Rozdział 18 Fałszywy generał

Samane oniemiałą na widok stołu. Jedzenie było tak pięknie poukładane na talerzach,

że, aż żal było go zjeść. Ogromny złoty stół, otaczało około czterdziestu

drewnianych krzeseł, pozłacanych farbą i obitych czerwonym jedwabiem. Sala

była ogromna. Na suficie były malowidła przedstawiające ogromną bitwę. Z kolorów

zbroi żołnierskich, Samane wywnioskowała, że to dawne wojska Lari, z czasów

zanim powstało Królestwo Gwiazdy. Z wysokich, strzelistych okien na marmurową

posadzkę, padały kolorowe światełka.

Na końcu stołu siedział sam król. Po jego prawej Księżniczka, a po lewej Samane.

Obok niej siedziała Sayate a naprzeciwko obok księżniczki Sojta.

– Musze przyznać, że ciekawe z was dzieciaki – odezwał się król, chwytając widelec.

– Tato nie jesteśmy już dziećmi – upomniała go Yashi, nakładając sobie sałatkę

na talerz.

Samane nie miała pojęcia co w ogóle ma przed sobą na talerzach. W życiu nie

widziała tak dziwnych potraw. Wypatrzyła krewetki i już miała po nie sięgnąć, gdy

nagle zobaczyła, że ma przed sobą kilka rodzajów widelców.

– Co? – pomyślała rozglądając się bezradnie.

Nie wiedziała co zrobić, żeby nie urazić króla. Znała etykietę, jaka obowiązywała

w klanach. Ukłony, zwroty grzecznościowe podziękowania po posiłku ułożenie

pałeczek, ale to co widziała teraz, znacznie ją przerastało. Spojrzała na króla

i chwyciła ten sam widelec co on. Sięgnęła po talerz, nakładając sobie kilka krewetek

razem z sałatką. Gdy nałożyła rozejrzała się za sosem.

– Samane. Powinnaś wziąć ten – Yashi pokazała jej inny widelec i zaśmiała się,

a zaraz po niej król.

Samane zrobiła się czerwona ze wstydu. Zobaczyła jak Sojta szybko odkłada jeden,

który wzięła do ręki i licząc, że nikt nie zauważył, podmieniła go.

Sojta i Sayate wyglądały na przerażone i nieśmiałe tak samo jak Samane.

– Jak na pierwszy raz, mogę wam darować – zaśmiał się król. – To był pomysł

Yashi, uwielbia się śmiać, gdy ludzie siadają przy stole po raz pierwszy, nie wiedząc

jakich sztućców użyć.

Samne posłała Yashi złowrogie spojrzenie, jak by chciała powiedzieć, to nie

było śmieszne.

Dziewczyny chcąc ukryć swoje zawstydzenie zabrały się za jedzenie.

– Samane spróbuj tego – Yashi wskazała jej talerz z tatarem.

Samane zorientowała się co to takiego, ale nigdy nie miała okazji zjeść. Skosztowała

i poczuła smak łososia.

Zamknęła oczy rozmarzona. Czegoś takiego nie jadła nawet u siebie w Meabe,

w sławnej restauracji; „Czerwony świt”.

– Wiedziałam, że będzie ci smakować – Yashi była podekscytowana tym faktem.

– Wiesz tato, Samane bardzo lubi ryby.

– To tak jak ja – król wyglądał na bardzo miłego i wyrozumiałego.

Samne pomimo, że widziała go już z bliska kilka razy, nadal bała się, że powie

coś nieodpowiedniego, albo źle się zachowa. Po uczcie Yashi zabrała dziewczyny,

476 477

by p okazać im swój pokój. Samane była zaskoczona. Oprócz ogromnych czerwonych

zasłon i baldachimu nad łóżkiem, były tutaj normalne, gładkie meble i biurko

poklejone naklejkami, oraz regał pełen książek i gier planszowych. Ściany były

koloru E cri. Gdzieniegdzie wisiały plakaty znanych aktorów i piosenkarz, a nawet

niektórych sportowców. Samane rzuciło się w oczy zdjęcie, stojące na biurku.

Yashi miała na nim może z sześć lub siedem lat. Przytulała się do pięknej kobiety,

o upiętych z jednej strony włosach. Z drugiej strony opadały do przodu. Jasny

blond wręcz świecił, podobnie jak u Yashi. Samane zauważyła, że kobieta bardzo

podobna jest do obecnej księżniczki.

– To twoja mama? – spytała domyślając się kim jest kobieta.

– Tak – odpowiedziała Yashi, poprawiając poduszki na łóżku.

– Nie chce być niemiła czy coś, ale jak ona umarła?

– Ojciec nigdy nie chciał zdradzić mi wszystkich szczegółów. Powiedział, że to

była głębsza sprawa i opowie mi o tym, dopiero jak będę w odpowiednim wieku,

ale ja wiem, że był to zamach. Została zastrzelona przed zamkiem. – Yashi zastygła,

trzymając poduszkę w ręce. Na samo wspomnienie kilka łez upadło na kołdrę.

– Przepraszam Yashi – Samane zmartwiła się jej zachowaniem.

– To nic takiego. – księżniczka otarła oczy chusteczką, od razu spojrzała na pozostałych,

uśmiechnięta jak przedtem.

o

Po powrocie do akademii Samane myślała, że będzie spać. Wcześniej była zmęczona,

ale uczta przywróciła jej energię. Po powrocie dyrektor wezwał ją do siebie.

Samane weszła i jak zawsze salutowała.

– Spocznij – odpowiedział dyrektor, patrząc na nią wytrzeszczonymi oczyma.

– Wyglądasz tak… – przez moment myślał nad odpowiedni słowem – dumnie

– dokończył. – Jak inna osoba.

– Król powiedział mi to samo.

– Zaczynam się ciebie bać Samane. Masz inne spojrzenie – zaśmiał się dyrektor.

– Jak było?

– Nie powiem, że łatwo. Szczerze myślałam, że to się nigdy nie skończy – westchnęła.

– Ale widzę, że wyszłaś z tego silniejsza. – dyrektor ukrył uśmieszek na twarzy

za złożonymi dłońmi.

– Też mi się tak wydaje – odpowiedziała.

– Liczę, że będą z tego jakieś korzyści.

Samane spojrzała krzywo na dyrektora.

– Jednak w wykorzystywaniu ludzi jest pan generał najlepszy – zaśmiała się,

ukrywając swoje zażenowanie.

o

Zbliżał się sprawdzian z historii, a Samane jeszcze nie wzięła się za naukę. Wieczorem

ruszyła do biblioteki, poszukać potrzebnych książek.

– Czy ty zawsze siedzisz w bibliotece Leeme? – spytała Samane, widząc po raz

kolejny koleżankę.

– Dobrze się czuje w ich towarzystwie – odpowiedziała wertując strony.

– Myślałam, że wolisz towarzystwo komputera. – Samane rzuciła kilka opasłych

tomów na stół.

– Nauka trochę waży – skomentowała cicho.

– Lubie towarzystwo wszystkiego, co daje mi możliwość poszerzania wiedzy. –

Odpowiedziała dziewczyna w okularach, nie odrywając wzroku od kartki.

– Po co się uczysz, skoro i tak już wszystko wiesz. Jesteś dobra z historii, zdasz

ten sprawdzian z wyróżnieniem. – Samane dziwił ten fakt.

– Mój dysk ma ograniczoną pojemność i czasem muszę podmienić pewne dane.

Samane wywróciła oczami.

– Tylko informatyk mówi w ten sposób o swoim mózgu – Samane nie miała

ochoty się uczyć. Ułożyła się na książkach i przyglądała Leeme. Dziewczyna nawet

nie zauważyła, że jest obserwowana. Samane poczuła się śpiąca. I zasnęła. Dzień

zrobił się szary, od gęstych deszczowych chmur, choć wcześniej świeciło słońce.

Nagle coś ją obudziło. Otworzyła oczy i spojrzała na Leeme. Wszystko wyglądało

dobrze. Nagle po plecach przeszły ją ciarki.

– Czarna ki – szepnęła, a Leeme zdziwiona podniosła głowę.

– Dyrektor tutaj? – zdziwiła się Leeme.

Samane oglądnęła się, widząc jak szuka czegoś między regałami, tuż za dziewczynami.

– Niemożliwe. Dyrektor raczej rzadko się tutaj pojawia – szepnęła Leeme.

– Pewnie znowu nas obserwuje, liczy pewnie, że czegoś się dowie o naszym planie

– szepnęła Samane. – Swoją drogą może szuka czegoś w książkach.

– Samane, coś mi się nie wydaje, zachowuje się inaczej niż zwykle. Ma inne ruchy.

Samane skupiła się, próbując go wyczuć i o dziwo zorientowała się, że ukrywa

swoją energię.

– To nie jest normalne żeby w akademii się ukrywał. – Szepnęła Samane.

– Cicho, idzie tu – Leeme wróciła do czytania, a Samane udawała, że się uczy.

– Dzień dobry Samane. Co uczycie się? – odezwał się, kładąc dziewczynom ręce

na ramionach.

Samane intuicja mówiła, by na to nie pozwoliła. Schyliła się udając zmęczoną

i nie została dotknięta.

478 479

– Zmęczona nauką. Nie dziwie ci się. Też nigdy nie przepadałem za książkami.

Miłej nauki. – Dyrektor ruszył w stronę schodów, machając ręką i uśmiechając się.

– Racja to nie jest zachowanie dyrektora – odparła Samane.

– O co tu chodzi? – dziwiła się Leeme.

– Coś mi tu śmierdzi, albo dyrektor coś brał, albo ja nie wiem co. Chociaż nie da

się ukrywać energii, będąc nieświadomym swoich działań – myślała Samane. – Ta

ręka. Dyrektor często kładł mi rękę na ramieniu, gdy chciał mnie pochwalić, ale

teraz nie było powodu. – Samane zastygła w bezruchu nie kończąc myśli. – Leeme.

Jak długo spałam na książkach.

– Z jakieś dwie trzy minuty – odpowiedziała.

– To dziwne, bo jakieś dwie godziny temu, byłam u dyrektora w gabinecie i z nim

rozmawiałam. Dlaczego więc się ze mną witał. Wyglądało, że ma sporo pracy sądząc

po ilości papierów, które miał na biurku. Chyba nie przyszedł by tu tak szybko.

Dyrektor wie, że odkryliśmy jego podchody. Obserwując nas, nie odkrywałby

się tak bezpośrednio bez powodu.

– Samane. Jeśli to nie dyrektor, to w takim razie kto? – przecież nikt nie mógłby

by się pod niego podszyć. Przypatrzyłam się mu uważnie, to nie była maska, ten

głos na pewno do niego należał.

– Nie wiem Leeme, ale z tego wszystkiego zrobiłam się głodna. – Samane wstała

zostawiając książki i ruszyła na stołówkę coś przekąsić.

– Dzień dobry pani – Samne uśmiechnęła się do przemiłej kucharki.

– O witaj Samane. Zaczekaj mam coś dla ciebie – kucharka zniknęła za drzwiami

zaplecza i po chwili przyniosła ładny czarny i na dodatek kwadratowy talerz z niedużymi

zielonymi zawiniątkami z ryżem i różnymi dodatkami w środku.

– Dla mnie? – Samane, aż oczy się zaświeciły – potrafi pani robić sushi? – Samane

była w szoku.

– Mam krewnych z regionu Sera. Nauczyli mnie kilku ciekawych potraw –

uśmiechnęła się pięćdziesięcioletnia pani.

Samane podekscytowana usiadła przy stoliku jedząc pałeczkami. Dziewczyny,

które zawsze towarzyszyły Flayi zerknęły na nią ukradkiem i wróciły do jedzenia.

Samne zauważyła, że coś się w nich zmieniło. Były jakieś smutne i na dodatek rozkojarzone.

Przestały posyłać jej złowrogie spojrzenia. Samane nagle przypomniała

sobie Flaye. Miała wrażenie, że jeszcze wczoraj siedziała w ławce, obok tych dziewczyn,

odrzucając długie rude włosy do tyłu.

– Minęło już trochę czasu od pogrzebu. Prawie już o niej zapomniałam – myślała

Samane.

Wychodząc ze stołówki zauważyła jakieś poruszenie. Obróciła się i spojrzała

na zawieszone pod sufitem ekrany.

– Nie wierzę – Samane osłupiała.

– Samane! – zawołała ją z boku Febra.

Samane spojrzała na nią zdziwiona. Dziewczyna rzuciła jej się na szyję.

