Rozdział 15 Pożegnalny list
Od poniedziałku Samane miała być w szkolnej straży. Był późny wieczór i razem
z Daigo i Sayate maszerowali z mieczami na plecach, by spotkać dwójkę zawodowych
żołnierzy, z którymi będą w grupie. Przy bramkach stało dwóch dorosłych
mężczyzn w hełmach na głowach, mundurach i pełnym uzbrojeniu.
– Witamy –odezwał się pierwszy na widok trójki z mieczami na plecach. – Od
razu widać, że z wojowniczych klanów.
Mężczyzna był wysoki. Miał około czterdziestu lat i krótkie czarne włosy. Drugi
miał może dwadzieścia pięć lub dwadzieścia sześć lat. Był o głowę niższy od kolegi.
Włosy miał koloru ciemnego blondu, z opadającą na twarz grzywką, a z tyłu
zwisał krótki ogonek.
– Jestem Mat – odezwał się młodszy chłopak, podając dziewczynom rękę
i uprzejmie się witając, a mój starszy kolega jest głównym dowódcą całej szkolnej
straży. Oficer Kaj Green.
Starszy mężczyzna ukłonił się nisko.
– Jestem Daigo Agnam – przedstawił się
– Sayate Ki – różowowłosa przekręciła słodko główkę i zatrzepała kucykami,
a Mat zareagował wielkimi oczami.
– Dziewczyna z rodu Ki. A ty pewnie jesteś Samane Sejom? – Spytał Mat.
– Skąd wiesz? – zdziwiła się pytana.
– Jesteś sławna. Ostatnio głośno o tobie nawet w sztabie głównym.
Samane nie była zdziwiona tym, jak ludzie reagują na jej nazwisko, ale, że informacja
o niej dotarła aż na samą górę, to był dla niej ogromny szok.
– Teraz nie dziwię się, że dyrektor wybrał was do straży. – Odezwał się oficer
Kaj. – Wasza wiedza o Tora i zdolności waszych rodów, bardzo nam się przydadzą.
– Podobno ktoś z was ma być dowódcą ze strony uczniów – odezwał się Mat,
poprawiając pasek od karabinu, który wisiał mu na plecach.
Daigo i Sayate wskazali na Samane, a ta zdziwiona popatrzyła to na prawo, to
na lewo.
– Dlaczego mnie to nie dziwi – skomentował Mat.
– Mnie również – odezwał się oficer. – pamiętam jeszcze czasy, gdy twój dziadek
był głównym generałem.
– Jesteś przewodniczącą samorządu szkolnego, więc pewnie o ciebie chodzi –
Zauważył Daigo przyglądając się jej reakcji.
– Na razie tylko w zastępstwie za Isae, ale jestem. Dyrektor o niczym mi nie powiedział
– dziwiła się Samane.
– Jak zwykle uznał, że jesteś na tyle dobra, że sama się domyślisz. Zresztą przy
twoich umiejętnościach wcale nie byłoby to kłamstwem – śmiała się Sayate, próbując
wkurzyć przyjaciółkę.
Samane westchnęła bezradnie.
– Chyba nie mam wyjścia.
– W sprawie dyżurów uczniów, kontaktuj się bezpośrednio ze mną – odezwał się
oficer, wyraźnie zaciekawiony osobą Samane. – Teraz dzielimy się na dwie grupy
i ruszamy na patrol. Dziewczyny idą ze mną, a kolega z Matem.
– Tak jest – zasalutowali wszyscy przed oficerem i rozeszli się w dwie strony.
– Jak dużo wiecie na temat Tora? Chciałbym wiedzieć, jak walczą, jakich sztuczek
używają – odezwał się oficer Kaj, gdy weszli na korytarz na pierwszym piętrze.
Samane i Sayate zaczęły opowiadać całą historię Tora. Potem opowiadały o Iluzji
snu i talentach, a na końcu Samane opowiedziała o uratowaniu Tiri oraz akcji
z trucizną i próbie zabicia księżniczki.
– Ciekawa sprawa, być w pierwszej klasie i mieć dwie misje na swoim koncie –
odezwał się oficer z zaciekawieniem wysłuchując opowieści.
– Gdy dyrektor powiedział mi, że dowódcą ze strony szkoły będzie osoba
z pierwszej klasy, mocno się zdziwiłem, ale powiedział mi, żebym mu zaufał, bo to
bardzo utalentowana osoba. Teraz rozumiem, co miał na myśli.
– Niebezpieczeństwo – odezwała się Sayate i oglądnęła za siebie, wyciągając
miecz.
– Twoja umiejętność jest bardzo przydatna – odezwał się oficer, podnosząc karabin
do góry.
Samane poczuła czyjąś obecność i silną mroczną energię.
– To nikt kogo spotkałbym wcześniej – odezwała się.
W cieniu korytarza dostrzegła zakapturzoną postać, która prawie zlewała się
z otoczeniem.
Postać patrzyła w ich stronę, po czym pobiegła korytarzem w bok.
– Gonimy go? – spytała Samane.
– Tak – odpowiedział oficer i pędem ruszyli w pościg. Za zakrętem Samane dostrzegła,
jak daleko był.
Skupiła energię w dłoni i rzuciła w niego świetlistym ptakiem. Postać upadła
na ziemię i prawie ją dogonili, zanim wstała. Gdy byli już blisko, postać uderzyła
ich dymem. Samane wyszła do przodu i osłoniła wszystkich tarczą, a oficer zaczął
strzelać. Postać jednak wyskoczyła przez okno, gdzie czekali na nią inni dwaj Tora
i złapali ją na dole. Samane spojrzała przez okno.
– Mat, tu Kaj – mamy trzy kapturki w zachodniej części. Są na zewnątrz – ode386
387
zw a ł się oficer do radia.
– Przyjąłem, zaraz będziemy – odezwał się Kaj.
Oficer i dziewczyny zbiegli na dół po schodach, omal nie zderzając się z Daigo
i Matem. Wpadli na jeden z mniejszych bocznych dziedzińców i skręcając w krzaki
dogonili Tora przed bramą. Rozległy się strzały i Sayate, Samane i Daigo osłonili
się tarczą, odbijając przy okazji pociski wymierzone w oficera i Mata. Gdy nastąpiła
cisza, Tora zniknęli.
– Nadal przychodzą i to nowe osoby – skomentowała Samane, chowając miecz
do pochwy.
– Zwiali – skomentował Mat
– Saya – Samane zwróciła się do przyjaciółki.
– Niebezpieczeństwo zniknęło – odpowiedziała, domyślając się, czego chce od
niej Samane.
– Sprawdzają teren – zauważył Daigo.
– Trafna uwaga – skomentował oficer.
Do godziny pierwszej w nocy oba patrole przeszły szkołę i jej dziedzińce kilkakrotnie,
ale Tora więcej się nie pojawili.
O pierwszej w nocy zjawiła się kolejna grupa. Jedni drugim przekazali zadanie,
salutując na komendę oficera. Oficer przekazał relację z tego, co się działo
kolejnemu uzbrojonemu dowódcy i odszedł wraz z Matem w drugą stronę. Dwie
dziewczyny z czwartej klasy wraz z dowódcą nowej grupy odprowadzili trójkę
z wojowniczych rodów na piąte piętro. Zmęczona Samane odłożyła miecz na stojak
i położyła się do łóżka. W ciągu kilku chwil zasnęła jak zabita, zapominając
ustawić budzik. Rano Sojta zrzuciła ją z łóżka.
– Wybacz, późno wróciłam – marudziła Samane.
– Jeśli tak ma wyglądać to wasze bycie strażnikiem, to może lepiej zrezygnuj.
Masz pięć minut, żeby się ogarnąć – krzyczała po niej Sojta.
– Wiesz, że krzyczysz na swojego dowódcę – wymamrotała, podniosła się z ziemi
i poszła w kierunku łazienki.
Umyła się lodowatą wodą, a Sojta dała jej jakiś pobudzający napój .
– Ohyda – skomentowała Samane, ustawiając się przed lustrem, by poprawić
mundur.
– Jak tam twój plan?– spytała Sayate na zajęciach z historii.
Nikeya przynudzała dziś tak bardzo, że większość spała.
– Jakbym miała czas o tym myśleć– wymamrotała– nie podniosła nawet głowy
schowanej w ramionach.
– Czemu jesteś taka niewyspana? – przecież nie skończyliśmy aż tak późno –
dziwiła się Sayate.
– Energia. – wymamrotała. – Oni chyba potrafią pochłaniać energię.
Sayate spojrzała na Samane.
– Gdybyś mi nie powiedziała, to bym się tego nie domyśliła.
– Wpadłam na to dopiero dzisiaj rano, jak Sojta zrzuciła mnie z łóżka.
– Musimy być bardziej ostrożne – skomentowała Sayate i jako jedna z niewielu
z zaciekawieniem słuchała wykładu.
Na koniec zajęć Nikeya zapowiedziała sprawdzian. Wszyscy w sekundzie wyrwali
się ze snu i z przestrachem słuchali nauczycielki. Samane mimowolnie zapisała
wszystko na kartce i wciąż lekko zaspana wyszła z sali. Niespecjalnie przejmowała
się sprawdzianem.
Kolejne były zajęcia ze strzelania z Akelaiem. Wszyscy jednak dziwili się, że sala
została zmieniona. Od początku roku klasa nauczyła się trafiać do tarczy, a większość
trafiała już blisko środka.
– Witam – odezwał się Akelai, zapraszając uczniów do środka sali, która bardzo
przypominała poprzednią, ale była zdecydowanie większa, a tarcze na zewnętrznej
stronie wyglądały, jakby były zawieszone w powietrzu na jakiejś platformie.
Większość przyglądała się dziwnemu tworowi.
– Dzisiaj zobaczymy, jak poradzicie sobie z tym? – zawołał Akelai z zawadiacką
miną i kliknął coś na pilocie, który miał w dłoni. Tarcze zaczęły się przemieszczać
w różne strony.
Pierwsza ruszyła Sojta, naciągając cięciwę i celując, ale ile strzał wyciągnęła, tyloma
spudłowała.
Zszokowana przekazała łuk Tiri. Dziewczyna próbowała trafić, ale podobnie
również nie trafiła ani razu. Febra pomyślała, że w tym zadaniu ukryta jest kolejna
sztuczka.
– Hej, jak to trzeba zrobić? – zagadała Febra do Samane.
– Musisz celować – opdowiedziała dziewczyna ustawiona przed tarczą.
Febra ruszyła i naciągnęła cięciwę. Wypuściła strzałę, która przeleciała tuż przed
tarczą i wbiła się w ziemię. Spróbowała drugi raz, czekając dłużej, ale tarcza zdążyła
już się przemieścić i znowu strzała wbiła się gdzieś w ziemię. Przy trzecim
podejściu Febrze udało się trafić w dwudziestkę.
Wszyscy obecni bili jej brawo, a dziewczyna miała szklane oczy ze szczęścia.
– Samane, może teraz twoja kolej – zaproponował Akelai.
– Nie jestem dzisiaj w najlepszej formie – ziewnęła dziewczyna.
– Ktoś tu zarwał nockę. Mimo wszystko spróbuj, zobaczymy, jak strzelasz, gdy
nie jesteś w formie – zaśmiała się Akelai .
Dziewczyna mimo wszystko ustawiła się na podeście, naciągnęła cięciwę i trafiła
w pierwszą tarczę. Sięgnęła szybko po drugą i trzecią strzałę. Ledwo wypuściła
388 389
dr u gą, a już poleciała trzecia. Wszystkie trzy strzały trafiły w dziesiątkę.
– Jeśli tak strzelasz, gdy nie jesteś wyspana, to ja wolę sobie nie wyobrażać, co
potrafisz, jak jesteś w pełni sił – odezwał się Akelai .
Samane odeszła na bok, a na podeście ustawiła się Sayate, również trafiając
wszystkie trzy tarcze w sam środek. Jednak ona przed każdym strzałem musiała
chwilę się skupić. Klasa biła jej brawo, a Akelai zerknął tylko na tarcze i nadal przyglądał
się ziewającej Samane i pewnie przyglądał by się dalej, gdyby nie wyczyn
Orlego. Chłopak trafił do wszystkich trzech tarcz i zrobił to jeszcze szybciej niż
Samane. Akelai wytrzeszczył przez moment oczy. Był pełen podziwu dla Orlego,
ale mimo wszystko to w Samane dostrzegał coś dziwnego, coś, co wydało mu się
interesujące. Dziewczyna nawet specjalnie nie patrzyła gdzie strzela, a Orli mimo,
że szybszy, skupiał się na celu.
Zajęcia skończyły się i większość wyszła zawiedziona, że nie trafiła nawet jeden
raz. Febra Orli i Sayate skakali z radości. Natomiast Samane nadal ziewała.
– Orli, Samane i Sayate zostańcie na chwilę – odezwał się nauczyciel ostrym tonem.
– Coś przeskrobaliśmy? – spytała Sayate, uśmiechając się do przystojnego nauczyciela.
– To się okaże. Podejdźcie tutaj.
Sayate była zdziwiona zachowaniem Akelaia, a Samane wolałaby się zdrzemnąć
niż z kimkolwiek teraz rozmawiać.
– Chciałbym coś sprawdzić? – z kieszeni w mundurze wyciągnął zapasową
chustę od munduru i zawiązał Sayate na oczy.
– Spróbuj jeszcze raz trafić w wszystkie trzy tarcze.
Sayate wyostrzył się słuch i do pierwszej tarczy trafiła bez problemu, Akelai jednak
to zauważył i zaczął celowo hałasować.
Pozostałe dwa strzały spudłowała.
Orli nie trafił ani jednego.
– Miałem racje co do tej dwójki – pomyślał.
Samane natomiast podał kołczan z dziesięcioma strzałami i nacisnął guzik na pilocie,
uruchamiający pozostałe tarcze.
– Masz tyle strzał ile tarczy. Nie spudłuj i zrób to tak samo szybko jak poprzednim
razem – polecił jej zawiązując chustkę na oczach.
Samane westchnęła i naciągnęła pierwszą strzałę trafiając w środek tarczy. Chwyciła
dwie kolejne trafiając równocześnie w dwie tarcze. Szybko sięgnęła po pozostałe
i w ciągu kilkunastu sekund trafiła w wszystkie możliwe tarcze i na dodatek
w sam środek. Akelai był pewien, że nie kierowała się słuchem bo starał się hałasować,
a na dodatek pojawił się nieduży wiatr.
– Możecie iść, ale Samane niech na chwile jeszcze zostanie – polecił.
Samane zdjęła opaskę.
– O co chodzi ? – dziwiła się – ta cała szopka teraz była po to żeby mnie sprawdzić?
– Masz racje Samane.
Samane zaskoczyła bezpośredniość Akelaia.
– Widziałem jak strzelałaś podczas misji. Wiem też, że miałaś po raz pierwszy
w ręce karabin jak się nie mylę.
Samane kiwnęła głową.
– To co zrobiłaś teraz, tylko potwierdza moje domysły.
– To znaczy co? – zastanawiała się Samane kolejny raz ziewając.
– Na dodatek zrobiłaś to będąc niewyspaną.
Samane spojrzała na nauczyciela trochę się rozbudzając.
– Gdy byłem w twoim wieku i przyszedłem do akademii. Mój nauczyciel też kazał
mi strzelać tak jak ja tobie teraz. Tacy ludzie, jak ja, czy ty, pojawiają się dosyć
rzadko. Nawet jeśli większość żołnierzy doskonali się w strzelaniu, tylko niektórzy
potrafią wyczuć cel tak dokładnie. Podczas misji widziałem jak Aina chciała
strzelić by ci pomóc, ale znała swoje umiejętności i wiedziała, że może cię zranić,
dlatego się wycofała, ufając, że sobie poradzisz. Ta sytuacja była fartem, bo Aina
ci zaufała, wiedziała, że się obronisz, ale gdyby to była inna sytuacja i inna osoba,
skończyło by się to źle. Dlatego Aina i dyrektor poprosili mnie o pomoc.
– Widziałam jak pan strzela – odezwała się Samane – ani jednego pudła.
– Ty tak samo, mimo, że miałaś pierwszy raz w ręku broń.
– O jakich ludziach pan mówi. Kim ja jestem? – dopytywała się Samane nie do
końca rozumiejąc do czego zmierza.
– Jesteś urodzonym snajperem. Nie powinnaś mieć problemów z zaliczeniem
testów ze strzelania, ale chciałbym jeszcze coś sprawdzić.
– Snajperem? – powtórzyła cicho Samane, a Akelai wręczył jej swój pistolet. –
Jest naładowany i odbezpieczony. Strzelaj póki nie rozwalisz wszystkich tarczy.
Samane wyciągła prawą dłoń z pistoletem w dłoni przed siebie i zaczęła strzelać,
przesuwając szybko dłonią z jednego celu na drugi. Rozstrzelanie wszystkich
tarcz na kawałki, zajęło jej kilka sekund. Samane niespecjalnie patrzyła w co celuje.
Wszystko robiła na wyczucie.
– Zobacz co zrobiłaś? – Akelai wskazał jej dłonią pokawałkowane tarcze.
Samane spojrzała na tonę drzazg na ziemi i jeszcze bardziej przebudziła się z powodu
szoku.
– Nadal nie wierzysz?
– Niesamowite – odezwał się ktoś z tyłu sali, podchodząc i bijąc brawa.
390 391
S a mane oglądnęła się. Z powodu niewyspania nie była w stanie wyczuć czyjejś
obecności.
Z cienia wyszedł dyrektor. Samane ustawiła się na baczność, salutując. Akelai
również zasalutował.
Dyrektor przyłożył dłoń do skroni i puścił luzem. Dopiero wtedy nastąpiło luźne
przywitanie.
– Jednak miałeś rację Akelai – odezwał się generał.
Akelai kiwnął głową.
– W życiu nie widziałem żeby ktoś tak strzelał. Zaczynam się ciebie bać Samane.
– zaśmiał się dyrektor.
– Pan nie musi, ale współczuje Tora i Czarnej Skale – odpowiedziała żartem
Samane nie będąc świadoma konsekwencji tego co mówi.
– Humor jak zawsze dopisuje – uśmiechnął się dyrektor. – Samane czy nie masz
mi niczego do powiedzenia?
– Nie – Samane zaskoczyło to pytanie, ale domyślała się o co chodzi dyrektorowi,
a teraz ten żart który powiedziała.
Samane lekko zmruzyła oczy, tym razem udając, że ziewa.
– Przepraszam, ale mam następne zajęcia. Mogę już iść.
Obaj nauczyciele kiwnęli twierdząco głową.
– Zauważyłeś coś? – spytał dyrektor.
– Po za tym, że świetnie strzela to nie.
– Nie mam nastroju do żartów Akelai. A pozostali?
– Zachowywali się normalnie, ale słyszałeś co żartem powiedziała Samane.
– Tak słyszałem – odparł generał. Ten żart był jej błędem. Jestem przekonany,
że to co kombinują ma związek z Tora.
– Ty też popełniłeś błąd pytając ją tak wprost. Widziałem, że zorientowała się
czemu ją pytasz? Teraz już niczego się nie dowiesz. Będą się lepiej pilnować.
– Tym bardziej musimy ich obserwować. Mam przeczucie, że wpakują się w jakieś
kłopoty – martwił się Jass.
– Samane sobie poradzi – zaśmiał się Akelai.
– Mówiłem, że nie mam dzisiaj nastroju do żartów. Samne się nie przejmuje, ale
coś mi mówi, że cała klasa jest w to zaangażowana i z jakiegoś ważnego powodu,
nie chcą mi o tym powiedzieć.
– Też mam przeczucie, że coś się kroi i to coś bardzo niebezpiecznego. Tora coś
knują, a odwracają uwagę napadami w mieście. A jeszcze bardziej mnie denerwuje,
że te dzieciaki to odkryły, a my nie.
– Zastanawia mnie tylko dlaczego Samane i jej klasa boją się o tym powiedzieć.
Nie wyglądają na takich, których można zastraszyć.
– Jass nie widzisz tego. Oni boją się nam tego powiedzieć, bo myślą, że im
nie uwierzymy.
– Nie tego akurat nie widzę.
