Rozdział 16 Odwaga

Czas mijał bardzo powoli, gdy Nikeya robiła swój ostatni wykład przed sprawdzianem.

Na zewnątrz padał deszcz, było ponuro. Zupełnie jakby przyroda była

smutna i płakała po stracie jej cząstki.

Samane była smutna, ale z dnia na dzień coraz bardziej oswajała się z sytuacją.

– Ludzie szybko zapominają prawda? – Odezwała się Tiri, budząc Samane

na koniec zajęć.

– Życie zbyt szybko pędzi. Trzeba się zając innymi sprawami, ale takie sytuacje

zawsze zostają w naszej pamięci. Nie da się tego zapomnieć, nawet jeśli nam się

tak wydaje.

Patrząc na korytarz, Samane miała wrażenie, że nikt pewnie nawet nie wie,

że Flaya została pochowana w pobliżu akademii. Po południu, Samane znowu

udała się do swojego miejsca przy wodospadzie. Liście przybrały kolor pomarańczu.

Lato dobiegało końca. Słońce już tak mocno nie grzało, a wszędzie było

mokro po porannej ulewie. Samane znów skupiła się na ruchach. Nie próbowała

tworzyć macek ze światła, ale ćwiczyła kontrolowanie energii i ataki świetlistymi

ptakami. Użyła spirali z kilku ptaków i rozwaliła sporą skałę na kawałki. Spojrzała

na gruz i uśmiechnęła się zadowolona z efektów.

o

Wieczorem znów rozpadał się deszcz. Zrobiło się chłodno i ponuro. Ciemność

zapadała wcześniej.

– Coś wisi w powietrzu – odezwała się Sayate, gdy szli korytarzem, razem z oficerem

Kajem.

– Zaatakują dzisiaj? – spytał Kaj.

– Nie wiem, to coś innego. Bardziej niebezpiecznego – wyjaśniła Sayate, rozglą412

413

da j ą c się dookoła i czując niepokój.

Szli tak korytarzami, a Samane nagle dostrzegła, że pomimo świecących jarzeniówek,

było bardzo ciemno. Oficer Kaj zaczął kaszleć.

– Dym. Tora tu są i to nie dwóch czy trzech – Samane stworzyła coś w rodzaju

kuli, wokół niej i oficera. Sayate była w stanie ochronić się sama przed dymem.

– Tu Daigo – odezwał się głos w słuchawce. – Wszędzie jest pełno czarnej ki.

Tora coś szykują.

– Wiemy – odpowiedziała Samane, dotykając przycisku na słuchawce.

Nagle dym jakby zniknął.

– A to dziwne. Czyżby odeszli – dziwiła się Samane.

– Nie. Nadal wyczuwam niebezpieczeństwo.

– Witajcie. Jak sytuacja? – spytał dyrektor, pojawiając się znienacka.

Dziewczyny i oficer zasalutowali i szybko oglądnęli się za siebie.

– Coś jest nie tak – Sayate rozglądała się, to w prawo, to w lewo. – Uwaga –

krzyknęła, widząc biegnącą za plecami dyrektora postać w kapturze.

Samane przygotowała miecz, a Kaj uniósł karabin. Dyrektor odwrócił się, wyciągając

z kabury pistolet i od razu strzelając. Pociski odbijały się od tarczy z energii.

– To nie zadziała – zawołała Samane, zbierając energię wokół ostrza. Postać uderzyła

dyrektora dłonią, popychając na ziemię. Samane rozcięła w tym momencie

jej tarcze, jedną dłonią puściła miecz i kumulując energię, która przybrała formę

kilkunastu ptaków uderzyła w przeciwniczkę, odrzucając kawałek dalej. Korytarzem

nadbiegły trzy kolejne postacie. Jedna z nich zabrała leząca na ziemi osobę

i uciekła. Pozostała dwójka zaczęła strzelać. Samane odbijała pociski, a w tym momencie

dyrektor schował się we wnęce. Sayate i oficer ukryli się za ścianą. Dyrektor

chwycił Samane od tyłu i wciągnął do wnęki. W tym samym momencie pocisk

trafił w jego ramię, głęboko raniąc.

– Aaaaa! – zawołał dyrektor.

Samane wychyliła się lekko zza ściany, patrząc jak daleko są przeciwnicy. Dyrektor

chwycił ją z tyłu, za bojowy mundur i pociągnął wgłąb wnęki.

– Nie wychylaj się Samane.

– Są coraz bliżej, nie możemy tu tak po prostu siedzieć i czekać.

Dyrektor wychylił się lekko zza ściany, strzelając do nadbiegających postaci. Oficer

rozpoczął ostrzał z karabinu. Postacie schowały się za skrętem, w boczny korytarz.

Samane zobaczyła, że rana na ramieniu dyrektora mocno krwawi. Mundur był

cały czerwony.

– Niedobrze – pomyślała. – Daigo, Kaj. Pomocy! Zajdźcie ich od wschodu. Trzecie

piętro. Są ranni! – odezwała się Samane przez radio.

– Dobry pomysł – odezwał się dyrektor, trzymając się drugą ręką za krwawiące

ramię. – Naprawdę masz zdolności przywódcze – uśmiechnął się, pomimo

ogromnego bólu.

Samane z niepokojem patrzyła na ranę. Wyglądała na bardzo głęboką, a mundur

robił się coraz bardziej czerwony. Samane skupiła energie w dłoniach. Pamiętała

kilka wskazówek, o które wypytała kiedyś Sojtę. Wiedziała, że nie uleczy tak głębokiej

rany bez wiedzy medycznej, ale może chociaż przestanie tak krwawić. Samane

zamknęła oczy i skupiła się. Czuła, że był to dla niej ogromny wysiłek. Pierwszy

raz, od dawna, czuła się zmęczona, ale nie przestawała. Nie mogła teraz przerwać.

– Samane nie wysilaj się, nic mi nie będzie – dyrektor zobaczył jak dziewczyna

się męczy.

– Wykrwawi się pan tutaj. Widzę, że to głęboka rana. – Samane stanowczo protestowała,

by nie przerywać.

Poczuła, że krwawienie zmniejszyło się i prawie zanika. Rana zasklepiała się,

choć środka Samane nie potrafiła wyleczyć.

– Przynajmniej się pan nie wykrwawi. Ale lepiej bez gwałtownych ruchów. Nie

jestem taka dobra jak Sojta.

– Mimo wszystko dziękuje – odezwał się dyrektor wyczuwając, że Tora są tuż

za ścianą.

Wychylił się i strzelił trafiając w zaskoczoną postać. Druga cofnęła się krok do

tyłu i osłoniła tarczą.

– My musimy to zrobić – odezwała się Samane. – Tylko energia, może zniszczyć

energię.

– Uważaj na siebie – dyrektor martwił się jej stanem.

Samane spojrzała Sayate w oczy, a ta kiwnęła głową, rozumiejąc co ma zrobić.

Dziewczyny wyszły z wnęki i używając tarczy ochroniły się przed strzałami.

– Odłóż pistolet i tak ci nic nie da. – Sayate ze słodkim uśmiechem zatrzepała

kucykami, unosząc miecz tak, że koniec ostrza, był na wysokości gardła przeciwnika.

Z tyłu nadbiegł Daigo. Samane złapała z nim kontakt wzrokowy. W tym momencie

cała trójka zaatakowała jednego napastnika. W ruch poszły miecze. Druga

postać w płaszczu wyciągła miecz, by pomóc towarzyszowi. Wywiązała się ostra

walka, a stal non stop ocierała się o siebie. Przeciwnicy nawzajem atakowali i parowali

swoje ataki. Zbyt dobrze znali swoje style walki. Ta rozgrywka była wręcz

niemożliwa do wygrania, przez którąkolwiek ze stron. Samane zauważyła to i wycofała

się, pozostawiając Daigo i Sayate. Rozglądnęła się po korytarzu, szukając

sposobu na wygraną. Ruszyła biegiem wskakując na ścianę. Odbiła się od niej

nogą, robiąc śrubę i używając energii uderzyła dłonią od tyłu, w kark jednego

414 415

wr o ga, rozbijając tarcze. Daigo wykorzystał to i rozciął płaszcz, raniąc przy okazji

dosyć głęboko. Druga postać, odrzuciła Sayte, silnym atakiem, błyskawicą.

– Saya! – Samane podbiegła do niej – Jesteś cała?

– Tak, ale rozbiła moją tarcze.

– Wycofaj się. – Samane zasłoniła Sayate swoją tarczą, odbijając kolejny atak błyskawicy.

Sayate dołączyła z powrotem do Kaja, dopóki nie będzie w stanie znowu zebrać

energii, by stworzyć tarcze. Postać zaatakowała Daigo błyskawicą. Chłopak

by uniknąć zniszczenia tarczy, złapał błyskawicę na miecz. Osłaniając się. Tora

wykorzystał ten moment, zabrał towarzysza i zwiał. Samane odetchnęła. Od razu

odwróciła się i podbiegła do Sayate.

– Ze mną wszystko w porządku, już czuje się lepiej. Tora odeszli, nie czuje już ich

obecności. – Sayate powoli wstała, a Kaj trzymał ją pod ramię pomagając wstać.

Samane podbiegła do dyrektora. Z kieszeni wyciągła chustkę i zawiązała na ranie,

która znowu się otworzyła.

– Uzdrawianie to jednak działka Sojty – powiedziała, kończąc wiązać chustkę. –

Musi pan jak najszybciej trafić do skrzydła.

Oficer Kaj podszedł i pomógł wstać dyrektorowi.

– Dziewczyna ma rację generale.

Cała szóstka ruszyła w stronę skrzydła szpitalnego. Samane dostrzegła, że ktoś

leży na podłodze opierając się plecami o ścianę. Samane rozpoznała czerwone

włosy.

– Set? – zdziwiła się. – Jesteś cały, co się stało?

– Tora. Błyskawica. – wystękał chłopak.

Mat podniósł chłopaka. Set ledwo stał an nogach.

– Zabierzemy cię do skrzydła szpitalnego.

– Zaatakowali go w trakcie ucieczki, czy może to był cel ich ataku, a do nas strzelali

tylko dla odwrócenia uwagi. – Zastanawiała się głośno Samane.

– Jedno i drugie jest możliwe – odezwał się dyrektor.

Set został szybko wypuszczony. Medyk uspokoił jego energię i chłopak był cały

i zdrów.