– Samane dziękuję ci. Nawet nie wiesz jak się cieszę. Będę ci za to wdzięczna do

końca życia i jeszcze dłużej. – Febra bardzo mocno objęła koleżankę, z jej oczu lały

się łzy, a na twarzy gościł ogromny uśmiech. Samane nie mogła poznać tej chłodnej

i naburmuszonej dziewczyny z początku roku, którą uznała za wroga. Teraz

niebiesko włosa księżniczka, była jej przyjaciółką.

– Poszli po rozum do głowy – Samane spojrzała znowu do góry, na ekran, widząc

jak oddziały przemieszczają się dokładnie tak, jak zaplanowała.

– Użyli tego kropka w kropkę. Co nie? – nagle z boku pojawiła się Sayate. – Szkoda,

że sami na to nie wpadli.

– Ta – Samane patrzyła na ekrany, ciesząc się razem z Febrą.

Dziewczyny podskakiwały i razem wylądowały na podłodze, a tłum gapiów najpierw

popatrzył na nie jak na wariatki, a potem wszyscy zaczęli się śmiać i zerkać

na ekrany jednocześnie. Dziewczyny podniosły się z podłogi.

– Wiedziałem, że coś wymyślisz Samane – tuż obok pojawił się dyrektor. – Słyszałem

plotki, że coś się ruszyło i przyszedłem zobaczyć to na własne oczy.

Samane przyglądała się dyrektorowi. Teraz zachowywał się normalnie. Czuła

jego energię.

– W dobrym momencie tego użyli. Wróg się tego nie spodziewał – skomentował.

– To był pana pomysł?

– Nawet jeśli, to ty byłaś do tego kluczem.

– Jednak w wykorzystywaniu ludzi jest pan najlepszy. Też chciał pan coś zmienić,

ale nie było możliwości. Dopiero, gdy się pojawiłam, coś udało się ruszyć.

Szczerze nie przeszkadza mi to wykorzystywanie, o ile sprawa tego wymaga.

– Już miałem wyrzuty, że będziesz mnie za to winić, ale teraz ulżyło mi – dyrektor

westchnął.

Czy był pan dzisiaj w bibliotece, bo wydawało mi się, że pana widziałam.

– Nie jesteś przemęczona Samane? – zdziwił się dyrektor. – Rzadko pojawiam się

w bibliotece, ale dzisiaj na pewno mnie tam nie było.

– Bingo – pomyślała Samane.

– Coś się stało Samane? – dyrektor był zdziwiony, że Samane nagle tak wypaliła

z tym pytaniem.

– Nie nic takiego – wyparła się i zniknęła wśród ludzi na korytarzu. Wróciła do

biblioteki, gdzie nadal siedziała Leeme. Jej książki, tak jak się spodziewała, były

na tym samym miejscu.

480 481

– Nie jesteś głodna? – spytała, a Leeme zaczytana nie odpowiedziała.

Samane zauważyła, że z oczu lały jej się łzy.

– Coś się stało? – spytała zdziwiona, a Leeme nadal nie reagowała.

Samane szturchnęła ją lekko i dopiero wtedy podniosła głowę.

– O Samane już wróciłaś?

Samanne spojrzała na nią zdezorientowana.

– Co ci jest? – spytała ponownie.

– Mój ulubiony bohater zginął! – wykrzyczała i ze łzami w oczach, uderzała się

książką po głowie. – Moje życie straciło sens.

Samane śmiałą się z niej. Odetchnęła z ulgą i usiadła w ławie, biorąc się, za nadrabianie

zaległości.

Leeme przez ten czas kończyła czytać swoją powieść, rycząc jak wół.

– Musisz to kiedyś przeczytać, to jest świetne – Leeme rzuciła książkę na stertę

tych przeczytanych. Samane przez sekundę dostrzegła tytuł: „Majowe słońce”.

– Wiesz, że wykorzystali moją strategię? Widziałam na ekranach przy stołówce.

Linia frontu już przesunęła się na północ.

– To dobra wiadomość – odparła Leeme, chwytając kolejny tom sagi.

– Spotkałam tam dyrektora.

Leeme przeniosła swoją uwagę z książek na Samane.

– Zachowywał się normalnie. Energia też należała do niego. Spytałam czy był

dzisiaj w bibliotece. Okazało się, że nie.

– Jesteśmy pewne, że to nie był dyrektor. – Leeme spoważniała. – W takim razie

kim była ta osoba? Sobowtórem? – Leeme nie potrafiła tego logicznie wytłumaczyć.

Po kilku godzinach spędzonych w bibliotece Samane pękała głowa od natłoku

wiadomości. Miała tylko nadzieję, że zaliczy na przyzwoitą ocenę. Większość wykładów

Nikei przespała.

Razem z Leeme wyszły na korytarz.

– Już wracasz do pokoju Leeme? – dziwił się Axel, spotykając dziewczyny na korytarzu.

– Dopiero co szłaś do biblioteki i jakoś dziwnie się zachowywałaś. Trochę

jak nie ty, ale teraz widzę, że wszystko w porządku.

Dziewczyny spojrzały na siebie.

– Jestem w bibliotece od dobrych kilku godzin i ani razu nie wychodziłam – tłumaczyła

Leeme.

– W takim razie, kogo ja widziałem? – Axel nie mógł tego pojąć.

– Leeme to nie mógł być sobowtór. Raczej wszyscy naraz nie mamy omanów –

Samane podłożyła dłoń pod brodę, intensywnie myśląc, ale nic nie przychodziło

jej do głowy.

Wieczorem zmęczona nauką postanowiła się trochę wyluzować. Ruszyła na basen.

Po raz pierwszy była tutaj po zmroku. Hala oświetlona była mocnymi reflektorami,

a woda w basenie, była od dołu podświetlona. Smane nie miała pojęcia,

że pod wodą są lampy. Były sprytnie ukryte w bocznych ściankach. Skoczyła do

wody i nagle przypomniał jej się moment, gdy była w pokoju z lustrami i bała się,

że utonie. Teraz na samą myśl o tym wspomnieniu, uśmiechnęła się. Pływając,

myśli uciekały jej do różnych spraw. Przypomniała jej się walka na korytarzu, podczas

dyżuru. Dyrektor został wtedy mocno zraniony.

– Pierwszy napastnik uciekł, a wcześniej popchnął dyrektora, a przecież mógł go

zabić. Dlaczego mi się to teraz przypomina?

Wieczorem leząc w łóżku, gapiła się w sufit, w kółko w jej głowie wyświetlały się

dwie sceny. Pierwsza z walką na korytarzu, a druga, gdy razem z Leeme, spotkały

dyrektora, a raczej jego kopię, w bibliotece.

– Dlaczego ciągle widzę te dwie sceny. Czy mają ze sobą jakikolwiek związek? –

myślała Samane.

Rano obudziła się bardzo wcześnie. Na zewnątrz było jeszcze ciemno. Wzięła

ciepły prysznic i zrobiła sobie śniadanie. Dziewczyny jeszcze spały. Nagle przypomniała

jej się walka z chłopakiem, który oszukiwał używając swojej kopi stworzonej

z iskier.

– Może fałszywy dyrektor, został tak stworzony, ale idąc tą logiką, gdzieś obok

musiałby być prawdziwy – myślała głośno.

– Idąc tą logiką, sprawdziłabym jakie jeszcze istnieją talenty – odezwała się Tiri,

opierając się o ścianę obok drzwi do pokoju dziewczyn. Miała na sobie różową

koszulę nocną i niezaplecione jeszcze, rozpuszczone włosy.

Samane zaskoczona jej obecnością i pomysłem, przez moment nie wiedziała

co odpowiedzieć.

– Możesz tego dla mnie poszukać? – zaproponowała Samane.

– Zobaczę co da się zrobić, ale internet niewiele wie, na temat talentów wojowniczych

rodów. – Tiri ruszyła się spod ściany w kierunku lodówki.

– Chyba wiem, kto może mieć informacje na ten temat – Samane przypomniała

sobie o bliskiej jej osobie. Wystukała na zegarku wiadomość do mistrza?

– Jesteś jeszcze w stolicy? Wiem, że zawsze nosisz przy sobie pewną starą książkę.

Bardzo jej potrzebuje. Szukam spisu możliwych talentów.

Po kilku minutach zegarek zapikał.

– Masz szczęście, właśnie miałem wsiąść w pociąg powrotny. Pojadę następnym,

ale musisz przyjść na stacje.

Samane ucieszyła się. Szybko ubrała się w jeansy i bluzkę o długich, szerokich

rękawach. Na środku, materiał był nakładany jedna strona na drugą tworząc sko482

483

śn e przecięcie, jak w szlafroku. W tali przyszyty był czerwony pas związany z tyłu

w kokardę. Cała bluzka była czarna, z czerwonymi dodatkami i obszyciami. Smane

z kanapką w buzi i niewielką torbą, przerzuconą przez ramię, wypaliła z pokoju.

W biegu chwyciła jeszcze kurtkę. Wybiegła na lądowisko. Wszędzie było jeszcze

ciemno. Wiał chłodny wiatr, rozwiewając nieuczesane i niespięte włosy Samane.

Dziewczyna odpaliła ścigacz i pędem, ruszyła w stronę wytyczonej przez gps trasy.

Lot nie trwał długo. Dworzec kolejowy był niedaleko galerii handlowej. Samane

wylądowała, na lądowisku obok i pobiegła przez tłum w dużym nowoczesnym

i oszklonym budynku.

– Gdzie może być mistrz? – myślała. – W tym tłumie go nie wyczuje. Spojrzała

w górę na elektroniczną tablicę. Zobaczyła pociąg do Karo za trzydzieści minut.

– Spokojnie mam czas – pomyślała i pobiegła tunelem na odpowiedni peron.

Po drodze wpadała i trącała niechcący ludzi. Wbiegła na schody i zatrzymała się,

rozglądając po wybrukowanym kostką peronie. Pisk hamulców wjeżdżającego

na jeden z Torów pociągu, omal nie spowodował pęknięcia głowy. Samane zakryła

uszy dłońmi, czekając chwilę. Gdy maszyna się zatrzymała, jeszcze raz rozglądnęła

się po peronie. Sprawdzała ławki, oglądała się za siebie. W końcu, gdy część ludzi

wsiadła do pociągu, a tłum trochę się przerzedził, gdzieś między głowami mignęły

jej siwe włosy i tak samo siwa i długa broda.

Samane pędem skoczyła miedzy ludzi, przeciskając się, mimo sporej ilości osób.

Dostrzegła jego zielone tradycyjne ubranie.

– Mistrzu! – zawołała, a on spojrzał w jej stronę.

Dotarła w końcu zadyszana, zatrzymując się i spierając ręce na kolanach. – Istne

wariactwo – wydyszała.

Pochylona zobaczyła przed oczyma starą, pisaną ręcznie książkę, powiązaną

sznurkiem. Kartki były lekko pożółkłe. Całość pisana była tradycyjnym krzaczkowatym

językiem z jej regionu. Samane podniosła się, łapiąc oddech.

– Dziękuje mistrzu – odpowiedziała, biorąc przedmiot i chowając do torby.

– Znowu kłopoty? – spytał. – Może powinienem jeszcze zostać?

– Nasiedziałeś się tutaj wystarczająco długo. Musisz wracać do Lyry. – Samane

nie chciała martwic mistrza swoimi problemami.

– Co się z tobą stało? Jesteś inna – zauważył. Jak by. bardziej dojrzała na duszy –

mistrz uśmiechnął się. jakby domyślał się o co chodzi.

– Widziałam się z magicznym lustrem w zamku – wyjaśniła Samane.

– Rozumiem – odpowiedział mistrz, resztę faktów przemilczając.

Stali an chwile w ciszy.

– Nie masz za chwilę zajęć? – zwrócił jej uwagę.

– Aaa – Samane spojrzała na zegarek. Wokół zrobiło się już jasno.

– Poradzisz już sobie sama Samanne. Przeżyłaś próbę lustra. To spore wyzwanie.

Od teraz naprawdę idziesz swoją własną drogą. Nawet jeśli pojawią się problemy

będziesz w stanie poradzić sobie z nimi bez niczyjej pomocy. Trzymaj się moja

mała uczennico. – Mistrz przytulił ją. – A teraz pędź do akademii, na zajęcia, nie

wypada osobie z rodu się spóźniać.

Samane pomachała jeszcze mistrzowi, będąc już na schodach. Odwróciła się

i biegiem wróciła do ścigacza. Przed wejściem do klasy, szybko związała włosy

w zwykły ogonek opadający na plecy i cichcem wślizgnęła się do ostatniej ławki,

obok Sayate.

– Gdzie cię wywiało? – Szepnęła do niej Sayate, nie chcąc przerywać wykładu

Senyi.

