Rozdział 17 Odbicie duszy
Samane nie wierzyła, że w tak krótkim czasie znowu wylądowała w tym miejscu.
Siedziała teraz na trybunach, ogromnej sali gimnastycznej w głównej bazie.
Termin rozgrywających się zawodów został tak nagle podany, że nie było kiedy się
przygotować. Obok niej siedział dyrektor, a kawałek dalej Isae i Sayate. Po drugiej
stronie siedzieli generałowie ze sztabu dowodzenia, oraz generał Kang. Brat Ainy.
Aina siedziała obok niego. Samane nadal miała w pamięci walkę z generałem.
W ławkach poniżej, siedzieli uczniowie akademii z innych krajów.
– Nie zdążyłem cię jeszcze pochwalić. Świetnie się spisałaś Samane. Mówiłem,
że na pewno coś wymyślisz.
– To był pana kolejny, tajny plan z użyciem mnie – odpowiedziała z sarkazmem.
– Bardzo zabawne – odparł – skup się teraz na walce.
– Od dziesięciu minut przyglądam się przeciwnikom, jak by pan nie zauważył.
– Samane denerwowało, że generałowie przyszli patrzeć na jej walkę. Szczególnie
generał Kang.
– Dziwisz się, że tu są po tym co zrobiłaś? – Dyrektor domyślał się o co chodzi.
Samane wcale nie patrzyła na przeciwników. Nawet się nimi nie przejmowała. Ciągle
spoglądała w stronę generałów.
W końcu wywołano Samane na arenę. Dźwięk nazwiska wywołał poruszenie.
Generałowie uważnie na nią patrzyli. Samane wzięła głęboki oddech, starając się
odrzucić od siebie jakiekolwiek myśli. Dźwięki sali ucichły. Ludzie na trybunach
zniknęli. Ona stała naprzeciwko dziewczyny z Falei. Była tego samego wzrostu
co ona i miała ciemną skórę i krótkie, zafarbowane na biało włosy. Po sygnale
od sędziego dziewczyna ruszyła na nią. Samane z łatwością zrobiła unik. Złapała
za nadgarstek i pociągła dziewczynę z taką siłą, że wyleciała poza zaaranżowaną
arenę.
Dziewczyna wstała lekko zdenerwowana, a Samane zdobyła pierwszy punkt.
440 441
Ty m razem Samane zaatakowała i o dziwo trafiła dziewczynę w twarz, zdobywając
drugi punkt. Samane zastanawiała się, czemu nie zrobiła uniku. Spojrzała w jej
oczy, szukając tylko odpowiedzi na pytanie. Przeciwniczka nie zauważyła ataku
Samane. Był dla niej za szybki. Teraz stała lekko przestraszona. Samane dostrzegła
to i postanowiła dać dziewczynie fory. Przeciwniczka z Falei znowu ruszyła na nią
i zwiodła ją ciosem w głowę z prawej strony. Zaatakowała kopnięciem z lewej.
Samane nie zrobiła nawet kroku w jakakolwiek stronę. Zasłoniła się ręką, łapiąc
stopę dziewczyny. Przeciwniczka stała na jednej nodze, wystraszona nie widząc
za bardzo, co teraz zrobić. Jak wyjść z tej sytuacji, jak się obronić? Nagle Samane
wpatrując się w jej wystraszoną twarz, zobaczyła przerażoną siebie.
– Co się dzieje? – pomyślała zdziwiona. Twarz dziewczyny zmieniała się na przemian
z jej odbiciem.
Samane zamknęła na sekundę oczy i gdy tylko otworzyła podcięła od tyłu nogę
na której stała dziewczyna, zdobywając trzeci punkt i wygrywając pojedynek. Rozległy
się gromkie brawa i werdykt sędziego. Samane jednak nie cieszyła się. Była
oszołomiona tym, co zobaczyła. Wymusiła uśmiech na twarzy i spojrzenie dookoła
po trybunach. Wróciła na ławkę obok dyrektora.
– Nie cieszysz się? – spytał dyrektor.
– Ciesze się – Samane wymusiła uśmiech na twarzy.
– Coś mi się nie wydaje – powiedział dyrektor do siebie. – I coś czuje, że nie
chodzi tu o obecność generałów na trybunach.
– Widziałeś to? – spytała Aina brata.
– Wyglądało jakby dziewczyna zobaczyła coś przerażającego – skomentował
Kian.
Samane trochę się otrząsnęła, przyglądając się kilku kolejnym walkom. Ucieszyła
się, gdy Sayate, Isae i Set dostali się dalej. Podobnie dwie dziewczyny z wojowniczych
klanów, które pokonała na pierwszym spotkaniu klubu. Samane została
wywołana do drugiej rundy. Już prawie zapomniała o walce z pierwszą dziewczyną.
Teraz natrafiła na chłopaka i od razu podskoczyła atakując wiatrakiem z nóg.
Chłopak zablokował jej atak. Samane odbiła się do tyłu i gdy chłopak ruszył na nią,
schyliła się i złapała go obejmując nogi i przewracając.
– Punkt – rozległ się głos sędziego.
Samane skupiła się na walce. Zaatakowała znowu i znowu, ale chłopak dobrze
się bronił. Zaczekała więc, aż ją zaatakuje. Zrobiła unik, odchylając się do tyłu.
I uderzając dwoma pięściami z prawej i lewej równocześnie w jego nadgarstek.
Chłopak uwolnił się i rozmasował dłoń. Samane wykorzystała to i trafiła go w mostek,
przewracając na ziemię. Zdobyła drugi punkt i już szykowała się do zdobycia
trzeciego, gdy twarz chłopaka rozmyła się i zmieniła w jej oblicze.
– Co? – Samane ten widok znowu zszokował. – Co się dzieje? – pomyślała.
Zmrużyła oczy i twarz znowu się rozmyła. Lekko poirytowana tym, że nie rozumie
co się z nią dzieje, doskoczyła do chłopaka złapała za rękę i przerzuciła.
– Wygrywa Samane Sejom – rozległ się głos.
Samane patrząc na podnoszącego się z ziemi chłopaka, znowu zobaczyła u niego
swoją twarz. Zamknęła kilkakrotnie oczy i uśmiechając się pomachała do widowni.
– Nie podoba mi się to – skomentowała Aina
– Mnie też – odpowiedział Kian.
Samane znowu była lekko oszołomiona.
Nadszedł czas na jej trzecią walkę. Tym razem zastanawiała się, czy złudzenie
znowu się pojawi. Co to jest? Dlaczego widzi samą siebie. Liczyła, że kolejna walka
będzie spokojna, ale odbicie pojawiło się już na samym początku. Samane wiedziała,
że nie może przegrać. Dlatego starała się unikać patrzenia na twarz. Złapała
przeciwniczkę za nogę i rzuciła na plecy. Wtedy zobaczyła jak zza koszulki wysuwa
się jej talizman. Samane zobaczyła na nim to samo, co na swoim. Ta sama data,
to samo hasło i te same imiona. Puściła przeciwniczkę i przestraszona cofnęła się
do tyłu. Odruchowo dotknęła dłonią czoła.
– Znowu – skomentowała Aina.
– Zorientowała się, że coś jest nie tak i sprawdza czy nie ma gorączki – zauważył
Kian.
Samane przewróciła się do tyłu, ledwo unikając ataku. Odbiła się na rękach
w górę, unikając kolejnego ciosu.
– To niepodobne do Samane – martwiłą się Aina.
– Jass pewnie się jeszcze nie zorientował.
Samane jakimś cudem zdobyła trzy punkty, unikając wszystkich ataków, ale czuła,
że psychicznie może nie wytrzymać kolejnej.
– Idziesz jak burza, pochwalił ją dyrektor – gdy przyszła na trybunę.
Usiadła i przyglądając się innym ludziom zauważyła, że coraz więcej osób przybierało
jej twarze.
Zamknęła oczy i poczuła, że boli ją głowa.
– Musze do łazienki – powiedziała do dyrektora i pędem zbiegła na dół po schodach.
Wpadła do łazienki, omal nie wyrzucając drzwi z zawiasów. Odkręciła wodę
i zaczęła chlapać nią w twarz. Podniosła się i zobaczyła swoje odbicie w lustrze.
Uderzyła pięścią rozbijając je na kawałki i nie zwracając uwagi, że pocięła całą
dłoń. Nie widziała krwi.
– Jass gdzie jest Samane? – spytała Aina wchodząc na trybunę, gdzie siedział
wraz z uczniami.
442 443
– Powiedziała, że źle się czuła i poszła do łazienki.
– Jass nie zauważyłeś, że z Samane jest coś nie tak.
– Zauważyłem przy pierwszej walce, ale wydawało mi się, że potem było już ok.
– Samane dziwnie się zachowuje. Coś się z nią dzieje. To niepodobne żeby ledwo
unikała ataków ludzi, którzy są dużo niżej niż jej poziom.
– Racja – dyrektor nagle przypomniał sobie wszystkie walki.
Aina i Jass zeszli biegiem z trybuny. Na dole dołączył do nich Kian.
Aina weszła do damskiej łazienki, zostawiając panów na zewnątrz.
Samane chlapała wodą w twarz myśląc, że już wszystko w porządku. Zakręciła
wodę i odwróciła się widząc swoje odbicie w kolejnym lustrze.
– NIE ! – krzyknęła i uderzyła i tak już zranioną pięścią rozbijając kolejne.
Na to do łazienki weszła Aina, zszokowana jej zachowaniem. Samane zauważyła,
że ktoś wszedł. Odwróciła się i w pierwszej chwili zobaczyła Aine.
– Co się ze mną dzieje? – spytała a twarz Ainy zamieniła się w Samane. Dziewczyna
zaatakowała Ainę. Pani generał złapała ją i obezwładniła rzucając na plecy,
na mokrą posadzkę. Samane zaczęła się szarpać.
– Samane opanuj się! – krzyknęła, ale to nic nie pomagało.
Aina uderzyła ją innym rodzajem energii, który zablokował ruchy Samane. Potem
przyłożyła dłonie do skroni, uspokajając energię w głowie uczennicy.
– To nie jest iluzja. Więc co? – odezwała się Samane, widząc w końcu nad sobą
twarz zmartwionej Ainy.
Pani generał przyłożyła dłonie uzdrawiając jej poharataną i zakrwawioną rękę.
– Co się dzieje Samane? – spytała.
– Wszyscy mają moją twarz. Wszędzie widzę siebie, a szczególnie, gdy z kimś
walczę na arenie.
Aina pomogła Samane wstać i wyciągła ją na korytarz.
– Nie wyglądasz najlepiej – odezwał się dyrektor, widząc zaschniętą krew
na jej ręce.
Samane speszyła się, widząc brata Ainy.
– Syndrom lustra – odezwała się Aina, widząc pytające spojrzenie brata.
– U takiej osoby? – zdziwił się Kian.
– To najwyższa pora, żebyś przeszła próbę z lustrem. Pamiętam, że sama tego
chciałaś – Aina zwróciła się z powrotem do Samane.
– Pytałam o to Yashi. Powiedziała, że mam zgodę od króla, ale termin jest jeszcze
nie wyznaczony.
– To dlatego tak się dzieje. Lustro cię woła. Szczególnie, że ostatnio często mijasz
po drodze zamek. Przygotuj się, że już niedługo zostaniesz wezwana.
– Jak mam sobie poradzić z tym, że wszędzie widzę siebie – Samane czuła się
trochę bezradna.
– Pamiętasz jak ćwiczyłaś z iskrami. Najpierw opanowanie. Musisz się uspokoić
– upomniała ją Aina. Jak sobie z tym poradzić, wiesz tylko ty sama. W końcu to
z sobą walczysz – Aina uśmiechnęła się.
– Dasz rade walczyć w turnieju? – spytał dyrektor.
– Nie mogę się wycofać – odparła.
– Jeśli tego nie przejdziesz, nie masz szans mierzyć się z lustrem – odezwał się
Kian, a Samane znowu się speszyła.
Lepiej umyj rękę. Jak ktoś ją zobaczy, może coś przez przypadek podejrzewać.
Smane wróciła do łazienki. Znowu znalazła się przed lustrem. Za jej plecami
było drugie. Odbicia powielały się wielokrotnie.
– Kim jesteś? – spytała swoich odbić, a wszystkie powtórzyły to samo. Nagle
pomieszczenie zamieniło się w coś dziwnego, jakby cała ściana pełna była luster.
Pokazując jej zwielokrotnione odbicia z każdej strony.
– Spokojnie – powiedziała do siebie. Wzięła głęboki oddech i położyła dłoń
na dłoni. Zamknęła oczy uspokajając myśli, a gdy je otworzyła. Łazienka wyglądała
tak jak przedtem.
– Powinnaś omijać lustra, dopóki się z tym nie uporasz – odezwała się Aina,
opierając o drzwi wejściowe. – Choć za niedługo będzie twoja walka. Musisz
się przygotować.
– Nie mogę przegrać z samą sobą – odezwała się Samane, zaciskając pięść.
– Ciągle wygrywasz, więc nie powinno ci to sprawiać problemów.
– Nie rozumiem – Samane spojrzała na Aine czekając, aż wytłumaczy o co
jej chodzi.
– Zawsze walczysz z samą sobą. Ze swoimi słabościami. Walcząc z przeciwnikiem
wcale nie walczysz z nim, tylko z sobą. Na pewno znasz powiedzenie, że walka
rozgrywa się na korzyść zwycięzcy, jeszcze zanim się zacznie. Najpierw musisz
ją wygrać w swoim umyśle.
Samane te słowa dodały trochę otuchy. Wróciła na salę, a niedługo potem wyszła
na arenę. W międzyczasie Set i dwie dziewczyny odpadły. Pozostała tylko Ona Isae
i Sayate.
– Jesteś w stanie to zrobić? – spytał dyrektor martwiąc się o nią.
– Już postanowiłam, że nie mogę przegrać.
Samane znowu została wywołana na środek. Przynajmniej wiedziała teraz co
jest grane. Zamknęła na chwile oczy, wyobrażając sobie walkę. Otworzyła je i gdy
tylko pojawił się sygnał, ruszyła ostro wybijając się w górę. Obróciła się wokół
własnej osi i uderzyła łokciem w chłopaka, zdobywając punkt. Chłopak jednak
zniósł uderzenie i gdy tylko Samane postawiła nogi na ziemi złapał ją i przewrócił.
444 445
– Niedobrze – skomentowała Aina.
Samane znów zobaczyła u przeciwnika swoją twarz. Leżała teraz wystraszona,
czując się jak dziewczyna, którą pokonała w pierwszej walce. Chłopak puścił jej
nogi i zamierzał uderzyć.
– Cholera. Nie przegram – powiedziała do siebie.
Zebrała się i z okrzykiem odbiła z rąk do tyłu. Chłopak ruszył na nią. Stanęła
na rękach i obracając się, kopała chłopaka, przesuwając się do przodu. Ciągle widziała
u niego swoją twarz. Chłopak wyszedł poza mate.
– Jeszcze tylko jeden punkt – mówiła do siebie.
Chłopak zaskoczył ją, szybkością kolejnego ataku. Odsunęła się w bok, omal nie
obrywając. I gdy chłopak się odwrócił, wymierzyła w jego twarz, przez moment się
zawahała, widząc samą siebie, ale naraz rozzłościła się.
– Nie przegram. Na pewno nie ze mną. – Uderzyła w twarz, zdobywając punkt,
wygrywając walkę i dostając się dalej.
– Dobra robota Samane – pochwalił ja dyrektor wiedząc, że nie było to dla
niej łatwe.
Isae rzuciła jej się na szyję, a Sayate biła brawo. Samane znów rozbolała głowa.
Z trudem przyglądała się walkom dziewczyn.
– Jak się czujesz? – pytał co jakiś czas dyrektor.
– Bywało gorzej. Jakoś przeżyje. Nie poddaje się tak łatwo.
– Coś podobnego powiedziałaś, gdy pierwszy raz ze mną walczyłaś pamiętasz?
– Taa – przytaknęła Samane, wstając naraz i wiwatując Sayate, która wygrała. –
Coś czuje, że trafię na którąś z nich.
– To dla ciebie chyba dobrze nie.
– Niekoniecznie. Nie chce walczyć z dziewczynami w tym stanie.
Dyrektor spojrzał na nią zmartwiony, milcząc.
Chwile później, Samane z boląca głową, zeszła na arenę. Jej przeciwnik wyglądał
na silnego i dobrze zbudowanego chłopaka. Pochodził z Crety.
Już na wejściu, wyglądał dosyć podejrzanie. Samane miała co do niego, dziwne
przeczucia.
Chłopak skoczył do niej. Samane wybiła się, robiąc salto w powietrzu i trafiając
nogą w plecy. Chłopak upadł, ale szybko się podniósł, atakując kolejny raz. Samane
przygotowała się, trzymając gardę. Wpatrywała się w niego, czekając, aż cios
ją dosięgnie. Dziwiło ją, że cały czas widzi twarz tego chłopaka. Czyżby iluzja jej
samej zniknęła?
Chłopak wymierzył cios dla zmyłki lewą nogą. Samane osłoniła się, ale on cofnął
nogę i prawą ręką, od dołu, sypnął jej jakimś pyłem w oczy. Samane dotknęła
piekących oczu dłonią.
– Czy sędzia tego nie widział? – dziwiła się Aina, wstając.
Samane poczuła, że zbliża się kolejny atak. Uspokoiła się i korzystając z umiejętności
wyczuwania, obroniła się skrzyżowanymi dłońmi. Chwyciła chłopaka
za rękę i rzuciła na podłogę, zdobywając drugi punkt. Przetarła oczy rękawem, ale
nadal widziała jak przez mgłę.
– Co? – zdziwiła się, widząc dwie zamglone postacie, szarżujące na nią z dwóch
stron. Obie wyglądały identycznie i nie były jej kopiami.
Samane zamknęła oczy. Jedną osobę wyczuwała naprzeciwko siebie, natomiast
druga, była energią zlepkiem iskier, które przybrały ludzką postać. Najpierw zaatakowała
iluzja. Samane użyła podstawowej tarczy i twór rozprysnął się.
– To już drugie oszustwo! – zawołał ktoś z tłumu.
Na widowni pojawiły się buczące okrzyki i gwizdy. Chłopak wściekły, ruszył
na Samane.
– Sędzia chyba ma to gdzieś. Z zamkniętymi oczami walczy mi się znacznie lepiej.
Przynajmniej nie muszę patrzeć na siebie. – Pomyślała i ruszyła na wyczucie.
Skoczyła na szyje chłopaka i zaplotła na niej nogi, przewracając go na podłogę.
Chłopak nie mogąc złapać powietrza, uderzył dłonią o matę.
– Zwycięża Samane Sejom – odezwał się sędzia, niezbyt entuzjastycznie, jakby
chciał wykrzyczeć inne nazwisko. Samane otworzyła oczy. Widziała teraz znacznie
lepiej. Na widowni słychać było gwizdy i wyzwiska w stronę chłopaka i sędziego.
Podejrzanego sędziego wycofano z turnieju. Wyglądał na wściekłego. Gdy Samane
zeszła z maty, na arenę wezwano Syate. Aina podbiegła do Samane podać jej chusteczkę
nasączoną wodą.
– Od razu lepiej. Dziękuję – odpowiedziała, ocierając oczy. – To był talent z innego
kraju prawda? – spytała Ainy.
– Tak myślę. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam.
Czułam, że to coś było stworzone z iskier.
– Zagęścić energie do takiego stopnia. Niesamowite – komentowała Aina, patrząc
na walkę Sayate. – Przynajmniej udało ci się wygrać. – pochwaliła ją Aina.
– Fartem się wybroniłaś, ale to było oszustwo. Wszyscy to widzieli. – Skomentował
dyrektor. – Jak się czujesz? Jak oczy?
– Gdy miałam zamknięte oczy, głowa przestała mnie boleć, ale złudzenie znowu
wraca.
Samane na powrót widziała swoje twarze u innych osób.
– Już niedługo. Trzymaj się – pocieszał ją dyrektor.
Przedostatnia walka poszła jej lepiej niż myślała. Z łatwością zdobyła dwa punkty.
Przeciwnikiem była dziewczyna z Sybii. Samane przyzwyczaiła się do złudzeń,
ale nagle zobaczyła jak głowa dziewczyny rozpada się. Przeraziła się i została po446
447
wa l ona na ziemię. Otrząsnęła się na chwilę i ledwo uciekła przed kolejnym ciosem.
Osłoniła się ręką, a potem zablokowała kopnięcie, już miała zaatakować, gdy
znowu to zobaczyła.
– Nie – tylko nie panikuj. To tylko złudzenie.
– Trzymaj się Samane. Dasz radę – Kibicowała jej po cichu Aina czując, że zmaga
się z samą sobą i to bardziej niż do tej pory.
– Uspokój się. – Samane cofnęła się o trzy kroki do tyłu. Zamknęła na chwilę
oczy skupiając się i starając o niczym nie myśleć. Wzięła głęboki oddech i gdy
otworzyła oczy, wszystko się uspokoiło. Skoczyła gwałtownie na dziewczynę, uderzając
ją rozłożoną dłonią, jak by chciała ją popchnąć, a jednocześnie podcinając
nogę od tyłu kolana. Zdobyła punkt i po raz pierwszy, naprawdę cieszyła się
ze zwycięstwa. Odnalazła Aine na trybunie, siedziała tuż obok innych generałów
i swojego brata. Samane uśmiechnęła się do niej, a Aina odwzajemniła uśmiech
i pokazała uniesiony kciuk.
Dziewczyna wróciła na swoje miejsce.
– Jesteś w finale – odezwał się dyrektor klepiąc ją po ramieniu. – Jeszcze tylko
jedna walka – pocieszał ją. – Pamiętasz jak na spotkaniu klubu unikałaś wszystkich
ataków?
Samane kiwnęła głową.
– Ciągle tracisz punkty. Wiem, że nie jest ci łatwo i to raczej do ciebie niepodobne
tak obrywać, ale może wspomnienie tego treningu jakoś ci pomoże.
– Dziękuje – odparła Samane.
Na razie cieszyła się, że głowa już tak bardzo ją nie boli. Na arenie ustawiła
się Sayate, a jej przeciwniczką była Isae. Samne dostrzegła, że obie dziewczyny
są wściekłe.
– Czemu one są takie dziwne? – spytała Samane dyrektora.
– A jak myślisz, o co one mogły się tutaj pokłócić?
– To one się kłóciły? – zdziwiła się Samane.
– Tak. W trakcie twojej ostatniej walki, pokłóciły się o ciebie.
– O mnie? – zdziwiła się Samanne i spojrzała na stojące naprzeciw siebie dziewczyny.
– Czy one pokłóciły się, o to, która ma ze mną walczyć?
– Jak zawsze wszystkiego sama się domyśliłaś. Całą ty. – Skomentował dyrektor.
Samne w napięciu oczekiwała na rozpoczęcie. Gdy tylko rozległ się okrzyk startu,
Sayate ruszyła i szybkim ciosem uderzyła Isae w czoło, zdobywając punkt. Isae
wstała, była wściekła.
– To ja wygram z Samane – odezwała się i zwiodła Isae atakiem z prawej strony,
a tak naprawdę wycelowała pięścią w jej podbródek. Sayate upadła na wznak. Isae
korzystając z okazji, ruszyła na nią, a Sayate nadal leżąc, kopnęła w twarz, schylającą
się nad nią Isae. Isae była tak zawzięta, że nie zwróciła uwagi na krwawiący
nos i złapała obie nogi Sayate jedną ręką, a drugą wymierzyła cios w policzek.
Dziewczyny wiedziały, że pozostała im już tylko jedna szansa.
– Ja będę walczyć z Samane – odezwała się Isae, nadal trzymając nogi Sayate.
– Ani mi się waż, to moje marzenie! – odezwała się różowo włosa.
Dziewczyny wymierzyły na siebie ciosy. Sayate odsunęła trochę głowę na bok
i Isae trafiła w matę. Sama założyła rękę na karku Isae obróciła się i pociągła Isae
w bok rzucając na ziemię.
– Wygrałam – zdziwiła się Sayate, gdy usłyszała swoje nazwisko. Samane wstała
bijąc jej brawa.
Isae siedziała na ziemi, ze spuszczoną głową. Sayate podała jej rękę i pomogła
wstać.
– Po co w ogóle jest ten turniej? – Zwróciła się Samane do dyrektora, patrząc jak
dziewczyny rozmawiają ze sobą.
– To coroczne odnowienie sojuszu. Na pamiątkę tego, że został zawarty, co roku,
uczniowie z akademii wojskowych, z wszystkich sprzymierzonych krajów, walczą
ze sobą na określonych zasadach. Jest to też okazja do zaprezentowania siły każdego
kraju. Zwycięski kraj, jest przez cały rok szanowany przez pozostałe kraje. Ma
to też wpływ na stosunki polityczne.
– Dlaczego nie powiedział pan, że to takie ważne? – zdziwiła się Samane.
– Nie chciałem na was wywierać presji.
Samne wstała i ruszyła po schodach na dźwięk swojego nazwiska. Po drodze
spotkała zawiedzioną Isae.
– Masz jeszcze szansę na trzecie miejsce. Nie schrzań tej walki, a ze mną jeśli
chcesz, zawsze możesz walczyć na spotkaniach klubu – Samane uśmiechnęła się
do Isae.
– Dziękuje Samane, ale dobrze wiesz, że to, nie to samo.
Samane ustawiła się naprzeciwko Sayate.
– Wolałam nie walczyć z żadną z was, a szczególnie dzisiaj. – Samane spojrzała
Sayate w oczy.
– Co takiego? – zdziwiła się Sayate, odbierając informacje przez wzrok. Gdy dowiedziała
się co dzieje się z Samane spochmurniała. – Chciała walczyć z nią, gdy
jest w pełni sił. Inna opcja nie wchodziła w grę. Jednak teraz były już na arenie. Nie
mogły tego przerwać.
– Saya walcz na całego. Broń się. Boje się, że mogę ci zrobić przez przypadek
krzywdę, dlatego jeśli zobaczysz, że coś jest ze mną nie tak, nie powstrzymuj się.
Bez względu na to, co wiesz, walcz na całego.
– Dobrze – Sayate uśmiechnęła się.