– Starzejesz się Jass. Te dzieciaki mogą być gotowe na bardzo duże poświęcenie
w imię ratowania akademii. Widzisz tylko Samane i ewentualnie Sayate. Owszem
są świetne. Powiedziałbym nawet, że najlepsze w całej akademii, ale reszta tej klasy
też jest wyjątkowa. To twoja klasa. Masz nad nimi piecze, a nie widzisz jak bardzo
w krótkim czasie się zmienili. Zamiast szukać dowodów przestępstwa u Samane,
poobserwuj tą zmianę u pozostałych. Wtedy ich zrozumiesz.
o
Samane wyszła z sali. Przy drzwiach czekali na nią Sayate i Orli.
– O co chodzi? – Czemu Akelai cię zostawił.
– Sprawdzał mnie. Powiedział mi, że jestem urodzonym snajperem.
– Po tym jak strzelałaś wcale się nie dziwie – skomentowała Sayate – ale inna
sprawa. Dyrektor pytał nas, czy nie mamy mu nic do powiedzenia, a potem chciał
rozmawiać z tobą.
– Mnie pytał o to samo, ale chyba zdradziłam się z jednym żartem na temat
Tora. Wygląda na to, że domyślił się o naszym planie. I tak nie zna szczegółów, ale
musimy bardziej uważać.
– Może powinniśmy mu jednak o tym powiedzieć – rozważał pomysł Orli.
– W życiu nam nie uwierzą, a wtedy nici z całego planu.
– Darujmy sobie teraz i chodźmy na następne zajęcia bo się spóźnimy – zaproponowała
Samane.
o
– Miałeś rację Akelai. Chyba jednak się starzeję – odezwał się dyrektor, podsłuchując
rozmowę, przez uchylone do sali drzwi.
– A nie mówiłem. Fartem dowiedzieliśmy się jednak czegoś. Wiemy, że mają
jakiś plan, który ukrywają. – Akelai uśmiechnął się lekko wiedząc, że intuicja go
nie zawiodła.
– Musimy ich jakoś powstrzymać, zanim zrobią coś czego nie powinni – skomentował
dyrektor nasłuchując przez szparę dalszej rozmowy. Liczył, że jeszcze
czegoś się dowie.
– To może nie być dobry pomysł Jass. Coś czuje że to ważna sprawa. Słyszałeś co
powiedzieli. Jeśli nie zrobią tego co mają zrobić. Jeśli ich powstrzymamy skończy
się to tragicznie.
– Nie wydaje mi się – odparł lekko wkurzony Jass.
– Jass – Akelai skoczył i wściekły złapał dyrektora patrząc mu w oczy. – Czuje,
że to coś naprawdę bardzo ważnego. Wpakujemy kraj w kłopoty. Powiedz czy kie392
393
dy k olwiek nie miałem racji.
Dyrektor zaskoczony zachowaniem Akelaia spojrzał w jego oczy.
– Rozumiem o co ci chodzi, ale obiecałem, że będę ich chronić.
Dyrektor zamachem ręki zza głowy z zaciśniętą pięścią uderzył w nadgarstek
dłoni Akelaja.
Mężczyzna puścił ubranie, łapiąc się za bolący przegub ręki.
– Rozumiem cię Akelai i obyś miał rację. Wolałbym jednak żeby mi o tym powiedzieli.
– A uwierzyłbyś im? – Spytał Akelai patrząc generałowi w oczy.
Dyrektor spuścił głowę.
– Nie mam pojęcia.
– Jass przystopuj trochę – Akalei chwycił go za ramie.
Spojrzał jeszcze raz w oczy i wyszedł.
– Chyba jednak się starzeje – westchnął dyrektor, dotykając czoła, opierając się
o ścianę i zsuwając się po niej na ziemię.
o
Lato powoli dobiegało końca, wielkimi krokami zbliżała się jesień. Niektóre liście
na drzewach zaczynały już żółknąć. Na drzewach rosły owoce. Samane przyzwyczaiła
się do dyżurów jako strażnik i już nie była taka zaspana rankiem. Tora
sporadycznie pojawiali się, ale każda próba złapania ich, kończyła się niepowodzeniem.
Również jak dotąd nikt więcej z uczniów nie ucierpiał. Widocznie straż
przynosiła jakieś efekty. Dyrektor wciąż kręcił się w pobliżu Samane i dziewczynę
powoli zaczynało to denerwować. Orli, Kazari i Akeri ćwiczyli łapanie do siatki
daleko od akademii. Samane szkoliła Tiri w używaniu energii i w walce. Dziewczyna
dosyć szybko się uczyła.
W ciągu całego lata Sojta wyhodowała w doniczkach na parapecie mnóstwo
dziwnych roślin. Samane wieczorami, gdy nie miała dyżurów studiowała razem
z Sayate plany, które dostała od Tiri szukając okazji i odpowiednich miejsc na złapanie
Tora. Na oddzielnej kartce rozpisywała plan i modyfikowała go. Po każdej
skończonej części, chowała za deską w suficie. Martwiło ją bardzo, że Isae przez
całe lato nie pojawiła się w akademii. Rudowłosa Flaya z dnia na dzień wyglądała
coraz gorzej. Samane niespecjalnie się nią przejmowała, ale czuła na sobie złowrogie
spojrzenia jej koleżanek.
Jednego dnia po południu, Samane bardzo się nudziło. Postanowiła iść na szóste
piętro żeby sobie poćwiczyć. Liczyła, że sala będzie otwarta. W środku znowu
spotkała dyrektora walczącego z Ainą.
– Witaj Samane – odezwała się Aina wyczuwając jej obecność.
Dosłownie kilka ruchów później rzuciła dyrektora na ziemię i walka się skończyła.
Aina wyszła uśmiechając się do uczennicy.
– Witaj Samane. Co cię tutaj sprowadza ?
– Nudzi mi się i chciałam trochę potrenować – odpowiedziała.
– Umiesz grać w szachy? – spytał dyrektor.
– Oczywiście – Samane uśmiechnęła się, na myśl o czarno białej planszy, pełnej
różnorakich figur.
– To się dobrze składa. Bo miałbym ochotę z kimś pograć, a dzisiaj wszyscy są
zajęci. Nawet niektórzy nauczyciele musieli wyjechać na misje.
– Jest aż tak źle – zmartwiła się Samane.
– Nie będę cię okłamywać. Jest bardzo źle. Również mi proponowano misje, ale
odmówiłem. Skoro nauczyciele wyjechali, ktoś musi pilnować akademii.
Samane uznała ten fakt za sprzyjającą okazję do wykonania jej planu.
Dyrektor przesunął małe drzwiczki w ścianie i z półki wyciągnął pudełko z szachami.
Rozsiadł się na ziemi i wysypał figury. Samane po ułożeniu figur ruszyła
jako pierwsza. Po kilku ruchach zauważyła, że dyrektor nie schował króla za roszadą.
– Jak w walce nie używa pan gardy póki nie musi, tak w szachach nie stawia
roszady – odezwała się Samane.
Dyrektor mruknął cicho i pozostawił to bez komentarza.
Samane zauważyła, że podstawia figury i był troszkę jakby zamyślony. Wykorzystując
to, Samane rozłożyła generała w ciągu kilku ruchów, wołając głośne
szach–mat.
Dyrektor jakby ocknął się z letargu i spojrzał dokładnie zaskoczony na planszę.
Nie dowierzając temu co się stało. Przeanalizował ustawienie figur nie mogąc
tego pojąć.
– W szachach też jesteś w stanie mnie pokonać.
– Chyba myślał pan o czymś innym niż rozgrywka. Może jeszcze jedna runda –
zaproponowała.
– Chętnie – odezwał się dyrektor ustawiając figury.
Kolejną partię to on zaczynał. Tym razem ustawił roszadę, a pozostałymi figurami
ostro ruszył na przeciwną stronę planszy. Takiego obrotu sprawy Samane się
nie spodziewała.
Na zewnątrz zrobiło się bardzo gorąco. Upał pomimo zbliżającego się końca lata
dawał się we znaki. Szczególnie w sali, mieszczącej się tuż pod dachem, panował
wyjątkowy zaduch.
Zarówno Samane jak i dyrektor siedzieli w samych koszulach od munduru.
Po twarzy lał się pot. Dyrektor otworzył kilka okien w sali i wiejący mocno wiatr,
394 395
wp a dł do sali orzeźwiając. Samane w końcu poczuła, że można oddychać. Partia
szachów trwała dalej i tym razem zarówno uczennica jak i dyrektor grali zażarcie.
Samane miała wrażenie, że dyrektor jest trudniejszym przeciwnikiem niż staruszek
w sklepie w galerii.
– Szach! – zawołał dyrektor, po raz pierwszy w tej rozgrywce. Samane zaskoczona
przez moment nie wiedziała co zrobić. Była praktycznie zablokowana. Ale
wiedziała, że musi być jeszcze jakiś ruch. Przyglądnęła się planszy i zbiła królową,
która zagrażała jej królowi.
– Lubisz grać w szachy prawda? – spytał dyrektor widząc jak bardzo myśli i wzrokiem
przeszukuje plansze w poszukiwaniu okazji do kontrataku i wprowadzenia
swojego planu.
Samane mruknęła cicho przesuwając kolejną figurę.
– Szach i mat – zawołała uradowana.
Dyrektor znów zdziwiony spojrzał na planszę.
– Chyba jednak się starzeje – powiedział cicho do siebie – Dobrego dowódce
można poznać po tym jak gra w szachy. Tak jak dobrego wojownika poznasz
po walce. Człowieka nie określają jego słowa, ale czyny.
Samane podniosła głowę rozpoznając cytowane słowa.
– Te słowa powiedział mi twój dziadek, gdy kiedyś wygrałem z nim partie szachów.
Samane dobrze znała te słowa. Słyszała je wielokrotnie, gdy dziadek z kimś grał,
ale nigdy nie usłyszała ich pod swoim adresem. Schyliła się ustawiając figury do
kolejnej partii.
– Wojna jest jak gra w szachy. Są pionki, są królowie, gońcy, wieże. Każdy ma
inne możliwości i każdy ma swoje zadania. Tak jak w naszych drużynach, tak
i w życiu, każdy otrzymuje misje na podstawie umiejętności.
– Mądre słowa jak na szesnastolatkę – skomentował dyrektor, unosząc brwi, zaskoczony
tym co powiedziała. – Samane wiem, że coś kombinujecie.
– Nawet dzieci nie mówią o wszystkich swoich problemach rodzicom. Z pewnymi
rzeczami trzeba poradzić sobie samemu.
– Nie wpakujcie się w jakieś kłopoty – martwił się dyrektor, kończąc ustawiać
swoje figury.
– Ciągle się w jakieś pakuje. Takie już moje życie.
– Ty sobie poradzisz, ale pomyśl o pozostałych – po tych słowach dyrektor zamilknął
i rozpoczął kolejną partie.
Samane była przekonana, że dyrektor ich zdemaskował, choć mimo wszystko
nie wiedział co tak naprawdę kombinują i w jakim celu.
o
Kolejnego dnia po południu Samane stałą w kolejce po obiad. Dużo osób wróciło
z misji i z powrotem zrobiło się tłoczno. Samane zauważyła rudowłosą dwie
osoby przed sobą. Podeszła bliżej.
– Teraz ci głupio co?
Rudowłosa oglądnęła się na nią, ze złowrogim spojrzeniem i odeszła. Samane
zauważyła, jak kucharka po kryjomu chowa coś pod ladą. Samane bardzo przypominało
to truciznę, którą otruto połowę szkoły.
– Coś mi tu śmierdzi – pomyślała Samane.
– Wiem Samane – odezwała się Sayate, stojąca za Samane w kolejce. – Wyczułam
podstęp i widziałam co dała kucharce. Czyżby znowu próbowali kogoś otruć,
czy tylko zakryć dowody?
– Saya – zajmij się kuchareczką.
Sayate kiwnęła głową.
Samane usiadła w następnej ławce za rudowłosą i jej przyjaciółkami. Postawiła
talerz z jedzeniem i chwile później zaczęła jeść. Kątem oka spoglądała na Sayate.
– Co tam schowałaś pod ladą? – spytała Sayate kuchareczki, która właśnie nalewała
zupę Orlemu.
– O co ci chodzi? – odpowiedziała udając zdziwioną.
– Widziałam co dała ci ta rudowłosa z trzeciej klasy.
– Nie wiem o czym mówisz – kuchareczka nie zwracała na nią uwagi, skupiając
się na podawaniu jedzenia.
– Wiesz, że potrafię wyczuć kiedy ktoś kłamie – Sayte złapała ją za rękę i spojrzała
w oczy rozpoznając w nich wszystkie sceny, gdy kuchareczka dosypywała trucizny
do jedzenia i gdy dostawała paczki z trucizną, od rudowłosej i jej dwóch towarzyszek.
– Puść mnie! – Zawołała głośniej kucharka, próbując się wyrwać.
Inne osoby stojące w kolejce zainteresowały się sytuacją.
– To ty otrułaś połowę szkoły! – Sayate była tego już wręcz pewna.
Inni uczniowie przyglądali się podejrzliwie kucharce.
– Ja o niczym nie wiem – broniła się kuchareczka, ale na darmo.
Sayate rozpoznała kłamstwo.
Kucharka rzuciła w nią talerzem. Sayate zrobiła unik i rzuciła się przez ladę,
powalając dziewczynę na ziemię. Podniosła się i pod ladą znalazła kilkanaście
woreczków z trucizną. Sayate stanęła na ladzie by wszyscy ją widzieli. W rękach
trzymała kilka woreczków.
– Patrzcie! – zawołała tak by cała stołówka ją usłyszała – To kuchareczka próbowała
was otruć. Patrzcie ile tego miała pod ladą.
– Ja nie chciałam, To nie moje! – panikowała kucharka – To Flaya mi to dała –
396 397
ws k azała palcem na rudowłosą, a ta w momencie wstała.
– Dokąd się wybierasz? – Spytała Samane, stajać na stole i łapiąc ją za kaptur
bluzy z napisem akademia na plecach.
Obecni uczniowie spojrzeli nagle na Samane. Koleżanki Flayi wstały z miejsc,
ale niczego więcej nie zrobiły.
– Flaya Reim prawda? – spytała Samane, nie puszczając kaptura.
– No i co z tego?
– To ty próbowałaś zabić gwiazdę. Pamiętam twoją energie. A przed chwilą widziałam
jak podajesz kucharce truciznę. W końcu próbowałaś się nią otruć żeby
uniknąć podejrzeń. Jakimś cudem przeżyłaś.
o
Flaya wyciągła nóż. Odwróciła się gwałtownie i wycelowała w stopę Samane.
Dziewczyna zrobiła salto w powietrzu przeskakując na inny stolik i wyciągła spod
ubrania sztylet wyglądający jak miniaturka miecza. Miał zakrzywiony koniec
i oplot na rękojeści.
– Walcząc ze mną, tylko potwierdzasz zarzuty – zauważyła Samane, przeskakując
na kolejny stolik by uniknąć rozcięcia nogi. Flaya mało nie zraniła jakiejś
dziewczyny, która wystraszona skuliła się pod stołem.
Flaya zebrała wokół siebie sporą ilość dymu.
– Uciekajcie! – zawołała do wszystkich Samane. – ona jest niebezpieczna. To
jedna z Tora!
Ludzie powstawali z ławek, ale nie uciekli. Ustawili się jak najbliżej ścian, chcąc
widzieć co się wydarzy. Flaya uderzyła dymem w Samane. Dziewczyna obroniła
się tarczą, ale impet ataku zrzucił ją ze stołu. Poleciała na plecy sunąc kawałek
po podłodze. Daigo podbiegł i pomógł jej wstać.
– Potrzebujesz pomocy? – spytał.
– Chętnie, o ile potrafisz bronić się przed dymem.
Flaya wściekła zaatakowała. Samane odpowiedziała świetlistym ptakiem.
Rudowłosa uniknęła ataku i zbliżając się do Samane rozpoczęła wymianę ciosów.
Dziewczyny nawzajem parowały ataki nożami. Flaya kopnęła Samane w nadgarstek
wytracając jej z ręki sztylet. Rzuciła się na Samane, a ta złapała ja za rękę
i przerzuciła nad głową. Flaya poleciała na podłogę, głośno uderzając plecami.
Podniosła się, ale nie mogła złapać tchu. Samane chciała ją uderzyć ale trafiła
na tarczę. Nie zauważyła jak chmura dymu łapie ją z tyłu i odrzuca kawałek dalej.
Samane przeleciała przez stół przewracając ławki. Obolała próbowała się podnieść.
Flaya atakowana była teraz przez Daigo. Samane wcześniej nie spotkała się
z taką siłą, nawet u szefowej.
Daigo został złapany przez dym i rzucony o ścianę. Upadł na podłogę nieprzytomny.
– Daigo! – zawołała Samane widząc jak chłopak uderza o ścianę.
Sojta i Axel od razu do niego podbiegli. Flaya wydawała się być opętana. Zachowywała
się jak demon. Jej dym przybrał formę macek i rzucał ławkami dookoła,
aż ludzie zaczynali krzyczeć i chować się. Do akcji dołączyła Sayate.
– Połączmy energie – zaproponowała.
Dziewczyny w sekundzie zgrały się ze sobą. Samane przywołała do siebie jak
najwięcej energii i podkręcając ją uderzyła spiralnie zakręconymi świetlistymi
ptakami. Sayate zaczęła kopać w locie Flaye uderzając najmocniej jak potrafiła.
Jednocześnie unikała wszystkich ataków dymu i ostrzegała przed nimi Samane.
– To nie jest normalna energia. Nawet jeśli czarna – zauważyła Sayate.
– Możliwe, że to trucizna tak na nią podziałała. Spójrz na jej oczy. Są czerwone.
– Jak ją pokonamy? – Martwiła się Sayate, spoglądając z przerażeniem na czerwone
źrenice.
– Zajdź ją od tyłu.
– Ale – zaprotestowała Sayate.
– Zrób to zaufaj mi – Samane kiwnęła głową z błagalną prośbą w oczach. – Tiri!
– zawołała szukając przyjaciółki w warkoczykach.
– Chyba wiem o co ci chodzi. – odezwała się Tiri, podchodząc z tyłu i dotykając
jej ramienia.
– Na razie uważaj na siebie. Odwrócę jej uwagę – Samane ruszyła, atakując
Flayie z obrotu w powietrzu. Nim Flaya zdążyła się zorientować. Samane wylądowała
na rękach i robiąc wiatrak nogami uderzyła kilka razy.
– Tiri! – zawołała, a przyjaciółka rzuciła błyskawicami w Flaye.
Samane Cofnęła się do tyłu i kopnęła z wyskoku, a na końcu otoczyła pięść światłem,
które połączyło się z błyskawicą Tiri i z głośnym okrzykiem uderzyła, rozbijając
jej tarcze i rozpuszczając dym wokół niej. Flaya chwiejnym krokiem zatoczyła
się do tyłu. Wtedy Sayate zrobiła wyskok i obracając się wokół własnej osi uderzyła
bokiem płaskiej ręki w kręgi na karku. Flaya nieprzytomna padła na twarz.
– Co z Daigo? – odwróciła się, pytając Sojty.
– Wyjdzie z tego. Ochronił się energią. – skomentowała Sojta.
Samane odetchnęła. Wtedy niespodziewanie Flaya wstała i skoczyła na Samane
przygważdżając ją do podłogi i gołymi rękoma łapiąc za gardło i dusząc.
– Samane! – krzyknęła przerażona trójka, składająca się z Tiri, Sojty i Sayate.
Nagle tłum rzucił się na Flaye próbując odciągnąć ją od Samane. Rudowłosa
nie miała już tarczy, ale wciąż miała za dużo siły. Kilku silnych chłopaków podjęło
próbę odciągnięcia, ale wszyscy oberwali i to dosyć mocno. Samane widząc,
że nikt nie jest w stanie jej pomóc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Chwy398
399
cił a Flaye za kark i przewróciła na bok. Dziewczyna nadal jednak mocno trzymała
ją za gardło. Samane zebrała energię w dłoniach i uderzyła z obu stron w uszy.
Flaya znów straciła przytomność. Samane uwolniła się, robiąc kilka kroków do
tyłu. Złapała oddech i zaczęła kaszleć. Delikatnie dłonią masowała obolałe miejsce.
Flaya znów się podniosła.
– Nie da się jej pokonać? – Sayate patrzyła z przerażeniem.
– Samane – przez ciebie, straciłam moją jedyną szanse na bycie kimś lepszym,
niż byłam – odezwała się rudowłosa.