– Musiałam coś załatwić. Później ci wyjaśnię – odpowiedziała takim samym tonem.

– O w końcu jesteś Samane – Senya zauważyła jej obecność. – Chciałam ci tylko

przekazać, że za to co zrobiłaś, masz u mnie dodatkową celującą ocenę.

– Nalezy ci się – Febra oglądnęła się na Samane, uśmiechając się i podnosząc

uniesiony kciuk.

– Wracamy do lekcji dziewczyny – upomniała je nauczycielka. – Kto mi wymieni

wszystkie stopnie w naszej armii? – spytała.

Kilka osób podniosło ręce w górę. Senya wskazała na Mona.

– Szeregowy, starszy szeregowy, sierżant, starszy sierżant, dowódca, starszy dowódca,

kapitan, starszy kapitan, oficer, generał, główny generał, król / Gwiazda.

– Kto mi w takim razie powie, jakie symbole mają poszczególne funkcje? –

powinniście się już w tym rozeznać. – Senya chwile się zastanowiła i wskazała

na Leeme.

– Zacznę od góry. Król posiada koronę i dużą gwiazdę w obręczy. Główny generał,

ma pięć gwiazdek. Generał cztery. Oficer trzy, starszy kapitan dwie, a kapitan

jedną. Starszy dowódca posiada sześć pasków. Dowódca pięć. Starszy sierżant

cztery. Sierżant trzy. Starszy szeregowy dwa, a szeregowy jedną – Leeme dumnie

wymieniła wszystkie symbole.

– Jakie mamy rodzaje i grupy wojska? – Spytała Senya wskazując na Gwiazdę.

– Są wojska lądowe, powietrzne i marynarka wojenna. Oprócz tego policja wojskowa,

gwardia, królewska i specjalne grupy szpiegowskie. Z czego z tych ostatnich,

istnieją na razie tylko dwie.

– Od czego zaczęłabyś misję, niezależnie od jej miejsca? – nauczycielka wskazała

na Samane.

– Od zdobycia informacji. Najpierw dobrze byłoby wysłać zwiadowców, bądź

szpiegów i dowiedzieć się, jaką liczebność ma wróg, zrobić rozpoznanie terenu,

484 485

a m oże i przechwycić plany wroga.

– Co dalej? – wyciągała od niej Senya.

– Na podstawie zdobytych informacji, zaatakować, lub wciągnąć w zasadzkę.

– A jeśli poniesiesz straty? – dopytywała Senya.

– Wezwać wsparcie.

– Dobrze pochwaliła ją Senya. – Dzisiaj chciałabym wam powiedzieć o kolorowych

taktykach. Ktoś już coś na ten temat słyszał?

Samane, Sayate i Yashi podniosły ręce do góry.

– Tak mało osób? – zdziwiła się Senya – Samane wymień jakie znasz.

– Czarna, zielona, niebieska, czerwona. Wiem, że jeszcze są inne, ale nie mam

pojęcia jakie – odpowiedziała.

– Ktoś coś doda? – Senya spojrzała na Sayate i Yashi.

Dziewczyny pokiwały przecząco głową.

– To może któraś z was wyjaśni mi, co oznaczają wymienione przez Samane taktyki.

– Czarna to wszystkie działania w zabudowanym terenie, ale dotyczy też pojazdów,

jak samolot, autobus. Związane często z odbijaniem zakładników. Zielona to

wszystko co dzieje się w lesie, stąd kolor. Ale tego typu akcja może dziać się też

na pustyni czy lodowcu. Niebieska to wszystko co dzieje się na wodzie i w niej. –

Sayate skończyła mówić i zamilkła.

– A czerwona – dopytywała Senya, ale ani Sayate, ani Yashi nie wiedziały.

– Samane – nauczycielka zwróciła się teraz do niej.

– Czerwona od koloru krwi. To taktyka w sam raz dla medyków. Niesienie pomocy

rannym. Pierwsza pomoc i tak dalej. Zazwyczaj połączona z innymi – wyjaśniła.

– Dwie inne które pominęliście to szara i biała. Szara dotyczy wszystkiego co

wchodzi w ochronę ważnych osobistości.

– Jak gwardia królewska – zauważyła Sayate.

Senya kiwnęła głową, a Yashi była w lekkim szoku.

– Dziwi mnie, że ty tego nie wiedziałaś księżniczko.

– A biała? – dopytywała się Sayate.

– Jest nieoficjalna i trochę humorystyczna. To wszystkie sprawy biurowe i papierkowa

robota, ale często konieczna, by cokolwiek mogło funkcjonować.

– Jak dyrektor za swoim biurkiem. Ostatnio ma tam całe sterty papierków – zaśmiała

się Sayate, a zaraz za nią cała klasa.

Senya miała ochotę coś im powiedzieć, ale ją to też rozbawiło.

– Powinniście współczuć panu generałowi – wydusiła w końcu, opanowując

swój śmiech.

Orli podniósł rękę do góry.

– Tak. O co chodzi? – Senya zauważyła Orlego.

– Czy może nam pani powiedzieć, co to jest taktyka spalonej ziemi? – zapytał

chłopak.

Senya wyglądała na zaskoczoną tym pytaniem.

Samane spojrzała na Orlego zmartwiona.

– Dlaczego on teraz o to pyta? – Samane wiedziała o co chodzi.

– Może wyjaśnisz koledze zaproponowała Senya.

– To dosyć podła zagrywka. Polega na zatruwaniu studni, paleniu ziemi i niszczeniu

wszystkiego po drodze, tak by wróg nie mógł już tego wykorzystać. Utrudnianie

dotarcia np. tworząc sztuczną powódź. Pozbawianie wroga jedzenia i zaopatrzenia.

– Wyjaśniła Samane. – Dlaczego o to pytasz? – zwróciła się do Orlego.

– Gdy byłem mały, Cesarstwo Czarnej Skały napadło na miasto Lora. Niedługo

potem wojsko Gwiazdy odbiło ten teren, ale Skała uciekając, paliła domy, niszczyła

nasze samoloty, ludzie chorowali nie wiadomo dlaczego. Niszczyli wszystko.

Słyszałem jak żołnierze Gwiazdy po przybyciu, mówili o taktyce spalonej ziemi.

– Gwiazda nie posuwa się do takich zagrywek. To niehumanitarne – odezwała

się Yashi.

– A od kiedy wojna jest humanitarna? – zwróciła uwagę Samane, mówiąc to

jak sarkazm.

– Słyszałam o tym – odezwała się Senya. Podobno niszczyli nawet prywatne

ścigacze. To jest podła taktyka, ale czasem konieczna. Mam nadzieje, że nigdy nie

będziecie zmuszeni jej używać.

o

Samane usiadła na stołówce w towarzystwie przyjaciół i nakładając sobie ziemniaki

jedną ręką, drugą, wertowała kolejne kartki w książce od mistrza.

– Czego tam tak szukasz? – Spytała Sayate, widząc znajome pismo.

– Nie wiem, ale przypuszczam, że ta sprawa ma powiązanie z talentami.

– To księga twojego klanu? Jakiej sprawie? – dopytywała się Sayate

– Ta – przytaknęła Samane. Wyobraź sobie, że razem z Leeme widziałyśmy dyrektora

w bibliotece, ale zachowywał się jakoś inaczej i ukrywał energię. Wcześniej

byłam u niego w gabinecie. Potem jak Febra wywróciła mnie na ziemię, znowu się

pojawił, ale zachowywał się normalnie. Gdy wychodziłyśmy z Leeme z biblioteki

Axel twierdził, że widział ją sekundę wcześniej jak zmierzała do tej biblioteki.

– Ktoś podszywa się pod dyrektora i jakimś cudem, gdy was spotkał, potrafił się

zmienić też w Leeme. Skoro ty tam byłaś, to potrafi też zmienić się w ciebie. – Saya

wpadła na pewną teorię. – myślę, że masz racje, szukając rozwiązania w spisie talentów,

ale osobiście jedyne co mi się kojarzy, to klon z iskier, jak u tego chłopaka,

486 487

z k t órym walczyłaś w czasie turnieju.

– Też o tym myślałam Saya, ale tamten był kolonem, poza tym, wyczułam, że jest

z iskier, a w przypadku tego, co stało się w bibliotece, wiedziałam tylko, że ta osoba

ukrywa energię.

– Samane wiesz co to znaczy? – Sayate spytała ją, patrząc tak poważnym wzrokiem,

że Samane omal się nie przestraszyła.

– Jeśli ktoś może podszyć się pod dyrektora, to dotrze do każdego miejsca w akademii

i przechwyci zbyt wiele informacji. Jeśli może podszyć się pod inne osoby, to

tym bardziej. – Samane domyślała się, że mogą być z tego niezłe problemy.

Na kraju ławki siedziała Sayate, a naprzeciwko niej Samane. Dziewczyna schyliła

się wtapiając wzrok w książkę, dokładnie w tym samym momencie, gdy jakaś

dziewczyna z trzeciej klasy szła przejściem między stołami i dotykała wszystkich

siedzących na krajach ławki. Gdy, dotknęła Sayate. Samane lekko uniosła głowę

i odsunęła się w bok, unikając dotknięcia. Poczuła, że dziewczyna ukrywa swoją

energię i od razu intuicyjne wstała.

– Hej zaczekaj! – zawołała za nią Samane.

Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na nią.

– Kim jesteś? spytała Samane

Dziewczyna ruszyła biegiem, przez przejście i zniknęła w korytarzu.

Sayate też wstała.

– To ona prawda? Ukrywała energię – zauważyła Saya.

Samane spojrzała na stolik. Nigdzie nie było książki od mistrza.

– O nie! Ukradła książkę, gdy się schyliłam – Samane pędem pobiegła na korytarz,

a Sayate za nią. Reszta ekipy zdziwiona zareagowała później. Wszyscy pędzili

korytarzem. Samane zdążyła jeszcze zobaczyć dziewczynę, zanim zniknęła za zakrętem.

Sayate biegła tuż za Samane.

– Zajdę ją z drugiej strony! – zawołała Różowo włosa i skręciła wcześniej.

Samane wbiegła za zakręt. Stąd nie było innej drogi. Samane była przekonana,

że wpadnie na Sayate. Dziewczyny zobaczyły siebie nawzajem, ale nigdzie nie

było podejrzanej.

– Uciekła wam? – odezwała się zadyszana Leeme, doganiając Samane.

Sayate i Samane spojrzały na siebie. Sayate zbliżyła się do Leeme i przytuliła ją.

– Co ci jest Sayate? – zdziwiła się Leeme.

– Jest mi przykro, że nie udało się jej złapać – Sayate rozpłakała się na zawołanie,

a Leeme nie wiedziała co zrobić.

Smane zbliżyła się i sięgnęła pod jej tunikę wyciągając swoją książkę, a w tym

momencie Sayate uderzyła Leeme w twarz.

Dziewczyna z zakrwawionym nosem poleciała na ziemię.

– Jak się domyśliłyście? – zdziwiła się Leeme, zmieniając nagle głos.

– Znamy energię Leeme. Ona nie nosi książek pod tuniką. – Samane uniosła

w górę, zapiski od mistrza.

Z obu stron, nadbiegła reszta klasy, oprócz grupy Yashi. Leeme zdziwiła się, widząc

swoją kopię lezącą na ziemi. Zła, zrobiła zamach, ale wroga dziewczyna wybiła

się z rąk do góry, celując nogami w twarz prawdziwej Leeme. Dziewczyna ledwo

uniknęła rozbicia okularów. Febra chwyciła Leeme za ubranie, odciągając do tyłu,

zanim kolejny atak ją trafił. Fałszywa dziewczyna uciekła, odpychając po drodze

jeszcze Orlego i samą Febre.

– Co to było? – zdziwiła się niebiesko włosa.

– Przynajmniej odzyskałaś książkę – Sayate odetchnęła z ulgą.

– Zbiórka w moim pokoju, po zajęciach. Wszyscy. – Samane zaciskała zęby. Cała

ta sytuacja bardzo jej się nie podobała.

Po powrocie do pokoju nadal przeglądała książkę na spisie możliwych talentów,

ale nic jej nie pasowało. W salonie pojawiła się cała ekipa.

– Może szukasz za bardzo na siłę. – Sayate zauważyła ją jak znowu czyta księgę

klanu.

– Musimy na siebie uważać – odezwała się Samane, ignorując uwagę Sayate.

– Co przez to rozumiesz? – Febra założyła ręce czekając na wyjaśnienie.