448 449
R ozległ się sygnał do startu i dziewczyny natarły na siebie. Non stop ich ręce
ścierały się, blokując i parując ataki. Były tak szybkie, że sędzia mrużył oczy, by
dobrze dostrzec co robią. W ruch poszły nogi. Ale też cały czas odbijały ruchy jak
lustrzane odbicia. Sayte zaatakowała na wprost i Samane złapała ją, jak to miała
w zwyczaju i pociągła. Na to czekała Sayate. Wylądowała na jednej nodze, gdy
tylko Samane ją puściła i obracając się na palcach, trafiła nisko w plecy. Samane
straciła władzę w nogach i upadła na kolana. Sayate zdobyła punkt i ruszyła znowu
na Samane, wykorzystując to, że jest na podłodze. Samane zaczekała na atak i gdy
poczuła stopę Sayi tuż przy głowie, złapała ją w obie ręce. Odwróciła się do tyłu
i przeturlała na drugi bok, powodując, że Sayate uderzyła przodem o ziemię.
– Jeden na jeden – szepnęła do niej Samane, puszczając przyjaciółkę.
– Takiego ruchu się po tobie nie spodziewałam. To sztuczka z mojego rodu. –
Syate pozbierała się z ziemi. – Za wszelką cenę chce z tobą wygrać, póki jesteś sobą.
Samne nagle rozbolała głowa. Twarz Sayte rozmyła się, zamieniając się miejscem
z jej, a potem całkiem znikając.
– Za późno Saya – Szepnęła, a Sayate dostrzegła, że coś jest nie tak.
– Saya się zorientowała – Aina nie była z tego faktu zadowolona.
Samane całkowicie straciła obraz wszystkiego dookoła, z oczu. Zakręciło jej się
w głowie. Sayate zaatakowała i Samane straciła równowagę, upadając na ziemię.
Szybko wstała, próbując wyczuć kolejny atak.
– Wygram – Powiedziała do siebie i zaryzykowała atak z powietrza. Wybiła się
i zrobiła salto trafiając na oślep Sayate od góry.
– Też mam zamiar wygrać – odezwała się Sayate.
– Zawsze walczysz z samą sobą. Ze swoimi słabościami. Walcząc z przeciwnikiem,
wcale nie walczysz z nim, tylko z sobą. Na pewno znasz powiedzenie,
że walka rozgrywa się na korzyść zwycięzcy, jeszcze zanim się zacznie. Najpierw
musisz ją wygrać w swoim umyśle. – Przypomniały się Samane słowa Ainy. – Wygram.
Ja się nie poddaję. Wygram.
Dziewczyny ostatni raz ruszyły na siebie. Na widowni rozległy się okrzyki z ich
imionami. Niektórzy na trybunach wstali, czekając kto zostanie zwycięzcą turnieju.
Nagle wokół wszystko zmarło, ludzie wstrzymali oddech. Pięści dziewczyn
musnęły się lekko bokami, a sekundę później obie dostały w twarz lecąc do tyłu.
Samane poczuła jak uderza o ziemię. Leżała czując się, jak by była w jakimś transie.
Przeturlała się na bok i chwyciła za żuchwę z lewej strony.
– Przegrałam – Powiedziała cicho zawiedziona. Ból był niesamowity. Samane
zastanawiała się, czy Saya nie połamała jej kości. Nagle zdała sobie sprawę, że werdykt
nie został ogłoszony. Spojrzała w stronę Sayi. Różowo włosa podobnie jak
ona, trzymała się za kość policzkową z lewej strony i miała zamknięte oko, ale
tylko z bólu policzka.
– Co jest grane? – pomyślała Samane, patrząc na bezradnego sędziego.
Drugi sędzia podbiegł do niego i zaczęli o czymś rozmawiać.
Poproszono o nagranie z kamer. Samane spojrzała na wiszący nad trybunami
ekran i zobaczyła ostatni moment walki, gdy dziewczyny równocześnie uderzyły
się w twarz i poleciały na ziemię.
Doszukiwano się jakichkolwiek różnic w szybkości. Próbowano dojść, która trafiła
pierwsza, ale film pokazywał dokładnie ten sam moment, w obu przypadkach.
Samane i Sayate podniosły się masując obolałe miejsca.
– Mamy remis – ogłosił sędzia.
Samane i Sayate spojrzały po sobie zszokowane.
Widownia wstała, bijąc im brawa i wiwatując.
– To niezwykła rzadkość. Remis na tych zawodach – odezwał się dyrektor, gdy
wróciły na swoje miejsca. – Jestem z was obu, bardzo dumny. – Jak się czujesz Samane?
– Nadzwyczaj dobrze. Ten ostatni moment, był najgorszy. Kręciło mi się w głowie,
traciłam równowagę nie widziałam niczego przed sobą. A twarz Sayi ciągle się
zmieniała. Gdy upadłam na podłogę myślałam, że przegrałam.
– Ja też – odpowiedziała Sayate.
– Obie myślałyście o przegranej, a tu taka niespodzianka, zaśmiał się dyrektor. –
Kibicujmy jeszcze Isae. Waszym remisem sprawiłyście, że zamiast walczyć o trzecie
miejsce, będzie walczyła o drugie. Isae był tak wściekła, że nie dała dziewczynie
z Sybi, choćby cienia szansy na wygraną. Samane patrzyła tylko, jak dziewczyna,
którą wcześniej pokonała upada. Wstała i zaczęła wołać na cześć Isae.
o
Dziewczyny były szczęśliwe, gdy kolorowe konfetti sypało im się na głowę. Samane
i Sayate stały przytulając się do siebie. Na szyi miały medale. Dla Sayate
specjalnie dorabiano naklejkę, na pusty rezerwowy medal. Na drugim stopniu
stała Isae, a na trzecim dziewczyna z Sybi. Samane przekazała złoty puchar, dla
najlepszej w turnieju akademii, na ręce dyrektora. Stojąc na podium, spojrzała
na szczęśliwą Aine, bijącą brawo. Brat Ainy, Kian uważnie się jej przyglądał. Podobnie
generałowie patrzyli na nią i Sayate. Bili brawo, ale wyglądali, jakby myśleli
o czymś całkiem innym. Minął tydzień odkąd Samane zwiedzała to miejsce i zaproponowała
inną strategię.
– Może zastanawiają się czy ją użyć. Jednak nie rozumiem ich wątpliwości. Może
boją się przyznać do porażki, albo tego, że szesnastolatka im dogadała – myślała
Samane, rozważając wszystkie opcje.
– Koniec, końców pewnie i tak nie posłuchają nastolatki – Samane spojrzała
450 451
do k ładnie na twarz każdego z nich, lekko smutna. Jeden z generałów zorientował
się, że na niego patrzy i przez moment ich spojrzenia się spotkały. Samane szybko
przeniosła wzrok na coś innego.
o
W drodze powrotnej zasnęła na siedzeniu helikoptera. Sayate i pozostałe dziewczyny,
były zmęczone i teraz przegryzały batony energetyczne od swoich medyków
i kanapki. Gdy wylądowali przy akademii, Samane poczuła lekkie uderzenie
o ziemię i obudziła się. Wszyscy ruszyli ścieżką do budynku. Samane miała ochotę
się wyspać. Po dzisiejszym dniu, czuła się bardzo zmęczona. Na dziedzińcu akademika
Samane i Sayate zatrzymały się jak wryte. Orli rozmawiał z Kazari. Z tej
odległości nie dało się usłyszeć dokładnie co, ale oboje patrzyli sobie w oczy. Naraz
objęli się i rzucili na siebie całując. Z ławki na ziemię, spadł bukiet czerwonych
róż, owinięty czerwoną wstążką w białe serduszka.
– Czyżby randka? – uśmiechnęła się Sayate.
– Może lepiej im nie przeszkadzajmy – Samane wskazała ogrodzenie dziedzińca
i wszyscy cichcem dostali się do budynku.
Przed położeniem się spać, Samane zaglądnęła jeszcze na chwilę przez okno,
na zakochaną parę. Sojta, Tiri i Miki wcisnęli się do tego samego okna. Kilka okien
w prawo, ta sama sytuacja była z drużyną Sayate, a w oknach poniżej, też tłoczyli
się ciekawscy obserwatorzy.
Gdy Orli skończył całować się z Kazari, z wielu okien rozległy się głośne brawa
i teksty typu gorzko, gorzko. Orli i Kazari speszyli się, widząc taką ilość gapiów.
Orli porwał Kazari za rękę i zniknęli gdzieś między drzewami, za bramą dziedzińca.
Samane uśmiała się razem ze swoją drużyną. Przypomniał jej się Koro, gdy byli
razem. Nagle zaczęło jej brakować tej ukochanej osoby. Zmęczona padła na łózko
i zasnęła. Sojta widząc to, przykryła ją kołdrą. Samane śniła. Padał śnieg. Wokół
było mnóstwo ludzi, wszyscy bawili się, pijąc szampana i tańcząc w rytm wybrzękiwanej
na dziwnych grzechotkach muzyki. Mieszkańcy Meabe ubrani byli w kolorowe
tradycyjne stroje, przypominające wzorzyste szlafroki. Na to narzucone
były oplecione futerkiem płaszcze. Samane jeździła razem z innymi dzieciakami
po lodowisku, ale trzymała się raczej z boku. W pewnym momencie zagapiona
na papierowego smoka, wpadła na chłopaka w jej wieku.
– Przepraszam – Odezwał się, pomagając jej wstać.
Samane wstała i przewróciła się na niego.
– Oj przepraszam – odezwała się speszona, spojrzała na ciemne oczy chłopaka
i od razu się nimi zafascynowała.
Chłopak zaczerwienił się.
– Tak się poznaliśmy – skomentowała Samane, będąc nagle obserwatorem we
śnie. Następnie widziała siebie, siedzącą przy palenisku kilka lat później. Przyglądała
się iskrom wylatującym z paleniska, a potem uderzeniom młota. Chłopak
polewał stal, roztworem z wody i gliny, a potem szlifował, aż z kawałka metalu
powstawało ostrze miecza.
– Ten jest mój – odezwał się chłopak. – Nauczysz mnie nim walczyć? – Spytał.
– Pewnie – odpowiedziała entuzjastycznie.
Następnie obraz przeniósł się do wzgórza z drzewem. Dookoła latały zerwane
przez wiatr płatki kwiatów wiśni.
– Prawa ręka kieruje mieczem, trzymasz ją u góry rękojeści. Lewa bierze na siebie
ciężar miecza. Trzymasz ją jak najbliżej dołu. Koniec ostrza unosisz na wysokość
gardła przeciwnika – tłumaczyła mała Samane, demonstrując to na swoim
mieczu. Następnie wykonała ruchy, które wyglądały jak taniec.
Pokazała chłopakowi całą sekwencje ruchów, płynnie tnąc powietrze i manewrując
nadgarstkami. Na końcu wykonała zamach w bok, przypominający strzepnięcie
i schowała miecz do pochwy.
– Co to było, ten ostatni ruch? – spytał chłopak nie rozumiejąc do czego służył.
– To chiburi. Strzepnięcie krwi z ostrza.
Samane usiadła na ziemi, krzyżując nogi. Chłopak usiadł na ziemi naprzeciwko
niej oboje śmiali się. Kolejna scena pokazywała jak Samane atakuje mistrza mieczem,
krzycząc; Kiai! Koro siedział pod ścianą, obserwując jej walkę. Gdy skończyła
spytał jej;
– Do czego służy ten okrzyk?
– To skupienie energii. Pomaga podczas walki. W czasach wojen klanów, przed
każda bitwą wojownicy ruszając krzyczeli „kiai” po pierwsze by osłabić ducha
walki przeciwnika, a po drugie by dodać sobie otuchy. Prawda jest jednak taka,
że chodzi o energię z wewnątrz nas. Okrzyk to oznaka silnej wojowniczej duszy.
Z jego pomocą można kogoś uderzyć, nawet go nie dotykając.
Kolejna scena przedstawiała szesnaste urodziny Samane. Dziewczyna właśnie
zdmuchiwała świeczki, a mistrz Samas. Lyra i Koro bili jej brawo. Po zjedzonym
torcie, Ona i Koro zostali sam na sam.
– Musze ci o czymś powiedzieć – odezwała się Samane.
– Zabrzmiało groźnie – odezwał się Koro, obawiając się tego, czego miał się
za chwilę dowiedzieć.
– Chce iść do akademii wojskowej i w ślady dziadka.
– To chyba dobrze – uśmiechnął się.
– Nie będziemy się widzieć.
– Pewnie będziesz wpadać na wakacje, albo przerwy świąteczne, czy coś. Mnie
tyle wystarczy.
452 453
– Nie będziemy się widzieć przez pięć lat Koro.
– Co? – chłopak osłupiał. – Dlaczego, przecież…
– W wojowniczych klanach, gdy wyrusza się na naukę, po ukończeniu szesnastu
lat, nie wolno wrócić przed jej ukończeniem.
Koro wyglądał na zszokowanego.
– Kocham cię, ale nie mam innego wyboru – Samane rozpłakała się.
– Nie jedź do tej akademii proszę – Koro objął Samane i mocno przytulił. – Proszę
nie jedź. Nie wytrzymam tyle bez ciebie.
– Już podjęłam decyzje. Mój ród zawsze trzymał się blisko armii. Dzidek wiele
mnie uczył. Myślę, że chciałby tego.
– A ty czego chcesz Samane? Rozwalać nasz związek kosztem zachcianki? –
Koro odsunął się od Samane.
– Nie. Nie zrozum mnie źle, ja czuje, że muszę tam jechać. Jak by to było miejsce,
gdzie powinnam być. Do tego byłam przygotowana i uczona przez wszystkie lata.
Po za tym ,ta wojna coraz bardziej niszczy oba kraje. Nie mogę siedzieć bezczynnie
i patrzeć.
– Dobrze jedź – odezwał się Koro, głosem, który nie wyrażał żadnych uczuć.
– Naprawdę – Samane ucieszyła się.
– Ale zapomnij o mnie – chłopak wstał i udał się do wyjścia.
Samane przerażona, miała łzy w oczach.
– Koro.
– Zapomnij o nas. Rozejdźmy się, tak będzie najlepiej.
– Nie chce tego – Samane omal nie krzyknęła.
– Jeśli takie będzie twoje życie, to możesz zginąć w każdej chwili, a to bardzo
rani. Sama wiesz jak boli utrata bliskich osób. Nie chce tego przezywać – przesuwane
drzwi zaszurały lekko i chłopak zniknął.
Samane miała łzy w oczach. Nie mogła się ruszyć. W końcu zebrała się i pędem
wybiegła z sali, wpadając na mistrza i mijając zdziwioną Lyrę.
– Koro! – krzyknęła, wybiegając przed drewnianą bramę w ogrodzeniu – Nie
zostawiaj mnie! – Samane padła na kolana na środku ulicy.
W drzwiach domu stali zdziwieni mistrz i Lyra.
– Skoro wiedziałaś, że taki los wybierzesz, to trzeba było się ze mną nie wiązać!
– odpowiedział wściekły chłopak, krzycząc.
– Nie chce cię stracić! – wykrzyczała Samane przez łzy. – Nie możemy się tak
po prostu rozejść!
– Zapomnij o mnie.
– Koro wiem, że będę tęsknić. Ty też to poczujesz, choć teraz jesteś na mnie
tylko wściekły!
Chłopak odszedł ulicą w złym nastroju.
– Koro! – Samane krzyczała za nim kilkakrotnie, ale nie odpowiadał. W końcu
straciła go z oczu.
Zapłakana wróciła do domu, uderzając w poduszkę pięścią.
– Najgorszy prezent na urodziny, jaki mogłam sobie wymarzyć – sięgnęła
po chusteczkę, na otarcie oczu i przez przypadek stłukła kule ze śniegiem, która
przedstawiała ją i Koro tańczących na łyżwach. Szkło rozbiło się, rozpryskując
na wszystkie strony. Woda ze sztucznym śniegiem, rozlała się po bambusowych
matach na podłodze. Dało się jeszcze usłyszeć kilka milknących nut pozytywki.
Postacie wylądowały daleko od siebie. Obie zamarły w bezruchu, a ich dłonie wyglądały
teraz, jakby szukały siebie gdzieś w oddali i nie mogły dostrzec. Saamne
usiadła na ziemi obok łóżka i podniosła figurkę Koro. Spuściła głowę płacząc.
– Powinnaś jeszcze raz przemyśleć tą decyzję – odezwał się mistrz, wchodząc do
pokoju i kładąc na stoliku czarkę z zieloną herbatą.
Obraz rozmył się
– Wtedy się rozstaliśmy – Samane obudziła się i podniosła rozglądając po pokoju.
Był wieczór, a w pokoju nikogo nie było.
– Pewnie poszli do miasta – pomyślała.
Usiadła przy biurku i włączyła swojego laptopa. Jej wzrok padł na kule ze śniegiem.
– Ja nadal tęsknię Koro – powiedziała do siebie – Ty pewnie też, skoro przysłałeś
mi tą kulę.
Samane otworzyła pocztę i pierwsza wiadomość na liście, była od Koro. Podekscytowana
otworzyła ją i zaczęła czytać.
– Witaj kochana. Najpierw chciałbym cię przeprosić. Miałaś rację. Bardzo za tobą
tęsknie. Chyba musiałem cię stracić z oczu, żeby uświadomić sobie, jak bardzo jesteś
dla mnie ważna. Mistrz Samas powiedział mi, że prezent dotarł bezpiecznie
do twoich rąk. Mam nadzieje, że ci się podoba. Będę czekał cierpliwie na ciebie, ale
pisz do mnie. Chce wiedzieć o twoich przygodach. Od maja pewnie wiele się wydarzyło.
Mistrz Samas mówił, że miałaś jakieś problemy. Co u ciebie ciekawego?
Na dole znajdował się podpis;
Cierpliwie czekający na powrót swojej miłości Koro i rysunek z serduszkiem.
Samane uśmiechnęła się jak nigdy dotąd. Słowa, które napisał Koro, sprawiły,
że miała ochotę latać. Kręciła się w kółko po pokoju i machała rękami jak wariatka.
Śmiałą się na głos, dopóki do pokoju nie wpadła Sojta i Tiri obładowane
siatkami zakupów z galerii.
– Co ci jest Samane?
– Dostałam wiadomość od mojego chłopaka.
454 455
– Dzisiaj jest jakiś feralny dzień miłości. Najpierw Orli i Kazari, a teraz Samane.
– marudziła Tiri. – Lepiej się stąd ulotnię, bo jeszcze się zarażę – Tiri położyła
siatki i ruszyła do kuchni coś zjeść.
– To ty masz chłopaka? – dziwiła się Sojta. – Nigdy nic nie mówiłaś.
– Wspominałam, gdy pierwszy raz byliśmy w galerii. Pokazywałam jego imię
na talizmanie.
– A no tak, coś pamiętam, ale ja wtedy dołączyłam do was później. Nie słyszałam
tego – skomentowała Sojta siadając na łóżku.
– Pokłóciliśmy się przed moim wyjazdem. Nie zobaczymy się przez pięć lat dopóki
nie ukończę akademii.
– To trochę przykre – skomentowała Sojta.
– A właśnie, miałam mu odpisać – Samane usiadła z powrotem przy biurku
i zaczęła pisać długą wiadomość, relacjonując wszystko, co działo się od momentu
przybycia do akademii.
Gdy kliknęła „wyślij” do pokoju znów weszła Tiri.
– Masz dzisiaj dyżur? – spytała.
– Nie, a czemu pytasz? – Samane zaskoczyło czemu Tiri tak się tym interesuje.
– Nie wypadałoby się zainteresować piwnicą, w której ma się rozegrać cała akcja?
– Kiedy? – spytała Samane, domyślając się do czego zmierza Tiri.
– Skoro nie masz dyżuru. To może dzisiaj w nocy.
– Dobrze – Samane kiwnęła głową.
Około północy, Smane, Sayate. Tiri, Leeme i Sojta skradały się korytarzami, nasłuchując,
czy gdzieś nie zbliża się, ktoś ze strażników.
– Za godzinę będzie zmiana. Musimy się pośpieszyć. Wtedy robią obchód i mogą
nas znaleźć. Dyżur przypada na kogoś z wojowniczego rodu, więc mogą nas odkryć.
– Wyjaśniała szeptem Samane zaglądając zza ściany.
– Tiri na pewno podmieniłaś obraz w kamerach? – dopytywała Sojta.
– Wszystko jest ok –Tiri pokazała uniesiony kciuk i zamknęła swojego mini
laptopa. Piątka dziewczyn ruszyła biegiem, na palcach przez korytarz. Znalazły
schody na minus pierwsze piętro. Przebiegły korytarz dostając się na minus drugi
poziom. Samane, nigdy wcześniej tutaj nie była. Korytarz niczym nie różnił się
od pozostałych. Ten sam kolor ścian. Te same lampy i drzwi po prawej i po lewej
stronie. Nie było jedynie okien. Samane zastanawiała się, co jest za tymi wszystkimi
drzwiami.
– Dział technologiczny ma tutaj swoje sale – wyjaśniła Leeme.
Dziewczyny zatrzymały się na końcu korytarza.
– To tutaj – Tiri wskazała drzwi po prawej, otwierając laptopa i na mapie sprawdzając
czy dokładnie o to miejsce chodziło.
Drzwi okazały się zamknięte.
– I co teraz? – Sojta spanikowała.
Tiri wyciągła kostki i podłączyła do elektronicznego panelu przy drzwiach. Kliknęła
coś w laptopie i drzwi się otworzyły. Światło w pomieszczeniu samo się zapaliło.
Zeszły po schodach w dół rozglądając się, po niedużej sali. Wszędzie dookoła
były zamknięte, metalowe szafy.
– Dział technologiczny pewnie trzyma tu swoje skarby – zauważyła Sojta.
Na środku stał duży, poniszczony i popisany długopisami i markerami stół.
– Gdzie jest wejście Tiri? – Samane rozglądała się po pomieszczeniu.
– Stoisz na nim – odezwała się Tiri i uklękła na wyłożonej parkietem z drewnianych
klepek podłodze. Pomacała niektóre z nich i znalazła dziurę.
– Przydałoby się to czymś otworzyć – zauważyła Tiri
Leeme nachyliła się i otworzyła wielofunkcyjny scyzoryk, z niedużym hakiem.
Udało jej się włożyć go w dziurę i otworzyć klapę.
– Dobrze to ukryte – zauważyła Sojta. Ich oczom ukazały się kolejne schody
w dół. W środku było całkowicie ciemno. Sayate zapaliła latarkę.
Samane nie wyczuła tutaj obecności dymu, a to oznaczało, że Tora jeszcze tutaj
nie dotarli. Dziwiła ją jednak inna sprawa. Zazwyczaj w takich miejscach czuje się
stęchliznę. Natomiast korytarz, wyglądał jakby od nowości nikt tędy nie przechodził,
a na dodatek, czuć było prąd świeżego powietrza.
– Nie wydaje wam się to dziwne, że czujemy wiatr na twarzy? – odezwała się
w końcu.
– Może szkoła ma tutaj wentylację – przypuszczała Leeme, schodząc w dół,
po schodach.
Nagle znalazła kontakt i włączyła światło.
Na ścianach tuż przy podłodze świeciły niewielkie, niebieskie jarzeniówki.
Dziewczyny były jeszcze bardziej zaskoczone.
Po kilku minutach marszu, dotarły do rozwidlenia.
– W prawo dojdziemy do zamku, a w lewo do innego pomieszczenia w akademii
– wyjaśniła Tiri, znów spoglądając w laptopa.
– Idziemy je zobaczyć? – poleciła Samane i ruszyła jako pierwsza.
Po chwili dotarły do schodów wyszły po nich do góry otwierając klapę. W pomieszczeniu
było pełno lodówek i półek z jedzeniem.
– Jesteśmy w spiżarni – zauważyła Sayate
– Nad nami jest stołówka – wyjaśniła znowu Tiri.
– Tyle nam wystarczy. Wracamy, poleciła Samane. Dziewczyny tunelem wróciły
do pierwszego pomieszczenia. Zamknęły klapę w podłodze. I już miały wyjść, gdy
456 457
na s chodach przy drzwiach zobaczyły dyrektora.
– Shit! – wyrwało się Samane z ust, a dyrektor spojrzał na nią krzywo. – Jakim
cudem nas tutaj znalazł? – pomyślała.
– Co wy tutaj robicie?
Dziewczyny milczały, a każdej serce waliło jak młot.
– Niech zgadnę. Szukacie tuneli pod akademią?
– Wszystko szlag trafił – pomyślała Samane. – Dostana się tutaj i do zamku i to
będzie koniec tego kraju.
– Wiecie, że Tora też ich szukają – dyrektor podejrzanie patrzył na każdą z nich,
obchodząc dookoła. – Czy to jest to, co od jakiegoś czasu kombinujecie?
Samane wiedziała, że cokolwiek by teraz nie powiedziała, tylko potwierdzi pytanie
dyrektora.
– Wygląda na to, że niełatwo was złamać. Pilnują tajemnicy jak jeden mąż. –
Dyrektor wyglądał teraz na zadowolonego z postawy dziewczyn. – Gdybym was
nie znał, miałybyście niezłe kłopoty. A teraz zmykajcie mi z stąd raz dwa i tak żeby
was nikt po drodze nie widział.
Samane była zaskoczona i w pierwszym momencie stałą nadal jak wryta.
– Nie słyszałyście? – dyrektor zbliżył się do Samane, mówiąc bardzo poważnym
i złym tonem.
Samane ruszyła pędem do drzwi, a dziewczyny za nią. Biegiem wróciły do akademika,
zatrzaskując za sobą drzwi i dysząc. Samane osunęła się po ścianie, wzdychając.
– Myślałam, że to już koniec planu – Sojta omal się nie rozpłakała.
– Miałyśmy farta – zwróciła uwagę Samane.
– Myślałam, że wyrzuci nas z akademii.
– Hej, a czy on tam nie został? – zauważyła Leeme.
– Nie chcecie chyba powiedzieć, że szedł za nami, żeby znaleźć wejście do tunelu?
– Samane zakładała taką opcję.
– Bardzo możliwe – Sayate podłożyła ręce pod brodę, siadając przy blacie
w kuchni.
o
Tymczasem dyrektor pozostał w pomieszczeniu.
– Spryciary wpadły na trop tego miejsca. To był dobry pomysł żeby je śledzić. –
Dyrektor uśmiechnął się. I przyklęknął przy klapie w podłodze. – Widziałem jak
tędy wychodziły. – Dyrektor znalazł dziurę i włożył w nią hak ze scyzoryka, podobnego
do tego, który miała Tiri. – Bingo dziewczyny. Czyli jednak odkryłyście
tunel do zamku. W starych zapiskach o budowie akademii było coś o nim, ale nie
napisano o lokalizacji. Nadal nie rozumiem, co te dziewczyny kombinują i co to
miejsce ma z nimi wspólnego?
o
Następnego dnia piątka dziewczyn została wezwana do gabinetu dyrektora.
