– Wszystkich. Została mi tylko młodsza siostra. Zajmuje się nią Krewny

z rodu Oto.

– Boczna gałąź – szepnęła dziewczyna.

– Zgodzę się, żebyś dołączyła, ale na razie nie mamy żadnego planu. Nie wiadomo,

czy pomysł dojdzie do skutku.

– W razie gdyby coś się działo albo potrzebowałabyś pomocy, zapisz sobie mój

numer. – dziewczyna wyciągła rękę z zegarkiem.

Samane zastanawiała się, czy może zaufać dziewczynie. Nie znała jej i nie wiedziała,

czy przypadkiem nie udaje kogoś z klanu, a tak naprawdę mogła być Tora.

Z drugiej jednak strony, jeśli jej robot zasilany był iskrami, to niemożliwe byłoby,

żeby Tora mógł nim sterować.

– Dobrze, ale ta rozmowa zostaje między nami. – Samane przyłożyła swój zegarek

i numery obu zapisały się. – Jeśli komukolwiek powiesz, zabiję cię.

Dziewczyna przestraszyła się. Mimo iż paraliż wzrokowy na nią nie działał,

wzrok Samane mówił jej, że nie żartuje.

Nagle dało się usłyszeć jakąś kłótnię. Samane dostrzegła Tiri, rozmawiającą z ojcem.

Wyglądało to tak, jakby ojciec znowu miał ją uderzyć albo był to początek

bójki. Tiri nie wyglądała na taką przestraszoną i stawiała ostro na swoim . Ojciec

chyba nie spodziewał się u niej takiej pewności siebie.

– Czy to nie szef Mana Company i jego córka Tiri?

– Owszem – odparła Samane do zaskoczonej Mai. – Jest w mojej drużynie.

– Jej – Mai aż podskoczyła uradowana. – Zawsze chciałam spotkać Tiri. Podziwiam

jej ojca.

– Naprawdę go podziwiasz, a nic o nim nie wiesz. Spójrz jak traktuje Tiri. – Samane

nie spodobało się to uwielbienie – wybacz, ale muszę coś załatwić – Ruszyła

przez dziedziniec i minęła ogromną fontannę. Ojciec Tiri wściekły odszedł, a jego

córka została na placu.

– Wszystko w porządku? – spytała Samane, gdy się do niej zbliżyła.

– Nie. – Tiri zaciskała pięści z wściekłości. – Nawet nie spytał, jak się czuję

po tym wszystkim? – i Siłą powstrzymywała się, by łzy nie pociekły jej z oczu. Nie

chciała robić kolejnego widowiska na oczach uczniów.

– Choć, przejdziemy się na pizzę – Samane objęła Tiri i przytuliła ją. Dopiero

teraz poczuła, jak bardzo dziewczyna schudła. – Musisz się porządnie najeść i odzyskać

siły. Chodźmy się przebrać.

Dziesięć minut później zaprowadziła Tiri na lądowisko.

– Zabiorę cię w fajne miejsce. Dostałam sporo za ostatnią misje, więc dzisiaj ja

stawiam, cokolwiek sobie zażyczysz. Samane uśmiechnęła się, oglądając na przyjaciółkę,

gdy wsiadała na ścigacz. Wiatr osuszył załzawione oczy Tiri, a gdy zobaczyła

galerię, zapomniała w ogóle o wszystkim, co się ostatnio działo. Samane

uśmiechnęła się.

– Podobnie ja zapomniałam o problemach, gdy Aira i Sayate zabrali mnie nad

jezioro – pomyślała Samane, przypatrując się Tiri, która podziwiała złoty pył, sypany

na ludzi przez przebierańców na szczudłach.

– Nawet żołnierze potrzebują odpoczynku. Choć mają wiele problemów, z którymi

muszą sobie radzić i ukrywać swoje emocje, to oni też muszą się czasem

rozerwać. Schować w swoim miejscu i przemyśleć różne sprawy. Spotkać przyjaciół,

odwiedzić dawnych znajomych. Mimo wszystko nadal jesteśmy tylko ludźmi.

Choć walczymy jak demony, to wciąż mamy te same serca pragnące pokoju. Bez

odpoczynku chyba byśmy zwariowali. Pani Aino, dyrektorze mieliście rację. Nigdy

więcej nie będę uważać siebie za złego stwora. Choć zabiłam już kilka osób co

nie do końca mi odpowiada i nie za dobrze się z tym czuję, takie są okropne prawa

wojny. Swoją drogą, czy ona kiedyś się skończy? – Samane spojrzała w górę na sufit

i cieszyła się złotym pyłem.

360 361

T iri bardzo spodobała się restauracja w militarnym stylu. Na miejscu Samane

spotkała też Orlego i Kazari, a niedługo potem nie wiadomo skąd pojawiła się

Sojta, twierdząc, że przeszkadzamy im w randce. Orli oczywiście wszystkiego się

wyparł, ale mimo to było zabawnie. Tiri odzyskała humor. Zjadła sama całą pizze.

– Samane, ja chciałam cię przeprosić za moje zachowanie, byłam złą partnerką,

a co dopiero przyjaciółką, nie ufałam ci i źle życzyłam, a ty narażałaś własne życie,

żeby mnie uratować – odezwała się, gdy skończyła, a oczy znów jej załzawiły. –

Wybaczysz mi?

– Cieszę się , że tutaj jesteś, to mi wystarczy – Samane przytuliła przyjaciółkę.

– Ty jesteś nasza i nie oddamy cię – zawołała entuzjastycznie Sojta.

– Dyrektor zaproponował mi przeniesienie do trzeciej klasy , ale odmówiłam.

– Aż do trzeciej klasy?! – zdziwił się Orli.

Chłopak cały czas spoglądał ukradkiem na Kazari.

– Dlaczego odmówiłaś? – spytała Tiri.

– Nie zostawia się swoich. Ty jesteś jedną z nas, jesteś w mojej, naszej drużynie.

Powiedziałam dyrektorowi, że nie po to narażałam życie, by cię ratować, żeby teraz

przenosić się do innej klasy. Wy jesteście moją kochaną drużyną i nie zamienię

was na nikogo innego. Ludzie są niezastąpieni i dlatego ich się nie wymienia.

Tiri i Sojta rozpłakały się i rzuciły przyjaciółce na szyję. Samane z tego wszystkiego

wzruszyła się i też rozpłakała.

– No proszę, takiej strony naszej wojowniczej księżniczki jeszcze nie znałem –

odezwał się ktoś z tyłu.

– Pan dyrektor – Zdziwiła się Sojta.

Wszyscy wstali i chcieli salutować, ale dyrektor ręką kazał im usiąść.

– Nie widzicie, że jestem po cywilu. Można się dosiąść? – spytał. Ubrany był

w jeansy i typową męską koszulę.

Wszyscy siedzieli niezręcznie.

– Jak się macie dziewczyny? – spytał patrząc na Samane i Tiri.

– Myślę, że jest w porządku – powiedziała Tiri.

– Mam wrażenie, że ostatnio coś często się pan koło nas kręci – zauważyła Sojta.

– Chodzi pewnie o mnie – odezwała się Samane.

– O jej, za dobrzy jesteście, już zostałem nakryty ze swymi intencjami. Przyciągnęła

mnie jednak wasza rozmowa. Powiem tak. Samane jest złotym skarbem, jednym

na milion, odmówiła mi przeniesienia do wyższej klasy ze względu na was.

Takiego oddania nie spotyka się często u dowódców.

– Za kilka lat może Samane zostanie generałem – zaśmiał się Orli.

– Niech pan uważa, bo jeszcze pana ze stanowiska wygryzie.

Dyrektor się zaśmiał.

– Mam nadzieję, że wtedy będę już na emeryturze. Ale wracając do sprawy. Szanujcie

Samane, bo drugiej takiej osoby nie znajdziecie. Doskonale rozumiem jej

decyzje. To prawda, że ludzie są niezastąpieni, a strata każdego boli. Jednak pochwały

nie powinny płynąc tylko do Samane, cała wasza drużyna jest utalentowana.

Ba, a nawet klasa. Tak zgrane roczniki też są rzadko spotykane. Tiri, tobie

należą się największe brawa . Przetrwać coś takiego jak niewola, do tego przebudzenie

energii i twoje umiejętności, no i coś czuję, że narobiłaś im niezłego bałaganu

w systemie. Orli niesamowicie się wybronił wtedy nad hangarami, gdyby nie

ty i nieobecna Leeme, nie udałoby się namierzyć kryjówki Tora. Wiele musicie się

jeszcze nauczyć, ale widzę w was duży potencjał i nieograniczone niczym, nawet

ustrojem politycznym czy sytuacją na froncie, możliwości. Wyglądacie mi na takich,

którzy razem poradzą sobie w każdej sytuacji.

– A pana drużyna? Jaką pan w końcu miał prawda? – Spytała Kazari.

Dyrektor gwałtownie zamilknął zaskoczony pytaniem.

– No racja. Nic o panu nie wiemy. Proszę nam coś opowiedzieć, na przykład

jakąś przygodę albo bitwę. Też będzie to dla nas nauka. –

– No dobrze – dyrektor zamilkł na chwilę, a potem zaczął mówić. – Owszem

miałem drużynę.

– Pewnie był pan dowódcą? – odezwała się Sojta, wyczekując z napięciem dalszego

ciągu historii, która pewnie była o niesamowitych bohaterskich czynach

na wojnie i tajnych akcjach szpiegowskich.

– Byłem pomocnikiem.

Sojta zdziwiła się.

– Z mojej drużyny pozostałem tylko ja. Wszyscy zginęli w ciągu jednej misji.

– Dyrektorowi ręce jakby trochę zadrżały. – Zostaliśmy złapani w zasadzkę. Mieliśmy

przechwycić plany ataków Skały. Cała misja była dokładnie zaplanowana.

