Rozdział 15 Pożegnalny list

Od poniedziałku Samane miała być w szkolnej straży. Był późny wieczór i razem

z Daigo i Sayate maszerowali z mieczami na plecach, by spotkać dwójkę zawodowych

żołnierzy, z którymi będą w grupie. Przy bramkach stało dwóch dorosłych

mężczyzn w hełmach na głowach, mundurach i pełnym uzbrojeniu.

– Witamy –odezwał się pierwszy na widok trójki z mieczami na plecach. – Od

razu widać, że z wojowniczych klanów.

Mężczyzna był wysoki. Miał około czterdziestu lat i krótkie czarne włosy. Drugi

miał może dwadzieścia pięć lub dwadzieścia sześć lat. Był o głowę niższy od kolegi.

Włosy miał koloru ciemnego blondu, z opadającą na twarz grzywką, a z tyłu

zwisał krótki ogonek.

– Jestem Mat – odezwał się młodszy chłopak, podając dziewczynom rękę

i uprzejmie się witając, a mój starszy kolega jest głównym dowódcą całej szkolnej

straży. Oficer Kaj Green.

Starszy mężczyzna ukłonił się nisko.

– Jestem Daigo Agnam – przedstawił się

– Sayate Ki – różowowłosa przekręciła słodko główkę i zatrzepała kucykami,

a Mat zareagował wielkimi oczami.

– Dziewczyna z rodu Ki. A ty pewnie jesteś Samane Sejom? – Spytał Mat.

– Skąd wiesz? – zdziwiła się pytana.

– Jesteś sławna. Ostatnio głośno o tobie nawet w sztabie głównym.

Samane nie była zdziwiona tym, jak ludzie reagują na jej nazwisko, ale, że informacja

o niej dotarła aż na samą górę, to był dla niej ogromny szok.

– Teraz nie dziwię się, że dyrektor wybrał was do straży. – Odezwał się oficer

Kaj. – Wasza wiedza o Tora i zdolności waszych rodów, bardzo nam się przydadzą.

– Podobno ktoś z was ma być dowódcą ze strony uczniów – odezwał się Mat,

poprawiając pasek od karabinu, który wisiał mu na plecach.

Daigo i Sayate wskazali na Samane, a ta zdziwiona popatrzyła to na prawo, to

na lewo.

– Dlaczego mnie to nie dziwi – skomentował Mat.

– Mnie również – odezwał się oficer. – pamiętam jeszcze czasy, gdy twój dziadek

był głównym generałem.

– Jesteś przewodniczącą samorządu szkolnego, więc pewnie o ciebie chodzi –

Zauważył Daigo przyglądając się jej reakcji.

– Na razie tylko w zastępstwie za Isae, ale jestem. Dyrektor o niczym mi nie powiedział

– dziwiła się Samane.

– Jak zwykle uznał, że jesteś na tyle dobra, że sama się domyślisz. Zresztą przy

twoich umiejętnościach wcale nie byłoby to kłamstwem – śmiała się Sayate, próbując

wkurzyć przyjaciółkę.

Samane westchnęła bezradnie.

– Chyba nie mam wyjścia.

– W sprawie dyżurów uczniów, kontaktuj się bezpośrednio ze mną – odezwał się

oficer, wyraźnie zaciekawiony osobą Samane. – Teraz dzielimy się na dwie grupy

i ruszamy na patrol. Dziewczyny idą ze mną, a kolega z Matem.

– Tak jest – zasalutowali wszyscy przed oficerem i rozeszli się w dwie strony.

– Jak dużo wiecie na temat Tora? Chciałbym wiedzieć, jak walczą, jakich sztuczek

używają – odezwał się oficer Kaj, gdy weszli na korytarz na pierwszym piętrze.

Samane i Sayate zaczęły opowiadać całą historię Tora. Potem opowiadały o Iluzji

snu i talentach, a na końcu Samane opowiedziała o uratowaniu Tiri oraz akcji

z trucizną i próbie zabicia księżniczki.

– Ciekawa sprawa, być w pierwszej klasie i mieć dwie misje na swoim koncie –

odezwał się oficer z zaciekawieniem wysłuchując opowieści.

– Gdy dyrektor powiedział mi, że dowódcą ze strony szkoły będzie osoba

z pierwszej klasy, mocno się zdziwiłem, ale powiedział mi, żebym mu zaufał, bo to

bardzo utalentowana osoba. Teraz rozumiem, co miał na myśli.

– Niebezpieczeństwo – odezwała się Sayate i oglądnęła za siebie, wyciągając

miecz.

– Twoja umiejętność jest bardzo przydatna – odezwał się oficer, podnosząc karabin

do góry.

Samane poczuła czyjąś obecność i silną mroczną energię.

– To nikt kogo spotkałbym wcześniej – odezwała się.

W cieniu korytarza dostrzegła zakapturzoną postać, która prawie zlewała się

z otoczeniem.

Postać patrzyła w ich stronę, po czym pobiegła korytarzem w bok.

– Gonimy go? – spytała Samane.

– Tak – odpowiedział oficer i pędem ruszyli w pościg. Za zakrętem Samane dostrzegła,

jak daleko był.

Skupiła energię w dłoni i rzuciła w niego świetlistym ptakiem. Postać upadła

na ziemię i prawie ją dogonili, zanim wstała. Gdy byli już blisko, postać uderzyła

ich dymem. Samane wyszła do przodu i osłoniła wszystkich tarczą, a oficer zaczął

strzelać. Postać jednak wyskoczyła przez okno, gdzie czekali na nią inni dwaj Tora

i złapali ją na dole. Samane spojrzała przez okno.

– Mat, tu Kaj – mamy trzy kapturki w zachodniej części. Są na zewnątrz – ode386

387

zw a ł się oficer do radia.

– Przyjąłem, zaraz będziemy – odezwał się Kaj.

Oficer i dziewczyny zbiegli na dół po schodach, omal nie zderzając się z Daigo

i Matem. Wpadli na jeden z mniejszych bocznych dziedzińców i skręcając w krzaki

dogonili Tora przed bramą. Rozległy się strzały i Sayate, Samane i Daigo osłonili

się tarczą, odbijając przy okazji pociski wymierzone w oficera i Mata. Gdy nastąpiła

cisza, Tora zniknęli.

– Nadal przychodzą i to nowe osoby – skomentowała Samane, chowając miecz

do pochwy.

– Zwiali – skomentował Mat

– Saya – Samane zwróciła się do przyjaciółki.

– Niebezpieczeństwo zniknęło – odpowiedziała, domyślając się, czego chce od

niej Samane.

– Sprawdzają teren – zauważył Daigo.

– Trafna uwaga – skomentował oficer.

Do godziny pierwszej w nocy oba patrole przeszły szkołę i jej dziedzińce kilkakrotnie,

ale Tora więcej się nie pojawili.

O pierwszej w nocy zjawiła się kolejna grupa. Jedni drugim przekazali zadanie,

salutując na komendę oficera. Oficer przekazał relację z tego, co się działo

kolejnemu uzbrojonemu dowódcy i odszedł wraz z Matem w drugą stronę. Dwie

dziewczyny z czwartej klasy wraz z dowódcą nowej grupy odprowadzili trójkę

z wojowniczych rodów na piąte piętro. Zmęczona Samane odłożyła miecz na stojak

i położyła się do łóżka. W ciągu kilku chwil zasnęła jak zabita, zapominając

ustawić budzik. Rano Sojta zrzuciła ją z łóżka.

– Wybacz, późno wróciłam – marudziła Samane.

– Jeśli tak ma wyglądać to wasze bycie strażnikiem, to może lepiej zrezygnuj.

Masz pięć minut, żeby się ogarnąć – krzyczała po niej Sojta.

– Wiesz, że krzyczysz na swojego dowódcę – wymamrotała, podniosła się z ziemi

i poszła w kierunku łazienki.

Umyła się lodowatą wodą, a Sojta dała jej jakiś pobudzający napój .

– Ohyda – skomentowała Samane, ustawiając się przed lustrem, by poprawić

mundur.

– Jak tam twój plan?– spytała Sayate na zajęciach z historii.

Nikeya przynudzała dziś tak bardzo, że większość spała.

– Jakbym miała czas o tym myśleć– wymamrotała– nie podniosła nawet głowy

schowanej w ramionach.

– Czemu jesteś taka niewyspana? – przecież nie skończyliśmy aż tak późno –

dziwiła się Sayate.

– Energia. – wymamrotała. – Oni chyba potrafią pochłaniać energię.

Sayate spojrzała na Samane.

– Gdybyś mi nie powiedziała, to bym się tego nie domyśliła.

– Wpadłam na to dopiero dzisiaj rano, jak Sojta zrzuciła mnie z łóżka.

– Musimy być bardziej ostrożne – skomentowała Sayate i jako jedna z niewielu

z zaciekawieniem słuchała wykładu.

Na koniec zajęć Nikeya zapowiedziała sprawdzian. Wszyscy w sekundzie wyrwali

się ze snu i z przestrachem słuchali nauczycielki. Samane mimowolnie zapisała

wszystko na kartce i wciąż lekko zaspana wyszła z sali. Niespecjalnie przejmowała

się sprawdzianem.

Kolejne były zajęcia ze strzelania z Akelaiem. Wszyscy jednak dziwili się, że sala

została zmieniona. Od początku roku klasa nauczyła się trafiać do tarczy, a większość

trafiała już blisko środka.

– Witam – odezwał się Akelai, zapraszając uczniów do środka sali, która bardzo

przypominała poprzednią, ale była zdecydowanie większa, a tarcze na zewnętrznej

stronie wyglądały, jakby były zawieszone w powietrzu na jakiejś platformie.

Większość przyglądała się dziwnemu tworowi.

– Dzisiaj zobaczymy, jak poradzicie sobie z tym? – zawołał Akelai z zawadiacką

miną i kliknął coś na pilocie, który miał w dłoni. Tarcze zaczęły się przemieszczać

w różne strony.

Pierwsza ruszyła Sojta, naciągając cięciwę i celując, ale ile strzał wyciągnęła, tyloma

spudłowała.

Zszokowana przekazała łuk Tiri. Dziewczyna próbowała trafić, ale podobnie

również nie trafiła ani razu. Febra pomyślała, że w tym zadaniu ukryta jest kolejna

sztuczka.