– Nie wiem czego tam wczoraj w nocy szukałyście, ale włóczenie się po piwnicach
akademii w nocy jest zabronione. Szczególnie teraz, gdy Tora mogą kogoś
napaść. Złamałyście regulamin szkoły.
– Wywali nas – pomyślała Samane, oczekując w napięciu tego co zaraz powie.
– Dlatego za karę przez najbliższy tydzień będziecie przychodzić na zaplecze
stołówki i pomagać nowej kucharce obierać ziemniaki, dla całej akademii.
Dziewczyny miały zniesmaczoną minę.
– Cieszcie się! – zakrzyczał dyrektor, wstając – to łagodna kara – za coś takiego,
mógłbym was już spokojnie wyrzucić z akademii.
Dziewczyny zrobiły w tył zwrot i wyszły.
– Znowu się nam upiekło – Sayate odetchnęła.
– Może właśnie o to chodzi – zauważyła Samane – mamy farta, bo tak mają potoczyć
się losy. Tylko od nas zależy czy królestwo będzie nadal istniało.
Dziewczyny odeszły na zajęcia, a dyrektor podsłuchiwał je, przykładając pustą
szklankę do drzwi.
– O co im chodzi? W jakim niebezpieczeństwie jest królestwo? – dyrektor bardzo
zmartwił się tym, czego się dowiedział, ale przynajmniej potwierdził, że dziewczyny
nie spiskują przeciwko Gwieździe i odetchnął z ulgą.
o
Po południu dziewczyny zostały wezwane na zaplecze kuchni. Nowa kucharka
okazała się miłą panią w wieku pięćdziesiąt lat.
Dziewczyny zabrały się za obieranie. Samane, Sayate i Sojta obierały ziemniaka
za ziemniakiem.
– Mogę jakąś instrukcje obsługi, do tego dziwnego urządzenia? – Spytała Tiri,
obracając w dłoniach skrobaczkę.
Smane i Saytae śmiały się z niej.
Leeme patrząc na dziewczyny, jakoś do tego doszła.
– Czy wy nigdy nie obierałyście ziemniaków? – dziwiła się Sojta
– Mamy od tego maszynę – skomentowała Tiri, patrząc z przerażeniem
na ogromny garnek, który dziewczyny już obrały.
– Widzę, że dla was to nie kara – odezwał się dyrektor, wchodząc na zaplecze. –
Smane, Sayate, Sojta ze mną poproszę.
Dziewczyny w momencie wstały, zastanawiając się ,gdzie dyrektor je zabiera.
Cały czas był dla nich niemiły i mówił dosyć głośno, jeśli o cokolwiek spytały.
Samne czuła, że jest wściekły. Zastanawiała się tylko, czy wściekłość jest spowo458
459
do w ana tym, że one coś odkryły, a on nie, czy raczej jest wściekły, że mogły się
wpakować w niebezpieczeństwo.
Dyrektor zaprowadził je do łazienki, wręczył każdej szczoteczkę do zębów i płyn
do mycia podłogi.
– Teraz ładnie wyszorujecie całą podłogę szczoteczkami do zębów. Ma się błyszczeć!
– Wykrzyczał i oparł się, o framugę drzwi.
Dziewczynom miny zrzedły, gdy zobaczyły wielkość łazienki. Dosyć niechętnie
ruszyły się w różne strony.
– Ruchy! Już! – nakrzyczał na nie znowu dyrektor.
Dziewczyny pędem rzuciły się do roboty. Po dziesięciu minutach, Samane
się odezwała.
– Dziadek opowiadał mi kiedyś, że jak chodził do akademii i razem z kolegami
coś przeskrobali, to też musieli czyścić łazienkę szczoteczkami do zębów.
Dziewczyny zaśmiały się.
– Widzę, że wam wesoło – odparł ponuro dyrektor.
– Tylko mówiłam, że dziadek też kiedyś coś przeskrobał i skończył jak my teraz.
– Pakowanie się w kłopoty. To chyba dziedziczne w twojej rodzinie Samane. –
Westchnął bezradnie dyrektor. – Powiecie mi, czego szukałyście w tej piwnicy?
Dziewczyny zamilkły i pędem udawały, że skupiają się na szorowaniu.
– Może szukałyście tunelu co?
Dziewczyny milczały.
– Po co wam on? Bo chyba nie zamierzacie nim chodzić w odwiedziny do Yashi
i króla.
– Wie pan gdzie prowadzi ten tunel, a nadal niczego się nie domyśla? A pani
Senya mówiła, że jest pan bardziej przebiegły ode mnie. No chyba, że w wykorzystywaniu
innych w swoich planach – Aluzja Samane chyba uraziła dyrektora,
bo bardzo się zezłościł, zaciskając po kryjomu pięść.
– Samane wyszorujesz jeszcze ścianę.
– Co? – Samane spojrzała po ścianach z przerażeniem w oczach.
Czuła już jak boli ją nadgarstek, a skóra na kostkach palców była obtarta. Mimo
wszystko, dalej szorowała.
– Ta sprawa jest godna, nawet większego poświecenia – myślała.
– Chyba nie macie mi zamiaru wyjaśnić o co chodzi? – dyrektor próbował je
podpuścić, by czegoś się dowiedzieć.
– Od nas nic pan się nie dowie – odezwała się Samane, przyglądając się swojemu
mdłemu odbiciu w posadzce. – Zbyt wiele królestwo by na tym straciło – dodała.
– Skoro to takie ważne, powinnyście mi o tym powiedzieć – dyrektor był poirytowany,
że sprawa była według dziewczyn taka ważna, a nic nie chciały mu powiedzieć.
– Nie uwierzył by nam pan. – Samane smutna spuściła głowę.
– Pamiętasz, że prosiłem cię, żebyś mi o wszystkim mówiła – dyrektor usilnie
próbował nakłonić ją do mówienia.
– Przykro mi, ale to inna sprawa. Nie możemy nic powiedzieć.
– Nawet jeśli miałbym was wyrzucić z akademii? – dyrektor chwytał się już
ostatniego możliwego podejścia.
– Nawet – odparła uparcie Samane.
– Bycie upartym nie zawsze jest dobre. Wiesz o tym Samane.
– Wiem – odpowiedziała.
– Gdybym was nie znał, mógłbym posądzić o szpiegostwo.
– Więc dlaczego pan tego nie zrobił? – zastanawiała się Samane.
– Wiem, że coś kombinujecie i o czymś wiecie. Liczę, że uda mi się wpaść na ten
trop, zanim zrobicie coś głupiego.
– Nigdy pan na to nie wpadnie. Bo nawet jak się domyśli, to odrzuci tą opcje
jako niemożliwą.
Dyrektora nagle wryło w podłogę. Ostatnie słowa Samane, dały mu do zrozumienia,
że mógł przeoczyć coś naprawdę ważnego, tylko dlatego, że uznał to
za niemożliwe. Cały wieczór przeglądał zebrane informacje w swoim komputerze.
Słowa Samane nie dawały mu spokoju przez całą noc. Sen był krótki, a gdy spał,
śniła mu się akcja, w której stracił wszystkich swoich towarzyszy. Gdy się obudził,
zastanawiał się dlaczego akurat to mu się śniło. Budził się i zasypiał kilka razy
w ciągu nocy, ale za każdym razem śnił to samo.
– Czy to ma jakiś związek z tą sprawą? Chodzi o dziadka Samane? – Myślał. –
Nie to nie to. Wtedy wszyscy zginęli bo byliśmy pewni, że misja się udała. Nasze
błędne przekonanie wpędziło nas w kłopoty. Czyżby moi przyjaciele, który umarli,
ostrzegali mnie przed właśnie takim błędem. – Dyrektor usiadł znowu przy stole,
wpatrując się w rysunki. – Nawet jeśli to wiem, to niczego nie zmienia. Akademia
już od dawna nie jest bezpieczna – mówił do siebie.
– A może wcale nie chodzi o akademię? – odezwał się Akelai.
– Cześć. Długo tu jesteś? – spytał dyrektor, nawet się nie odwracając.
– Na tyle długo ,by zauważyć, że znowu zbytnio roztrząsasz tą sprawę.
– Znowu zaczynasz? – Dyrektor nie był w najlepszym humorze.
– Gdy bym to ja, był na twoim miejscu, pozwoliłbym im działać. Potraktuj to, jak
przydzielenie misji. Ty zawsze byleś dobry w wykorzystywaniu potencjału ludzi.
Zawsze przydzielasz idealnie odpowiednie osoby do zadań. W tym jesteś dobry.
Pomyśl tylko, oni są odpowiednimi osobami do takiej misji. Wiedzą już więcej
od nas i mają jakiś plan. My nie nadajemy się do tego, to nie nasza misja. Tylko
460 461
on i mogą to zrobić. Wpadli na to. Wiec może zamiast im przeszkadzać, zaufaj jak
każdej osobie wysyłanej na misję.
– To jeszcze dzieciaki. Jeśli sobie nie poradzą?
– Strach – odezwał się Akelai – Ty się boisz. Ile razy już Samane udowodniła,
jak dobrze potrafi sobie radzić. Dopóki ona nimi dowodzi, zadba o to, żeby nic
się nie stało. Zobacz, że te dzieciaki nie mają strachu. Wiedzą co robią. Pod tym
względem już nas przewyższyły.
– Chyba mnie rozgryzłeś – dyrektor westchnął. – Trochę mi to przypomina tamten
feralny dzień.
– Ty nadal to roztrząsasz? – Akelai się zmartwił. – Wracając do sprawy. Obserwuj
ich tak jak do tej pory, a sami doprowadzą cię do celu, ale ,gdy przyjdzie co do
czego, pozwól im działać i nie depcz po piętach. W ten sposób tylko blokujesz tą
sprawę. Wspomniałeś mi wczoraj, że Samane uparcie nie chciała nic powiedzieć
i mówiła coś o tym, że królestwo na tym straci. Jass każdy głupi od razu domyśliłby
się, że nie chodzi o akademię, tylko sprawę ważną dla królestwa. Naprawdę, aż tak
zagorzale szukasz winy, że zatraciłeś swoja intuicję. Wiesz jak szybko Samane domyśla
się pewnych spraw, nawet bez słów. Dziewczyna ma zawsze otwartą głowę.
Przemyśl to sobie. – Akelai zostawił dyrektora sam na sam, z jego myślami.
Przez cały tydzień Tiri i Leeme obierały ziemniaki, a Samane, Sayate i Sojta wyczyściły
chyba wszystkie możliwe łazienki.
– Chyba nigdy więcej już nie zjem ziemniaków – marudziła Tiri, gdy wstała.
Samane i Sojta miały zdarte ręce. Samane patrząc na nie, zastanawiała się, czy
iść dzisiaj na trening.
Do pokoju wszedł Axel.
– Nie przeszkadzam? – spytał widząc dziewczyny w piżamach.
– Nie. Chodź. – Sojta uniosła dłonie do góry.
– Aż tak źle? – chłopak przyglądał się dłoniom, siadając na łóżku.
– U Samane jest nawet gorzej. Wczoraj polała jej się krew, a ja po całym tym
tygodniu, nie jestem w stanie uzdrowić ani siebie, ani Samane.
– Dyrektor, aż tak bardzo się wściekł – skomentował Axel, przykładając dłonie
do rąk Sojty.
– Ja chyba wkurzyłam go nawet za bardzo. – Samane była tak zmęczona, że dała
za wygraną grawitacji i pozostała w łóżku, dopóki Axel jej nie uzdrowił. Poczuła
ogromna ulgę, gdy rany na jej rękach w całości się zagoiły. Pozostały jednak niewielkie
zaczerwienienia na skórze.
– Za kilka dni znikną – odezwał się Axel widząc, że Samane ogląda ślady po leczeniu.
– Co dzisiaj robimy? – spytała Tiri ruszając do kuchni, by zrobić coś do jedzenia.
– Może spacer. – zaproponowała Sojta. – Jest już jesień, liście są kolorowe. Korzystajmy
póki jest ciepło.
– Zobaczmy miasto. Przydało by się je trochę poznać – zaproponowała Samane.
– Mnie się ten pomysł podoba. Spytajmy pozostałych czy chcą iść? – zaproponowała
Sojta i od razu zerwała się z łóżka, lecąc do kuchni robić kanapki na wyprawę.
Po południu przed bramą prowadzącą do parku Stała; Samane, Sayate, Febra,
Sojta, Axel, Tiri i Leeme oraz Set i Miriam. Dziewiątka osób, ubrana była w wygodne
ciepłe sportowe ubranie, w sam raz na jesienną wyprawę. Na plecach mieli
plecaki z jedzeniem. Szli spokojnie spacerkiem, co jakiś czas kopiąc w stertę liści
na ziemi. Niekiedy wiatr odgrywał przed nimi taniec pięknej kobiety w sukni
z czerwonych, złotych i brązowych liści. Gdy minęli aleję, pokazały się ulice, pełne
niskich kamieniczek, a w każdej na parterze mieściły się sklepy. Ulica była brukowana
i nie jeździły po niej samochody. Dziewczyny zachwycały się przeróżnymi
przedmiotami na witrynach, od ubrań, poprzez elektronikę, na rzeźbionych talerzach
kończąc. Na końcu ulicy znajdował się duży plac pełen fontann. Samane
przypomniała sobie, że widziała go lecąc do akademii, w pierwszym dniu, gdy
tu przybyła. Dalej znajdowała się ruchliwa ulica. Samane przypomniała sobie,
jak jechała nią z Setem. Powoli w głowie układała jej się cała topografia. Mijając
kolejne ulice, zapamiętywała ich położenie względem siebie i akademii. Po kilku
godzinach marszu dotarli w okolice parlamentu. Samane kopuła z dołu wydawała
się jeszcze większa, niż z lotu ptaka. Budynek był z szaro–różowego marmuru,
uformowanego w kształt pięcioramiennej gwiazdy.
– Wchodzimy do środka? Podobno można go zwiedzać – Sojta na samą myśl,
była podekscytowana.
Kupili więc bilety i po schodach wspięli się na ostatnie, trzecie piętro, dotarli
na okrągły taras i oparli się o barierki. Pod nimi mieściły się krzesła i ławy, ułożone
w pięć sektorów, po jednym dla każdego regionu. Na środku była podwyższona
mównica, z której ktoś teraz wygłaszał przemowę. Samane nie mogła stąd dosłyszeć
słów, ale nagle politycy siedzący w ławkach wstali i zaczęli krzyczeć jakieś
obraźliwe hasła i gwizdać.
– Idź precz. Nigdy nie będzie żadnych traktatów pokojowych, to samobójstwo.
– Wykrzyczał ktoś.
Samane zmartwiła się tym, co usłyszała.
– Chodźmy stąd nie mam zamiaru tego słuchać. Ci politycy to banda sprzedajnych
gnid. Myślą tylko o sobie, o pozycji na stołku i kasie na dwudziestą piątą willę
z basenem i kawiorem na obiad. Ludzi mają gdzieś – odezwała się Febra, patrząc
z nienawiścią na ludzi w dole.
Samane rzuciła jeszcze okiem na kopułę. Belki podtrzymujące szklany dach,
462 463
uł o żone były w kształt gwiazdy.
– To symbol służby Królestwu gwiazdy, a bogini Nan nad nimi czuwa – wyjaśniła
Leeme. – Sądząc jednak po ich zachowaniu, to chyba tylko mit.
– Dobrze, że w tym kraju, to król ma jednak decydujące zdanie we wszystkich
sprawach, inaczej bylibyśmy zgubieni – Skomentował Axel, gdy schodzili
po schodach. Kawałek dalej był zamek, jednak od jakiegoś czasu zabroniono nawet
zwiedzania. Przy wszystkich bramach stało całe mnóstwo uzbrojonych i zamaskowanych
żołnierzy. Gdzieniegdzie stały opancerzone terenowe samochody,
z symbolem królestwa i napisem. Gwardia Królewska.
– Więc w takim miejscu też możemy skończyć – zauważył Set.
– Ja bym nie chciała wśród nich wylądować – skomentowała Sayate, trochę zniesmaczona
widokiem żołnierzy. – To strasznie nudna robota.
– Nudna, ale za to chyba najbardziej odpowiedzialna – zauważyła Samane.
Ekipa ruszyła dalej zatłoczonymi ulicami. Momentami bali się że się rozdzielą
i zgubią, dlatego postanowili iść w spokojniejsze, boczne uliczki. Wyglądało na to,
że żyją tutaj biedniejsi ludzie. Ulice były wąskie i pełne śmieci. W górze, na sznurach
zawieszonych w poprzek ulicy i na zardzewiałych wąskich balkonach, suszyło
się pranie, niekiedy szarpane przez wiatr. Z niektórych okien w górze, dało się
słyszeć krzyki i kłótnie, albo trzaskające kieliszki i rozbite butelki.
– To chyba jakieś slamsy – zauważyła Tiri. – W każdym mieście jakieś są. W takich
miejscach zazwyczaj jest niebezpiecznie.
Ruszyli dalej na wprost, licząc, że wyjdą z powrotem na normalną ulicę. Na końcu
jednak znajdowała się, jakaś stara, opuszczona fabryczna hala. Uczniowie z ciekawości
weszli do środka i rozglądnęli się. Po sufitem ciągnęła się ogromna rura
ciepłownicza, od której biło ciepło. Ze studzienek na ziemi, wylatywała para, powodując
lekką mgłę.
– Co to za dziwne miejsce?
– Zgubiliście się? – spytał ktoś siedzący pod ścianą?
– Jesteśmy w tym mieście po raz pierwszy, ale nie zgubiliśmy się. Zaciekawiło
nas to miejsce – wyjaśniła Samane, odwracając się.
– A to ciekawe, jeszcze nikt tutaj nie dotarł z samej ciekawości.
– Co w tym takiego dziwnego? – Samane nie rozumiała aluzji.
Dopiero teraz zauważyła, że mężczyzna siedzący pod ścianą ma siwe włosy
i brodę. Był bardzo chudy i miał poniszczone ręce. Samane podeszła i zobaczyła
stary wyświechtany mundur z ledwo widocznymi trzema gwiazdkami na pagonie.
– Niewierze był pan oficerem? Na dodatek z najwyższym państwowym odznaczeniem,
za wyjątkowe oddanie na wojnie. – Samane zauważyła złotą gwiazdę
przypiętą pod kieszenią na piersi, z lewej strony.
– Kim jesteś dziewczyno, że znasz się na takich rzeczach? – zdziwił się mężczyzna.
– Jesteśmy z akademii wojskowej – wyjaśniła Samane – z pierwszej klasy taktycznej.
– O! Młodzi kadeci. – mężczyzna wyglądał na ucieszonego ich obecnością. –
Jimmy, patrz – to dzieciaki z akademii! – zawołał staruszek.
Samane spojrzała w bok i zobaczyła całą grupę osób w różnym wieku, wszyscy
wyglądali na bezdomnych i wszyscy ubrani byli w poniszczone i wyświechtane
mundury. Tylko dwie osoby miały jeszcze trzy gwiazdki, pozostali byli niżsi rangą.
Najmłodsza osoba, miała około czterdziestu kilku lat.
– O proszę. Chyba jakimś dziwnym trafem tu jesteście – odezwał się starszy
mężczyzna, z rangą oficera. Wyglądał na bardziej sprawnego niż staruszek na ziemi,
choć wiek był ten sam.
– Dlaczego tutaj jesteście? W tym wieku i z takimi odznaczeniami, powinniście
mieszkać w przyzwoitych domach i mieć niezłą emeryturę. Królestwo dba o weteranów
wojennych.
– Nie o nas młoda damo – wyjaśnił mężczyzna, który prawdopodobnie miał
na imię Jimmy.
– Jak to możliwe? – dziwiła się Samane
– Znaliśmy pewną tajemnice, dlatego usunięto nas z publicznego życia. Większość
z nas została rozstrzelana w bitwie o miasto Ina. To miał być koniec wojny,
ale komuś bardzo zależało, by trwała nadal. Nam udało się uciec. Gdybyśmy wrócili
po należyte dla nas honory, zostalibyśmy od razu znalezieni i zabici.
– Niedobrze, że Samane na nich trafiła – pomyślał dyrektor, przyglądając się sytuacji
przez wejście do pomieszczenia. Od dłuższego czasu niepostrzeżenie śledził
całą ekipę.
– Czy to była ta sytuacja, w której mieliście przeżyć w zamian za życie generała
Rety? – spytała Samane, a Sayate domyślając się o co chodzi, wytrzeszczyła oczy.
– Dokładnie ta sytuacja. Dlaczego tak bardzo cię to interesuje, młoda damo
z akademii? – spytał mężczyzna siedzący pod ścianą.
– Komu może, aż tak zależeć by wojna nadal trwała. Przecież nawet Skała chciałaby
ją zakończyć. To sprawka Tora? – dopytywała Samane.
– Stoją za tym inni ludzie. Tora przy nich to małe płotki. Oni są jak potwory,
z najgorszych koszmarów. Lepiej, byś nigdy ich nie spotkała. Jak ci na imię młoda
damo? – spytał Jimmy.
– Samane Sejom – odpowiedziała Samane, ujawniając w końcu swoją tożsamość.
Wszyscy zebrani wstali.
– Tak jestem wnuczką generała Rety Sejom – odpowiedziała Samane, widząc ich
464 465
re a k cję. I chce się dowiedzieć, jaka jest prawda o tym jak zginął?
– Nie węsz w tej sprawie. Nawet twój dziadek nie dał im rady.
Samane westchnęła.
– Potrzebujecie czegoś? Jeśli mogę wam w jakikolwiek sposób pomóc? – spytała,
zmieniając temat.
Samane przyglądnęła się im i ściągnęła plecak, wyciągając z niego kanapki i wręczając
każdemu po kolei. Reszta ekipy zrobiła to samo.
– Dziękujemy wam, ale czy wy nie będziecie głodni? Stąd do akademii daleka
droga.
– Kupimy sobie coś po drodze – wtrącił się Orli.
Nagle rozległ się czyjś krzyk. Dziki pies, poczuł zapach wędliny i skoczył jednemu
z weteranów do ręki poważnie ją raniąc.
– Dzikie psy – zauważył Axel. – pewnie też są głodne.
Samane zbliżyła się do jednego z nich, podając ostatnią kanapkę i rozrywając
na kawałki. Wściekłe zwierze uspokoiło się i przestraszone niepewnym krokiem
chwyciło kawałek i szybko uciekło. To samo w przypadku innych psów. Jednak
jeden pies stał i patrzył w Samane nieruchomo.
– Ten pies nie ma energii – zdziwiła się Samane. – To zabawka szpiegowska.
Taka, jakie robi Mai.
– Co tu robi szpieg? – zdziwiła się Sayate.
– W oczach pewnie ma kamery? – domyśliła się Tiri.
– Pewnie chodzi o mnie, ale kto i po co by je wysyłał aż tutaj? – dziwiła się Samane.
– Uciekaj Stąd! Oni cię znaleźli! – zawołał mężczyzna siedzący pod ścianą.
Mechaniczne zwierze rzuciło się na Samane. Dziewczyna wyciągła ukryty
pod ubraniem sztylet i gdy zwierze na nią skoczyło, w pierwszym ruchu rozcięła
mu głowę na linii oczu, a potem szybkimi ruchami, poćwiartowała resztę. Ze
środka wydobyły się czarne iskry, a na ziemię posypały się mechaniczne kawałki.
– Czarne iskry. To nie jest zabawka Mai – zauważyła Samane. Tora też by jej
raczej nie zrobili. Nigdy nie widziałam, by ktoś zagęścił czarną ki do postaci dużej
czarnej iskry – Samane była tym zszokowana.
– To oni? Ci którzy zabili twojego dziadka – wyjaśnił Jimmy. Uważaj na siebie.
Musieli cię już od jakiegoś czasu śledzić.
– Ci ludzie są bardziej niebezpieczni niż Tora. Już kiedyś ich spotkałem – odezwał
się dyrektor wychodząc zza ściany.
– Pan generał – odezwał się ucieszony Jimmy – Kopę lat Jass.
– Witajcie – odparł, lekko schylając głowę.
– Znowu nas pan śledzi? – zdenerwowała się Samane.
– Teraz to już wpakowałaś się w totalne kłopoty Samane. Ci ludzie nie dadzą ci
spokoju. Ale na razie tylko cię obserwują. Pokażą się dopiero, gdy wejdziesz im
w drogę. Czyli nie wcześniej niż skończysz akademię. Do tego czasu zapomnij
o tym. A teraz zmykajcie stąd, zanim pojawi się kolejny szpieg.
– Proszę nie mówcie im o tym – odezwał się Jass, gdy pierwszoklasiści wyszli ze
starej fabryki.
– Ktoś powinien znać prawdę – odezwał się Jimmy.
– Przyjdzie odpowiednia pora. Chociaż widzę, że już się nią zainteresowali. Ten
pies musiał ją śledzić aż tutaj. Wy też uważajcie na siebie.
– My już nie mamy nic, Jass. Nie mamy się o co bać, bo nic nie mamy – odezwał
się staruszek spod ściany.
– Ta dziewczyna nie może zginąć. Jak skończy akademię, może wiele zmienić.
Już teraz ma wpływ na pewne wydarzenia. – wyjaśniał dyrektor.
– Dlatego się nią zainteresowali.
o
Po powrocie do akademii, Samane sprawa nie dawała spokoju.
– Samane odpuść. Z Tora sobie poradzimy, ale na tą sprawę jesteśmy za młodzi.
To nas przerasta. Nie dzieje się nic niebezpiecznego. Jeszcze będziesz miała czas,
by odkryć prawdę o dziadku. – Syaate wyglądała na zmartwioną.
– Może masz rację Saya. – Samane wolała skupić się teraz na sobie i na sprawie
z Tora.
o
Jesień zagościła na dobre. Robiło się coraz chłodniej. Wrzesień zbliżał się do
końca. Coraz więcej było deszczowych dni. W którąś sobotę rano Samane wstała
i wchodząc do salonu zobaczyła u przyjaciół swoją twarz.
– O nie znowu – powiedziała do siebie.
– Samane co się dzieje? – Sojta wyglądała na zdziwioną.
Samane odwróciła się w stronę drzwi i natrafiła na lustro. Widząc je, zrobiła się
wściekła i miała ochotę znowu je rozbić. Do pokoju wpadła Sayate, potwierdzając
swoje przeczucie niebezpieczeństwa. Rzuciła się na Samane przewracając na ziemię.
Samane zamknęła oczy i otworzyła widząc nad sobą, parę różowych kucyków.
– Znowu lustro – zmartwiła się Sayate, podnosząc przyjaciółkę z ziemi.
– Wybacz, ale muszę porozmawiać z Yashi.