– Teraz może zmienić się w każdego z nas. Może nas skłócić. Musimy coś ustalić,

żebyśmy w razie czego mogli poznać, czy osoba obok nas, jest prawdziwa, czy

fałszywa? Co niektórzy opanowali wyczuwanie energii, ale to za mało, by w tłumie

zorientować się, że ktoś nie ma jej w ogóle. – Samane oparła się o ścianę, również

zakładając ręce. Spuściła głowę w dół zastanawiając się.

– Może ustalmy jakiś znak rozpoznawczy. Coś, co tylko my, będziemy mogli

rozpoznać – zaproponowała Leeme.

– Może talizmany – Axel uśmiechnął się na samą myśl, że wpadł na taki pomysł.

– W końcu ta osoba nie może wiedzieć, co jest na nich napisane.

– Jeśli potrafi skopiować ubranie, to przypuszczam, że talizman też. Pokazywanie

sobie nawzajem, na korytarzu, talizmanów, jest niebezpieczne. Jeśli ktoś z Tora

je zobaczy, to macie gwarantowaną dożywotnią odsiadkę w iluzji. – Samane nadal

nie podnosiła głowy.

Axel usiadł na kanapie smutny, że jego pomysł nie wypalił.

– To musi być jakiś znak – myślała Sayate. – Tylko na tyle widoczny, że się zorientujemy

i na tyle dyskretny, że nikt inny go nie zobaczy.

– W trakcie egzaminu, żeby wezwać pomoc i się wycofać używaliśmy cyfr 44.

Wiele razy, gdy byłam w niebezpieczeństwie, lub szybko chciałam coś przekazać,

wysyłałam ten numer dyrektorowi – Samane podniosła głowę, rozłożyła ręce

488 489

i p r zestała opierać się o ścianę. – Musimy tylko ustalić cyfry.

– Dobry pomysł – odezwała się Tiri. – Każdy zegarek ma swój własny przypis,

więc nie da się sklonować informacji elektronicznej. Dzięki temu, jeśli wyślemy

kod, będziemy mieli pewność, że ta druga osoba jest prawdziwa. Natomiast ta

fałszywa, nie powinna dostać żadnej wiadomości.

– A co jeśli nie będzie miała zegarka w ogóle? – Zastanawiała się Sojta.

– Wszyscy je noszą. Przecież nic bez nich nie zrobisz – Leeme była oburzona,

że w ogóle ktoś wpadł na taki pomysł.

– Ustalmy kod. Najlepiej trzy cyfrowy – zaproponowała Tiri.

– Skoro w trakcie egzaminu było 44 to żeby się nie myliło, ustalmy 333. – Odezwała

się stojąca do tej pory z tyłu, Kazari, a Orli zastygł przez moment w bezruchu,

gdy mówiła.

– Mnie się podoba – Samane uśmiechnęła się, widząc pierwszy krok do porozumienia.

– Mnie też – odezwała się Sayate.

– Więc zostają trzy trójki. Łatwe do zapamiętania. – Febrze podobał się ten pomysł.

– A co jeśli będziemy mieli zbyt mało czasu, żeby znaleźć numer do odpowiedniej

osoby? – Nagle odezwał się Chonra.

Samane tak dawno go nie widziała, że już prawie zapomniała jak wygląda.

– Chonra ma rację. Musimy ustalić jeszcze jeden znak. – Samane znowu schyliła

głowę, zamykając oczy i zastanawiając się.

– Poprawianie włosów – zaproponował Miki. – Jeśli druga osoba też nie zacznie

ich poprawiać, to możemy uznać za wroga. Ewentualnie możemy jeszcze zacząć

rozmowę na ten temat.

– Użyjmy zdań, które będą szyfrem – Tiri zabrała kartkę i długopis, zapisując

krótki dialog i jego znaczenie obok.

– Zaczniemy od pytania; „Byłaś ostatnio u fryzjera?” Jeśli wszystko jest w porządku,

odpowiadamy;

chyba trzy lata temu. Jeśli jesteśmy w trójkę i ktoś zorientuje się, że trzecia osoba

jest fałszywa, to mówimy; Przefarbowałaś się. Analogicznie wszystkie teksty

dla chłopaków.

– Tiri jesteś genialna – Sayate rzuciła się jej na szyję.

Samane pokazała uniesiony kciuk.

– Nawiązuje do gestu. Mało kto, zorientuje się, o co chodzi. Tylko nie nadużywajcie

tego, jeśli nie ma takiej potrzeby, korzystajcie z kodu na zegarku – Samane

ciesząc się, że wszyscy doszli do porozumienia, a Tiri wymyśliła szyfr, wróciła

na swoje łóżko i nadal przeglądała książkę.

Zmęczona, po kilku minutach zasnęła. Ekipa zdążyła się już ulotnić. Książka

zjechała z łóżka hałasując. Dziewczyna obudziła się i widząc, że zapiski spadły,

sięgnęła po nie dłonią. Rzuciła książkę przed sobą, a ta odbijając się od miękkiego

materaca, otworzyła się, na przypadkowej stronie. Samane przyglądnęła się jej. Był

tam spis nazwisk od kilku pokoleń. Najświeższy na dole, pisany dłonią mistrza, to

jej nazwisko, a obok wpis, atak ducha. Wyżej nad nią wpisany był ojciec i obok,

talent tropiciela. Następnie mama, która choć niebyła z klanu Sejom, pochodziła

z innej wojowniczej linii. Jej talent to słodki sen.

– Jak u Ainy – zaśmiała się Samane. – Ciekawe czy tak usypiała tatę? – Samane

uśmiechnęła się, na samo wspomnienie rodziców.

Następny był dziadek, ale tutaj już atak ducha nie był dla niej niespodzianką.

Nad dziadkiem widniało nazwisko Maya Sejom. Obok wpisany był talent, nazwany

jako kopiująca dłoń.

– Dłoń – pomyślała Samane i nagle coś zaświtało jej w głowie. Zamknęła oczy,

przypominając sobie scenę ze stołówki, potem akcje na korytarzu. Moment, gdy

fałszywy dyrektor pokazał się w bibliotece. Na koniec przypomniała jej się walka,

podczas dyżuru, gdy dyrektor został ranny.

– O nie. Czy to? … Samane nie dokończyła. Przewertowała kilka kartek, wracając

do opisów talentów. Wcześniej nie zauważyła małego napisu, u samego dołu

kartki. Kopiująca dłoń to umiejętność przybrania wyglądu postaci, którą wcześniej

się dotknęło.

– Bingo! – powiedziała do siebie Samane – Wtedy na korytarzu, podczas dyżuru,

dziewczyna zaatakowała dyrektora, tylko go dotykając, a potem uciekła. To był

plan Tora. Potem w bibliotece dotknęła ramienia Leeme. Mnie nie udało jej się

dotknąć. Chwilę wcześniej, czułam mroczną energię. Wiec ukrywała ją, dopiero,

gdy do nas podeszła. Na stołówce dotykała wszystkich po kolei. Wiedziała, że instynktownie

się uchylę i wykorzystując to, chciała mi ukraść księgę rodu. Na korytarzu

dotknęła innych osób. Może zmienić się w każdego ucznia, czy pracownika

akademii, z którym miała kontakt. Niedobrze – pomyślała Samane i zerwała się

z łóżka, w biegu chowiąc księgę, do skrytki pod szufladą.

Pędem pobiegła na szóste piętro, do gabinetu dyrektora. Ostrożnie zapukała do

drzwi i była zdziwiona słysząc inny głos.

Wchodząc do środka zobaczyła Ainę, zamiast dyrektora. W pierwszym momencie,

zaskoczona, nie wiedziała co zrobić.

– W tym miejscu, niezależnie od tego, kto tutaj siedzi, zawsze się salutuje – odezwała

się Aina, widząc jej zdziwienie.

Samane zasalutowała stając na baczność.

– Spocznij. Co się stało Samane? Wyglądasz, jak byś tutaj biegła.

490 491

– Pana dyrektora nie ma? – spytała.

– Dostał misje, wróci prawdopodobnie za dwa dni, o ile misja się nie przedłuży.

– Niedobrze – pomyślała Samane

– Możesz mi powiedzieć o co chodzi?

– Przepraszam, ale mogę to powiedzieć tylko dyrektorowi. To bardzo ważne.

– Skoro to takie ważne, powinnaś powiedzieć to teraz – nalegała Aina.

– Przepraszam, ale nie mogę. Jak dyrektor wróci, proszę mu przekazać, żeby się

ze mną pilnie spotkał.

Samane lekko nerwowa, wróciła do pokoju i rzuciła się na łóżko, gapiąc w sufit.

Na zewnątrz padał deszcz i wiał silny wiatr. Niekiedy przy podmuchach, dach cicho

trzeszczał.

– Współczuje ci misji w taką pogodę, dyrektorze – mówiła cicho. – Obyś szybko

wrócił, potrzebujemy cię tutaj.

Na zewnątrz zaczynało się ściemniać. Samane rozmyślając o tym wszystkim, zasnęła

sama w pokoju.

Przez najbliższe cztery dni, pogoda nie zmieniła się. Bez przerwy padało i wiał

wiatr. Samane ciężko było skupić się na zajęciach. Gdzieś słyszała plotki, że niższe

części miasta zostały podtopione. Panował chaos komunikacyjny. Nie jeździły

pociągi, nie latały samoloty, ani ścigacze. Samochody były rzadkością. Ludzie nie

wychodzili do pracy. Wszystkie zajęcia na zewnątrz akademii były odwołane. Samane

modliła się, by dyrektor wrócił. W taką pogodę wszystko mogło się stać.

Pech, że akurat teraz musiała przyjść taka nawałnica. Czwartego dnia, Samane

szybko wpisywała odpowiedzi w sprawdzianie z historii. Na chwile udało jej się

skupić tylko na tym i chciała jak najlepiej wykorzystać ten czas, ale przy ostatnich

pytaniach, znów myślami popłynęła gdzieś na ziemie Skały, gdzie pewnie był teraz

dyrektor.

– Oby miał tam lepszą pogodę – myślała, wpatrując się w spływająca po oknie

wodę. Deszcz zasiekał z wiatrem, bijąc mocno o szybę i zniekształcając obraz świata

na zewnątrz. Przez te kilka dni, trafiały jej się dyżury, jednak Tora ani razu się

nie pojawili, co dla Samane było akurat logiczne. Chodząc korytarzem, widziała

jak Aina przystaje przy oknach i wpatruje się w świat za nimi, jak by oczekiwała

cudu, albo jakiegoś znaku z nieba. Czasami Samane miała wrażenie, że Aina nawet

płacze. Zbliżyla się do okna, przy którym stała Aina.

– Czeka pani na niego prawda? – spytała delikatnie.

– Martwię się z powodu pogody – odpowiedziała Aina, nadal wpatrując się

w dal.

– Ja też –Samane spojrzała w dal, tak jak Aina, licząc, że coś wypatrzy. – Bez

dyrektora akademia to nie to samo. Jest tutaj potrzebny.

– Ludzie są niezastąpieni. To twoje słowa Samane i bardzo dobrze rozumiem ich

sens. Dyrektor jednak nie z takich opresji wychodził. Wierze, że wróci.

– Chyba teraz rozumiem co czuje Koro – powiedziała Samane do siebie.

– Kto to Koro? – spytała Aina.

– Mój chłopak. Został w Meabe. Przed moim pójściem do akademii pokłóciliśmy

się. Był na mnie tak wściekły, że zaproponował, byśmy się rozstali. W dniu

wyjazdu przyszedł mnie jednak pożegnać, a niedawno napisał do mnie wiadomość.

Chciał wiedzieć co u mnie słychać. Obiecał, że będzie czekał.

– Trzymasz się zasad i nie możesz wrócić do domu przed końcem akademii,

prawda? – Aina dobrze znała tradycje rodów.

Samane kiwnęła twierdząco głową.

– Też przez to przechodziłam. Takie rozłąki, to prawdziwy test dla miłości. Ale

dzięki temu, wiesz, że ta druga osoba, niezależnie od odległości, cię nie zostawi.

Często takie związki, które długo musiały żyć na odległość, były znacznie silniejsze.

Podobnie jest z przyjaźnią. Zwierze ci się z czegoś Samane, ale zachowaj to

dla siebie. Im dłużej Jass jest poza akademią, tym bardziej się cieszę, gdy wraca.

Uczucie jest wtedy coraz silniejsze.

– To żadna tajemnica, że jest pani z dyrektorem. – Samane zaśmiała się.

Aina zaczerwieniona wróciła do patrzenia w okno.

– Więc Koro naprawdę za mną tęskni?

– Gdyby tak nie było, nie odezwałby się do ciebie po tej kłótni.