– Kim jesteś? – spytała Samane podnosząc z ziemi wytrącony wcześniej sztylet.
– Jestem Flayia Reim, ale dzięki czemuś co dostałam od szefowej, jestem lepsza
niż wy wszyscy razem wzięci – śmiała się fanatycznie jak zła czarownica.
– Nadal jesteś człowiekiem i można cie zabić – wtrąciła się Tiri, przymierzając
się do ataku błyskawicą.
– Jest moja! – krzyknął ktoś z tyłu.
Samane obróciła się słysząc, że ktoś nadbiega. Febra zrobiła salto nad Samane
i z dwoma długimi pozaginanymi wzdłuż ostrza nożami zaatakowała Flayie. Cięła
i atakowała sztychem, raz po raz.
Samane była pod wrażeniem jak Febra walczy nożami. Flaya jednak unikała
wszystkich ciosów.
Samane zaatakowała ją kopnięciem po łuku z prawej strony, ale ich nogi zderzyły
się i zatrzymały, w powietrzu. Flaya jednocześnie uniknęła ataku Sayate i błyskawicy
Tiri. Nagle nie wiadomo skąd pojawiła się Mia i wylała na Flaye kubeł wody.
Wyciągła rękę przed siebie, a Flaya zaczęła wykonywać te Saame ruchy co ona.
– Talent związania – skomentowała Sayate, nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
– Tiri uderz teraz – zwołała Mia.
Tiri podbiegła i uderzyła błyskawicą w Flaye. Dziewczyna padła na kolana
od wstrząsu.
– Wystarczy tego! – odezwał się dyrektor wpadając na stołówkę.
Samane nie zauważyła kiedy wszedł. Pojawili się też inni nauczyciele, zaskoczeni
ogólnym bałaganem i zranioną ilością ludzi. Koleżanki Rudowłosej gdzieś
się ulotniły.
– Dobra robota Mia – odezwała się Aina, podchodząc do Flayi.
Nie zdążyła dotknąć Rudowłosej, gdy ta wyrwała się z kontroli Mii i ruszyła
biegiem przez środek stołówki.
– SAMANE ! – zakrzyczała wściekła i rzuciła się znowu na młodą wojowniczkę.
Samane stała obok dyrektora, gdy oglądnęła się i zobaczyła lecącą na nią rudowłosą.
Złapała ją obejmując oburącz i odbijając się z nóg, zrobiła salto razem z nią.
W połowie obrotu puściła Flaye rzucając w przód, a sama lądując z powrotem
na równe nogi. Samane poczuła nagle ból brzucha z prawej strony, niewiele niżej
niż żebra. Spojrzała w dół i zobaczyła wbity w jej ciało nóż. Dotknęła ręką nie dowierzając.
Zobaczyła dużą ilość krwi. Zarówno na ubraniu jak i na dłoni.
Dopiero teraz skuliła się i zakrzyczała z bólu. Gwałtownym ruchem ręki wyrwała
nóż i rzuciła go przed siebie, dysząc. Krew z noża splamiła posadzkę, a Samane
krzywiąc się, padła na kolana.
– Jesteś cała Samane? – zmartwił się dyrektor, klękając na jedno kolano obok niej.
– Trafiła mnie nożem – Samane zaciskała zęby z bólu.
– Samane połóż się na ziemię – Sojta niemalże powaliła ją na podłogę i przyłożyła
dłonie do rany. – Nie ruszaj się, to głęboka rana, ale dam radę ją wyleczyć.
Samane skupiła energię w dłoni, położyła na rękach Sojty. Na jej twarzy nadal był
wyraz bólu.
– Gdzie kucharka? – spytała
– O nie! – powiedziała Sayate, rozglądając się po pomieszczeniu. – Zostawiłam
ją, gdy przyłączyłam się do walki.
– Wszyscy na swoje zajęcia! – wykrzyczał dyrektor do tłumu uczniów. – Po co
wam kucharka? – zdziwił się nachylając się nad Samane i przyglądając ranie.
Tłum powoli wychodził ze stołówki. Wszyscy oglądali się jeszcze na lezącą
na ziemi Samane, a kawałek dalej nieprzytomną Flaye.
– Znalazłam ją – odezwał się ktoś od strony lady, prowadząc kucharkę ze związanymi
z tyłu rękoma.
Była to Isae. W prawej dłoni trzymała pistolet, wymierzony w głowę kucharki.
– Isae – Samane dawno jej nie widziała.
Widocznie wróciła z misji. Przewodnicząca uśmiechnęła się lekko w stronę Samane.
Sayate podbiegła do lady i przyniosła kilka woreczków i pokazała dyrektorowi.
– Flaya przekazywała je kucharce. Widziałam to na własne oczy. Pod ladą jest
tego o wiele więcej.
– Dobra robota dziewczyny – pochwalił je dyrektor.
– Po mnie przyjdą następni i o wiele silniejsi. Ledwo dałaś mi radę. Następnym
razem zginiesz Samane Sejom – wymamrotała Flaya, budząc się, ale nie mając już
siły wstać.
Aina związała jej mocniej ręce i spojrzała w ciemne teraz oczy. Po czerwieni nie
było widać ani śladu.
Flaya powoli zrobiła się senna i zasnęła.
– Co pani zrobiła? – Sayate była zaskoczona umiejętnością Ainy.
– Słodki sen – skomentowała Samane, podnosząc się powoli.
– Bez gwałtownych ruchów. Dopiero co zasklepiłam ranę – upomniała ją Sojta.
400 401
– Tak masz rację Samane. To mój talent. – Aina podniosła się i zabrała nieprzytomną
Flayie i od tej pory przez kilka dni nikt jej nie widział. Choć Samane i reszta
jej znajomych wiedzieli, że jest trzymana w czymś w rodzaju szkolnego więzienia.
Samane jak na nią przystało szybko wyzdrowiała. Sojta karmiła ją w kółko dziwnymi
i ohydnymi w smaku napojami. Mai poznała się z resztą klasy, ale najbardziej
zaprzyjaźniła się z Tiri, Leeme oraz Setem. W ostatnim przypadku, niezbyt
podobało się to pewnej niebiesko–włosej liderce, z trzeciej drużyny. Samane nie
mogła skupić się na planie. Przejmowała się tym, że została zraniona i jak trudno
było jej pokonać Flaye mimo, że miała wsparcie innych osób. Zastanawiała się
co zrobić, by następnym razem nie przegrać. Chciała zdobyć więcej informacji
na temat tego, co dostała Flaya od szefowej i co spowodowało, że zachowywała
się jak opętana. W akademii znowu szeptano na jej temat. Mówiono o jej walce
na stołówce, ale na jeżykach była też Tiri, Febra, Mai, Sojta i Daigo. Cała szóstka,
została okrzyknięta bohaterami pierwszego roku. Samane cieszyła się, że inni też
zostali zauważeni, a nie tylko ona.
Młoda wojowniczka postanowiła znaleźć jakiś sposób na ludzi pokroju Flayi
i zaczęła swój samodzielny trening. Codziennie wczas rano udawała się na drugą
stronę jeziora gdzie znalazła ustronne miejsce. Była to skała, po której spływał wodospad.
Nurt był dosyć silny, a woda prawie lodowata. Słońce wciąż piekło, więc
chłód za bardzo nie przeszkadzał Samane. Z zamkniętymi oczami znów wyobrażała
sobie atakujących ją przeciwników, z ta różnicą, że do ruchów dodała świetlistą
energie. Próbowała stworzyć ze światła, coś w rodzaju macek tak jak z dymu,
zrobiła to Flaya. Zamiast tego ciągle pojawiały się ptaki.
Sayate pod nieobecność Samane zaczęła oglądać plany. Dziewczyny chciały jakoś
pomóc Samane.
– To wszystko robi się coraz bardziej chore – skomentowała Sayate. – Jak daleko
można pójść z energią. To co zrobiła Flaya to nie są normalne ludzkie możliwości.
– Powiedz to Samane. Ona cały czas, próbuje coś na to zaradzić – Tiri znów
przeglądała coś na swoim laptopie.
– Szczerze nie dziwie się jej. Samane świetnie walczy a nie dała rady. My też nie
dałyśmy rady. Gdyby nie to, że współpracowaliśmy było by po Samane. Gdyby
była Sama nie dałaby rady.
– Znasz Samane. Jest uparta i za wszelką cenę chce zawsze wygrać, ale nikt nie
jest niepokonany, nawet ona – Tiri nie oderwała wzroku od ekranu.
– Tym, że jest uparta doszła o wiele dalej niż my, ale wydaje mi się, że na próżno
łudzi się, że może być jeszcze lepsza. To niemożliwe by doszła do czegoś takiego
jak Flaya, przy zdrowych zmysłach. Z drugiej strony, jednak musimy coś zrobić, by
następnym razem nie zostać zabitymi przez takiego potwora. Jeśli Flaya to miała,
to inni Tora też mogą mieć. Nie wyobrażam sobie walczyć z kilkoma takimi osobami
– Sayate poczuła coś jakby strach, na samą myśl o tym.
– Przecież ja się nie boję – pomyślała, zastanawiając się co się z nią dziwnego
dzieje.
– Swoją drogą nie zaciekawiła cię sprawa tego podarunku od szefowej? – spytała
Tiri.
– Owszem myślę o tym cały czas.
Słońce świeciło bardzo mocno. Wiatr wiał, rozwiewając włosy, lezącej na ziemi
Samane. Dziewczyna była męczona po długim treningu. Szum pędzących na spotkanie
z rzeką kropli wodospadu powodował, że chciało jej się spać, pomimo
twardej i nierównej skały. Miejsce było ciche i spokojne. Ptaki spokojnie ucięły sobie
popołudniową drzemkę. Niebo było przejrzyście czyste. Gdzieś w dali słychać
było maszyny zbierające żniwa, a w trawie koncert grały świerszcze.
Samane zasypiając zobaczyła uśmiechniętego mistrza jak wraca do domu i wita
się z Lyrą. Nie mogła usłyszeć żadnych słów, a jedynie wesołe pomruki tonów rozmowy.
Do sali w której rozmawiali wleciał biały gołąbek, z gałązką oliwną i usiadł
na ramieniu Lyry. Dziewczyna uśmiechnięta, wzięła gołąbka w obie dłonie i przytuliła
do siebie. Nagle strzała przebiła ciało śnieżnobiałego gołąbka, a krew na jego
piórach wydawała się jeszcze bardziej jaskrawa, niż w rzeczywistości. Strzała zraniła
też Lyrę. Dziewczyna upadła na ziemię, a obraz się rozmył. Samane oszołomiona,
miała ochotę się obudzić. Uświadomiła sobie, że jest wewnątrz snu i omal
nie zaczęła płakać, na widok siostry, ale chwilę później pozbierała się.
– To nie jest iluzja snu – zauważyła, rozglądając się, po przejrzyście białym miejscu,
w którym teraz się znalazła.
– Samane! – odezwał się ktoś.
Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła dziadka. Stał przed nią jak żywy, w mundurze
królestwa i czterema gwiazdkami na pagonach. Na czapce widniała gwiazda
w okręgu, symbol królestwa.
Samane zaskoczona była, że we śnie widzi postać tak bardzo wyraźnie.
– Ratuj akademie bez względu na konsekwencje – powiedział smutny i jakby
przestraszony.
– Jak to? – zdziwiła się Samane
– Królestwo jest w niebezpieczeństwie, jeśli akademia nie zostanie obroniona.
Król… – Dziadek nie skończył mówić, gdy sen się rozmył, a Samane obudziła się
i zerwała na równe nogi.
– Dziadku! – zawołała. Rozglądnęła się dookoła i dotknęła ręką czoła. – Chyba
upał mi zaszkodził – powiedziała do siebie. – Zaraz. Nie. Ten sen był dziwny. Ani
sen, ani iluzja. To potwierdzenie tego, że Tora szykują spisek na króla. Jeśli akade402
403
m i a nie zostanie obroniona. Niespodziewanie dostaną się do zamku przez tunele
i … – Samane wolała nawet o tym nie myśleć. Ten obraz z Lyrą. Często śnił mi się
gołąbek. Lyra, która ginie też. Zniszczony pokój – myślała – No racja. Dopóki Tora
mieszają w tym kraju, szanse na pokój są marne. Do tego ta linia frontu. Samane
nagle zaświtał pewien pomysł w głowie. Pędem wsiadła na ścigacz. Sprawdziła
jeszcze ile ma paliwa. Zbyt długo czekała na naprawę. Nie chciała popełnić drugi
raz tego samego błędu. Ruszyła najszybciej jak się dało do akademii, póki pamiętała
co ma sprawdzić. Wpadła do pokoju zastając Sayate i Tiri przy planach.
Skoczyła do biurka i szybko zaczęła coś sprawdzać.
– O co chodzi Samane? – Sayate, aż poczuła podmuch gwałtownych ruchów
przyjaciółki.
– Mówiłaś, że Tora wskazali pięć wejść?
Tiri przytaknęła.
– Myślę, że mogą skorzystać z innych. Mogą wybrać te, których ktoś najmniej się
spodziewa, ale z kolei i takie, które będą jak najbliżej akademii.
– Idąc tym tropem, każde miejsce może być podejrzane – skomentowała Tiri. –
Nie mamy tyle osób, by obstawić wszystkie. Przecież jest ich mnóstwo.
– Właśnie skomentowała Samane.
– Nie rozumiem cię. – Tiri była zdezorientowana.
– Myśl jak przeciwnik – zauważyła Sayate, zaczynając gorączkowo myśleć, które
wejścia by wybrała.
– Dobry trop Sayate, ale gdybyś była Tora i planowała zamach na króla? – Samane
wskazała na nią palcem.
– To nieważne byłoby jakim wejściem pojawię się w akademi, a raczej jakim
tunelem dostane się do zamku.
– Bingo! – zawołała Samane.
Sayate i Tiri otworzyły oczy ze zdumienia.
– Jak na to wpadłaś? – Tiri nadal nie dowierzała, że Samane się tego domyśliła.
– To proste, ale zbyt skupiliśmy się na tych wejściach. Szefowa wiedziała, że możesz
ją usłyszeć. Specjalnie powiedziała o tych wejściach, by w razie czego, zastawić
tam na nas pułapkę.
– Jeśli byś na to nie wpadła, to byłoby samobójstwo – Sayate odetchnęła z ulgą.
– Chodzi o ich cel. Nie przyszli do akademii po to żeby się zabawić. Zastraszenie
i napady na uczniów, to była pierwsza część ich planu. Zależało im na tym, by
odwrócić naszą uwagę od prawdziwego ich celu, jak przy okazji sprzątnęli by kilka
potencjalnych przyszłych wrogów, to wyszłoby im to, nawet na korzyść. Dlatego
zmieniam cały plan. Nie będziemy czekać na nich przy wejściach. Będziemy je tylko
obserwować, by wiedzieć z jaką ilością mamy do czynienia. Cała akcja rozegra
się przy wejściu do tunelu.
– Problem w tym, że nadal nie wiemy gdzie ten tunel? – zauważyła Sayate.
– Myślę, że Tiri to wie.
– Czytasz mi w myślach – Tiri uśmiechnięta, oglądnęła się na Samane i kliknęła
kilka razy w klawiaturę na swoim laptopie. Na ekranie pokazały się plany piwnic.
Są trzy potencjalne wejścia, ale wszystkie łączą się ze sobą, w jednym punkcie.
– Wykorzystamy to w razie ucieczki, albo potrzeby wsparcia drugiej drużyny –
zauważyła Samane. – Musimy sprawdzić te piwnice.
– Jak chcesz pilnować wszystkich wejść naraz? Nie wszędzie są kamery – Sayate
przekrzywiła głowę i patrzyła w sufit zastanawiając się nad dobrym pomysłem.
– Znam odpowiednią osobę, która się tym zajmie – uśmiechnęła się Samane.
– Pozostaje jeszcze kwestia tego specyfiku, który miała Flaya – Tiri usiadła bokiem
na krześle i podparła brodę na rękach, ułożonych na oparciu krzesła, wpatrując
się w Samane.
– Myślę nad tym cały czas, ale nadal nic nie mogę wymyślić.
– Samane, to nie jest możliwe – Sayate zmieniła kierunek patrzenia z sufitu
na przyjaciółkę.
– Wcale nie – odezwała się Sojta, wchodząc do pokoju. – Zastanawialiśmy się
z Axelem i Miriam jak to możliwe i doszliśmy do wniosku, że to musiała być
mieszanka ziół energetycznych w połączeniu ze specjalnym rodzajem energii,
używanym tylko przez medyków. To bardzo stara sztuczka i przekazywana tylko
nielicznym. Ukrywana na starożytnych zwojach, przekazywanych z pokolenia
na pokolenie. Sztukę tą jednak umieli posiąść tylko wyjątkowi medycy.
– Skąd weźmiemy takie zwoje – zastanawiała się Tiri.
– Jedne z nich, próbowali ukraść Tora, kiedyś w przeszłości, gdy miały zostać
przekazane zaadoptowanym synom.
– Legenda – skomentowała cicho Samane.
– Drugi raz próbowali je ukraść nie tak dawno temu, mordując większość mojej
rodziny.
Samane otworzyła szerzej oczy.
– Potrafisz to zrobić – spytała?
– Owszem, ale to wiąże się z dużym ryzykiem zdrowotnym Samane.
– Jestem tego świadoma – odparła Samane, ciesząc się.
Nagle gdzieś rozległ się jakby huk strzału.
– Co to było? – Tiri spojrzała odruchowo w okno.
– Strzał, ale to nie broń laserowa, tylko stara broń palna – Samane znała ten
dźwięk z polowań, które urządzano w Meabe w trakcie święta jesieni, ale teraz,
było na to zdecydowanie za wcześnie.
404 405
D ziewczyny wybiegły z pokoju i dalej przed akademik. Wszędzie było cicho, nie
licząc innych zaciekawionych uczniów. Dziewczyny idąc za pozostałymi, przyszły
na główny dziedziniec z fontanną.
– O nie – Samane, dostrzegła Rudowłosą z pistoletem w ręce, leżącą w fontannie.
Jej oczy wpatrywały się w niebo jakby na wieczność. Usta zamarły, jakby w ostatniej,
niewypowiedzianej literze. Woda w fontannie przybrała kolor czerwieni.
Wszyscy zszokowani, wpatrywali się w martwą dziewczynę.
– Samobójstwo – Sayate zszokowana, spojrzała, między coraz bardziej zagęszczającym
się tłumem.
– To dla ciebie – szepnął ktoś Samane do ucha i wsunął coś do tylnej kieszeni
w spodniach.
Samane poczuła czyjąś rękę, ale w tłumie nie była w stanie wyczuć kto to. Oglądnęła
się, ale nikogo już nie było.
– O co chodzi? – zdziwiła się Sayate zachowaniem przyjaciółki.
Samane sięgnęła do tylnej kieszeni i wyciągła prezent. Spojrzała i zobaczyła list
z jej imieniem i nazwiskiem. Był zaklejony. Nie miał adresu, znaczka, ani nadawcy.
– Ktoś mi to przed chwilą wsunął do kieszeni – Samane otworzyła kopertę
i w środku znalazła list. Samane nie chciała go tutaj czytać. Spojrzała na dół i zobaczyła
podpis;
Flaya Reim.
– O nie – skomentowała, a Sayate widząc podpis, poczuła, że ta sprawa ma drugie
dno.
– Pożegnalny list. Lepiej go schowaj, dyrektor idzie – Sayate wskazała na idącego
dyrektora.
Generał przyklęknął przy fontannie i smutny spojrzał na rudowłosą.
Aina pojawiła się chwile za nim dotykając jego ramienia.
– Nie mogłeś jej uratować – szepnęła cicho.
– Co? – Dziewczyny spojrzały sobie w oczy, komentując to bez słów. Przekazały
sobie informacje i spostrzeżenia. Ich słuch był też dzisiaj wyjątkowo wyostrzony. –
Oni coś wiedzą – Przekazała wiadomość Sayate – Dziewczyny oderwały od siebie
wzrok i znów patrzyły na centrum wydarzeń.
Chwile trwało, zanim tłum rozszedł się w swoje strony, ale wszyscy plotkowali
na temat rudowłosej. Zastanawiali się, dlaczego ta dziewczyna tak postąpiła.