– Racja, to nie może dłużej czekać – Sayate też wstała i spojrzała na gapiącą się
na nią drużynę Samane. Gdy młoda wojowniczka wyszła z pokoju, Sayate zaczęła
tłumaczyć co się dzieje z Samane.
o
466 467
– Jest Yashi? – spytała Samane, wchodząc do pokoju.
– O co chodzi? – spytała Yashi, zdziwiona obecnością Samane. Na głowie miała
zawinięty ręcznik.
Pokój był jasny i czysty, bez żadnego bałaganu.
Samane znów zakręciło się w głowie i omal nie upadła na ziemię. Wszyscy wokół
patrzyli na nią zdziwieni, a ona widziała wszędzie swoje twarze.
– Yashi. Musze jak najszybciej dostać się do magicznego lustra. Wszędzie widzę
swoje twarze. Odbicia w lustrach nie dają mi spokoju.
Yashi wyglądała na zmartwioną. Kliknęła w zegarek i wpisała wiadomość.
Po chwili zegarek zapikał kilka razy.
– Niech będzie jutro.
– Tak szybko?
– Sama prosiłaś by było szybko – Yashi uśmiechnęła się.
Następnego dnia rano, Samane, Yashi, Sayate i Sojta lecieli specjalnie przysłanym
przez króla helikopterem. Był taki sam, jak helikoptery, którymi do tej pory
latali uczniowie akademii. Jedyną różnicą był symbol królewskiej gwardii. Wylądowali
na lądowisku w ogrodzie zamkowym. Od razu podbiegli do nich uzbrojeni
żołnierze. Zasalutowali przed Yashi i zaczęli obmacywać pozostałe dziewczyny
po ubraniu, czy nie mają przypadkiem czegoś ukryte pod ubraniem. U Samane
znaleźli sztylet.
– Pozwólcie jej go zostawić – poleciła Yashi.
– Wybacz księżniczko, ale nie możemy – odezwał się jeden ze strażników.
– Nalegam – Yashi powiedziała to tak stanowczo i władczo, że strażnik wycofał
się i oddał Samane sztylet.
– Będziemy cię mieć na oku – odezwał się do niej.
– Rozumiem – odparła Samane.
Czuła się pewniej, mając chociaż tyle przy sobie.
– Ruszamy – zawołała Yashi i wszyscy pod eskortą żołnierzy, ruszyli przez szeroką
aleję, rozdzielającą się co kawałek, na boki. Cały ogród był zadbany, równo
skoszony, a żywopłot powycinany w kształty zwierząt, aniołów i pięknych mężczyzn.
Gdzieniegdzie pojawiały się małe brukowane tarasy, lub wystawne rzeźbione
fontanny. Samane pierwszy raz miała okazję zobaczyć zamek z tak bliska. Strzeliste
wieże, wydawały się pnąc do nieba. Niżej były przepiękne witraże, w oknach
zakończonych u góry do szpica. Teraz dało się zobaczyć co przedstawiają. Były
to sceny, ilustrujące powstanie świata i królestwa Gwiazdy. Wnętrze miało bardzo
wysoki, podparty kolumnami sufit. Balustrady ogromnych rozchodzących się
na prawo i lewo schodów, były rzeźbione w żeliwie. Na środku schodów na czerwonym
dywanie, oczekiwał już na nich król.
Dziewczyny oprócz Yashi ustawiły się na baczność i zasalutowały dłonią.
– Spocznij – odezwał się głośno król. – Czekałem na was. – Dłonią wskazał
schody w prawą stronę.
Samane ruszyła dalej, przyglądając się ogromnemu malowidłu na suficie, nad
klatką schodową. Przedstawiało kobietę ze świecącą gwiazdą na czole, na tle ciemnogranatowego
nieba, pełnego gwiazd i planet. Dalej szli korytarzem. Na ścianach
w wzorzystą tapetę, przeplatanymi co kawałek wpuszczonymi w wnętrze kolumnami,
wisiały oprawione w ramy obrazy. Kawałek dalej skręcili w prawo. Tutaj
korytarz pełen był elipsowatych luster, w złotej, rzeźbionej w smoki ramie. Samane
widząc swoje odbicia poczuła się słabo. Zaczęło kręcić jej się w głowie i straciła
władzę nad nogami. Upadła na kolana chwytając się za głowę.
– Samane. Wszystko w porządku? – Sojta martwiła się jej stanem.
– Dopóki nie dojdzie do lustra, tak to będzie wyglądało. Musi się przemóc i do
niego dojść. – Wyjaśnił król. – Już prawie jesteśmy, ale został jeszcze korytarz.
Lustro jest blisko i odpycha ją, by się przekonać, czy naprawdę tego chce. Samane
wstań. – Powiedział łagodnie.
Samane oprócz słów, słyszała szum w głowie.
– Samane wstawaj! – Sayate zakrzyczała na nią i uderzyła dłonią w policzek.
Samane otrzęsła się na chwile i z pomocą różowowłosej wstała.
Korytarz wydawał jej się bardzo długi, choć w rzeczywistości, miał tylko kilka
metrów. Dla Samane każdy krok, był ogromnym wysiłkiem. Jakaś ogromna siła
odpychała ją. Ona jednak była uparta. Wiedziała po co tu przyszła. Mimo oporu
stawiała kolejny i kolejny krok. Aż w końcu odetchnęła i padła na kolana, na końcu
korytarza, tuż przed gładkimi brązowymi drzwiami. Po prawej i po lewej, stały
obite czerwonym aksamitem, ławki.
– Weź to Samane. Dzięki temu będę mogła śledzić twój stan i w razie gdyby
coś się stało, pomogę ci – Sojta wręczyła Samane dwie opaski, jedną na rękę, do
mierzenia pulsu i ciśnienia a drugą na głowę, do monitorowania fal mózgowych.
Samane ubrała obydwie i chwyciła za klamkę.
– Gotowa? – spytała Yashi.
Samane kiwnęła głową. Yashi chwyciła dłoń Samane i obie nacisnęły na klamkę.
Drzwi otworzyły się. Przed Samane było pomieszczenie, ułożone w całości z luster,
zarówno ściany, jak i podłoga, i sufit. W rogach pomieszczenia świeciły się maleńkie
diodowe żarówki. Samane idąc po lustrze i widząc swoje zwielokrotnione
odbicie, z każdej strony, miała wrażenie, że unosi się w powietrzu. Szczególnie,
gdy patrzyła na podłogę.
– Gdy by coś się działo krzycz. Od razu mówię, że to może potrwać nawet kilka
godzin. – Yashi wycofała się.
468 469
– Dziękuje – powiedziała Samane szeptem.
Yashi zamknęła drzwi i Samane straciła wyjście z oczu. Zakręciło jej się w głowie
i straciła orientacje. Nie miała pojęcia czy stoi czy leży. Oglądnęła się w jedną
i drugą stronę i nagle wpadła w panikę, nie wiedząc gdzie jest wyjście.
– Stąd nie ma wyjścia – odezwał się jakiś głos.
– Kim jesteś? Duchem?
– Nie. To z sobą się mierzysz.
– Ale jak? – Samane była zdezorientowana.
– Jeśli już bardzo chcesz wiedzieć. Jestem twoją podświadomością. To co słyszysz,
to twoje własne myśli.
Samane nagle zdała sobie sprawę, że głos, który słyszy, należy do niej.
– Jestem demonem, skrzywdziłam ją, omal nie zabiłam Sayate, kim ja jestem,
nie mam siły, boje się, nie wiem co zrobić. – Te kilka słów, przetaczało się echem
po pomieszczeniu, Samane złapała się za głowę.
– Stąd nie ma już wyjścia – odezwał się zwielokrotniony głos, odbić w lustrach.
– Tylko nie panikuj, tylko nie panikuj. Nie jestem taka. Dam radę. – Samane
zamknęła oczy i zemdlała padając na wznak na podłogę. Ocknęła się po chwili,
widząc samą siebie, leżącą na suficie.
– Kim jesteś? – spytała, nie rozpoznając osoby w odbiciu.
– Tobą – odpowiedziało odbicie.
– Ja tak wyglądam? – zdziwiła się.
– Strach – odezwały się wszystkie odbicia – bój, się bój się, bój się – wypowiadały
w kółko, a Samane zdezorientowana, poczuła coś chłodnego pod sobą. Podniosła
się i popatrzyła na podłogę. Jej odbicie zalewała woda. Było jej coraz więcej.
Samne rozglądnęła się, szukając miejsca gdzie mogły by być drzwi.
– Musze stąd uciec. – Yashi pomocy!, Sayate! – krzyczała, ale nikt jej nie słyszał,
szum wody był coraz większy. Całe pomieszczenie wypełnione było wodą.
– Chcesz uciec od samej siebie – odezwał się znów głos.
– Samane mnie woła – odezwała się Sayate, siedząc na ławie na korytarzu.
– Nic nie słyszę – zdziwiła się Sojta, ale wygląda na to, że jej mózg wariuje –
wskazała na wykres na laptopie.
– Boi się czegoś – Sayate poczuła ten sam strach co Samane.
– Ty i Samane jesteście połączone duchową więzią, nic dziwnego, że zabrała cię
ze sobą. – Wyjaśnił król. – Skup się i pomóż jej.
Sayate zamknęła oczy.
Woda sięgnęła już sufitu. Samane zapierała się rękami, o swoje odbicie nad sobą.
Zostało kilka centymetrów. Samane próbowała nabrać powietrza, by wstrzymać
oddech, ale płuca odmówiły jej posłuszeństwa.
– Co się dzieje? – pomyślała, panikując. Woda wdarła jej się do ust i zalała płuca.
– Czy ja tu zginę? – myślała.
– Właśnie umarłaś – odezwał się głos.
– Co takiego? – Samane rozglądnęła się, po zniekształconych przez wodę odbiciach.
Unosiła się pośrodku. Nagle znalazła się, jakby obok swojego ciała.
– Niemożliwe – patrzyła przerażona, nie widząc własnych rąk. Była przeźroczysta.
Jej ciało, które unosiło się w wodzie, powoli znikało.
– Zginęłaś przez własny strach wiesz? – Odezwał się głos, tuż przy jej uchu.
– Samane – rozległ się głos Sayate.
– Saya – Samane rozglądnęła się, ale nigdzie nie widziała swojej przyjaciółki.
– Samane nie możesz odpuścić. Nie ty. Dlaczego się boisz? Przecież, to ty, jesteś
najodważniejsza z nas wszystkich. Weź się w garść.
– Dziękuje ci Saya – Samane zamknęła oczy, a gdy je otworzyła zobaczyła, że jej
dusza i ciało znowu były razem.
– Niech zgadnę, czy ty mistrzyni w nurkowaniu bałaś się utonąć? – odezwał
się głos.
– No tak. Było coś takiego, gdy byłam małym dzieckiem. Jeszcze nie umiałam
pływać. Wpadłam do rwącej rzeki i zaczęłam się topić. Nie mogłam się wydostać,
a prąd był za silny, dla takiego małego dziecka. Ktoś mnie wtedy uratował. – Samane
przypominała sobie zdarzenie. – No tak, dziadek skoczył wtedy za mną do
wody i wyciągnął mnie. Gdy troszkę podrosłam i nauczyłam się pływać, ciągle to
wspomnienie wracało do mnie. Rozmawiałam o tym z dziadkiem i to on, podsunął
mi pomysł, żebym bawiła się z poławiaczami pereł. To była pierwsza rzecz,
której się bałam, ale dzięki pomysłowości dziadka, udało mi się z tego wyjść. – Samane
uśmiechnęła się, na samo wspomnienie.
– Dawne strachy, gdy się przez nie przejdzie, nie są już takie straszne, a nawet
śmieszne – odezwał się głos. Czy boisz się umrzeć? – spytał.
– Nie – odpowiedziała bez zastanowienia, Samane.
– Ooo, jaka pewna. A jeszcze przed chwilą błagałaś, by ktoś cię uratował. Teraz
już nikt z zewnątrz cię nie usłyszy. Nawet ta dziewczyna, połączona z tobą nicią.
Nigdy już z stąd nie wyjdziesz. Przekonajmy się, jak długo będziesz umierać. Nagle
coś w rodzaju drąga, wbiło się w ciało Samane, przygwożdżając ją do ziemi.
– Co ty chrzanisz. To tylko iluzja – wydyszała z bólu Samane.
– Ten ból też? – spytał głos.
– Nie przekonasz mnie – zapierała się, próbując się ruszyć i wyciągnąć przedmiot.
Nagle woda zamieniła się, w sypiąca się na nią ziemię. Słyszała dźwięk łopat
i po chwili ogarnęła ją całkowita ciemność. Czuła na sobie ogromny ciężar.
470 471
– I co teraz powiesz? – odezwał się głos.
– Nie przekonało mnie to – odparła i ziemia zniknęła.
Znów była zawieszona w wodzie, na środku pomieszczenia pełnego luster. Nagle
pomieszczenie zniekształciło się. Lustra przesunęły się, tworząc w ścianach korytarze
tak samo wyłożone z każdej strony lustrami.
– W takim razie płyń dalej w głąb siebie. Wybór należy do ciebie – odezwał się
głos, a Samane zastanawiała się, który korytarz wybrać.
– Coś mi mówi żeby wybrać ten w dole – pomyślała i popłynęła w jego stronę.
Po chwili dotarła do kolejnego pomieszczenia z luster, ale jedna ze ścian, zmieniła
się w coś, w rodzaju obrazu wyświetlanego przez rzutnik. Zobaczyła scenę, gdy
pod drzewem kwitnącej wiśni, żegnała się z Lyrą i mistrzem.
– Ze swoją śmiercią się pogodzisz, a co zrobisz, gdy ją stracisz? – spytał głos.
Samane przez moment wzdrygnęła się, na samą myśl o siostrze. Nagle w dziewczynkę
pod drzewem trafiła strzała. Samane przeraziła się na ten widok. Potrzepała
głową i zamknęła oczy. Przypomniała sobie moment, gdy została związana
przez iskry.
– Wiesz to już grali – odpowiedziała z uśmiechem na twarzy, a obraz rozmył
się. Ściana z projektorem zamieniła się w ogromne pomieszczenie, pełne unoszących
się w powietrzu sześcianów, zrobionych z luster. Samane wskoczyła na jeden
z nich. Nagle wokół, pojawiły się cienie, a potem zakapturzone postacie.
– Jesteś jedną z nas – odezwały się, zdejmując kaptury. Samane zobaczyła,
że wszystkie postacie mają jej twarz. Założyły z powrotem kaptury i masowo atakowały
ją z rożnych stron. Samane odbijając się, raz, po raz od sześcianów, robiła
uniki. W końcu było ich tak dużo, że musiała walczyć. Jednak żadnej postaci nie
dało się pokonać. Powaliły ją na podłogę i zaczęły atakować. Samane nie mogła się
podnieść. Czuła tylko na sobie ciągłe ataki. Zaciskała zęby z bólu.
– Nie mogę przegrać – mówiła, próbując się podnieść, ale nim to zrobiła, kolejna
postać boleśnie ją trafiała, dobijając do podłoża.
– Posłuchaj siebie. Jak bardzo tego pragniesz? – odezwał się ktoś. – Jak wiele
będziesz w stanie znieść i poświęcić?
– Dziadek? – Samane zdziwiła się, widząc go przed sobą.
– My z rodu Sejom nie poddajemy się tak łatwo. Wiesz o tym. Wstań i walcz
dalej. Przypomnij sobie, jaką przysięgę złożyłaś. Spójrz na talizman.
Samane sięgnęła ręką za koszule i zobaczyła napis „Uwierz w siebie i nigdy się
nie poddawaj”
– Racja – Samane schowała talizman i obrywając kilka razy pod rząd, podniosła
się, pomimo bólu.
– Skoro to iluzja, to mogę sobie wymyślić co chcę! – wykrzyczała i wylądowała
na ścianie, która wydawała się być sufitem.
– Teraz to jest podłoga – powiedziała i w momencie wszystkie sześciany i iluzje
Tora uderzyły w podłoże i zniknęły, rozpryskując się, jak stłuczone szkło.
Nagle znalazła się na arenie w trakcie zawodów z tą różnicą, że teraz leżała
na ziemi, patrząc przestraszona na siebie. To była scena z pierwszej walki, gdy pokonała
przestraszoną dziewczynę. Teraz znajdowała się na jej miejscu. W kolejnej
walce, analogicznie znajdowała się w miejscu przeciwników, których pokonała.
– Samane. Wierze w ciebie – Samane nagle zobaczyła przed sobą dziadka, z czasów,
gdy miał może trzydzieści lat. Ruszył atakując ją.
– Co? – Dlaczego? – nie chce z tobą walczyć?
– Musisz – odezwał się młody mężczyzna, będący jej dziadkiem – uspokój się
i wygraj.
Samane zamknęła na chwile oczy. Delikatnie opuściła ręce. Wzięła głęboki oddech
i odrzuciła ze swojej głowy wszystkie myśli.
– Hę – mruknęła Sojta, patrząc na wykres na ekranie.
– Jest dobrze. W końcu się uspokoiła – skomentowała Sayate, zaglądając przyjaciółce
przez ramię.
Samane nagle na trybunach dostrzegła swoich przyjaciół, wszyscy patrzyli
na nią, trzymając kciuki. Zobaczyła cała swoja klasę, króla, dyrektora, Ainę, Kiana,
Daigo, Mai, Isae, Akelaia, Senye, mistrza razem z Lyrą, Panią Sojon z mężem, ojca
Airy i samego Airę. Na samym dole trybuny siedzieli jej rodzice, uśmiechając się
i machając do niej. Bili jej też brawo. Mama wyglądała jakby miała łzy w oczach.
– Jesteśmy z ciebie tacy dumni – powiedziała.
– Moja krew – zaśmiał się tata.
Samane łzy polały się z oczu ze wzruszenia. Ale najbardziej wzruszyła się, gdy
tuż obok rodziców zobaczyła Koro. Chłopak trzymał podniesiony kciuk, a drugą
ręką posłał jej pocałunek.
Nagle dziadek ją zaatakował. Poleciała kawałek do tyłu.
– Wstawaj! – krzyknął.
Samane stękając, podniosła się i ruszyła znowu, ale dziadek odpierał każdy
jej atak.
– Jak mam wygrać z kimś, kto nigdy nie przegrał.
– Przecież to iluzja, on nie istnieje naprawdę nie? – odezwał się głos.
– Ale ma tą samą siłę – odpowiedziała Samane.
– Ma, bo ty mu ją dałaś. To twoja projekcja – odezwał się głos.
Samane zamknęła oczy i znów się uspokoiła. Zebrała wokół siebie energię i przesłała
w stronę iluzji, która zaczynała się rozpływać.
– Wybacz dziadku.
472 473
– Dobra robota – powiedział zanim się rozpłynął.
Samane znalazła się znowu w korytarzu z luster. Skręcała raz, po raz, biegnąc
w nieskończoność. Korytarze rozdzielały się i zawijały i tak w kółko. Nic się
nie zmieniało.
– To labirynt? – dziwła się.
– Raczej twój niespokojny umysł – odezwał się głos.
– Co ja tu robię? – rozglądnęła się dookoła, stojąc na dużym rozwidleniu.
– Zgubiłaś się chyba. Za czym tak biegniesz?
– Nie wiem?
– Czego szukasz? – dopytywał głos.
– Chyba wyjścia.
– Chyba, czy na pewno? – pytał głos.
– Tak, szukam wyjścia.
– Znajdziesz je jeśli tylko będziesz chciała. Wsłuchaj się w siebie. W swój własny
głos.
– Mój głos – powtórzyła Samane i po raz kolejny próbowała się uspokoić.
Rozwidlenia labiryntu zmieniły się w jedną prostą drogę, z drzwiami na końcu.
– Widzisz. Ludzie często komplikują sobie sami sprawy, poprzez mętlik wielu
niepotrzebnych myśli w głowie. Zawsze wytyczaj sobie jeden cel i dąż do niego
prostą drogą, ale musisz pamiętać o skupieniu. – wyjaśnił głos.
Samane ruszyła przed siebie, prostym korytarzem i otworzyła drzwi. Zobaczyła
siebie, leżącą na ziemi. Zbliżyła się i popatrzyła na swoją twarz. W tym momencie
została z powrotem wciągnięta do ciała. Obudziła się w pokoju z lustrami. Naprzeciwko
siebie, widziała swoje odbicie.
– Kim jesteś? – spytało lustro.
– Jestem Samane Sejom, dziedziczka potężnego wojowniczego klanu. Ta, która
nigdy się nie poddaje. – Samane podniosła się, a z lustra naprzeciwko, wyszło jej
odbicie i przyjęło postawę do walki.
– Więc się przekonajmy czy to ty? – Może to ja jestem tą prawdziwą?
– Nie sądzę. – Samane była teraz po tym wszystkim przekonana, że wie kim jest.
Stała pewna swego i spokojna.
– Przygotuj się powiedziało odbicie i zniknęło. Wszystkie lustra stały się puste,
a Samane miała wrażenie, że jest zawieszona w nicości.
Spokojnie usiadła, krzyżując nogi i układając dłoń na dłoni. Skupiła się, starając
się, całkowicie uspokoić i oczyścić z wszelkich myśli. Medytowała tak przez dłuższą
chwilę, cierpliwie czekając. W końcu za sobą poczuła czyjąś obecność.
– W końcu jesteś – Samane powoli i spokojnie wstała. Odwróciła się i spojrzała
w oczy przeciwniczki identycznie wyglądającej jak ona.
– Pamiętaj co z dumą nosisz na swoim ramieniu. Nie możesz zawieść. Jesteś
dowódcą, musisz wiedzieć, kim jesteś, także dla tych ludzi. Odnalazłaś siebie, ale
musisz pamiętać też o nich, o swoich towarzyszach. Bez ciebie sobie nie poradzą
– odezwał się głos dziadka.
Samane spojrzała na okrągłą naszywkę na ramieniu. Miała białą pięcioramienną
gwiazdę w cienkim okręgu, na fioletowym tle, dookoła były napisy ZKG akademia
1AT dowódca.
Samane uśmiechnęła się.
– Jeszcze będziesz ze mnie bardziej dumny dziadku – szepnęła i ruszyła do ataku.
Postać idealnie kopiowała jej ruchy, jakby rzeczywiście uderzała w lustro.
– Jak ją pokonać? – myślała. Gdy nie atakowała, postać stała w miejscu.
– Tak też nie wygram. Musi być jakiś inny sposób. W końcu ona jest mną, jak
najlepiej mnie pokonać? – Samane myślała przez chwilę i zrobiła dwa kroki do
przodu. Zatrzymała się, spojrzała postaci naprzeciwko w oczy.
– By mnie pokonać, ktoś musiałby złamać mój umysł – pomyślała, robiąc jeszcze
jeden krok, stopiła się z drugą postacią.
– Świadomość własnej słabości to najlepsza rzecz, by nie zostać pokonanym –
odezwał się głos – wygrałaś. Idź przed siebie a znajdziesz wyjście.
Samane ruszyła przed siebie stając przy lustrze, próbowała je jakoś złapać, albo
chwycić, ale nie dało się go ruszyć.
– Mówiłem, że stąd nie ma wyjścia – odezwał się znów głos.
– Wiem, że chcesz mnie jeszcze zmylić, ale to koniec. Sam powiedziałeś, że wygrałam
i jeśli będę chciała wyjść, sama znajdę wyjście.
– W takim razie żegnaj – głos zamilknął.
Obraz pomieszczenia zadrżał i na sekundę rozmył się. Samane stała w tym samym
miejscu, co na początku Zanim upadła na ziemię.
Odwróciła się do tyłu. Pamiętając, że w tym kierunku szła Yashi. Dotknęła lustro
na łączeniu i znalazła zagięcie.
– Czy to na pewno tutaj? – myślała. Przeszła wzdłuż ściany, znajdując jeszcze
cztery takie zagłębienia. Wróciła do pierwszego. Miała nadzieje, że nie straciła
orientacji.
Pociągła za wgłębienie i drzwi otworzyły się. Wyszła na korytarz i jakie miała
zdziwienie, gdy nie zobaczyła dziewczyn, ani obitych ławek.
– To już nie sztuczki lustra. Wiem to – powiedziała do siebie. W takim razie
wejść do pomieszczenia jest więcej – myślała.
Ruszyła przed siebie, za chwilę korytarz skręcił w prawo i zobaczyła kolejne
drzwi, ale tutaj też nie było ani dziewczyn, ani ławek. Ruszyła dalej korytarzem
i dochodząc do jego końca, usłyszała czyjąś cichą, niezrozumiałą rozmowę. Skrę474
475
cił a i ucieszyła się, na widok dziewczyn.
– Udało ci się Samane – Yashi rzuciła się Samane na szyję.
– Czemu ty przyszłaś z innej strony? – zdziwiła się Sojta.
– Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą.
Samne zdjęła opaski i zmęczona oparła się o ścianę i zjechała po niej, lądując
na tyłku.
Westchnęła.
– Zmęczona? – Yashi była bardzo uśmiechnięta i nieomal skakała z radości.
– Ta – Samane czuła się, jak po miesiącu, dwudziestoczterogodzinnego treningu
z Katonem.
– Jesteś jakaś inna – zauważyła Sayate.
Samane uśmiechnęła się, a Sayate dostrzegła, że jakoś inaczej niż zwykle. Samane
wyglądała na bardziej pewną siebie, a w oczach widać było, jakby jej dusza
urosła do niewyobrażalnych rozmiarów.
– To nie była tylko jakaś tam próba, jak w przypadku, gdy związały mnie iskry.
To było jak podróż do własnego wnętrza – wyjaśniła Samane. – Ale pewnie i tak
mnie nie zrozumiecie.
– Ja cię rozumiem, ale pewnie dlatego, że sama przez to przechodziłam – Yashi
była tak uśmiechnięta, że aż promieniowała światłem.
– Witam ponownie – odezwał się król, nadchodząc korytarzem.
Samane podniosła się czując, że straciła całą energię. Chciała podnieść rękę i zaciskając
zęby zmusiła się by ją unieść.
– Nie trzeba. Pewnie jesteś zmęczona. W takim razie zapraszam na obiad. – Król
lekko wskazał dłonią kierunek.
Samane ledwo szła, ale była szczęśliwa.
– Jesteś teraz inną osobą – zauważył król. – Niby ta sama, a jednak lustro bardzo
zmienia. Wierzyłem, że ci się uda. Niestety musiałem na trochę zniknąć by załatwić
parę spraw, ale widzę, że zdążyłem na czas.
Samane uśmiechnęła się jeszcze bardziej, spierając się na Sayate i Sojcie.
– Lustro duszy – tak bym je nazwała – pomyślała Samane, idąc pięknym zamkowym
korytarzem w towarzystwie króla i przyjaciół.