Pokonaliśmy strażników w jednej z baz i nasz informatyk włamał się, wyłączając

wszystkie zabezpieczenia. Dalej poszło gładko. Kilku kolejnych strażników zostało

powalonych na ziemię. Dotarliśmy do ukrytego w podziemiach pomieszczenia

i pewni zwycięstwa, zabraliśmy plany. Wtedy nie wiadomo jak zabezpieczenia

same się uruchomiły. Moja siostra Mila podpięła się ze swoim laptopem do głównego

komputera, ale nagle jej komputer wybuchł, a ona upadła na ziemię, nim

zdążyła się podnieść, ktoś postrzelił ją w nogę, a potem z góry spadł zaostrzony

metalowy drąg przebijając ciało. Podbiegłem do siostry, ale już nie żyła. Medyk

pokiwał głową przecząco. Zdesperowany nie chciałem iść, ale kolejne metalowe

przedmioty spadały na nas z góry. Mój przyjaciel, który był dowódcą, porwał mnie

za rękę i pociągnął do ucieczki. Oglądałem się tylko na siostrę. Nie zdążyła się nawet

pożegnać. Nie minęliśmy jednego korytarza, gdy otoczyło nas około dwudzie362

363

stu żołnierzy Skały. Zaczęliśmy strzelać. Rozpylili trujący dym. Uciekaliśmy z powrotem,

ale pilot nie dał rady i upadł na ziemię zatruty dymem. Nie mógł mówić,

a my nie mogliśmy wdychać dymu, więc też się nie odezwaliśmy. Nasz dowódca

pociągnął nas do ucieczki, byśmy i my nie zginęli. Wróciliśmy do poprzedniego

pomieszczenia i znów zobaczyłem moją martwą siostrę.

– Po raz drugi, to okropne – skomentowała Sojta z łzami w oczach.

– Schyliłem się i zabrałem jej talizman. Pobiegliśmy drogą, którą przyszliśmy.

Korytarz był o dziwo pusty. Dowódca myślał, że nas zostawili, ale jak dla mnie

była to kolejna pułapka i oczywiście się nie myliłem. Gdy wydostaliśmy się na zewnątrz,

czekał na nas cały oddział Skały i jeden czołg. Wystarczająca ilość, by zabić

trzech szpiegów.

– Dlaczego tak dużo? Przecież tylko czołg wystarczyłby. Nie rozumiem zagrywki

ze strony Skały? – Dziwiła się Samane, widząc nieprawidłową strategie.

– To było zależne od momentu wojny – kontynuował dyrektor. – Twój dziadek

Ret, stał wtedy z całym wojskiem pod Miastem Ina, czyli stolicy Skały. To miał być

koniec wojny, a bitwa o stolicę i wygranie zależało od tych planów. Twój dziadek

musiał je znać, by zdobyć miasto.

Samane spuściła głowę na wspomnienie dziadka.

– Wszyscy myśleli, że to będzie koniec wojny – mówił dalej dyrektor. – Gdy

wyszliśmy na zewnątrz, od razu padł strzał z czołgu. Z huku nie wiedziałem, co

się stało. Odrzuciło mnie kilka metrów dalej. Prawie zakopało mnie w piasku, ale

dowódca szybko mnie z niego wyciągnął. Myślałem wtedy, że zginę. Oglądnąłem

się i zobaczyłem tylko krew obok wejścia. Domyśliłem się, że to medyk z mojej

drużyny zginął. Rozległ się kolejny huk , uciekaliśmy przed strzałami z czołgu,

ale za bardzo nie było gdzie. Wszędzie stali żołnierze. Rozglądałem się za drogą

ucieczki. Nagle dostałem w plecy z karabinu, spojrzałem za siebie, a dziesięciu

przeciwników biegło wprost na nas. Już miałem strzelać, gdy dowódca popchnął

mnie na ziemię i sam zaczął strzelać.

– Uciekaj stąd. Te plany muszą dotrzeć do kwatery. Ty musisz żyć. Bez tego wojna

się nie zakończy – powiedział dowódca.

Samane też pojawiły się łzy w oczach.

– Zauważyłem, że dowódca wkłada ostatni magazynek do karabinu i biegnie

z krzykiem na dziesiątkę atakujących. Kilku udało mu się zdjąć, ale nadbiegali

następni. Magazynek skończył się, a on biegł dalej, krzycząc; „Za pokój!” Zaczęto

do niego strzelać, ale przy takiej ilości strzałów kamizelka nie wytrzymała i został

na moich oczach rozstrzelany.

– Takie poświęcenie w imię pokoju, który nie nadszedł. – wszycy płakali ze

wzruszenia, a samemu dyrektorowi łezka zakręciła się w oku na to wspomnienie,

lecz przed uczniami powstrzymywał się. Samane jednak widziała jego zaciśnięte

i drżące pięści.

– Zostałem wtedy sa, z zadaniem, by za wszelką cenę dostarczyć plany, ale wydawało

mi się to wręcz niemożliwe. Sam naprzeciw dużego oddziałowi. Leżąc nadal

na ziemi, schowałem plany za koszulę, a w ręce trzymałem metalową tubę.

– Rzuciłem ją człowiekowi, który wyglądał na dowódcę oddziału i powiedziałem,

że się poddaję. Gdy schylił się po tubę, rzuciłem się do ucieczki. Dowódca

myślał, że uciekam tak po prostu i nie ścigał mnie, bardziej zależało mu na planach.

Dopiero gdy zorientował się, że pojemnik jest pusty, cały oddział rzucił się

za mną. Byłem kawałek od ich bazy, ale nie miałem siły już biec. Słońce okropnie

grzało, a wokół była pustynia. Upadłem i czekałem ,aż mnie dopadną. Myślałem

tylko o tym, że za chwilę dołączę do siostry, a marzenia o pokoju szlag trafił. Wtedy

usłyszałem helikopter. Jak się później okazało, wśród żołnierzy Skały był nasz

szpieg, który wezwał pomoc. W helikopterze był Akelai i pierwsze co zrobił, trafił

z ciężkiej wyrzutni wprost do środka lufy rozwalając czołg. Z helikoptera na linię

wyskoczyła kobieta z mieczem w dłoni. Była to Aina i swoimi umiejętnościami od

razu mnie zadziwiła. Wyglądała na osobę dopiero po akademii, a potrafiła pokonać

każdego, kto ją zaatakował. Trzeci pojawił się Aron Lith. Wtedy jeszcze nie był

generałem, ale już świetnie latał. Przeleciał nade mną bokiem i porwał za ubranie,

wciągając na ścigacz. Zrobił przy tym małą burzę piaskową, która zamaskowała

naszą ucieczkę. Plany dostarczano, ale generał Reta został zmuszony do poddania

się. Jednak prawdziwych szczegółów nikt nie zna. Sprawę utajniono, a żołnierzy,

za których życie oddał generał Reta, rozstrzelano.

– Dziadek poświecił się na marne – Samane smutno było to słyszeć.

– Ci, którzy przeżyli, jakimś cudem ukrywają się i nie chcą o niczym mówić, a ja

do dzisiaj zastanawiam się, dlaczego przeżyłem.

Nastąpiło milczenie.

– Taka jest wojna moi drodzy i mam nadzieję, że za waszego życia uda się dokończyć,

to co nie udało się Recie Sejom. – dyrektor zerknął na Samane.

Dziewczyna zrozumiała aluzję, ale czuła, że to zbyt duże brzemię jak na nią.

Teraz bardziej niepokoiło ją, dlaczego sprawa została utajniona.

Dyrektor skończył pić kawę, podziękował za rozmowę i odszedł. Idąc korytarzem,

spotkał Aine.

– I jak? – spytała – udało ci się czegoś dowiedzieć.

– Nie sądzę, żeby zdradzili, ale czuję, że cała ta ekipa kombinuje coś i nie ma

zamiaru o tym powiedzieć. Oby tylko nie wpakowali się w jakieś poważne kłopoty.

– Znasz Samane.

– O nią się nie martwię. Bardziej niepokoi mnie udział pozostałych osób. To za364

365

kr a wa na jakąś większą akcje, poza tym, widziałem dzisiaj tą utalentowana dziewczynę

z twojego klanu, która dostałą wyróżnienie w klasie technicznej. Rozmawiała

z Samane.

– Mia, Mia? – zdziwiła się Aina – Nawet jeśli coś wie, to i tak ci nie powie. Pozostaje

nam tylko ich obserwować i czekać.

– Mam złe przeczucia. Są sprytni i na dodatek zorientowali się, że ich obserwuje.

Pewnie coś podejrzewają. Wolałbym ich powstrzymać, zanim zrobią coś, czego

nie powinni.– Dyrektor spojrzał w górę na szklany dach.

Samane leciała razem z Tiri, gdy zauważyła, że ma bardzo niski poziom paliwa

w ścigaczu. Jakimś cudem udało jej się wylądować, ale wyglądało to bardziej jak

upadek, a przy okazji coś trzasło. Próbowała go uruchomić, ale nic z tego nie wyszło.

– Tak się dzieje, jak się lata na rezerwie – odezwała się Kazari, lądując kawałek

dalej.

– Znasz się na tym? – Samane patrzyła na nią błagalnym .

Dziewczyna zbliżyła się do ścigacza i kopnęła w podwozie, ze środka wyjechała

skrzynka z narzędziami i coś co wyglądało jak wewnętrzny komputer.

– Nie miałam pojęcia, że w ścigaczu jest taki schowek – zdziwiła się Samane.

– Tylko mechanicy o tym wiedzą – odparła Kazari.– Nawet Orli o tym nie wie.

– Padł ci generator mocy. Silnik antygrawitacyjny działa, więc może uda się

podholować ścigacz do warsztatu, ale dopiero w sobotę. I nigdy więcej nie lataj

na rezerwie – Kazari spojrzała złowrogim wzrokiem na Samane.

– Zazwyczaj tego nie robię, ale ostatnio tyle się działo, że zapomniałam.