Uczniowie jeszcze nie zapomnieli o bójce w jadalni. Nie zapomnieli też o Samane
i mijając ją, puszczali dziwne spojrzenia. Samane słyszała plotki na swój temat.
Jedna dziewczyna przechodząc obok, nie zauważyła Samane.
– To przez tą Sejom pewnie się zastrzeliła.
Samane niewytrzymała i odwróciła się.
– Nie ocenia się sprawy, jak się nie wie o co naprawdę chodziło. A jak nie masz
odwagi powiedzieć mi w twarz, że coś do mnie masz, to radze zainwestować
w aparat i zrobić sobie zdjęcie.
Dziewczyna speszyła się, a potem przestraszyła poważnego wzroku Samane.
– Tacy jak ty, kończą na stanowisku generała – odezwała się Mai.
– O witaj Mai. Dobrze cię widzieć. Mam ci coś do powiedzenia, ale to nie jest
dobre miejsce.
– Wzrokiem mnie nie uderzysz, ale nadal możesz przekazać wiadomość.
Samane spojrzała jej w oczy. Były tak samo ciemne jak u niej, czy Sayate, a ścięte
w dół do wewnątrz brwi i rysy twarzy, wyraźnie zdradzały pochodzenie. Samane
niebyła w stanie odczytać jej przeszłości.
– Da się załatwić – odpowiedziała Mai, gdy Samane zdradziła jej plan. – Do
zobaczenia – dodała i odwracając się w drugą stronę, odeszła, ginąć wśród idących
uczniów.
Dziewczyny wróciły do pokoju.
– Samane co jest w liście? – Sayate była zasmucona tym, co się wydarzyło.
Sojta zaglądała przez ramię Samane, gdy ta wyciągła kartkę z koperty. Czytała
na głos;
– Witaj Samane Sejom. Po tym wszystkim co się wydarzyło, pewnie szczerze
mnie nienawidzisz i z pewnością masz rację, ale zanim mnie ocenisz, chciałam,
byś wiedziała, kim kiedyś byłam i dlaczego stałam się taką osobą, jaką mnie poznałaś.
Zacznę od tego, że pochodzę z bocznej gałęzi klanu Reim. Miałam cztery
lata, gdy cały mój ród zginął. Rodzice, rodzeństwo, kuzynowie. Pozostałe gałęzie
nalegały, by głowa Reima, mnie adoptowała. W końcu pod naporem sugestii,
tak się stało, ale głowa klanu, miał mnie, mówiąc potocznie, gdzieś. Nie nauczyli
mnie zbyt wiele. Większość treningów wyglądała raczej jak wyżywanie się na bezbronnej.
Traktowali mnie jak worek. Trzymali z daleka od talentów i umiejętności
wojowniczych rodów. W domu traktowana byłam jak śmieć. Ciągle poniżana
i wykorzystywana jako służąca. Chodziłam w brudnych i starych ubraniach, które
ciągle szyłam. Zawsze czułam się niepotrzebna. Któregoś razu do domu przyszła
dziewczyna, bardzo podobna do ciebie. Na pewno pochodziła z wojowniczego
klanu. Jednak nie miałam pojęcia z jakiego. Rozmawiała z ojczymem. Kilka dni
u nas nocowała. Przynosiłam jej jedzenie. Na jej oczach zostałam zdeptana. Jeden
z jedenastu braci ojczyma po prostu kopnął mnie, a potem zwyczajnie po mnie
przeszedł. Rozmawiał z dziewczyną, a ta ciągle spoglądała na mnie. Wtedy zrodziła
się we mnie ogromna złość. Dziewczyna wyglądała na młodszą niż ja, a była
traktowana sto razy lepiej. Zastanawiałam się, dlaczego mnie spotkał taki los?
Nienawidziłam swojego życia. Pochodziłam z wojowniczego rodu. Chciałam być
406 407
tra k towana jak członek klanu, a nie jak szmata, po której można deptać i służąca.
– Nadawałabyś się na jedną z nas – odezwała się do mnie dziewczyna, gdy przybrany
wujek wyszedł z pokoju. – Masz w sobie tyle złości. Wręcz kipi od ciebie
czarną ki. Dlaczego dajesz sobą tak pomiatać? – spytała, robiąc łyk zielonej herbaty
z czarki. – Myślisz, że nic nie możesz zrobić prawda? Chciałabyś być gdzie
indziej i decydować o swoim życiu. Tymczasem jesteś niewolnikiem. Taki talent
się marnuje. Twój klan jest głupi, że cię nie wyszkolił.
Wtedy oczy otworzyły mi się ze szczęścia. Ktoś w końcu mnie zauważył, ktoś
po raz pierwszy nie poniżał mnie i zrozumiał jak się czuje. Dziewczyna zabrała
mnie z domu Reima. Klan specjalnie nie robił przeszkód. Cieszyli się, że nie będą
mieli mnie na widoku i dziwili się, że dziewczyna chce mnie zabrać. Ciągle tylko
mówili, że nic ze mnie nie będzie. Jak się później okazało, trafiłam do mrocznych
Tora. Spotkałam ludzi z mojego klanu tylko, że pochodzących od tych, którzy
w przeszłości oddzielili się. Dziewczyna, która mnie uratowała była dla mnie
jak siostra. Dopiero tam się odnalazłam. Zostałam wyszkolona i poznałam tych,
którzy ze mną trzymali. Nie byłam poniżana. Może trochę to dziwnie zabrzmi, ale
mroczni Tora, też są ludźmi, mają normalne odruchy, przyjaźnią się, dbają o swoich
towarzyszy i mają honor rodów wojowników. Jedyne co nas odróżnia, to złość.
Złość i gniew do świata za to jaki jest. Najchętniej zniszczylibyśmy wszystko inne.
Droga mrocznej energii nie zna innego rozwiązania. Wszystko było dobrze, do
czasu, gdy nie pojawiłaś się ty. Przeszkadzając w planie zniszczenia. Po przegranej,
dostałam pierwsze kazanie, które nie było miłe. Wśród mrocznych Tora ten, który
przegrywa misje, jest napiętnowany. Moja dobra passa skończyła się. Choć nie byłam
służącą i nie byłam poniżana, to straciłam zaufanie u innych osób. Po wyjściu
ze szpitala, po tym jak próbowałam się otruć, sprawa jeszcze bardziej się pogorszyła.
Wtedy uznano, że jestem na czarnej liście do zabicia ale, że straciliśmy sporo ludzi,
tymczasowo pozostawiono mnie przy życiu. Jednak to była tylko kwestia czasu.
Królestwo Gwiazdy już ostrzyło zęby na moją egzekucje, podobnie jak główny
dowódca Tora. Poprosiłam ostatnią osobę, która mi ufała o pomoc. O ostatnią
szansę. Dziewczyna, która mnie uratowała z domu Reima, to szefowa. Przed walką
na stołówce, dała mi pewien sekretny specyfik i nauczyła jak kontrolować go
z pomocą energii. Wyjawiła mi też swoje imię i nazwisko. Akai Sejom. Ostatnią
próbą odzyskania honoru, było zabicie ciebie. Wierzyłam, że jeśli cię pokonam,
odzyskam dobre imię wśród Tora, a może i klan mnie doceni. Jednak po walce,
zdałam sobie sprawę, że mogła być całkiem inna droga. Przegrałam swoje życie.
Teraz nie pozostało mi już nic. Ja też mam swój honor, dlatego ci o tym wszystkim
pisze. Każda walka z tobą, uświadamiała mi właśnie tą inną drogę. Widziałam
twoją ścieżkę i czułam się coraz słabsza, widząc jak ty, stajesz się silniejsza, ale
ty czerpałaś siłę z białej ki. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że to jest ta siła,
która zmienia świat. Złość i zemsta, zaprowadziły mnie donikąd. Może chociaż
ty jedna mnie zrozumiesz. Żałuje, że nie poznałyśmy się wcześniej, może wtedy
razem zmieniałybyśmy świat. W ramach moich przeprosin zdradzę ci coś. Nie
znam szczegółów, ale szykuje się jakaś akcja na ogromną skale, która ma wywrócić
ten kraj do góry nogami. Lista uczniów do zabicia, jest nadal aktualna i nie zrezygnowali
z niej. Szukają innego sposobu, jak was usunąć, a ciebie w szczególności.
Również dyrektor jest na tej liście i kilkoro nauczycieli. Przy pięciu przejściach do
szkoły, szefowa ma zamiar zastawić na was pułapkę. W ostatnich słowach, chciałabym
tylko, by ktoś o mnie pamiętał. Nie proszę o wybaczanie i tak narobiłam zbyt
wiele złego i rozumiem, że przeprosiny pewnie nic nie zmienią. Teraz zostało mi
się już tylko pożegnać. Do widzenia.
Flaya Reim.
Samane skończyła czytać, a wszystkie trzy dziewczyny spuściły smutne głowy,
a z oczu polały się łzy.
– Życie jest niesprawiedliwe – Samane uderzyła pięścią w podłogę, siadając
na piętach i rzucając list kawałek dalej.
– Nigdy nikogo nie oceniaj nawet jeśli wydaje ci się zły – skomentowała Sayate
ze łzami w oczach. – Nikt nie jest doskonały, każdy ma w sobie coś z dobrego
i złego. Niema jednolicie czystych postaci. Każdy popełnia błędy. Niema też jednolicie
złych ludzi. Oni stali się tacy z jakiegoś powodu. Gdzieś w głębi mogą robić
krzywdę, ale z dobrych pobudek. Może po prostu pobłądzili tak jak Flaya, szukając
akceptacji i odrobiny docenienia – Sayate przestała mówić wyobrażając sobie
dzieciństwo Flayi.
– To przykre. A my traktowałyśmy ją jak największego wroga. Owszem zrobiła
wiele złego, ale na końcu zdała sobie z tego sprawę. Jednak nie musiała się zabijać.
Przecież mogła mieć jeszcze przyjaciół – Sojta zaciskała pięści oparte na kolanach,
a łzy spadały jej na spodnie.
– Niezależnie od tego, co by zrobiła i tak ktoś by ją zabił. Nie dałybyśmy rady
ochronić ją przed wyrokiem królestwa – Samane nadal siedziała na ziemi, ale teraz
była już bardziej spokojna. Otarła chusteczką oczy i nos. Sięgnęła dłonią do zegarka
i napisała do dyrektora wiadomość.
„Czy wie pan jakie życie miała Flaya?”
„Wiem” – odpisał dyrektor.
Za chwile pojawiła się druga wiadomość;
„ Chcesz o tym pogadać? „
Samane odpisała;
„Tak”
408 409
W stała z podłogi i schowała list do kieszeni.
– Wybierasz się gdzieś? – spytała Sayate, ocierając łzy.
Samane podsunęła jej przed twarz dłoń ze swoim zegarkiem. Nie odezwała się
ani słowem.
– Dyrektor o wszystkim wiedział – Sayate zszokowana, przeczytała rozmowę
i wstała. – Idę z tobą.
– Próbował jej pomóc – wyszeptała Samane. – Sojta idziesz z nami?
Dziewczyna kiwnęła głową i również otarła łzy. Nie wypadało iść tak przez akademie.
Dyrektor siedział w swoim fotelu, wpatrzony w jakiś punkt w oddali. Dziewczyny
wchodząc do gabinetu ustawiły się i równocześnie przyłożyły dłoń do skroni.
– Nie trzeba dziewczyny – odpowiedział dyrektor, obracając się na krześle w ich
stronę. – Nie spodziewałem się, że przyjdziecie wszystkie trzy.
– Co teraz stanie się z jej ciałem? – spytała Sojta.
– Policja wojskowa się tym zajmuje, ale prawdopodobnie za kilka dni, zostanie
pochowana.
– Rodzina będzie na pogrzebie? – Samane domyślała się już, jaka będzie odpowiedź.
– Jej rodzina w ogóle się tym nie przejęła. Dosłownie przed chwilą, kontaktowałem
się z głową rodu Reima. Powiedział, że nigdy nie należała do ich rodziny, więc
nie mają zamiaru przychodzić.
Samane była wręcz przerażona. Nie tak wyobrażała sobie piąty, co do umiejętności
i siły, sławny klan Reima.
– Pan coś wie o Flayi, prawda? Próbował jej pan pomóc? – Samane podeszła
bliżej biurka, kładąc list na stole.
– Oszem, Flaya od początku pojawienia się w akademii, szukała sposobu jak
uwolnić się od Tora. Prosiła mnie o pomoc, ale w tej sytuacji niewiele mogłem
zrobić. – Dyrektor sięgnął po list. Jego oczy zrobiły się szkliste.
Samane była w stanie to dostrzec.
Jednocześnie jego uwagę zwróciła wiadomość, o pułapce i tunelach.
– Chronił ją pan. Dlaczego nic nam pan nie powiedział?
– Myślisz, że coś by to zmieniło Samane? Flaya szczerze cię nienawidziła. Traktowała
cię jako przeszkodę. Choć ja wiem, że działałaś zgodnie z tym co powinien
zrobić żołnierz i wojownik – dyrektor otworzył list i zaczął czytać, gdy skończył
z jego oczu polały się łzy.
Dziewczyny były zaskoczone. Spojrzały na siebie, a potem na dyrektora. Pierwszy
raz, widziały by ten silny mężczyzna, niebojący się prawie niczego, który przeżył
tyle misji, był dyrektorem akademii i generałem, płakał jak dziecko.
– Można było to inaczej rozegrać. – Samane oczy znów załzawiły.
– Wiedziałem jakie miała dzieciństwo. Wiedziałem, że należała do Tora, ale powiedziała
mi o tym dopiero, gdy obudziła się w szpitalu. Nie chciałem, by królestwo
wydało na nią wyrok śmierci. Tak bardzo chciała wyrwać się z tego złego
świata – dyrektor zacisnął pięść. – ukrywałem ją, po tym co zrobiła w jadalni.
– Dlaczego? – dziwiła się Sayate.
– Wzbudzała współczucie, nawet po tym co robiła. Ta desperacja prowadziła ją
do szaleństwa, a ona tylko szukała drogi wyjścia. Poza tym bardzo przypominała
mi moją siostrę.
Samane zaczęła współczuć też dyrektorowi.
Generał otarł łzy i przesunął list do krawędzi stołu, by Samane go zabrała.
Przez kilka kolejnych dni, Samane podczas dyżurów chodziła smutna i zamyślona,
aż oficer Kaj zastanawiał się czy Samane nie jest chora.
– Na pewno dobrze się czujesz? – spytał.
– Tak – odparła Samane, powstrzymując siłą łzawienie z oczu.
– Po prostu wydarzyło się coś złego i bardzo smutnego – wyjaśniła Sayate.
Była sobota. Na zewnątrz było jeszcze ciemno, choć na wschodzie niebo było
szare. Widać było kilka rozpuszczających się po nocnej ulewie chmurek. Wszędzie
wokół, panowała nieprzenikniona cisza. Ptaki jeszcze spały. Jedyne, co dało się słyszeć,
to szelest kroków po wysokiej, mokrej trawie. Najpierw jedne kroki, potem
drugie, a za nimi trzecie. Tuż obok pomnika z nazwiskami, ustawiła się czwórka
osób. Pomarańczowe promienie słońca, powoli przesuwały się od dachu dawnej
akademii do jej fundamentów. Słońce zawisło na wysokości pomnika, a czarna
teraz gwiazda w obręczy, na jego szczycie, była podświetlona. Światło słoneczne,
wydawało się nieść ze sobą dziwną energię. Wszystko wokół wydawało się dziwnie
uśpione, w nostalgii, pomimo, że powinno budzić się do życia.
– Piękny wschód – odezwała się Sayate.
Samane położyła kwiaty pod pomnikiem, salutując na cześć dziadka.
– Ruszajmy – powiedział dyrektor. Przeszli kawałek w las, dalej, poza dawny
budynek akademii.
Było tu kilka niezadbanych grobów, usypanych z ziemi i obłożonych kamieniami.
Gdzieniegdzie leżały wbite stare karabiny, miecze czy inna broń, oraz tabliczki
z imieniem i nazwiskiem oraz datą śmierci.
– To cmentarz zapomnianych uczniów. Miejsce pochówku tych, o których inni
zapomnieli. Uznałem, że to najlepsze miejsce. – Wyjaśnił dyrektor.
Na skraju była świeżo usypana ziemia, a w nią, wetknięty miecz wojowniczych
klanów, z regionu Sera. Na usypanej ziemi leżał zakrwawiony pistolet, którym się
zastrzeliła. Samane przyklękła dotykając go delikatnie palcami. Potem spojrzała
410 411
na miecz. Od razu rozpoznała, że był zrobiony w Meabe. Rozpłakała się, a dłoń
bezwładnie zjechała z rękojeści.
Nagle poczuła obecność kogoś, kogo dobrze znała i nie była to miła osoba. Podniosła
się i obróciła.
– Nie spodziewałam się tutaj ciebie. Akai Sejom.
Przed nimi stała postać w czarnym płaszczu. Na dźwięk swojego prawdziwego
imienia, zesztywniała i ściągnęła kaptur.
– Przychodzę pokojowo, choć zdaje sobie sprawę, że pewnie w moich ustach
wydaje ci się to śmieszne.
Samane odsunęła się na bok, pokazując grób.
– Flaya zdradziła mi twoje prawdziwe imię.
Szefowa też wyglądała, jakby miała zamiar zaraz się rozpłakać.
– Choć, tylko nie zrób czegoś głupiego – powiedział dyrektor, przyglądając jej
się cały czas podejrzliwie.
Szefowa zrobiła kilka kroków do przodu i położyła kwiaty.
– Możesz uważać mnie za złą, ale Tora też mają swój honor. Flaya była moją
przyjaciółką, choć pewnie mi w to nie uwierzysz. Tylko ja ufałam jej do ostatniej
chwili.
Samane nigdy niestała tak blisko szefowej, tak po prostu bez walki, czy złości.
Akai zrobiła kilka kroków do tyłu i spojrzała na czwórkę obecnych, składającą
się z Samane, Sayate, Sojty i dyrektora.
– Koniec końców, nikt nigdy nie jest w pełni zły. Chciałam jej pomóc nawet
w wyjściu z Tora. Dobrze ją rozumiałam, bo sama miałam podobne dzieciństwo.
– Akai ubrała z powrotem kaptur na głowę. – Następnym razem, nie licz na takie
zachowanie z mojej strony, jak dzisiaj Samane – Szefowa odwróciła się i z pomocą
energii dymu, wskoczyła na gałąź drzewa i przeskakując dalej zniknęła.
– Nigdy nikogo nie oceniaj – szepneła Samane – szkoda, że inni nie poznali
jej historii.
– Nie wydaje mi się – odezwała się Sojta, pokazując idących z różnych
stron uczniów.
Nie byli to wszyscy uczniowie. Samane, zaskoczona dostrzegła grupę Febry,
grupę Sayate, grupę Daigo. Grupę Isae, Mai Mai, Ainę, dwie wierne towarzyszki
Flayi, Orlego, Mikiego i Tiri. Pozostałe osoby należały do wojowniczych klanów,
co można było rozpoznać po rysach twarzy, ale Samane kojarzyła ich tylko z widzenia.
– Wybaczcie, ale czułam się w obowiązku, by powiedzieć chociaż im, jaka była
prawda. – Odezwała się Aina.
– Rozumiem – odpowiedział dyrektor, unosząc dłoń do skroni.
Inni obecni uczniowie, ustawili się z tyłu, za dyrektorem i wszyscy stali przez
minutę w milczeniu, na baczność. Zerwał się wiatr, rozwiewając obecnym włosy
i szarpiąc ubraniem. Samane poczuła tą samą energię, co wtedy, gdy zawarła
kontrakt z Sayate. Wszystko wokół wydawało się świecić i tańczyć. Światło słońca
przedarło się między konarami drzew, powodując tęczową poświatę na mokrej
trawie i liściach. Ptaki śpiewały piękną pieśń. Inną niż dotychczas. Nagle wszystko
ucichło.
– Mówią, że tęcza to symbol przebaczenia – szepnęła cicho Sojta.
– Jej iskra – miałam wrażenie, jakbym przez moment ją czuła – Samane spojrzała
w górę. – Nigdy nikogo nie oceniaj. Nie jesteś bogiem, by kogoś osądzać –
powiedziała Samane. – Chyba wiem, co to znaczy stracić przyjaciela, zanim się go
w ogóle poznało. Żegnaj Flayo.
z Daigo i Sayate maszerowali z mieczami na plecach, by spotkać dwójkę zawodowych
żołnierzy, z którymi będą w grupie. Przy bramkach stało dwóch dorosłych
mężczyzn w hełmach na głowach, mundurach i pełnym uzbrojeniu.