W przypadku dyrektora rana została wyleczona, ale stracił trochę krwi. Pielęgniarka

i medyk nalegali, by został na noc w skrzydle, ale dyrektor odmówił.

– Jass nic ci nie jest? – do skrzydła wpadła spanikowana Aina i od razu zaczęła

oglądać ranę i sprawdzać czy dobrze zawiązano bandaż. Zobaczyła zakrwawiony

mundur leżący obok, a i koszula była mocno czerwona. Gdy tylko Aina usłyszała,

że stracił trochę krwi zaczęła się wykłócać by został w skrzydle.

– Nie ma mowy Aina. Mam swoje obowiązki.

– W życiu nie zostawię cię bez opieki w takim stanie. Zobacz ile krwi straciłeś!

– krzyczała po nim Aina.

Pozostali patrzyli to na Ainę to na dyrektora. Wyglądało to, jak ostra kłótnia

starego małżeństwa. Z tym, że tutaj nie latały talerze. Pozostałe osoby powoli

i niezauważalnie wycofały się do wyjścia. Samane odetchnęła, gdy znalazła się

na korytarzu. Nagle drzwi z hukiem otworzyły się i wypadła z nich Aina, ciągnąc

dyrektora za zdrową rękę i nadal po nim krzycząc. Dyrektor milczał a jego wyraz

twarzy mówił;

„Kobieta mnie bije. Poddaje się”

Aina zaprowadziła dyrektora do jego pokoju, na szóstym piętrze, o którego lokalizacji

nikt nie miał pojęcia. Pokój ukryty był, za przesuwającą się szafą w gabinecie.

Aina zaprowadziła dyrektora do łóżka. W pokoju panował niezły bałagan.

Na okrągłym stole, leżały całe sterty papierów do przeczytania i podpisania. Obok

stał załączony laptop. Na wieszaku wisiał brudny bojowy mundur i kilka ubrań

codziennego użytku. Brązowa, prosta szafa, miała otwarte jedno skrzydło, a przez

nie, przerzucona była kolejna sterta ubrań i kilka ręczników. W komodzie naprzeciwko

drzwi, były otwarte szuflady, z których bezwładnie zwisały skarpetki. Szafka

przy łóżku ubrudzona była kółkami z kawy.

– Typowe jak na faceta – skomentowała Aina, widząc bałagan.

Dyrektor przebrał się w łazience. Usiadł na niepościelonym łóżku.

– Powinieneś iść spać Jass. Za bardzo się przemęczasz. Też musisz odpocząć, nie

jesteś maszyną, by pracować dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Dyrektor nie chciał słuchać Ainy i zakrył się kołdrą. Aina usiadła na łóżku.

– Ostatnio nie mogę spać – odezwał się.

– Masz koszmary? – dziwiła się Aina.

– Raczej przykre wspomnienia, z tamtego feralnego dnia.

Aina nachyliła się i spojrzała dyrektorowi w oczy.

– Po tym, nie będziesz miał koszmarów.

– Aina wolałbym, byś tego nie używała – ledwo wypowiedział te słowa, a oczy

same się zamknęły, pod wpływem talentu Ainy.

Kobieta rozglądnęła się po pokoju i zabrała za sprzątanie. Pozbierała wszystkie

brudne rzeczy i wrzuciła do pralki. Czyste ubrania pookładała w szafie. Umyła

szafkę przy łóżku i umywalkę w łazience. Potargane ubranie zeszyła. Zerknęła

na stertę papierów. Usiadła przy stole i zaczęła je przeglądać. Jako zastępca dyrektora,

mogła podpisać każdy raport pod jego nieobecność. Jass jednak niczego

jej nie dał. Dziwiła się, że tak bardzo brał wszystko na siebie. Spojrzała jak kołdra

unosi się i opada w rytm jego oddechu i zabrała się za przeglądanie. Zerknęła

na laptopa i znalazła folder z napisem ważne, otworzyła go i zaczęła zatwierdzać

416 417

ko l e jne rzeczy. Nagle natrafiła na inny folder, opisany przypadkową kombinacją

liter i znaków. W środku znajdowały się pliki o nazwie. Plany akademii. Zeznania

Flayi Reim i dane na temat medycznych specyfików mieszanych z energią.

– Po co ma te pliki w jednym miejscu? – Czyżby miały ze sobą jakiś związek? –

zastanawiała się.

Próbowała otworzyć każdy z nich po kolei, ale wciąż wyskakiwał komunikat,

odmowa dostępu.

– Zeznania Flayi rozumiem, te dane medyczne też, ale plany akademii w zastrzeżonych.

– Aina nie rozumiała tego. – Widocznie są to plany, których nie znam

– zorientowała się Aina. Spojrzała jeszcze raz na dyrektora. – Co ukrywasz Jass?

– szepnęła do siebie.

Gdy poczuła się zmęczona odpuściła. Wstała i udała się do wyjścia, zostawiając

więcej jak połowę sterty papierów, podpisaną.

o

Samane i Daigo odprowadzili Seta i wrócili do patrolu. Oficer zmienił drużyny.

Teraz on i Kaj byli w jednej, a Samane, Daigo i Sayate w drugiej. O pierwszej

w nocy po zmianie warty, dziewczyny padły zmęczone do swoich łóżek.

o

Rano dyrektor obudził się wyspany i wypoczęty jak nigdy. Spojrzał na ranę.

Wyglądała na zagojoną, choć blizna pozostała. Podniósł się i zdziwiony rozglądnął

po pokoju. Zauważył połowę papierów, odłożoną na bok, podszedł do stolika

i zobaczył, że podpisane są przez Ainę. Porządek w pokoju, wprawił go w dobry

nastrój. Zajadając śniadanie i popijając kawę usiadł przy stoliku i zabrał się za pozostałą

zaległą pracę.

o

Samane wstała punktualnie na zajęcia. Czuła się lekko śpiąca, ale tylko dlatego,

że użyła wczoraj dużo energii. Na zajęciach z języka, marudziła nie mogąc

się skupić i zrozumieć o co chodzi nauczycielowi. Patrzyła na kartkę ze zdaniami

do przetłumaczenia i zrezygnowana uderzyła głową w stolik, jęcząc. Po południu

w pokoju siedziała razem z resztą osób zaangażowanych w plan. Była też Mia Mia.

Samane miała rozłożony cały plan tuneli na podłodze. Zajmował powierzchnie

całego dywanu. Wszyscy przyglądali się, starając się zapamiętać, jak najwięcej

z trasy. Tiri tłumaczyła pozostałym swój plan, a Sojta zdawała relacje z postępu

przygotowań specyfiku. Akeri dumnie mówiąca teraz pięknym donośnym głosem,

wyjaśniała podejście i tor lotu najlepszy do zarzucenia sieci. Samane omawiała

z Mią czy da radę obserwować każde wejście. Samane poczuła obecność dyrektora

na korytarzu na piątym piętrze, tuż przed schodami do wieży.

– Niebezpieczeństwo – odezwała się Sayate i wszyscy zamarli.

– Dyrektor tu idzie – odezwała się Samane, rzucając się do zwijania planu. Sojta

zastanawiała się, gdzie schować rośliny. Gdy dyrektor wszedł do pokoju. Sojta stała,

opierając się o biurko i zasłaniając sobą doniczki. Samane siedziała na swoim

łóżku razem z Sayate Mią i Febrą. Nogami, zasłaniały wciśnięte pod łózko plany.

Akeri, Orli i Kazari grali na podłodze w karty. Tiri i Leeme siedziały obok siebie

przy biurku, a Set na łóżku Tiri. Dziewczyny złożyły swoje laptopy, odwracając się,

a komputer Seta wylądował pod poduszką. Reszta ulotniła się do drugiego pokoju.

– O Sayate też tu jest. Jak się macie dziewczyny?

– Dobrze – odparła Samane.

– Dziękuje wam wczoraj za pomoc.

– Z ramieniem już lepiej? – spytała Samane udając, że bardzo się martwi.

– Mia, Mia co ty tu robisz? – zauważył dziewczynę.

– Cholera – pomyślała Mia, uśmiechając się – zadaje pan dziwne pytania. Jestem

z wojowniczego rodu. To normalne, że chce się zaprzyjaźnić z osobami z innych

klanów.

W pokoju dało się wyczuć niezręczną i napięta atmosferę. Samane modliła się,

by już sobie poszedł. Dyrektor zauważył, że dziewczyny bardzo sztywno siedzą.

W pokoju było nadzwyczaj dużo osób. Sojta podejrzanie coś chowała za plecami,

a dziewczyny nagle szybko zamknęły laptopy.

– W takim razie już wam nie przeszkadzam – odezwał się i wyszedł.

Sayate stała na czatach przy drzwiach i gdy tylko się oddalił. Wszyscy odetchnęli

z ulgą i zerwali się z miejsc. Samane wyciągła wystający spod łóżka plan i schowała

do biurka.

– Mało brakowało – westchnęła Mia wychodząc z pokoju.

– Wcale nie. Widziałam, że się zorientował – Samane wiedziała to po zachowaniu

dyrektora.

– Co teraz? – martwiła się Sojta.

– Trzymamy się planu. Nie zna szczegółów, ale musimy być bardziej ostrożni –

Samane rzuciła się na łóżk,o gapiąc w sufit i dziękując, że tylko tak się to skończyło.

Następnego dnia rano Samane upewniła się, że pokój jest dobrze zamknięty.

W trakcie zajęć była spokojna. Wiedziała, że do pokoju nikt nie wejdzie. Tymczasem

dyrektor miał zapasowe klucze do każdego pomieszczenia w akademii.

Korzystając z tego, że wszyscy są na zajęciach. Wszedł do pokoju drużyny Samane

i zaczął się rozglądać. Salon nie wydawał mu się w niczym podejrzany. Wszedł

do pokoju dziewczyn i od razu zauważył doniczki z roślinami. Przyglądnął się

im dokładnie.

– Te same rośliny co w składzie specyfiku, który miała Flaya. Sojta zna tajemnice

swojego rodu – dyrektor był tym zaskoczony. – Po co ona to robi? Po co jej

418 419

tak a ilość?

Następnie spojrzał na laptopa na biurku Tiri. Był uśpiony. Podniósł górną część

i ekran się zaświecił, ale dalej nie dało się wejść bez hasła. Dyrektor schylił się,

zaglądając pod łózko Samane, zdziwiony, że nic tam nie znalazł.