Siedziała teraz na trybunach, ogromnej sali gimnastycznej w głównej bazie.
Termin rozgrywających się zawodów został tak nagle podany, że nie było kiedy się
przygotować. Obok niej siedział dyrektor, a kawałek dalej Isae i Sayate. Po drugiej
stronie siedzieli generałowie ze sztabu dowodzenia, oraz generał Kang. Brat Ainy.
Aina siedziała obok niego. Samane nadal miała w pamięci walkę z generałem.
W ławkach poniżej, siedzieli uczniowie akademii z innych krajów.
– Nie zdążyłem cię jeszcze pochwalić. Świetnie się spisałaś Samane. Mówiłem,
że na pewno coś wymyślisz.
– To był pana kolejny, tajny plan z użyciem mnie – odpowiedziała z sarkazmem.
– Bardzo zabawne – odparł – skup się teraz na walce.
– Od dziesięciu minut przyglądam się przeciwnikom, jak by pan nie zauważył.
– Samane denerwowało, że generałowie przyszli patrzeć na jej walkę. Szczególnie
generał Kang.
– Dziwisz się, że tu są po tym co zrobiłaś? – Dyrektor domyślał się o co chodzi.
Samane wcale nie patrzyła na przeciwników. Nawet się nimi nie przejmowała. Ciągle
spoglądała w stronę generałów.
W końcu wywołano Samane na arenę. Dźwięk nazwiska wywołał poruszenie.
Generałowie uważnie na nią patrzyli. Samane wzięła głęboki oddech, starając się
odrzucić od siebie jakiekolwiek myśli. Dźwięki sali ucichły. Ludzie na trybunach
zniknęli. Ona stała naprzeciwko dziewczyny z Falei. Była tego samego wzrostu
co ona i miała ciemną skórę i krótkie, zafarbowane na biało włosy. Po sygnale
od sędziego dziewczyna ruszyła na nią. Samane z łatwością zrobiła unik. Złapała
za nadgarstek i pociągła dziewczynę z taką siłą, że wyleciała poza zaaranżowaną
arenę.
Dziewczyna wstała lekko zdenerwowana, a Samane zdobyła pierwszy punkt.
440 441
Ty m razem Samane zaatakowała i o dziwo trafiła dziewczynę w twarz, zdobywając
drugi punkt. Samane zastanawiała się, czemu nie zrobiła uniku. Spojrzała w jej
oczy, szukając tylko odpowiedzi na pytanie. Przeciwniczka nie zauważyła ataku
Samane. Był dla niej za szybki. Teraz stała lekko przestraszona. Samane dostrzegła
to i postanowiła dać dziewczynie fory. Przeciwniczka z Falei znowu ruszyła na nią
i zwiodła ją ciosem w głowę z prawej strony. Zaatakowała kopnięciem z lewej.
Samane nie zrobiła nawet kroku w jakakolwiek stronę. Zasłoniła się ręką, łapiąc
stopę dziewczyny. Przeciwniczka stała na jednej nodze, wystraszona nie widząc
za bardzo, co teraz zrobić. Jak wyjść z tej sytuacji, jak się obronić? Nagle Samane
wpatrując się w jej wystraszoną twarz, zobaczyła przerażoną siebie.
– Co się dzieje? – pomyślała zdziwiona. Twarz dziewczyny zmieniała się na przemian
z jej odbiciem.
Samane zamknęła na sekundę oczy i gdy tylko otworzyła podcięła od tyłu nogę
na której stała dziewczyna, zdobywając trzeci punkt i wygrywając pojedynek. Rozległy
się gromkie brawa i werdykt sędziego. Samane jednak nie cieszyła się. Była
oszołomiona tym, co zobaczyła. Wymusiła uśmiech na twarzy i spojrzenie dookoła
po trybunach. Wróciła na ławkę obok dyrektora.
– Nie cieszysz się? – spytał dyrektor.
– Ciesze się – Samane wymusiła uśmiech na twarzy.
– Coś mi się nie wydaje – powiedział dyrektor do siebie. – I coś czuje, że nie
chodzi tu o obecność generałów na trybunach.
– Widziałeś to? – spytała Aina brata.
– Wyglądało jakby dziewczyna zobaczyła coś przerażającego – skomentował
Kian.
Samane trochę się otrząsnęła, przyglądając się kilku kolejnym walkom. Ucieszyła
się, gdy Sayate, Isae i Set dostali się dalej. Podobnie dwie dziewczyny z wojowniczych
klanów, które pokonała na pierwszym spotkaniu klubu. Samane została
wywołana do drugiej rundy. Już prawie zapomniała o walce z pierwszą dziewczyną.
Teraz natrafiła na chłopaka i od razu podskoczyła atakując wiatrakiem z nóg.
Chłopak zablokował jej atak. Samane odbiła się do tyłu i gdy chłopak ruszył na nią,
schyliła się i złapała go obejmując nogi i przewracając.
– Punkt – rozległ się głos sędziego.
Samane skupiła się na walce. Zaatakowała znowu i znowu, ale chłopak dobrze
się bronił. Zaczekała więc, aż ją zaatakuje. Zrobiła unik, odchylając się do tyłu.
I uderzając dwoma pięściami z prawej i lewej równocześnie w jego nadgarstek.
Chłopak uwolnił się i rozmasował dłoń. Samane wykorzystała to i trafiła go w mostek,
przewracając na ziemię. Zdobyła drugi punkt i już szykowała się do zdobycia
trzeciego, gdy twarz chłopaka rozmyła się i zmieniła w jej oblicze.
– Co? – Samane ten widok znowu zszokował. – Co się dzieje? – pomyślała.
Zmrużyła oczy i twarz znowu się rozmyła. Lekko poirytowana tym, że nie rozumie
co się z nią dzieje, doskoczyła do chłopaka złapała za rękę i przerzuciła.
– Wygrywa Samane Sejom – rozległ się głos.
Samane patrząc na podnoszącego się z ziemi chłopaka, znowu zobaczyła u niego
swoją twarz. Zamknęła kilkakrotnie oczy i uśmiechając się pomachała do widowni.
– Nie podoba mi się to – skomentowała Aina
– Mnie też – odpowiedział Kian.
Samane znowu była lekko oszołomiona.
Nadszedł czas na jej trzecią walkę. Tym razem zastanawiała się, czy złudzenie
znowu się pojawi. Co to jest? Dlaczego widzi samą siebie. Liczyła, że kolejna walka
będzie spokojna, ale odbicie pojawiło się już na samym początku. Samane wiedziała,
że nie może przegrać. Dlatego starała się unikać patrzenia na twarz. Złapała
przeciwniczkę za nogę i rzuciła na plecy. Wtedy zobaczyła jak zza koszulki wysuwa
się jej talizman. Samane zobaczyła na nim to samo, co na swoim. Ta sama data,
to samo hasło i te same imiona. Puściła przeciwniczkę i przestraszona cofnęła się
do tyłu. Odruchowo dotknęła dłonią czoła.
– Znowu – skomentowała Aina.
– Zorientowała się, że coś jest nie tak i sprawdza czy nie ma gorączki – zauważył
Kian.
Samane przewróciła się do tyłu, ledwo unikając ataku. Odbiła się na rękach
w górę, unikając kolejnego ciosu.
– To niepodobne do Samane – martwiłą się Aina.
– Jass pewnie się jeszcze nie zorientował.
Samane jakimś cudem zdobyła trzy punkty, unikając wszystkich ataków, ale czuła,
że psychicznie może nie wytrzymać kolejnej.
– Idziesz jak burza, pochwalił ją dyrektor – gdy przyszła na trybunę.
Usiadła i przyglądając się innym ludziom zauważyła, że coraz więcej osób przybierało
jej twarze.
Zamknęła oczy i poczuła, że boli ją głowa.
– Musze do łazienki – powiedziała do dyrektora i pędem zbiegła na dół po schodach.
Wpadła do łazienki, omal nie wyrzucając drzwi z zawiasów. Odkręciła wodę
i zaczęła chlapać nią w twarz. Podniosła się i zobaczyła swoje odbicie w lustrze.
Uderzyła pięścią rozbijając je na kawałki i nie zwracając uwagi, że pocięła całą
dłoń. Nie widziała krwi.
– Jass gdzie jest Samane? – spytała Aina wchodząc na trybunę, gdzie siedział
wraz z uczniami.
442 443
– Powiedziała, że źle się czuła i poszła do łazienki.
– Jass nie zauważyłeś, że z Samane jest coś nie tak.
– Zauważyłem przy pierwszej walce, ale wydawało mi się, że potem było już ok.
– Samane dziwnie się zachowuje. Coś się z nią dzieje. To niepodobne żeby ledwo
unikała ataków ludzi, którzy są dużo niżej niż jej poziom.
– Racja – dyrektor nagle przypomniał sobie wszystkie walki.
Aina i Jass zeszli biegiem z trybuny. Na dole dołączył do nich Kian.
Aina weszła do damskiej łazienki, zostawiając panów na zewnątrz.
Samane chlapała wodą w twarz myśląc, że już wszystko w porządku. Zakręciła
wodę i odwróciła się widząc swoje odbicie w kolejnym lustrze.
– NIE ! – krzyknęła i uderzyła i tak już zranioną pięścią rozbijając kolejne.
Na to do łazienki weszła Aina, zszokowana jej zachowaniem. Samane zauważyła,
że ktoś wszedł. Odwróciła się i w pierwszej chwili zobaczyła Aine.
– Co się ze mną dzieje? – spytała a twarz Ainy zamieniła się w Samane. Dziewczyna
zaatakowała Ainę. Pani generał złapała ją i obezwładniła rzucając na plecy,
na mokrą posadzkę. Samane zaczęła się szarpać.
– Samane opanuj się! – krzyknęła, ale to nic nie pomagało.
Aina uderzyła ją innym rodzajem energii, który zablokował ruchy Samane. Potem
przyłożyła dłonie do skroni, uspokajając energię w głowie uczennicy.
– To nie jest iluzja. Więc co? – odezwała się Samane, widząc w końcu nad sobą
twarz zmartwionej Ainy.
Pani generał przyłożyła dłonie uzdrawiając jej poharataną i zakrwawioną rękę.
– Co się dzieje Samane? – spytała.
– Wszyscy mają moją twarz. Wszędzie widzę siebie, a szczególnie, gdy z kimś
walczę na arenie.
Aina pomogła Samane wstać i wyciągła ją na korytarz.
– Nie wyglądasz najlepiej – odezwał się dyrektor, widząc zaschniętą krew
na jej ręce.
Samane speszyła się, widząc brata Ainy.
– Syndrom lustra – odezwała się Aina, widząc pytające spojrzenie brata.
– U takiej osoby? – zdziwił się Kian.
– To najwyższa pora, żebyś przeszła próbę z lustrem. Pamiętam, że sama tego
chciałaś – Aina zwróciła się z powrotem do Samane.
– Pytałam o to Yashi. Powiedziała, że mam zgodę od króla, ale termin jest jeszcze
nie wyznaczony.
– To dlatego tak się dzieje. Lustro cię woła. Szczególnie, że ostatnio często mijasz
po drodze zamek. Przygotuj się, że już niedługo zostaniesz wezwana.
– Jak mam sobie poradzić z tym, że wszędzie widzę siebie – Samane czuła się
trochę bezradna.
– Pamiętasz jak ćwiczyłaś z iskrami. Najpierw opanowanie. Musisz się uspokoić
– upomniała ją Aina. Jak sobie z tym poradzić, wiesz tylko ty sama. W końcu to
z sobą walczysz – Aina uśmiechnęła się.
– Dasz rade walczyć w turnieju? – spytał dyrektor.
– Nie mogę się wycofać – odparła.
– Jeśli tego nie przejdziesz, nie masz szans mierzyć się z lustrem – odezwał się
Kian, a Samane znowu się speszyła.
Lepiej umyj rękę. Jak ktoś ją zobaczy, może coś przez przypadek podejrzewać.
Smane wróciła do łazienki. Znowu znalazła się przed lustrem. Za jej plecami
było drugie. Odbicia powielały się wielokrotnie.
– Kim jesteś? – spytała swoich odbić, a wszystkie powtórzyły to samo. Nagle
pomieszczenie zamieniło się w coś dziwnego, jakby cała ściana pełna była luster.
Pokazując jej zwielokrotnione odbicia z każdej strony.
– Spokojnie – powiedziała do siebie. Wzięła głęboki oddech i położyła dłoń
na dłoni. Zamknęła oczy uspokajając myśli, a gdy je otworzyła. Łazienka wyglądała
tak jak przedtem.
– Powinnaś omijać lustra, dopóki się z tym nie uporasz – odezwała się Aina,
opierając o drzwi wejściowe. – Choć za niedługo będzie twoja walka. Musisz
się przygotować.
– Nie mogę przegrać z samą sobą – odezwała się Samane, zaciskając pięść.
– Ciągle wygrywasz, więc nie powinno ci to sprawiać problemów.
– Nie rozumiem – Samane spojrzała na Aine czekając, aż wytłumaczy o co
jej chodzi.
– Zawsze walczysz z samą sobą. Ze swoimi słabościami. Walcząc z przeciwnikiem
wcale nie walczysz z nim, tylko z sobą. Na pewno znasz powiedzenie, że walka
rozgrywa się na korzyść zwycięzcy, jeszcze zanim się zacznie. Najpierw musisz
ją wygrać w swoim umyśle.
Samane te słowa dodały trochę otuchy. Wróciła na salę, a niedługo potem wyszła
na arenę. W międzyczasie Set i dwie dziewczyny odpadły. Pozostała tylko Ona Isae
i Sayate.
– Jesteś w stanie to zrobić? – spytał dyrektor martwiąc się o nią.
– Już postanowiłam, że nie mogę przegrać.
Samane znowu została wywołana na środek. Przynajmniej wiedziała teraz co
jest grane. Zamknęła na chwile oczy, wyobrażając sobie walkę. Otworzyła je i gdy
tylko pojawił się sygnał, ruszyła ostro wybijając się w górę. Obróciła się wokół
własnej osi i uderzyła łokciem w chłopaka, zdobywając punkt. Chłopak jednak
zniósł uderzenie i gdy tylko Samane postawiła nogi na ziemi złapał ją i przewrócił.
444 445
– Niedobrze – skomentowała Aina.
Samane znów zobaczyła u przeciwnika swoją twarz. Leżała teraz wystraszona,
czując się jak dziewczyna, którą pokonała w pierwszej walce. Chłopak puścił jej
nogi i zamierzał uderzyć.
– Cholera. Nie przegram – powiedziała do siebie.
Zebrała się i z okrzykiem odbiła z rąk do tyłu. Chłopak ruszył na nią. Stanęła
na rękach i obracając się, kopała chłopaka, przesuwając się do przodu. Ciągle widziała
u niego swoją twarz. Chłopak wyszedł poza mate.
– Jeszcze tylko jeden punkt – mówiła do siebie.
Chłopak zaskoczył ją, szybkością kolejnego ataku. Odsunęła się w bok, omal nie
obrywając. I gdy chłopak się odwrócił, wymierzyła w jego twarz, przez moment się
zawahała, widząc samą siebie, ale naraz rozzłościła się.
– Nie przegram. Na pewno nie ze mną. – Uderzyła w twarz, zdobywając punkt,
wygrywając walkę i dostając się dalej.
– Dobra robota Samane – pochwalił ja dyrektor wiedząc, że nie było to dla
niej łatwe.
Isae rzuciła jej się na szyję, a Sayate biła brawo. Samane znów rozbolała głowa.
Z trudem przyglądała się walkom dziewczyn.
– Jak się czujesz? – pytał co jakiś czas dyrektor.
– Bywało gorzej. Jakoś przeżyje. Nie poddaje się tak łatwo.
– Coś podobnego powiedziałaś, gdy pierwszy raz ze mną walczyłaś pamiętasz?
– Taa – przytaknęła Samane, wstając naraz i wiwatując Sayate, która wygrała. –
Coś czuje, że trafię na którąś z nich.
– To dla ciebie chyba dobrze nie.
– Niekoniecznie. Nie chce walczyć z dziewczynami w tym stanie.
Dyrektor spojrzał na nią zmartwiony, milcząc.
Chwile później, Samane z boląca głową, zeszła na arenę. Jej przeciwnik wyglądał
na silnego i dobrze zbudowanego chłopaka. Pochodził z Crety.
Już na wejściu, wyglądał dosyć podejrzanie. Samane miała co do niego, dziwne
przeczucia.
Chłopak skoczył do niej. Samane wybiła się, robiąc salto w powietrzu i trafiając
nogą w plecy. Chłopak upadł, ale szybko się podniósł, atakując kolejny raz. Samane
przygotowała się, trzymając gardę. Wpatrywała się w niego, czekając, aż cios
ją dosięgnie. Dziwiło ją, że cały czas widzi twarz tego chłopaka. Czyżby iluzja jej
samej zniknęła?
Chłopak wymierzył cios dla zmyłki lewą nogą. Samane osłoniła się, ale on cofnął
nogę i prawą ręką, od dołu, sypnął jej jakimś pyłem w oczy. Samane dotknęła
piekących oczu dłonią.
– Czy sędzia tego nie widział? – dziwiła się Aina, wstając.
Samane poczuła, że zbliża się kolejny atak. Uspokoiła się i korzystając z umiejętności
wyczuwania, obroniła się skrzyżowanymi dłońmi. Chwyciła chłopaka
za rękę i rzuciła na podłogę, zdobywając drugi punkt. Przetarła oczy rękawem, ale
nadal widziała jak przez mgłę.
– Co? – zdziwiła się, widząc dwie zamglone postacie, szarżujące na nią z dwóch
stron. Obie wyglądały identycznie i nie były jej kopiami.
Samane zamknęła oczy. Jedną osobę wyczuwała naprzeciwko siebie, natomiast
druga, była energią zlepkiem iskier, które przybrały ludzką postać. Najpierw zaatakowała
iluzja. Samane użyła podstawowej tarczy i twór rozprysnął się.
– To już drugie oszustwo! – zawołał ktoś z tłumu.
Na widowni pojawiły się buczące okrzyki i gwizdy. Chłopak wściekły, ruszył
na Samane.
– Sędzia chyba ma to gdzieś. Z zamkniętymi oczami walczy mi się znacznie lepiej.
Przynajmniej nie muszę patrzeć na siebie. – Pomyślała i ruszyła na wyczucie.
Skoczyła na szyje chłopaka i zaplotła na niej nogi, przewracając go na podłogę.
Chłopak nie mogąc złapać powietrza, uderzył dłonią o matę.
– Zwycięża Samane Sejom – odezwał się sędzia, niezbyt entuzjastycznie, jakby
chciał wykrzyczeć inne nazwisko. Samane otworzyła oczy. Widziała teraz znacznie
lepiej. Na widowni słychać było gwizdy i wyzwiska w stronę chłopaka i sędziego.
Podejrzanego sędziego wycofano z turnieju. Wyglądał na wściekłego. Gdy Samane
zeszła z maty, na arenę wezwano Syate. Aina podbiegła do Samane podać jej chusteczkę
nasączoną wodą.
– Od razu lepiej. Dziękuję – odpowiedziała, ocierając oczy. – To był talent z innego
kraju prawda? – spytała Ainy.
– Tak myślę. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam.
Czułam, że to coś było stworzone z iskier.
– Zagęścić energie do takiego stopnia. Niesamowite – komentowała Aina, patrząc
na walkę Sayate. – Przynajmniej udało ci się wygrać. – pochwaliła ją Aina.
– Fartem się wybroniłaś, ale to było oszustwo. Wszyscy to widzieli. – Skomentował
dyrektor. – Jak się czujesz? Jak oczy?
– Gdy miałam zamknięte oczy, głowa przestała mnie boleć, ale złudzenie znowu
wraca.
Samane na powrót widziała swoje twarze u innych osób.
– Już niedługo. Trzymaj się – pocieszał ją dyrektor.
Przedostatnia walka poszła jej lepiej niż myślała. Z łatwością zdobyła dwa punkty.
Przeciwnikiem była dziewczyna z Sybii. Samane przyzwyczaiła się do złudzeń,
ale nagle zobaczyła jak głowa dziewczyny rozpada się. Przeraziła się i została po446
447
wa l ona na ziemię. Otrząsnęła się na chwilę i ledwo uciekła przed kolejnym ciosem.
Osłoniła się ręką, a potem zablokowała kopnięcie, już miała zaatakować, gdy
znowu to zobaczyła.
– Nie – tylko nie panikuj. To tylko złudzenie.
– Trzymaj się Samane. Dasz radę – Kibicowała jej po cichu Aina czując, że zmaga
się z samą sobą i to bardziej niż do tej pory.
– Uspokój się. – Samane cofnęła się o trzy kroki do tyłu. Zamknęła na chwilę
oczy skupiając się i starając o niczym nie myśleć. Wzięła głęboki oddech i gdy
otworzyła oczy, wszystko się uspokoiło. Skoczyła gwałtownie na dziewczynę, uderzając
ją rozłożoną dłonią, jak by chciała ją popchnąć, a jednocześnie podcinając
nogę od tyłu kolana. Zdobyła punkt i po raz pierwszy, naprawdę cieszyła się
ze zwycięstwa. Odnalazła Aine na trybunie, siedziała tuż obok innych generałów
i swojego brata. Samane uśmiechnęła się do niej, a Aina odwzajemniła uśmiech
i pokazała uniesiony kciuk.
Dziewczyna wróciła na swoje miejsce.
– Jesteś w finale – odezwał się dyrektor klepiąc ją po ramieniu. – Jeszcze tylko
jedna walka – pocieszał ją. – Pamiętasz jak na spotkaniu klubu unikałaś wszystkich
ataków?
Samane kiwnęła głową.
– Ciągle tracisz punkty. Wiem, że nie jest ci łatwo i to raczej do ciebie niepodobne
tak obrywać, ale może wspomnienie tego treningu jakoś ci pomoże.
– Dziękuje – odparła Samane.
Na razie cieszyła się, że głowa już tak bardzo ją nie boli. Na arenie ustawiła
się Sayate, a jej przeciwniczką była Isae. Samne dostrzegła, że obie dziewczyny
są wściekłe.
– Czemu one są takie dziwne? – spytała Samane dyrektora.
– A jak myślisz, o co one mogły się tutaj pokłócić?
– To one się kłóciły? – zdziwiła się Samane.
– Tak. W trakcie twojej ostatniej walki, pokłóciły się o ciebie.
– O mnie? – zdziwiła się Samanne i spojrzała na stojące naprzeciw siebie dziewczyny.
– Czy one pokłóciły się, o to, która ma ze mną walczyć?
– Jak zawsze wszystkiego sama się domyśliłaś. Całą ty. – Skomentował dyrektor.
Samne w napięciu oczekiwała na rozpoczęcie. Gdy tylko rozległ się okrzyk startu,
Sayate ruszyła i szybkim ciosem uderzyła Isae w czoło, zdobywając punkt. Isae
wstała, była wściekła.
– To ja wygram z Samane – odezwała się i zwiodła Isae atakiem z prawej strony,
a tak naprawdę wycelowała pięścią w jej podbródek. Sayate upadła na wznak. Isae
korzystając z okazji, ruszyła na nią, a Sayate nadal leżąc, kopnęła w twarz, schylającą
się nad nią Isae. Isae była tak zawzięta, że nie zwróciła uwagi na krwawiący
nos i złapała obie nogi Sayate jedną ręką, a drugą wymierzyła cios w policzek.
Dziewczyny wiedziały, że pozostała im już tylko jedna szansa.
– Ja będę walczyć z Samane – odezwała się Isae, nadal trzymając nogi Sayate.
– Ani mi się waż, to moje marzenie! – odezwała się różowo włosa.
Dziewczyny wymierzyły na siebie ciosy. Sayate odsunęła trochę głowę na bok
i Isae trafiła w matę. Sama założyła rękę na karku Isae obróciła się i pociągła Isae
w bok rzucając na ziemię.
– Wygrałam – zdziwiła się Sayate, gdy usłyszała swoje nazwisko. Samane wstała
bijąc jej brawa.
Isae siedziała na ziemi, ze spuszczoną głową. Sayate podała jej rękę i pomogła
wstać.
– Po co w ogóle jest ten turniej? – Zwróciła się Samane do dyrektora, patrząc jak
dziewczyny rozmawiają ze sobą.
– To coroczne odnowienie sojuszu. Na pamiątkę tego, że został zawarty, co roku,
uczniowie z akademii wojskowych, z wszystkich sprzymierzonych krajów, walczą
ze sobą na określonych zasadach. Jest to też okazja do zaprezentowania siły każdego
kraju. Zwycięski kraj, jest przez cały rok szanowany przez pozostałe kraje. Ma
to też wpływ na stosunki polityczne.
– Dlaczego nie powiedział pan, że to takie ważne? – zdziwiła się Samane.
– Nie chciałem na was wywierać presji.
Samne wstała i ruszyła po schodach na dźwięk swojego nazwiska. Po drodze
spotkała zawiedzioną Isae.
– Masz jeszcze szansę na trzecie miejsce. Nie schrzań tej walki, a ze mną jeśli
chcesz, zawsze możesz walczyć na spotkaniach klubu – Samane uśmiechnęła się
do Isae.
– Dziękuje Samane, ale dobrze wiesz, że to, nie to samo.
Samane ustawiła się naprzeciwko Sayate.
– Wolałam nie walczyć z żadną z was, a szczególnie dzisiaj. – Samane spojrzała
Sayate w oczy.
– Co takiego? – zdziwiła się Sayate, odbierając informacje przez wzrok. Gdy dowiedziała
się co dzieje się z Samane spochmurniała. – Chciała walczyć z nią, gdy
jest w pełni sił. Inna opcja nie wchodziła w grę. Jednak teraz były już na arenie. Nie
mogły tego przerwać.
– Saya walcz na całego. Broń się. Boje się, że mogę ci zrobić przez przypadek
krzywdę, dlatego jeśli zobaczysz, że coś jest ze mną nie tak, nie powstrzymuj się.
Bez względu na to, co wiesz, walcz na całego.
– Dobrze – Sayate uśmiechnęła się.
448 449
R ozległ się sygnał do startu i dziewczyny natarły na siebie. Non stop ich ręce
ścierały się, blokując i parując ataki. Były tak szybkie, że sędzia mrużył oczy, by
dobrze dostrzec co robią. W ruch poszły nogi. Ale też cały czas odbijały ruchy jak
lustrzane odbicia. Sayte zaatakowała na wprost i Samane złapała ją, jak to miała
w zwyczaju i pociągła. Na to czekała Sayate. Wylądowała na jednej nodze, gdy
tylko Samane ją puściła i obracając się na palcach, trafiła nisko w plecy. Samane
straciła władzę w nogach i upadła na kolana. Sayate zdobyła punkt i ruszyła znowu
na Samane, wykorzystując to, że jest na podłodze. Samane zaczekała na atak i gdy
poczuła stopę Sayi tuż przy głowie, złapała ją w obie ręce. Odwróciła się do tyłu
i przeturlała na drugi bok, powodując, że Sayate uderzyła przodem o ziemię.