– Witamy –odezwał się pierwszy na widok trójki z mieczami na plecach. – Od
razu widać, że z wojowniczych klanów.
Mężczyzna był wysoki. Miał około czterdziestu lat i krótkie czarne włosy. Drugi
miał może dwadzieścia pięć lub dwadzieścia sześć lat. Był o głowę niższy od kolegi.
Włosy miał koloru ciemnego blondu, z opadającą na twarz grzywką, a z tyłu
zwisał krótki ogonek.
– Jestem Mat – odezwał się młodszy chłopak, podając dziewczynom rękę
i uprzejmie się witając, a mój starszy kolega jest głównym dowódcą całej szkolnej
straży. Oficer Kaj Green.
Starszy mężczyzna ukłonił się nisko.
– Jestem Daigo Agnam – przedstawił się
– Sayate Ki – różowowłosa przekręciła słodko główkę i zatrzepała kucykami,
a Mat zareagował wielkimi oczami.
– Dziewczyna z rodu Ki. A ty pewnie jesteś Samane Sejom? – Spytał Mat.
– Skąd wiesz? – zdziwiła się pytana.
– Jesteś sławna. Ostatnio głośno o tobie nawet w sztabie głównym.
Samane nie była zdziwiona tym, jak ludzie reagują na jej nazwisko, ale, że informacja
o niej dotarła aż na samą górę, to był dla niej ogromny szok.
– Teraz nie dziwię się, że dyrektor wybrał was do straży. – Odezwał się oficer
Kaj. – Wasza wiedza o Tora i zdolności waszych rodów, bardzo nam się przydadzą.
– Podobno ktoś z was ma być dowódcą ze strony uczniów – odezwał się Mat,
poprawiając pasek od karabinu, który wisiał mu na plecach.
Daigo i Sayate wskazali na Samane, a ta zdziwiona popatrzyła to na prawo, to
na lewo.
– Dlaczego mnie to nie dziwi – skomentował Mat.
– Mnie również – odezwał się oficer. – pamiętam jeszcze czasy, gdy twój dziadek
był głównym generałem.
– Jesteś przewodniczącą samorządu szkolnego, więc pewnie o ciebie chodzi –
Zauważył Daigo przyglądając się jej reakcji.
– Na razie tylko w zastępstwie za Isae, ale jestem. Dyrektor o niczym mi nie powiedział
– dziwiła się Samane.
– Jak zwykle uznał, że jesteś na tyle dobra, że sama się domyślisz. Zresztą przy
twoich umiejętnościach wcale nie byłoby to kłamstwem – śmiała się Sayate, próbując
wkurzyć przyjaciółkę.
Samane westchnęła bezradnie.
– Chyba nie mam wyjścia.
– W sprawie dyżurów uczniów, kontaktuj się bezpośrednio ze mną – odezwał się
oficer, wyraźnie zaciekawiony osobą Samane. – Teraz dzielimy się na dwie grupy
i ruszamy na patrol. Dziewczyny idą ze mną, a kolega z Matem.
– Tak jest – zasalutowali wszyscy przed oficerem i rozeszli się w dwie strony.
– Jak dużo wiecie na temat Tora? Chciałbym wiedzieć, jak walczą, jakich sztuczek
używają – odezwał się oficer Kaj, gdy weszli na korytarz na pierwszym piętrze.
Samane i Sayate zaczęły opowiadać całą historię Tora. Potem opowiadały o Iluzji
snu i talentach, a na końcu Samane opowiedziała o uratowaniu Tiri oraz akcji
z trucizną i próbie zabicia księżniczki.
– Ciekawa sprawa, być w pierwszej klasie i mieć dwie misje na swoim koncie –
odezwał się oficer z zaciekawieniem wysłuchując opowieści.
– Gdy dyrektor powiedział mi, że dowódcą ze strony szkoły będzie osoba
z pierwszej klasy, mocno się zdziwiłem, ale powiedział mi, żebym mu zaufał, bo to
bardzo utalentowana osoba. Teraz rozumiem, co miał na myśli.
– Niebezpieczeństwo – odezwała się Sayate i oglądnęła za siebie, wyciągając
miecz.
– Twoja umiejętność jest bardzo przydatna – odezwał się oficer, podnosząc karabin
do góry.
Samane poczuła czyjąś obecność i silną mroczną energię.
– To nikt kogo spotkałbym wcześniej – odezwała się.
W cieniu korytarza dostrzegła zakapturzoną postać, która prawie zlewała się
z otoczeniem.
Postać patrzyła w ich stronę, po czym pobiegła korytarzem w bok.
– Gonimy go? – spytała Samane.
– Tak – odpowiedział oficer i pędem ruszyli w pościg. Za zakrętem Samane dostrzegła,
jak daleko był.
Skupiła energię w dłoni i rzuciła w niego świetlistym ptakiem. Postać upadła
na ziemię i prawie ją dogonili, zanim wstała. Gdy byli już blisko, postać uderzyła
ich dymem. Samane wyszła do przodu i osłoniła wszystkich tarczą, a oficer zaczął
strzelać. Postać jednak wyskoczyła przez okno, gdzie czekali na nią inni dwaj Tora
i złapali ją na dole. Samane spojrzała przez okno.
– Mat, tu Kaj – mamy trzy kapturki w zachodniej części. Są na zewnątrz – ode386
387
zw a ł się oficer do radia.
– Przyjąłem, zaraz będziemy – odezwał się Kaj.
Oficer i dziewczyny zbiegli na dół po schodach, omal nie zderzając się z Daigo
i Matem. Wpadli na jeden z mniejszych bocznych dziedzińców i skręcając w krzaki
dogonili Tora przed bramą. Rozległy się strzały i Sayate, Samane i Daigo osłonili
się tarczą, odbijając przy okazji pociski wymierzone w oficera i Mata. Gdy nastąpiła
cisza, Tora zniknęli.
– Nadal przychodzą i to nowe osoby – skomentowała Samane, chowając miecz
do pochwy.
– Zwiali – skomentował Mat
– Saya – Samane zwróciła się do przyjaciółki.
– Niebezpieczeństwo zniknęło – odpowiedziała, domyślając się, czego chce od
niej Samane.
– Sprawdzają teren – zauważył Daigo.
– Trafna uwaga – skomentował oficer.
Do godziny pierwszej w nocy oba patrole przeszły szkołę i jej dziedzińce kilkakrotnie,
ale Tora więcej się nie pojawili.
O pierwszej w nocy zjawiła się kolejna grupa. Jedni drugim przekazali zadanie,
salutując na komendę oficera. Oficer przekazał relację z tego, co się działo
kolejnemu uzbrojonemu dowódcy i odszedł wraz z Matem w drugą stronę. Dwie
dziewczyny z czwartej klasy wraz z dowódcą nowej grupy odprowadzili trójkę
z wojowniczych rodów na piąte piętro. Zmęczona Samane odłożyła miecz na stojak
i położyła się do łóżka. W ciągu kilku chwil zasnęła jak zabita, zapominając
ustawić budzik. Rano Sojta zrzuciła ją z łóżka.
– Wybacz, późno wróciłam – marudziła Samane.
– Jeśli tak ma wyglądać to wasze bycie strażnikiem, to może lepiej zrezygnuj.
Masz pięć minut, żeby się ogarnąć – krzyczała po niej Sojta.
– Wiesz, że krzyczysz na swojego dowódcę – wymamrotała, podniosła się z ziemi
i poszła w kierunku łazienki.
Umyła się lodowatą wodą, a Sojta dała jej jakiś pobudzający napój .
– Ohyda – skomentowała Samane, ustawiając się przed lustrem, by poprawić
mundur.
– Jak tam twój plan?– spytała Sayate na zajęciach z historii.
Nikeya przynudzała dziś tak bardzo, że większość spała.
– Jakbym miała czas o tym myśleć– wymamrotała– nie podniosła nawet głowy
schowanej w ramionach.
– Czemu jesteś taka niewyspana? – przecież nie skończyliśmy aż tak późno –
dziwiła się Sayate.
– Energia. – wymamrotała. – Oni chyba potrafią pochłaniać energię.
Sayate spojrzała na Samane.
– Gdybyś mi nie powiedziała, to bym się tego nie domyśliła.
– Wpadłam na to dopiero dzisiaj rano, jak Sojta zrzuciła mnie z łóżka.
– Musimy być bardziej ostrożne – skomentowała Sayate i jako jedna z niewielu
z zaciekawieniem słuchała wykładu.
Na koniec zajęć Nikeya zapowiedziała sprawdzian. Wszyscy w sekundzie wyrwali
się ze snu i z przestrachem słuchali nauczycielki. Samane mimowolnie zapisała
wszystko na kartce i wciąż lekko zaspana wyszła z sali. Niespecjalnie przejmowała
się sprawdzianem.
Kolejne były zajęcia ze strzelania z Akelaiem. Wszyscy jednak dziwili się, że sala
została zmieniona. Od początku roku klasa nauczyła się trafiać do tarczy, a większość
trafiała już blisko środka.
– Witam – odezwał się Akelai, zapraszając uczniów do środka sali, która bardzo
przypominała poprzednią, ale była zdecydowanie większa, a tarcze na zewnętrznej
stronie wyglądały, jakby były zawieszone w powietrzu na jakiejś platformie.
Większość przyglądała się dziwnemu tworowi.
– Dzisiaj zobaczymy, jak poradzicie sobie z tym? – zawołał Akelai z zawadiacką
miną i kliknął coś na pilocie, który miał w dłoni. Tarcze zaczęły się przemieszczać
w różne strony.
Pierwsza ruszyła Sojta, naciągając cięciwę i celując, ale ile strzał wyciągnęła, tyloma
spudłowała.
Zszokowana przekazała łuk Tiri. Dziewczyna próbowała trafić, ale podobnie
również nie trafiła ani razu. Febra pomyślała, że w tym zadaniu ukryta jest kolejna
sztuczka.
– Hej, jak to trzeba zrobić? – zagadała Febra do Samane.
– Musisz celować – opdowiedziała dziewczyna ustawiona przed tarczą.
Febra ruszyła i naciągnęła cięciwę. Wypuściła strzałę, która przeleciała tuż przed
tarczą i wbiła się w ziemię. Spróbowała drugi raz, czekając dłużej, ale tarcza zdążyła
już się przemieścić i znowu strzała wbiła się gdzieś w ziemię. Przy trzecim
podejściu Febrze udało się trafić w dwudziestkę.
Wszyscy obecni bili jej brawo, a dziewczyna miała szklane oczy ze szczęścia.
– Samane, może teraz twoja kolej – zaproponował Akelai.
– Nie jestem dzisiaj w najlepszej formie – ziewnęła dziewczyna.
– Ktoś tu zarwał nockę. Mimo wszystko spróbuj, zobaczymy, jak strzelasz, gdy
nie jesteś w formie – zaśmiała się Akelai .
Dziewczyna mimo wszystko ustawiła się na podeście, naciągnęła cięciwę i trafiła
w pierwszą tarczę. Sięgnęła szybko po drugą i trzecią strzałę. Ledwo wypuściła
388 389
dr u gą, a już poleciała trzecia. Wszystkie trzy strzały trafiły w dziesiątkę.
– Jeśli tak strzelasz, gdy nie jesteś wyspana, to ja wolę sobie nie wyobrażać, co
potrafisz, jak jesteś w pełni sił – odezwał się Akelai .
Samane odeszła na bok, a na podeście ustawiła się Sayate, również trafiając
wszystkie trzy tarcze w sam środek. Jednak ona przed każdym strzałem musiała
chwilę się skupić. Klasa biła jej brawo, a Akelai zerknął tylko na tarcze i nadal przyglądał
się ziewającej Samane i pewnie przyglądał by się dalej, gdyby nie wyczyn
Orlego. Chłopak trafił do wszystkich trzech tarcz i zrobił to jeszcze szybciej niż
Samane. Akelai wytrzeszczył przez moment oczy. Był pełen podziwu dla Orlego,
ale mimo wszystko to w Samane dostrzegał coś dziwnego, coś, co wydało mu się
interesujące. Dziewczyna nawet specjalnie nie patrzyła gdzie strzela, a Orli mimo,
że szybszy, skupiał się na celu.
Zajęcia skończyły się i większość wyszła zawiedziona, że nie trafiła nawet jeden
raz. Febra Orli i Sayate skakali z radości. Natomiast Samane nadal ziewała.
– Orli, Samane i Sayate zostańcie na chwilę – odezwał się nauczyciel ostrym tonem.
– Coś przeskrobaliśmy? – spytała Sayate, uśmiechając się do przystojnego nauczyciela.
– To się okaże. Podejdźcie tutaj.
Sayate była zdziwiona zachowaniem Akelaia, a Samane wolałaby się zdrzemnąć
niż z kimkolwiek teraz rozmawiać.
– Chciałbym coś sprawdzić? – z kieszeni w mundurze wyciągnął zapasową
chustę od munduru i zawiązał Sayate na oczy.
– Spróbuj jeszcze raz trafić w wszystkie trzy tarcze.
Sayate wyostrzył się słuch i do pierwszej tarczy trafiła bez problemu, Akelai jednak
to zauważył i zaczął celowo hałasować.
Pozostałe dwa strzały spudłowała.
Orli nie trafił ani jednego.
– Miałem racje co do tej dwójki – pomyślał.
Samane natomiast podał kołczan z dziesięcioma strzałami i nacisnął guzik na pilocie,
uruchamiający pozostałe tarcze.
– Masz tyle strzał ile tarczy. Nie spudłuj i zrób to tak samo szybko jak poprzednim
razem – polecił jej zawiązując chustkę na oczach.
Samane westchnęła i naciągnęła pierwszą strzałę trafiając w środek tarczy. Chwyciła
dwie kolejne trafiając równocześnie w dwie tarcze. Szybko sięgnęła po pozostałe
i w ciągu kilkunastu sekund trafiła w wszystkie możliwe tarcze i na dodatek
w sam środek. Akelai był pewien, że nie kierowała się słuchem bo starał się hałasować,
a na dodatek pojawił się nieduży wiatr.
– Możecie iść, ale Samane niech na chwile jeszcze zostanie – polecił.
Samane zdjęła opaskę.
– O co chodzi ? – dziwiła się – ta cała szopka teraz była po to żeby mnie sprawdzić?
– Masz racje Samane.
Samane zaskoczyła bezpośredniość Akelaia.
– Widziałem jak strzelałaś podczas misji. Wiem też, że miałaś po raz pierwszy
w ręce karabin jak się nie mylę.
Samane kiwnęła głową.
– To co zrobiłaś teraz, tylko potwierdza moje domysły.
– To znaczy co? – zastanawiała się Samane kolejny raz ziewając.
– Na dodatek zrobiłaś to będąc niewyspaną.
Samane spojrzała na nauczyciela trochę się rozbudzając.
– Gdy byłem w twoim wieku i przyszedłem do akademii. Mój nauczyciel też kazał
mi strzelać tak jak ja tobie teraz. Tacy ludzie, jak ja, czy ty, pojawiają się dosyć
rzadko. Nawet jeśli większość żołnierzy doskonali się w strzelaniu, tylko niektórzy
potrafią wyczuć cel tak dokładnie. Podczas misji widziałem jak Aina chciała
strzelić by ci pomóc, ale znała swoje umiejętności i wiedziała, że może cię zranić,
dlatego się wycofała, ufając, że sobie poradzisz. Ta sytuacja była fartem, bo Aina
ci zaufała, wiedziała, że się obronisz, ale gdyby to była inna sytuacja i inna osoba,
skończyło by się to źle. Dlatego Aina i dyrektor poprosili mnie o pomoc.
– Widziałam jak pan strzela – odezwała się Samane – ani jednego pudła.
– Ty tak samo, mimo, że miałaś pierwszy raz w ręku broń.
– O jakich ludziach pan mówi. Kim ja jestem? – dopytywała się Samane nie do
końca rozumiejąc do czego zmierza.
– Jesteś urodzonym snajperem. Nie powinnaś mieć problemów z zaliczeniem
testów ze strzelania, ale chciałbym jeszcze coś sprawdzić.
– Snajperem? – powtórzyła cicho Samane, a Akelai wręczył jej swój pistolet. –
Jest naładowany i odbezpieczony. Strzelaj póki nie rozwalisz wszystkich tarczy.
Samane wyciągła prawą dłoń z pistoletem w dłoni przed siebie i zaczęła strzelać,
przesuwając szybko dłonią z jednego celu na drugi. Rozstrzelanie wszystkich
tarcz na kawałki, zajęło jej kilka sekund. Samane niespecjalnie patrzyła w co celuje.
Wszystko robiła na wyczucie.
– Zobacz co zrobiłaś? – Akelai wskazał jej dłonią pokawałkowane tarcze.
Samane spojrzała na tonę drzazg na ziemi i jeszcze bardziej przebudziła się z powodu
szoku.
– Nadal nie wierzysz?
– Niesamowite – odezwał się ktoś z tyłu sali, podchodząc i bijąc brawa.
390 391
S a mane oglądnęła się. Z powodu niewyspania nie była w stanie wyczuć czyjejś
obecności.
Z cienia wyszedł dyrektor. Samane ustawiła się na baczność, salutując. Akelai
również zasalutował.
Dyrektor przyłożył dłoń do skroni i puścił luzem. Dopiero wtedy nastąpiło luźne
przywitanie.
– Jednak miałeś rację Akelai – odezwał się generał.
Akelai kiwnął głową.
– W życiu nie widziałem żeby ktoś tak strzelał. Zaczynam się ciebie bać Samane.
– zaśmiał się dyrektor.
– Pan nie musi, ale współczuje Tora i Czarnej Skale – odpowiedziała żartem
Samane nie będąc świadoma konsekwencji tego co mówi.
– Humor jak zawsze dopisuje – uśmiechnął się dyrektor. – Samane czy nie masz
mi niczego do powiedzenia?
– Nie – Samane zaskoczyło to pytanie, ale domyślała się o co chodzi dyrektorowi,
a teraz ten żart który powiedziała.
Samane lekko zmruzyła oczy, tym razem udając, że ziewa.
– Przepraszam, ale mam następne zajęcia. Mogę już iść.
Obaj nauczyciele kiwnęli twierdząco głową.
– Zauważyłeś coś? – spytał dyrektor.
– Po za tym, że świetnie strzela to nie.
– Nie mam nastroju do żartów Akelai. A pozostali?
– Zachowywali się normalnie, ale słyszałeś co żartem powiedziała Samane.
– Tak słyszałem – odparł generał. Ten żart był jej błędem. Jestem przekonany,
że to co kombinują ma związek z Tora.
– Ty też popełniłeś błąd pytając ją tak wprost. Widziałem, że zorientowała się
czemu ją pytasz? Teraz już niczego się nie dowiesz. Będą się lepiej pilnować.
– Tym bardziej musimy ich obserwować. Mam przeczucie, że wpakują się w jakieś
kłopoty – martwił się Jass.
– Samane sobie poradzi – zaśmiał się Akelai.
– Mówiłem, że nie mam dzisiaj nastroju do żartów. Samne się nie przejmuje, ale
coś mi mówi, że cała klasa jest w to zaangażowana i z jakiegoś ważnego powodu,
nie chcą mi o tym powiedzieć.
– Też mam przeczucie, że coś się kroi i to coś bardzo niebezpiecznego. Tora coś
knują, a odwracają uwagę napadami w mieście. A jeszcze bardziej mnie denerwuje,
że te dzieciaki to odkryły, a my nie.
– Zastanawia mnie tylko dlaczego Samane i jej klasa boją się o tym powiedzieć.
Nie wyglądają na takich, których można zastraszyć.
– Jass nie widzisz tego. Oni boją się nam tego powiedzieć, bo myślą, że im
nie uwierzymy.
– Nie tego akurat nie widzę.