– Zamówię części, ale trochę będzie to kosztowało.

– Jestem tego świadoma. Rób swoje. Ścigacz jest mi potrzebny – skomentowała

Samane, nie przejmując się wydatkami. W końcu było ją stać.

o

Tiri poszła przodem i już dawno była w akademiku. Podobnie Sojta. Samane

razem z Orlim i Kazari zbliżała się do dziedzińca przed akademikiem, nagle

pod wieżą dostrzegła postać. Patrzyła w górę wprost na zapalające się z powodu

ciemnego nieba światło w pokoju dziewczyn.

Samane rozpoznała osobę.

– Idźcie już, muszę coś załatwić – powiedziała i gdy tylko para pilotów zniknęła

w drzwiach akademii, Samane zbliżyła się do mężczyzny.

– Dobry wieczór Panu – odezwała się.

– Dobry wieczór – mężczyzna odwrócił się, popatrzył, kto go przywitał. – Ach

to ty, jesteś dowódcą w grupie mojej córki. – mężczyzna wyraźnie speszył się tym,

że Samane przyłapała go na podglądaniu.

– Nie jest pan taki, jak w gabinecie dyrektora. Kocha ją pan. To jedynie praca

zniszczyła pana duszę. Więc dlaczego pan ją krzywdzi. Dlaczego jej nie ufa, skoro

obiecała i dotrzymała obietnicy. Została tylko wrobiona.

– Powiedz mi, dlaczego ją uratowałaś? – odpowiedział mężczyzna pytaniem

na pytanie.

– Nie zostawia się swoich przyjaciół. Nigdy nie dałam się podejść, choć podstępem

próbowano nas skłócić. Jednak jeśli się komuś ufa, kocha się go, to zawsze się

wie, że warto wybaczyć, nawet jak ludzie popełniają błędy. Prawdziwy przyjaciel

widzi, co jest prawdą a co kłamstwem, a rodzic powinien być dla dziecka jak przyjaciel.

Mężczyzna milczał.

– Wie pan, gdy miałam dziewięć lat, zginęli moi rodzice. Zawsze poświęcali

mi wiele uwagi. Choć dużo pracowali, każdą wolną chwilę przeznaczali, by nas

uczyć, mówić o życiu i wartościach, jakie chcieli nam wpoić. Ledwo otrząsnęłam

się po ich śmierci, zginął mój ukochany dziadek Reta Sejom, którego kochałam

nawet bardziej niż rodziców, bo spędzał ze mną więcej czasu. – Tym razem Samane

świadomie użyła nazwiska dziadka. – Resztę życia byłam sama, tylko z siostrą,

ona prawie w ogóle nie pamięta rodziców. Tiri ma to szczęście, że ma was oboje .

Mężczyzna zrobił wielkie oczy po tym, co usłyszał i zanim się zorientował,

dziewczyna znikła.

o

Następnego dnia Samane siedziała w szkolnym hangarze i słuchała wykładu

o tym, jak poskładać spadochron. Cała klasa ćwiczyła i słuchała opowieści nauczyciela.

Kenta był wysokim dobrze zbudowanym pilotem i zarazem świetnym

nauczycielem. Miał podobnie jak Aina i Akelai około trzydziestu paru lat. Dziewczyny

ciągle na niego spoglądały, gdy chodził w bojowym mundurze z funkcją oficera

tam i z powrotem po hangarze. Lekki wiatr wpadający do środka rozwiewał

jego białe włosy sięgające do szyi. Samane spoglądała na Tiri, która momentami

wyglądała na zamyśloną

– Martwisz się o Tiri? – spytała Sojta

Samane tylko kiwnęła głową.

Potem wszyscy uczyli się latać na ścigaczach. Samane nie miała z tym większych

problemów, choć niewygodnie czuła się na nieswojej maszynie. Orli i Akeri oczywiście

pokazali niezłe widowisko. Na końcu przyszedł czas na tych, którzy nigdy

nie latali. Samane została dobrana w parze z Sojtą.

– Cieszę się, że to ty mnie uczysz. – Sojcie ulżyło.

– Najpierw włącz okulary. Maszyna powinna sama zareagować.

Tiri wykonała polecenie i była tym bardzo podekscytowana.

366 367

– Teraz chwyć stery. Tylko nie za nisko, żebyś nie trafiła na przyciski od strzelania.

Na razie ich nie przesuwaj, ale pamiętaj, że zawsze musisz je trzymać i nie tak

sztywno, bo ci ręce odpadną, wyluzuj się trochę.

Sojta wciągnęła powietrze, by się trochę uspokoić.

– Trzymaj mocno i pewnie, ale nie sztywno. Zapamiętaj to Sobie.

Samane sięgnęła ręką zza Sojty i tuż obok ekranu nacisnęła nieduży guzik. Maszyna

uniosła się kilka centymetrów nad ziemią.

– Tym włączasz silnik antygrawitacyjny, sterujesz nim na lewym pedale.

Sojta kiwnęła głową na znak, że zrozumiała.

Samane znów sięgnęła i przełączyła dwa pstryczki. Dwa małe silniki odrzutowe

zaczęły się powoli obracać, by po chwili przyśpieszyć.

– Naciśnij delikatnie lewy pedał, a w miarę podnoszenia wciskaj coraz mocniej

– poleciła Samane, a Sojta słuchała uważnie jej poleceń.

Maszyna bardzo płynnie uniosła się w górę, a Samane była w szoku, że Sojcie

udało się tak dobrze wyczuć, jak naciskać pedał.

– Nawet mnie nie udało się to za pierwszym razem – pochwaliła ją. – Teraz delikatnie

naciskaj prawy pedał i stery delikatnie do przodu.

Tutaj już pojawił się problem. Sojta bała się ruszyć sterem. Samane chwyciła jej

dłonie i delikatnie popchnęła do przodu.

– Naciśnij pedał, ale nadal trzymaj lewy, tak jak teraz.

Sojta nacisnęła pedał, a Samane czuła, jak Sojcie trzęsą się ręce. Nie bój się tak.

W razie problemów przecież tu jestem.

Sojta uśmiechnęła się, a ścigacz ruszył i leciał spacerkiem.

– Teraz powoli dodawaj gazu, a lewy pedał popuszczaj.

Sojta potrafiła idealnie zgrać ze sobą pedały. W końcu na polecenie Samane puściła

całkiem lewy pedał, a one leciały z dużą prędkością. Jednak sterowanie sprawiało

dziewczynie sporo problemów. Bała się ruszać sterami i to Samane cały czas

trzymała jej ręce.

– Przechyl się trochę w prawo, stery do przodu i lekko w prawo – wydawała polecenia

Samane, puszczając ręce Sojty, ale dziewczyna przestraszyła się i zamknęła

oczy. Omal nie zaczęła piszczeć.

– Nigdy nie zamykaj oczu! – krzyknęła na nią trochę zła. Przestań się bać. Potrafisz

to zrobić.

Samane chwyciła znowu stery i zwinnym ruchem zawróciła maszynę.

– Lecimy teraz prosto. Chwyć ster i spokojnie trzymaj przesunięty do przodu –

zachęcała ją Samane.

Sojta po kilku minutach przyzwyczaiła się do lotu na wprost.

– Teraz zawracamy w lewą stronę. Trzymaj stery do przodu, tak jak trzymasz

i lekko w lewo. Nie bój się.

Sojta zestresowana jakimś cudem wykonała polecenie.

– Super – pochwaliła ja Samane, a Sojta uśmiechnęła się. – To teraz lądujemy.

Sojta przestraszyła się.

– Nie panikuj – zganiła ją Samane. – Nachyl się do przodu. Stery do siebie, ale

nie za mocno. Luzujesz gaz I wciskasz antygrawitację.

Sojta wykonała polecenie i przez moment ścigacz szarpnął.

– Spokojnie Sojta. Nachyl się bardziej do przodu.

Pojazd powoli schodził w dół.

– Teraz przechyl się w prawo. Prawy ster gwałtownie do tyłu, a lewy do przodu.

Samane wyczuła moment, gdy ścigacz był już dwa metry nad ziemią.

Sojta zrobiła gwałtowny ruch i zapiszczała, gdy maszyna obróciła się w poziomie

o 180 stopni. W tym momencie Samane złapała ręce Sojty, bojąc się, że dziewczyna

sobie nie poradzi. Ściągnęła stery do zera w odpowiednim momencie i ścigacz

zawisnął nad placem.

– Teraz wciśnij lekko lewy pedał, a prawy całkiem puść.

Sojta znów była zestresowana, ale starała się słuchać. Ścigacz wisiał nadal dwa

metry nad ziemią. Silniki odrzutowe szły już bardzo cicho, prawie w ogóle.

– Teraz powoli luzuj lewy pedał. Samane puściła stery, chcąc, by Sojta więcej zrobiła.

Powoli ścigacz zbliżał się do ziemi, aż wisiał pięćdziesiąt centymetrów nad betonem.

Samane sięgnęła do przodu i wyłączyła silniki odrzutowe.

– Teraz zejdź z ścigacza.

Sojta stanęła na nogi i omal się nie przewróciła. Miała wrażenie, że całe jej ciało

jest z gumy i nie umiała za bardzo chodzić. Każdy jej krok wyglądał dziwnie.

– Wyłącz okulary – upomniała ją Samane, schodząc ze ścigacza i wyłączając

swoje.

Maszyna osiadła na ziemi.

Kenta śmiał się z niej, a Samane pochwalił za dobrą naukę.

– Dobrze zrobiłaś, łapiąc ster przy lądowaniu – odezwał się nauczyciel.

Samane kiwnęła głową na znak, że rozumie.

o

Po południu Samane wraciła do pokoju i zauważyła, że przydałoby się uzupełnić

zapasy jedzenia.

Postanowiła przejść się na piechotę. Mimo że zajmie jej to pewnie dużo czasu.