Samane uśmiechnęła się na wspomnie twarzy chłopaka. Ona też bardzo za nim

tęskniła, ale teraz po słowach Ainy, wiedziała, że jeśli przetrwają ten czas, to będą

najlepszą parą pod słońcem.

Piątego dnia, deszcz przestał padać. Samane ucieszyła się z tego, choć dobrze

wiedziała, że mogłoby być lepiej, gdyby wyszło słońce. Szóstego dnia powoli

wszystko wracało do normy. Wiatr zelżał. Na niebie było jeszcze sporo chmur.

Uczniów akademii, poproszono o pomoc w sprzątaniu szkód, na obrzeżach miasta.

Samane widząc ogrom zniszczeń, zastanawiała się, jak wiele ludzi zginęło.

Do pewnego obszaru udało im się dojechać terenowym samochodem, ale dalej,

wszystko było zalane.

Aina poleciła Samane, by zabrała swoją drużynę i by pontonem spróbowali dostać

się, do zalanych domów i zabrać stamtąd mieszkańców. Podobne zadania dostały

inne drużyny i klasy. Orli siedział z tyłu pontonu, pilnując silnika i steru.

Samane siedziała na dziobie, przez lornetkę spoglądając na domy.

– Biała flaga – zauważyła, jak ktoś macha kawałkiem prześcieradła w oknie,

na pierwszym piętrze rodzinnego, szarego domu.

Brązowa woda sięgała prawie do parapetu.

492 493

– Orli skręć na drugą – wydała polecenie.

Chłopak skręcił sterem i ponton zmienił kierunek.

– Skąd wiesz gdzie płynąć?– zdziwiła się Sojta.

– Samane wskazała kierunek. Mówiła żebym skręcił na drugą.

– Nie rozumiem, przecież jest trzecia – Sojta spojrzała zdziwiona na zegarek.

Samane, Orli i Tiri uderzyli się dłońmi w czoło.

– Ja też tego nie rozumiem – Miki dotknął ramienia Sojty, szczerząc zęby. – Nie

jesteś jedyna.

– Jak możecie tego nie wiedzieć, będąc w akademii – upomniała ich Samane.

– Wyjaśnij nam o co chodzi? – Sojta wyglądała na oburzoną.

– To jest bardzo proste. Wyobraź sobie, że jesteś na środku tarczy zegara – wyjaśniała

Tiri. – Jeśli ktoś ci powie skręć na drugą, to tak, jakbyś ze środka tarczy,

zmierzała w kierunku miejsca, gdzie napisana jest dwójka. Tak samo z innymi godzinami.

– No teraz w końcu rozumiem – zaśmiał się Miki

– Jesteś niemożliwy – Tiri trzepnęła go w ramię i chłopak omal nie wyleciał

za burtę.

– Uspokójcie się, bo wpadniecie do wody! – upomniała ich Samane. – Skupcie

się na zadaniu! – powiedziała chłodno, co chwile patrząc przez lornetkę na dom.

Byli już prawie na miejscu. Samane dostrzegła w pobliżu wojskową amfibię.

Zabierała ludzi z sąsiedniego domu. Grupa Samane dopłynęła do wypatrzonego

wcześniej okna.

– Ilu was jest? – spytała Samane, widząc chłopaka w jej wieku.

– Troje. Jest jeszcze ojciec, a matka jest nieprzytomna, coś jej się stało! – chłopak

panikował.

– Sojta! – Samane zawołała ją do siebie. – Musisz tam wejść.

Sojta kiwnęła głową i z pontonu skoczyła na parapet. Ponton odsunął się kawałek

od okna.

– Orli musimy go jakoś przywiązać – zawołała Samane, a chłopak rzucił jej linę.

Samane szybko przywiązała ją do haka na dziobie, ale zastanawiała się co dalej.

– Rzuć linę! – zawołał chłopak. – Przywiąże ją do kanapy.

Samane kiwnęła głową i rzuciła chłopakowi linę. Gdy przywiązał ją do nogi kanapy,

Samane wskoczyła do środka.

– Co z nią? – Spytała Samane, widząc jak uzdrawia kobietę.

– Uderzyła się w głowę. Tutaj nie jestem w stanie nic więcej zrobić. Musi szybko

trafić do szpitala. – Wyjaśniała Sojta.

– Samane do bazy – odezwała się Samane do radia.

– Tu baza – odezwał się w radiu głos Ainy

– Mamy kobietę. Musi szybko trafić do szpitala.

– Gdzie jesteście? – spytała Aina

– Północna część dzielnicy. Według mapy gps, ulica kwiatowa – Samane spojrzała

na mapę w zegarku.

– Tu dziesiątka. Jesteśmy obok. Zabierzemy ją. Mamy lekarza na pokładzie –

odezwał się ktoś trzeci.

– Zezwalam – odezwała się Aina.

Mąż kobiety przeniósł ją razem z Mikim na ponton. Chłopak wszedł zaraz

za nimi. Samane odwiązała linę i skoczyła z parapetu na ponton, specjalnie powodując,

by odpłynął jak najdalej od ściany budynku.

Samane zobaczyła amfibię.

– Orli podpłyń do nich – poleciła i chłopak obrócił ponton, płynąc w ich kierunku.

Samane uniosła w górę małą, czerwoną flagę. Amfibia skręciła w ich stronę.

– Zabrali do roboty nawet uczniów z akademii? – odezwał się zdziwiony mężczyzna,

w wojskowym mundurze, widząc emblematy na ramionach, bojowych

mundurów ekipy Samane.

– Przy takiej skali zniszczeń, wcale mnie to nie dziwi – odezwała się Samane.

Cała rodzina, razem z kobietą, została przeniesiona na amfibię.

– Aż cud, że centrum nie zostało zalane – powiedziała Samane, rozglądając się

po okolicy.

– To dzięki grodziom. W drugi dzień spodziewano się już, że stolica zostanie

zalana. Dlatego ogrodzono ją specjalnym, stawianym na szybko murem. Dzisiaj

rano został zdemontowany. Obrzeżnych dzielnic nie dało się jednak uratować –

wyjaśnił żołnierz.

– Dziękujemy za pomoc – Samane salutowała stojąc na pontonie.

– Gdybyście potrzebowali wsparcia, wezwijcie dziesiątkę – żołnierz przyłożył

dłoń do skroni.

Odepchnęła ponton od amfibii. Już miała usiąść i obserwować dalej okolice,

przez lornetkę, gdy usłyszała wołanie, z domu, kawałek obok nich.

Na oknie drugiego piętra była, może sześcioletnia dziewczynka, wołająca pomocy.

Wyglądało na to, że jest sama.

– Orli płyniemy tam! – poleciła Samane.

Żołnierz na amfibii stał i patrzył, czekając, czy nie będzie potrzebna pomoc z ich

strony. Dziewczynka pomachała do nich i wychyliła się za bardzo, spadając w dół.

– Orli gazu! – zawołała Samane.

Dziewczynka spadła do wody i od razu zaczęła się topić. Samane wstała, jedną

nogę opierając lekko o dmuchaną burtę.

494 495

– Ona ma zamiar skoczyć?! – żołnierz z amfibii przyglądał się jej przez lornetkę,

zszokowany. – Ona mi kogoś przypomina – pomyślał.

Samane odbiła się od burty i skoczyła do lodowatej wody, podpływając do dziewczynki.

– Cała Samane – skomentowała Sojta. – W podobnej sytuacji się poznałyśmy.

Samane nad jeziorem ratowała dwie, bawiące się dziewczynki. – Sojta przypomniała

sobie moment ich pierwszego spotkania.

Saamne złapała dziewczynkę i doholowała do pontonu. Miki zabrał ją, a Sojta od

razu zajęła się wyciąganiem wody z płuc . Samane wdrapała się na ponton.

Żołnierz z amfibii przyglądał się wszystkiemu, dopóki nie usłyszał wołania kawałek

za sobą.

Drużyna Samane oprócz dziewczynki, która wyszła z akcji bez większych szkód

dla zdrowia, zabrali jeszcze trzy osoby. Wrócili do miejsca, gdzie znajdowała się

tymczasowa baza. Orli dobił ponton do suchej ziemi. Samane wyskoczyła, przywiązując

ponton liną, do wbitego w tym celu pala. Potem razem z resztą drużyny,

poprowadziła ewakuowanych ludzi, do specjalnych namiotów.

Wracając natknęli się na namiot Ainy.

– W porządku? – spytała pani generał, widząc mokrą Samane. – Nie żartuj,

że skoczyłaś do takiej wody?!

– Dziewczynka wypadła z okna i zaczęła się topić. Nie było innego wyjścia –

wyjaśniła.

– Cała Samane – odezwał się ktoś zza pleców Ainy.

Aina odwróciła się i zaniemówiła, a Samane na widok znajomej twarzy, ucieszyła

się. Przed nimi, stał dyrektor, w obdrapanym i miejscami potarganym, bojowym

mundurze. Twarz miał zdrapaną, a lewą rękę, owiniętą w zakrwawiony bandaż.

– Jass. Nawet nie wiesz jak się cieszę. Jak ty wyglądasz? – Aina miała ochotę rzucić

się mu na szyję, ale w tym miejscu nie wypadało.

– Kiedy pan wrócił? – spytała Samane zdziwiona jego obecnością tutaj. Od razu

podejrzewała, że to ten fałszywy, ale z drugiej strony, wróg nie zapuszczałby się

tutaj, na dodatek imitując takie rany.

– Dosłownie przed godziną wróciłem do akademii, ale życie jak widzę nie daje

mi odpocząć. Musiałem to zobaczyć, skoro cała akademia została zaangażowana.

– Jass nie musisz tutaj być. Damy sobie radę bez ciebie. Ty powinieneś odpocząć

po misji. Nie wyglądasz za dobrze. Czemu tak długo nie wracałeś?

– Pogoda dała nam w kość. Musieliśmy się schronić i przeczekać – wyjaśnił dyrektor,

zdejmując zieloną opaskę z czoła.

– Musieliśmy – powtórzyła Samane w myślach. – Więc nie był sam.

Dyrektor zostawił wszystko w rękach Ainy i wrócił do akademii.

– Musiał mieć niezłe kłopoty, sądząc po jego stanie – odezwała się Sojta, gdy

znowu wsiadali do pontonu.

Chmury na niebie rozpuściły się i pojawiło się słońce. Samane poczuła, że jest jej

zimno dopiero, gdy zawiał wiatr. Wciąż miała mokre ubranie. Zdjęła z siebie kurtkę

i bluzę pozostając w samej koszulce. Tak by nie potrzebna garderoba nie chłodziła.

– Nie przeziębisz się Saamne – martwiła się Sojta.

– Spokojnie, nic mi nie będzie – odparła Samane skupiając się na tym, by ewakuować

jak najwięcej osób.

Gdy zaczynało się ściemniać, wszystkie ekipy zostały wezwane do bazy. W jednym

z namiotów Samane spotkała drużynę Saayte i Febry. Były tutaj ustawione

składane ławki, a w kącie stała kuchnia polowa. Wszystkich, którzy pomagali, częstowano

gorącą grochówką. Samane po zjedzeniu dwóch porcji, zrobiło się trochę

cieplej.

– Jak wam poszło? – spytał żołnierz z amfibii, siadając naprzeciwko Samane

i obok Sayate.

– Sporo osób. Non stop zawracaliśmy tam i z powrotem, ale wszystko szło spokojnie.

Nie mieliśmy już takich przygód, jak na początku. – Samane uśmiechnęła

się, zadowolona, że tak wielu osobom udało się pomóc.

– Wy się znacie? – zdziwiła się Sayate.

– Tak, pomogli nam zabrać pewną chorą kobietę – wyjaśniła Samane.

– Nadal jesteś mokra – zauważył żołnierz.

– Nic mi nie będzie. Poza tym, grochówka nieźle rozgrzewa – śmiałą się Samane.

– To co zrobiłaś było niebezpieczne – zauważył żołnierz.

– Nie było innego wyjścia – skomentowała Samane, wstając od stolika.

– Jak ci na imię? – spytał żołnierz.

– Samane Sejom – Samane nie chciała się tutaj przedstawiać, ale nie mogła odmówić,

gdy zawdzięczała mu pomoc w trudnej sytuacji .

– Teraz już wiem kogo mi przypominasz – odezwał się żołnierz. – Może kiedyś

jeszcze się spotkamy.

– Może – odparła Samane z uśmiechem i wyszła z namiotu.

Po powrocie do akademii wszyscy byli tak zmęczeni, że nie mieli siły się nawet

przebrać. Samane jednak zdjęła ubranie i wskoczyła w piżamę i szlafrok, po ciepłej

kąpieli. Sojta ostatkiem sił zrobiła wszystkim gorącą czekoladę.