– Jeden na jeden – szepnęła do niej Samane, puszczając przyjaciółkę.
– Takiego ruchu się po tobie nie spodziewałam. To sztuczka z mojego rodu. –
Syate pozbierała się z ziemi. – Za wszelką cenę chce z tobą wygrać, póki jesteś sobą.
Samne nagle rozbolała głowa. Twarz Sayte rozmyła się, zamieniając się miejscem
z jej, a potem całkiem znikając.
– Za późno Saya – Szepnęła, a Sayate dostrzegła, że coś jest nie tak.
– Saya się zorientowała – Aina nie była z tego faktu zadowolona.
Samane całkowicie straciła obraz wszystkiego dookoła, z oczu. Zakręciło jej się
w głowie. Sayate zaatakowała i Samane straciła równowagę, upadając na ziemię.
Szybko wstała, próbując wyczuć kolejny atak.
– Wygram – Powiedziała do siebie i zaryzykowała atak z powietrza. Wybiła się
i zrobiła salto trafiając na oślep Sayate od góry.
– Też mam zamiar wygrać – odezwała się Sayate.
– Zawsze walczysz z samą sobą. Ze swoimi słabościami. Walcząc z przeciwnikiem,
wcale nie walczysz z nim, tylko z sobą. Na pewno znasz powiedzenie,
że walka rozgrywa się na korzyść zwycięzcy, jeszcze zanim się zacznie. Najpierw
musisz ją wygrać w swoim umyśle. – Przypomniały się Samane słowa Ainy. – Wygram.
Ja się nie poddaję. Wygram.
Dziewczyny ostatni raz ruszyły na siebie. Na widowni rozległy się okrzyki z ich
imionami. Niektórzy na trybunach wstali, czekając kto zostanie zwycięzcą turnieju.
Nagle wokół wszystko zmarło, ludzie wstrzymali oddech. Pięści dziewczyn
musnęły się lekko bokami, a sekundę później obie dostały w twarz lecąc do tyłu.
Samane poczuła jak uderza o ziemię. Leżała czując się, jak by była w jakimś transie.
Przeturlała się na bok i chwyciła za żuchwę z lewej strony.
– Przegrałam – Powiedziała cicho zawiedziona. Ból był niesamowity. Samane
zastanawiała się, czy Saya nie połamała jej kości. Nagle zdała sobie sprawę, że werdykt
nie został ogłoszony. Spojrzała w stronę Sayi. Różowo włosa podobnie jak
ona, trzymała się za kość policzkową z lewej strony i miała zamknięte oko, ale
tylko z bólu policzka.
– Co jest grane? – pomyślała Samane, patrząc na bezradnego sędziego.
Drugi sędzia podbiegł do niego i zaczęli o czymś rozmawiać.
Poproszono o nagranie z kamer. Samane spojrzała na wiszący nad trybunami
ekran i zobaczyła ostatni moment walki, gdy dziewczyny równocześnie uderzyły
się w twarz i poleciały na ziemię.
Doszukiwano się jakichkolwiek różnic w szybkości. Próbowano dojść, która trafiła
pierwsza, ale film pokazywał dokładnie ten sam moment, w obu przypadkach.
Samane i Sayate podniosły się masując obolałe miejsca.
– Mamy remis – ogłosił sędzia.
Samane i Sayate spojrzały po sobie zszokowane.
Widownia wstała, bijąc im brawa i wiwatując.
– To niezwykła rzadkość. Remis na tych zawodach – odezwał się dyrektor, gdy
wróciły na swoje miejsca. – Jestem z was obu, bardzo dumny. – Jak się czujesz Samane?
– Nadzwyczaj dobrze. Ten ostatni moment, był najgorszy. Kręciło mi się w głowie,
traciłam równowagę nie widziałam niczego przed sobą. A twarz Sayi ciągle się
zmieniała. Gdy upadłam na podłogę myślałam, że przegrałam.
– Ja też – odpowiedziała Sayate.
– Obie myślałyście o przegranej, a tu taka niespodzianka, zaśmiał się dyrektor. –
Kibicujmy jeszcze Isae. Waszym remisem sprawiłyście, że zamiast walczyć o trzecie
miejsce, będzie walczyła o drugie. Isae był tak wściekła, że nie dała dziewczynie
z Sybi, choćby cienia szansy na wygraną. Samane patrzyła tylko, jak dziewczyna,
którą wcześniej pokonała upada. Wstała i zaczęła wołać na cześć Isae.
o
Dziewczyny były szczęśliwe, gdy kolorowe konfetti sypało im się na głowę. Samane
i Sayate stały przytulając się do siebie. Na szyi miały medale. Dla Sayate
specjalnie dorabiano naklejkę, na pusty rezerwowy medal. Na drugim stopniu
stała Isae, a na trzecim dziewczyna z Sybi. Samane przekazała złoty puchar, dla
najlepszej w turnieju akademii, na ręce dyrektora. Stojąc na podium, spojrzała
na szczęśliwą Aine, bijącą brawo. Brat Ainy, Kian uważnie się jej przyglądał. Podobnie
generałowie patrzyli na nią i Sayate. Bili brawo, ale wyglądali, jakby myśleli
o czymś całkiem innym. Minął tydzień odkąd Samane zwiedzała to miejsce i zaproponowała
inną strategię.
– Może zastanawiają się czy ją użyć. Jednak nie rozumiem ich wątpliwości. Może
boją się przyznać do porażki, albo tego, że szesnastolatka im dogadała – myślała
Samane, rozważając wszystkie opcje.
– Koniec, końców pewnie i tak nie posłuchają nastolatki – Samane spojrzała
450 451
do k ładnie na twarz każdego z nich, lekko smutna. Jeden z generałów zorientował
się, że na niego patrzy i przez moment ich spojrzenia się spotkały. Samane szybko
przeniosła wzrok na coś innego.
o
W drodze powrotnej zasnęła na siedzeniu helikoptera. Sayate i pozostałe dziewczyny,
były zmęczone i teraz przegryzały batony energetyczne od swoich medyków
i kanapki. Gdy wylądowali przy akademii, Samane poczuła lekkie uderzenie
o ziemię i obudziła się. Wszyscy ruszyli ścieżką do budynku. Samane miała ochotę
się wyspać. Po dzisiejszym dniu, czuła się bardzo zmęczona. Na dziedzińcu akademika
Samane i Sayate zatrzymały się jak wryte. Orli rozmawiał z Kazari. Z tej
odległości nie dało się usłyszeć dokładnie co, ale oboje patrzyli sobie w oczy. Naraz
objęli się i rzucili na siebie całując. Z ławki na ziemię, spadł bukiet czerwonych
róż, owinięty czerwoną wstążką w białe serduszka.
– Czyżby randka? – uśmiechnęła się Sayate.
– Może lepiej im nie przeszkadzajmy – Samane wskazała ogrodzenie dziedzińca
i wszyscy cichcem dostali się do budynku.
Przed położeniem się spać, Samane zaglądnęła jeszcze na chwilę przez okno,
na zakochaną parę. Sojta, Tiri i Miki wcisnęli się do tego samego okna. Kilka okien
w prawo, ta sama sytuacja była z drużyną Sayate, a w oknach poniżej, też tłoczyli
się ciekawscy obserwatorzy.
Gdy Orli skończył całować się z Kazari, z wielu okien rozległy się głośne brawa
i teksty typu gorzko, gorzko. Orli i Kazari speszyli się, widząc taką ilość gapiów.
Orli porwał Kazari za rękę i zniknęli gdzieś między drzewami, za bramą dziedzińca.
Samane uśmiała się razem ze swoją drużyną. Przypomniał jej się Koro, gdy byli
razem. Nagle zaczęło jej brakować tej ukochanej osoby. Zmęczona padła na łózko
i zasnęła. Sojta widząc to, przykryła ją kołdrą. Samane śniła. Padał śnieg. Wokół
było mnóstwo ludzi, wszyscy bawili się, pijąc szampana i tańcząc w rytm wybrzękiwanej
na dziwnych grzechotkach muzyki. Mieszkańcy Meabe ubrani byli w kolorowe
tradycyjne stroje, przypominające wzorzyste szlafroki. Na to narzucone
były oplecione futerkiem płaszcze. Samane jeździła razem z innymi dzieciakami
po lodowisku, ale trzymała się raczej z boku. W pewnym momencie zagapiona
na papierowego smoka, wpadła na chłopaka w jej wieku.
– Przepraszam – Odezwał się, pomagając jej wstać.
Samane wstała i przewróciła się na niego.
– Oj przepraszam – odezwała się speszona, spojrzała na ciemne oczy chłopaka
i od razu się nimi zafascynowała.
Chłopak zaczerwienił się.
– Tak się poznaliśmy – skomentowała Samane, będąc nagle obserwatorem we
śnie. Następnie widziała siebie, siedzącą przy palenisku kilka lat później. Przyglądała
się iskrom wylatującym z paleniska, a potem uderzeniom młota. Chłopak
polewał stal, roztworem z wody i gliny, a potem szlifował, aż z kawałka metalu
powstawało ostrze miecza.
– Ten jest mój – odezwał się chłopak. – Nauczysz mnie nim walczyć? – Spytał.
– Pewnie – odpowiedziała entuzjastycznie.
Następnie obraz przeniósł się do wzgórza z drzewem. Dookoła latały zerwane
przez wiatr płatki kwiatów wiśni.
– Prawa ręka kieruje mieczem, trzymasz ją u góry rękojeści. Lewa bierze na siebie
ciężar miecza. Trzymasz ją jak najbliżej dołu. Koniec ostrza unosisz na wysokość
gardła przeciwnika – tłumaczyła mała Samane, demonstrując to na swoim
mieczu. Następnie wykonała ruchy, które wyglądały jak taniec.
Pokazała chłopakowi całą sekwencje ruchów, płynnie tnąc powietrze i manewrując
nadgarstkami. Na końcu wykonała zamach w bok, przypominający strzepnięcie
i schowała miecz do pochwy.
– Co to było, ten ostatni ruch? – spytał chłopak nie rozumiejąc do czego służył.
– To chiburi. Strzepnięcie krwi z ostrza.
Samane usiadła na ziemi, krzyżując nogi. Chłopak usiadł na ziemi naprzeciwko
niej oboje śmiali się. Kolejna scena pokazywała jak Samane atakuje mistrza mieczem,
krzycząc; Kiai! Koro siedział pod ścianą, obserwując jej walkę. Gdy skończyła
spytał jej;
– Do czego służy ten okrzyk?
– To skupienie energii. Pomaga podczas walki. W czasach wojen klanów, przed
każda bitwą wojownicy ruszając krzyczeli „kiai” po pierwsze by osłabić ducha
walki przeciwnika, a po drugie by dodać sobie otuchy. Prawda jest jednak taka,
że chodzi o energię z wewnątrz nas. Okrzyk to oznaka silnej wojowniczej duszy.
Z jego pomocą można kogoś uderzyć, nawet go nie dotykając.
Kolejna scena przedstawiała szesnaste urodziny Samane. Dziewczyna właśnie
zdmuchiwała świeczki, a mistrz Samas. Lyra i Koro bili jej brawo. Po zjedzonym
torcie, Ona i Koro zostali sam na sam.
– Musze ci o czymś powiedzieć – odezwała się Samane.
– Zabrzmiało groźnie – odezwał się Koro, obawiając się tego, czego miał się
za chwilę dowiedzieć.
– Chce iść do akademii wojskowej i w ślady dziadka.
– To chyba dobrze – uśmiechnął się.
– Nie będziemy się widzieć.
– Pewnie będziesz wpadać na wakacje, albo przerwy świąteczne, czy coś. Mnie
tyle wystarczy.
452 453
– Nie będziemy się widzieć przez pięć lat Koro.
– Co? – chłopak osłupiał. – Dlaczego, przecież…
– W wojowniczych klanach, gdy wyrusza się na naukę, po ukończeniu szesnastu
lat, nie wolno wrócić przed jej ukończeniem.
Koro wyglądał na zszokowanego.
– Kocham cię, ale nie mam innego wyboru – Samane rozpłakała się.
– Nie jedź do tej akademii proszę – Koro objął Samane i mocno przytulił. – Proszę
nie jedź. Nie wytrzymam tyle bez ciebie.
– Już podjęłam decyzje. Mój ród zawsze trzymał się blisko armii. Dzidek wiele
mnie uczył. Myślę, że chciałby tego.
– A ty czego chcesz Samane? Rozwalać nasz związek kosztem zachcianki? –
Koro odsunął się od Samane.
– Nie. Nie zrozum mnie źle, ja czuje, że muszę tam jechać. Jak by to było miejsce,
gdzie powinnam być. Do tego byłam przygotowana i uczona przez wszystkie lata.
Po za tym ,ta wojna coraz bardziej niszczy oba kraje. Nie mogę siedzieć bezczynnie
i patrzeć.
– Dobrze jedź – odezwał się Koro, głosem, który nie wyrażał żadnych uczuć.
– Naprawdę – Samane ucieszyła się.
– Ale zapomnij o mnie – chłopak wstał i udał się do wyjścia.
Samane przerażona, miała łzy w oczach.
– Koro.
– Zapomnij o nas. Rozejdźmy się, tak będzie najlepiej.
– Nie chce tego – Samane omal nie krzyknęła.
– Jeśli takie będzie twoje życie, to możesz zginąć w każdej chwili, a to bardzo
rani. Sama wiesz jak boli utrata bliskich osób. Nie chce tego przezywać – przesuwane
drzwi zaszurały lekko i chłopak zniknął.
Samane miała łzy w oczach. Nie mogła się ruszyć. W końcu zebrała się i pędem
wybiegła z sali, wpadając na mistrza i mijając zdziwioną Lyrę.
– Koro! – krzyknęła, wybiegając przed drewnianą bramę w ogrodzeniu – Nie
zostawiaj mnie! – Samane padła na kolana na środku ulicy.
W drzwiach domu stali zdziwieni mistrz i Lyra.
– Skoro wiedziałaś, że taki los wybierzesz, to trzeba było się ze mną nie wiązać!
– odpowiedział wściekły chłopak, krzycząc.
– Nie chce cię stracić! – wykrzyczała Samane przez łzy. – Nie możemy się tak
po prostu rozejść!
– Zapomnij o mnie.
– Koro wiem, że będę tęsknić. Ty też to poczujesz, choć teraz jesteś na mnie
tylko wściekły!
Chłopak odszedł ulicą w złym nastroju.
– Koro! – Samane krzyczała za nim kilkakrotnie, ale nie odpowiadał. W końcu
straciła go z oczu.
Zapłakana wróciła do domu, uderzając w poduszkę pięścią.
– Najgorszy prezent na urodziny, jaki mogłam sobie wymarzyć – sięgnęła
po chusteczkę, na otarcie oczu i przez przypadek stłukła kule ze śniegiem, która
przedstawiała ją i Koro tańczących na łyżwach. Szkło rozbiło się, rozpryskując
na wszystkie strony. Woda ze sztucznym śniegiem, rozlała się po bambusowych
matach na podłodze. Dało się jeszcze usłyszeć kilka milknących nut pozytywki.
Postacie wylądowały daleko od siebie. Obie zamarły w bezruchu, a ich dłonie wyglądały
teraz, jakby szukały siebie gdzieś w oddali i nie mogły dostrzec. Saamne
usiadła na ziemi obok łóżka i podniosła figurkę Koro. Spuściła głowę płacząc.
– Powinnaś jeszcze raz przemyśleć tą decyzję – odezwał się mistrz, wchodząc do
pokoju i kładąc na stoliku czarkę z zieloną herbatą.
Obraz rozmył się
– Wtedy się rozstaliśmy – Samane obudziła się i podniosła rozglądając po pokoju.
Był wieczór, a w pokoju nikogo nie było.
– Pewnie poszli do miasta – pomyślała.
Usiadła przy biurku i włączyła swojego laptopa. Jej wzrok padł na kule ze śniegiem.
– Ja nadal tęsknię Koro – powiedziała do siebie – Ty pewnie też, skoro przysłałeś
mi tą kulę.
Samane otworzyła pocztę i pierwsza wiadomość na liście, była od Koro. Podekscytowana
otworzyła ją i zaczęła czytać.
– Witaj kochana. Najpierw chciałbym cię przeprosić. Miałaś rację. Bardzo za tobą
tęsknie. Chyba musiałem cię stracić z oczu, żeby uświadomić sobie, jak bardzo jesteś
dla mnie ważna. Mistrz Samas powiedział mi, że prezent dotarł bezpiecznie
do twoich rąk. Mam nadzieje, że ci się podoba. Będę czekał cierpliwie na ciebie, ale
pisz do mnie. Chce wiedzieć o twoich przygodach. Od maja pewnie wiele się wydarzyło.
Mistrz Samas mówił, że miałaś jakieś problemy. Co u ciebie ciekawego?
Na dole znajdował się podpis;
Cierpliwie czekający na powrót swojej miłości Koro i rysunek z serduszkiem.
Samane uśmiechnęła się jak nigdy dotąd. Słowa, które napisał Koro, sprawiły,
że miała ochotę latać. Kręciła się w kółko po pokoju i machała rękami jak wariatka.
Śmiałą się na głos, dopóki do pokoju nie wpadła Sojta i Tiri obładowane
siatkami zakupów z galerii.
– Co ci jest Samane?
– Dostałam wiadomość od mojego chłopaka.
454 455
– Dzisiaj jest jakiś feralny dzień miłości. Najpierw Orli i Kazari, a teraz Samane.
– marudziła Tiri. – Lepiej się stąd ulotnię, bo jeszcze się zarażę – Tiri położyła
siatki i ruszyła do kuchni coś zjeść.
– To ty masz chłopaka? – dziwiła się Sojta. – Nigdy nic nie mówiłaś.
– Wspominałam, gdy pierwszy raz byliśmy w galerii. Pokazywałam jego imię
na talizmanie.
– A no tak, coś pamiętam, ale ja wtedy dołączyłam do was później. Nie słyszałam
tego – skomentowała Sojta siadając na łóżku.
– Pokłóciliśmy się przed moim wyjazdem. Nie zobaczymy się przez pięć lat dopóki
nie ukończę akademii.
– To trochę przykre – skomentowała Sojta.
– A właśnie, miałam mu odpisać – Samane usiadła z powrotem przy biurku
i zaczęła pisać długą wiadomość, relacjonując wszystko, co działo się od momentu
przybycia do akademii.
Gdy kliknęła „wyślij” do pokoju znów weszła Tiri.
– Masz dzisiaj dyżur? – spytała.
– Nie, a czemu pytasz? – Samane zaskoczyło czemu Tiri tak się tym interesuje.
– Nie wypadałoby się zainteresować piwnicą, w której ma się rozegrać cała akcja?
– Kiedy? – spytała Samane, domyślając się do czego zmierza Tiri.
– Skoro nie masz dyżuru. To może dzisiaj w nocy.
– Dobrze – Samane kiwnęła głową.
Około północy, Smane, Sayate. Tiri, Leeme i Sojta skradały się korytarzami, nasłuchując,
czy gdzieś nie zbliża się, ktoś ze strażników.
– Za godzinę będzie zmiana. Musimy się pośpieszyć. Wtedy robią obchód i mogą
nas znaleźć. Dyżur przypada na kogoś z wojowniczego rodu, więc mogą nas odkryć.
– Wyjaśniała szeptem Samane zaglądając zza ściany.
– Tiri na pewno podmieniłaś obraz w kamerach? – dopytywała Sojta.
– Wszystko jest ok –Tiri pokazała uniesiony kciuk i zamknęła swojego mini
laptopa. Piątka dziewczyn ruszyła biegiem, na palcach przez korytarz. Znalazły
schody na minus pierwsze piętro. Przebiegły korytarz dostając się na minus drugi
poziom. Samane, nigdy wcześniej tutaj nie była. Korytarz niczym nie różnił się
od pozostałych. Ten sam kolor ścian. Te same lampy i drzwi po prawej i po lewej
stronie. Nie było jedynie okien. Samane zastanawiała się, co jest za tymi wszystkimi
drzwiami.
– Dział technologiczny ma tutaj swoje sale – wyjaśniła Leeme.
Dziewczyny zatrzymały się na końcu korytarza.
– To tutaj – Tiri wskazała drzwi po prawej, otwierając laptopa i na mapie sprawdzając
czy dokładnie o to miejsce chodziło.
Drzwi okazały się zamknięte.
– I co teraz? – Sojta spanikowała.
Tiri wyciągła kostki i podłączyła do elektronicznego panelu przy drzwiach. Kliknęła
coś w laptopie i drzwi się otworzyły. Światło w pomieszczeniu samo się zapaliło.
Zeszły po schodach w dół rozglądając się, po niedużej sali. Wszędzie dookoła
były zamknięte, metalowe szafy.
– Dział technologiczny pewnie trzyma tu swoje skarby – zauważyła Sojta.
Na środku stał duży, poniszczony i popisany długopisami i markerami stół.
– Gdzie jest wejście Tiri? – Samane rozglądała się po pomieszczeniu.
– Stoisz na nim – odezwała się Tiri i uklękła na wyłożonej parkietem z drewnianych
klepek podłodze. Pomacała niektóre z nich i znalazła dziurę.
– Przydałoby się to czymś otworzyć – zauważyła Tiri
Leeme nachyliła się i otworzyła wielofunkcyjny scyzoryk, z niedużym hakiem.
Udało jej się włożyć go w dziurę i otworzyć klapę.
– Dobrze to ukryte – zauważyła Sojta. Ich oczom ukazały się kolejne schody
w dół. W środku było całkowicie ciemno. Sayate zapaliła latarkę.
Samane nie wyczuła tutaj obecności dymu, a to oznaczało, że Tora jeszcze tutaj
nie dotarli. Dziwiła ją jednak inna sprawa. Zazwyczaj w takich miejscach czuje się
stęchliznę. Natomiast korytarz, wyglądał jakby od nowości nikt tędy nie przechodził,
a na dodatek, czuć było prąd świeżego powietrza.
– Nie wydaje wam się to dziwne, że czujemy wiatr na twarzy? – odezwała się
w końcu.
– Może szkoła ma tutaj wentylację – przypuszczała Leeme, schodząc w dół,
po schodach.
Nagle znalazła kontakt i włączyła światło.
Na ścianach tuż przy podłodze świeciły niewielkie, niebieskie jarzeniówki.
Dziewczyny były jeszcze bardziej zaskoczone.
Po kilku minutach marszu, dotarły do rozwidlenia.
– W prawo dojdziemy do zamku, a w lewo do innego pomieszczenia w akademii
– wyjaśniła Tiri, znów spoglądając w laptopa.
– Idziemy je zobaczyć? – poleciła Samane i ruszyła jako pierwsza.
Po chwili dotarły do schodów wyszły po nich do góry otwierając klapę. W pomieszczeniu
było pełno lodówek i półek z jedzeniem.
– Jesteśmy w spiżarni – zauważyła Sayate
– Nad nami jest stołówka – wyjaśniła znowu Tiri.
– Tyle nam wystarczy. Wracamy, poleciła Samane. Dziewczyny tunelem wróciły
do pierwszego pomieszczenia. Zamknęły klapę w podłodze. I już miały wyjść, gdy
456 457
na s chodach przy drzwiach zobaczyły dyrektora.
– Shit! – wyrwało się Samane z ust, a dyrektor spojrzał na nią krzywo. – Jakim
cudem nas tutaj znalazł? – pomyślała.
– Co wy tutaj robicie?
Dziewczyny milczały, a każdej serce waliło jak młot.
– Niech zgadnę. Szukacie tuneli pod akademią?
– Wszystko szlag trafił – pomyślała Samane. – Dostana się tutaj i do zamku i to
będzie koniec tego kraju.
– Wiecie, że Tora też ich szukają – dyrektor podejrzanie patrzył na każdą z nich,
obchodząc dookoła. – Czy to jest to, co od jakiegoś czasu kombinujecie?
Samane wiedziała, że cokolwiek by teraz nie powiedziała, tylko potwierdzi pytanie
dyrektora.
– Wygląda na to, że niełatwo was złamać. Pilnują tajemnicy jak jeden mąż. –
Dyrektor wyglądał teraz na zadowolonego z postawy dziewczyn. – Gdybym was
nie znał, miałybyście niezłe kłopoty. A teraz zmykajcie mi z stąd raz dwa i tak żeby
was nikt po drodze nie widział.
Samane była zaskoczona i w pierwszym momencie stałą nadal jak wryta.
– Nie słyszałyście? – dyrektor zbliżył się do Samane, mówiąc bardzo poważnym
i złym tonem.
Samane ruszyła pędem do drzwi, a dziewczyny za nią. Biegiem wróciły do akademika,
zatrzaskując za sobą drzwi i dysząc. Samane osunęła się po ścianie, wzdychając.
– Myślałam, że to już koniec planu – Sojta omal się nie rozpłakała.
– Miałyśmy farta – zwróciła uwagę Samane.
– Myślałam, że wyrzuci nas z akademii.
– Hej, a czy on tam nie został? – zauważyła Leeme.
– Nie chcecie chyba powiedzieć, że szedł za nami, żeby znaleźć wejście do tunelu?
– Samane zakładała taką opcję.
– Bardzo możliwe – Sayate podłożyła ręce pod brodę, siadając przy blacie
w kuchni.
o
Tymczasem dyrektor pozostał w pomieszczeniu.
– Spryciary wpadły na trop tego miejsca. To był dobry pomysł żeby je śledzić. –
Dyrektor uśmiechnął się. I przyklęknął przy klapie w podłodze. – Widziałem jak
tędy wychodziły. – Dyrektor znalazł dziurę i włożył w nią hak ze scyzoryka, podobnego
do tego, który miała Tiri. – Bingo dziewczyny. Czyli jednak odkryłyście
tunel do zamku. W starych zapiskach o budowie akademii było coś o nim, ale nie
napisano o lokalizacji. Nadal nie rozumiem, co te dziewczyny kombinują i co to
miejsce ma z nimi wspólnego?
o
Następnego dnia piątka dziewczyn została wezwana do gabinetu dyrektora.
– Nie wiem czego tam wczoraj w nocy szukałyście, ale włóczenie się po piwnicach
akademii w nocy jest zabronione. Szczególnie teraz, gdy Tora mogą kogoś
napaść. Złamałyście regulamin szkoły.