– Samane jest sprytna. Nie schowałaby tego tutaj. – Spojrzał na biurko i wyciągając

szuflady przetrzepał ich zawartość, tak by nie było śladów włamania. Niczego

nie znalazł.

– Gdzie byś to schowała spryciaro? – zastanawiał się i sięgnął by zamknąć szufladę.

Chwycił ją od dołu i poczuł przyklejony papier.

– Bingo, a to spryciara – schylił się, wyciągając ze zrobionej z papieru i przyklejonej

taśmą, kieszonki, dużą poskładaną kartkę. Rozłożył ją na ziemi i zastygnął

widząc plany tuneli.

– Znaleźli to szybciej niż ja – uśmiechnął się. – na pewno coś kombinują. Widzę

to po strzałkach, ale nic z nich nie rozumiem. To pewnie plan Samane. Wygląda

na bardzo skomplikowany – komentował w myślach. – Nie odgadnę co to dokładnie

jest – zrezygnowany schował plan do szuflady.

– Jak wiele wiedzą i co zamierzają zrobić? – myślał zamykając pokój z powrotem

na klucz. – Wiedzą co planują Tora. Flaya mówiła o jakimś wielkim ataku. W liście

do Samane też o tym pisała, ale Samane nie szykowałaby planu, nie wiedząc jaki

wróg ma cel. Muszą wiedzieć czego chcą Tora. Jedyne czego się dowiedziałem,

że dostają się do akademii tunelami. Ciekawe czy klasa Samane wie, kiedy nastąpi

atak? Czego Tora tutaj szukają? – dyrektor zamyślony szedł korytarzem.

– Dzień dobry panie dyrektorze – odezwała się Yashi, ale dyrektor był tak zamyślony,

że nie odpowiedział.

Yashi zatrzymała się przy drzwiach do klasy i oglądnęła za dyrektorem, zdziwiona

jego zachowaniem. Nacisnęła na klamkę i usiadła w ławce. Odwróciła się do

Samane i zagadała.

– Hej widzieliście dzisiaj dyrektora? – spytała.

– Nie. A czemu pytasz? – zdziwiła się Sayate.

– Właśnie przed chwilą spotkałam go na korytarzu i był tak zamyślony, że nie

zareagował na moje dzień dobry. Był strasznie czymś pochłonięty. Szedł od strony

akademika.

Sayate i Samane spojrzały na siebie przerażone.

– Coś się stało? –Yashi zdziwiła się ich zachowaniem.

– Nie nic takiego – Sayate uśmiechnęła się trzepiąc kucykami.

Do sali wszedł nauczyciel i Yashi odwróciła się podejrzewając, że dziewczyny

znają przyczynę zachowania generała.

– Cholera, teraz Yashi będzie coś podejrzewać – Sayate przekazała informacje

za pomocą wzroku.

– Nie przejmuj się Yashi. Wygląda na to, że dyrektor dostał się do pokoju. Musiał

coś odkryć – Samane była poddenerwowana.

– Nie jest dobrze. – Sayate oderwała wzrok i przeniosła na tablicę.

Samane nagle zorientowała się, że przy tablicy stoi Senya.

– Wybaczcie moją długą nieobecność, ale miałam ostatnio sporo na głowie.

– Jak pracuje w sztabie głównym, to się jej nie dziwie – szepnęła Samane.

– Przeglądnęłam wasze pomysły i teraz będę prosić, abyście je zaprezentowali.

Może najpierw Febra.

Niebiesko włosa wstała z ławki, ciągnąc za sobą rozwiane, przez ruch powietrza

włosy. Ustawiła się na środku sali.

Senya wyświetliła mapę na tablicy i wręczyła Febrze marker i jej kartkę z odpowiedzią.

Narysuj i wytłumacz nam jaki miałaś pomysł.

Samane uderzyła dłonią w czoło, gdy zobaczyła jedną dużą strzałkę. Cały oddział

przeciwko całemu oddziałowi.

– To samobójstwo, a nie strategia – zawołała Samane.

Febra lekko zirytowała się tą uwagą.

– Z jednej strony Samane ma rację Febro – odezwała się Senya. – Bezpośredni

atak będzie wygrany dla tej strony, która ma więcej ludzi. Rzadko używa się czegoś

takiego.

Febra spuściła głowę.

– Z drugiej jednak strony spodziewałabyś się takiego ataku Samane?

– Nie – Samane musiała przyznać Senyi racje.

– To może teraz twoja kolej Samane.

– Ja chce – Sayate zgłosiła się na ochotnika.

Samane pamiętała, że miała podobny plan do niej.

Sayate rozrysowała swój oddział, podzielony na trzy części, środkowy atakował

na wprost, a pozostałe dwa z boku, kilka minut po tym jak środkowy dojdzie

do konfrontacji.

– To dobry pomysł – skomentowała Senya, ale co zrobisz jeśli ten atak nie poskutkuje.

Twoi ludzie mogą nie dać sobie rady. Po za tym, to dosyć częsta praktyka.

Można ją przewidzieć.

Sayate zbita z tropu nie wiedziała co dalej wymyślić.

– Można zajść ich od tyłu – powiedziała w końcu.

– No, ale prawdopodobnie nie masz już ludzi, a jeśli się wycofasz, zaczną cię

gonić i dopadną.

Sayate przypomniała sobie opowieść Samane, o tym jak podczas odbicia Tiri

skłócili ze sobą Tora.

420 421

M ożna wmieszać się w tłum i przebrać za przeciwnika, rozbijając go od środka.

Wtedy wszyscy zaczną walczyć między sobą, podejrzewając drugiego o bycie wrogiem.

– Bardzo dobry pomysł. Szkoda, że nie opisałaś go na planie.

Teraz do tablicy zbliżyła się Samane.

– Podzieliłam swój oddział na trzy części. Środkowy atakuje bezpośrednio, rozdzielając

się na prawo i lewo, gdy wróg ruszy. Dzięki temu odwracamy uwagę od

tego co dzieje się z pozostałymi dwoma częściami, a środkowy oddział rozdzielając

się na prawo i lewo łapie rozpędzonych wrogów w sam środek, otaczając i zagradzając

drogę ucieczki. Zanim jednak zaatakują, dwa pozostałe oddziały idące

przez las z prawej i z lewej rozdzielają się na dwa jeszcze mniejsze, by trudniej było

ich dostrzec. Zachodzą wroga od tyłu, ściągając po kolei, po jednym przeciwniku

i niezauważalnie zmniejszając ilość.

– Dlaczego napisałaś, że miejsce słońca na niebie jest takie ważne? – spytała Senya.

Wnioskując z mapy terenu, nasz oddział schodził by z góry. Jeśli słońce byłoby

nad nią, oślepiało by wroga, a przy okazji zejście z góry byłoby prawie niezauważalne.

– Bardzo dobry pomysł Samane, ale jest jedno ale. Co z twoimi tyłami. Jeśli wróg

wpadł na podobny pomysł by zajść cię od tyłu, a ty, nie masz już swoich ludzi

na górze, tylko po drugiej stronie rzeki. W końcu wróg się zorientuje, że brakuje

ludzi. Zobaczy twój oddział i ruszy za nim, a oddział, który zamknął krąg zostanie

zaatakowany od tyłu.

Samane kompletnie zbiło to z tropu. Senya potrafiła przewidzieć wszystko zaginając

każdego ucznia.

– Więc co z twoimi tyłami Samane? – spytała widząc, że Samane została wryta

w podłogę.

– Nigdy nie da się wszystkiego przewidzieć. Nigdy nie wiadomo co się stanie.

Najważniejsze jest dostosowanie do sytuacji.

– Trafna uwaga – Senya uśmiechnęła się – Czyżbyś miała pomysł?

Samane odwróciła się do tablicy i pokazując, zaczęła tłumaczyć. Grupy, które

atakowały wroga od tyłu, zaczną uciekać, zwabiając wroga nad rzekę. Używając

lin, które zazwyczaj ma się przy sobie, przeskoczą na drugą stronę. Zanim wróg

przekroczy rzekę, rozproszą się w lesie i wrócą z powrotem pod górę, formując

kolejny oddział i atakując wroga, który otoczył środkowy oddział.

– Dobrze. Wybroniłaś się – Senya uśmiechnęła się. – Możesz usiąść.

Samane odetchnęła, ale sekundę później zdała sobie sprawę, że jej plan ataku

na Tora też ma mankament.

– Co z twoimi tyłami? Kto będzie ciebie ochraniał, gdy coś pójdzie nie tak – Ta

myśl drążyła Samane dziurę w głowie.

Senya wzywała wszystkich po kolei. Na koniec zajęć zrobiła małe podsumowanie.

– Jak widzicie chyba wszystkich was czymś zaskoczyłam. Z tego wynika, że o wielu

rzeczach nie pomyśleliście. Z drugiej jednak strony tak jak powiedziała Samane,

nie da się wszystkiego przewidzieć. Niektórym udało się wymyślić plan awaryjny

na poczekaniu i chciałabym byście nauczyli się takiej umiejętności, bo może

was uratować. Wymyślanie planu przed akcją to jedno, ale umiejętność myślenia

w krytycznej sytuacji to drugie. Zapamiętajcie tą lekcje bo jest dla was bardzo

ważna. – Senya zebrała wszystkie kartki na biurku do teczki.

– A jeszcze jedna sprawa. W przyszłym tygodniu na moich zajęciach, wybierzemy

się na wycieczkę do głównej kwatery. Co roku pierwszoklasiści ją zwiedzają.

Wszyscy mają być punktualnie na lotnisku akademii.

– Tam jest też główny sztab dowodzenia prawda – spytała Samane, Yashi, gdy

wychodzili z sali.

– To bardzo duży budynek. Jest w nim praktycznie wszystko. Dobrze, że pytasz

Samane. Mam dla ciebie odpowiedź od ojca. Zgodził się byś zobaczyła lustro, ale

co do terminu jeszcze go nie ustalił. Po za tym, pytał czy na pewno jesteś na to gotowa?

– Tak – odpowiedziała krótko Samane. Wiedziała, że gdy podjęła już decyzję nie

będzie się wycofywać.

Yashi oddaliła się korytarzem razem ze swoją drużyną.

– Nie powinnaś ruszać specyfiku zanim nie zmierzysz się z lustrem – zmartwiła

się Sojta. Chwile wcześniej słyszała rozmowę z Yashi.

– Dlaczego? – spytała Samane.

– Jeśli twoja energia będzie niestabilna, a tak się zazwyczaj dzieje przy pierwszej

próbie zażycia specyfiku, to nie masz szans zmierzyć się z lustrem.