Ubrała pusty plecak na plecy i ruszyła przez dziedzińce w stronę bramy prowadzącej

przez park do miasta. Na parkingu z samochodami dostrzegła Seta.

– Cześć – odezwał się chłopak, otwierając drzwi swojego czerwonego, sportowe368

369

go s amochodu. – Wybierasz się gdzieś? Może cię podrzucić?

– Idę do galerii. Muszę zrobić trochę zakupów.

– Na piechotę? – zdziwił się chłopak. – Zazwyczaj latałaś ścigaczem.

– Zepsuł się – odpowiedziała Samane.

Obok samochodu pojawiła się Febra ubrana w błękitną bluzkę z cekinami i czarne

obcisłe spodnie. Nie wyglądała na zadowoloną .

– Może lepiej jednak pójdę na piechotę – odparła Samane. widząc wściekłą

minę koleżanki.

– Nie przejmuj się Febrą, wsiadaj – Set chwycił dziewczynę za rękę i siłą zmusił,

by wsiadła. Febra zmierzyła Seta wzrokiem, obróciła się naburmuszona na pięcie

i odeszła.

– Polecę sobie ścigaczem – odezwała się, znikając w przejściu pod budynkami

akademii.

– Kobiety – westchnął Set i wsiadł za kierownicę.

– Czemu tak bardzo ci zależało, żebym jechała? – zdziwiła się Samane.

– Mam dość humorów Febry – odparł ..

Po chwili odpalił samochód i wyjechał z parkingu przez bramę. Droga do miasta

prowadziła naokoło parku, ale Set pędził ponad sto na godzinę. Samane przyglądała

się temu.

– Chcesz przeżyć małą przygodę – spytał?

Samane kiwnęła głową, a Set korzystając z pustej drogi z dużą ilością zakrętów,

zaczął zwinnie manewrować kierownicą, dynamicznie wchodząc w zakręty i driftując.

Samane dłonią sprawdziła, czy pasy obejmujące ramiona dobrze ją trzymają.

Jazda Seta sprawiła jej frajdę. Mimo iż była niebezpieczna, Set prowadził tak

dobrze, że nie bała się, że wypadną z drogi. W końcu dojechali do głównej drogi

i tutaj już stali w korku. Samane przyglądała się pędzącym po ulicy ludziom. Przyglądała

się budynkom, witrynom sklepowym. Podziwiała place i parki. Pierwszy

raz widziała miasto z perspektywy ulicy i patrząc przez samochodową szybę, próbowała

zapamiętać rozkład ulic. Gdy zbliżali się do galerii uznała, że powinna

mimo wszystko przejść się piechotą na miasto, by je lepiej poznać. Kolejne wejście

do galerii nie było już tak szokujące, jak pierwsze. Samane coraz bardziej przyzwyczajała

się do tego widoku. Dopiero teraz zauważyła, że ludzie są trochę mniej

skorzy do rozmów i mniej uśmiechnięci. Panowała jakaś przygnębiająca atmosfera.

Samane podsłuchała rozmowę pań idących za nią i wynikało z niej, że są

zaniepokojone sytuacją na froncie.

Nagle gdzieś rozległ się krzyk jakiejś kobiety, a ludzie zgromadzili się tłumem

wokół zdarzenia. Dziewczyna przecisnęła się jak najbardziej do przodu i dostrzegła

zranioną kobietę w średnim wieku. Miała ubrany elegancki żakiet i mini spódniczkę

ubrudzoną krwią. Samane dostrzegła ranę. Była cięta w poprzek uda.

– Miecz – pomyślała Samane, rozpoznając rodzaj cięcia – Co się stało? – spytała

kogoś obok, ale nikt nie wiedział. Wszyscy patrzyli tylko na ranną kobietę.

W końcu jakiś mężczyzna do niej podszedł.

– Jestem lekarzem, pomogę pani – odezwał się i przyłożył dłonie do rany.

– On nie jest lekarzem, tylko medykiem – skomentowała w swojej głowie Samane.

– Co się stało? – dopytywał medyk, uzdrawiając ranę.

– Zaatakował mnie ktoś w czarnym płaszczu. Niósł jakąś paczkę. Więc myślałam,

że to złodziej.

– Tora – pomyślała Samane i rozejrzała się dookoła, ale napastnik już dawno

zniknął.

Próbowała wyczuć go w tłumie, lecz ogólny rozgardiasz i tłum ludzi tak mieszał

energie, że zidentyfikowanie pojedynczej osoby było prawie niemożliwe.

Samane oddaliła się od tłumu, wiedząc, że już i tak po fakcie. Zastanawiało ją

jednak, co robił tutaj Tora tak oficjancie w czarnym płaszczu i co to za paczka,

którą niósł. W sklepie wybierając produkty z półki nie mogła skupić się na tym,

co ma kupić. Wyszła ze ze sklepu i udała się w stronę wyjścia, ale coś się jej przypomniało

i postanowiła odwiedzić sklep z pamiątkami. Od ostatniej wizyty nic

się tutaj nie zmieniło. Dwoje klientów właśnie wyszło i sklep opustoszał. Za ladą

siedział ten sam starszy pan. Z podkręconą fajką i długim wąsem i w specyficznym

stroju przypominał jej bosmana. Mężczyzna czytał gazetę.

– Dzień dobry – odezwała się Samane.

Mężczyzna odchylił gazetę i poprawił fajkę.

– Witaj księżniczko z wojowniczego rodu Sejom.

– Proszę mnie tak nie nazywać – speszyła się Samane.

– Należy ci się za ostatnią akcję.

Samane stała jak wryta, dziwiąc się, skąd staruszek o tym wie.

– Ja wiem wszystko, co dzieje się w armii. Gdybyś kiedykolwiek potrzebowała

informacji, a będę żył, to służę pomocą. Jak tam sprawują się szachy, które ci dałem.

– Dziadek kazał panu mi je dać prawda?

Staruszek kiwnął głową.

– Należeliśmy do tej samej drużyny, ale ja dosyć wcześnie odszedłem na emeryturę.

– W środku był list. Wiedział pan o tym?

– Nie, ale domyślałem się, że miał jakiś cel w przekazaniu ich tobie. Spryciarz

z niego, ustawił wszystko i przewidział, że się pojawisz.

370 371

– W końcu do tego mnie szkolił – odparła Samane.

– Usiądź – mężczyzna podał Samane krzesło. – Przyda ci się trochę rozrywki

– staruszek sięgnął pod ladę i wyciągnął szachy. Podobne do tych, które otrzymała

Samane.

Dziewczyna uśmiechnęła się, otworzyła pudełko i zaczęła układać figury. Przez

kilka minut grali w ciszy, aż Samane nie straciła pierwszej figury, a potem kolejnych

. Powoli zaczynało ją to denerwować. Czuła się, jakby grała znowu z dziadkiem,

jedną z tych osób, z którymi nigdy nie wygrała. Skupiła się bardziej na grze.

Przeanalizowała ustawienie figur staruszka i domyśliła się, co ten chce zrobić.

Przyglądając się dalej swoim figurom, wymyśliła plan. Przez kolejne kilka ruchów

wszystko szło po jej myśli. Ale jej figury zostały przyparte do muru. Samane udało

się zamienić pionka na królową.

– Szach – zawołała uradowana.

– Nie tym razem młoda damo – odezwał się mężczyzna, grożąc jej królowej koniem.

Samane w kolejnych ruchach zagroziła królowi z wszystkich stron. Pozostało

jej już tylko ruszyć wieżą, ale figury staruszka zagroziły jej królowi. Więc zamiast

wysłać wieżę do ataku, musiała się bronić.

– Im bardziej jesteś przyparta do muru, tym ostrzej grasz – skomentował staruszek.

Dziewczyna zbiła kolejną figurę i wieżą zakończyła partię, krzycząc głośne i radosne:

– Szach Mat.

– Udało ci się w ostatnim momencie. Zobacz, gdybyś teraz wykonała zły ruch,

to ja bym wygrał.

Radość z wygranej gdzieś znikła, gdy Samane przyglądając się planszy zdała sobie

sprawę, że o mały włos nie przegrała.

– „Wielkie zwycięstwa nigdy nie przychodzą łatwo i na pewniaka, wielcy zwycięzcy

zaś w ostatecznym rozrachunku różnią się od przeciętniaków śmiałością.”

– powiedział mężczyzna. – Odważnie grasz. To dobra cecha.

– O nie, już tak późno – Samane wstała, gdy zorientowała się, że się zasiedziała.

– Wpadnij mnie znowu odwiedzić. Muszę ci się zrewanżować.

Samane pożegnała się ze staruszkiem i pobiegła do wyjścia, skontaktowała się

z Setem.

Na szczęście chłopak był jeszcze w galerii.

– Jesteś inna niż Febra – odezwał się Set, gdy wracali. – podchodzisz do życia

z pokorą. Starasz się wszystko zrozumieć, nigdy nikogo nie krytykujesz i nie odrzucasz.

A na dodatek cieszysz się życiem. Febra zawsze przez całą drogę narzeka.

– To nie oznacza, że jest złą osobą. Powinieneś jej pokazać, jak wygląda prawdziwa

przyjaźń i miłość. Ona tego nie zaznała, nie wie, jak ma się zachowywać.

– Samane dziwiło, że Set tak się nią interesuje.

– Ciężko mi ją zrozumieć – westchnął.

– Bo cię kocha i boi się o tym powiedzieć. Raz straciła ukochaną osobę.

Set gwałtownie zahamował. W ostatniej chwili zauważył czerwone światło.

Przez resztę drogi nie odzywał się. Samane patrzyła jak miasto wypiękniało od

nocnych kolorowych fleszy. Reklamy i wieżowce były bardziej widoczne na tle

ciemnego nieba. Po ulicy chodzili lekko ubrani ludzie. Noc była wyjątkowo ciepła,

a wiatr rozwiewał Samane włosy, gdy jechali drogą przez park do akademii. Wychylając

się przez otwarte okno, czuła powiew na twarzy. Naszła ją jakaś nostalgia.