– Starzejesz się Jass. Te dzieciaki mogą być gotowe na bardzo duże poświęcenie
w imię ratowania akademii. Widzisz tylko Samane i ewentualnie Sayate. Owszem
są świetne. Powiedziałbym nawet, że najlepsze w całej akademii, ale reszta tej klasy
też jest wyjątkowa. To twoja klasa. Masz nad nimi piecze, a nie widzisz jak bardzo
w krótkim czasie się zmienili. Zamiast szukać dowodów przestępstwa u Samane,
poobserwuj tą zmianę u pozostałych. Wtedy ich zrozumiesz.
o
Samane wyszła z sali. Przy drzwiach czekali na nią Sayate i Orli.
– O co chodzi? – Czemu Akelai cię zostawił.
– Sprawdzał mnie. Powiedział mi, że jestem urodzonym snajperem.
– Po tym jak strzelałaś wcale się nie dziwie – skomentowała Sayate – ale inna
sprawa. Dyrektor pytał nas, czy nie mamy mu nic do powiedzenia, a potem chciał
rozmawiać z tobą.
– Mnie pytał o to samo, ale chyba zdradziłam się z jednym żartem na temat
Tora. Wygląda na to, że domyślił się o naszym planie. I tak nie zna szczegółów, ale
musimy bardziej uważać.
– Może powinniśmy mu jednak o tym powiedzieć – rozważał pomysł Orli.
– W życiu nam nie uwierzą, a wtedy nici z całego planu.
– Darujmy sobie teraz i chodźmy na następne zajęcia bo się spóźnimy – zaproponowała
Samane.
o
– Miałeś rację Akelai. Chyba jednak się starzeję – odezwał się dyrektor, podsłuchując
rozmowę, przez uchylone do sali drzwi.
– A nie mówiłem. Fartem dowiedzieliśmy się jednak czegoś. Wiemy, że mają
jakiś plan, który ukrywają. – Akelai uśmiechnął się lekko wiedząc, że intuicja go
nie zawiodła.
– Musimy ich jakoś powstrzymać, zanim zrobią coś czego nie powinni – skomentował
dyrektor nasłuchując przez szparę dalszej rozmowy. Liczył, że jeszcze
czegoś się dowie.
– To może nie być dobry pomysł Jass. Coś czuje że to ważna sprawa. Słyszałeś co
powiedzieli. Jeśli nie zrobią tego co mają zrobić. Jeśli ich powstrzymamy skończy
się to tragicznie.
– Nie wydaje mi się – odparł lekko wkurzony Jass.
– Jass – Akelai skoczył i wściekły złapał dyrektora patrząc mu w oczy. – Czuje,
że to coś naprawdę bardzo ważnego. Wpakujemy kraj w kłopoty. Powiedz czy kie392
393
dy k olwiek nie miałem racji.
Dyrektor zaskoczony zachowaniem Akelaia spojrzał w jego oczy.
– Rozumiem o co ci chodzi, ale obiecałem, że będę ich chronić.
Dyrektor zamachem ręki zza głowy z zaciśniętą pięścią uderzył w nadgarstek
dłoni Akelaja.
Mężczyzna puścił ubranie, łapiąc się za bolący przegub ręki.
– Rozumiem cię Akelai i obyś miał rację. Wolałbym jednak żeby mi o tym powiedzieli.
– A uwierzyłbyś im? – Spytał Akelai patrząc generałowi w oczy.
Dyrektor spuścił głowę.
– Nie mam pojęcia.
– Jass przystopuj trochę – Akalei chwycił go za ramie.
Spojrzał jeszcze raz w oczy i wyszedł.
– Chyba jednak się starzeje – westchnął dyrektor, dotykając czoła, opierając się
o ścianę i zsuwając się po niej na ziemię.
o
Lato powoli dobiegało końca, wielkimi krokami zbliżała się jesień. Niektóre liście
na drzewach zaczynały już żółknąć. Na drzewach rosły owoce. Samane przyzwyczaiła
się do dyżurów jako strażnik i już nie była taka zaspana rankiem. Tora
sporadycznie pojawiali się, ale każda próba złapania ich, kończyła się niepowodzeniem.
Również jak dotąd nikt więcej z uczniów nie ucierpiał. Widocznie straż
przynosiła jakieś efekty. Dyrektor wciąż kręcił się w pobliżu Samane i dziewczynę
powoli zaczynało to denerwować. Orli, Kazari i Akeri ćwiczyli łapanie do siatki
daleko od akademii. Samane szkoliła Tiri w używaniu energii i w walce. Dziewczyna
dosyć szybko się uczyła.
W ciągu całego lata Sojta wyhodowała w doniczkach na parapecie mnóstwo
dziwnych roślin. Samane wieczorami, gdy nie miała dyżurów studiowała razem
z Sayate plany, które dostała od Tiri szukając okazji i odpowiednich miejsc na złapanie
Tora. Na oddzielnej kartce rozpisywała plan i modyfikowała go. Po każdej
skończonej części, chowała za deską w suficie. Martwiło ją bardzo, że Isae przez
całe lato nie pojawiła się w akademii. Rudowłosa Flaya z dnia na dzień wyglądała
coraz gorzej. Samane niespecjalnie się nią przejmowała, ale czuła na sobie złowrogie
spojrzenia jej koleżanek.
Jednego dnia po południu, Samane bardzo się nudziło. Postanowiła iść na szóste
piętro żeby sobie poćwiczyć. Liczyła, że sala będzie otwarta. W środku znowu
spotkała dyrektora walczącego z Ainą.
– Witaj Samane – odezwała się Aina wyczuwając jej obecność.
Dosłownie kilka ruchów później rzuciła dyrektora na ziemię i walka się skończyła.
Aina wyszła uśmiechając się do uczennicy.
– Witaj Samane. Co cię tutaj sprowadza ?
– Nudzi mi się i chciałam trochę potrenować – odpowiedziała.
– Umiesz grać w szachy? – spytał dyrektor.
– Oczywiście – Samane uśmiechnęła się, na myśl o czarno białej planszy, pełnej
różnorakich figur.
– To się dobrze składa. Bo miałbym ochotę z kimś pograć, a dzisiaj wszyscy są
zajęci. Nawet niektórzy nauczyciele musieli wyjechać na misje.
– Jest aż tak źle – zmartwiła się Samane.
– Nie będę cię okłamywać. Jest bardzo źle. Również mi proponowano misje, ale
odmówiłem. Skoro nauczyciele wyjechali, ktoś musi pilnować akademii.
Samane uznała ten fakt za sprzyjającą okazję do wykonania jej planu.
Dyrektor przesunął małe drzwiczki w ścianie i z półki wyciągnął pudełko z szachami.
Rozsiadł się na ziemi i wysypał figury. Samane po ułożeniu figur ruszyła
jako pierwsza. Po kilku ruchach zauważyła, że dyrektor nie schował króla za roszadą.
– Jak w walce nie używa pan gardy póki nie musi, tak w szachach nie stawia
roszady – odezwała się Samane.
Dyrektor mruknął cicho i pozostawił to bez komentarza.
Samane zauważyła, że podstawia figury i był troszkę jakby zamyślony. Wykorzystując
to, Samane rozłożyła generała w ciągu kilku ruchów, wołając głośne
szach–mat.
Dyrektor jakby ocknął się z letargu i spojrzał dokładnie zaskoczony na planszę.
Nie dowierzając temu co się stało. Przeanalizował ustawienie figur nie mogąc
tego pojąć.
– W szachach też jesteś w stanie mnie pokonać.
– Chyba myślał pan o czymś innym niż rozgrywka. Może jeszcze jedna runda –
zaproponowała.
– Chętnie – odezwał się dyrektor ustawiając figury.
Kolejną partię to on zaczynał. Tym razem ustawił roszadę, a pozostałymi figurami
ostro ruszył na przeciwną stronę planszy. Takiego obrotu sprawy Samane się
nie spodziewała.
Na zewnątrz zrobiło się bardzo gorąco. Upał pomimo zbliżającego się końca lata
dawał się we znaki. Szczególnie w sali, mieszczącej się tuż pod dachem, panował
wyjątkowy zaduch.
Zarówno Samane jak i dyrektor siedzieli w samych koszulach od munduru.
Po twarzy lał się pot. Dyrektor otworzył kilka okien w sali i wiejący mocno wiatr,
394 395
wp a dł do sali orzeźwiając. Samane w końcu poczuła, że można oddychać. Partia
szachów trwała dalej i tym razem zarówno uczennica jak i dyrektor grali zażarcie.
Samane miała wrażenie, że dyrektor jest trudniejszym przeciwnikiem niż staruszek
w sklepie w galerii.
– Szach! – zawołał dyrektor, po raz pierwszy w tej rozgrywce. Samane zaskoczona
przez moment nie wiedziała co zrobić. Była praktycznie zablokowana. Ale
wiedziała, że musi być jeszcze jakiś ruch. Przyglądnęła się planszy i zbiła królową,
która zagrażała jej królowi.
– Lubisz grać w szachy prawda? – spytał dyrektor widząc jak bardzo myśli i wzrokiem
przeszukuje plansze w poszukiwaniu okazji do kontrataku i wprowadzenia
swojego planu.
Samane mruknęła cicho przesuwając kolejną figurę.
– Szach i mat – zawołała uradowana.
Dyrektor znów zdziwiony spojrzał na planszę.
– Chyba jednak się starzeje – powiedział cicho do siebie – Dobrego dowódce
można poznać po tym jak gra w szachy. Tak jak dobrego wojownika poznasz
po walce. Człowieka nie określają jego słowa, ale czyny.
Samane podniosła głowę rozpoznając cytowane słowa.
– Te słowa powiedział mi twój dziadek, gdy kiedyś wygrałem z nim partie szachów.
Samane dobrze znała te słowa. Słyszała je wielokrotnie, gdy dziadek z kimś grał,
ale nigdy nie usłyszała ich pod swoim adresem. Schyliła się ustawiając figury do
kolejnej partii.
– Wojna jest jak gra w szachy. Są pionki, są królowie, gońcy, wieże. Każdy ma
inne możliwości i każdy ma swoje zadania. Tak jak w naszych drużynach, tak
i w życiu, każdy otrzymuje misje na podstawie umiejętności.
– Mądre słowa jak na szesnastolatkę – skomentował dyrektor, unosząc brwi, zaskoczony
tym co powiedziała. – Samane wiem, że coś kombinujecie.
– Nawet dzieci nie mówią o wszystkich swoich problemach rodzicom. Z pewnymi
rzeczami trzeba poradzić sobie samemu.
– Nie wpakujcie się w jakieś kłopoty – martwił się dyrektor, kończąc ustawiać
swoje figury.
– Ciągle się w jakieś pakuje. Takie już moje życie.
– Ty sobie poradzisz, ale pomyśl o pozostałych – po tych słowach dyrektor zamilknął
i rozpoczął kolejną partie.
Samane była przekonana, że dyrektor ich zdemaskował, choć mimo wszystko
nie wiedział co tak naprawdę kombinują i w jakim celu.
o
Kolejnego dnia po południu Samane stałą w kolejce po obiad. Dużo osób wróciło
z misji i z powrotem zrobiło się tłoczno. Samane zauważyła rudowłosą dwie
osoby przed sobą. Podeszła bliżej.
– Teraz ci głupio co?
Rudowłosa oglądnęła się na nią, ze złowrogim spojrzeniem i odeszła. Samane
zauważyła, jak kucharka po kryjomu chowa coś pod ladą. Samane bardzo przypominało
to truciznę, którą otruto połowę szkoły.
– Coś mi tu śmierdzi – pomyślała Samane.
– Wiem Samane – odezwała się Sayate, stojąca za Samane w kolejce. – Wyczułam
podstęp i widziałam co dała kucharce. Czyżby znowu próbowali kogoś otruć,
czy tylko zakryć dowody?
– Saya – zajmij się kuchareczką.
Sayate kiwnęła głową.
Samane usiadła w następnej ławce za rudowłosą i jej przyjaciółkami. Postawiła
talerz z jedzeniem i chwile później zaczęła jeść. Kątem oka spoglądała na Sayate.
– Co tam schowałaś pod ladą? – spytała Sayate kuchareczki, która właśnie nalewała
zupę Orlemu.
– O co ci chodzi? – odpowiedziała udając zdziwioną.
– Widziałam co dała ci ta rudowłosa z trzeciej klasy.
– Nie wiem o czym mówisz – kuchareczka nie zwracała na nią uwagi, skupiając
się na podawaniu jedzenia.
– Wiesz, że potrafię wyczuć kiedy ktoś kłamie – Sayte złapała ją za rękę i spojrzała
w oczy rozpoznając w nich wszystkie sceny, gdy kuchareczka dosypywała trucizny
do jedzenia i gdy dostawała paczki z trucizną, od rudowłosej i jej dwóch towarzyszek.
– Puść mnie! – Zawołała głośniej kucharka, próbując się wyrwać.
Inne osoby stojące w kolejce zainteresowały się sytuacją.
– To ty otrułaś połowę szkoły! – Sayate była tego już wręcz pewna.
Inni uczniowie przyglądali się podejrzliwie kucharce.
– Ja o niczym nie wiem – broniła się kuchareczka, ale na darmo.
Sayate rozpoznała kłamstwo.
Kucharka rzuciła w nią talerzem. Sayate zrobiła unik i rzuciła się przez ladę,
powalając dziewczynę na ziemię. Podniosła się i pod ladą znalazła kilkanaście
woreczków z trucizną. Sayate stanęła na ladzie by wszyscy ją widzieli. W rękach
trzymała kilka woreczków.
– Patrzcie! – zawołała tak by cała stołówka ją usłyszała – To kuchareczka próbowała
was otruć. Patrzcie ile tego miała pod ladą.
– Ja nie chciałam, To nie moje! – panikowała kucharka – To Flaya mi to dała –
396 397
ws k azała palcem na rudowłosą, a ta w momencie wstała.
– Dokąd się wybierasz? – Spytała Samane, stajać na stole i łapiąc ją za kaptur
bluzy z napisem akademia na plecach.
Obecni uczniowie spojrzeli nagle na Samane. Koleżanki Flayi wstały z miejsc,
ale niczego więcej nie zrobiły.
– Flaya Reim prawda? – spytała Samane, nie puszczając kaptura.
– No i co z tego?
– To ty próbowałaś zabić gwiazdę. Pamiętam twoją energie. A przed chwilą widziałam
jak podajesz kucharce truciznę. W końcu próbowałaś się nią otruć żeby
uniknąć podejrzeń. Jakimś cudem przeżyłaś.
o
Flaya wyciągła nóż. Odwróciła się gwałtownie i wycelowała w stopę Samane.
Dziewczyna zrobiła salto w powietrzu przeskakując na inny stolik i wyciągła spod
ubrania sztylet wyglądający jak miniaturka miecza. Miał zakrzywiony koniec
i oplot na rękojeści.
– Walcząc ze mną, tylko potwierdzasz zarzuty – zauważyła Samane, przeskakując
na kolejny stolik by uniknąć rozcięcia nogi. Flaya mało nie zraniła jakiejś
dziewczyny, która wystraszona skuliła się pod stołem.
Flaya zebrała wokół siebie sporą ilość dymu.
– Uciekajcie! – zawołała do wszystkich Samane. – ona jest niebezpieczna. To
jedna z Tora!
Ludzie powstawali z ławek, ale nie uciekli. Ustawili się jak najbliżej ścian, chcąc
widzieć co się wydarzy. Flaya uderzyła dymem w Samane. Dziewczyna obroniła
się tarczą, ale impet ataku zrzucił ją ze stołu. Poleciała na plecy sunąc kawałek
po podłodze. Daigo podbiegł i pomógł jej wstać.
– Potrzebujesz pomocy? – spytał.
– Chętnie, o ile potrafisz bronić się przed dymem.
Flaya wściekła zaatakowała. Samane odpowiedziała świetlistym ptakiem.
Rudowłosa uniknęła ataku i zbliżając się do Samane rozpoczęła wymianę ciosów.
Dziewczyny nawzajem parowały ataki nożami. Flaya kopnęła Samane w nadgarstek
wytracając jej z ręki sztylet. Rzuciła się na Samane, a ta złapała ja za rękę
i przerzuciła nad głową. Flaya poleciała na podłogę, głośno uderzając plecami.
Podniosła się, ale nie mogła złapać tchu. Samane chciała ją uderzyć ale trafiła
na tarczę. Nie zauważyła jak chmura dymu łapie ją z tyłu i odrzuca kawałek dalej.
Samane przeleciała przez stół przewracając ławki. Obolała próbowała się podnieść.
Flaya atakowana była teraz przez Daigo. Samane wcześniej nie spotkała się
z taką siłą, nawet u szefowej.
Daigo został złapany przez dym i rzucony o ścianę. Upadł na podłogę nieprzytomny.
– Daigo! – zawołała Samane widząc jak chłopak uderza o ścianę.
Sojta i Axel od razu do niego podbiegli. Flaya wydawała się być opętana. Zachowywała
się jak demon. Jej dym przybrał formę macek i rzucał ławkami dookoła,
aż ludzie zaczynali krzyczeć i chować się. Do akcji dołączyła Sayate.
– Połączmy energie – zaproponowała.
Dziewczyny w sekundzie zgrały się ze sobą. Samane przywołała do siebie jak
najwięcej energii i podkręcając ją uderzyła spiralnie zakręconymi świetlistymi
ptakami. Sayate zaczęła kopać w locie Flaye uderzając najmocniej jak potrafiła.
Jednocześnie unikała wszystkich ataków dymu i ostrzegała przed nimi Samane.
– To nie jest normalna energia. Nawet jeśli czarna – zauważyła Sayate.
– Możliwe, że to trucizna tak na nią podziałała. Spójrz na jej oczy. Są czerwone.
– Jak ją pokonamy? – Martwiła się Sayate, spoglądając z przerażeniem na czerwone
źrenice.
– Zajdź ją od tyłu.
– Ale – zaprotestowała Sayate.
– Zrób to zaufaj mi – Samane kiwnęła głową z błagalną prośbą w oczach. – Tiri!
– zawołała szukając przyjaciółki w warkoczykach.
– Chyba wiem o co ci chodzi. – odezwała się Tiri, podchodząc z tyłu i dotykając
jej ramienia.
– Na razie uważaj na siebie. Odwrócę jej uwagę – Samane ruszyła, atakując
Flayie z obrotu w powietrzu. Nim Flaya zdążyła się zorientować. Samane wylądowała
na rękach i robiąc wiatrak nogami uderzyła kilka razy.
– Tiri! – zawołała, a przyjaciółka rzuciła błyskawicami w Flaye.
Samane Cofnęła się do tyłu i kopnęła z wyskoku, a na końcu otoczyła pięść światłem,
które połączyło się z błyskawicą Tiri i z głośnym okrzykiem uderzyła, rozbijając
jej tarcze i rozpuszczając dym wokół niej. Flaya chwiejnym krokiem zatoczyła
się do tyłu. Wtedy Sayate zrobiła wyskok i obracając się wokół własnej osi uderzyła
bokiem płaskiej ręki w kręgi na karku. Flaya nieprzytomna padła na twarz.
– Co z Daigo? – odwróciła się, pytając Sojty.
– Wyjdzie z tego. Ochronił się energią. – skomentowała Sojta.
Samane odetchnęła. Wtedy niespodziewanie Flaya wstała i skoczyła na Samane
przygważdżając ją do podłogi i gołymi rękoma łapiąc za gardło i dusząc.
– Samane! – krzyknęła przerażona trójka, składająca się z Tiri, Sojty i Sayate.
Nagle tłum rzucił się na Flaye próbując odciągnąć ją od Samane. Rudowłosa
nie miała już tarczy, ale wciąż miała za dużo siły. Kilku silnych chłopaków podjęło
próbę odciągnięcia, ale wszyscy oberwali i to dosyć mocno. Samane widząc,
że nikt nie jest w stanie jej pomóc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Chwy398
399
cił a Flaye za kark i przewróciła na bok. Dziewczyna nadal jednak mocno trzymała
ją za gardło. Samane zebrała energię w dłoniach i uderzyła z obu stron w uszy.
Flaya znów straciła przytomność. Samane uwolniła się, robiąc kilka kroków do
tyłu. Złapała oddech i zaczęła kaszleć. Delikatnie dłonią masowała obolałe miejsce.
Flaya znów się podniosła.
– Nie da się jej pokonać? – Sayate patrzyła z przerażeniem.
– Samane – przez ciebie, straciłam moją jedyną szanse na bycie kimś lepszym,
niż byłam – odezwała się rudowłosa.
– Kim jesteś? – spytała Samane podnosząc z ziemi wytrącony wcześniej sztylet.