– Hej, jak to trzeba zrobić? – zagadała Febra do Samane.

– Musisz celować – opdowiedziała dziewczyna ustawiona przed tarczą.

Febra ruszyła i naciągnęła cięciwę. Wypuściła strzałę, która przeleciała tuż przed

tarczą i wbiła się w ziemię. Spróbowała drugi raz, czekając dłużej, ale tarcza zdążyła

już się przemieścić i znowu strzała wbiła się gdzieś w ziemię. Przy trzecim

podejściu Febrze udało się trafić w dwudziestkę.

Wszyscy obecni bili jej brawo, a dziewczyna miała szklane oczy ze szczęścia.

– Samane, może teraz twoja kolej – zaproponował Akelai.

– Nie jestem dzisiaj w najlepszej formie – ziewnęła dziewczyna.

– Ktoś tu zarwał nockę. Mimo wszystko spróbuj, zobaczymy, jak strzelasz, gdy

nie jesteś w formie – zaśmiała się Akelai .

Dziewczyna mimo wszystko ustawiła się na podeście, naciągnęła cięciwę i trafiła

w pierwszą tarczę. Sięgnęła szybko po drugą i trzecią strzałę. Ledwo wypuściła

388 389

dr u gą, a już poleciała trzecia. Wszystkie trzy strzały trafiły w dziesiątkę.

– Jeśli tak strzelasz, gdy nie jesteś wyspana, to ja wolę sobie nie wyobrażać, co

potrafisz, jak jesteś w pełni sił – odezwał się Akelai .

Samane odeszła na bok, a na podeście ustawiła się Sayate, również trafiając

wszystkie trzy tarcze w sam środek. Jednak ona przed każdym strzałem musiała

chwilę się skupić. Klasa biła jej brawo, a Akelai zerknął tylko na tarcze i nadal przyglądał

się ziewającej Samane i pewnie przyglądał by się dalej, gdyby nie wyczyn

Orlego. Chłopak trafił do wszystkich trzech tarcz i zrobił to jeszcze szybciej niż

Samane. Akelai wytrzeszczył przez moment oczy. Był pełen podziwu dla Orlego,

ale mimo wszystko to w Samane dostrzegał coś dziwnego, coś, co wydało mu się

interesujące. Dziewczyna nawet specjalnie nie patrzyła gdzie strzela, a Orli mimo,

że szybszy, skupiał się na celu.

Zajęcia skończyły się i większość wyszła zawiedziona, że nie trafiła nawet jeden

raz. Febra Orli i Sayate skakali z radości. Natomiast Samane nadal ziewała.

– Orli, Samane i Sayate zostańcie na chwilę – odezwał się nauczyciel ostrym tonem.

– Coś przeskrobaliśmy? – spytała Sayate, uśmiechając się do przystojnego nauczyciela.

– To się okaże. Podejdźcie tutaj.

Sayate była zdziwiona zachowaniem Akelaia, a Samane wolałaby się zdrzemnąć

niż z kimkolwiek teraz rozmawiać.

– Chciałbym coś sprawdzić? – z kieszeni w mundurze wyciągnął zapasową

chustę od munduru i zawiązał Sayate na oczy.

– Spróbuj jeszcze raz trafić w wszystkie trzy tarcze.

Sayate wyostrzył się słuch i do pierwszej tarczy trafiła bez problemu, Akelai jednak

to zauważył i zaczął celowo hałasować.

Pozostałe dwa strzały spudłowała.

Orli nie trafił ani jednego.

– Miałem racje co do tej dwójki – pomyślał.

Samane natomiast podał kołczan z dziesięcioma strzałami i nacisnął guzik na pilocie,

uruchamiający pozostałe tarcze.

– Masz tyle strzał ile tarczy. Nie spudłuj i zrób to tak samo szybko jak poprzednim

razem – polecił jej zawiązując chustkę na oczach.

Samane westchnęła i naciągnęła pierwszą strzałę trafiając w środek tarczy. Chwyciła

dwie kolejne trafiając równocześnie w dwie tarcze. Szybko sięgnęła po pozostałe

i w ciągu kilkunastu sekund trafiła w wszystkie możliwe tarcze i na dodatek

w sam środek. Akelai był pewien, że nie kierowała się słuchem bo starał się hałasować,

a na dodatek pojawił się nieduży wiatr.

– Możecie iść, ale Samane niech na chwile jeszcze zostanie – polecił.

Samane zdjęła opaskę.

– O co chodzi ? – dziwiła się – ta cała szopka teraz była po to żeby mnie sprawdzić?

– Masz racje Samane.

Samane zaskoczyła bezpośredniość Akelaia.

– Widziałem jak strzelałaś podczas misji. Wiem też, że miałaś po raz pierwszy

w ręce karabin jak się nie mylę.

Samane kiwnęła głową.

– To co zrobiłaś teraz, tylko potwierdza moje domysły.

– To znaczy co? – zastanawiała się Samane kolejny raz ziewając.

– Na dodatek zrobiłaś to będąc niewyspaną.

Samane spojrzała na nauczyciela trochę się rozbudzając.

– Gdy byłem w twoim wieku i przyszedłem do akademii. Mój nauczyciel też kazał

mi strzelać tak jak ja tobie teraz. Tacy ludzie, jak ja, czy ty, pojawiają się dosyć

rzadko. Nawet jeśli większość żołnierzy doskonali się w strzelaniu, tylko niektórzy

potrafią wyczuć cel tak dokładnie. Podczas misji widziałem jak Aina chciała

strzelić by ci pomóc, ale znała swoje umiejętności i wiedziała, że może cię zranić,

dlatego się wycofała, ufając, że sobie poradzisz. Ta sytuacja była fartem, bo Aina

ci zaufała, wiedziała, że się obronisz, ale gdyby to była inna sytuacja i inna osoba,

skończyło by się to źle. Dlatego Aina i dyrektor poprosili mnie o pomoc.

– Widziałam jak pan strzela – odezwała się Samane – ani jednego pudła.

– Ty tak samo, mimo, że miałaś pierwszy raz w ręku broń.

– O jakich ludziach pan mówi. Kim ja jestem? – dopytywała się Samane nie do

końca rozumiejąc do czego zmierza.

– Jesteś urodzonym snajperem. Nie powinnaś mieć problemów z zaliczeniem

testów ze strzelania, ale chciałbym jeszcze coś sprawdzić.

– Snajperem? – powtórzyła cicho Samane, a Akelai wręczył jej swój pistolet. –

Jest naładowany i odbezpieczony. Strzelaj póki nie rozwalisz wszystkich tarczy.

Samane wyciągła prawą dłoń z pistoletem w dłoni przed siebie i zaczęła strzelać,

przesuwając szybko dłonią z jednego celu na drugi. Rozstrzelanie wszystkich

tarcz na kawałki, zajęło jej kilka sekund. Samane niespecjalnie patrzyła w co celuje.

Wszystko robiła na wyczucie.

– Zobacz co zrobiłaś? – Akelai wskazał jej dłonią pokawałkowane tarcze.

Samane spojrzała na tonę drzazg na ziemi i jeszcze bardziej przebudziła się z powodu

szoku.

– Nadal nie wierzysz?

– Niesamowite – odezwał się ktoś z tyłu sali, podchodząc i bijąc brawa.

390 391

S a mane oglądnęła się. Z powodu niewyspania nie była w stanie wyczuć czyjejś

obecności.

Z cienia wyszedł dyrektor. Samane ustawiła się na baczność, salutując. Akelai

również zasalutował.

Dyrektor przyłożył dłoń do skroni i puścił luzem. Dopiero wtedy nastąpiło luźne

przywitanie.

– Jednak miałeś rację Akelai – odezwał się generał.

Akelai kiwnął głową.

– W życiu nie widziałem żeby ktoś tak strzelał. Zaczynam się ciebie bać Samane.

– zaśmiał się dyrektor.

– Pan nie musi, ale współczuje Tora i Czarnej Skale – odpowiedziała żartem

Samane nie będąc świadoma konsekwencji tego co mówi.

– Humor jak zawsze dopisuje – uśmiechnął się dyrektor. – Samane czy nie masz

mi niczego do powiedzenia?

– Nie – Samane zaskoczyło to pytanie, ale domyślała się o co chodzi dyrektorowi,

a teraz ten żart który powiedziała.

Samane lekko zmruzyła oczy, tym razem udając, że ziewa.

– Przepraszam, ale mam następne zajęcia. Mogę już iść.

Obaj nauczyciele kiwnęli twierdząco głową.

– Zauważyłeś coś? – spytał dyrektor.

– Po za tym, że świetnie strzela to nie.

– Nie mam nastroju do żartów Akelai. A pozostali?

– Zachowywali się normalnie, ale słyszałeś co żartem powiedziała Samane.

– Tak słyszałem – odparł generał. Ten żart był jej błędem. Jestem przekonany,

że to co kombinują ma związek z Tora.

– Ty też popełniłeś błąd pytając ją tak wprost. Widziałem, że zorientowała się

czemu ją pytasz? Teraz już niczego się nie dowiesz. Będą się lepiej pilnować.

– Tym bardziej musimy ich obserwować. Mam przeczucie, że wpakują się w jakieś

kłopoty – martwił się Jass.

– Samane sobie poradzi – zaśmiał się Akelai.

– Mówiłem, że nie mam dzisiaj nastroju do żartów. Samne się nie przejmuje, ale

coś mi mówi, że cała klasa jest w to zaangażowana i z jakiegoś ważnego powodu,

nie chcą mi o tym powiedzieć.

– Też mam przeczucie, że coś się kroi i to coś bardzo niebezpiecznego. Tora coś

knują, a odwracają uwagę napadami w mieście. A jeszcze bardziej mnie denerwuje,

że te dzieciaki to odkryły, a my nie.

– Zastanawia mnie tylko dlaczego Samane i jej klasa boją się o tym powiedzieć.

Nie wyglądają na takich, których można zastraszyć.

– Jass nie widzisz tego. Oni boją się nam tego powiedzieć, bo myślą, że im

nie uwierzymy.

– Nie tego akurat nie widzę.