Pragnęła, by tak już było zawsze. Wieczne ciepłe lato. Bawiący się radośni ludzie,

cieszyli się pięknymi widokami. Wszystko wydawało jej się takie normalne, ale

w oczach pojawiły się łzy, gdy pomyślała jak kruche jest wszystko, co ją otacza.

Wystarczy jeden zły gest, by wszystko upadło. A jeszcze bardziej dobijał ją kontrast.

Porównała obecną sytuacje z tym, że być może w tej chwili gdzieś na froncie

w imię ojczyzny giną ludzie. Giną, by tu w stolicy wszyscy mogli wiecznie się bawić,

pić i świętować, nie wiedząc nawet, jaki dramat może rozgrywać się w każdej

chwili. Nikt z obecnych na ulicy nie miał świadomości tego, ile ludzi właśnie teraz

ginie. Samane i Set podziękowali sobie za towarzystwo i w milczeniu oddalili się

do swoich pokoi. Tej nocy oboje mieli nad czym rozmyślać. Samane długo nie mogła

zasnąć, gapiąc się w sufit. W końcu usiadła na parapecie i przez lornetkę przyglądała

się światłom z miasta w oddali. Rozmyślała o tych wszystkich ludziach.

Zmówiła krótką modlitwę własnymi słowami, za tych, którzy giną. Przypomniała

sobie grę ze staruszkiem i jego słowa, które brzmiały jej w głowie:

– „Wielkie zwycięstwa nigdy nie przychodzą łatwo i na pewniaka, wielcy zwycięzcy

zaś w ostatecznym rozrachunku różnią się od przeciętniaków śmiałością.”

Odważnie grasz. To dobra cecha.

– Co on miał na myśli? – zastanawiała się.

Set po powrocie przyglądał się śpiącej Febrze. Słowa Samane uświadomiły mu,

co się dzieje z Febrą, ale pokazały też coś, czego nie widział. Siedząc na oknie

przy swoim łóżku, przyglądał się miastu. W pokoju było słychać ciche chrapanie

Laomi. Na podłodze porozrzucane były ubrania, a w kącie na krześle leżał niestarannie

rzucony mundur.

W końcu nadeszła sobota. Samane niewyspana wygramoliła się z łóżka na dźwięk

budzika i w piżamie usiadła przy biurku. Słońce mocno świeciło pomimo wczesnej

pory. Samane nagle zorientowała się, że ani Sojty ani Tiri nie ma w pokoju.

– Ciekawe, gdzie poszły? – myślała.

372 373

N a zewnątrz świergotały radośnie ptaszki, a ona sięgnęła po długopis, by opisać

wszystko, co działo się podczas akcji odbicia Tiri. Przypomniała sobie, jak Szefowa

wściekła wpadła do pomieszczenia z komputerem i wołała jej imię. Potem, gdy

pisała, uświadomiła sobie, że musi porozmawiać z Tiri na temat jej energii.

– Wcześniej czy później sama o to zapyta – pomyślała i wróciła do pisania, co

chwile gryząc długopis.

Chciała skończyć pisać raport tak, by mogła go oddać jutro na spotkaniu klubu

dyrektorowi.

Po południu o umówionej godzinie spotkała się z Kazari przy ścigaczu.

– Cześć – przywitała się Kazari, wyciągnęła linę ze swojego ścigacza. Swoje zielone

włosy związane miała w krótki opadający na plecy ogonek. Jak zwykle ubrane

miała krótkie spodenki i wysokie za kolano skórzane kozaczki. Samane włączyła

ścigacz i na antygrawitacji odwróciła go dziobem w stronę ścigacza Kazari.

– Gotowa? – spytała koleżanka.

Samane usiadła na swojej maszynie i kiwnęła głową.

Kazari ruszyła, ciągnąc Samane za sobą. Minęły może dwie minuty, gdy wylądowały

na lotnisku akademii.

Kazari zaciągnęła zepsuty ścigacz do hangaru, który jednocześnie był warsztatem.

– Zostawiam go w dobrych rękach – odezwała się Samane, machając Kazari

na pożegnanie.

Przy wyjściu z hangaru zderzyła się Kentą.

– Dzień dobry, przepraszam – Samane zakłopotana nie wiedziała, co ma powiedzieć

najpierw.

– Zwracaj większą uwagę na otoczenie – nauczyciel uśmiechnął się i spojrzał

na ścigacz Samane – Już zdążyłaś go zepsuć?

– Nie miałam ostatnio kiedy o niego zadbać.

Samane ominęła nauczyciela i spacerkiem udała się w stronę akademii. Lotnisko

mieściło się na wyspie, blisko jednego z brzegów jeziora i z akademią połączone

było wiszącym na linach mostem. Samane minęła główny plac i pas startowy. Dalej

były hangary, a przed nimi stały myśliwce, czyszczone i naprawiane przez klasę

lotniczą i niektórych uczniów starszych klas taktycznych.

Samane przez chwile przyglądała się błyszczącym w słońcu odrzutowcom. Dalej

stały helikoptery. Były identyczne jak ten, którym leciała podczas akcji uwolnienia

Tiri. Przez chwilę patrzyła, jak jeden z nich odrywa się od ziemi, zwinnie obraca

wokół własnej osi i leci w nieznanym kierunku.

– Podobnie jak ścigacz – pomyślała, podziwiając manewr.

Na końcu lotniska mieściło się kilka budynków, a jeden z nich był o wiele wyższy

od pozostałych. Samane domyśliła się, że to wieża kontrolna. Obok na ciut niższym

budynku kręciła się antena radarowa. Za budynkami mieścił się niewielki

las o powierzchni kilku domów rodzinnych. Zaraz za lasem zaczynał się most.

Samane zatrzymała się przy barierce, popatrzyła w dół na szumiące fale jeziora.

W oddali dostrzegła przystań Airy, a kawałek dalej wzgórze z lunetami. Plaża mieściła

się za zakrętem jeziora, więc nie było widać kąpiących się ludzi. Ruszyła dalej

spacerkiem, podziwiając piękne widoki i błękitne niebo. Wiał gorący wiatr, a słońce

piekło. Ciepło promieniowało od nawierzchni mostu. Czuć było zapach asfaltu.

W połowie drogi dziewczyna minęły trzy terenowe samochody. Jeden z nich był

prowadzony przez Seta, a reszty osób nie znała. Samochody ścigały się, wymijając

się nawzajem i uderzając o siebie bokami. Dało się słyszeć pisk opon przy skrętach.

W pędzie udało się dostrzec symbol samochodu obok gwiazdy w kole.

– Pewnie klub samochodowy – pomyślała i ruszyła dalej. Gdy przeszła most,

na powrót pojawił się las. Samane czuła, że pieką ją ramiona i w cieniu odetchnęła.

Nagle zauważyła Yashi idącą ścieżką, która krzyżowała się z drogą. Księżniczka

zauważyła ją.

– Co ty tutaj robisz? – zdziwiła się.

Samane zauważyła fioletowy mundur i bukiet kwiatów w dłoni.

– Wracam z lotniska. Kazari obiecała naprawić mój ścigacz, ale to trochę potrwa.

Gdzie się wybierasz tak ładnie ubrana w dniu, gdy nie mamy nauki? Po co

te kwiaty?

– Choć ze mną, to ci pokażę.

Samane ruszyła ścieżką razem z Yashi. Miejsce wyglądało na rzadko odwiedzane

i porośnięte niekiedy chaszczami. Samane dziwiło, że księżniczka wybrała taką

trasę, z drugiej jednak strony wydało jej się to zrozumiałe. Yashi nie chciała być

na widoku, gdy chodziło o prywatne sprawy.

W końcu przed nimi pojawiła się kuta i obrośnięta bluszczem brama. Po bokach

był mur z czerwonej cegły. Brama była tak zardzewiała, że nikt by jej nie ruszył.

Yashi położyła bukiet na górze muru , zwinnie podciągnęła się i przeskoczyła

na drugą stronę. Samane po raz kolejny zdziwiona była sprawnością księżniczki.

Przeskoczyła przez mur i jej oczom ukazał się stary zaniedbany ogród. Spodziewała

się cmentarza, ale to miejsce na coś takiego nie wyglądało. Widać było ślady

dawnych chodników i alejek. Kiedyś przycięte krzewy teraz rosły, jak chciały.

Trawa sięgała wysoko, a ozdobne kwiaty zarosły chwastami. Gdzieniegdzie spod

tony zieleni przebijały elementy posągów i dawnych fontann. Samane dostrzegła

też zgniłe i rozkawałkowane drewniane ławki. Yashi poprowadziła ją szerszą alejką

i po kilku minutach dało się dostrzec stary, zaniedbany budynek, wyglądający

jak dwór. Przed nim na dziedzińcu stał wysoki pomnik z gwiazdą na szczycie.

374 375

W p rzeciwieństwie do wszystkiego tutaj, był zadbany i wyczyszczony.

– Co to za miejsce? – spytała Smane zdziwiona.

– To dawna akademia. Teraz jest to poligon i miejsce czci wyjątkowych osób.

Sama spójrz.

Yashi kucnęła pod pomnikiem i położyła kwiaty.

Samane zbliżyła się, wyczytała wyryte w marmurze nazwiska. Znalazła imiona

Mauki Ki i Yakayi Sejom, a także swego dziadka.

– Reta Sejom– przeczytała cicho– a Yashi uśmiechnęła się.

– Ja przychodzę tutaj dla matki ,spójrz – Yashi wskazała napisane u góry większymi

literami nazwisko: Aiela Nan.

Dziewczyny ustawiły się na baczność i zasalutowały, oddając cześć tym, którzy

ratując ojczyznę, poświęcili swoje życie. Samane łezka zakręciła się w oku, gdy

wyobrażała sobie bohaterskie czyny tych ludzi i ich tragiczną śmierć.