– Czegoś takiego nigdy nie przeżyłam – skomentowała i wbiła się do łóżka

pod kołdrę.

– Dobranoc – odezwała się Samane do pozostałych, odstawiając pusty kubek

na biurko i zawijając się w kołdrę.

496 497

N astępnego dnia rano, obudziła ją widomość. Zaspana sięgnęła ręką do biurka

po zegarek. Mrużąc oczy spojrzała na wiadomość.

– Co? – zdziwiła się i omal nie spadła z łóżka.

– Co się dzieje? – Tiri obudziła się i spojrzała na Zaskoczoną Samane.

– Dyrektor chce się spotkać. I dowiedzieć, co takiego od niego chciałam. Aina

przekazała mu pewnie wiadomość.

– Co teraz zrobimy? – spytała Sojta, też się budząc.

Samane zerwała się z łóżka i wbiegła do pokoju chłopaków.

– Wstawajcie mamy problem! – zawołała, budząc ich i omal nie rozwalając drzwi.

Nie zwracając uwagi na to, czy chłopcy skumali, w piżamie i boso wbiegła na korytarz

i zaczęła bić po drzwiach od kwatery Sayate.

– Co się dzieje? – spytała zaspana Sayate, otwierając drzwi i przecierając oczy.

– Saya mamy problem? – Samane pokazała jej zegarek.

– Czemu robisz z tego taki ogromny problem. Wystarczy mu powiedzieć? –

zdziwiła się Sayate.

– A skąd będziemy wiedzieli czy to ten prawdziwy? – skarciła ją Samane.

Sayate dopiero teraz zrozumiała powagę sytuacji.

Po kilku minutach, w salonie ekipy Samane zebrały się trzy drużyny, wszyscy

w piżamach.

– Musimy szybko coś wymyślić. Dyrektor nie będzie długo czekał na odpowiedź

– Samane wyglądała na zmartwioną.

– Musisz się z nim spotkać, żeby mu powiedzieć co jest grane. Bez tego sprawa

będzie się pogarszać – zauważyła Sayate.

– Tylko żeby Samane nie wygadała się przed tym fałszywym, bo to będzie katastrofa

– odezwał się Miki ubierając koszulkę.

– Zastanówmy się, po czym go poznamy? – zaproponowała Tiri.

Zegarek Samane zapikał.

Samane spojrzała na niego.

– Niedobrze – Samane pokazała pozostałym wiadomość o treści; czemu nie odpowiadasz?

Czy coś ukrywasz? Czy naprawdę coś się dzieje?

– Musisz go na jakiś czas zbyć. Wymyśl coś Samane.

Samane wpisała wiadomość;

„ To nie jest sprawa, o której możemy rozmawiać w akademii. Dam znać, gdy

wpadnę na pomysł, dobrego miejsca do spotkania.”

– Dobry pomysł – Sayate przeczytała wiadomość, nim Samane ją wysłała.

– Pomyślmy teraz, gdzie będzie spotkanie i jak poznać tego prawdziwego? – Samane

spojrzała na pozostałych, po wysłaniu wiadomości.

– Mamy przy tym być? – spytała Febra

– Myślę, że tak, ale najlepiej, żebyście byli gdzieś w pobliżu.

– Może trzynastka. To dobre miejsce żeby się ukryć. Nikt nas tam nie będzie widział.

Kamery są włączone tylko wewnątrz budynku, a na całym poligonie prawie

ich nie ma – Tiri sprawdzała to włośnie w swoim laptopie.

– No dobrze, a co z dyrektorem, jak go rozpoznamy? – zastanawiała się Febra.

Samane była pod wrażeniem jej zaangażowania.

– Czyżby w ten sposób, chciała się odwdzięczyć, za uratowanie jej królestwa –

myślała Samane, przyglądając się.

– W czym dobry jest dyrektor? Może tym tropem pójdziemy? – myślała głośno

Syate.

– W byciu dyrektorem – odparła Sarkastycznie Tiri.

– W dobieraniu ludzi do zadań, ale tego w żaden sposób nie sprawdzimy – odezwała

się Samane.

– W walce – palnęła Sojta.

– Sojta jesteś genialna! – Sayate złapała ją za ramiona z radości.

– Jak chcecie poznać dyrektora po walce? – zdziwiła się Febra.

– W klanach dawniej, gdy chciało się poznać człowieka, oceniało się go po tym,

jak walczy. Oczywiście sama walka tutaj nie wystarczy, ale pomyślcie o stylu jakim

walczy dyrektor.

– Nie żartuj, że mam z nim walczyć? – odezwała się Samane, domyślając się do

czego zmierza jej przyjaciółka.

– Tylko ty rozpoznasz te ruchy.

– Ani mi się śni – Samane protestowała. – Jeszcze pomyśli, że jesteśmy w spółce

z Tora i uzna nas za szpiegów.

– Dlatego tylko ty możesz z nim walczyć. Po czymś takim, będzie chciał cie zabić,

a każdy z nas przy takim starciu by zginął. Tylko ty, jesteś w stanie się z nim mierzyć.

– Chyba cie… – Samane nie dokończyła, widząc resztę osób wlepiających w nią

błagalne spojrzenia.

Samane westchnęła zakładając ręce.

– I tak chyba nie mamy lepszego pomysłu – skomentowała, w końcu się zgadzając.

Reszta osób odetchnęła.

– Co to za ekipa, co swojego dowódce wysyła na śmierć? – skomentowała Samane

oburzona.

– Nie marudź, przeżyjesz. Już dwa razy pokonałaś dyrektora i raz Ainę. Na twoim

miejscu bym się nie przejmowała. Ty po prostu jesteś za dobra. – Sayate poklepała

Samane.

498 499

– Saya jesteś niemożliwa – Samane oburzona, ruszyła pod przyrznic.

W trakcie zajęć z dyrektorem, Samane ciągle na niego spoglądała. Podobnie dyrektor,

cały czas obserwował Samane. Dziewczyna czuła co jakiś czas, jego wzrok

na sobie. Wyglądało na to, że pomimo, odniesionych po ostatniej misji ran, trzyma

się bardzo dobrze. W końcu trafiło na to, że Samane musiała z nim ćwiczyć.

Postanowiła jednak na tym skorzystać i trochę się mu poprzyglądać.

– Czemu cały czas mnie obserwujesz? – spytał dyrektor zdziwiony.

– Dobrze pan wie czemu. Poza tym, pan robi to samo – odparła Samane.

– Cała ty, od razu zorientujesz się, że ktoś cię obserwuje – dyrektor uśmiechnął

się.

– Jak pana ostatnia misja? Musiało być ciężko? – dopytywała Samane, zmieniając

temat.

– Bywały gorsze. Nawet takie, z których myślałem, że już nigdy nie wrócę – dyrektor

znowu się uśmiechnął. – Może teraz powiesz mi co to za sprawa.

– Nawet tutaj nie mogę tego powiedzieć. Przepraszam.

– Jeśli naprawdę nie możesz, to nie przepraszaj – odparł dyrektor, osłaniając się

przed jej kopnięciem.

Zajęcia skończyły się i Samane sięgnęła do zegarka, wysyłając wcześniej napisaną

wiadomość.

Dyrektor stojąc tuż przed nią, odczytał ją.

– „Dzisiaj o siedemnastej na trzynastym poligonie, w okolicy budynku.”

Dyrektor spojrzał na Samane i kiwnął głową. Dziewczyna dała mu również znak

głową i uśmiechnęła się.

– To będzie ciężkie – pomyślała. – Dyrektor mimo wszystko, przy każdej dotychczasowej

walce uważał, żeby mnie nie zabić, choć momentami nie dawał

forów. Teraz będzie walczył jak z prawdziwym wrogiem. Jeśli nie pokaże czegoś

konkretnego, po czym poznam, że to on, walka będzie trwała w nieskończoność.

Po zajęciach, ekipa na ścigaczach, poleciała do wskazanego miejsca. Była już siedemnasta,

ale dyrektor się spóźniał. Samane siedziała ze skrzyżowanymi nogami,

medytując na środku polany w widocznym miejscu. Pozostałe osoby poukrywały

się na drzewach i w krzakach. Sayate postanowiła ukrywać swoją obecność. Była

najbliżej Samane, by w razie czego zareagować.

– Zbliża się – zauważyła Tiri, obserwując skraj lasu przez lornetkę. – Sayate,

pojawił się dyrektor – Tiri przekazała wiadomość dalej.

– Zrozumiałam – odpowiedziała Sayate do radia. Zamknęła oczy i używając iluzji

snu, przekazała informację Samane.

Dziewczyna czekała chwilę, aż odległość pozwoliła jej wyczuć obecność. Dyrektor

zmierzał do niej od strony, pleców. Wstała i odwróciła się.

– Zaczynamy – Samane przekazała wiadomość do Sayate.

Gdy otworzyła oczy, dyrektor stał już przed nią.

– Wybacz spóźnienie, ale miałem sporo spraw do załatwienia. Co to za sytuacja,

że nie mogłaś o tym mówić w akademii.

– Jest pan prawdziwy? – spytała Samane.

– Co to za głupie pytanie? – zdziwił się dyrektor.

– Musze coś sprawdzić – powiedziała cicho z poważną miną.

– Więc co to takiego? – kontynuował dyrektor, na razie niczego się nie spodziewając.

– Zanim panu powiem, muszę za coś przeprosić. – Samane ze spuszczoną głową,

zacisnęła pięści w opuszczonych wzdłuż ciała, dłoniach.

– Za co? – zdziwił się dyrektor.

– Za to! – wykrzyczała Samane i ruszyła atakując pięścią w jego twarz.

– Co? – dyrektor był tym zaskoczony, ale zdołał się obronić.

Nim Samane wyprowadziła kolejny atak, oberwała w splot słoneczny.

Zaskoczona poleciała do tyłu, uderzając plecami w ziemię i kaszląc krwią.

– Nie jest dobrze – wyszeptała przerażona Sojta. – On ją naprawdę zabije.

– Czemu nie użyła tarczy – zastanawiał się dyrektor, patrząc na leżącą na ziemi

Samane.

– Musze uważać. Gdy walczy na poważnie, jest jeszcze szybszy. – Myślała Samane,

przetaczając się na bok i próbując wstać.

– Nie jesteś prawdziwą Samane. Jesteś szpiegiem, albo Tora? – spytał dyrektor.

– Nie – odparła Samane, ocierając krew z ust.

Nim się zorientowała, dyrektor doskoczył do niej, zakładając łokieć na szyję

i dociskając. Samane poczuła silny ból w szyi. Nie mogła złapać oddechu.

– Samane użyłaby tarczy, albo ataku ducha. Gadaj kim jesteś!? – krzyczał dyrektor.

– Nie – Sojta zamknęła oczy, omal nie płacząc.

– Spokojnie, wyjdzie z tego. Samane wie co robi – Sayate była spokojna, bo wiedziała,

że Samane też jest spokojna.

Dziewczyna odrzuciła od siebie na moment wszystkie myśli. Bicie serca na chwilę

zwolniło.

– Samane to ja – wycedziła, ledwo łapiąc powietrze.

Zebrała w dłoni energię, tworząc świetlistego ptaka.

Dyrektor zdziwiony, lekko poluzował chwyt. Samane wykorzystała to i uderzyła

do tyłu łokciem, trafiając w żebra dyrektora. Ten puścił ją. Samane odsunęła się

na bok, dysząc.

– Skoro jesteś prawdziwa. To dlaczego to robisz? – dziwił się dyrektor, trzymając

500 501

się w miejscu uderzenia.

– Mówiłam, że muszę coś sprawdzić. Skoro już wie pan, że jestem prawdziwa,

to teraz pora na pana. Samane wyskoczyła w powietrze i robiąc wiatrak, zaatakowała

na głowę. Dyrektor zasłonił się, skrzyżowanymi rękoma. Samane obróciła się

w powietrzu i kopnęła go w mostek. Dyrektor bardzo szybko zareagował i złapał

jej stopę. Samane drugą nogą, dotknęła ziemi i od razu odbiła się, robiąc obrót

i znów kopiąc. Dyrektor złapał jej drugą nogę i Samane spadła na plecy, trzymana

za obie nogi. Generał pościł ją i zaatakował pięścią, gdy leżała na ziemi.

– On nadal walczy na serio. Nie zorientował się – pomyślała Samane i tuż nad

swoim ciałem złapała pięść dyrektora, między dwie swoje. Uderzając z prawej

i z lewej.