– Starzejesz się Jass. Te dzieciaki mogą być gotowe na bardzo duże poświęcenie

w imię ratowania akademii. Widzisz tylko Samane i ewentualnie Sayate. Owszem

są świetne. Powiedziałbym nawet, że najlepsze w całej akademii, ale reszta tej klasy

też jest wyjątkowa. To twoja klasa. Masz nad nimi piecze, a nie widzisz jak bardzo

w krótkim czasie się zmienili. Zamiast szukać dowodów przestępstwa u Samane,

poobserwuj tą zmianę u pozostałych. Wtedy ich zrozumiesz.

o

Samane wyszła z sali. Przy drzwiach czekali na nią Sayate i Orli.

– O co chodzi? – Czemu Akelai cię zostawił.

– Sprawdzał mnie. Powiedział mi, że jestem urodzonym snajperem.

– Po tym jak strzelałaś wcale się nie dziwie – skomentowała Sayate – ale inna

sprawa. Dyrektor pytał nas, czy nie mamy mu nic do powiedzenia, a potem chciał

rozmawiać z tobą.

– Mnie pytał o to samo, ale chyba zdradziłam się z jednym żartem na temat

Tora. Wygląda na to, że domyślił się o naszym planie. I tak nie zna szczegółów, ale

musimy bardziej uważać.

– Może powinniśmy mu jednak o tym powiedzieć – rozważał pomysł Orli.

– W życiu nam nie uwierzą, a wtedy nici z całego planu.

– Darujmy sobie teraz i chodźmy na następne zajęcia bo się spóźnimy – zaproponowała

Samane.

o

– Miałeś rację Akelai. Chyba jednak się starzeję – odezwał się dyrektor, podsłuchując

rozmowę, przez uchylone do sali drzwi.

– A nie mówiłem. Fartem dowiedzieliśmy się jednak czegoś. Wiemy, że mają

jakiś plan, który ukrywają. – Akelai uśmiechnął się lekko wiedząc, że intuicja go

nie zawiodła.

– Musimy ich jakoś powstrzymać, zanim zrobią coś czego nie powinni – skomentował

dyrektor nasłuchując przez szparę dalszej rozmowy. Liczył, że jeszcze

czegoś się dowie.

– To może nie być dobry pomysł Jass. Coś czuje że to ważna sprawa. Słyszałeś co

powiedzieli. Jeśli nie zrobią tego co mają zrobić. Jeśli ich powstrzymamy skończy

się to tragicznie.

– Nie wydaje mi się – odparł lekko wkurzony Jass.

– Jass – Akelai skoczył i wściekły złapał dyrektora patrząc mu w oczy. – Czuje,

że to coś naprawdę bardzo ważnego. Wpakujemy kraj w kłopoty. Powiedz czy kie392

393

dy k olwiek nie miałem racji.

Dyrektor zaskoczony zachowaniem Akelaia spojrzał w jego oczy.

– Rozumiem o co ci chodzi, ale obiecałem, że będę ich chronić.

Dyrektor zamachem ręki zza głowy z zaciśniętą pięścią uderzył w nadgarstek

dłoni Akelaja.

Mężczyzna puścił ubranie, łapiąc się za bolący przegub ręki.

– Rozumiem cię Akelai i obyś miał rację. Wolałbym jednak żeby mi o tym powiedzieli.

– A uwierzyłbyś im? – Spytał Akelai patrząc generałowi w oczy.

Dyrektor spuścił głowę.

– Nie mam pojęcia.

– Jass przystopuj trochę – Akalei chwycił go za ramie.

Spojrzał jeszcze raz w oczy i wyszedł.

– Chyba jednak się starzeje – westchnął dyrektor, dotykając czoła, opierając się

o ścianę i zsuwając się po niej na ziemię.

o

Lato powoli dobiegało końca, wielkimi krokami zbliżała się jesień. Niektóre liście

na drzewach zaczynały już żółknąć. Na drzewach rosły owoce. Samane przyzwyczaiła

się do dyżurów jako strażnik i już nie była taka zaspana rankiem. Tora

sporadycznie pojawiali się, ale każda próba złapania ich, kończyła się niepowodzeniem.

Również jak dotąd nikt więcej z uczniów nie ucierpiał. Widocznie straż

przynosiła jakieś efekty. Dyrektor wciąż kręcił się w pobliżu Samane i dziewczynę

powoli zaczynało to denerwować. Orli, Kazari i Akeri ćwiczyli łapanie do siatki

daleko od akademii. Samane szkoliła Tiri w używaniu energii i w walce. Dziewczyna

dosyć szybko się uczyła.

W ciągu całego lata Sojta wyhodowała w doniczkach na parapecie mnóstwo

dziwnych roślin. Samane wieczorami, gdy nie miała dyżurów studiowała razem

z Sayate plany, które dostała od Tiri szukając okazji i odpowiednich miejsc na złapanie

Tora. Na oddzielnej kartce rozpisywała plan i modyfikowała go. Po każdej

skończonej części, chowała za deską w suficie. Martwiło ją bardzo, że Isae przez

całe lato nie pojawiła się w akademii. Rudowłosa Flaya z dnia na dzień wyglądała

coraz gorzej. Samane niespecjalnie się nią przejmowała, ale czuła na sobie złowrogie

spojrzenia jej koleżanek.

Jednego dnia po południu, Samane bardzo się nudziło. Postanowiła iść na szóste

piętro żeby sobie poćwiczyć. Liczyła, że sala będzie otwarta. W środku znowu

spotkała dyrektora walczącego z Ainą.

– Witaj Samane – odezwała się Aina wyczuwając jej obecność.

Dosłownie kilka ruchów później rzuciła dyrektora na ziemię i walka się skończyła.

Aina wyszła uśmiechając się do uczennicy.

– Witaj Samane. Co cię tutaj sprowadza ?

– Nudzi mi się i chciałam trochę potrenować – odpowiedziała.

– Umiesz grać w szachy? – spytał dyrektor.

– Oczywiście – Samane uśmiechnęła się, na myśl o czarno białej planszy, pełnej

różnorakich figur.

– To się dobrze składa. Bo miałbym ochotę z kimś pograć, a dzisiaj wszyscy są

zajęci. Nawet niektórzy nauczyciele musieli wyjechać na misje.

– Jest aż tak źle – zmartwiła się Samane.

– Nie będę cię okłamywać. Jest bardzo źle. Również mi proponowano misje, ale

odmówiłem. Skoro nauczyciele wyjechali, ktoś musi pilnować akademii.

Samane uznała ten fakt za sprzyjającą okazję do wykonania jej planu.

Dyrektor przesunął małe drzwiczki w ścianie i z półki wyciągnął pudełko z szachami.

Rozsiadł się na ziemi i wysypał figury. Samane po ułożeniu figur ruszyła

jako pierwsza. Po kilku ruchach zauważyła, że dyrektor nie schował króla za roszadą.

– Jak w walce nie używa pan gardy póki nie musi, tak w szachach nie stawia

roszady – odezwała się Samane.

Dyrektor mruknął cicho i pozostawił to bez komentarza.

Samane zauważyła, że podstawia figury i był troszkę jakby zamyślony. Wykorzystując

to, Samane rozłożyła generała w ciągu kilku ruchów, wołając głośne

szach–mat.

Dyrektor jakby ocknął się z letargu i spojrzał dokładnie zaskoczony na planszę.

Nie dowierzając temu co się stało. Przeanalizował ustawienie figur nie mogąc

tego pojąć.

– W szachach też jesteś w stanie mnie pokonać.

– Chyba myślał pan o czymś innym niż rozgrywka. Może jeszcze jedna runda –

zaproponowała.

– Chętnie – odezwał się dyrektor ustawiając figury.

Kolejną partię to on zaczynał. Tym razem ustawił roszadę, a pozostałymi figurami

ostro ruszył na przeciwną stronę planszy. Takiego obrotu sprawy Samane się

nie spodziewała.

Na zewnątrz zrobiło się bardzo gorąco. Upał pomimo zbliżającego się końca lata

dawał się we znaki. Szczególnie w sali, mieszczącej się tuż pod dachem, panował

wyjątkowy zaduch.

Zarówno Samane jak i dyrektor siedzieli w samych koszulach od munduru.

Po twarzy lał się pot. Dyrektor otworzył kilka okien w sali i wiejący mocno wiatr,

394 395

wp a dł do sali orzeźwiając. Samane w końcu poczuła, że można oddychać. Partia

szachów trwała dalej i tym razem zarówno uczennica jak i dyrektor grali zażarcie.

Samane miała wrażenie, że dyrektor jest trudniejszym przeciwnikiem niż staruszek

w sklepie w galerii.

– Szach! – zawołał dyrektor, po raz pierwszy w tej rozgrywce. Samane zaskoczona

przez moment nie wiedziała co zrobić. Była praktycznie zablokowana. Ale

wiedziała, że musi być jeszcze jakiś ruch. Przyglądnęła się planszy i zbiła królową,

która zagrażała jej królowi.

– Lubisz grać w szachy prawda? – spytał dyrektor widząc jak bardzo myśli i wzrokiem

przeszukuje plansze w poszukiwaniu okazji do kontrataku i wprowadzenia

swojego planu.

Samane mruknęła cicho przesuwając kolejną figurę.

– Szach i mat – zawołała uradowana.

Dyrektor znów zdziwiony spojrzał na planszę.

– Chyba jednak się starzeje – powiedział cicho do siebie – Dobrego dowódce

można poznać po tym jak gra w szachy. Tak jak dobrego wojownika poznasz

po walce. Człowieka nie określają jego słowa, ale czyny.

Samane podniosła głowę rozpoznając cytowane słowa.

– Te słowa powiedział mi twój dziadek, gdy kiedyś wygrałem z nim partie szachów.

Samane dobrze znała te słowa. Słyszała je wielokrotnie, gdy dziadek z kimś grał,

ale nigdy nie usłyszała ich pod swoim adresem. Schyliła się ustawiając figury do

kolejnej partii.

– Wojna jest jak gra w szachy. Są pionki, są królowie, gońcy, wieże. Każdy ma

inne możliwości i każdy ma swoje zadania. Tak jak w naszych drużynach, tak

i w życiu, każdy otrzymuje misje na podstawie umiejętności.

– Mądre słowa jak na szesnastolatkę – skomentował dyrektor, unosząc brwi, zaskoczony

tym co powiedziała. – Samane wiem, że coś kombinujecie.

– Nawet dzieci nie mówią o wszystkich swoich problemach rodzicom. Z pewnymi

rzeczami trzeba poradzić sobie samemu.