– Przychodzi tutaj pewnie dużo osób z akademii – zauważyła Samane, patrząc

na ilość bukietów z kwiatami.

Odwróciła się jeszcze, by przyjrzeć się budynkowi. W porównaniu z obecną akademią

był kilkukrotnie mniejszy.

– Nie mogę uwierzyć, że byli w stanie się tutaj pomieścić.

– Kiedyś wojnę prowadziło się w inny sposób. Gdy twój dziadek kończył akademię,

nowa dopiero powstawała. Jakby nie patrzeć, to dzięki wojnie mamy rozwój

technologiczny. Z broni palnej przeszliśmy na laserową, wprowadzono namierzanie

z satelity i zaczęto wykorzystywać komputery. Większość wynalazków tego

typu w pierwszej kolejności konstruuje się dla wojska, dopiero potem przystosowuje

się je dla ludzi. Tak było między innymi z siecią internetową.

– Trochę mnie to martwi – westchnęła Samane. – Tworzenie wynalazków dla

ludzi jest jak najbardziej na miejscu, ale tworzenie coraz to straszniejszej broni.

Powiedz mi, co jeszcze ludzie wymyślą, by skuteczniej się zabijać.

Yashi nie odpowiedziała.

– Wiesz, codziennie wyobrażam sobie świat, w którym nie ma wojen i czasem

się zastanawiam, czy byłby naprawdę lepszy. Ludzie zamiast z wrogiem, walczyliby

między sobą. Moja matka uważała, że w czasie wojny ludzie bardziej się jednoczą,

pokazują więcej swoich dobrych cech. Mają w sobie więcej honoru. Oczywiście

nie pochwalam wojny, ale tak dziwna jest ludzka psychika, że gdy nie ma problemów,

ludzie nie widzą, że mają się z czego cieszyć.

– Więc wojny toczą się z powodu ludzkiej arogancji? Coś podobnego mówiła

mi Isae.

Dziewczyny spojrzały na pomnik.

– A może tak przyzwyczailiśmy się do wojny, że nie potrafimy bez niej żyć.

W końcu wewnątrz kraju nie widać, by ona w ogóle istniała – komentowała Yashi.

– ludzie może tak naprawdę nie mają świadomości, co się wokół nich dzieje.

– To akurat prawda – zaczęłam to zauważać po powrocie z misji odbicia Tiri.

– Ja widzę to już od bardzo dawna – Yashi spuściła głowę. – Mimo wszystko, nie

możemy przestać walczyć o pokój. Zbyt wiele osób tego pragnie. Zbyt wiele już

było cierpienia. Postanowiłam, że zrobię wszystko, by za mojego życia wojna się

zakończyła. Tego pragnęła moja matka.

– I mój dziadek – dodała Samane.

Dziewczyny ostatni raz spojrzały na pomnik i ruszyły powrotną drogą.

Spacer przez las był przyjemny. Wiatr wydawał się tutaj chłodny, a drzewa chroniły

od piekącego słońca. Dochodząc do akademii przy bramie, Samane usłyszała

głośną rozmowę i zobaczyła Tiri i jej ojca.

– Znowu się kłócą – skomentowała Yashi, bezradnie kręcąc głową na boki.

– Nie sądzę – odparła Samane – choć, posłuchamy o czym mówią i zaciągła

Yashi w żywopłot, dokładnie w to samo miejsce, gdzie podsłuchiwały koleżanki

rudowłosej i rozmawiały z Akerii.

Yashi była w szoku, gdy zobaczyła ojca Tiri przytulającego swą córkę.

– Przepraszam Tiri – powiedział i objął ją.

Z oczu lały się łzy.

Tiri była wyraźnie zaskoczona zachowaniem ojca.

– Chyba naprawdę przydałby mi się urlop – skomentował lekko się uśmiechając.

– Rozmawiałem długo z mamą. Powiedziała mi o wszystkim, co działo się przez te

wszystkie lata. Nie miałem czasu by posłuchać, co się z tobą dzieje.

– To dziwne, że nagle zacząłeś się mną interesować po tym wszystkim – Tiri

nadal była zaskoczona jego zachowaniem . – Coś musiało się stać, prawda? – Jesteś

nieuleczalnie chory, firma upadła czy dom się spalił?

Meżczyznę zaskoczyło to, że córka pomimo całej wyrządzonej jej krzywdy, nadal

się o niego martwi.

– Pojawił się ktoś, kto uświadomił mi, że gdybym cię stracił, bardzo bym żałował,

że niczego nie zrobiłem, że cię zaniedbałem. Słowa tej osoby uderzyły mnie

tak bardzo, że dopiero teraz tak naprawdę zdałem sobie sprawę, co zrobiłem przez

te wszystkie lata. Jest coś, co mógłbym zrobić byś mi wybaczyła?

– Straconych lat nic nie przywróci tato, ale wystarczy mi twoje przepraszam.

A tak swoją drogą, kogo miałeś na myśli?

Mężczyzna rozpłakał się.

– Tato, ryczysz jak baba – zaśmiała się Tiri.

Mężczyzna nagle też zaczął się śmiać.

Samane uśmiechnęła się i wyszła z żywopłotu razem z Yashi. Obie udawały,

376 377

że p rzyszły tu przypadkiem.

Mężczyzna szybko otarł łzy i wrócił z powrotem do bycia szorstkim i poważnym.

Zobaczył nadchodzącą Samane.

– Ja muszę już iść – odwrócił się i ruszył w przeciwną stronę.

– Nie odpowiedziałeś mi na pytanie tato! – upomniała się Tiri.

– Jesteś dorosła, powinnaś iść własną drogą. Podobnie jak wtedy, gdy chciałaś iść

do akademii, tak i teraz, zostawiam ci twoje własne decyzje dla siebie, ale gdybyś

kiedykolwiek zabłądziła, pamiętaj że masz wyjątkowego dowódcę. – mężczyzna

zniknął w przejściu po przeciwnej stronie dziedzińca.

– Samane – powiedziała cicho Tiri. Zdziwiona, że ojciec wspomniał akurat

o niej.

Ta zbliżyła się do i położyła jej rękę na ramieniu. Dziewczyna odwróciła się

i jeszcze bardziej zdziwiła, gdy zobaczyła swojego dowódcę.

– Co ty zrobiłaś z moim ojcem? – Tiri cały czas nie mogła wyjść z podziwu .

– Powiedziałam mu tylko, że jako małe dziecko straciłam rodziców, a potem

dziadka. Ty zaś masz rodziców, ale tak jakbyś ich nigdy nie miała.

Po tych słowach Tiri uświadomiła sobie, skąd wzięła się ta dziwną przemiana

ojca.

– Tylko ty potrafisz zmieniać ludzi. – Tiri rzuciła się przyjaciółce na szyję.

o

Dziewczyny wróciły do pokoju. Yashi po powrocie ucięła sobie drzemkę. Samane

i Tiri zdziwiły się, gdy w salonie zobaczyły Sojtę, Mikiego i Orlego w towarzystwie

całej drużyny Sayate i Febry.

– O co chodzi? – zdziwiła się Samane.

– O to? – Febra trzymała w ręce dwie gazety.

Samane sięgnęła po pierwszą. Była to gazetka pisana przez uczniów akademii.

Dziewczyna otworzyła pierwszą stronę, gdzie napisane było o jej uczestnictwie

w misji i pokonaniu wielu Tora.

– No i co z tego? – zdziwiła się. – To tylko zwykły opis.

– To, co zrobiłaś, porządnie wkurzyło Tora. – Febra podała drugą większą gazetę,

otwartą na którejś stronie z rzędu.

Samane rzucił się w oczy nagłówek; „Akademia nie poradziła sobie z wrogami,

teraz mszczą się na zwykłych ludziach”

Dziewczynę już sam tytuł przeraził. Zaczęła czytać treść, a wynikało z niej,

że w ciągu ostatnich dwóch dni doszło w stolicy do kilkunastu napadów, niekiedy

nawet śmiertelnych, których dokonali ludzie w czarnych płaszczach. Do akcji

przyznaje się grupa terrorystów na usługach Czarnej Skały o nazwie Tora. Przywódca

Tora, zastraszając pracowników, podrzucił do redakcji notatkę, iż jest to

zemst, za niedawną akcję odbicia jednej z porwanych uczennic akademii. Tak będziemy

się mścić – powiedział.

Samane nie miała ochoty czytać artykułu dalej. Padła na ziemię .

– Nie chciałam tego – powiedziała wściekła. – Są podli, że wmieszali w to niewinnych

ludzi. Ostatnio, gdy byłam w galerii, zaatakowali jedną kobietę. Widziałam

tylko jej ranę na nodze, ale jestem pewna, że to miecz. Kobieta mówiła, że widziała

postać w czarnym płaszczu. – Samane zaciskała pięści.

– Wywołałyśmy ich reakcję– odezwała się Tiri. – Jeśli znowu coś zrobimy, odpowiedzą

jeszcze silniej. To błędne koło.

– Już najwyższa pora żeby ułożyć plan – odezwała się Febra z takim zapałem

w oczach, że Samane o mało nie zemdlała na ten widok.

Powoli wstała i spojrzała na obecnych w pokoju uczniów.

– Słyszałyście Tiri. Jeśli spróbujemy cokolwiek… – Samane nie dokończyła zdania,

gdy Sayate jej przerwała.

– Wtedy będziemy walczyć jeszcze mocniej, a jeśli odpowiedzą, to jeszcze bardziej,

dopóki nie upewnimy się, że już nigdy więcej nie wrócą do akademii.

– Skopmy im tyłki – zawołał Miki.

– Tak, pokażmy im, że uczniowie akademii są silni – zawołała Akeri.

– Samane. Każdy z nas ma coś do Tora i każdy z nas od początku pojawienia

się w akademii ciężko pracował nad swoimi umiejętnościami. Może nie jesteśmy

mistrzami, ale sprytnym planem jesteśmy w stanie ich pokonać – w oczach Sojty

pojawił się ten sam entuzjazm co u Febry.