– Jestem Flayia Reim, ale dzięki czemuś co dostałam od szefowej, jestem lepsza
niż wy wszyscy razem wzięci – śmiała się fanatycznie jak zła czarownica.
– Nadal jesteś człowiekiem i można cie zabić – wtrąciła się Tiri, przymierzając
się do ataku błyskawicą.
– Jest moja! – krzyknął ktoś z tyłu.
Samane obróciła się słysząc, że ktoś nadbiega. Febra zrobiła salto nad Samane
i z dwoma długimi pozaginanymi wzdłuż ostrza nożami zaatakowała Flayie. Cięła
i atakowała sztychem, raz po raz.
Samane była pod wrażeniem jak Febra walczy nożami. Flaya jednak unikała
wszystkich ciosów.
Samane zaatakowała ją kopnięciem po łuku z prawej strony, ale ich nogi zderzyły
się i zatrzymały, w powietrzu. Flaya jednocześnie uniknęła ataku Sayate i błyskawicy
Tiri. Nagle nie wiadomo skąd pojawiła się Mia i wylała na Flaye kubeł wody.
Wyciągła rękę przed siebie, a Flaya zaczęła wykonywać te Saame ruchy co ona.
– Talent związania – skomentowała Sayate, nie mogąc uwierzyć w to co widzi.
– Tiri uderz teraz – zwołała Mia.
Tiri podbiegła i uderzyła błyskawicą w Flaye. Dziewczyna padła na kolana
od wstrząsu.
– Wystarczy tego! – odezwał się dyrektor wpadając na stołówkę.
Samane nie zauważyła kiedy wszedł. Pojawili się też inni nauczyciele, zaskoczeni
ogólnym bałaganem i zranioną ilością ludzi. Koleżanki Rudowłosej gdzieś
się ulotniły.
– Dobra robota Mia – odezwała się Aina, podchodząc do Flayi.
Nie zdążyła dotknąć Rudowłosej, gdy ta wyrwała się z kontroli Mii i ruszyła
biegiem przez środek stołówki.
– SAMANE ! – zakrzyczała wściekła i rzuciła się znowu na młodą wojowniczkę.
Samane stała obok dyrektora, gdy oglądnęła się i zobaczyła lecącą na nią rudowłosą.
Złapała ją obejmując oburącz i odbijając się z nóg, zrobiła salto razem z nią.
W połowie obrotu puściła Flaye rzucając w przód, a sama lądując z powrotem
na równe nogi. Samane poczuła nagle ból brzucha z prawej strony, niewiele niżej
niż żebra. Spojrzała w dół i zobaczyła wbity w jej ciało nóż. Dotknęła ręką nie dowierzając.
Zobaczyła dużą ilość krwi. Zarówno na ubraniu jak i na dłoni.
Dopiero teraz skuliła się i zakrzyczała z bólu. Gwałtownym ruchem ręki wyrwała
nóż i rzuciła go przed siebie, dysząc. Krew z noża splamiła posadzkę, a Samane
krzywiąc się, padła na kolana.
– Jesteś cała Samane? – zmartwił się dyrektor, klękając na jedno kolano obok niej.
– Trafiła mnie nożem – Samane zaciskała zęby z bólu.
– Samane połóż się na ziemię – Sojta niemalże powaliła ją na podłogę i przyłożyła
dłonie do rany. – Nie ruszaj się, to głęboka rana, ale dam radę ją wyleczyć.
Samane skupiła energię w dłoni, położyła na rękach Sojty. Na jej twarzy nadal był
wyraz bólu.
– Gdzie kucharka? – spytała
– O nie! – powiedziała Sayate, rozglądając się po pomieszczeniu. – Zostawiłam
ją, gdy przyłączyłam się do walki.
– Wszyscy na swoje zajęcia! – wykrzyczał dyrektor do tłumu uczniów. – Po co
wam kucharka? – zdziwił się nachylając się nad Samane i przyglądając ranie.
Tłum powoli wychodził ze stołówki. Wszyscy oglądali się jeszcze na lezącą
na ziemi Samane, a kawałek dalej nieprzytomną Flaye.
– Znalazłam ją – odezwał się ktoś od strony lady, prowadząc kucharkę ze związanymi
z tyłu rękoma.
Była to Isae. W prawej dłoni trzymała pistolet, wymierzony w głowę kucharki.
– Isae – Samane dawno jej nie widziała.
Widocznie wróciła z misji. Przewodnicząca uśmiechnęła się lekko w stronę Samane.
Sayate podbiegła do lady i przyniosła kilka woreczków i pokazała dyrektorowi.
– Flaya przekazywała je kucharce. Widziałam to na własne oczy. Pod ladą jest
tego o wiele więcej.
– Dobra robota dziewczyny – pochwalił je dyrektor.
– Po mnie przyjdą następni i o wiele silniejsi. Ledwo dałaś mi radę. Następnym
razem zginiesz Samane Sejom – wymamrotała Flaya, budząc się, ale nie mając już
siły wstać.
Aina związała jej mocniej ręce i spojrzała w ciemne teraz oczy. Po czerwieni nie
było widać ani śladu.
Flaya powoli zrobiła się senna i zasnęła.
– Co pani zrobiła? – Sayate była zaskoczona umiejętnością Ainy.
– Słodki sen – skomentowała Samane, podnosząc się powoli.
– Bez gwałtownych ruchów. Dopiero co zasklepiłam ranę – upomniała ją Sojta.
400 401
– Tak masz rację Samane. To mój talent. – Aina podniosła się i zabrała nieprzytomną
Flayie i od tej pory przez kilka dni nikt jej nie widział. Choć Samane i reszta
jej znajomych wiedzieli, że jest trzymana w czymś w rodzaju szkolnego więzienia.
Samane jak na nią przystało szybko wyzdrowiała. Sojta karmiła ją w kółko dziwnymi
i ohydnymi w smaku napojami. Mai poznała się z resztą klasy, ale najbardziej
zaprzyjaźniła się z Tiri, Leeme oraz Setem. W ostatnim przypadku, niezbyt
podobało się to pewnej niebiesko–włosej liderce, z trzeciej drużyny. Samane nie
mogła skupić się na planie. Przejmowała się tym, że została zraniona i jak trudno
było jej pokonać Flaye mimo, że miała wsparcie innych osób. Zastanawiała się
co zrobić, by następnym razem nie przegrać. Chciała zdobyć więcej informacji
na temat tego, co dostała Flaya od szefowej i co spowodowało, że zachowywała
się jak opętana. W akademii znowu szeptano na jej temat. Mówiono o jej walce
na stołówce, ale na jeżykach była też Tiri, Febra, Mai, Sojta i Daigo. Cała szóstka,
została okrzyknięta bohaterami pierwszego roku. Samane cieszyła się, że inni też
zostali zauważeni, a nie tylko ona.
Młoda wojowniczka postanowiła znaleźć jakiś sposób na ludzi pokroju Flayi
i zaczęła swój samodzielny trening. Codziennie wczas rano udawała się na drugą
stronę jeziora gdzie znalazła ustronne miejsce. Była to skała, po której spływał wodospad.
Nurt był dosyć silny, a woda prawie lodowata. Słońce wciąż piekło, więc
chłód za bardzo nie przeszkadzał Samane. Z zamkniętymi oczami znów wyobrażała
sobie atakujących ją przeciwników, z ta różnicą, że do ruchów dodała świetlistą
energie. Próbowała stworzyć ze światła, coś w rodzaju macek tak jak z dymu,
zrobiła to Flaya. Zamiast tego ciągle pojawiały się ptaki.
Sayate pod nieobecność Samane zaczęła oglądać plany. Dziewczyny chciały jakoś
pomóc Samane.
– To wszystko robi się coraz bardziej chore – skomentowała Sayate. – Jak daleko
można pójść z energią. To co zrobiła Flaya to nie są normalne ludzkie możliwości.
– Powiedz to Samane. Ona cały czas, próbuje coś na to zaradzić – Tiri znów
przeglądała coś na swoim laptopie.
– Szczerze nie dziwie się jej. Samane świetnie walczy a nie dała rady. My też nie
dałyśmy rady. Gdyby nie to, że współpracowaliśmy było by po Samane. Gdyby
była Sama nie dałaby rady.
– Znasz Samane. Jest uparta i za wszelką cenę chce zawsze wygrać, ale nikt nie
jest niepokonany, nawet ona – Tiri nie oderwała wzroku od ekranu.
– Tym, że jest uparta doszła o wiele dalej niż my, ale wydaje mi się, że na próżno
łudzi się, że może być jeszcze lepsza. To niemożliwe by doszła do czegoś takiego
jak Flaya, przy zdrowych zmysłach. Z drugiej strony, jednak musimy coś zrobić, by
następnym razem nie zostać zabitymi przez takiego potwora. Jeśli Flaya to miała,
to inni Tora też mogą mieć. Nie wyobrażam sobie walczyć z kilkoma takimi osobami
– Sayate poczuła coś jakby strach, na samą myśl o tym.
– Przecież ja się nie boję – pomyślała, zastanawiając się co się z nią dziwnego
dzieje.
– Swoją drogą nie zaciekawiła cię sprawa tego podarunku od szefowej? – spytała
Tiri.
– Owszem myślę o tym cały czas.
Słońce świeciło bardzo mocno. Wiatr wiał, rozwiewając włosy, lezącej na ziemi
Samane. Dziewczyna była męczona po długim treningu. Szum pędzących na spotkanie
z rzeką kropli wodospadu powodował, że chciało jej się spać, pomimo
twardej i nierównej skały. Miejsce było ciche i spokojne. Ptaki spokojnie ucięły sobie
popołudniową drzemkę. Niebo było przejrzyście czyste. Gdzieś w dali słychać
było maszyny zbierające żniwa, a w trawie koncert grały świerszcze.
Samane zasypiając zobaczyła uśmiechniętego mistrza jak wraca do domu i wita
się z Lyrą. Nie mogła usłyszeć żadnych słów, a jedynie wesołe pomruki tonów rozmowy.
Do sali w której rozmawiali wleciał biały gołąbek, z gałązką oliwną i usiadł
na ramieniu Lyry. Dziewczyna uśmiechnięta, wzięła gołąbka w obie dłonie i przytuliła
do siebie. Nagle strzała przebiła ciało śnieżnobiałego gołąbka, a krew na jego
piórach wydawała się jeszcze bardziej jaskrawa, niż w rzeczywistości. Strzała zraniła
też Lyrę. Dziewczyna upadła na ziemię, a obraz się rozmył. Samane oszołomiona,
miała ochotę się obudzić. Uświadomiła sobie, że jest wewnątrz snu i omal
nie zaczęła płakać, na widok siostry, ale chwilę później pozbierała się.
– To nie jest iluzja snu – zauważyła, rozglądając się, po przejrzyście białym miejscu,
w którym teraz się znalazła.
– Samane! – odezwał się ktoś.
Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła dziadka. Stał przed nią jak żywy, w mundurze
królestwa i czterema gwiazdkami na pagonach. Na czapce widniała gwiazda
w okręgu, symbol królestwa.
Samane zaskoczona była, że we śnie widzi postać tak bardzo wyraźnie.
– Ratuj akademie bez względu na konsekwencje – powiedział smutny i jakby
przestraszony.
– Jak to? – zdziwiła się Samane
– Królestwo jest w niebezpieczeństwie, jeśli akademia nie zostanie obroniona.
Król… – Dziadek nie skończył mówić, gdy sen się rozmył, a Samane obudziła się
i zerwała na równe nogi.
– Dziadku! – zawołała. Rozglądnęła się dookoła i dotknęła ręką czoła. – Chyba
upał mi zaszkodził – powiedziała do siebie. – Zaraz. Nie. Ten sen był dziwny. Ani
sen, ani iluzja. To potwierdzenie tego, że Tora szykują spisek na króla. Jeśli akade402
403
m i a nie zostanie obroniona. Niespodziewanie dostaną się do zamku przez tunele
i … – Samane wolała nawet o tym nie myśleć. Ten obraz z Lyrą. Często śnił mi się
gołąbek. Lyra, która ginie też. Zniszczony pokój – myślała – No racja. Dopóki Tora
mieszają w tym kraju, szanse na pokój są marne. Do tego ta linia frontu. Samane
nagle zaświtał pewien pomysł w głowie. Pędem wsiadła na ścigacz. Sprawdziła
jeszcze ile ma paliwa. Zbyt długo czekała na naprawę. Nie chciała popełnić drugi
raz tego samego błędu. Ruszyła najszybciej jak się dało do akademii, póki pamiętała
co ma sprawdzić. Wpadła do pokoju zastając Sayate i Tiri przy planach.
Skoczyła do biurka i szybko zaczęła coś sprawdzać.
– O co chodzi Samane? – Sayate, aż poczuła podmuch gwałtownych ruchów
przyjaciółki.
– Mówiłaś, że Tora wskazali pięć wejść?
Tiri przytaknęła.
– Myślę, że mogą skorzystać z innych. Mogą wybrać te, których ktoś najmniej się
spodziewa, ale z kolei i takie, które będą jak najbliżej akademii.
– Idąc tym tropem, każde miejsce może być podejrzane – skomentowała Tiri. –
Nie mamy tyle osób, by obstawić wszystkie. Przecież jest ich mnóstwo.
– Właśnie skomentowała Samane.
– Nie rozumiem cię. – Tiri była zdezorientowana.
– Myśl jak przeciwnik – zauważyła Sayate, zaczynając gorączkowo myśleć, które
wejścia by wybrała.
– Dobry trop Sayate, ale gdybyś była Tora i planowała zamach na króla? – Samane
wskazała na nią palcem.
– To nieważne byłoby jakim wejściem pojawię się w akademi, a raczej jakim
tunelem dostane się do zamku.
– Bingo! – zawołała Samane.
Sayate i Tiri otworzyły oczy ze zdumienia.
– Jak na to wpadłaś? – Tiri nadal nie dowierzała, że Samane się tego domyśliła.
– To proste, ale zbyt skupiliśmy się na tych wejściach. Szefowa wiedziała, że możesz
ją usłyszeć. Specjalnie powiedziała o tych wejściach, by w razie czego, zastawić
tam na nas pułapkę.
– Jeśli byś na to nie wpadła, to byłoby samobójstwo – Sayate odetchnęła z ulgą.
– Chodzi o ich cel. Nie przyszli do akademii po to żeby się zabawić. Zastraszenie
i napady na uczniów, to była pierwsza część ich planu. Zależało im na tym, by
odwrócić naszą uwagę od prawdziwego ich celu, jak przy okazji sprzątnęli by kilka
potencjalnych przyszłych wrogów, to wyszłoby im to, nawet na korzyść. Dlatego
zmieniam cały plan. Nie będziemy czekać na nich przy wejściach. Będziemy je tylko
obserwować, by wiedzieć z jaką ilością mamy do czynienia. Cała akcja rozegra
się przy wejściu do tunelu.
– Problem w tym, że nadal nie wiemy gdzie ten tunel? – zauważyła Sayate.
– Myślę, że Tiri to wie.
– Czytasz mi w myślach – Tiri uśmiechnięta, oglądnęła się na Samane i kliknęła
kilka razy w klawiaturę na swoim laptopie. Na ekranie pokazały się plany piwnic.
Są trzy potencjalne wejścia, ale wszystkie łączą się ze sobą, w jednym punkcie.
– Wykorzystamy to w razie ucieczki, albo potrzeby wsparcia drugiej drużyny –
zauważyła Samane. – Musimy sprawdzić te piwnice.
– Jak chcesz pilnować wszystkich wejść naraz? Nie wszędzie są kamery – Sayate
przekrzywiła głowę i patrzyła w sufit zastanawiając się nad dobrym pomysłem.
– Znam odpowiednią osobę, która się tym zajmie – uśmiechnęła się Samane.
– Pozostaje jeszcze kwestia tego specyfiku, który miała Flaya – Tiri usiadła bokiem
na krześle i podparła brodę na rękach, ułożonych na oparciu krzesła, wpatrując
się w Samane.
– Myślę nad tym cały czas, ale nadal nic nie mogę wymyślić.
– Samane, to nie jest możliwe – Sayate zmieniła kierunek patrzenia z sufitu
na przyjaciółkę.
– Wcale nie – odezwała się Sojta, wchodząc do pokoju. – Zastanawialiśmy się
z Axelem i Miriam jak to możliwe i doszliśmy do wniosku, że to musiała być
mieszanka ziół energetycznych w połączeniu ze specjalnym rodzajem energii,
używanym tylko przez medyków. To bardzo stara sztuczka i przekazywana tylko
nielicznym. Ukrywana na starożytnych zwojach, przekazywanych z pokolenia
na pokolenie. Sztukę tą jednak umieli posiąść tylko wyjątkowi medycy.
– Skąd weźmiemy takie zwoje – zastanawiała się Tiri.
– Jedne z nich, próbowali ukraść Tora, kiedyś w przeszłości, gdy miały zostać
przekazane zaadoptowanym synom.
– Legenda – skomentowała cicho Samane.
– Drugi raz próbowali je ukraść nie tak dawno temu, mordując większość mojej
rodziny.
Samane otworzyła szerzej oczy.
– Potrafisz to zrobić – spytała?
– Owszem, ale to wiąże się z dużym ryzykiem zdrowotnym Samane.
– Jestem tego świadoma – odparła Samane, ciesząc się.
Nagle gdzieś rozległ się jakby huk strzału.
– Co to było? – Tiri spojrzała odruchowo w okno.
– Strzał, ale to nie broń laserowa, tylko stara broń palna – Samane znała ten
dźwięk z polowań, które urządzano w Meabe w trakcie święta jesieni, ale teraz,
było na to zdecydowanie za wcześnie.
404 405
D ziewczyny wybiegły z pokoju i dalej przed akademik. Wszędzie było cicho, nie
licząc innych zaciekawionych uczniów. Dziewczyny idąc za pozostałymi, przyszły
na główny dziedziniec z fontanną.
– O nie – Samane, dostrzegła Rudowłosą z pistoletem w ręce, leżącą w fontannie.
Jej oczy wpatrywały się w niebo jakby na wieczność. Usta zamarły, jakby w ostatniej,
niewypowiedzianej literze. Woda w fontannie przybrała kolor czerwieni.
Wszyscy zszokowani, wpatrywali się w martwą dziewczynę.
– Samobójstwo – Sayate zszokowana, spojrzała, między coraz bardziej zagęszczającym
się tłumem.
– To dla ciebie – szepnął ktoś Samane do ucha i wsunął coś do tylnej kieszeni
w spodniach.
Samane poczuła czyjąś rękę, ale w tłumie nie była w stanie wyczuć kto to. Oglądnęła
się, ale nikogo już nie było.
– O co chodzi? – zdziwiła się Sayate zachowaniem przyjaciółki.
Samane sięgnęła do tylnej kieszeni i wyciągła prezent. Spojrzała i zobaczyła list
z jej imieniem i nazwiskiem. Był zaklejony. Nie miał adresu, znaczka, ani nadawcy.
– Ktoś mi to przed chwilą wsunął do kieszeni – Samane otworzyła kopertę
i w środku znalazła list. Samane nie chciała go tutaj czytać. Spojrzała na dół i zobaczyła
podpis;
Flaya Reim.
– O nie – skomentowała, a Sayate widząc podpis, poczuła, że ta sprawa ma drugie
dno.
– Pożegnalny list. Lepiej go schowaj, dyrektor idzie – Sayate wskazała na idącego
dyrektora.
Generał przyklęknął przy fontannie i smutny spojrzał na rudowłosą.
Aina pojawiła się chwile za nim dotykając jego ramienia.
– Nie mogłeś jej uratować – szepnęła cicho.
– Co? – Dziewczyny spojrzały sobie w oczy, komentując to bez słów. Przekazały
sobie informacje i spostrzeżenia. Ich słuch był też dzisiaj wyjątkowo wyostrzony. –
Oni coś wiedzą – Przekazała wiadomość Sayate – Dziewczyny oderwały od siebie
wzrok i znów patrzyły na centrum wydarzeń.
Chwile trwało, zanim tłum rozszedł się w swoje strony, ale wszyscy plotkowali
na temat rudowłosej. Zastanawiali się, dlaczego ta dziewczyna tak postąpiła.
Uczniowie jeszcze nie zapomnieli o bójce w jadalni. Nie zapomnieli też o Samane
i mijając ją, puszczali dziwne spojrzenia. Samane słyszała plotki na swój temat.