– Nie wpakujcie się w jakieś kłopoty – martwił się dyrektor, kończąc ustawiać

swoje figury.

– Ciągle się w jakieś pakuje. Takie już moje życie.

– Ty sobie poradzisz, ale pomyśl o pozostałych – po tych słowach dyrektor zamilknął

i rozpoczął kolejną partie.

Samane była przekonana, że dyrektor ich zdemaskował, choć mimo wszystko

nie wiedział co tak naprawdę kombinują i w jakim celu.

o

Kolejnego dnia po południu Samane stałą w kolejce po obiad. Dużo osób wróciło

z misji i z powrotem zrobiło się tłoczno. Samane zauważyła rudowłosą dwie

osoby przed sobą. Podeszła bliżej.

– Teraz ci głupio co?

Rudowłosa oglądnęła się na nią, ze złowrogim spojrzeniem i odeszła. Samane

zauważyła, jak kucharka po kryjomu chowa coś pod ladą. Samane bardzo przypominało

to truciznę, którą otruto połowę szkoły.

– Coś mi tu śmierdzi – pomyślała Samane.

– Wiem Samane – odezwała się Sayate, stojąca za Samane w kolejce. – Wyczułam

podstęp i widziałam co dała kucharce. Czyżby znowu próbowali kogoś otruć,

czy tylko zakryć dowody?

– Saya – zajmij się kuchareczką.

Sayate kiwnęła głową.

Samane usiadła w następnej ławce za rudowłosą i jej przyjaciółkami. Postawiła

talerz z jedzeniem i chwile później zaczęła jeść. Kątem oka spoglądała na Sayate.

– Co tam schowałaś pod ladą? – spytała Sayate kuchareczki, która właśnie nalewała

zupę Orlemu.

– O co ci chodzi? – odpowiedziała udając zdziwioną.

– Widziałam co dała ci ta rudowłosa z trzeciej klasy.

– Nie wiem o czym mówisz – kuchareczka nie zwracała na nią uwagi, skupiając

się na podawaniu jedzenia.

– Wiesz, że potrafię wyczuć kiedy ktoś kłamie – Sayte złapała ją za rękę i spojrzała

w oczy rozpoznając w nich wszystkie sceny, gdy kuchareczka dosypywała trucizny

do jedzenia i gdy dostawała paczki z trucizną, od rudowłosej i jej dwóch towarzyszek.

– Puść mnie! – Zawołała głośniej kucharka, próbując się wyrwać.

Inne osoby stojące w kolejce zainteresowały się sytuacją.

– To ty otrułaś połowę szkoły! – Sayate była tego już wręcz pewna.

Inni uczniowie przyglądali się podejrzliwie kucharce.

– Ja o niczym nie wiem – broniła się kuchareczka, ale na darmo.

Sayate rozpoznała kłamstwo.

Kucharka rzuciła w nią talerzem. Sayate zrobiła unik i rzuciła się przez ladę,

powalając dziewczynę na ziemię. Podniosła się i pod ladą znalazła kilkanaście

woreczków z trucizną. Sayate stanęła na ladzie by wszyscy ją widzieli. W rękach

trzymała kilka woreczków.

– Patrzcie! – zawołała tak by cała stołówka ją usłyszała – To kuchareczka próbowała

was otruć. Patrzcie ile tego miała pod ladą.

– Ja nie chciałam, To nie moje! – panikowała kucharka – To Flaya mi to dała –

396 397

ws k azała palcem na rudowłosą, a ta w momencie wstała.

– Dokąd się wybierasz? – Spytała Samane, stajać na stole i łapiąc ją za kaptur

bluzy z napisem akademia na plecach.

Obecni uczniowie spojrzeli nagle na Samane. Koleżanki Flayi wstały z miejsc,

ale niczego więcej nie zrobiły.

– Flaya Reim prawda? – spytała Samane, nie puszczając kaptura.

– No i co z tego?

– To ty próbowałaś zabić gwiazdę. Pamiętam twoją energie. A przed chwilą widziałam

jak podajesz kucharce truciznę. W końcu próbowałaś się nią otruć żeby

uniknąć podejrzeń. Jakimś cudem przeżyłaś.

o

Flaya wyciągła nóż. Odwróciła się gwałtownie i wycelowała w stopę Samane.

Dziewczyna zrobiła salto w powietrzu przeskakując na inny stolik i wyciągła spod

ubrania sztylet wyglądający jak miniaturka miecza. Miał zakrzywiony koniec

i oplot na rękojeści.

– Walcząc ze mną, tylko potwierdzasz zarzuty – zauważyła Samane, przeskakując

na kolejny stolik by uniknąć rozcięcia nogi. Flaya mało nie zraniła jakiejś

dziewczyny, która wystraszona skuliła się pod stołem.

Flaya zebrała wokół siebie sporą ilość dymu.

– Uciekajcie! – zawołała do wszystkich Samane. – ona jest niebezpieczna. To

jedna z Tora!

Ludzie powstawali z ławek, ale nie uciekli. Ustawili się jak najbliżej ścian, chcąc

widzieć co się wydarzy. Flaya uderzyła dymem w Samane. Dziewczyna obroniła

się tarczą, ale impet ataku zrzucił ją ze stołu. Poleciała na plecy sunąc kawałek

po podłodze. Daigo podbiegł i pomógł jej wstać.

– Potrzebujesz pomocy? – spytał.

– Chętnie, o ile potrafisz bronić się przed dymem.

Flaya wściekła zaatakowała. Samane odpowiedziała świetlistym ptakiem.

Rudowłosa uniknęła ataku i zbliżając się do Samane rozpoczęła wymianę ciosów.

Dziewczyny nawzajem parowały ataki nożami. Flaya kopnęła Samane w nadgarstek

wytracając jej z ręki sztylet. Rzuciła się na Samane, a ta złapała ja za rękę

i przerzuciła nad głową. Flaya poleciała na podłogę, głośno uderzając plecami.

Podniosła się, ale nie mogła złapać tchu. Samane chciała ją uderzyć ale trafiła

na tarczę. Nie zauważyła jak chmura dymu łapie ją z tyłu i odrzuca kawałek dalej.

Samane przeleciała przez stół przewracając ławki. Obolała próbowała się podnieść.

Flaya atakowana była teraz przez Daigo. Samane wcześniej nie spotkała się

z taką siłą, nawet u szefowej.

Daigo został złapany przez dym i rzucony o ścianę. Upadł na podłogę nieprzytomny.

– Daigo! – zawołała Samane widząc jak chłopak uderza o ścianę.

Sojta i Axel od razu do niego podbiegli. Flaya wydawała się być opętana. Zachowywała

się jak demon. Jej dym przybrał formę macek i rzucał ławkami dookoła,

aż ludzie zaczynali krzyczeć i chować się. Do akcji dołączyła Sayate.

– Połączmy energie – zaproponowała.

Dziewczyny w sekundzie zgrały się ze sobą. Samane przywołała do siebie jak

najwięcej energii i podkręcając ją uderzyła spiralnie zakręconymi świetlistymi

ptakami. Sayate zaczęła kopać w locie Flaye uderzając najmocniej jak potrafiła.

Jednocześnie unikała wszystkich ataków dymu i ostrzegała przed nimi Samane.

– To nie jest normalna energia. Nawet jeśli czarna – zauważyła Sayate.

– Możliwe, że to trucizna tak na nią podziałała. Spójrz na jej oczy. Są czerwone.

– Jak ją pokonamy? – Martwiła się Sayate, spoglądając z przerażeniem na czerwone

źrenice.

– Zajdź ją od tyłu.

– Ale – zaprotestowała Sayate.

– Zrób to zaufaj mi – Samane kiwnęła głową z błagalną prośbą w oczach. – Tiri!

– zawołała szukając przyjaciółki w warkoczykach.

– Chyba wiem o co ci chodzi. – odezwała się Tiri, podchodząc z tyłu i dotykając

jej ramienia.

– Na razie uważaj na siebie. Odwrócę jej uwagę – Samane ruszyła, atakując

Flayie z obrotu w powietrzu. Nim Flaya zdążyła się zorientować. Samane wylądowała

na rękach i robiąc wiatrak nogami uderzyła kilka razy.

– Tiri! – zawołała, a przyjaciółka rzuciła błyskawicami w Flaye.

Samane Cofnęła się do tyłu i kopnęła z wyskoku, a na końcu otoczyła pięść światłem,

które połączyło się z błyskawicą Tiri i z głośnym okrzykiem uderzyła, rozbijając

jej tarcze i rozpuszczając dym wokół niej. Flaya chwiejnym krokiem zatoczyła

się do tyłu. Wtedy Sayate zrobiła wyskok i obracając się wokół własnej osi uderzyła

bokiem płaskiej ręki w kręgi na karku. Flaya nieprzytomna padła na twarz.

– Co z Daigo? – odwróciła się, pytając Sojty.

– Wyjdzie z tego. Ochronił się energią. – skomentowała Sojta.

Samane odetchnęła. Wtedy niespodziewanie Flaya wstała i skoczyła na Samane

przygważdżając ją do podłogi i gołymi rękoma łapiąc za gardło i dusząc.

– Samane! – krzyknęła przerażona trójka, składająca się z Tiri, Sojty i Sayate.

Nagle tłum rzucił się na Flaye próbując odciągnąć ją od Samane. Rudowłosa

nie miała już tarczy, ale wciąż miała za dużo siły. Kilku silnych chłopaków podjęło

próbę odciągnięcia, ale wszyscy oberwali i to dosyć mocno. Samane widząc,

że nikt nie jest w stanie jej pomóc postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Chwy398

399

cił a Flaye za kark i przewróciła na bok. Dziewczyna nadal jednak mocno trzymała

ją za gardło. Samane zebrała energię w dłoniach i uderzyła z obu stron w uszy.

Flaya znów straciła przytomność. Samane uwolniła się, robiąc kilka kroków do

tyłu. Złapała oddech i zaczęła kaszleć. Delikatnie dłonią masowała obolałe miejsce.

Flaya znów się podniosła.

– Nie da się jej pokonać? – Sayate patrzyła z przerażeniem.

– Samane – przez ciebie, straciłam moją jedyną szanse na bycie kimś lepszym,

niż byłam – odezwała się rudowłosa.