– Ale… – Samane chciała coś powiedzieć, ale nagle odezwała się Tiri.

– Zawsze wszystkich ratujesz i chronisz. Uczysz nas, jak powinien wyglądać honor

i walka w imię ojczyzny. Zmieniasz ludzi i wywołujesz ogromną falę pozytywnych

zdarzeń. Poświęcasz się i walczysz dla nas. Za każdym rzuciłabyś się w ogień,

byle go uratować, nawet jeśli jest możliwość, że cie zdradził.

– Nigdy nikogo nie odrzucasz Samane– odezwał się teraz Set. – Każdy jest dla

ciebie ważny. Ciągle powtarzasz, że nie zostawia się swoich ludzi. My jesteśmy

twoimi ludźmi. Taką małą rodziną, która za tobą pójdzie w jeszcze większy ogień.

Najwyższa pora pokazać, co to honor i odwaga, udowodnić, że nigdy się nie poddamy.

Po tych słowach nastąpiła cisza. Dziewczyna stała jak wryta. Takiego obrotu

spraw się nie spodziewała.

– Czy jesteście gotowi umrzeć? – spytała po chwili.

Wszyscy przytaknęli.

– Prędzej czy później każdy z nas umrze. Przychodząc tutaj, podjęliśmy to ryzyko,

że możemy zginąć. Jeśli mamy ofiarować swoje życie za pokój i ojczyznę, to

378 379

ni e robi nam to żadnej różnicy, czy umrzemy mając szesnaście lat czy czterdzieści

– odezwała się znowu Akeri, a jej wypowiedź mało nie zwaliła Samane z nóg.

Pozostałe osoby kiwnęły głowami, a w oczach każdej z nich wojowniczka dostrzegła

jakiś rodzaj przemiany . W tak krótkim czasie z dzieciaków przemienili

się w odważnych i gotowych do walki walk wojowników.

– Dobrze, powiedziała Samane. Ułożę plan, ale potrzebuję trochę czasu. Tiri

i Leeme zostańcie, muszę z wami pogadać. Akeri, Orli i Kazari poćwiczcie łapanie

kogoś w locie na sieć. Set, jak szybko potrafisz uciekać samochodem? – spytała.

– W końcu gadasz jak trzeba – odezwał się chłopak. – Nie martw się o to, zwieję

każdemu. – uśmiechnął się.

– Sojta, pilnujesz ekipy medycznej. Przygotujcie jak najwięcej lekarstw i poćwiczcie

uzdrawianie, mogą się przydać znacznie większe umiejętności niż w trakcie

egzaminu.

Sojta kiwnęła głową.

– Chłopaki napiszecie pewien transparent w języku skały. Skombinujcie skądś

liny do wiązania.

Chonra, Miki i Laomi kiwnęli głowami.

– A my? – spytała Febra.

– Umiesz się wspinać przy użyciu uprzęży? – spytała Samane.

Niebieskowłosa kiwnęła głową.

Samane spojrzała na Sayate.

– W górskich stronach to podstawa – odezwała się Sayate, domyślając się, że pytanie

było skierowane także do niej.

– Ja i Sayate musimy wymyślić, jak obejść strażników. Od poniedziałku będziemy

pełnić dyżury, więc poprzyglądamy się trochę.

Samane spojrzała na wszystkich obecnych. Każdy zaczął już myśleć nad swoją

częścią zadania.

– Możecie się rozejść – powiedziała, a pokój w momencie opustoszał, została

tylko Tiri i Leeme, a w kuchni Sojta, Miriam i Axel.

– Muszę z wami pogadać – odezwała się Samane, lekko zmęczona usiadła na łóżku.

– Co to za plan Tiri. Czego się dowiedziałaś?

– Więc o to ci chodzi – Tiri sięgnęła do kieszeni po obie kostki i podpięła je do

swojego laptopa.

Samane zobaczyła coś, co wyglądało jak plany kartograficzne i rzuty budynków.

Wszystkie pocięte były w poprzek, wyrysowanymi czerwonymi liniami.

– Co to jest? – spytała .

– Pamiętasz, jak mówiłam o tunelu prowadzącym z hangarów do akademii.

– No jednym z nich przecież szliśmy – zauważyła .

– Takich tuneli jest więcej. Tora korzystali z dwóch z nich, ale chcieli, bym znalazła

dla nich pozostałe. O dziwo dawne archiwa szkoły zawierają całą listę takich

tuneli. Wejścia mieszczą się w piwnicach akademii, ale też i w bliskiej okolicy oraz

na poligonach. Udało mi się znaleźć wiele wejść, ale podsłuchałam, jak mówili

o pięciu, które wykorzystają w jakiejś wielkiej akcji. Chcieli żebym znalazła dla

nich tunel prowadzący z akademii do zamku.

– Co? – Samane zjechała razem z kołdrą z łóżka na podłogę. – Auć – pomasowała

tyłek i wygramoliła się z powrotem .

Tiri i Leeme spojrzały na siebie.

– Na jednych zajęciach u Ainy rozmawiałyśmy z Sayate o tym, czego Tora szukają

w akademii. Doszłyśmy tylko do wniosku, że chcą w jakiś sposób pozbyć się

Yashi i Króla–Gwiazdy.

Tiri i Leeme znów spojrzały na siebie.

– Więc po to chcieli znaleźć tunel? Co takiego mogą planować? Jeśli to zagrożenie

dla samego króla, to powinniśmy o tym komuś powiedzieć.

– Nikt nam nie uwierzy – Samane była zmartwiona tym faktem. – Sprawa jest

niebezpieczna, jeśli zabiją króla … – Samane nie dokończyła, wolała nawet o tym

nie myśleć.

– Będą chcieli wysadzić zamek w powietrze – Tiri wyglądała na zamyśloną i wpatrywała

się w podłogę. – Słyszałam jak mówili coś o ładunkach wybuchowych.

– To tylko potwierdza nasze domysły – Samane wstała i chciała wyjść.

– Zaczekaj, to nie wszystko – Tiri złapała ją za rękaw bluzy. – Udało mi się odzyskać

obie kostki, ale teraz już za późno. Skopiowali dane i kody umożliwiające

sterowanie systemem akademii, ale udało mi się wpuścić do ich sieci małego robaka.

Będzie zbierał dla mnie informacje i w odpowiednim czasie mogę go użyć,

niszcząc cały ich system, a przy okazji uda mi się znaleźć wtyczkę, którą sterują

akademią.

– Nie zniszczysz przy okazji akademii? – zastanawiała się Samane.

– Wirus jest tak skonstruowany, że będzie działał tylko w ich systemie. Jeśli

przejdzie przez kanał, wtedy kostki dadzą mi znać i włamując się wtedy bez problemu

do systemu akademii, rozwalę przy okazji ich. Myślę, że w dniu, gdy to się

stanie, powinna się dziać cała akcja. Zorientują się wtedy, że mają szpiega w systemie

i ruszą ze swoim planem ataku na zamek.

– Dobra robota, Tiri – Samane uśmiechnęła się.

– Myślę, że będziemy potrzebowali kogoś do śledzenia wydarzeń w akademii,

gdy my będziemy działać.

– Znam odpowiednią osobę z klasy technologicznej. Pochodzi z wojowniczego

rodu i dzięki swoim zabawką dowiedziała się nawet o naszym planie pozbycia

380 381

się Tora.

– Na pewno można jej ufać? – Leeme nie była co do tego przekonana.

– Pochodzi z bocznego rodu klanu Kang. Poproszę jeszcze Sayate, żeby ją sprawdziła,

ale wygląda w porządku. Na pewno jest z rodu Mia. Tylko oni są odporni

na ataki wzrokowe.

– Na pewno nie powie nic Ainie – martwiła się dalej Leeme.

– Sama prosiła mnie, by się do nas przyłączyć. Też ma uraz do Tora, bo skrzywdzili

jej rodzinę. Jest świadoma konsekwencji pomocy nam. Jeśli powiedziałaby

coś Ainie, też wyleciałaby z akademii.

– Tak swoją drogą, wiele nie ryzykujemy. Nie mogą tak po prostu wywalić całej

klasy – zauważyła Leeme. – Nawet jeśli się dowiedzą, wlepią nam jakąś karę i tyle.

A to jestem w stanie przeżyć,

ale jeśli dowiedzą się przed czasem, nie dość, że nam nie uwierzą, to jeszcze

przeszkodzą. A wtedy zorientują się, co jest grane, jak już będzie po fakcie.

– Zachowujemy wszystko w tajemnicy. Aż do ostatniego momentu, nikt z grupy

nie może znać całego planu. Tak będzie bezpiecznie.

o

W niedziele rano Samane przeczytała cały raport, który napisała dla dyrektora,

sprawdzając czy wszystko jest w porządku . Kazari wysłała Samane wiadomość,

że części będą dopiero za tydzień, więc nawet nie wybierała się dzisiaj na lotnisko.

Przeciągła się i spojrzała na stertę wydrukowanych planów akademii i tuneli wokół

niej. Tiri wyróżniła miejsca, o których mówili Tora. Sama Tiri siedziała przy

biurku obok, non stop coś pisząc i co jakiś czas zerkając, czy coś się nie zmieniło

w planie, który wymyśliła. Sojta biegała między pokojem a kuchnią, sadząc w doniczkach

jakieś rośliny, a w kuchni w garnkach gotowały się różnokolorowe breje.

Orli wcześnie wyszedł i jak to w w jego zwyczaju udał się na lotnisko. Samane

schowała plany do biurka i postanowiła się rozerwać.

– Idę na basen – odezwała się do dziewczyn.

Po drodze spotkała Mikiego,który z ręcznikiem na karku wracał z siłowni. Zawołał

krótkie: cześć i ruszył w stronę wołających go dziewczyn z drugiej klasy.