Jedna dziewczyna przechodząc obok, nie zauważyła Samane.
– To przez tą Sejom pewnie się zastrzeliła.
Samane niewytrzymała i odwróciła się.
– Nie ocenia się sprawy, jak się nie wie o co naprawdę chodziło. A jak nie masz
odwagi powiedzieć mi w twarz, że coś do mnie masz, to radze zainwestować
w aparat i zrobić sobie zdjęcie.
Dziewczyna speszyła się, a potem przestraszyła poważnego wzroku Samane.
– Tacy jak ty, kończą na stanowisku generała – odezwała się Mai.
– O witaj Mai. Dobrze cię widzieć. Mam ci coś do powiedzenia, ale to nie jest
dobre miejsce.
– Wzrokiem mnie nie uderzysz, ale nadal możesz przekazać wiadomość.
Samane spojrzała jej w oczy. Były tak samo ciemne jak u niej, czy Sayate, a ścięte
w dół do wewnątrz brwi i rysy twarzy, wyraźnie zdradzały pochodzenie. Samane
niebyła w stanie odczytać jej przeszłości.
– Da się załatwić – odpowiedziała Mai, gdy Samane zdradziła jej plan. – Do
zobaczenia – dodała i odwracając się w drugą stronę, odeszła, ginąć wśród idących
uczniów.
Dziewczyny wróciły do pokoju.
– Samane co jest w liście? – Sayate była zasmucona tym, co się wydarzyło.
Sojta zaglądała przez ramię Samane, gdy ta wyciągła kartkę z koperty. Czytała
na głos;
– Witaj Samane Sejom. Po tym wszystkim co się wydarzyło, pewnie szczerze
mnie nienawidzisz i z pewnością masz rację, ale zanim mnie ocenisz, chciałam,
byś wiedziała, kim kiedyś byłam i dlaczego stałam się taką osobą, jaką mnie poznałaś.
Zacznę od tego, że pochodzę z bocznej gałęzi klanu Reim. Miałam cztery
lata, gdy cały mój ród zginął. Rodzice, rodzeństwo, kuzynowie. Pozostałe gałęzie
nalegały, by głowa Reima, mnie adoptowała. W końcu pod naporem sugestii,
tak się stało, ale głowa klanu, miał mnie, mówiąc potocznie, gdzieś. Nie nauczyli
mnie zbyt wiele. Większość treningów wyglądała raczej jak wyżywanie się na bezbronnej.
Traktowali mnie jak worek. Trzymali z daleka od talentów i umiejętności
wojowniczych rodów. W domu traktowana byłam jak śmieć. Ciągle poniżana
i wykorzystywana jako służąca. Chodziłam w brudnych i starych ubraniach, które
ciągle szyłam. Zawsze czułam się niepotrzebna. Któregoś razu do domu przyszła
dziewczyna, bardzo podobna do ciebie. Na pewno pochodziła z wojowniczego
klanu. Jednak nie miałam pojęcia z jakiego. Rozmawiała z ojczymem. Kilka dni
u nas nocowała. Przynosiłam jej jedzenie. Na jej oczach zostałam zdeptana. Jeden
z jedenastu braci ojczyma po prostu kopnął mnie, a potem zwyczajnie po mnie
przeszedł. Rozmawiał z dziewczyną, a ta ciągle spoglądała na mnie. Wtedy zrodziła
się we mnie ogromna złość. Dziewczyna wyglądała na młodszą niż ja, a była
traktowana sto razy lepiej. Zastanawiałam się, dlaczego mnie spotkał taki los?
Nienawidziłam swojego życia. Pochodziłam z wojowniczego rodu. Chciałam być
406 407
tra k towana jak członek klanu, a nie jak szmata, po której można deptać i służąca.
– Nadawałabyś się na jedną z nas – odezwała się do mnie dziewczyna, gdy przybrany
wujek wyszedł z pokoju. – Masz w sobie tyle złości. Wręcz kipi od ciebie
czarną ki. Dlaczego dajesz sobą tak pomiatać? – spytała, robiąc łyk zielonej herbaty
z czarki. – Myślisz, że nic nie możesz zrobić prawda? Chciałabyś być gdzie
indziej i decydować o swoim życiu. Tymczasem jesteś niewolnikiem. Taki talent
się marnuje. Twój klan jest głupi, że cię nie wyszkolił.
Wtedy oczy otworzyły mi się ze szczęścia. Ktoś w końcu mnie zauważył, ktoś
po raz pierwszy nie poniżał mnie i zrozumiał jak się czuje. Dziewczyna zabrała
mnie z domu Reima. Klan specjalnie nie robił przeszkód. Cieszyli się, że nie będą
mieli mnie na widoku i dziwili się, że dziewczyna chce mnie zabrać. Ciągle tylko
mówili, że nic ze mnie nie będzie. Jak się później okazało, trafiłam do mrocznych
Tora. Spotkałam ludzi z mojego klanu tylko, że pochodzących od tych, którzy
w przeszłości oddzielili się. Dziewczyna, która mnie uratowała była dla mnie
jak siostra. Dopiero tam się odnalazłam. Zostałam wyszkolona i poznałam tych,
którzy ze mną trzymali. Nie byłam poniżana. Może trochę to dziwnie zabrzmi, ale
mroczni Tora, też są ludźmi, mają normalne odruchy, przyjaźnią się, dbają o swoich
towarzyszy i mają honor rodów wojowników. Jedyne co nas odróżnia, to złość.
Złość i gniew do świata za to jaki jest. Najchętniej zniszczylibyśmy wszystko inne.
Droga mrocznej energii nie zna innego rozwiązania. Wszystko było dobrze, do
czasu, gdy nie pojawiłaś się ty. Przeszkadzając w planie zniszczenia. Po przegranej,
dostałam pierwsze kazanie, które nie było miłe. Wśród mrocznych Tora ten, który
przegrywa misje, jest napiętnowany. Moja dobra passa skończyła się. Choć nie byłam
służącą i nie byłam poniżana, to straciłam zaufanie u innych osób. Po wyjściu
ze szpitala, po tym jak próbowałam się otruć, sprawa jeszcze bardziej się pogorszyła.
Wtedy uznano, że jestem na czarnej liście do zabicia ale, że straciliśmy sporo ludzi,
tymczasowo pozostawiono mnie przy życiu. Jednak to była tylko kwestia czasu.
Królestwo Gwiazdy już ostrzyło zęby na moją egzekucje, podobnie jak główny
dowódca Tora. Poprosiłam ostatnią osobę, która mi ufała o pomoc. O ostatnią
szansę. Dziewczyna, która mnie uratowała z domu Reima, to szefowa. Przed walką
na stołówce, dała mi pewien sekretny specyfik i nauczyła jak kontrolować go
z pomocą energii. Wyjawiła mi też swoje imię i nazwisko. Akai Sejom. Ostatnią
próbą odzyskania honoru, było zabicie ciebie. Wierzyłam, że jeśli cię pokonam,
odzyskam dobre imię wśród Tora, a może i klan mnie doceni. Jednak po walce,
zdałam sobie sprawę, że mogła być całkiem inna droga. Przegrałam swoje życie.
Teraz nie pozostało mi już nic. Ja też mam swój honor, dlatego ci o tym wszystkim
pisze. Każda walka z tobą, uświadamiała mi właśnie tą inną drogę. Widziałam
twoją ścieżkę i czułam się coraz słabsza, widząc jak ty, stajesz się silniejsza, ale
ty czerpałaś siłę z białej ki. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że to jest ta siła,
która zmienia świat. Złość i zemsta, zaprowadziły mnie donikąd. Może chociaż
ty jedna mnie zrozumiesz. Żałuje, że nie poznałyśmy się wcześniej, może wtedy
razem zmieniałybyśmy świat. W ramach moich przeprosin zdradzę ci coś. Nie
znam szczegółów, ale szykuje się jakaś akcja na ogromną skale, która ma wywrócić
ten kraj do góry nogami. Lista uczniów do zabicia, jest nadal aktualna i nie zrezygnowali
z niej. Szukają innego sposobu, jak was usunąć, a ciebie w szczególności.
Również dyrektor jest na tej liście i kilkoro nauczycieli. Przy pięciu przejściach do
szkoły, szefowa ma zamiar zastawić na was pułapkę. W ostatnich słowach, chciałabym
tylko, by ktoś o mnie pamiętał. Nie proszę o wybaczanie i tak narobiłam zbyt
wiele złego i rozumiem, że przeprosiny pewnie nic nie zmienią. Teraz zostało mi
się już tylko pożegnać. Do widzenia.
Flaya Reim.
Samane skończyła czytać, a wszystkie trzy dziewczyny spuściły smutne głowy,
a z oczu polały się łzy.
– Życie jest niesprawiedliwe – Samane uderzyła pięścią w podłogę, siadając
na piętach i rzucając list kawałek dalej.
– Nigdy nikogo nie oceniaj nawet jeśli wydaje ci się zły – skomentowała Sayate
ze łzami w oczach. – Nikt nie jest doskonały, każdy ma w sobie coś z dobrego
i złego. Niema jednolicie czystych postaci. Każdy popełnia błędy. Niema też jednolicie
złych ludzi. Oni stali się tacy z jakiegoś powodu. Gdzieś w głębi mogą robić
krzywdę, ale z dobrych pobudek. Może po prostu pobłądzili tak jak Flaya, szukając
akceptacji i odrobiny docenienia – Sayate przestała mówić wyobrażając sobie
dzieciństwo Flayi.
– To przykre. A my traktowałyśmy ją jak największego wroga. Owszem zrobiła
wiele złego, ale na końcu zdała sobie z tego sprawę. Jednak nie musiała się zabijać.
Przecież mogła mieć jeszcze przyjaciół – Sojta zaciskała pięści oparte na kolanach,
a łzy spadały jej na spodnie.
– Niezależnie od tego, co by zrobiła i tak ktoś by ją zabił. Nie dałybyśmy rady
ochronić ją przed wyrokiem królestwa – Samane nadal siedziała na ziemi, ale teraz
była już bardziej spokojna. Otarła chusteczką oczy i nos. Sięgnęła dłonią do zegarka
i napisała do dyrektora wiadomość.
„Czy wie pan jakie życie miała Flaya?”
„Wiem” – odpisał dyrektor.
Za chwile pojawiła się druga wiadomość;
„ Chcesz o tym pogadać? „
Samane odpisała;
„Tak”
408 409
W stała z podłogi i schowała list do kieszeni.
– Wybierasz się gdzieś? – spytała Sayate, ocierając łzy.
Samane podsunęła jej przed twarz dłoń ze swoim zegarkiem. Nie odezwała się
ani słowem.
– Dyrektor o wszystkim wiedział – Sayate zszokowana, przeczytała rozmowę
i wstała. – Idę z tobą.
– Próbował jej pomóc – wyszeptała Samane. – Sojta idziesz z nami?
Dziewczyna kiwnęła głową i również otarła łzy. Nie wypadało iść tak przez akademie.
Dyrektor siedział w swoim fotelu, wpatrzony w jakiś punkt w oddali. Dziewczyny
wchodząc do gabinetu ustawiły się i równocześnie przyłożyły dłoń do skroni.
– Nie trzeba dziewczyny – odpowiedział dyrektor, obracając się na krześle w ich
stronę. – Nie spodziewałem się, że przyjdziecie wszystkie trzy.
– Co teraz stanie się z jej ciałem? – spytała Sojta.
– Policja wojskowa się tym zajmuje, ale prawdopodobnie za kilka dni, zostanie
pochowana.
– Rodzina będzie na pogrzebie? – Samane domyślała się już, jaka będzie odpowiedź.
– Jej rodzina w ogóle się tym nie przejęła. Dosłownie przed chwilą, kontaktowałem
się z głową rodu Reima. Powiedział, że nigdy nie należała do ich rodziny, więc
nie mają zamiaru przychodzić.
Samane była wręcz przerażona. Nie tak wyobrażała sobie piąty, co do umiejętności
i siły, sławny klan Reima.
– Pan coś wie o Flayi, prawda? Próbował jej pan pomóc? – Samane podeszła
bliżej biurka, kładąc list na stole.
– Oszem, Flaya od początku pojawienia się w akademii, szukała sposobu jak
uwolnić się od Tora. Prosiła mnie o pomoc, ale w tej sytuacji niewiele mogłem
zrobić. – Dyrektor sięgnął po list. Jego oczy zrobiły się szkliste.
Samane była w stanie to dostrzec.
Jednocześnie jego uwagę zwróciła wiadomość, o pułapce i tunelach.
– Chronił ją pan. Dlaczego nic nam pan nie powiedział?
– Myślisz, że coś by to zmieniło Samane? Flaya szczerze cię nienawidziła. Traktowała
cię jako przeszkodę. Choć ja wiem, że działałaś zgodnie z tym co powinien
zrobić żołnierz i wojownik – dyrektor otworzył list i zaczął czytać, gdy skończył
z jego oczu polały się łzy.
Dziewczyny były zaskoczone. Spojrzały na siebie, a potem na dyrektora. Pierwszy
raz, widziały by ten silny mężczyzna, niebojący się prawie niczego, który przeżył
tyle misji, był dyrektorem akademii i generałem, płakał jak dziecko.
– Można było to inaczej rozegrać. – Samane oczy znów załzawiły.
– Wiedziałem jakie miała dzieciństwo. Wiedziałem, że należała do Tora, ale powiedziała
mi o tym dopiero, gdy obudziła się w szpitalu. Nie chciałem, by królestwo
wydało na nią wyrok śmierci. Tak bardzo chciała wyrwać się z tego złego
świata – dyrektor zacisnął pięść. – ukrywałem ją, po tym co zrobiła w jadalni.
– Dlaczego? – dziwiła się Sayate.
– Wzbudzała współczucie, nawet po tym co robiła. Ta desperacja prowadziła ją
do szaleństwa, a ona tylko szukała drogi wyjścia. Poza tym bardzo przypominała
mi moją siostrę.
Samane zaczęła współczuć też dyrektorowi.
Generał otarł łzy i przesunął list do krawędzi stołu, by Samane go zabrała.
Przez kilka kolejnych dni, Samane podczas dyżurów chodziła smutna i zamyślona,
aż oficer Kaj zastanawiał się czy Samane nie jest chora.
– Na pewno dobrze się czujesz? – spytał.
– Tak – odparła Samane, powstrzymując siłą łzawienie z oczu.
– Po prostu wydarzyło się coś złego i bardzo smutnego – wyjaśniła Sayate.
Była sobota. Na zewnątrz było jeszcze ciemno, choć na wschodzie niebo było
szare. Widać było kilka rozpuszczających się po nocnej ulewie chmurek. Wszędzie
wokół, panowała nieprzenikniona cisza. Ptaki jeszcze spały. Jedyne, co dało się słyszeć,
to szelest kroków po wysokiej, mokrej trawie. Najpierw jedne kroki, potem
drugie, a za nimi trzecie. Tuż obok pomnika z nazwiskami, ustawiła się czwórka
osób. Pomarańczowe promienie słońca, powoli przesuwały się od dachu dawnej
akademii do jej fundamentów. Słońce zawisło na wysokości pomnika, a czarna
teraz gwiazda w obręczy, na jego szczycie, była podświetlona. Światło słoneczne,
wydawało się nieść ze sobą dziwną energię. Wszystko wokół wydawało się dziwnie
uśpione, w nostalgii, pomimo, że powinno budzić się do życia.
– Piękny wschód – odezwała się Sayate.
Samane położyła kwiaty pod pomnikiem, salutując na cześć dziadka.
– Ruszajmy – powiedział dyrektor. Przeszli kawałek w las, dalej, poza dawny
budynek akademii.
Było tu kilka niezadbanych grobów, usypanych z ziemi i obłożonych kamieniami.
Gdzieniegdzie leżały wbite stare karabiny, miecze czy inna broń, oraz tabliczki
z imieniem i nazwiskiem oraz datą śmierci.
– To cmentarz zapomnianych uczniów. Miejsce pochówku tych, o których inni
zapomnieli. Uznałem, że to najlepsze miejsce. – Wyjaśnił dyrektor.
Na skraju była świeżo usypana ziemia, a w nią, wetknięty miecz wojowniczych
klanów, z regionu Sera. Na usypanej ziemi leżał zakrwawiony pistolet, którym się
zastrzeliła. Samane przyklękła dotykając go delikatnie palcami. Potem spojrzała
410 411
na miecz. Od razu rozpoznała, że był zrobiony w Meabe. Rozpłakała się, a dłoń
bezwładnie zjechała z rękojeści.
Nagle poczuła obecność kogoś, kogo dobrze znała i nie była to miła osoba. Podniosła
się i obróciła.
– Nie spodziewałam się tutaj ciebie. Akai Sejom.
Przed nimi stała postać w czarnym płaszczu. Na dźwięk swojego prawdziwego
imienia, zesztywniała i ściągnęła kaptur.
– Przychodzę pokojowo, choć zdaje sobie sprawę, że pewnie w moich ustach
wydaje ci się to śmieszne.
Samane odsunęła się na bok, pokazując grób.
– Flaya zdradziła mi twoje prawdziwe imię.
Szefowa też wyglądała, jakby miała zamiar zaraz się rozpłakać.
– Choć, tylko nie zrób czegoś głupiego – powiedział dyrektor, przyglądając jej
się cały czas podejrzliwie.
Szefowa zrobiła kilka kroków do przodu i położyła kwiaty.
– Możesz uważać mnie za złą, ale Tora też mają swój honor. Flaya była moją
przyjaciółką, choć pewnie mi w to nie uwierzysz. Tylko ja ufałam jej do ostatniej
chwili.
Samane nigdy niestała tak blisko szefowej, tak po prostu bez walki, czy złości.
Akai zrobiła kilka kroków do tyłu i spojrzała na czwórkę obecnych, składającą
się z Samane, Sayate, Sojty i dyrektora.
– Koniec końców, nikt nigdy nie jest w pełni zły. Chciałam jej pomóc nawet
w wyjściu z Tora. Dobrze ją rozumiałam, bo sama miałam podobne dzieciństwo.
– Akai ubrała z powrotem kaptur na głowę. – Następnym razem, nie licz na takie
zachowanie z mojej strony, jak dzisiaj Samane – Szefowa odwróciła się i z pomocą
energii dymu, wskoczyła na gałąź drzewa i przeskakując dalej zniknęła.
– Nigdy nikogo nie oceniaj – szepneła Samane – szkoda, że inni nie poznali
jej historii.
– Nie wydaje mi się – odezwała się Sojta, pokazując idących z różnych
stron uczniów.
Nie byli to wszyscy uczniowie. Samane, zaskoczona dostrzegła grupę Febry,
grupę Sayate, grupę Daigo. Grupę Isae, Mai Mai, Ainę, dwie wierne towarzyszki
Flayi, Orlego, Mikiego i Tiri. Pozostałe osoby należały do wojowniczych klanów,
co można było rozpoznać po rysach twarzy, ale Samane kojarzyła ich tylko z widzenia.
– Wybaczcie, ale czułam się w obowiązku, by powiedzieć chociaż im, jaka była
prawda. – Odezwała się Aina.
– Rozumiem – odpowiedział dyrektor, unosząc dłoń do skroni.
Inni obecni uczniowie, ustawili się z tyłu, za dyrektorem i wszyscy stali przez
minutę w milczeniu, na baczność. Zerwał się wiatr, rozwiewając obecnym włosy
i szarpiąc ubraniem. Samane poczuła tą samą energię, co wtedy, gdy zawarła
kontrakt z Sayate. Wszystko wokół wydawało się świecić i tańczyć. Światło słońca
przedarło się między konarami drzew, powodując tęczową poświatę na mokrej
trawie i liściach. Ptaki śpiewały piękną pieśń. Inną niż dotychczas. Nagle wszystko
ucichło.
– Mówią, że tęcza to symbol przebaczenia – szepnęła cicho Sojta.
– Jej iskra – miałam wrażenie, jakbym przez moment ją czuła – Samane spojrzała
w górę. – Nigdy nikogo nie oceniaj. Nie jesteś bogiem, by kogoś osądzać –
powiedziała Samane. – Chyba wiem, co to znaczy stracić przyjaciela, zanim się go
w ogóle poznało. Żegnaj Flayo.

Komentarze
Prześlij komentarz