– Kim jesteś? – spytała Samane podnosząc z ziemi wytrącony wcześniej sztylet.

– Jestem Flayia Reim, ale dzięki czemuś co dostałam od szefowej, jestem lepsza

niż wy wszyscy razem wzięci – śmiała się fanatycznie jak zła czarownica.

– Nadal jesteś człowiekiem i można cie zabić – wtrąciła się Tiri, przymierzając

się do ataku błyskawicą.

– Jest moja! – krzyknął ktoś z tyłu.

Samane obróciła się słysząc, że ktoś nadbiega. Febra zrobiła salto nad Samane

i z dwoma długimi pozaginanymi wzdłuż ostrza nożami zaatakowała Flayie. Cięła

i atakowała sztychem, raz po raz.

Samane była pod wrażeniem jak Febra walczy nożami. Flaya jednak unikała

wszystkich ciosów.

Samane zaatakowała ją kopnięciem po łuku z prawej strony, ale ich nogi zderzyły

się i zatrzymały, w powietrzu. Flaya jednocześnie uniknęła ataku Sayate i błyskawicy

Tiri. Nagle nie wiadomo skąd pojawiła się Mia i wylała na Flaye kubeł wody.

Wyciągła rękę przed siebie, a Flaya zaczęła wykonywać te Saame ruchy co ona.

– Talent związania – skomentowała Sayate, nie mogąc uwierzyć w to co widzi.

– Tiri uderz teraz – zwołała Mia.

Tiri podbiegła i uderzyła błyskawicą w Flaye. Dziewczyna padła na kolana

od wstrząsu.

– Wystarczy tego! – odezwał się dyrektor wpadając na stołówkę.

Samane nie zauważyła kiedy wszedł. Pojawili się też inni nauczyciele, zaskoczeni

ogólnym bałaganem i zranioną ilością ludzi. Koleżanki Rudowłosej gdzieś

się ulotniły.

– Dobra robota Mia – odezwała się Aina, podchodząc do Flayi.

Nie zdążyła dotknąć Rudowłosej, gdy ta wyrwała się z kontroli Mii i ruszyła

biegiem przez środek stołówki.

– SAMANE ! – zakrzyczała wściekła i rzuciła się znowu na młodą wojowniczkę.

Samane stała obok dyrektora, gdy oglądnęła się i zobaczyła lecącą na nią rudowłosą.

Złapała ją obejmując oburącz i odbijając się z nóg, zrobiła salto razem z nią.

W połowie obrotu puściła Flaye rzucając w przód, a sama lądując z powrotem

na równe nogi. Samane poczuła nagle ból brzucha z prawej strony, niewiele niżej

niż żebra. Spojrzała w dół i zobaczyła wbity w jej ciało nóż. Dotknęła ręką nie dowierzając.

Zobaczyła dużą ilość krwi. Zarówno na ubraniu jak i na dłoni.

Dopiero teraz skuliła się i zakrzyczała z bólu. Gwałtownym ruchem ręki wyrwała

nóż i rzuciła go przed siebie, dysząc. Krew z noża splamiła posadzkę, a Samane

krzywiąc się, padła na kolana.

– Jesteś cała Samane? – zmartwił się dyrektor, klękając na jedno kolano obok niej.

– Trafiła mnie nożem – Samane zaciskała zęby z bólu.

– Samane połóż się na ziemię – Sojta niemalże powaliła ją na podłogę i przyłożyła

dłonie do rany. – Nie ruszaj się, to głęboka rana, ale dam radę ją wyleczyć.

Samane skupiła energię w dłoni, położyła na rękach Sojty. Na jej twarzy nadal był

wyraz bólu.

– Gdzie kucharka? – spytała

– O nie! – powiedziała Sayate, rozglądając się po pomieszczeniu. – Zostawiłam

ją, gdy przyłączyłam się do walki.

– Wszyscy na swoje zajęcia! – wykrzyczał dyrektor do tłumu uczniów. – Po co

wam kucharka? – zdziwił się nachylając się nad Samane i przyglądając ranie.

Tłum powoli wychodził ze stołówki. Wszyscy oglądali się jeszcze na lezącą

na ziemi Samane, a kawałek dalej nieprzytomną Flaye.

– Znalazłam ją – odezwał się ktoś od strony lady, prowadząc kucharkę ze związanymi

z tyłu rękoma.

Była to Isae. W prawej dłoni trzymała pistolet, wymierzony w głowę kucharki.

– Isae – Samane dawno jej nie widziała.

Widocznie wróciła z misji. Przewodnicząca uśmiechnęła się lekko w stronę Samane.

Sayate podbiegła do lady i przyniosła kilka woreczków i pokazała dyrektorowi.

– Flaya przekazywała je kucharce. Widziałam to na własne oczy. Pod ladą jest

tego o wiele więcej.

– Dobra robota dziewczyny – pochwalił je dyrektor.

– Po mnie przyjdą następni i o wiele silniejsi. Ledwo dałaś mi radę. Następnym

razem zginiesz Samane Sejom – wymamrotała Flaya, budząc się, ale nie mając już

siły wstać.

Aina związała jej mocniej ręce i spojrzała w ciemne teraz oczy. Po czerwieni nie

było widać ani śladu.

Flaya powoli zrobiła się senna i zasnęła.

– Co pani zrobiła? – Sayate była zaskoczona umiejętnością Ainy.

– Słodki sen – skomentowała Samane, podnosząc się powoli.

– Bez gwałtownych ruchów. Dopiero co zasklepiłam ranę – upomniała ją Sojta.

400 401

– Tak masz rację Samane. To mój talent. – Aina podniosła się i zabrała nieprzytomną

Flayie i od tej pory przez kilka dni nikt jej nie widział. Choć Samane i reszta

jej znajomych wiedzieli, że jest trzymana w czymś w rodzaju szkolnego więzienia.

Samane jak na nią przystało szybko wyzdrowiała. Sojta karmiła ją w kółko dziwnymi

i ohydnymi w smaku napojami. Mai poznała się z resztą klasy, ale najbardziej

zaprzyjaźniła się z Tiri, Leeme oraz Setem. W ostatnim przypadku, niezbyt

podobało się to pewnej niebiesko–włosej liderce, z trzeciej drużyny. Samane nie

mogła skupić się na planie. Przejmowała się tym, że została zraniona i jak trudno

było jej pokonać Flaye mimo, że miała wsparcie innych osób. Zastanawiała się

co zrobić, by następnym razem nie przegrać. Chciała zdobyć więcej informacji

na temat tego, co dostała Flaya od szefowej i co spowodowało, że zachowywała

się jak opętana. W akademii znowu szeptano na jej temat. Mówiono o jej walce

na stołówce, ale na jeżykach była też Tiri, Febra, Mai, Sojta i Daigo. Cała szóstka,

została okrzyknięta bohaterami pierwszego roku. Samane cieszyła się, że inni też

zostali zauważeni, a nie tylko ona.

Młoda wojowniczka postanowiła znaleźć jakiś sposób na ludzi pokroju Flayi

i zaczęła swój samodzielny trening. Codziennie wczas rano udawała się na drugą

stronę jeziora gdzie znalazła ustronne miejsce. Była to skała, po której spływał wodospad.

Nurt był dosyć silny, a woda prawie lodowata. Słońce wciąż piekło, więc

chłód za bardzo nie przeszkadzał Samane. Z zamkniętymi oczami znów wyobrażała

sobie atakujących ją przeciwników, z ta różnicą, że do ruchów dodała świetlistą

energie. Próbowała stworzyć ze światła, coś w rodzaju macek tak jak z dymu,

zrobiła to Flaya. Zamiast tego ciągle pojawiały się ptaki.

Sayate pod nieobecność Samane zaczęła oglądać plany. Dziewczyny chciały jakoś

pomóc Samane.

– To wszystko robi się coraz bardziej chore – skomentowała Sayate. – Jak daleko

można pójść z energią. To co zrobiła Flaya to nie są normalne ludzkie możliwości.

– Powiedz to Samane. Ona cały czas, próbuje coś na to zaradzić – Tiri znów

przeglądała coś na swoim laptopie.

– Szczerze nie dziwie się jej. Samane świetnie walczy a nie dała rady. My też nie

dałyśmy rady. Gdyby nie to, że współpracowaliśmy było by po Samane. Gdyby

była Sama nie dałaby rady.

– Znasz Samane. Jest uparta i za wszelką cenę chce zawsze wygrać, ale nikt nie

jest niepokonany, nawet ona – Tiri nie oderwała wzroku od ekranu.

– Tym, że jest uparta doszła o wiele dalej niż my, ale wydaje mi się, że na próżno

łudzi się, że może być jeszcze lepsza. To niemożliwe by doszła do czegoś takiego

jak Flaya, przy zdrowych zmysłach. Z drugiej strony, jednak musimy coś zrobić, by

następnym razem nie zostać zabitymi przez takiego potwora. Jeśli Flaya to miała,

to inni Tora też mogą mieć. Nie wyobrażam sobie walczyć z kilkoma takimi osobami

– Sayate poczuła coś jakby strach, na samą myśl o tym.

– Przecież ja się nie boję – pomyślała, zastanawiając się co się z nią dziwnego

dzieje.

– Swoją drogą nie zaciekawiła cię sprawa tego podarunku od szefowej? – spytała

Tiri.

– Owszem myślę o tym cały czas.

Słońce świeciło bardzo mocno. Wiatr wiał, rozwiewając włosy, lezącej na ziemi

Samane. Dziewczyna była męczona po długim treningu. Szum pędzących na spotkanie

z rzeką kropli wodospadu powodował, że chciało jej się spać, pomimo

twardej i nierównej skały. Miejsce było ciche i spokojne. Ptaki spokojnie ucięły sobie

popołudniową drzemkę. Niebo było przejrzyście czyste. Gdzieś w dali słychać

było maszyny zbierające żniwa, a w trawie koncert grały świerszcze.

Samane zasypiając zobaczyła uśmiechniętego mistrza jak wraca do domu i wita

się z Lyrą. Nie mogła usłyszeć żadnych słów, a jedynie wesołe pomruki tonów rozmowy.