Samane ucieszyła się, że na basenie były tylko trzy osoby. Dwie z nich znała nawet

bardzo dobrze. Pierwsza właśnie wyszła z wody.

– A miałam ochotę się ścigać – odparła Samane.

– Już mi przeszło ciągłe rywalizowanie z tobą – Febra uśmiechnęła się. – Do

zobaczenia i miłego pływania – machnęła ręką i odeszła.

– Czyżbyście się pogodziły – odezwał się ktoś siedzacy na brzegu basenu .

Samane rozpoznała dyrektora i aż oniemiała na widok jego sylwetki. Wiedziała,

że był szeroki w ramionach, ale nie spodziewała się, że pod mundurem chowa

takie muskuły. Dyrektor siedział teraz na brzegu, robiąc sobie przerwę. Samane

dała nura do wody i jak to miała w zwyczaju, przepłynęła cały basen. Wynurzyła

się z powrotem przy brzegu, a dyrektor się jej przyglądał.

– No proszę, nie miałem pojęcia, że ktoś tu ma chyba dodatkowe płuca.

– Bardzo zabawne – skomentowała Samane z naburmuszoną miną.

– Nie ma w tym nic zabawnego. To bardzo przydatna cecha. Gdzie się tego nauczyłaś?

– Jako dziecko łowiłam perły. Sayate też tak potrafi. – odpowiedziała .

– Jak dopłyniesz na drugi brzeg, zatrzymaj się – polecił jej.

Samane zastanawiała się, o co mu chodzi. Dyrektor wstał i skoczył do wody.

Uczennica zanurkowała i patrzyła, jak płynie po lewej stronie kawałek przed nią

i mało nie wypuściła powietrza, przyglądając się mu. Odwróciła głowę patrząc

przed siebie i postanowiła go wyprzedzić. Zaczęła płynąć dynamiczniej , ale dyrektor

był dla niej za szybki. Oboje wynurzyli się na drugim brzegu. Dyrektor

podciągnął się i wyszedł.

– Choć ze mną – powiedział, podając jej rękę, gdy wychodziła na brzeg. Ruszył

po schodkach do góry.

– Na trampolinę? – zdziwiła się Samane. Spodziewała się wszystkiego, ale nie

tego, że dyrektor każe jej wejść na trampolinę. Wspinali się po schodach do góry

i zorientowała się, że prowadzi ją na najwyższy poziom.

– Po co tu jesteśmy? – zdziwiła się i popatrzyła w dół.

Było tu dosyć wysoko. Na oko jakieś dziesięć metrów.

– Boisz się? – spytał dyrektor.

Samane spojrzała w dół. Nie miała lęku wysokości.

– Nie – odpowiedziała.

– To teraz to sprawdzimy. Potraktuj to jako próbę odwagi i wejdź na koniec trampoliny.

– Mam skoczyć na główkę – zaśmiała się ..

– Jeśli nie rozbijesz głowy – odpowiedział – szczerze nie spodziewałem się,

że to zaproponujesz.

Samane ustawiła się na końcu. Nigdy nie skakała z trampoliny, choć wysokość

nie była nowością. W Meabe skakała z wyższych niż trampolina klifów do morza,

ale tam nie było ryzyka, że uderzy o dno. Czuła lekki stres. Odetchnęła dwa razy,

próbując się uspokoić.

– W Meabe skakałam z wyższych klifów, ale było znacznie głębiej.

– Nie musisz skakać na główkę. Zależy mi tylko na tym, czy się przełamiesz

i skoczysz – odezwał się dyrektor, przyglądając się jej zachowaniu i bacznie obserwując.

382 383

S a mane spojrzała jeszcze raz w dół. Przez moment zastanawiała się, czy skoczyć

i czekała na dobry moment. W końcu zebrała się na odwagę, odbiła i poleciała głową

w dół. Poczuła uderzenie o wodę i jak strzała wbiła się w nią. Zobaczyła przed

sobą dno i odbiła się od niego rękami. Zaczęła płynąć w górę i wynurzyła się gdzieś

pośrodku. Zobaczyła jak dyrektor robi salto i leci głową w dół do wody. Odbił się

od dna i wypłynął na powierzchnie blisko Samane.

– Brawo. Jednak jesteś odważną dziewczyną. Jak było?

– Dobrze – odpowiedziała. Nie zrobiło to na niej większego wrażenia. – Po tym

co przeżyłam w trakcie akcji z Tiri, chyba nic mnie już nie przestraszy.

– Obyś się nie zdziwiła – powiedział dyrektor płynąc do brzegu.

– Nigdy nie można być niczego pewnym – skomentowała i ruszyła do brzegu,

a dyrektor mruknął twierdząco.

Przez resztę czasu Samane starała się nie zwracać uwagi na dyrektora i pływała

tak jak zawsze, gdy tutaj przychodziła. Ten natomiast cały czas się przyglądał, nie

dowierzając jej możliwościom.

o

Samane po powrocie z basenu zgłodniała i razem z Sayate udały się na stołówkę.

Dziewczyna zajadała zupę pomidorową, gdy poczuła obok siebie mroczną i chłodną

energie. Podniosła głowę i zakrztusiła się. Sayate poklepała ją po plecach.

– Co jest? – spytała .

Samane wskazała dłonią na rudowłosą.

– Więc jednak to prawda, że wyszła ze szpitala – skomentowała Sayate.

– Gdzie o tym słyszałaś? – spytała Samane łapiąc oddech.

– Cała szkoła o tym gada. Ale jestem pewna, że nie będzie miała teraz życia

w szkole.

– Dziwię się, że ją wypuścili. Powinna stanąć przed sądem. – Samane spoglądała

na dziewczynę, która usiadła obok swoich dwóch wiernych towarzyszek. Wyglądała

na słabą. Prawie w ogóle się nie odzywała i miała podkrążone oczy, jakby

w ogóle nie spała. Koleżanki zadawały jej pytania, ale ta nic nie odpowiadała. Nie

spojrzała nawet w stronę Samane, choć jej towarzyszki rzucały złowrogie spojrzenia.

Dziewczyna miała tego dość. Skończyła jeść i wyszła.

Późnym popołudniem ruszyła na szóste piętro do gabinetu dyrektora, ale drzwi

były zamknięte. Przeszła więc do sali. W środku spotkała dyrektora walczącego

z Ainą. Ukradkiem usiadła z boku.

– Witaj Samane – odezwała się Aina w ostatnim momencie robiąc unik i oszczędzając

swój nos. Wyczuła obecność dziewczyny, gdy ta pojawiła się w sali.

Samane wstała, gdy dyrektor do niej podszedł. Wręczyła mu zapisane kartki.

– Skończyłam pisać – odezwała się

– Połóż je na ziemi i dołącz do nas. Zobaczymy jak tam twoje postępy – zaprosił

ją i ustawił się obok Ainy.

Samane spojrzała na nich i nim zdążyła ogarnąć o co chodzi, ją zaatakowali.

– Co? – zdziwiła się i odbijając rękami od ramienia Ainy i Dyrektora zrobiła

salto w powietrzu i wylądowała na środku sali. W momencie odwróciła się i ledwo

zdążyła uniknąć kolejnych ataków. Wyskoczyła w górę i robiąc obrót wokół

własnej osi kopnęła dyrektora, a potem po jednej linii Aine. Dyrektor osłonił się,

ale atak był na tyle silny, że musiał się cofnąć. Natomiast Aina złapała jej stopę

i Samane przez moment wisiała do góry nogami.

– I co teraz zrobisz? – spytała Aina.

Samane wymierzyła nogą w twarz Ainy, a gdy ta się osłoniła, uderzyła pięścią

od dołu, trafiając w podbródek. Aina zmrużyła przez moment oczy z bólu i puściła

Samane. Dziewczyna odbiła się rękami od ziemi i kilkakrotnie zrobiła skok

z nóg na ręce do tyłu. Złapała równowagę i schyliła się, unikając ciosu dyrektora.

Ledwo zorientowała się po jego ataku, a już Aina podcięła jej nogi. Samane spadła

na kark i wywijając nogami jak wiatrak, podcięła Aine tak, że poleciała na ziemię,

a potem stojąc na jednej ręce, obróciła się jeszcze raz i złapała dyrektora za ubranie

i z zamachem oraz obrotem w powietrzu rzuciła w stronę Ainy. Pani generał

zaczerwieniła się, gdy Jass na niej wylądował. Samane korzystając z ich nieuwagi

zaatakowała, kopiąc dyrektora i odrzucając w bok, a obrotem dobiłaby Aine do

ziemi, ale ta przeturlała się i leżąc na plecach zasłoniła się skrzyżowanymi rękami.

Poczuła, jak wbija ją w podłogę. Zrobiła zamach nogą, chcąc podciąć Samane, ale

dziewczyna podskoczyła podkurczając nogi. Nachyliła się i złapała Aine za nadgarstki.

Przeleciała nad nią i bokiem rzuciła się na ziemie i przeturlała, rzucając

Aine kawałek dalej.

W drzwiach stało kilka osób, na widok skończonej walki zaczęli bić brawa.

– Nie wierzę – odezwała się Sayate przerażona i jednocześnie smutna.

Liczyła, że już prawie dogoniła Samane.

– Uczennica pokonała dyrektora i niepokonaną do tej pory Ainę. – odezwał

się Set.

Dyrektor podniósł się i rozmasował obolały bok.

– Jesteś cała? – spytał, podając Ainie rękę i pomagając wstać.

– Już dawno nikt nie rozłożył mnie na łopatki – odezwała się.

– Przepraszam – odezwała się Samane. – Atakowaliście mnie na serio, więc się

nie powstrzymywałam.

– Nie musisz przepraszać, o to nam chodziło, ale takiego zakończenia się nie spodziewaliśmy.

– To było ryzykowne zagranie, ale udało ci się – skomentował dyrektor.

384 385

S p ojrzeli sobie w oczy i z lekką satysfakcją uśmiechnęli.

Komentarze