– Mało brakowało, a znowu plułabym krwią – pomyślała i zarzuciła nogę na kark

dyrektora. Już miała zarzucić drugą, gdy dyrektor się wyplątał i cofnął do tyłu.

Samane odbiła się z rąk do tyłu i stanęła na równe nogi.

– Lepiej żeby pokazał pan coś, co tylko ja mogę rozpoznać – powiedziała, trzymając

się pochylona za brzuch, na wysokości splotu.

Dyrektora nagle olśniło. Poskładał wszystkie momenty tej walki i słowa Samane

w całość.

– Wiec mnie sprawdza – zorientował się dyrektor.

Uśmiechnął się niezauważalnie i z cała siłą, zaatakował Samane wiatrakiem.

Dziewczyna osłoniła się.

– I o to chodzi – szepnęła, ledwo wytrzymując siłę ataku. – Ale czemu nadal

atakuje mnie z całą mocą? – dziwiła się.

Zaatakowała dyrektora z lewej strony, a ten złapał ją za nadgarstek i pociągnął do

siebie. Samane odbiła się od ziemi, robiąc salto do tyłu i uwalniając się. Obracając

się, wyrzuciła nogę, trafiając dyrektora w głowę. Ten lekko się zachwiał. Samane

wymierzyła kolejny cios, tym razem w splot, ale jej dłoń, została złapana między

dwie pięści. Wyglądało to jednak inaczej, niż w przypadku Samane, która trafiła

na boki dłoni. Dyrektor zaś trafił w kości nadgarstka.

Samane zakrzyczała z bólu. Dyrektor podciął jej nogi i upadła na kolana.

– Wystarczy! – wykrzyczała Sayate, wybiegając z krzaków.

– Stój Saya! – krzyknęła Samane – Jest prawdziwy!

Samane rozpoznała wiatrak i chwyt za nadgarstek, ale ostatniego ruchu, dyrektor

nigdy nie zaprezentował na jej oczach, a również należał do jej klanu. Było to

uderzenie z dwóch stron w nadgarstek. Dyrektor zdziwił się obecnością Sayate.

Samane nie zważając na ból nadgarstka, tą samą dłonią złapała dyrektora i przerzuciła

w odwecie, za ofiarę jaką poniosła. Dyrektor podniósł się otrzepując kurz

i trawę z ubrania.

– Wiesz, że mogłaś zginąć Samane?

– Byłam na to przygotowana – odparła, trzymając się za brzuch i znowu plując

krwią.

Sojta niewytrzymała i wybiegła z krzaków.

– Wygląda na to, że nie jesteś tu sama? – dyrektor wyczuł obecność pozostałych

osób.

– Po co cała ta szopka? Po co musiałaś się upewniać? Czemu nie używałaś tarczy?

– dyrektor zadawał jedno pytanie za drugim. Zaskoczony całą tą sytuacją.

– Gdybym używała tarczy, nie sprowokowałabym pana do ruchów z stylu walki

mojego rodu. Tylko ja mogłam je rozpoznać – Samane znów zwymiotowała. Czuła

też ból w prawej dłoni. Dyrektor patrzył na nią niewzruszony.

– Po co ci było to sprawdzać? Po co, aż tak wielkie poświecenie?

Sojta zbliżyła się do Samane uzdrawiając ją.

– Leeme możesz wyjaśnić – odezwała się Samane do przyjaciółki, która właśnie

pojawiła się obok.

– Natrafiłyśmy na osobę, która może przybierać czyjąś postać. Do tej pory zmieniła

się we mnie, a w bibliotece w pana – wyjaśniła.

– To dlatego pytałaś mnie o bibliotekę? – dyrektor zwrócił się do Samane.

Wojowniczka tylko mruknęła na znak potwierdzenia.

– Przypuszczam, że może zmienić się też w inne osoby z akademii. Nie wiem jak

to robi, ale na stołówce Samane jakoś ją rozpoznała. Goniłyśmy ja korytarzem, ale

nam zwiała. Może należeć do Tora.

– Na pewno należy do Tora – Samane podniosła się, gdy Sojta skończyła ją

uzdrawiać – przeglądnęłam spis talentów i skojarzyłam kilka faktów. Osoba,

o której mówimy, posiada talent kopiującej dłoni. Jeśli kogoś dotknie, może przybrać

jego postać. Wtedy na stołówce, dotykała wszystkich po kolei dłonią. Wtedy

na korytarzu popchnęła Febrę. W bibliotece dotknęła twojego ramienia Leeme.

Ciemnoskóra dziewczyna aż podskoczyła na tą wiadomość.

– Najważniejsze jednak, że pierwszą osobą, którą skopiowała, był pan. – Samane

zwróciła się do dyrektora. – Stało się to podczas tamtego dyżuru, gdy został pan

postrzelony w ramię. Tamta postać zaatakowała pana, ale tylko popchnęła, potem

nagle uciekła, pozostali Tora walczyli, dając jej możliwość ucieczki.

– Dobra robota Samane – pochwalił ją dyrektor, dopiero teraz się uśmiechając.

Chciał ja klepnąć w ramie, ale Samane cofnęła się.

– Może na razie niech się pan wstrzyma.

– Naprawdę byłaś w stanie walczyć, ze świadomością, że możesz nie przeżyć?

Sprowokowałaś mnie do starcia, jak z prawdziwym wrogiem.

– Tak. Ryzyko warte było jednak poświęcenia – Samane uśmiechnęła się.

502 503

– Cała ty – skomentował dyrektor.

– Dziwi mnie jednak, że gdy zorientował się pan o co chodzi, to nadal atak był

taki sam?

– Postanowiłem to wykorzystać i sprawdzić jak sobie poradzisz. Ten moment,

gdy złapałem cię za szyję. Nie wyglądało jakbyś się bała. Każdy inny na twoim

miejscu by spanikował.

Samane skrzywiła się.

– Więc do tej pory dawał mi pan fory?

– Nie, ale inaczej walczy się z kimś, kogo się zna, a inaczej z wrogiem, który

może cię zabić. Dałaś z siebie wszystko, bo wiedziałaś, że walczysz o życie, ale ja

również się bałem. Znam twoje możliwości. Gdybyś rzeczywiście przeszła na stronę

wroga już bym nie żył.

– Nie wiem czy mam to uznać za pochwałę? – Samane była lekko zdegustowana.

– Raczej za umiejętność wymykania się śmierci. Przy okazji wiesz, na ile cię stać,

gdy nie polegasz na talencie. Naprawdę zasługujesz na to, by być w innej klasie

Samane, ale znam twoją odpowiedź.

Przepraszam cię za to co ci zrobiłem.

– Rozumiem sytuację, nie trzeba – odparła Samane.

– Dziękuje ci za informację. Bez tego, akademia miałaby spory problem z bezpieczeństwem.

Już coś wymyśle, żeby ją złapać. Wracając do ciebie. Na pewno już

wszystko w porządku? Nieźle oberwałaś.

Samane podrapała się po głowie.

– Jakoś dam radę – uśmiechnęła się, ukrywając, że mimo iż Sojta ją uzdrowiła,

to nadal wszystko ją bolało.

– Twarda dziewczyna – pomyślał dyrektor. – Naprawdę nie miałbym z nią szans.

Ekipa ucieszyła się, że udało się przekazać informację prawdziwemu dyrektorowi.

Wieczorem Samane wyła z bólu, kiedy Sojta nakłuwała jej nadgarstek igłami. Do

pokoju wszedł dyrektor, śmiejąc się z niej.

– Przyszedłem sprawdzić jak się masz? Sądząc po krzykach, chyba wszystko

z tobą w porządku.

– Bardzo śmieszne – Samane nie była zadowolona z faktu, że dyrektor odwiedził

ich akurat teraz.

Wolałaby, by nie widział jej w takim momencie. Nagle Samane zauważyła, że ból

całkowicie zniknął.

– Nie wyciągaj jeszcze igieł. Są nasączone ziołami. Niech się wchłoną – Sojta

przyniosła jej jakiś dziwny napój.

Dyrektor usiadł na krześle, przy biurku Samane.

– Twoje poświęcenie warte jest nagrody.

– Tylko niech mi pan nie mówi, że potraktował to jako misje – Samane nie chciała

znowu dostawać czeków. Na dodatek, nie po czymś takim, jak atak na generała.

– Owszem, mógłbym to tak potraktować, ale znam cie i wiem, że nie chciałabyś

tego. Czekoladki w twoim przypadku nie były by dobrym prezentem, dlatego

w ramach przeprosin i podziękowań przyniosłem to – dyrektor wręczył Samane

ładnie opakowane pudełko.

Saamne próbowała otworzyć je lewą ręką. Dyrektor widząc, że się męczy, otworzył

opakowanie. Samane wyciągła ze środka książkę, oraz drugie pudełko.

– Sun Tzu Sztuka wojny – przeczytała, a oczy błyszczały jej ze szczęścia – Nawet

u mnie ciężko ją zdobyć.

– Uznałem, że komu jak komu, ale tobie najbardziej się przyda.

Samane sięgnęła po drugie pudełeczko. W środku było kilka dzienników. Otworzyła

którąś stronę, rozpoznając pismo dziadka.

– Skąd pan je ma? – Samane była zdziwiona.

– Nie ja. Dzisiaj byłem u dawnego przyjaciela twojego dziadka. Powiedziałem

mu o tym, co się stało i jako prezent dla ciebie, wręczył właśnie te dzienniki. Od

niego dostałaś też szachy – dyrektor zauważył pudełko na biurku.

– Wiem o kogo chodzi – Samane uśmiechnęła się, na wspomnienie staruszka ze

sklepu w galerii.

– Na pewno wszystko w porządku? – dyrektor nadal się o nią martwił.

– Spokojnie. Jest dobrze, Sojta już o mnie zadba – Samane uśmiechała się.

Sojta usiadła obok i zajęła się wyciąganiem igieł.

– Auu. To bolało – narzekała Samane.

– No nie mów, że ty taka delikatna jesteś – śmiałą się z niej Sojta, a dyrektor

razem z nią.

Samane zaciskała zęby, przy każdej wyciąganej igle, nie chcąc dać po sobie znać,

że każdy ruch Sojty, potwornie ją bolał.

– Przynajmniej czujesz, że żyjesz – zaśmiał się dyrektor i wstał. – Trzymaj się

Samane. – Machnął ręką i wyszedł.

Samane jeszcze przez kilka dni była męczona igłami, a potem ból ustąpił.

o

W weekend Yashi zaprosiła Samane na wycieczkę po mieście. Obie razem z królem

odwiedziły parlament. Król rozmawiał z kimś na uboczu, a dziewczyny spoglądały

w dół, na trwające obrady.

– O czym oni tak rozmawiają? – zdziwiła się Samane.

– O finansowaniu armii – odparła Yashi.

– Co oni mogą o tym wiedzieć? Myślą tylko o swoich czterech literach w czar504

505

ny m atłasie. Nigdy nie myślą o ludziach. Są tylko dobrymi aktorami. To, że ostatnie

zdanie należy do twojego ojca, a może i w przyszłości do ciebie, to jedyny

ratunek dla tego kraju. Partie kłócą się jedynie o władzę. Nawet gdyby powołali

premiera, byłby to kolejny parszywy idiota z dominującej partii. Podobnie, gdyby

tak jak w Crecie, rządził prezydent, należałby do dominujących. Sama zobacz, jak

potężna Creta powoli upada. Nawet rozważali odłączenie od Sojuszu. Polityk to

jednak polityk. Niby ten co ma wyrażać wolę ludu, ale oni, nigdy ludźmi nie byli.

– Samane nie była zadowolona z tego, że musiała tu przyjść. Nie znosiła patrzeć

na tych ludzi.

– Mają się za wyższych od nas. Nawet, gdybym była królową, nadal jestem człowiekiem.

Ci ludzie zapomnieli o swoim człowieczeństwie, mając się za wyższych

od nas. Generałowie nigdy nie chwalą się tym, kim są. Podobnie ty Samane. Choć

jesteś bystra i silna, nigdy się tym nie chwalisz. Nawet nie oczekujesz nagrody. To

inni cię ciągle chwalą, ale ty Sama, nie robisz tego nigdy. Chciałabym, żeby politycy

myśleli o kraju, o ludziach, a anie o sobie – zmartwiła się Yashi.

– Ty i twój ojciec przynajmniej nie jesteście stronniczy. Kierujecie się tym, co

wpajano wam z ojca na syna. Z córki na matkę. Zawsze niezależni.