Samane była zaskoczona tą informacją.

– Pokój – przypomniała sobie nagle. Na hasło, Samane, Sayate, Tiri i Sojta

biegiem ruszyły do akademika. Samane dotknęła klamki. Pokój był zamknięty.

Otworzyła go kluczem. Zerknęła przelotem na salon i weszła do pokoju dziewczyn.

Sojta spojrzała na swoje biurko.

– Nie wygląda na to żeby coś z roślin było ruszone, ale jeśli tu był, to musiał

je widzieć.

– Wczoraj patrzył w twoją stronę. Musiał się zorientować, że coś chowasz za plecami

– skomentowała Sayate.

– To jeszcze nie dowodzi, że tutaj był – zauważyła Samane.

422 423

– Owszem był – odezwała się Tiri.

Samane gwałtownie odwróciła się w jej stronę.

– Jakąś godzinę temu ktoś włączył laptopa, ale nie poszedł dalej nie znając hasła.

– Jesteś w stanie wykryć nawet coś takiego? – dziwiła się Sojta.

Samane rzuciła się do biurka i zerknęła od spodu szuflady. Wyciągła plan i od

razu zauważyła, że był włożony jakoś inaczej jakby na odwrót.

– Widział plan – Samane zmartwiła się nie na żarty. – Jest inaczej poskładany.

– O nie – Sayate była zrezygnowana.

– Nie panikuj, to jeszcze niczego nie przesądza. Spójrz. – Samane rozłożyła plan.

– Zorientowałabyś się co tu jest grane tylko po samych strzałkach, bez żadnego

tłumaczenia.

– No nie – Sayate przyglądała się i zdała sobie sprawę, jak bardzo skomplikowany

jest ten plan. Ilość strzałek bez wyjaśnienia nie miała sensu.

– Jednego jesteśmy pewni. – Samane poskładała plan – Był tutaj i ma pewność,

że jesteśmy w coś zaangażowani. Domyśla się, że chodzi o Tora i wie, że znaleźliśmy

tunele i wejścia. Jeśli natrafi na dzień akcji, może pojawić się przy którymś

tunelu i nam przeszkodzić, albo samemu wpaść na Tora. Co może się źle skończyć

w obu przypadkach.

– Jestem za tym żeby jednak mu o tym powiedzieć – Sojta nalegała. – Dyrektor,

to dyrektor. Jak wyjaśnimy mu o co chodzi to nas zrozumie.

– Owszem zrozumiałby, ale powstrzymałby nas Sojta.

– No i co w tym złego? – dziwiła się.

– Nie pozwoliłby nam wziąć w tym udziału, a co za tym idzie, plan Tora, doszedł

by do skutku.

– Wprowadziłby zawodowców i po sprawie.

– To nie takie proste. Sama dobrze wiesz jacy są Tora. Zwykli żołnierze i broń

laserowa nie wyrządzą im krzywdy. Do tej akcji na pewno wybrali by takich, co

potrafią używać tarczy i mają talenty, jednak bez Tiri by sobie nie poradzili. Bez

twojej mieszanki też. – Samane skończyła tłumaczyć.

Sojta spuściła głowę przyznając rację.

– Jeśli tylko my możemy to zrobić, to spada na nas wielka odpowiedzialność.

Trochę się boje – Sojta uniosła głowę i spojrzała na Samane.

– Więcej odwagi Sojta – Samane położyła dłoń na jej ramieniu. – Wiem że boisz

się Tora, ale są ważniejsze rzeczy niż twój strach. Dużo ryzykujemy, ale w imię

jakiego celu.

Sojta lekko się uśmiechnęła.

– Ty zawsze jesteś taka odważna. Niczego się nie boisz.

– Nieprawda – Samane przytuliła Sojtę. – wiele razy się bałam, ale mając strach

za sobą starałam się robić swoje.

– Więc ty też się czegoś boisz?

– Każdy się czegoś boi Sojta. „Odwaga nie polega na nieodczuwaniu strachu, ale

na umiejętności działania mimo niego.” Bez strachu zginęlibyśmy. On mówi nam,

jak wielkie podejmujemy ryzyko i na co musimy uważać. Brak strachu to idiotyzm

– brawura – popisywanie się.

Sojta otarła łezkę w oku, gdy Samane skończyła mówić.

– Dziękuje Samane.

– Lepiej chodźmy na zajęcia. Mamy teraz z dyrektorem. Jak nas nie będzie, może

zacząć jeszcze bardziej nas podejrzewać – zwróciła uwagę Sayate i skierowała się

do wyjścia.

o

W sali nie było tym razem duszno. Robiąc ćwiczenia Samane przyglądała się

każdemu po kolei. Zauważyła, że Tiri już się nie przewraca. Orli był bardzo skupiony.

W trakcie pojedynków, Set walczył z Sayate jak równy z równym. Sojta bardziej

panowała nad swoją siłą. Samane trafiła się Febra. Niebiesko włosa szybko się

uczyła i Samane musiała ciągle unikać jej ciosów.

– Pewnie od walki sztyletami ma taki refleks – myślała Samane.

Cieszyło ją to, że Febra porzuciła swoją wściekłość i była teraz spokojna. Chyba

po raz pierwszy walczyły ze sobą tak spokojnie.

– Chyba muszę was za dzisiaj pochwalić – odezwał się do dziewczyn dyrektor. –

Powiedziałbym nawet, że za spokojne.

– Samane jest dobrą nauczycielką – uśmiechnęła się Febra.

Dyrektor odszedł na drugą stronę sali.

– I tak ci kiedyś skopie tyłek – szepnęła do Samane, robiąc wredną minę.

Samane uśmiechnęła się.

– Będę czekać – odparła.

Febra nagle przeniosła wzrok na Seta, przyglądając się jak walczy z Sayate.

– Martwisz się o niego prawda? – odezwała się Samane.

Febra kiwnęła głową.

– O siebie też powinnaś się martwić. Ty też jesteś na liście.

– Ja nie mam tak wielkiego znaczenia.

– Nadal nie wiem skąd jesteś, ale twoje królestwo chyba nie ciebie liczy. Może

i bywasz wredną, nadętą księżniczką, ale też martwisz się o ludzi.

– Już przegrałam – Febra spuściła głowę. Moje królestwo upadło. Ludzie ledwo

się trzymają, próbując przeżyć. Wszystko zostało zbombardowane – Febra niemal

się rozpłakała.

– Czekaj, zbombardowane? Twoja reakcja, gdy wyszłam ze szpitala i wcześniej

424 425

gd y linia frontu przesuwała się do granicy z regionem Niba. – Samane nagle

wszystko ułożyło się w głowie.

– Błękitne Królestwo, to Niezależne Ziemie Skały prawda?

– Proszę zachowaj to dla siebie. – Febra patrzyła błagalnie na Samane.

Wszyscy oprócz dyrektora i Yashi rozmawiających przy drzwiach wyszli już

z sali.

– Nikomu nie powiem. Nauczyciele o tym wiedzą prawda?

Febra kiwnęła głową.

– Nawet król o tym wie.

Yashi na dźwięk słowa król, odwróciła się w stronę Febry, przerywając swoją rozmowę.

– Jak to król? – Samane nie rozumiała tego.

– Błękitne Królestwo przyjęło nazwę Skały, gdy zawarto z nimi Sojusz, tuż przed

rozpoczęciem wojny. Królestwo miało być chronione, ale Skała złamała pakt i zaatakowała,

a potem ruszyła na Gwiazdę. Moja matka zawarła przymierze z Królestwem

Gwiazdy, twierdząc, że nie zdradzą. Oddzieliliśmy się, zmieniając nazwę

na Niezależne Ziemie Skały. Mało kto wie jaka była ich pierwotna nazwa.

– A ty? – Co tutaj robisz? Samane dziwiła się, że w tej sytuacji Febra jest w akademii.

– Jestem kartą przetargową. To, że jestem w akademii, to warunek jaki postawiono,

po śmierci mojej matki by pakt i ochrona ze strony Królestwa Gwiazdy

nadal istniała. Gdy Febra skończy szesnaście lat pójdzie do akademii. Takie słowa

wtedy padły. Byłam małym dzieckiem i nie rozumiałam wielu rzeczy. Po śmierci

matki i rodziny, włóczyłam się z bezdomnymi dzieciakami. Dopiero gdy byłam

starsza rozpoznano mnie. Ludzie chcieli bym rządziła królestwem i postawiła je

na nogi. Przypomniała mi się rozmowa o moim pójściu do akademii. Myślałam,

że w ten sposób załatwię sprawę. Gwiazda obiecał żywność leki i wsparcie. Oczywiście

mogłam odmówić, ale co innego mogłam zrobić. Jestem sama nie mam

doradców, świty, dworu, wojska nie potrafię nawet myśleć strategicznie – Febra

założyła dłonie na siebie. – Ludzie myślą, że jestem w akademii bo zwiałam od

odpowiedzialności. Mają mnie za śmiecia. Myślałam, że przychodząc tutaj będę

w stanie coś zmienić. Dlatego przyszłam tu z własnej woli wierząc, że jeśli czegoś

się nauczę, będę w stanie odzyskać Błękitne Królestwo. Gwiazda jednak nie

obroniła mojej ziemi, choć obiecali. – Febra omal się nie rozpłakała – Nie wiem

co mam robić – z oczu pociekło kilka łez, a Febra zbliżyła się bardzo blisko twarzy

Samane. – Może gdybyś to ty układała strategię, a nie te tchórzliwe generały na górze,

mój kraj by istniał.

Samane zszokowana cofnęła się o krok.

– Febra – odezwała się smutna Yashi.

Febra odwróciła się do niej.

– Twoje królestwo nic nie zrobiło, a teraz mają nas gdzieś. Choć ja nie złamałam

umowy – odezwała się Febra do Yashi z ogromnymi wyrzutami.

– Febra, to nie Yashi jest tu winna. Król sam nie podejmuje decyzji tak jak ty.

Masz racje, że to co się stało zależy od tych, którzy dowodzą całym wojskiem.

Ułożyli zły plan, a teraz podkulają ogony jak tchórze. Niebyli w stanie ochronić

twojego królestwa i teraz jedyną ich strategią jest ucieczka. Tchórzowska ucieczka.

Żaden generał nie powinien uciekać, inaczej nie jest generałem.

– Święta racja Samane – Odezwał się w końcu dyrektor.