Do sali w której rozmawiali wleciał biały gołąbek, z gałązką oliwną i usiadł

na ramieniu Lyry. Dziewczyna uśmiechnięta, wzięła gołąbka w obie dłonie i przytuliła

do siebie. Nagle strzała przebiła ciało śnieżnobiałego gołąbka, a krew na jego

piórach wydawała się jeszcze bardziej jaskrawa, niż w rzeczywistości. Strzała zraniła

też Lyrę. Dziewczyna upadła na ziemię, a obraz się rozmył. Samane oszołomiona,

miała ochotę się obudzić. Uświadomiła sobie, że jest wewnątrz snu i omal

nie zaczęła płakać, na widok siostry, ale chwilę później pozbierała się.

– To nie jest iluzja snu – zauważyła, rozglądając się, po przejrzyście białym miejscu,

w którym teraz się znalazła.

– Samane! – odezwał się ktoś.

Dziewczyna odwróciła się i zobaczyła dziadka. Stał przed nią jak żywy, w mundurze

królestwa i czterema gwiazdkami na pagonach. Na czapce widniała gwiazda

w okręgu, symbol królestwa.

Samane zaskoczona była, że we śnie widzi postać tak bardzo wyraźnie.

– Ratuj akademie bez względu na konsekwencje – powiedział smutny i jakby

przestraszony.

– Jak to? – zdziwiła się Samane

– Królestwo jest w niebezpieczeństwie, jeśli akademia nie zostanie obroniona.

Król… – Dziadek nie skończył mówić, gdy sen się rozmył, a Samane obudziła się

i zerwała na równe nogi.

– Dziadku! – zawołała. Rozglądnęła się dookoła i dotknęła ręką czoła. – Chyba

upał mi zaszkodził – powiedziała do siebie. – Zaraz. Nie. Ten sen był dziwny. Ani

sen, ani iluzja. To potwierdzenie tego, że Tora szykują spisek na króla. Jeśli akade402

403

m i a nie zostanie obroniona. Niespodziewanie dostaną się do zamku przez tunele

i … – Samane wolała nawet o tym nie myśleć. Ten obraz z Lyrą. Często śnił mi się

gołąbek. Lyra, która ginie też. Zniszczony pokój – myślała – No racja. Dopóki Tora

mieszają w tym kraju, szanse na pokój są marne. Do tego ta linia frontu. Samane

nagle zaświtał pewien pomysł w głowie. Pędem wsiadła na ścigacz. Sprawdziła

jeszcze ile ma paliwa. Zbyt długo czekała na naprawę. Nie chciała popełnić drugi

raz tego samego błędu. Ruszyła najszybciej jak się dało do akademii, póki pamiętała

co ma sprawdzić. Wpadła do pokoju zastając Sayate i Tiri przy planach.

Skoczyła do biurka i szybko zaczęła coś sprawdzać.

– O co chodzi Samane? – Sayate, aż poczuła podmuch gwałtownych ruchów

przyjaciółki.

– Mówiłaś, że Tora wskazali pięć wejść?

Tiri przytaknęła.

– Myślę, że mogą skorzystać z innych. Mogą wybrać te, których ktoś najmniej się

spodziewa, ale z kolei i takie, które będą jak najbliżej akademii.

– Idąc tym tropem, każde miejsce może być podejrzane – skomentowała Tiri. –

Nie mamy tyle osób, by obstawić wszystkie. Przecież jest ich mnóstwo.

– Właśnie skomentowała Samane.

– Nie rozumiem cię. – Tiri była zdezorientowana.

– Myśl jak przeciwnik – zauważyła Sayate, zaczynając gorączkowo myśleć, które

wejścia by wybrała.

– Dobry trop Sayate, ale gdybyś była Tora i planowała zamach na króla? – Samane

wskazała na nią palcem.

– To nieważne byłoby jakim wejściem pojawię się w akademi, a raczej jakim

tunelem dostane się do zamku.

– Bingo! – zawołała Samane.

Sayate i Tiri otworzyły oczy ze zdumienia.

– Jak na to wpadłaś? – Tiri nadal nie dowierzała, że Samane się tego domyśliła.

– To proste, ale zbyt skupiliśmy się na tych wejściach. Szefowa wiedziała, że możesz

ją usłyszeć. Specjalnie powiedziała o tych wejściach, by w razie czego, zastawić

tam na nas pułapkę.

– Jeśli byś na to nie wpadła, to byłoby samobójstwo – Sayate odetchnęła z ulgą.

– Chodzi o ich cel. Nie przyszli do akademii po to żeby się zabawić. Zastraszenie

i napady na uczniów, to była pierwsza część ich planu. Zależało im na tym, by

odwrócić naszą uwagę od prawdziwego ich celu, jak przy okazji sprzątnęli by kilka

potencjalnych przyszłych wrogów, to wyszłoby im to, nawet na korzyść. Dlatego

zmieniam cały plan. Nie będziemy czekać na nich przy wejściach. Będziemy je tylko

obserwować, by wiedzieć z jaką ilością mamy do czynienia. Cała akcja rozegra

się przy wejściu do tunelu.

– Problem w tym, że nadal nie wiemy gdzie ten tunel? – zauważyła Sayate.

– Myślę, że Tiri to wie.

– Czytasz mi w myślach – Tiri uśmiechnięta, oglądnęła się na Samane i kliknęła

kilka razy w klawiaturę na swoim laptopie. Na ekranie pokazały się plany piwnic.

Są trzy potencjalne wejścia, ale wszystkie łączą się ze sobą, w jednym punkcie.

– Wykorzystamy to w razie ucieczki, albo potrzeby wsparcia drugiej drużyny –

zauważyła Samane. – Musimy sprawdzić te piwnice.

– Jak chcesz pilnować wszystkich wejść naraz? Nie wszędzie są kamery – Sayate

przekrzywiła głowę i patrzyła w sufit zastanawiając się nad dobrym pomysłem.

– Znam odpowiednią osobę, która się tym zajmie – uśmiechnęła się Samane.

– Pozostaje jeszcze kwestia tego specyfiku, który miała Flaya – Tiri usiadła bokiem

na krześle i podparła brodę na rękach, ułożonych na oparciu krzesła, wpatrując

się w Samane.

– Myślę nad tym cały czas, ale nadal nic nie mogę wymyślić.

– Samane, to nie jest możliwe – Sayate zmieniła kierunek patrzenia z sufitu

na przyjaciółkę.

– Wcale nie – odezwała się Sojta, wchodząc do pokoju. – Zastanawialiśmy się

z Axelem i Miriam jak to możliwe i doszliśmy do wniosku, że to musiała być

mieszanka ziół energetycznych w połączeniu ze specjalnym rodzajem energii,

używanym tylko przez medyków. To bardzo stara sztuczka i przekazywana tylko

nielicznym. Ukrywana na starożytnych zwojach, przekazywanych z pokolenia

na pokolenie. Sztukę tą jednak umieli posiąść tylko wyjątkowi medycy.

– Skąd weźmiemy takie zwoje – zastanawiała się Tiri.

– Jedne z nich, próbowali ukraść Tora, kiedyś w przeszłości, gdy miały zostać

przekazane zaadoptowanym synom.

– Legenda – skomentowała cicho Samane.

– Drugi raz próbowali je ukraść nie tak dawno temu, mordując większość mojej

rodziny.

Samane otworzyła szerzej oczy.

– Potrafisz to zrobić – spytała?

– Owszem, ale to wiąże się z dużym ryzykiem zdrowotnym Samane.

– Jestem tego świadoma – odparła Samane, ciesząc się.

Nagle gdzieś rozległ się jakby huk strzału.

– Co to było? – Tiri spojrzała odruchowo w okno.

– Strzał, ale to nie broń laserowa, tylko stara broń palna – Samane znała ten

dźwięk z polowań, które urządzano w Meabe w trakcie święta jesieni, ale teraz,

było na to zdecydowanie za wcześnie.

404 405

D ziewczyny wybiegły z pokoju i dalej przed akademik. Wszędzie było cicho, nie

licząc innych zaciekawionych uczniów. Dziewczyny idąc za pozostałymi, przyszły

na główny dziedziniec z fontanną.

– O nie – Samane, dostrzegła Rudowłosą z pistoletem w ręce, leżącą w fontannie.

Jej oczy wpatrywały się w niebo jakby na wieczność. Usta zamarły, jakby w ostatniej,

niewypowiedzianej literze. Woda w fontannie przybrała kolor czerwieni.

Wszyscy zszokowani, wpatrywali się w martwą dziewczynę.

– Samobójstwo – Sayate zszokowana, spojrzała, między coraz bardziej zagęszczającym

się tłumem.

– To dla ciebie – szepnął ktoś Samane do ucha i wsunął coś do tylnej kieszeni

w spodniach.

Samane poczuła czyjąś rękę, ale w tłumie nie była w stanie wyczuć kto to. Oglądnęła

się, ale nikogo już nie było.

– O co chodzi? – zdziwiła się Sayate zachowaniem przyjaciółki.

Samane sięgnęła do tylnej kieszeni i wyciągła prezent. Spojrzała i zobaczyła list

z jej imieniem i nazwiskiem. Był zaklejony. Nie miał adresu, znaczka, ani nadawcy.

– Ktoś mi to przed chwilą wsunął do kieszeni – Samane otworzyła kopertę

i w środku znalazła list. Samane nie chciała go tutaj czytać. Spojrzała na dół i zobaczyła

podpis;

Flaya Reim.

– O nie – skomentowała, a Sayate widząc podpis, poczuła, że ta sprawa ma drugie

dno.

– Pożegnalny list. Lepiej go schowaj, dyrektor idzie – Sayate wskazała na idącego

dyrektora.

Generał przyklęknął przy fontannie i smutny spojrzał na rudowłosą.

Aina pojawiła się chwile za nim dotykając jego ramienia.

– Nie mogłeś jej uratować – szepnęła cicho.

– Co? – Dziewczyny spojrzały sobie w oczy, komentując to bez słów. Przekazały

sobie informacje i spostrzeżenia. Ich słuch był też dzisiaj wyjątkowo wyostrzony. –

Oni coś wiedzą – Przekazała wiadomość Sayate – Dziewczyny oderwały od siebie

wzrok i znów patrzyły na centrum wydarzeń.

Chwile trwało, zanim tłum rozszedł się w swoje strony, ale wszyscy plotkowali

na temat rudowłosej. Zastanawiali się, dlaczego ta dziewczyna tak postąpiła.