– Wywali nas – pomyślała Samane, oczekując w napięciu tego co zaraz powie.
– Dlatego za karę przez najbliższy tydzień będziecie przychodzić na zaplecze
stołówki i pomagać nowej kucharce obierać ziemniaki, dla całej akademii.
Dziewczyny miały zniesmaczoną minę.
– Cieszcie się! – zakrzyczał dyrektor, wstając – to łagodna kara – za coś takiego,
mógłbym was już spokojnie wyrzucić z akademii.
Dziewczyny zrobiły w tył zwrot i wyszły.
– Znowu się nam upiekło – Sayate odetchnęła.
– Może właśnie o to chodzi – zauważyła Samane – mamy farta, bo tak mają potoczyć
się losy. Tylko od nas zależy czy królestwo będzie nadal istniało.
Dziewczyny odeszły na zajęcia, a dyrektor podsłuchiwał je, przykładając pustą
szklankę do drzwi.
– O co im chodzi? W jakim niebezpieczeństwie jest królestwo? – dyrektor bardzo
zmartwił się tym, czego się dowiedział, ale przynajmniej potwierdził, że dziewczyny
nie spiskują przeciwko Gwieździe i odetchnął z ulgą.
o
Po południu dziewczyny zostały wezwane na zaplecze kuchni. Nowa kucharka
okazała się miłą panią w wieku pięćdziesiąt lat.
Dziewczyny zabrały się za obieranie. Samane, Sayate i Sojta obierały ziemniaka
za ziemniakiem.
– Mogę jakąś instrukcje obsługi, do tego dziwnego urządzenia? – Spytała Tiri,
obracając w dłoniach skrobaczkę.
Smane i Saytae śmiały się z niej.
Leeme patrząc na dziewczyny, jakoś do tego doszła.
– Czy wy nigdy nie obierałyście ziemniaków? – dziwiła się Sojta
– Mamy od tego maszynę – skomentowała Tiri, patrząc z przerażeniem
na ogromny garnek, który dziewczyny już obrały.
– Widzę, że dla was to nie kara – odezwał się dyrektor, wchodząc na zaplecze. –
Smane, Sayate, Sojta ze mną poproszę.
Dziewczyny w momencie wstały, zastanawiając się ,gdzie dyrektor je zabiera.
Cały czas był dla nich niemiły i mówił dosyć głośno, jeśli o cokolwiek spytały.
Samne czuła, że jest wściekły. Zastanawiała się tylko, czy wściekłość jest spowo458
459
do w ana tym, że one coś odkryły, a on nie, czy raczej jest wściekły, że mogły się
wpakować w niebezpieczeństwo.
Dyrektor zaprowadził je do łazienki, wręczył każdej szczoteczkę do zębów i płyn
do mycia podłogi.
– Teraz ładnie wyszorujecie całą podłogę szczoteczkami do zębów. Ma się błyszczeć!
– Wykrzyczał i oparł się, o framugę drzwi.
Dziewczynom miny zrzedły, gdy zobaczyły wielkość łazienki. Dosyć niechętnie
ruszyły się w różne strony.
– Ruchy! Już! – nakrzyczał na nie znowu dyrektor.
Dziewczyny pędem rzuciły się do roboty. Po dziesięciu minutach, Samane
się odezwała.
– Dziadek opowiadał mi kiedyś, że jak chodził do akademii i razem z kolegami
coś przeskrobali, to też musieli czyścić łazienkę szczoteczkami do zębów.
Dziewczyny zaśmiały się.
– Widzę, że wam wesoło – odparł ponuro dyrektor.
– Tylko mówiłam, że dziadek też kiedyś coś przeskrobał i skończył jak my teraz.
– Pakowanie się w kłopoty. To chyba dziedziczne w twojej rodzinie Samane. –
Westchnął bezradnie dyrektor. – Powiecie mi, czego szukałyście w tej piwnicy?
Dziewczyny zamilkły i pędem udawały, że skupiają się na szorowaniu.
– Może szukałyście tunelu co?
Dziewczyny milczały.
– Po co wam on? Bo chyba nie zamierzacie nim chodzić w odwiedziny do Yashi
i króla.
– Wie pan gdzie prowadzi ten tunel, a nadal niczego się nie domyśla? A pani
Senya mówiła, że jest pan bardziej przebiegły ode mnie. No chyba, że w wykorzystywaniu
innych w swoich planach – Aluzja Samane chyba uraziła dyrektora,
bo bardzo się zezłościł, zaciskając po kryjomu pięść.
– Samane wyszorujesz jeszcze ścianę.
– Co? – Samane spojrzała po ścianach z przerażeniem w oczach.
Czuła już jak boli ją nadgarstek, a skóra na kostkach palców była obtarta. Mimo
wszystko, dalej szorowała.
– Ta sprawa jest godna, nawet większego poświecenia – myślała.
– Chyba nie macie mi zamiaru wyjaśnić o co chodzi? – dyrektor próbował je
podpuścić, by czegoś się dowiedzieć.
– Od nas nic pan się nie dowie – odezwała się Samane, przyglądając się swojemu
mdłemu odbiciu w posadzce. – Zbyt wiele królestwo by na tym straciło – dodała.
– Skoro to takie ważne, powinnyście mi o tym powiedzieć – dyrektor był poirytowany,
że sprawa była według dziewczyn taka ważna, a nic nie chciały mu powiedzieć.
– Nie uwierzył by nam pan. – Samane smutna spuściła głowę.
– Pamiętasz, że prosiłem cię, żebyś mi o wszystkim mówiła – dyrektor usilnie
próbował nakłonić ją do mówienia.
– Przykro mi, ale to inna sprawa. Nie możemy nic powiedzieć.
– Nawet jeśli miałbym was wyrzucić z akademii? – dyrektor chwytał się już
ostatniego możliwego podejścia.
– Nawet – odparła uparcie Samane.
– Bycie upartym nie zawsze jest dobre. Wiesz o tym Samane.
– Wiem – odpowiedziała.
– Gdybym was nie znał, mógłbym posądzić o szpiegostwo.
– Więc dlaczego pan tego nie zrobił? – zastanawiała się Samane.
– Wiem, że coś kombinujecie i o czymś wiecie. Liczę, że uda mi się wpaść na ten
trop, zanim zrobicie coś głupiego.
– Nigdy pan na to nie wpadnie. Bo nawet jak się domyśli, to odrzuci tą opcje
jako niemożliwą.
Dyrektora nagle wryło w podłogę. Ostatnie słowa Samane, dały mu do zrozumienia,
że mógł przeoczyć coś naprawdę ważnego, tylko dlatego, że uznał to
za niemożliwe. Cały wieczór przeglądał zebrane informacje w swoim komputerze.
Słowa Samane nie dawały mu spokoju przez całą noc. Sen był krótki, a gdy spał,
śniła mu się akcja, w której stracił wszystkich swoich towarzyszy. Gdy się obudził,
zastanawiał się dlaczego akurat to mu się śniło. Budził się i zasypiał kilka razy
w ciągu nocy, ale za każdym razem śnił to samo.
– Czy to ma jakiś związek z tą sprawą? Chodzi o dziadka Samane? – Myślał. –
Nie to nie to. Wtedy wszyscy zginęli bo byliśmy pewni, że misja się udała. Nasze
błędne przekonanie wpędziło nas w kłopoty. Czyżby moi przyjaciele, który umarli,
ostrzegali mnie przed właśnie takim błędem. – Dyrektor usiadł znowu przy stole,
wpatrując się w rysunki. – Nawet jeśli to wiem, to niczego nie zmienia. Akademia
już od dawna nie jest bezpieczna – mówił do siebie.
– A może wcale nie chodzi o akademię? – odezwał się Akelai.
– Cześć. Długo tu jesteś? – spytał dyrektor, nawet się nie odwracając.
– Na tyle długo ,by zauważyć, że znowu zbytnio roztrząsasz tą sprawę.
– Znowu zaczynasz? – Dyrektor nie był w najlepszym humorze.
– Gdy bym to ja, był na twoim miejscu, pozwoliłbym im działać. Potraktuj to, jak
przydzielenie misji. Ty zawsze byleś dobry w wykorzystywaniu potencjału ludzi.
Zawsze przydzielasz idealnie odpowiednie osoby do zadań. W tym jesteś dobry.
Pomyśl tylko, oni są odpowiednimi osobami do takiej misji. Wiedzą już więcej
od nas i mają jakiś plan. My nie nadajemy się do tego, to nie nasza misja. Tylko
460 461
on i mogą to zrobić. Wpadli na to. Wiec może zamiast im przeszkadzać, zaufaj jak
każdej osobie wysyłanej na misję.
– To jeszcze dzieciaki. Jeśli sobie nie poradzą?
– Strach – odezwał się Akelai – Ty się boisz. Ile razy już Samane udowodniła,
jak dobrze potrafi sobie radzić. Dopóki ona nimi dowodzi, zadba o to, żeby nic
się nie stało. Zobacz, że te dzieciaki nie mają strachu. Wiedzą co robią. Pod tym
względem już nas przewyższyły.
– Chyba mnie rozgryzłeś – dyrektor westchnął. – Trochę mi to przypomina tamten
feralny dzień.
– Ty nadal to roztrząsasz? – Akelai się zmartwił. – Wracając do sprawy. Obserwuj
ich tak jak do tej pory, a sami doprowadzą cię do celu, ale ,gdy przyjdzie co do
czego, pozwól im działać i nie depcz po piętach. W ten sposób tylko blokujesz tą
sprawę. Wspomniałeś mi wczoraj, że Samane uparcie nie chciała nic powiedzieć
i mówiła coś o tym, że królestwo na tym straci. Jass każdy głupi od razu domyśliłby
się, że nie chodzi o akademię, tylko sprawę ważną dla królestwa. Naprawdę, aż tak
zagorzale szukasz winy, że zatraciłeś swoja intuicję. Wiesz jak szybko Samane domyśla
się pewnych spraw, nawet bez słów. Dziewczyna ma zawsze otwartą głowę.
Przemyśl to sobie. – Akelai zostawił dyrektora sam na sam, z jego myślami.
Przez cały tydzień Tiri i Leeme obierały ziemniaki, a Samane, Sayate i Sojta wyczyściły
chyba wszystkie możliwe łazienki.
– Chyba nigdy więcej już nie zjem ziemniaków – marudziła Tiri, gdy wstała.
Samane i Sojta miały zdarte ręce. Samane patrząc na nie, zastanawiała się, czy
iść dzisiaj na trening.
Do pokoju wszedł Axel.
– Nie przeszkadzam? – spytał widząc dziewczyny w piżamach.
– Nie. Chodź. – Sojta uniosła dłonie do góry.
– Aż tak źle? – chłopak przyglądał się dłoniom, siadając na łóżku.
– U Samane jest nawet gorzej. Wczoraj polała jej się krew, a ja po całym tym
tygodniu, nie jestem w stanie uzdrowić ani siebie, ani Samane.
– Dyrektor, aż tak bardzo się wściekł – skomentował Axel, przykładając dłonie
do rąk Sojty.
– Ja chyba wkurzyłam go nawet za bardzo. – Samane była tak zmęczona, że dała
za wygraną grawitacji i pozostała w łóżku, dopóki Axel jej nie uzdrowił. Poczuła
ogromna ulgę, gdy rany na jej rękach w całości się zagoiły. Pozostały jednak niewielkie
zaczerwienienia na skórze.
– Za kilka dni znikną – odezwał się Axel widząc, że Samane ogląda ślady po leczeniu.
– Co dzisiaj robimy? – spytała Tiri ruszając do kuchni, by zrobić coś do jedzenia.
– Może spacer. – zaproponowała Sojta. – Jest już jesień, liście są kolorowe. Korzystajmy
póki jest ciepło.
– Zobaczmy miasto. Przydało by się je trochę poznać – zaproponowała Samane.
– Mnie się ten pomysł podoba. Spytajmy pozostałych czy chcą iść? – zaproponowała
Sojta i od razu zerwała się z łóżka, lecąc do kuchni robić kanapki na wyprawę.
Po południu przed bramą prowadzącą do parku Stała; Samane, Sayate, Febra,
Sojta, Axel, Tiri i Leeme oraz Set i Miriam. Dziewiątka osób, ubrana była w wygodne
ciepłe sportowe ubranie, w sam raz na jesienną wyprawę. Na plecach mieli
plecaki z jedzeniem. Szli spokojnie spacerkiem, co jakiś czas kopiąc w stertę liści
na ziemi. Niekiedy wiatr odgrywał przed nimi taniec pięknej kobiety w sukni
z czerwonych, złotych i brązowych liści. Gdy minęli aleję, pokazały się ulice, pełne
niskich kamieniczek, a w każdej na parterze mieściły się sklepy. Ulica była brukowana
i nie jeździły po niej samochody. Dziewczyny zachwycały się przeróżnymi
przedmiotami na witrynach, od ubrań, poprzez elektronikę, na rzeźbionych talerzach
kończąc. Na końcu ulicy znajdował się duży plac pełen fontann. Samane
przypomniała sobie, że widziała go lecąc do akademii, w pierwszym dniu, gdy
tu przybyła. Dalej znajdowała się ruchliwa ulica. Samane przypomniała sobie,
jak jechała nią z Setem. Powoli w głowie układała jej się cała topografia. Mijając
kolejne ulice, zapamiętywała ich położenie względem siebie i akademii. Po kilku
godzinach marszu dotarli w okolice parlamentu. Samane kopuła z dołu wydawała
się jeszcze większa, niż z lotu ptaka. Budynek był z szaro–różowego marmuru,
uformowanego w kształt pięcioramiennej gwiazdy.
– Wchodzimy do środka? Podobno można go zwiedzać – Sojta na samą myśl,
była podekscytowana.
Kupili więc bilety i po schodach wspięli się na ostatnie, trzecie piętro, dotarli
na okrągły taras i oparli się o barierki. Pod nimi mieściły się krzesła i ławy, ułożone
w pięć sektorów, po jednym dla każdego regionu. Na środku była podwyższona
mównica, z której ktoś teraz wygłaszał przemowę. Samane nie mogła stąd dosłyszeć
słów, ale nagle politycy siedzący w ławkach wstali i zaczęli krzyczeć jakieś
obraźliwe hasła i gwizdać.
– Idź precz. Nigdy nie będzie żadnych traktatów pokojowych, to samobójstwo.
– Wykrzyczał ktoś.
Samane zmartwiła się tym, co usłyszała.
– Chodźmy stąd nie mam zamiaru tego słuchać. Ci politycy to banda sprzedajnych
gnid. Myślą tylko o sobie, o pozycji na stołku i kasie na dwudziestą piątą willę
z basenem i kawiorem na obiad. Ludzi mają gdzieś – odezwała się Febra, patrząc
z nienawiścią na ludzi w dole.
Samane rzuciła jeszcze okiem na kopułę. Belki podtrzymujące szklany dach,
462 463
uł o żone były w kształt gwiazdy.
– To symbol służby Królestwu gwiazdy, a bogini Nan nad nimi czuwa – wyjaśniła
Leeme. – Sądząc jednak po ich zachowaniu, to chyba tylko mit.
– Dobrze, że w tym kraju, to król ma jednak decydujące zdanie we wszystkich
sprawach, inaczej bylibyśmy zgubieni – Skomentował Axel, gdy schodzili
po schodach. Kawałek dalej był zamek, jednak od jakiegoś czasu zabroniono nawet
zwiedzania. Przy wszystkich bramach stało całe mnóstwo uzbrojonych i zamaskowanych
żołnierzy. Gdzieniegdzie stały opancerzone terenowe samochody,
z symbolem królestwa i napisem. Gwardia Królewska.
– Więc w takim miejscu też możemy skończyć – zauważył Set.
– Ja bym nie chciała wśród nich wylądować – skomentowała Sayate, trochę zniesmaczona
widokiem żołnierzy. – To strasznie nudna robota.
– Nudna, ale za to chyba najbardziej odpowiedzialna – zauważyła Samane.
Ekipa ruszyła dalej zatłoczonymi ulicami. Momentami bali się że się rozdzielą
i zgubią, dlatego postanowili iść w spokojniejsze, boczne uliczki. Wyglądało na to,
że żyją tutaj biedniejsi ludzie. Ulice były wąskie i pełne śmieci. W górze, na sznurach
zawieszonych w poprzek ulicy i na zardzewiałych wąskich balkonach, suszyło
się pranie, niekiedy szarpane przez wiatr. Z niektórych okien w górze, dało się
słyszeć krzyki i kłótnie, albo trzaskające kieliszki i rozbite butelki.
– To chyba jakieś slamsy – zauważyła Tiri. – W każdym mieście jakieś są. W takich
miejscach zazwyczaj jest niebezpiecznie.
Ruszyli dalej na wprost, licząc, że wyjdą z powrotem na normalną ulicę. Na końcu
jednak znajdowała się, jakaś stara, opuszczona fabryczna hala. Uczniowie z ciekawości
weszli do środka i rozglądnęli się. Po sufitem ciągnęła się ogromna rura
ciepłownicza, od której biło ciepło. Ze studzienek na ziemi, wylatywała para, powodując
lekką mgłę.
– Co to za dziwne miejsce?
– Zgubiliście się? – spytał ktoś siedzący pod ścianą?
– Jesteśmy w tym mieście po raz pierwszy, ale nie zgubiliśmy się. Zaciekawiło
nas to miejsce – wyjaśniła Samane, odwracając się.
– A to ciekawe, jeszcze nikt tutaj nie dotarł z samej ciekawości.
– Co w tym takiego dziwnego? – Samane nie rozumiała aluzji.
Dopiero teraz zauważyła, że mężczyzna siedzący pod ścianą ma siwe włosy
i brodę. Był bardzo chudy i miał poniszczone ręce. Samane podeszła i zobaczyła
stary wyświechtany mundur z ledwo widocznymi trzema gwiazdkami na pagonie.
– Niewierze był pan oficerem? Na dodatek z najwyższym państwowym odznaczeniem,
za wyjątkowe oddanie na wojnie. – Samane zauważyła złotą gwiazdę
przypiętą pod kieszenią na piersi, z lewej strony.
– Kim jesteś dziewczyno, że znasz się na takich rzeczach? – zdziwił się mężczyzna.
– Jesteśmy z akademii wojskowej – wyjaśniła Samane – z pierwszej klasy taktycznej.
– O! Młodzi kadeci. – mężczyzna wyglądał na ucieszonego ich obecnością. –
Jimmy, patrz – to dzieciaki z akademii! – zawołał staruszek.
Samane spojrzała w bok i zobaczyła całą grupę osób w różnym wieku, wszyscy
wyglądali na bezdomnych i wszyscy ubrani byli w poniszczone i wyświechtane
mundury. Tylko dwie osoby miały jeszcze trzy gwiazdki, pozostali byli niżsi rangą.
Najmłodsza osoba, miała około czterdziestu kilku lat.
– O proszę. Chyba jakimś dziwnym trafem tu jesteście – odezwał się starszy
mężczyzna, z rangą oficera. Wyglądał na bardziej sprawnego niż staruszek na ziemi,
choć wiek był ten sam.
– Dlaczego tutaj jesteście? W tym wieku i z takimi odznaczeniami, powinniście
mieszkać w przyzwoitych domach i mieć niezłą emeryturę. Królestwo dba o weteranów
wojennych.
– Nie o nas młoda damo – wyjaśnił mężczyzna, który prawdopodobnie miał
na imię Jimmy.
– Jak to możliwe? – dziwiła się Samane
– Znaliśmy pewną tajemnice, dlatego usunięto nas z publicznego życia. Większość
z nas została rozstrzelana w bitwie o miasto Ina. To miał być koniec wojny,
ale komuś bardzo zależało, by trwała nadal. Nam udało się uciec. Gdybyśmy wrócili
po należyte dla nas honory, zostalibyśmy od razu znalezieni i zabici.
– Niedobrze, że Samane na nich trafiła – pomyślał dyrektor, przyglądając się sytuacji
przez wejście do pomieszczenia. Od dłuższego czasu niepostrzeżenie śledził
całą ekipę.
– Czy to była ta sytuacja, w której mieliście przeżyć w zamian za życie generała
Rety? – spytała Samane, a Sayate domyślając się o co chodzi, wytrzeszczyła oczy.
– Dokładnie ta sytuacja. Dlaczego tak bardzo cię to interesuje, młoda damo
z akademii? – spytał mężczyzna siedzący pod ścianą.
– Komu może, aż tak zależeć by wojna nadal trwała. Przecież nawet Skała chciałaby
ją zakończyć. To sprawka Tora? – dopytywała Samane.
– Stoją za tym inni ludzie. Tora przy nich to małe płotki. Oni są jak potwory,
z najgorszych koszmarów. Lepiej, byś nigdy ich nie spotkała. Jak ci na imię młoda
damo? – spytał Jimmy.
– Samane Sejom – odpowiedziała Samane, ujawniając w końcu swoją tożsamość.
Wszyscy zebrani wstali.
– Tak jestem wnuczką generała Rety Sejom – odpowiedziała Samane, widząc ich
464 465
re a k cję. I chce się dowiedzieć, jaka jest prawda o tym jak zginął?
– Nie węsz w tej sprawie. Nawet twój dziadek nie dał im rady.
Samane westchnęła.
– Potrzebujecie czegoś? Jeśli mogę wam w jakikolwiek sposób pomóc? – spytała,
zmieniając temat.
Samane przyglądnęła się im i ściągnęła plecak, wyciągając z niego kanapki i wręczając
każdemu po kolei. Reszta ekipy zrobiła to samo.
– Dziękujemy wam, ale czy wy nie będziecie głodni? Stąd do akademii daleka
droga.
– Kupimy sobie coś po drodze – wtrącił się Orli.
Nagle rozległ się czyjś krzyk. Dziki pies, poczuł zapach wędliny i skoczył jednemu
z weteranów do ręki poważnie ją raniąc.
– Dzikie psy – zauważył Axel. – pewnie też są głodne.
Samane zbliżyła się do jednego z nich, podając ostatnią kanapkę i rozrywając
na kawałki. Wściekłe zwierze uspokoiło się i przestraszone niepewnym krokiem
chwyciło kawałek i szybko uciekło. To samo w przypadku innych psów. Jednak
jeden pies stał i patrzył w Samane nieruchomo.
– Ten pies nie ma energii – zdziwiła się Samane. – To zabawka szpiegowska.
Taka, jakie robi Mai.
– Co tu robi szpieg? – zdziwiła się Sayate.
– W oczach pewnie ma kamery? – domyśliła się Tiri.
– Pewnie chodzi o mnie, ale kto i po co by je wysyłał aż tutaj? – dziwiła się Samane.
– Uciekaj Stąd! Oni cię znaleźli! – zawołał mężczyzna siedzący pod ścianą.
Mechaniczne zwierze rzuciło się na Samane. Dziewczyna wyciągła ukryty
pod ubraniem sztylet i gdy zwierze na nią skoczyło, w pierwszym ruchu rozcięła
mu głowę na linii oczu, a potem szybkimi ruchami, poćwiartowała resztę. Ze
środka wydobyły się czarne iskry, a na ziemię posypały się mechaniczne kawałki.
– Czarne iskry. To nie jest zabawka Mai – zauważyła Samane. Tora też by jej
raczej nie zrobili. Nigdy nie widziałam, by ktoś zagęścił czarną ki do postaci dużej
czarnej iskry – Samane była tym zszokowana.
– To oni? Ci którzy zabili twojego dziadka – wyjaśnił Jimmy. Uważaj na siebie.
Musieli cię już od jakiegoś czasu śledzić.
– Ci ludzie są bardziej niebezpieczni niż Tora. Już kiedyś ich spotkałem – odezwał
się dyrektor wychodząc zza ściany.
– Pan generał – odezwał się ucieszony Jimmy – Kopę lat Jass.
– Witajcie – odparł, lekko schylając głowę.
– Znowu nas pan śledzi? – zdenerwowała się Samane.
– Teraz to już wpakowałaś się w totalne kłopoty Samane. Ci ludzie nie dadzą ci
spokoju. Ale na razie tylko cię obserwują. Pokażą się dopiero, gdy wejdziesz im
w drogę. Czyli nie wcześniej niż skończysz akademię. Do tego czasu zapomnij
o tym. A teraz zmykajcie stąd, zanim pojawi się kolejny szpieg.
– Proszę nie mówcie im o tym – odezwał się Jass, gdy pierwszoklasiści wyszli ze
starej fabryki.
– Ktoś powinien znać prawdę – odezwał się Jimmy.
– Przyjdzie odpowiednia pora. Chociaż widzę, że już się nią zainteresowali. Ten
pies musiał ją śledzić aż tutaj. Wy też uważajcie na siebie.
– My już nie mamy nic, Jass. Nie mamy się o co bać, bo nic nie mamy – odezwał
się staruszek spod ściany.
– Ta dziewczyna nie może zginąć. Jak skończy akademię, może wiele zmienić.
Już teraz ma wpływ na pewne wydarzenia. – wyjaśniał dyrektor.
– Dlatego się nią zainteresowali.
o
Po powrocie do akademii, Samane sprawa nie dawała spokoju.
– Samane odpuść. Z Tora sobie poradzimy, ale na tą sprawę jesteśmy za młodzi.
To nas przerasta. Nie dzieje się nic niebezpiecznego. Jeszcze będziesz miała czas,
by odkryć prawdę o dziadku. – Syaate wyglądała na zmartwioną.
– Może masz rację Saya. – Samane wolała skupić się teraz na sobie i na sprawie
z Tora.
o
Jesień zagościła na dobre. Robiło się coraz chłodniej. Wrzesień zbliżał się do
końca. Coraz więcej było deszczowych dni. W którąś sobotę rano Samane wstała
i wchodząc do salonu zobaczyła u przyjaciół swoją twarz.
– O nie znowu – powiedziała do siebie.
– Samane co się dzieje? – Sojta wyglądała na zdziwioną.
Samane odwróciła się w stronę drzwi i natrafiła na lustro. Widząc je, zrobiła się
wściekła i miała ochotę znowu je rozbić. Do pokoju wpadła Sayate, potwierdzając
swoje przeczucie niebezpieczeństwa. Rzuciła się na Samane przewracając na ziemię.
Samane zamknęła oczy i otworzyła widząc nad sobą, parę różowych kucyków.
– Znowu lustro – zmartwiła się Sayate, podnosząc przyjaciółkę z ziemi.
– Wybacz, ale muszę porozmawiać z Yashi.