– Czemu nie jesteśmy starsze? – odezwała się Febra chwytając gwałtownie Samane

za rękawy i ściskając je – Czemu nie możemy nic zrobić? – Febra padła

na kolana, płacząc i zsuwając ręce po kurtce Samane.

Wojowniczka spojrzała na dyrektora.

– Niestety nawet ja nie mogę nic w tej sprawie zrobić. Góra rządzi się swoimi

prawami. Ci, którzy układają strategie, mają wysokie płace, żyją w luksusowych

domach i dawno nie widzieli walki na froncie na własne oczy. Wolą się wycofać,

zamiast ryzykować utratę stanowiska.

Samane na te słowa omal nie rozwaliła podłogi, uderzając w nią pięścią.

– Też zauważyłem to co ty Samane. I jeśli nic się nie zmieni, radze przygotować

się na najgorsze.

– Nie takich generałów szkolił mój dziadek. Nie takich żołnierzy. – Samane opanowała

się i wstała. – Febra wstań. Nie możesz się poddawać. Nie teraz. Nie możesz

się wycofać. Dla swoich ludzi. Dla swojego królestwa. Musisz być silna. Nie

uciekaj od problemu jak ci tchórze na górze.

Febra powoli wstała. Samane dostrzegła wściekłość na twarzy księżniczki.

– Chyba muszę pogadać z ojcem – powiedziała Yashi do dyrektora i znikła

za drzwiami.

– Jak ty to robisz Samane? Cały czas pod prąd. Nigdy nie odpuszczasz – dziwiła

się Febra wycierając oczy rękawem.

– Wiem, że o marzenia trzeba walczyć, a gdy staje się do walki, nie można się

już wycofać. Nie można uciekać. – Samane wyciągła swój talizman i pokazała Febrze

napis;

– „Uwierz w siebie i nigdy się nie poddawaj. „ – przeczytała na głos Febra.

– Te słowa jak najbardziej do ciebie pasują Samane – odezwał się dyrektor.

Febra wyszła z sali, a Samane i dyrektor zostali.

– Nie mogłem pomóc Flayi, nie mogę pomóc Febrze. – W głosie dyrektora, dało

się wyczuć bezradność. – Tobie też nie będę w stanie pomóc, jeśli wpakujesz się

426 427

w k łopoty. Proszę wycofaj się z tego co robisz.

– Był pan w naszym pokoju, prawda?

Dyrektor milczał.

– Tak jak usłyszał pan przed chwilą. Jeśli podjęło się walkę, nie można się z niej

wycofać. Powiem tylko jedno, sprawa jest wagi państwowej.

– Skoro to tak ważne, dlaczego nie możesz mi o tym powiedzieć.

– Po prostu nie mogę.

– Wiesz, że jak cie złapie, będę musiał wyrzucić cię z akademii. Ani ja, ani ty,

tego nie chcemy.

– Jak pana znam na wszystko da się przymknąć oko.

– Sprawy szkoły na bok, ale nie chce byś zginęła. Nie teraz. Na ciebie za wcześnie,

ten kraj będzie cię potrzebował. Samane.

– Nie dam się tak łatwo zabić. Szczególnie w tak ważnej sprawie. Po tej rozmowie

z Febrą zdałam sobie sprawę, że wiem gdzie będzie moje miejsce. Zostanę generałem

i dołączę do dowództwa planując strategie – Samane patrzyła odważnym

i pewnym siebie wzrokiem w przestrzeń przed sobą.

– To najlepsze miejsce dla ciebie – uśmiechnął się dyrektor. – A wiesz, może

jednak możesz coś zrobić w sprawie Febry.

– Samane spojrzała zdziwiona na dyrektora.

– Z tego co wiem, w przyszłym tygodniu odwiedzacie główną kwaterę.

– No tak – Samane zaciekawił wstęp.

– Odzywaj się, jak tylko przyjdzie ci na to ochota. Uczniowie zwiedzając, mogą

zadawać mnóstwo pytań. A zgłaszanie uwag i rozmowa są jak najbardziej dozwolone.

Może pewnymi aluzjami coś im podpowiesz. Przygotuj się. Jak znam ciebie

coś wymyślisz.

– Tak wielka strategia, to chyba ponad moje siły.

– Hej. Ktoś tu przed chwilą mówił, że nie wycofuje się z walki i nigdy się nie

poddaje. Plan, który wymyśliłaś, jest o wiele bardziej skomplikowany niż to, co

wystarczy teraz zrobić.

– Jednak był pan w naszym pokoju. – Samane potwierdziła tylko przypuszczenia.

Bez słowa oddaliła się do drzwi i wyszła.

– Wiem, wymyślisz coś ciekawego Samane. Pomyśl o tym. – zawołał dyrektor

za nią.

o

Samane wróciła po zajęciach do pokoju. Rozwinęła plan na podłodze. Przejrzała

cały, dodając element, który miał im pomóc na wypadek, gdyby zaatakowano ich

od tyłu. Zadowolona z siebie spojrzała na całość.

– Dyrektor ma rację, ta ilość strzałek wygląda na skomplikowaną – pomyślała

Samane. – Tiri możesz coś dla mnie zrobić? – spytała przyjaciółkę, siedzącą

przy biurku.

– Dla ciebie wszystko – odwróciła się Tiri i uśmiechnęła. Znajdź i wydrukuj mi

aktualne rozmieszczenie wojsk na froncie.

– Wiesz, że będę musiała się włamać do głównego systemu armii?

– Niekoniecznie. Informacje tego typu wyświetlają się na ekranach przy stołówce.

Więc na pewno są przerzucane z sieci wojska, do tej w akademii.

– W sumie racja. Nie zauważyłam tego. – Tiri uśmiechnięta odwróciła się do

laptopa i zabrała się za prace.

Samane schowała plan wtykając go w szparę, między dwiema deskami w suficie.

Był widoczny gołym okiem, ale raczej nikomu nie będzie się tam chciało wychodzić,

tylko po to, by sprawdzić. Mało kto patrzy do góry.

o

W kolejnym tygodniu, wczas rano, Samane razem ze swoją grupą, ruszyła na lotnisko

akademii. Trawa była mokra od rosy. Było chłodno i czuć było nadchodzącą

jesień. Na moście wiał silny wiatr, targając włosami. Na twarzy czuć było ciepłe,

słoneczne promienie, ale zimny wiatr przewiewał letnią kurtę, galowego munduru.

Senya prosiła, by właśnie taki ubiór mieli podczas wycieczki. Na lotnisku czekała

już nauczycielka i trzy helikoptery.

– To już wszyscy? – spytała, rozglądając się. – Dowódcy do mnie – zawołała.

Samane. Febra, Syate i Yashi ustawiły się przed Senyą.

– Wasze grupy są w całości?

– Tak – odpowiedziały wszystkie jednocześnie i głośno.

– Pakujcie się do helikopterów.

Samane wskoczyła do środka. Helikopter był taki sam, jak ten, którym leciała

z Tiri. Usadowiła się jak najbliżej pilota. Chciała obserwować, co będzie robił. Naprzeciwko

niej usiadł Orli.

Gdy wszyscy zajęli miejsca, helikoptery wystartowały. Sojcie przez moment zrobiło

się niedobrze, ale szybko się przyzwyczaiła. Samane obserwowała ruchy steru.

Bardzo przypominały jej te, które wykonywała na ścigaczu.

– Widzę, że się spodobało – zauważył Orli. – Kiedyś cię nauczę – szepnął.

Samane tym razem nie siedziała przy szybie, ale spojrzała na okno, przed pilotem

i zdała sobie sprawę, że widać przez nie o wiele więcej. Przed nimi był zamek,

ze swoimi pnącymi się do nieba wieżami. Helikopter leciał jednak zbyt szybko, by

mogła mu się przyglądnąć. Kawałek dalej był parlament z ogromną szklaną, półokrągłą

kopułą. Słońce odbijało się od szkła, oślepiając ją jak i pilota. Helikopter

uniósł się wyżej. Lot trwał o wiele dłużej niż ostatnio. Przelecieli już centrum i le428

429

cie l i dalej. Samamne dopiero teraz, zobaczyła w oddali, dokąd ciągną się budynki.

Powierzchnia była ogromna. Wszędzie pełno było osiedli z rodzinnych domów,

przeplatane z blokowiskami. Plątaniny i labirynty z dróg, cięły miasto na kawałki.

Nagle pojawiły się duże, zielone przestrzenie, poprzecinane nielicznymi drogami.

Gdzieniegdzie stały prywatne domy o dużych ogrodzeniach. Samane dostrzegła

stadninę. Kawałek dalej mieścił się ogromny kompleks, różnego rodzaju budynków,

a za nimi spore i dosyć ruchliwe lotnisko. Helikoptery wylądowały właśnie

na nim. Samane niektóre budynki przypominały akademie. Czerwone dachy i fasady

z żółtej cegły. Pozostałe budynki wyglądały na bardziej nowoczesne. Były

przeszklone i miały niekiedy dwadzieścia pięter. Samane stała, przyglądając się im

i czekając, aż pozostali wysiądą. Nagle rozległ się ogromny hałas i wszyscy zatkali

uszy rękoma, a potem pęd powietrza mało ich nie przewrócił.

– Lepiej szybko stąd chodźmy. Za chwile wystartuje następny! – wykrzyczała Senya.

– Czy to był … ? – Orli nie dokończył, zafascynowany maszyną, która przed

chwilą wystartowała.

Patrzył, aż myśliwiec zniknął z pola widzenia. – Czy to był Wild Wind 500?

– Od razu widać kto jest pilotem w drużynie, odezwał się pilot helikoptera, którym

przylecieli, wychodząc z maszyny i ściągając hełm. – Potocznie WW5 – to

najlepszy i najszybszy myśliwiec jaki posiada armia. Skoro jesteśmy na lotnisku, to

może was oprowadzę. – Zaproponował i wskazał kierunek. Ekipa ruszyła w stronę

hangarów.

– Tutaj odbywają się wszelkie naprawy – powiedział pilot.

W pierwszym hangarze było mnóstwo ludzi biegających tam i z powrotem.

Wszędzie stały wózki z narzędziami. Na podnośnikach stali ludzie, grzebiąc coś

w kokpitach maszyn. Gdzieniegdzie sypały się iskry od spawania. Samane zastanawiała

się, jak ci wszyscy ludzie na siebie nie wpadają. Najbardziej podekscytowana

tym miejscem była Kazari.