Uczniowie jeszcze nie zapomnieli o bójce w jadalni. Nie zapomnieli też o Samane

i mijając ją, puszczali dziwne spojrzenia. Samane słyszała plotki na swój temat.

Jedna dziewczyna przechodząc obok, nie zauważyła Samane.

– To przez tą Sejom pewnie się zastrzeliła.

Samane niewytrzymała i odwróciła się.

– Nie ocenia się sprawy, jak się nie wie o co naprawdę chodziło. A jak nie masz

odwagi powiedzieć mi w twarz, że coś do mnie masz, to radze zainwestować

w aparat i zrobić sobie zdjęcie.

Dziewczyna speszyła się, a potem przestraszyła poważnego wzroku Samane.

– Tacy jak ty, kończą na stanowisku generała – odezwała się Mai.

– O witaj Mai. Dobrze cię widzieć. Mam ci coś do powiedzenia, ale to nie jest

dobre miejsce.

– Wzrokiem mnie nie uderzysz, ale nadal możesz przekazać wiadomość.

Samane spojrzała jej w oczy. Były tak samo ciemne jak u niej, czy Sayate, a ścięte

w dół do wewnątrz brwi i rysy twarzy, wyraźnie zdradzały pochodzenie. Samane

niebyła w stanie odczytać jej przeszłości.

– Da się załatwić – odpowiedziała Mai, gdy Samane zdradziła jej plan. – Do

zobaczenia – dodała i odwracając się w drugą stronę, odeszła, ginąć wśród idących

uczniów.

Dziewczyny wróciły do pokoju.

– Samane co jest w liście? – Sayate była zasmucona tym, co się wydarzyło.

Sojta zaglądała przez ramię Samane, gdy ta wyciągła kartkę z koperty. Czytała

na głos;

– Witaj Samane Sejom. Po tym wszystkim co się wydarzyło, pewnie szczerze

mnie nienawidzisz i z pewnością masz rację, ale zanim mnie ocenisz, chciałam,

byś wiedziała, kim kiedyś byłam i dlaczego stałam się taką osobą, jaką mnie poznałaś.

Zacznę od tego, że pochodzę z bocznej gałęzi klanu Reim. Miałam cztery

lata, gdy cały mój ród zginął. Rodzice, rodzeństwo, kuzynowie. Pozostałe gałęzie

nalegały, by głowa Reima, mnie adoptowała. W końcu pod naporem sugestii,

tak się stało, ale głowa klanu, miał mnie, mówiąc potocznie, gdzieś. Nie nauczyli

mnie zbyt wiele. Większość treningów wyglądała raczej jak wyżywanie się na bezbronnej.

Traktowali mnie jak worek. Trzymali z daleka od talentów i umiejętności

wojowniczych rodów. W domu traktowana byłam jak śmieć. Ciągle poniżana

i wykorzystywana jako służąca. Chodziłam w brudnych i starych ubraniach, które

ciągle szyłam. Zawsze czułam się niepotrzebna. Któregoś razu do domu przyszła

dziewczyna, bardzo podobna do ciebie. Na pewno pochodziła z wojowniczego

klanu. Jednak nie miałam pojęcia z jakiego. Rozmawiała z ojczymem. Kilka dni

u nas nocowała. Przynosiłam jej jedzenie. Na jej oczach zostałam zdeptana. Jeden

z jedenastu braci ojczyma po prostu kopnął mnie, a potem zwyczajnie po mnie

przeszedł. Rozmawiał z dziewczyną, a ta ciągle spoglądała na mnie. Wtedy zrodziła

się we mnie ogromna złość. Dziewczyna wyglądała na młodszą niż ja, a była

traktowana sto razy lepiej. Zastanawiałam się, dlaczego mnie spotkał taki los?

Nienawidziłam swojego życia. Pochodziłam z wojowniczego rodu. Chciałam być

406 407

tra k towana jak członek klanu, a nie jak szmata, po której można deptać i służąca.

– Nadawałabyś się na jedną z nas – odezwała się do mnie dziewczyna, gdy przybrany

wujek wyszedł z pokoju. – Masz w sobie tyle złości. Wręcz kipi od ciebie

czarną ki. Dlaczego dajesz sobą tak pomiatać? – spytała, robiąc łyk zielonej herbaty

z czarki. – Myślisz, że nic nie możesz zrobić prawda? Chciałabyś być gdzie

indziej i decydować o swoim życiu. Tymczasem jesteś niewolnikiem. Taki talent

się marnuje. Twój klan jest głupi, że cię nie wyszkolił.

Wtedy oczy otworzyły mi się ze szczęścia. Ktoś w końcu mnie zauważył, ktoś

po raz pierwszy nie poniżał mnie i zrozumiał jak się czuje. Dziewczyna zabrała

mnie z domu Reima. Klan specjalnie nie robił przeszkód. Cieszyli się, że nie będą

mieli mnie na widoku i dziwili się, że dziewczyna chce mnie zabrać. Ciągle tylko

mówili, że nic ze mnie nie będzie. Jak się później okazało, trafiłam do mrocznych

Tora. Spotkałam ludzi z mojego klanu tylko, że pochodzących od tych, którzy

w przeszłości oddzielili się. Dziewczyna, która mnie uratowała była dla mnie

jak siostra. Dopiero tam się odnalazłam. Zostałam wyszkolona i poznałam tych,

którzy ze mną trzymali. Nie byłam poniżana. Może trochę to dziwnie zabrzmi, ale

mroczni Tora, też są ludźmi, mają normalne odruchy, przyjaźnią się, dbają o swoich

towarzyszy i mają honor rodów wojowników. Jedyne co nas odróżnia, to złość.

Złość i gniew do świata za to jaki jest. Najchętniej zniszczylibyśmy wszystko inne.

Droga mrocznej energii nie zna innego rozwiązania. Wszystko było dobrze, do

czasu, gdy nie pojawiłaś się ty. Przeszkadzając w planie zniszczenia. Po przegranej,

dostałam pierwsze kazanie, które nie było miłe. Wśród mrocznych Tora ten, który

przegrywa misje, jest napiętnowany. Moja dobra passa skończyła się. Choć nie byłam

służącą i nie byłam poniżana, to straciłam zaufanie u innych osób. Po wyjściu

ze szpitala, po tym jak próbowałam się otruć, sprawa jeszcze bardziej się pogorszyła.

Wtedy uznano, że jestem na czarnej liście do zabicia ale, że straciliśmy sporo ludzi,

tymczasowo pozostawiono mnie przy życiu. Jednak to była tylko kwestia czasu.

Królestwo Gwiazdy już ostrzyło zęby na moją egzekucje, podobnie jak główny

dowódca Tora. Poprosiłam ostatnią osobę, która mi ufała o pomoc. O ostatnią

szansę. Dziewczyna, która mnie uratowała z domu Reima, to szefowa. Przed walką

na stołówce, dała mi pewien sekretny specyfik i nauczyła jak kontrolować go

z pomocą energii. Wyjawiła mi też swoje imię i nazwisko. Akai Sejom. Ostatnią

próbą odzyskania honoru, było zabicie ciebie. Wierzyłam, że jeśli cię pokonam,

odzyskam dobre imię wśród Tora, a może i klan mnie doceni. Jednak po walce,

zdałam sobie sprawę, że mogła być całkiem inna droga. Przegrałam swoje życie.

Teraz nie pozostało mi już nic. Ja też mam swój honor, dlatego ci o tym wszystkim

pisze. Każda walka z tobą, uświadamiała mi właśnie tą inną drogę. Widziałam

twoją ścieżkę i czułam się coraz słabsza, widząc jak ty, stajesz się silniejsza, ale

ty czerpałaś siłę z białej ki. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że to jest ta siła,

która zmienia świat. Złość i zemsta, zaprowadziły mnie donikąd. Może chociaż

ty jedna mnie zrozumiesz. Żałuje, że nie poznałyśmy się wcześniej, może wtedy

razem zmieniałybyśmy świat. W ramach moich przeprosin zdradzę ci coś. Nie

znam szczegółów, ale szykuje się jakaś akcja na ogromną skale, która ma wywrócić

ten kraj do góry nogami. Lista uczniów do zabicia, jest nadal aktualna i nie zrezygnowali

z niej. Szukają innego sposobu, jak was usunąć, a ciebie w szczególności.

Również dyrektor jest na tej liście i kilkoro nauczycieli. Przy pięciu przejściach do

szkoły, szefowa ma zamiar zastawić na was pułapkę. W ostatnich słowach, chciałabym

tylko, by ktoś o mnie pamiętał. Nie proszę o wybaczanie i tak narobiłam zbyt

wiele złego i rozumiem, że przeprosiny pewnie nic nie zmienią. Teraz zostało mi

się już tylko pożegnać. Do widzenia.

Flaya Reim.

Samane skończyła czytać, a wszystkie trzy dziewczyny spuściły smutne głowy,

a z oczu polały się łzy.

– Życie jest niesprawiedliwe – Samane uderzyła pięścią w podłogę, siadając

na piętach i rzucając list kawałek dalej.

– Nigdy nikogo nie oceniaj nawet jeśli wydaje ci się zły – skomentowała Sayate

ze łzami w oczach. – Nikt nie jest doskonały, każdy ma w sobie coś z dobrego

i złego. Niema jednolicie czystych postaci. Każdy popełnia błędy. Niema też jednolicie

złych ludzi. Oni stali się tacy z jakiegoś powodu. Gdzieś w głębi mogą robić

krzywdę, ale z dobrych pobudek. Może po prostu pobłądzili tak jak Flaya, szukając

akceptacji i odrobiny docenienia – Sayate przestała mówić wyobrażając sobie

dzieciństwo Flayi.

– To przykre. A my traktowałyśmy ją jak największego wroga. Owszem zrobiła

wiele złego, ale na końcu zdała sobie z tego sprawę. Jednak nie musiała się zabijać.

Przecież mogła mieć jeszcze przyjaciół – Sojta zaciskała pięści oparte na kolanach,

a łzy spadały jej na spodnie.

– Niezależnie od tego, co by zrobiła i tak ktoś by ją zabił. Nie dałybyśmy rady

ochronić ją przed wyrokiem królestwa – Samane nadal siedziała na ziemi, ale teraz

była już bardziej spokojna. Otarła chusteczką oczy i nos. Sięgnęła dłonią do zegarka

i napisała do dyrektora wiadomość.