– Racja, to nie może dłużej czekać – Sayate też wstała i spojrzała na gapiącą się
na nią drużynę Samane. Gdy młoda wojowniczka wyszła z pokoju, Sayate zaczęła
tłumaczyć co się dzieje z Samane.
o
466 467
– Jest Yashi? – spytała Samane, wchodząc do pokoju.
– O co chodzi? – spytała Yashi, zdziwiona obecnością Samane. Na głowie miała
zawinięty ręcznik.
Pokój był jasny i czysty, bez żadnego bałaganu.
Samane znów zakręciło się w głowie i omal nie upadła na ziemię. Wszyscy wokół
patrzyli na nią zdziwieni, a ona widziała wszędzie swoje twarze.
– Yashi. Musze jak najszybciej dostać się do magicznego lustra. Wszędzie widzę
swoje twarze. Odbicia w lustrach nie dają mi spokoju.
Yashi wyglądała na zmartwioną. Kliknęła w zegarek i wpisała wiadomość.
Po chwili zegarek zapikał kilka razy.
– Niech będzie jutro.
– Tak szybko?
– Sama prosiłaś by było szybko – Yashi uśmiechnęła się.
Następnego dnia rano, Samane, Yashi, Sayate i Sojta lecieli specjalnie przysłanym
przez króla helikopterem. Był taki sam, jak helikoptery, którymi do tej pory
latali uczniowie akademii. Jedyną różnicą był symbol królewskiej gwardii. Wylądowali
na lądowisku w ogrodzie zamkowym. Od razu podbiegli do nich uzbrojeni
żołnierze. Zasalutowali przed Yashi i zaczęli obmacywać pozostałe dziewczyny
po ubraniu, czy nie mają przypadkiem czegoś ukryte pod ubraniem. U Samane
znaleźli sztylet.
– Pozwólcie jej go zostawić – poleciła Yashi.
– Wybacz księżniczko, ale nie możemy – odezwał się jeden ze strażników.
– Nalegam – Yashi powiedziała to tak stanowczo i władczo, że strażnik wycofał
się i oddał Samane sztylet.
– Będziemy cię mieć na oku – odezwał się do niej.
– Rozumiem – odparła Samane.
Czuła się pewniej, mając chociaż tyle przy sobie.
– Ruszamy – zawołała Yashi i wszyscy pod eskortą żołnierzy, ruszyli przez szeroką
aleję, rozdzielającą się co kawałek, na boki. Cały ogród był zadbany, równo
skoszony, a żywopłot powycinany w kształty zwierząt, aniołów i pięknych mężczyzn.
Gdzieniegdzie pojawiały się małe brukowane tarasy, lub wystawne rzeźbione
fontanny. Samane pierwszy raz miała okazję zobaczyć zamek z tak bliska. Strzeliste
wieże, wydawały się pnąc do nieba. Niżej były przepiękne witraże, w oknach
zakończonych u góry do szpica. Teraz dało się zobaczyć co przedstawiają. Były
to sceny, ilustrujące powstanie świata i królestwa Gwiazdy. Wnętrze miało bardzo
wysoki, podparty kolumnami sufit. Balustrady ogromnych rozchodzących się
na prawo i lewo schodów, były rzeźbione w żeliwie. Na środku schodów na czerwonym
dywanie, oczekiwał już na nich król.
Dziewczyny oprócz Yashi ustawiły się na baczność i zasalutowały dłonią.
– Spocznij – odezwał się głośno król. – Czekałem na was. – Dłonią wskazał
schody w prawą stronę.
Samane ruszyła dalej, przyglądając się ogromnemu malowidłu na suficie, nad
klatką schodową. Przedstawiało kobietę ze świecącą gwiazdą na czole, na tle ciemnogranatowego
nieba, pełnego gwiazd i planet. Dalej szli korytarzem. Na ścianach
w wzorzystą tapetę, przeplatanymi co kawałek wpuszczonymi w wnętrze kolumnami,
wisiały oprawione w ramy obrazy. Kawałek dalej skręcili w prawo. Tutaj
korytarz pełen był elipsowatych luster, w złotej, rzeźbionej w smoki ramie. Samane
widząc swoje odbicia poczuła się słabo. Zaczęło kręcić jej się w głowie i straciła
władzę nad nogami. Upadła na kolana chwytając się za głowę.
– Samane. Wszystko w porządku? – Sojta martwiła się jej stanem.
– Dopóki nie dojdzie do lustra, tak to będzie wyglądało. Musi się przemóc i do
niego dojść. – Wyjaśnił król. – Już prawie jesteśmy, ale został jeszcze korytarz.
Lustro jest blisko i odpycha ją, by się przekonać, czy naprawdę tego chce. Samane
wstań. – Powiedział łagodnie.
Samane oprócz słów, słyszała szum w głowie.
– Samane wstawaj! – Sayate zakrzyczała na nią i uderzyła dłonią w policzek.
Samane otrzęsła się na chwile i z pomocą różowowłosej wstała.
Korytarz wydawał jej się bardzo długi, choć w rzeczywistości, miał tylko kilka
metrów. Dla Samane każdy krok, był ogromnym wysiłkiem. Jakaś ogromna siła
odpychała ją. Ona jednak była uparta. Wiedziała po co tu przyszła. Mimo oporu
stawiała kolejny i kolejny krok. Aż w końcu odetchnęła i padła na kolana, na końcu
korytarza, tuż przed gładkimi brązowymi drzwiami. Po prawej i po lewej, stały
obite czerwonym aksamitem, ławki.
– Weź to Samane. Dzięki temu będę mogła śledzić twój stan i w razie gdyby
coś się stało, pomogę ci – Sojta wręczyła Samane dwie opaski, jedną na rękę, do
mierzenia pulsu i ciśnienia a drugą na głowę, do monitorowania fal mózgowych.
Samane ubrała obydwie i chwyciła za klamkę.
– Gotowa? – spytała Yashi.
Samane kiwnęła głową. Yashi chwyciła dłoń Samane i obie nacisnęły na klamkę.
Drzwi otworzyły się. Przed Samane było pomieszczenie, ułożone w całości z luster,
zarówno ściany, jak i podłoga, i sufit. W rogach pomieszczenia świeciły się maleńkie
diodowe żarówki. Samane idąc po lustrze i widząc swoje zwielokrotnione
odbicie, z każdej strony, miała wrażenie, że unosi się w powietrzu. Szczególnie,
gdy patrzyła na podłogę.
– Gdy by coś się działo krzycz. Od razu mówię, że to może potrwać nawet kilka
godzin. – Yashi wycofała się.
468 469
– Dziękuje – powiedziała Samane szeptem.
Yashi zamknęła drzwi i Samane straciła wyjście z oczu. Zakręciło jej się w głowie
i straciła orientacje. Nie miała pojęcia czy stoi czy leży. Oglądnęła się w jedną
i drugą stronę i nagle wpadła w panikę, nie wiedząc gdzie jest wyjście.
– Stąd nie ma wyjścia – odezwał się jakiś głos.
– Kim jesteś? Duchem?
– Nie. To z sobą się mierzysz.
– Ale jak? – Samane była zdezorientowana.
– Jeśli już bardzo chcesz wiedzieć. Jestem twoją podświadomością. To co słyszysz,
to twoje własne myśli.
Samane nagle zdała sobie sprawę, że głos, który słyszy, należy do niej.
– Jestem demonem, skrzywdziłam ją, omal nie zabiłam Sayate, kim ja jestem,
nie mam siły, boje się, nie wiem co zrobić. – Te kilka słów, przetaczało się echem
po pomieszczeniu, Samane złapała się za głowę.
– Stąd nie ma już wyjścia – odezwał się zwielokrotniony głos, odbić w lustrach.
– Tylko nie panikuj, tylko nie panikuj. Nie jestem taka. Dam radę. – Samane
zamknęła oczy i zemdlała padając na wznak na podłogę. Ocknęła się po chwili,
widząc samą siebie, leżącą na suficie.
– Kim jesteś? – spytała, nie rozpoznając osoby w odbiciu.
– Tobą – odpowiedziało odbicie.
– Ja tak wyglądam? – zdziwiła się.
– Strach – odezwały się wszystkie odbicia – bój, się bój się, bój się – wypowiadały
w kółko, a Samane zdezorientowana, poczuła coś chłodnego pod sobą. Podniosła
się i popatrzyła na podłogę. Jej odbicie zalewała woda. Było jej coraz więcej.
Samne rozglądnęła się, szukając miejsca gdzie mogły by być drzwi.
– Musze stąd uciec. – Yashi pomocy!, Sayate! – krzyczała, ale nikt jej nie słyszał,
szum wody był coraz większy. Całe pomieszczenie wypełnione było wodą.
– Chcesz uciec od samej siebie – odezwał się znów głos.
– Samane mnie woła – odezwała się Sayate, siedząc na ławie na korytarzu.
– Nic nie słyszę – zdziwiła się Sojta, ale wygląda na to, że jej mózg wariuje –
wskazała na wykres na laptopie.
– Boi się czegoś – Sayate poczuła ten sam strach co Samane.
– Ty i Samane jesteście połączone duchową więzią, nic dziwnego, że zabrała cię
ze sobą. – Wyjaśnił król. – Skup się i pomóż jej.
Sayate zamknęła oczy.
Woda sięgnęła już sufitu. Samane zapierała się rękami, o swoje odbicie nad sobą.
Zostało kilka centymetrów. Samane próbowała nabrać powietrza, by wstrzymać
oddech, ale płuca odmówiły jej posłuszeństwa.
– Co się dzieje? – pomyślała, panikując. Woda wdarła jej się do ust i zalała płuca.
– Czy ja tu zginę? – myślała.
– Właśnie umarłaś – odezwał się głos.
– Co takiego? – Samane rozglądnęła się, po zniekształconych przez wodę odbiciach.
Unosiła się pośrodku. Nagle znalazła się, jakby obok swojego ciała.
– Niemożliwe – patrzyła przerażona, nie widząc własnych rąk. Była przeźroczysta.
Jej ciało, które unosiło się w wodzie, powoli znikało.
– Zginęłaś przez własny strach wiesz? – Odezwał się głos, tuż przy jej uchu.
– Samane – rozległ się głos Sayate.
– Saya – Samane rozglądnęła się, ale nigdzie nie widziała swojej przyjaciółki.
– Samane nie możesz odpuścić. Nie ty. Dlaczego się boisz? Przecież, to ty, jesteś
najodważniejsza z nas wszystkich. Weź się w garść.
– Dziękuje ci Saya – Samane zamknęła oczy, a gdy je otworzyła zobaczyła, że jej
dusza i ciało znowu były razem.
– Niech zgadnę, czy ty mistrzyni w nurkowaniu bałaś się utonąć? – odezwał
się głos.
– No tak. Było coś takiego, gdy byłam małym dzieckiem. Jeszcze nie umiałam
pływać. Wpadłam do rwącej rzeki i zaczęłam się topić. Nie mogłam się wydostać,
a prąd był za silny, dla takiego małego dziecka. Ktoś mnie wtedy uratował. – Samane
przypominała sobie zdarzenie. – No tak, dziadek skoczył wtedy za mną do
wody i wyciągnął mnie. Gdy troszkę podrosłam i nauczyłam się pływać, ciągle to
wspomnienie wracało do mnie. Rozmawiałam o tym z dziadkiem i to on, podsunął
mi pomysł, żebym bawiła się z poławiaczami pereł. To była pierwsza rzecz,
której się bałam, ale dzięki pomysłowości dziadka, udało mi się z tego wyjść. – Samane
uśmiechnęła się, na samo wspomnienie.
– Dawne strachy, gdy się przez nie przejdzie, nie są już takie straszne, a nawet
śmieszne – odezwał się głos. Czy boisz się umrzeć? – spytał.
– Nie – odpowiedziała bez zastanowienia, Samane.
– Ooo, jaka pewna. A jeszcze przed chwilą błagałaś, by ktoś cię uratował. Teraz
już nikt z zewnątrz cię nie usłyszy. Nawet ta dziewczyna, połączona z tobą nicią.
Nigdy już z stąd nie wyjdziesz. Przekonajmy się, jak długo będziesz umierać. Nagle
coś w rodzaju drąga, wbiło się w ciało Samane, przygwożdżając ją do ziemi.
– Co ty chrzanisz. To tylko iluzja – wydyszała z bólu Samane.
– Ten ból też? – spytał głos.
– Nie przekonasz mnie – zapierała się, próbując się ruszyć i wyciągnąć przedmiot.
Nagle woda zamieniła się, w sypiąca się na nią ziemię. Słyszała dźwięk łopat
i po chwili ogarnęła ją całkowita ciemność. Czuła na sobie ogromny ciężar.
470 471
– I co teraz powiesz? – odezwał się głos.
– Nie przekonało mnie to – odparła i ziemia zniknęła.
Znów była zawieszona w wodzie, na środku pomieszczenia pełnego luster. Nagle
pomieszczenie zniekształciło się. Lustra przesunęły się, tworząc w ścianach korytarze
tak samo wyłożone z każdej strony lustrami.
– W takim razie płyń dalej w głąb siebie. Wybór należy do ciebie – odezwał się
głos, a Samane zastanawiała się, który korytarz wybrać.
– Coś mi mówi żeby wybrać ten w dole – pomyślała i popłynęła w jego stronę.
Po chwili dotarła do kolejnego pomieszczenia z luster, ale jedna ze ścian, zmieniła
się w coś, w rodzaju obrazu wyświetlanego przez rzutnik. Zobaczyła scenę, gdy
pod drzewem kwitnącej wiśni, żegnała się z Lyrą i mistrzem.
– Ze swoją śmiercią się pogodzisz, a co zrobisz, gdy ją stracisz? – spytał głos.
Samane przez moment wzdrygnęła się, na samą myśl o siostrze. Nagle w dziewczynkę
pod drzewem trafiła strzała. Samane przeraziła się na ten widok. Potrzepała
głową i zamknęła oczy. Przypomniała sobie moment, gdy została związana
przez iskry.
– Wiesz to już grali – odpowiedziała z uśmiechem na twarzy, a obraz rozmył
się. Ściana z projektorem zamieniła się w ogromne pomieszczenie, pełne unoszących
się w powietrzu sześcianów, zrobionych z luster. Samane wskoczyła na jeden
z nich. Nagle wokół, pojawiły się cienie, a potem zakapturzone postacie.
– Jesteś jedną z nas – odezwały się, zdejmując kaptury. Samane zobaczyła,
że wszystkie postacie mają jej twarz. Założyły z powrotem kaptury i masowo atakowały
ją z rożnych stron. Samane odbijając się, raz, po raz od sześcianów, robiła
uniki. W końcu było ich tak dużo, że musiała walczyć. Jednak żadnej postaci nie
dało się pokonać. Powaliły ją na podłogę i zaczęły atakować. Samane nie mogła się
podnieść. Czuła tylko na sobie ciągłe ataki. Zaciskała zęby z bólu.
– Nie mogę przegrać – mówiła, próbując się podnieść, ale nim to zrobiła, kolejna
postać boleśnie ją trafiała, dobijając do podłoża.
– Posłuchaj siebie. Jak bardzo tego pragniesz? – odezwał się ktoś. – Jak wiele
będziesz w stanie znieść i poświęcić?
– Dziadek? – Samane zdziwiła się, widząc go przed sobą.
– My z rodu Sejom nie poddajemy się tak łatwo. Wiesz o tym. Wstań i walcz
dalej. Przypomnij sobie, jaką przysięgę złożyłaś. Spójrz na talizman.
Samane sięgnęła ręką za koszule i zobaczyła napis „Uwierz w siebie i nigdy się
nie poddawaj”
– Racja – Samane schowała talizman i obrywając kilka razy pod rząd, podniosła
się, pomimo bólu.
– Skoro to iluzja, to mogę sobie wymyślić co chcę! – wykrzyczała i wylądowała
na ścianie, która wydawała się być sufitem.
– Teraz to jest podłoga – powiedziała i w momencie wszystkie sześciany i iluzje
Tora uderzyły w podłoże i zniknęły, rozpryskując się, jak stłuczone szkło.
Nagle znalazła się na arenie w trakcie zawodów z tą różnicą, że teraz leżała
na ziemi, patrząc przestraszona na siebie. To była scena z pierwszej walki, gdy pokonała
przestraszoną dziewczynę. Teraz znajdowała się na jej miejscu. W kolejnej
walce, analogicznie znajdowała się w miejscu przeciwników, których pokonała.
– Samane. Wierze w ciebie – Samane nagle zobaczyła przed sobą dziadka, z czasów,
gdy miał może trzydzieści lat. Ruszył atakując ją.
– Co? – Dlaczego? – nie chce z tobą walczyć?
– Musisz – odezwał się młody mężczyzna, będący jej dziadkiem – uspokój się
i wygraj.
Samane zamknęła na chwile oczy. Delikatnie opuściła ręce. Wzięła głęboki oddech
i odrzuciła ze swojej głowy wszystkie myśli.
– Hę – mruknęła Sojta, patrząc na wykres na ekranie.
– Jest dobrze. W końcu się uspokoiła – skomentowała Sayate, zaglądając przyjaciółce
przez ramię.
Samane nagle na trybunach dostrzegła swoich przyjaciół, wszyscy patrzyli
na nią, trzymając kciuki. Zobaczyła cała swoja klasę, króla, dyrektora, Ainę, Kiana,
Daigo, Mai, Isae, Akelaia, Senye, mistrza razem z Lyrą, Panią Sojon z mężem, ojca
Airy i samego Airę. Na samym dole trybuny siedzieli jej rodzice, uśmiechając się
i machając do niej. Bili jej też brawo. Mama wyglądała jakby miała łzy w oczach.
– Jesteśmy z ciebie tacy dumni – powiedziała.
– Moja krew – zaśmiał się tata.
Samane łzy polały się z oczu ze wzruszenia. Ale najbardziej wzruszyła się, gdy
tuż obok rodziców zobaczyła Koro. Chłopak trzymał podniesiony kciuk, a drugą
ręką posłał jej pocałunek.
Nagle dziadek ją zaatakował. Poleciała kawałek do tyłu.
– Wstawaj! – krzyknął.
Samane stękając, podniosła się i ruszyła znowu, ale dziadek odpierał każdy
jej atak.
– Jak mam wygrać z kimś, kto nigdy nie przegrał.
– Przecież to iluzja, on nie istnieje naprawdę nie? – odezwał się głos.
– Ale ma tą samą siłę – odpowiedziała Samane.
– Ma, bo ty mu ją dałaś. To twoja projekcja – odezwał się głos.
Samane zamknęła oczy i znów się uspokoiła. Zebrała wokół siebie energię i przesłała
w stronę iluzji, która zaczynała się rozpływać.
– Wybacz dziadku.
472 473
– Dobra robota – powiedział zanim się rozpłynął.
Samane znalazła się znowu w korytarzu z luster. Skręcała raz, po raz, biegnąc
w nieskończoność. Korytarze rozdzielały się i zawijały i tak w kółko. Nic się
nie zmieniało.
– To labirynt? – dziwła się.
– Raczej twój niespokojny umysł – odezwał się głos.
– Co ja tu robię? – rozglądnęła się dookoła, stojąc na dużym rozwidleniu.
– Zgubiłaś się chyba. Za czym tak biegniesz?
– Nie wiem?
– Czego szukasz? – dopytywał głos.
– Chyba wyjścia.
– Chyba, czy na pewno? – pytał głos.
– Tak, szukam wyjścia.
– Znajdziesz je jeśli tylko będziesz chciała. Wsłuchaj się w siebie. W swój własny
głos.
– Mój głos – powtórzyła Samane i po raz kolejny próbowała się uspokoić.
Rozwidlenia labiryntu zmieniły się w jedną prostą drogę, z drzwiami na końcu.
– Widzisz. Ludzie często komplikują sobie sami sprawy, poprzez mętlik wielu
niepotrzebnych myśli w głowie. Zawsze wytyczaj sobie jeden cel i dąż do niego
prostą drogą, ale musisz pamiętać o skupieniu. – wyjaśnił głos.
Samane ruszyła przed siebie, prostym korytarzem i otworzyła drzwi. Zobaczyła
siebie, leżącą na ziemi. Zbliżyła się i popatrzyła na swoją twarz. W tym momencie
została z powrotem wciągnięta do ciała. Obudziła się w pokoju z lustrami. Naprzeciwko
siebie, widziała swoje odbicie.
– Kim jesteś? – spytało lustro.
– Jestem Samane Sejom, dziedziczka potężnego wojowniczego klanu. Ta, która
nigdy się nie poddaje. – Samane podniosła się, a z lustra naprzeciwko, wyszło jej
odbicie i przyjęło postawę do walki.
– Więc się przekonajmy czy to ty? – Może to ja jestem tą prawdziwą?
– Nie sądzę. – Samane była teraz po tym wszystkim przekonana, że wie kim jest.
Stała pewna swego i spokojna.
– Przygotuj się powiedziało odbicie i zniknęło. Wszystkie lustra stały się puste,
a Samane miała wrażenie, że jest zawieszona w nicości.
Spokojnie usiadła, krzyżując nogi i układając dłoń na dłoni. Skupiła się, starając
się, całkowicie uspokoić i oczyścić z wszelkich myśli. Medytowała tak przez dłuższą
chwilę, cierpliwie czekając. W końcu za sobą poczuła czyjąś obecność.
– W końcu jesteś – Samane powoli i spokojnie wstała. Odwróciła się i spojrzała
w oczy przeciwniczki identycznie wyglądającej jak ona.
– Pamiętaj co z dumą nosisz na swoim ramieniu. Nie możesz zawieść. Jesteś
dowódcą, musisz wiedzieć, kim jesteś, także dla tych ludzi. Odnalazłaś siebie, ale
musisz pamiętać też o nich, o swoich towarzyszach. Bez ciebie sobie nie poradzą
– odezwał się głos dziadka.
Samane spojrzała na okrągłą naszywkę na ramieniu. Miała białą pięcioramienną
gwiazdę w cienkim okręgu, na fioletowym tle, dookoła były napisy ZKG akademia
1AT dowódca.
Samane uśmiechnęła się.
– Jeszcze będziesz ze mnie bardziej dumny dziadku – szepnęła i ruszyła do ataku.
Postać idealnie kopiowała jej ruchy, jakby rzeczywiście uderzała w lustro.
– Jak ją pokonać? – myślała. Gdy nie atakowała, postać stała w miejscu.
– Tak też nie wygram. Musi być jakiś inny sposób. W końcu ona jest mną, jak
najlepiej mnie pokonać? – Samane myślała przez chwilę i zrobiła dwa kroki do
przodu. Zatrzymała się, spojrzała postaci naprzeciwko w oczy.
– By mnie pokonać, ktoś musiałby złamać mój umysł – pomyślała, robiąc jeszcze
jeden krok, stopiła się z drugą postacią.
– Świadomość własnej słabości to najlepsza rzecz, by nie zostać pokonanym –
odezwał się głos – wygrałaś. Idź przed siebie a znajdziesz wyjście.
Samane ruszyła przed siebie stając przy lustrze, próbowała je jakoś złapać, albo
chwycić, ale nie dało się go ruszyć.
– Mówiłem, że stąd nie ma wyjścia – odezwał się znów głos.
– Wiem, że chcesz mnie jeszcze zmylić, ale to koniec. Sam powiedziałeś, że wygrałam
i jeśli będę chciała wyjść, sama znajdę wyjście.
– W takim razie żegnaj – głos zamilknął.
Obraz pomieszczenia zadrżał i na sekundę rozmył się. Samane stała w tym samym
miejscu, co na początku Zanim upadła na ziemię.
Odwróciła się do tyłu. Pamiętając, że w tym kierunku szła Yashi. Dotknęła lustro
na łączeniu i znalazła zagięcie.
– Czy to na pewno tutaj? – myślała. Przeszła wzdłuż ściany, znajdując jeszcze
cztery takie zagłębienia. Wróciła do pierwszego. Miała nadzieje, że nie straciła
orientacji.
Pociągła za wgłębienie i drzwi otworzyły się. Wyszła na korytarz i jakie miała
zdziwienie, gdy nie zobaczyła dziewczyn, ani obitych ławek.
– To już nie sztuczki lustra. Wiem to – powiedziała do siebie. W takim razie
wejść do pomieszczenia jest więcej – myślała.
Ruszyła przed siebie, za chwilę korytarz skręcił w prawo i zobaczyła kolejne
drzwi, ale tutaj też nie było ani dziewczyn, ani ławek. Ruszyła dalej korytarzem
i dochodząc do jego końca, usłyszała czyjąś cichą, niezrozumiałą rozmowę. Skrę474
475
cił a i ucieszyła się, na widok dziewczyn.
– Udało ci się Samane – Yashi rzuciła się Samane na szyję.
– Czemu ty przyszłaś z innej strony? – zdziwiła się Sojta.
– Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą.
Samne zdjęła opaski i zmęczona oparła się o ścianę i zjechała po niej, lądując
na tyłku.
Westchnęła.
– Zmęczona? – Yashi była bardzo uśmiechnięta i nieomal skakała z radości.
– Ta – Samane czuła się, jak po miesiącu, dwudziestoczterogodzinnego treningu
z Katonem.
– Jesteś jakaś inna – zauważyła Sayate.
Samane uśmiechnęła się, a Sayate dostrzegła, że jakoś inaczej niż zwykle. Samane
wyglądała na bardziej pewną siebie, a w oczach widać było, jakby jej dusza
urosła do niewyobrażalnych rozmiarów.
– To nie była tylko jakaś tam próba, jak w przypadku, gdy związały mnie iskry.
To było jak podróż do własnego wnętrza – wyjaśniła Samane. – Ale pewnie i tak
mnie nie zrozumiecie.
– Ja cię rozumiem, ale pewnie dlatego, że sama przez to przechodziłam – Yashi
była tak uśmiechnięta, że aż promieniowała światłem.
– Witam ponownie – odezwał się król, nadchodząc korytarzem.
Samane podniosła się czując, że straciła całą energię. Chciała podnieść rękę i zaciskając
zęby zmusiła się by ją unieść.
– Nie trzeba. Pewnie jesteś zmęczona. W takim razie zapraszam na obiad. – Król
lekko wskazał dłonią kierunek.
Samane ledwo szła, ale była szczęśliwa.
– Jesteś teraz inną osobą – zauważył król. – Niby ta sama, a jednak lustro bardzo
zmienia. Wierzyłem, że ci się uda. Niestety musiałem na trochę zniknąć by załatwić
parę spraw, ale widzę, że zdążyłem na czas.
Samane uśmiechnęła się jeszcze bardziej, spierając się na Sayate i Sojcie.
– Lustro duszy – tak bym je nazwała – pomyślała Samane, idąc pięknym zamkowym
korytarzem w towarzystwie króla i przyjaciół.

Komentarze
Prześlij komentarz