W kolejnym hangarze mieściły się najszybsze maszyny.

– Wow! – zawołał Orli na widok lśniących myśliwców.

– Może chcesz usiąść w środku? – zaproponował przewodnik.

Orlemu, aż oczy zaświeciły się ze szczęścia.

– A ja też mogę? – Odezwała się entuzjastycznie Akeri.

– Ja też? – dołączyła pytanie Kazari.

Pilot zaśmiał się, widząc iskierki w ich oczach. Wszedł na skrzydło i otworzył

przeźroczysty dach.

– Panie przodem – odezwał się Orli.

Akeri jako, że była niska miała trochę problem z wejściem, ale w końcu się wdrapała

i usiadła za sterem. Przewodnik chciał jej wytłumaczyć gdzie co jest, ale Akeri

po kolei wskazywała prędkość poziom paliwa i inne rzeczy. Pilot uśmiechnął się,

zaskoczony jej wiedzą. Gdy tylko Akeri zeskoczyła ze skrzydła, Kazari podekscytowana

wskoczyła na skrzydło i zgrabnie wbiła się w fotel.

Podekscytowana chwyciła za stery i zamykając oczy, wyobraziła sobie jak mknie

przez chmury.

– Panna wczuła się w rolę. – zaśmiał się pilot. – Chcesz wiedzieć gdzie…? –

Nie dokończył.

– Mój ojciec ma małą fabrykę ścigaczy i warsztat naprawy. Nie znać dla mnie budowy

takiej maszyny to hańba. Orli nie mogąc się doczekać, wskoczył, gdy tylko

Kazari zeszła ze skrzydła.

– Rozumiem, że ty pewnie też wszystko wiesz? – spytał Pilot.

– Uczyłem się latać u Duny Istris. Zawsze chwaliła te maszyny.

Pilot na dźwięk nazwiska Duny oniemiał.

– A ty kolego? – zwrócił się do Mona. Nie chcesz zobaczyć jak wygląda w środku?

– Widziałem już kilka razy. Jestem synem Arona Lith.

– No proszę. Miło mi powitać – mężczyzna ukłonił się.

Samane najbardziej spodobał się hangar z helikopterami. Oprócz tych, którymi

do tej pory latała, znalazły się jeszcze takie, które budową przypominały wielkiego

drona. Niektóre miały dwa śmigła po bokach, a niektóre cztery. Wyglądały na dobrze

uzbrojone w rakiety i zdolne podnieść ciężar równy zwykłego helikoptera.

Ostatni hangar pełen był ścigaczy. To akurat, nikogo specjalnie nie zaskoczyło. Pilot

zaprowadził ich jeszcze do wieży kontrolnej. W porównaniu z tą przy akademii

była znacznie większa. Samane dopiero teraz zauważyła, że wokół wieży było kilka

wirujących radarów. Dachy budynków pełne były różnego rodzaju anten i przekaźników.

W wieży panował niezły chaos, ale był to tylko wniosek postronnego

obserwatora. Było dosyć głośno, ale każdy miał słuchawki na uszach. Wszędzie

pełno było ekranów komputerowych z mapami, danymi pogodowymi i pozycjami

poszczególnych latających maszyn.

– Zazwyczaj wszyscy tutaj są bardzo zajęci – tłumaczył pilot. – Dlatego im nie

przeszkadzajmy. Jednak jeśli macie jakieś pytanie. Możecie kierować je do szefa

całego tego miejsca.

Pilot wskazał siedzącego z przodu mężczyznę, o bujnych rudych włosach. – Ja

muszę was już niestety zostawić. Miło było was poznać. Do widzenia. – Pilot ukłonił

się i odszedł w swoją stronę.

Mężczyzna w rudych włosach widząc grupę dzieciaków z akademii, odłożył słuchawki

i wstał.

430 431

– Witajcie! Wybaczcie, że się nie przedstawię, ale pewnie i tak nie zapamiętacie

mojego nazwiska. Jestem oficerem i dowodzę całym tym miejscem. Jak widzicie,

mamy tutaj zawsze sporo pracy.

Myślę, że lepiej będzie jeśli odpowiem na wasze pytania.

– Codziennie jest tutaj tak dużo pracy? Zdarzają się jakieś spokojniejsze dni?

– spytała Kazari.

– W okresie zimowym kiedy działania na froncie są przerywane i na jakiś czas

stygną konflikty, Przydzielanych jest o wiele mniej zadań. To zazwyczaj czas, gdy

jest nas tutaj o połowę mniej. Dużo osób bierze wtedy urlopy i wraca do rodzin.

Jednak całe lato, mieliśmy mnóstwo pracy. Praktycznie nie ma dnia, by startowało

mniej niż dziesięć myśliwców.

– Zdarzają się wypadki przy lądowaniu? – spytał Orli.

– Często myśliwce i helikoptery wracają z misji uszkodzone na tyle, że nie mogą

normalnie wylądować. Zdarzają się tutaj nawet wybuchy. Ruch jest na tyle duży,

że nietrudno o powietrzną kraksę.

Orli przełknął ślinę.

– Czy są osoby wyznaczone do kierowania ścigaczami inne do helikopterów,

a jeszcze inne do myśliwców. W moim kraju na każdym lotnisku istnieje taki system.

– U nas na zwykłych lotniskach, nie obsługuje się ścigaczy w ogóle. Od tego są

lądowiska. Jednak tutaj w głównej bazie, potrzebny jest system, w którym inne

osoby wyznaczone są do poszczególnych zadań. Jeśli się oglądniecie, to zauważycie,

że pomieszczenie jest podzielone na trzy strefy.

Ekipa oglądnęła się, rzeczywiście stanowiska pracy układały się jak by

w trzy grupy.

Klasa nie miała już więcej pytań, więc Senya zabrała ich do pierwszego, niedużego

budynku.

– Tutaj mieszczą się wszystkie biura. Pracują tu osoby zbierające raporty, księgowi,

osoby odpowiedzialne za przekazywanie informacji. Korytarz pełen był ludzi,

biegających z kartkami tam i z powrotem. Kolejne miejsce, które wyglądało

jak by panował w nim wielki chaos. Następnie Senya poprowadziła ich koło szpitala,

ale tylko wspomniała o jego istnieniu i ruszyli dalej do nowoczesnego wieżowca.

Tutaj na kolejnych piętrach mieściły się stanowiska z komputerami. Tiri

od razu zorientowała się, że to z tego miejsca wszystkim się steruje. Kilka osób

pracujących przy komputerach, spojrzało na pierwszoklasistów jak to mieli co

roku w zwyczaju. Jednak, gdy dostrzegli Tiri. Nie mogli od niej oderwać wzroku.

– Witam odezwał się wysoki mężczyzna w okularach, podchodząc do Tiri.

Czyżbyś była córką… ? – Mężczyzna nie dokończył pytania.

– Tak. Jestem Tiri Mana.

– To zaszczyt cie tutaj spotkać. Słyszałem plotki, że wstąpiłaś do akademii, ale

teraz wiem, że to prawda. Jestem Oficer Kin. Nazwiska zazwyczaj żaden oficer nie

podaje, więc to musi wam wystarczyć.

– Z tego miejsca steruje się całym systemem armii prawda? – spytała Tiri.

– To miejsce służy głównie do przekazywania rozkazów na front. Na innym piętrze

są ci, którzy śledzą z pomocą satelity. Na najniższym piętrze są ci, którzy włamują

się do systemu Skały. Tak więc jak widzisz każdy dział ma swoją prace.

– Przypuszczam, że armia gromadzi niewyobrażalnie wielkie ilości informacji.

Gdzie je przetrzymujecie?

– Informacje o lokalizacji są zastrzeżone, ale potwierdzając pewnie twoje domysły,

musieliśmy stworzyć superkomputer, by móc nimi swobodnie dysponować i je

gromadzić. Ze względów bezpieczeństwa, nie możemy umieszczać takich rzeczy

na zewnętrznych serwerach.

Tir podziękowała za odpowiedź i ruszyli dalej. Przez szklaną szybę na jednym

z korytarzy Samane dostrzegła basen, a obok sale gimnastyczną. Zatrzymała się

na chwilę i zobaczyła walczących ze sobą w ramach treningu żołnierzy.

– Chcecie tam iść? – spytała Senya, widząc zaciekawienie ze strony nie tylko Samane.

– Czemu nie – odpowiedziała Samane.

Senya poprowadziła ich w dół po schodach, prosto na salę. Była to duża i wysoka

hala z trybunami po bokach. W jednym koncie dwie drużyny żołnierzy grały

w kosza. Gdzieś ktoś podciągał się na drążku, a gdzieś indziej skakał przez skakankę.

Samane zwróciła uwagę na kilka walczących ze sobą w parach osób. Na widok

zgrai pierwszoklasistów, przerwali i spojrzeli po ich zaciekawionych twarzach. Kilku

z nich zasalutowało na widok Gwiazdy. Samne rzucił się w oczy jeden mężczyzna.

Po rysach twarzy, był podobny do Ainy, a z budowy ciała do dyrektora. Jego

wiek też był zbliżony do tego, w którym była Aina. Miał długie włosy, związane

w opadający na plecy ogon i niewielki zarost na twarzy.

– Witamy pierwszoklasistów – odezwał się mężczyzna, robiąc niski ukłon. – Raczej

rzadko pierwsze klasy mają ochotę tutaj przychodzić.

Samane po ukłonie była przekonana, że pochodził z wojowniczego klanu.

– Sami się zainteresowali. – odezwała się Senya.

– A to ciekawe. To miejsce, w którym jesteście służy do tego by zawodowi żołnierze

nigdy nie wyszli z formy – zaśmiał się mężczyzna. – Dzisiaj jest tutaj mało

osób, ale zazwyczaj nie ma gdzie stanąć.

– Przedstawiłbyś im się – upomniała go Senya, jak by byli dobrymi przyjaciółmi.

Mężczyzna uśmiechnął się do niej.

432 433

– Wybaczcie, podrapał się po głowie. Jestem generał Kian Kang.

– Kang!? – wyrwało się Sayate i Samane równoczesne.

Generał zwrócił uwagę na dziewczyny.

– Jest pan generał bratem Ainy? – spytała Sayate.

– Tak odpowiedział. A wy sądząc po rysach twarzy, pochodzicie z wojowniczych

klanów.

– Jestem Sayate Ki – różowo włosa ukłoniła się.

– Samane Sejom – Samane również się pochyliła.