„Czy wie pan jakie życie miała Flaya?”

„Wiem” – odpisał dyrektor.

Za chwile pojawiła się druga wiadomość;

„ Chcesz o tym pogadać? „

Samane odpisała;

„Tak”

408 409

W stała z podłogi i schowała list do kieszeni.

– Wybierasz się gdzieś? – spytała Sayate, ocierając łzy.

Samane podsunęła jej przed twarz dłoń ze swoim zegarkiem. Nie odezwała się

ani słowem.

– Dyrektor o wszystkim wiedział – Sayate zszokowana, przeczytała rozmowę

i wstała. – Idę z tobą.

– Próbował jej pomóc – wyszeptała Samane. – Sojta idziesz z nami?

Dziewczyna kiwnęła głową i również otarła łzy. Nie wypadało iść tak przez akademie.

Dyrektor siedział w swoim fotelu, wpatrzony w jakiś punkt w oddali. Dziewczyny

wchodząc do gabinetu ustawiły się i równocześnie przyłożyły dłoń do skroni.

– Nie trzeba dziewczyny – odpowiedział dyrektor, obracając się na krześle w ich

stronę. – Nie spodziewałem się, że przyjdziecie wszystkie trzy.

– Co teraz stanie się z jej ciałem? – spytała Sojta.

– Policja wojskowa się tym zajmuje, ale prawdopodobnie za kilka dni, zostanie

pochowana.

– Rodzina będzie na pogrzebie? – Samane domyślała się już, jaka będzie odpowiedź.

– Jej rodzina w ogóle się tym nie przejęła. Dosłownie przed chwilą, kontaktowałem

się z głową rodu Reima. Powiedział, że nigdy nie należała do ich rodziny, więc

nie mają zamiaru przychodzić.

Samane była wręcz przerażona. Nie tak wyobrażała sobie piąty, co do umiejętności

i siły, sławny klan Reima.

– Pan coś wie o Flayi, prawda? Próbował jej pan pomóc? – Samane podeszła

bliżej biurka, kładąc list na stole.

– Oszem, Flaya od początku pojawienia się w akademii, szukała sposobu jak

uwolnić się od Tora. Prosiła mnie o pomoc, ale w tej sytuacji niewiele mogłem

zrobić. – Dyrektor sięgnął po list. Jego oczy zrobiły się szkliste.

Samane była w stanie to dostrzec.

Jednocześnie jego uwagę zwróciła wiadomość, o pułapce i tunelach.

– Chronił ją pan. Dlaczego nic nam pan nie powiedział?

– Myślisz, że coś by to zmieniło Samane? Flaya szczerze cię nienawidziła. Traktowała

cię jako przeszkodę. Choć ja wiem, że działałaś zgodnie z tym co powinien

zrobić żołnierz i wojownik – dyrektor otworzył list i zaczął czytać, gdy skończył

z jego oczu polały się łzy.

Dziewczyny były zaskoczone. Spojrzały na siebie, a potem na dyrektora. Pierwszy

raz, widziały by ten silny mężczyzna, niebojący się prawie niczego, który przeżył

tyle misji, był dyrektorem akademii i generałem, płakał jak dziecko.

– Można było to inaczej rozegrać. – Samane oczy znów załzawiły.

– Wiedziałem jakie miała dzieciństwo. Wiedziałem, że należała do Tora, ale powiedziała

mi o tym dopiero, gdy obudziła się w szpitalu. Nie chciałem, by królestwo

wydało na nią wyrok śmierci. Tak bardzo chciała wyrwać się z tego złego

świata – dyrektor zacisnął pięść. – ukrywałem ją, po tym co zrobiła w jadalni.

– Dlaczego? – dziwiła się Sayate.

– Wzbudzała współczucie, nawet po tym co robiła. Ta desperacja prowadziła ją

do szaleństwa, a ona tylko szukała drogi wyjścia. Poza tym bardzo przypominała

mi moją siostrę.

Samane zaczęła współczuć też dyrektorowi.

Generał otarł łzy i przesunął list do krawędzi stołu, by Samane go zabrała.

Przez kilka kolejnych dni, Samane podczas dyżurów chodziła smutna i zamyślona,

aż oficer Kaj zastanawiał się czy Samane nie jest chora.

– Na pewno dobrze się czujesz? – spytał.

– Tak – odparła Samane, powstrzymując siłą łzawienie z oczu.

– Po prostu wydarzyło się coś złego i bardzo smutnego – wyjaśniła Sayate.

Była sobota. Na zewnątrz było jeszcze ciemno, choć na wschodzie niebo było

szare. Widać było kilka rozpuszczających się po nocnej ulewie chmurek. Wszędzie

wokół, panowała nieprzenikniona cisza. Ptaki jeszcze spały. Jedyne, co dało się słyszeć,

to szelest kroków po wysokiej, mokrej trawie. Najpierw jedne kroki, potem

drugie, a za nimi trzecie. Tuż obok pomnika z nazwiskami, ustawiła się czwórka

osób. Pomarańczowe promienie słońca, powoli przesuwały się od dachu dawnej

akademii do jej fundamentów. Słońce zawisło na wysokości pomnika, a czarna

teraz gwiazda w obręczy, na jego szczycie, była podświetlona. Światło słoneczne,

wydawało się nieść ze sobą dziwną energię. Wszystko wokół wydawało się dziwnie

uśpione, w nostalgii, pomimo, że powinno budzić się do życia.

– Piękny wschód – odezwała się Sayate.

Samane położyła kwiaty pod pomnikiem, salutując na cześć dziadka.

– Ruszajmy – powiedział dyrektor. Przeszli kawałek w las, dalej, poza dawny

budynek akademii.

Było tu kilka niezadbanych grobów, usypanych z ziemi i obłożonych kamieniami.

Gdzieniegdzie leżały wbite stare karabiny, miecze czy inna broń, oraz tabliczki

z imieniem i nazwiskiem oraz datą śmierci.

– To cmentarz zapomnianych uczniów. Miejsce pochówku tych, o których inni

zapomnieli. Uznałem, że to najlepsze miejsce. – Wyjaśnił dyrektor.

Na skraju była świeżo usypana ziemia, a w nią, wetknięty miecz wojowniczych

klanów, z regionu Sera. Na usypanej ziemi leżał zakrwawiony pistolet, którym się

zastrzeliła. Samane przyklękła dotykając go delikatnie palcami. Potem spojrzała

410 411

na miecz. Od razu rozpoznała, że był zrobiony w Meabe. Rozpłakała się, a dłoń

bezwładnie zjechała z rękojeści.

Nagle poczuła obecność kogoś, kogo dobrze znała i nie była to miła osoba. Podniosła

się i obróciła.

– Nie spodziewałam się tutaj ciebie. Akai Sejom.

Przed nimi stała postać w czarnym płaszczu. Na dźwięk swojego prawdziwego

imienia, zesztywniała i ściągnęła kaptur.

– Przychodzę pokojowo, choć zdaje sobie sprawę, że pewnie w moich ustach

wydaje ci się to śmieszne.

Samane odsunęła się na bok, pokazując grób.

– Flaya zdradziła mi twoje prawdziwe imię.

Szefowa też wyglądała, jakby miała zamiar zaraz się rozpłakać.

– Choć, tylko nie zrób czegoś głupiego – powiedział dyrektor, przyglądając jej

się cały czas podejrzliwie.

Szefowa zrobiła kilka kroków do przodu i położyła kwiaty.

– Możesz uważać mnie za złą, ale Tora też mają swój honor. Flaya była moją

przyjaciółką, choć pewnie mi w to nie uwierzysz. Tylko ja ufałam jej do ostatniej

chwili.

Samane nigdy niestała tak blisko szefowej, tak po prostu bez walki, czy złości.

Akai zrobiła kilka kroków do tyłu i spojrzała na czwórkę obecnych, składającą

się z Samane, Sayate, Sojty i dyrektora.

– Koniec końców, nikt nigdy nie jest w pełni zły. Chciałam jej pomóc nawet

w wyjściu z Tora. Dobrze ją rozumiałam, bo sama miałam podobne dzieciństwo.

– Akai ubrała z powrotem kaptur na głowę. – Następnym razem, nie licz na takie

zachowanie z mojej strony, jak dzisiaj Samane – Szefowa odwróciła się i z pomocą

energii dymu, wskoczyła na gałąź drzewa i przeskakując dalej zniknęła.

– Nigdy nikogo nie oceniaj – szepneła Samane – szkoda, że inni nie poznali

jej historii.

– Nie wydaje mi się – odezwała się Sojta, pokazując idących z różnych

stron uczniów.

Nie byli to wszyscy uczniowie. Samane, zaskoczona dostrzegła grupę Febry,

grupę Sayate, grupę Daigo. Grupę Isae, Mai Mai, Ainę, dwie wierne towarzyszki

Flayi, Orlego, Mikiego i Tiri. Pozostałe osoby należały do wojowniczych klanów,

co można było rozpoznać po rysach twarzy, ale Samane kojarzyła ich tylko z widzenia.

– Wybaczcie, ale czułam się w obowiązku, by powiedzieć chociaż im, jaka była

prawda. – Odezwała się Aina.

– Rozumiem – odpowiedział dyrektor, unosząc dłoń do skroni.

Inni obecni uczniowie, ustawili się z tyłu, za dyrektorem i wszyscy stali przez

minutę w milczeniu, na baczność. Zerwał się wiatr, rozwiewając obecnym włosy

i szarpiąc ubraniem. Samane poczuła tą samą energię, co wtedy, gdy zawarła

kontrakt z Sayate. Wszystko wokół wydawało się świecić i tańczyć. Światło słońca

przedarło się między konarami drzew, powodując tęczową poświatę na mokrej

trawie i liściach. Ptaki śpiewały piękną pieśń. Inną niż dotychczas. Nagle wszystko

ucichło.

– Mówią, że tęcza to symbol przebaczenia – szepnęła cicho Sojta.

– Jej iskra – miałam wrażenie, jakbym przez moment ją czuła – Samane spojrzała

w górę. – Nigdy nikogo nie oceniaj. Nie jesteś bogiem, by kogoś osądzać –

powiedziała Samane. – Chyba wiem, co to znaczy stracić przyjaciela, zanim się go

w ogóle poznało. Żegnaj Flayo.

Komentarze