– Nie jesteśmy całkiem niezależni. Owszem ostatnie zdanie należy do Gwiazdy,

ale parlament zawsze, najpierw musi coś ustalić, a dopóki ci na dole się kłócą, król

nie ma czego zatwierdzać. Przykro mi to mówić, ale ostatnie ustawy były tak durne,

że ojciec ich nie podpisał – Yashi spojrzała w dół zmartwiona.

Samane widziała jak pięści niektórych polityków poszły w ruch. Do sali wpadła

ochrona, rozdzielając ich.

– Nawet bić się nie potrafią – Samane miała teraz niezły ubaw, widząc jak co

niektórzy, nie mogą nawet trafić w cel.

– Żałosne – skomentował król, podchodząc do dziewczyn.

– Dobrze, że chociaż przywództwo armii nie jest upolitycznione – wzdychała

Samane.

– Masz świętą racje – skomentował jej słowa król. – Może nie patrzmy na to –

Król z uśmiechem na twarzy zabrał dziewczyny, nie zwracając już uwagi na kłótnię

na dole.

Po powrocie do pokoju, zobaczyła Sojtę ze strzykawką w ręce.

– Znowu masz zamiar mnie torturować – Samane skrzywiła się, na widok strzykawki.

– Tym razem tylko jednym ukłuciem – Sojta uśmiechnęła się od ucha, do ucha,

jak by cieszyła się z torturowania kogoś.

– Twój uśmiech jest przerażający. Co masz w tej strzykawce?

– Sekret mego rodu, nad którym ostatnio pracowałam. Sama chciałaś go użyć

przeciwko Tora. – Sojta schowała kilka strzykawek do skórzanej torebki. – Musimy

zebrać osoby, które mogą tego użyć.

– A dokładniej kogo? – spytała Samane zaskoczona, że Sojta jeszcze kogoś chciała

tym nafaszerować.

– Każda osoba, która jest medykiem, bądź przebudziła w sobie wyższy poziom

energii. Mam na myśli ciebie Sayate i Tiri.

Dziewczyny wyszły an korytarz.

– Musimy teraz je znaleźć – westchnęła Sojta.

– Co robicie? – spytała Febra, zatrzymując się na ich widok na schodach. Dostrzegła

skórzaną torbę Sojty.

– Zbieramy osoby, które mogą wykorzystać medyczną mieszankę z mojego rodu

– wyjaśniła Sojta.

– Masz na myśli ten specyfik, którego użyła Flaya.

Sojta kiwnęła głową.

– Proszę zaangażujcie mnie też. – Febra błagalnym spojrzeniem próbowała

przekonać Sojtę.

– Nie mogę tego zrobić. Tylko osoby, które przebudziły swoją moc, mogą spróbować.

– Wejdźmy na chwilę do środka – poprosiła Febra.

Dziewczyny wróciły do pokoju i gdy Samane zamknęła drzwi, doznała szoku.

Febrę otaczała błękitna energia.

– Niewierze. Jak i kiedy ci się to udało? – Samane była w szoku.

Febra w dłoni zebrała energię na kształt kuli, po chwili energia zamieniła się

w wodę.

– Tak jak ty Sojta i ty Samane, macie swoje talenty rodowe. Tak i mój ród je

posiadał. Błękitna energia. Od tego wzięła się dawna nazwa królestwa. Gdyby

nie prywatne zajęcia z Ainą, nie dowiedziała bym się o tym. – Febra zadowolona

pstryknęła palcem i kula wody zniknęła. Sekundę później Samane została oblana

wodą z powietrza.

Oburzona posłała Febrze złowrogie spojrzenie. Febra śmiejąc się wyciągła dłoń

i po chwili Samane była sucha. Nie licząc sterczących włosów. Sojta i Febra złapały

się nawzajem, śmiejąc się z Samane. Dziewczyna rozdrażniona, stworzyła w dłoni

maleńkiego świetlistego ptaszka i rzuciła nim w Febrę. Dziewczyna osłoniła się

tarczą, o lekko błękitnym kolorze.

– Musiałam cię sprawdzić – wyjaśniła Samane.

– Gdzie w takim razie to zrobimy? – spytała Febra.

– Co zrobimy? – zdziwiła się Samane.

– Najpierw musimy zrobić próbę, jak się domyślam. Chyba nie będziemy jej

506 507

ro b ić w akademii.

– Febra ma rację – Sojta spuściła głowę, przyznając niebieskowłosej rację. Nie

pomyślała o tym.

– Znam świetne miejsce – odezwała się Samane, po chwili milczenia. – Ale najpierw

znajdźmy Tiri i Sayate.

– Oraz Axela i Miriam – dodała Sojta.

– Miriam jest w swoim pokoju – Febra ruszyła po dziewczynę.

Kilka minut później szły korytarzami akademii, zastanawiając się, gdzie może

być reszta osób.

– Gdzie Triri spędza weekendy? – Miriam zadała pytanie, rozglądając się

po drzwiach, które mijali.

– Chyba na kółku informatycznym – odpowiedziała Samane, w pierwszym momencie

nie zdając sobie sprawy z tego, co powiedziała.

– Gdzie jest koło informatyczne? – Spytała Sojta.

– Zadajesz głupie pytania, pewnie w jakiejś sali z komputerami – odpowiedziała

Samane, ziewając i włączając w zegarku mapę, którą wgrała jej Tiri. – Piętro wyżej.

– Odpowiedziała.

Samane ostrożnie zapukała do sali i otworzyła drzwi. Wewnątrz była ekipa kilkunastu

osób, siedzących z laptopami naprzeciwko siebie. Wyglądało na to, że dobrze

się bawią. Sala pełna była komputerów i przy prawie każdym, ktoś siedział.

Na widok dziewczyn, jakiś mężczyzna w mundurze, podszedł do nich.

– W czym mogę wam pomóc? – spytał.

Samane oniemiała, był jeszcze przystojniejszy niż Akelai. Był wysoki, miał

krótkie czarne włosy, ładnie zaczesane do tyłu w ogonek i duże, błyszczące, zielone

oczy.

– Dobrze, że nie ma tu Mikiego, bo by się załamał – pomyślała Samane. – Szukamy

naszej koleżanki z klasy Tiri.

– Chodzi wam o Tiri Mana?

– Tak – Samane rozglądała się po pomieszczeniu szukając jej.

– Dzisiaj nie przyszła – odezwał się mężczyzna, który prawdopodobnie był nauczycielem.

– Co wy tutaj robicie? – zdziwiła się Leeme, ustawiając się obok nauczyciela.

– O Leeme – Samane podniosła rękę w geście powitania. – Wiesz gdzie jest Tiri?

– Ma spotkanie z ojcem – odpowiedziała.

Samane spuściła głowę.

– Nie wyciągniemy jej od ojca. Leeme, jak Tiri wróci, daj jej znać, żeby do

mnie zadzwoniła.

Dziewczyny pożegnały się i ruszyły szukać Sayate. Tutaj sprawa była prostsza.

Samane wykorzystała iluzję snu i Sayate sama do nich przyszła.

– Lepiej, żeby to było coś ważnego. Wyrwałam się z treningu z Ainą – Sayate nie

była zadowolona.

Sojta pokazała torbę i Sayate od razu zrozumiała o co chodzi.

– Został jeszcze Axel, ale wiem gdzie go szukać – Sojta poprowadziła wszystkich

do skrzydła szpitalnego.

Axel zmieniał opatrunek jakiejś rannej dziewczynie z czwartej klasy.

– Już czas – odezwała się do niego Sojta, klepiąc ręką po torbie.

– Dokąd się udajemy? – spytał Axel.

– Do miejsca, w którym często trenuje – wtrąciła się Samane. – Pokaże wam.

Ekipa ruszyła na lądowisko.

– Coś kombinują – zauważył Akelai.

– Tak. Nagle się zbierają. Sayate zerwała się z treningu, Sojta ma dziwną torbę,

no i szukały Tiri, ale jest na spotkaniu z ojcem. Wiem, że mówiłeś żebym dał

im spokój, ale jestem ciekaw, gdzie lecą i co zamierzają zrobić? – dyrektor zrobił

się podejrzliwy.

o

– Co to za miejsce? – spytała Sayate, gdy wylądowali przy wodospadzie.

– Często tu trenuje – Samane wskazała na rozwaloną skałę.

– To twoje dzieło? – zdziwiła się Febra.

Samane zebrała w dłoni kilka ptaków. Gestem dwóch dłoni sprawiła, że poleciały

podkręcone i uderzyły w skałę, z dużą siłą, rozłupując spory kawałek.

– Boje się, co ty będziesz umiała po tym – Sojta lekko przestraszona, podeszła do

Samane z pierwszą strzykawką. – Gotowa?

Samane kiwnęła głową.

– Co one mają zamiar z tym zrobić? – zastanawiał się dyrektor, rozpoznając specyfik.

– Co to jest? – zainteresował się Akelai, usadawiając na gałęziach obok.

– To ta sama substancja, po której Flaya zdemolowała stołówkę.

Akelai spojrzał przerażony na Sojte ze strzykawką w ręce.

Samane poczuła ukłucie i wtedy Sojta wstrzyknęła zawartość strzykawki.

Saamne zachwiała się lekko i upadła na tyłek. Poczuła mrowienie w dłoni, które

przesuwało się coraz dalej, aż w końcu ból. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i tarzać

się po ziemi, chcąc sobie ulżyć.

Akelai chciał się ruszyć, ale dyrektor go powstrzymał.

– Nic jej nie będzie – odpowiedział, obserwując co się dzieje.

– Wytrzymaj jeszcze trochę, ból zaraz przejdzie – odezwała się Sojta do Samane,

a w ręce miała już kolejną strzykawkę. – Gotowa! – Zwróciła się do Sayate.

508 509

S a yate spojrzała z przestrachem na Samane, a potem na Sojtę.

– To potrwa tylko chwilę – Sojta widziała, że Sayate się boi.

Sayate przełknęła ślinę. Zacisnęła pięści i postanowiła być tą odważną.

– Rób swoje – powiedziała, a Sojta wbiła jej igłę.

Sayate poczuła się słabo i wylądowała na ziemi, obok Samane.

Ostatnia Febra zbliżyła się i bez słowa wyciągła rękę. Po chwili poczuła słabe

nogi i upadła na ziemię. Samane zaciskając zęby, starała się uspokoić. Leżąc na plecach,

widziała chmury na niebie. Skupiła na nich całą swoją uwagę. Po chwili miała

wrażenie, jakby kolor nieba był bardziej jaskrawy, a każdy dźwięk bardziej donośny.

Czuła nawet zapach wody. Podniosła się, nie czując już bólu.

– Usiądź i medytuj. Musisz uspokoić myśli – poleciła jej Sojta, przykładając dłoń

do czoła.

Samane ułożyła dłoń na dłoni i skupiła się na oddechu. Po chwili poczuła duży

przypływ energii. Wstała i spojrzała na swoje dłonie. Axel podszedł do Sayate,

przykładając jej dłoń do czoła i wydając te same polecenia. To samo zrobiła Miriam

z Febrą. Po chwili wszystkie trzy dziewczyny wstały.

– Jak samopoczucie? – spytała Sojta.

Dziewczyny nie odpowiedziały, każda czuła się niesamowicie.

Nagle wszystkie trzy, usłyszały dźwięk ściągacza.

– W samą porę – Samane rozpoznała Tiri.

– Coś mnie ominęło? – spytała, gdy wylądowała. – Namierzyłam was po sygnałach

z zegarków.

– Jak rozmowa z ojcem? – zainteresował się Axel.

– Po za tym, że znowu zdenerwował się na widok jabłka, było w porządku.

Sojta wyciągła kolejną strzykawkę i wbiła ją Tiri do ręki.

– Trochę zaboli, ale zaraz przejdzie.

Tiri zaczęła tarzać się z bólu. Sojta zbliżyła się do niej, przykładając dłoń do czoła.

Po chwili wszystko się uspokoiło.

– A wy? – spytała Samane.

– My mamy to już za sobą. Inaczej nie moglibyśmy was kontrolować.

Sojta, Axel i Miriam nagle otoczeni byli pomarańczową poświatą.

– To jest stary sekret mojego rodu. Dzięki niemu, słyszymy bicie waszych serc.

Z tej odległości potrafimy powiedzieć jaki jest wasz oddech. Jak energia przez was

płynie i co najważniejsze, czy coś wam nie dolega. Nasze możliwości leczenia też

się zwiększają.

– Planowali to już od dawna – zauważył Akelai.

– Pora wypróbować na co was stać. Użyjcie swoich energii i talentów. Spróbujcie

walki – poleciła Sojta, odsuwając się razem z pozostałymi medykami.

– Zaczniemy właśnie od tego – zaproponowała Samane.

Komentarze