– Aina wspominała mi o was co nieco. Szczególnie o tobie Samane. W szeregach

armii, co niektórzy już o tobie słyszeli.

Samane westchnęła. Pozostałe osoby na sali przyglądały się jej, gdy tylko usłyszeli

kim jest.

– Skoro tu jesteście, może ktoś z was chciałby się z nami zmierzyć? – Wskazał

na siebie i prawdopodobnie przyjaciela, który stał obok. – Jednak uprzedzam kolega

jest z rodu Agnam.

– Ojciec Daigo – zdziwiła się Sayate.

– Jestem jego kuzynem – odezwał się drugi mężczyzna.

– Co ty na to Samane? – Spytała Sayate.

– Nie wiem – Samne nie była pewna, czy chce walczyć z kimkolwiek z nich.

Sayate wyszła na środek. Ustawiając się naprzeciwko mężczyzny z klanu Agnam.

Generał odsunął się na bok, a jego przyjaciel uniósł dłonie do gardy.

Samane od razu w oczy rzuciły się dłonie. Nie były zaciśnięte w pięść. Palce były

lekko zgięte.

– Styl rodu Agnam. – dłonie jak pazury tygrysa i nogi jak ogon smoka. Sayate

z nim nie wygra. Oby dał jej fory, inaczej Sayate będzie ranna – myślała Samane,

przyglądając się walce.

Była zdziwiona, gdy Sayate z łatwością uniknęła jego pierwszego ataku, a potem,

kolejnego i kolejnego.

– Od kiedy Saya jest taka szybka? – powiedziała cicho.

– Sayate po kryjomu trenowała z Ainą, żeby ci dorównać. – odezwał się Axel,

słysząc jej ciche zdziwione słowa.

– Zwinna jesteś – odezwał się mężczyzna kopiąc po łuku.

– O nie! – zawołała Samane, już widząc przyjaciółkę leżącą na ziemi.

Sayate jednak zatrzymała kopnięcie na tarczy z energii.

– O proszę, potrafisz używać tarczy. – Mężczyzna zaatakował z drugiej strony,

dłonią na kształt tygrysiej łapy i zebrał w dłoni błyskawicę. Uderzył rozbijając tarcze

Sayate.

– Saya wycofaj się! – krzyknęła do niej Samane.

Sayate upadła na podłogę, zastanawiając się, jak uciec przed kolejnym atakiem.

– Terza! – zawołał generał Kang.

Mężczyzna z klanu Agnam powstrzymał się.

– Wybacz. Trochę mnie poniosło – Terza nachylił się i podał Sayate dłoń.

– Idź Samane – Febra dotknęła jej ramienia – pokonasz tego drugiego bez problemu.

– Nieprawda – odparła Samane. – Są dobrzy.

– Spróbuj. Przecież po to, tu przyszłaś.

Samane zacisnęła zęby. Wkurzona, że została zdemaskowana. Nie spodziewała

się jednak, że trafi na takich przeciwników. Mimo wszystko, postanowiła spróbować.

Zdjęła czapkę i kurtę i ustawiła się naprzeciwko generała.

– Zobaczymy co pokażesz. Słyszałem, że rozłożyłaś dyrektora akademii na łopatki

już na pierwszych zajęciach, a moja siostra wspominała mi, że z tobą przegrała.

Wiesz to jej pierwsza przegrana od czasów akademii.

Terza, gdy usłyszał te słowa spojrzał przerażony na Samane i wycofał się na bok

w grupkę ludzi, którzy zebrali się, by oglądać walkę.

Samane zauważyła, że generał podobnie jak Aina, ułożył gardę płasko trzymając

dłonie.

– Jeśli używa tych samych ruchów co Aina, będę w stanie przewidzieć co zrobi.

Z Ainą nie było łatwo wygrać. Ciekawe czy jest silniejszy? – myślała Samane, tworząc

wokół siebie tarczę.

Generał zaatakował ją. Samane ani drgnęła, zatrzymując cios na tarczy.

– No proszę. – skomentował cofając się o krok. Samane wybiła się w górę i obracając

się wokół własnego ciała, uderzyła kopnieciem w głowę, z góry. Atak był

na tyle silny, że przebił się przez tarczę. Generał zasłonił się skrzyżowanymi nad

głową rękami, czując siłę jej ataku.

– Panowanie nad energią na bardzo wysokim poziomie – uśmiechnął się do

Samane, gdy ta wylądowała na równe nogi. – Od setek tysięcy lat, ród Sejom uważany

jest za najsilniejszy z wojowniczych klanów.

Samane nie skomentowała tego i zaatakowała ponownie. W tym samym czasie

generał, zaatakował ją całą serią. Samane bardzo szybko unikała, znowu wybiła

się w powietrze i dwa razy zrobiła wiatrak po raz kolejny naruszając tarcze. Niespodziewanie

została kopnięta z boku z dużą siłą i poleciała uderzając plecami

w podłogę. Poczuła na sobie uderzenie, a tarcza zawirowała naruszona.

– Mnie się wydaje, czy Samane jest jeszcze szybsza niż była? – skomentowała

Sayate.

Samane ruszyła z impetem, robiąc podchody raz z prawej, raz z lewej strony.

Złapała za nadgarstek generała, przyciągając go do siebie. Obróciła się i odbiła od

434 435

zie m i unikając podcięcia. Nadal trzymając dłoń przeciwnika, uderzyła w niego

łokciem, swojej drugiej ręki. Nagle poczuła atak świetlistej energii, który odrzucił

ją do tyłu. Tylko Samane zauważyła światło. Wszyscy inni zobaczyli tylko podmuch,

który ją odrzucił. Samane zastanawiała się, co to było? Wydawało jej się to

bardzo znajome i chyba nawet wiedziała skąd. Zebrała świetlistą energię w dłoni

i ruszyła.

– Samane nie! – krzyknęła Sayate, a Samane zatrzymała się jak wryta. Światło

wokół dłoni rozproszyło się.

– Racja poniosło mnie. Nie powinnam tego tutaj pokazywać. – pomyślała. –

Poddaje się – odezwała się w stronę generała.

– Powiadają, że dobry dowódca wie kiedy się wycofać, ale wiedz, że miałaś szanse

wygrać. Jesteś naprawdę bardzo silna – skomentował.

Samane ukłoniła się, dziękując za walkę.

Klasa zebrała się do wyjścia, idąc dalej zwiedzać.

– Widziałeś to co ja? – spytał generał.

– Czy to był atak ducha? – skomentował Terza Agnam.

– Ta – przytaknął Kian Kang. – Nic dziwnego, że pokonała Ainę. Wycofała się

w dobrym momencie. To nie jest miejsce na walkę tego typu. Mogłaby wszystko

zniszczyć. Ciekaw jestem w jakim stopniu panuje nad tym talentem.

Senya poprowadziła ich dalej, pokazując strzelnicę.

– Znowu zgraja dzieciaków – odezwał się jakiś żołnierz, odkładając karabin.

– Jak co roku odezwał się jego kolega.

– Witam, to jest strzelnica. Do czego służy chyba nie muszę tłumaczyć. Jak chcecie,

możecie sobie postrzelać. Macie jedyną taką okazje w życiu. Oczywiście dopóki

nie zdacie egzaminów, w trzeciej klasie. Pozdrówcie Akelaia. Strasznie go

nie lubię. Żołnierz wyszedł marudząc. Samane dostrzegła trzy gwiazdki na jego

ramieniu, a to znaczyło, że był oficerem.

– Nie przejmujcie się nim. To zrzęda – odezwała się Senya – odwieczny rywal

Akelaia.

– To co ktoś chętny? – spytał drugi

– Ja mogę spróbować. – Samane chciała się upewnić, co do słów Akelaia.

Orli, Sayate i Febra też się zgłosili. Samane nie widziała jak radzą sobie inni.

Stanowiska były od siebie odgrodzone. Żołnierz dotknął lufy karabinu, który

trzymała i lekko obniżył. Dopiero teraz Samane zauważyła, jak wszystkie punkty

w lunecie schodzą się w jeden. Nacisnęła na spust, trafiając prosto w serce papierowego

manekina. Przez słuchawki usłyszała stłumiony dźwięk strzału, a cel

oberwał w serce, a potem w głowę. Samane wróciła do reszty osób i dopiero teraz

zauważyła, że Sayate Orli i Febra trafiali równie celnie co ona. Samane czuła jednak,

że Akelai miał racje. Podczas strzału celowo zamknęła oczy, chcąc wyczuć,

gdzie ma trafić. Strzeliła tam gdzie chciała, bez pomocy lunety. Następnie Senya

poprowadziła ich korytarzem, do bardzo nowoczesnego budynku. Wprowadziła

ich do dużej sali, w której na ścianach było pełno ekranów z mapami. Naprzeciwko

drzwi, pod ścianą przy komputerach siedziało kilka osób w słuchawkach.

Samane już po samych ekranach, rozpoznała co to za miejsce.

– W końcu tu jesteśmy – pomyślała.

Na środku pomieszczenia stał ogromny stół, będący jednocześnie ekranem wyświetlającym

mapę z aktualną linią frontu i rozmieszczeniem wojsk. Wokół stołu,

stało pięć osób, sadząc po gwiazdkach na pagonach, wszyscy mieli stopień generała.

Kłócili się ostro między sobą. Padały nawet niecenzuralne słowa. A niektórzy

szarpali się za ubrania.

Senya dotknęła dłonią czoła, czując za nich wstyd przed uczniami.

– To ja się nie dziwie, że jest, jak jest – skomentowała szeptem Sayate.

Panowie tak się kłócili, że nie zauważyli gości w sali. Samane przysłuchała się

ich rozmowie.

– Co ty do jasnej cholery wyprawiasz? – Chcesz posłać wszystkich ludzi na samobójstwo?!

– krzyczał jeden.

– A co innego mamy zrobić. Sam widzisz, że jest źle. Twoje pomysły doprowadzają

nas tylko do straty ludzi.

– Jak tak dalej pójdzie, przegramy ze Skałą. Linia frontu sięgnęła już krytycznego

punktu – odezwał się trzeci, wyglądający na najmłodszego z grupy. – Musimy

ruszyć do ataku.

– Tak i stracić resztę ludzi – odezwał się czwarty.

– Masz jakiś lepszy pomysł? – odezwał się najmłodszy.

– Nie mogą się opanować i tchórzą – Febra zacisnęła zęby z wściekłości, ale stała

i obserwowała jak toczą się losy, o jej królestwo. – Te szumowiny są odpowiedzialne

za to, co się stało z królestwem – zwróciła się do Samane.

– Patrz Febro, jak być może zmieniam losy twojej ziemi – szepnęła Samane i zrobiła

krok do przodu stająć prawie przed stołem.

– Wymyśl coś jak jesteś taki mądry! – krzyczał pierwszy – mamy za mało ludzi,

na taki atak.

– Dlaczego nie ściągnąć tych z wschodu. Wygląda na to, że nie mają nic do roboty

i się nudzą. A to całkiem spora ilość. Z tego co widzę nawet kilka oddziałów.

– Wtrąciła się Samane zauważając, że to strasznie dziwne. Kłócą się, że nie mają

ludzi, a tam gdzie nie toczy się bitwa, stoją całe tysiące wolnych żołnierzy.

Generałowie dopiero teraz zwrócili na nią uwagę, przerywając swoją kłótnię.

Stali przez moment osłupiali. Dopóki za Samane nie pojawiła się Senya i resz436

437

ta k lasy.

– Senya – jak długo tu już jesteście? – spytał pierwszy, lekko speszony obecnością

uczniów.

– Od jakiś kilku minut słuchamy waszej kłótni – Senya posłała mu złowrogie

spojrzenie, które mówiło, wstydzilibyście się.

Generałowie przenieśli wzrok z Senyi na stół, a potem na Samane.

– Dlaczego tutaj jest tak mało ludzi? – spytała Samane, wskazując na tereny Niezależnych

Ziem Skały.

– Straciliśmy bardzo dużo ludzi – odpowiedział niepewnie drugi.

– Chodzi o to jak te tereny zostały zbombardowane? – przygadała Samane.

Jeden z generałów stał jak zamurowany, nie wiedząc co odpowiedzieć.

– Właśnie dlatego musieliśmy stamtąd wycofać naszych ludzi – wyjaśnił trzeci.

– Skała zbombarduje kolejny teren, zyskując przewagę, a wy znowu będziecie

uciekać w nieskończoność? – Samane przyglądała się ich reakcjom.

Wszyscy milczeli wryci w podłogę.

– Dlaczego by nie zaatakować?

– Też o tym myśleliśmy – odezwał się najmłodszy, – ale uznaliśmy, że to samobójstwo.

– Dziewczyna chyba coś kombinuje – szepnął drugi, do trzeciego.

– Nie słuchaliście mnie, to chociaż posłuchajcie tej dziewczyny – odezwała się

Senya. W końcu uczniowie zwiedzając, mają prawo mówić i pytać o co chcą.

– Połknęli haczyk – cieszyła się w duchu Samane.

Generałowie spojrzeli po sobie.

– Masz jakiś ciekawy pomysł, młoda damo? – spytał pierwszy.

Samane wzięła głęboki oddech i jeszcze bardziej zbliżyła się do stołu, stając między

czwartym a piątym generałem.

– Najpierw trzeba ściągnąć oddziały z wschodu na teren Niezależnych Ziemi

Skały. Następnie wycofać tych, którzy już walczą na tym terenie. Są zmęczeni i powinni

odpocząć. Uciekając Skała rzuci się za nimi w pogoń. Wtedy wpadną wprost

w pułapkę. W linii w której będą uciekać zmęczeni żołnierze, trzeba ustawić jeden

oddział. Gdy na niego wpadną, będą próbowali uciekać na boki wtedy z prawej

i lewej natkną się na dwa kolejne, jeśli będą chcieli zawrócić, już dołączą dwa kolejne

oddziały, zamykając koło.

Generałowie wyglądali zaciekawieni tym pomysłem.

– A co jeśli od strony skały nadejdą kolejni? – spytał pierwszy.

– Wtedy dwa pierwsze oddziały, ruszą na przód, zajmując miejsca po prawej

i po lewej, a boczne oddziały, ruszą naokoło zamykając tak jak poprzednio koło.

Okrąg można formować w nieskończoność, pokonując i łapiąc w pułapkę, każdy

kolejny atak ze strony Skały.

– Mimo wszystko nie warto ryzykować. Niezależne Ziemie Skały i tak nie są

wiele warte. – Odezwał się znów pierwszy.

Febra zrobiła gwałtownie krok do przodu.

Samane powstrzymała ją dłonią.

– Jeśli nie zostaną obronione Niezależne Ziemie Skały, wtedy fala pójdzie dalej,

jak to już ma miejsce i naruszy region Niba i północną cześć regionu, Lari, a stąd

już prosta droga do stolicy.

Generałowie wyglądali na wystraszonych tym co powiedziała.

– Po za tym, o ile mi wiadomo Królestwo Gwiazdy zawarło umowę, z której wynika,

że będzie chronić Niezależne Ziemie, pod warunkiem, że córka nie żyjącej

już królowej, pójdzie do akademii.

Pierwszy generał wyglądał, jak by nie miał o tym zielonego pojęcia, natomiast

pozostali pokiwali między sobą głowami przypominając sobie fakt.

– To jeszcze do niczego nie zobowiązuje. Córka królowej nie żyje i nie ma jej

w akademii – odezwał się znowu pierwszy.

– Nieprawda. Żyje i jestem tutaj. – Odezwała się Febra, unosząc głowę.

Pierwszy omal nie zemdlał na jej widok.

Samane zauważyła, że Sayate coś się niecierpliwi. Podejrzewała, że coś odkryła

a nie mogła o tym teraz powiedzieć.

– Wybacz księżniczko – drugi generał ukłonił się.

– Nawet jeśli, to potrzebujemy potwierdzenia od Króla – Gwiazdy – odezwał się

znów pierwszy.

– Czy moja obecność wam wystarczy? – odezwała się Yashi, wychodząc przed

szereg. Wszyscy generałowie w monecie ustawili się na baczność i zasalutowali.

Pierwszy ledwo trzymał dłoń przy skroni, z wściekłości.

– Spocznij – odezwała się Yashi, donośnym głosem.

– Jak nazwałabyś tą strategię? – zwrócił się drugi do Samane.

– Nie wiem jak nazwałabym swoją strategię, ale wiem, że wasza dotychczasowa

nazywa się tchórzowską ucieczką z pola walki, na dodatek z podkulonym ogonem.

– Samane – upomniała ją Senya, widząc, że za dużo sobie pozwala.

Słowa jednak dotarły do generałów, sadząc po ich reakcji.

– Tchórzowskie uciekanie, to niepodobne do generałów. Brak honoru i opanowania.

Dać ponieść się emocjom w imię chronienia stanowiska, zamiast dobra

kraju. Kompletny rozgardiasz w strategi. Gdzie się podziała, ta odwaga generałów

z legend i opowieści. Nie taką armię pozostawił mój dziadek – kontynuowała Samane

pomimo uwagi Senyi.

– Dzidek – napomknął drugi, zastanawiając się o kim mówi.

438 439

– Panowie pozwólcie, że przedstawię – Senya ustawiła się za Samane, dotykając

jej ramion. – Obecna tu młoda uczennica, to Samane Sejom. Wnuczka generała

Rety Sejom.

Generałowie najpierw osłupieli, a potem uśmiechnęli się jak dzieci.

– Strasznie podobna z charakteru – uśmiał się trzeci.

– A ja jestem Sayate Ki. – Sayate zwróciła nagle na siebie uwagę.

– Sayate co ty robisz, o co chodzi z tym wejściem? – myślała Samane, bojąc się,

że Sayate za chwile wpakuje się w jakieś kłopoty.

– Pochodzę z wojowniczego rodu, gdzie jak wiadomo rodzi się z pewnymi talentami.

Ja urodziłam się ze zdolnością wyczuwania niebezpieczeństw, pułapek i co

najważniejsze zdrajców. – Ostatnie słowo wypowiedziała znacznie głośniej.

– Saya co ty odkryłaś? – Samane zaczynała się domyślać, o co chodzi.

– Z łatwością mogę powiedzieć, że jeden z was jest szpiegiem – dokończyła

Sayate – i nawet wiem kto.

Generałowie spochmurnieli.

– To nie… Zapłacili mi…Ja nie chciałem. – Odezwał się pierwszy.

Pozostali spojrzeli na niego wściekli.

– Saya jesteś genialna – odezwała się Samane, przybijając z dziewczyną piątkę. –

To był blef czy naprawdę wiedziałaś?

– Wiedziałam, ale nie mogłam tak po prostu oskarżyć generała, więc użyłam

podpuchy by sam się zdradził – zaśmiała się.

– To nie tak. Nie mogłem być zdemaskowany przez dzieciaki. Mężczyzna wyciągnął

broń i wymierzył w Sayate.

– Ty mała… – nie zdążył strzelić, gdy nieduży świetlisty ptak, rozciął pistolet

na pół.

Kawałki upadły na podłogę.

– Jak to zrobiłaś? – spytał trzeci generał, zaskoczony wydarzeniami.

– Talent rodowy – odparła krótko.

Dwaj pozostali generałowie doskoczyli do pierwszego i powalili na ziemię, związując

ręce kajdankami.

o

Było popołudnie, gdy szli dziedzińcem z powrotem w stronę lotniska. Senya pokazała

im jeszcze budynek, w którym swoje mieszkania mieli szeregowcy.

– Dobra zagrywka Samane. Niewierze, że to zrobiłaś – odezwała się Senya. –

Planowałaś to od początku. Coś czułam, przez cały czas, że przygotowałaś się

na to wcześniej.

– To był pomysł dyrektora – odpowiedziała Samane szczęśliwa, że osiągnęła zamierzony

cel.

– To jeszcze nie oznacza, że ją wprowadzą Samane, ale na pewno dałaś im nieco

do myślenia – odezwała się Yashi.

– Jass znowu cię wykorzystał. Spryciarz jeden. Jest jeszcze bardziej przebiegły

niż ty. – Senya też wyglądała na uśmiechniętą

– Nie przeszkadza mi to – Samane spoglądała na uśmiechniętą Febre. – Ona

chyba najbardziej na to liczy. Lepiej jej nie mówić, że mogą odrzucić mój pomysł.

– Swoją drogą. Wasza klasa zrobiła tutaj niezły pokaz, niezależnie od zwiedzanego

miejsca. Możecie być pewni, że was zapamiętają. Teraz może być o was głośno.

– O mnie już od dawna jest głośno – zaśmiała się Samane.

– W sumie racja – Senya spojrzała na czekające już na nich helikoptery.

Komentarze