Rozdział 6 Szpiedzy i nagrody
Późnym popołudniem Samane wstała. Czuła się wypoczęta. Wzięła szybki
prysznic iprzebrała się w inne ubrania.
– Jak tam po zajęciach? – spytała Orlego i Sojte. – Ominęło mnie coś ciekawego?
– Wszystkie zajęcia dzisiaj zostały odwołane. – wyjaśnił Orli.
Chłopak siedział na kanapie i z nudów oglądał telewizję. Sojta krzątała się
w kuchni, przygotowując jakieś mieszanki z ziół.
– Jestem głodna – marudziła Samane, zaglądając do pustej lodówki.
– W sumie i tak nie mamy co robić. Może wybierzemy się na zakupy i przy okazji
zjemy coś na mieście. Od tej afery z trucizną nie mam ochoty jeść na stołówce –
zaproponowała Sojta.
– Chętnie bym polatał – Orli na myśl wyprawy do sklepu aż zerwał się z kanapy.
Samane już prawie zapomniała, że jest w posiadaniu własnego ścigacza.
– Jestem za – odparła.
– A więc jednogłośnie ruszamy na zakupy – Sojta podskoczyła, radośnie biegnąc
do pokoju po plecak i pieniądze.
Dziesięć minut później byli na lądowisku. Czekała tam na nich zaparkowana
maszyna. Lądowisko było w połowie puste.
– Widoczne tylko na egzaminach jest całe zajęte – myślała Samane.
– Ale nie będziesz szarżować – odezwała się z przestrachem Sojta, siadając na tył
siedzenia. Pamiętała jeszcze ostre lądowanie przed dworcem w przeddzień egzaminu.
– Nie śpieszy się nam, więc nie obawiaj się.
Sojta odetchnęła z ulgą.
prysznic iprzebrała się w inne ubrania.
– Jak tam po zajęciach? – spytała Orlego i Sojte. – Ominęło mnie coś ciekawego?
– Wszystkie zajęcia dzisiaj zostały odwołane. – wyjaśnił Orli.
Chłopak siedział na kanapie i z nudów oglądał telewizję. Sojta krzątała się
w kuchni, przygotowując jakieś mieszanki z ziół.
– Jestem głodna – marudziła Samane, zaglądając do pustej lodówki.
– W sumie i tak nie mamy co robić. Może wybierzemy się na zakupy i przy okazji
zjemy coś na mieście. Od tej afery z trucizną nie mam ochoty jeść na stołówce –
zaproponowała Sojta.
– Chętnie bym polatał – Orli na myśl wyprawy do sklepu aż zerwał się z kanapy.
Samane już prawie zapomniała, że jest w posiadaniu własnego ścigacza.
– Jestem za – odparła.
– A więc jednogłośnie ruszamy na zakupy – Sojta podskoczyła, radośnie biegnąc
do pokoju po plecak i pieniądze.
Dziesięć minut później byli na lądowisku. Czekała tam na nich zaparkowana
maszyna. Lądowisko było w połowie puste.
– Widoczne tylko na egzaminach jest całe zajęte – myślała Samane.
– Ale nie będziesz szarżować – odezwała się z przestrachem Sojta, siadając na tył
siedzenia. Pamiętała jeszcze ostre lądowanie przed dworcem w przeddzień egzaminu.
– Nie śpieszy się nam, więc nie obawiaj się.
Sojta odetchnęła z ulgą.
Samane usiadła na ścigaczu i ubrała specjalne okulary.
– Po co wam te okulary? – zaciekawiła się Sojta.
– To coś takiego jak kluczyk w samochodzie, bez nich nie uruchomisz ścigacza.
Poza tym są bardzo przydatne, pokazują odległości od obiektów. Wyświetlają
ostrzeżenia, pokazują wysokość, wszystkie dane dotyczące wiatru, stan maszyny,
prędkość, przechylenie, pokazują nawet ciśnienie i puls pilota, a gdy strzelasz, służą
jako celownik. – wyjaśniła Samane.
– Nie zasłania ci to obrazu przed oczyma?
– Nie, zresztą sama zobacz – podała Sojcie okulary, a ona ubrała je, zachwycając
się holograficznymi rysunkami, literkami i cyferkami po bokach i u góry.
Okulary były bardzo duże i przesłaniały część czoła i policzków. Z zewnątrz nie
było widać żadnych obrazów a jedynie oczy pilota. Sojta oddała okulary, a Samane
uniosła maszynę w górę, zawieszając ją w powietrzu i czekając, aż Orli wystartuje.
Chłopak poleciał pierwszy, szukał na gps’ie najbliższego sklepu z lądowiskiem.
Lecieli niecałe dziesięć minut. Las szybko się skończył. Samane odwróciła się do
tyłu, patrzyła w stronę, z której przyleciała. Tam las ciągnął się prawie w nieskończoność.
Minęli piękny park pełen dywanów z kolorowych kwiatów, a tuż za nim
była spora galeria handlowa wysokości ośmiu pięter. Obok znajdowało się lądowisko.
Samane i Orli wylądowali delikatnie obok siebie. Samane schowała okulary
do torby. Trojka przyjaciół ruszyła w stronę ogromnych obrotowych drzwi. Gdy je
przeszli, zatrzymali się i oniemieli na widok cudów. Z ósmego piętra w dół spadał
wodospad z barwioną na złoto wodą. Na szklanym suficie były lampy zrobione ze
złotych świecących kryształów. Podłoga wyłożona została brokatowym brukiem.
Na parterze ustawiono fontanny i sztuczne palmy. Cała trójka stała oniemiała ,
oglądała wystawne restauracje i drogie sklepy. Wszystko przyozdobiono brokatem 142
143
Obok nich przeszło dwóch klaunów na szczudłach w odblaskowych strojach,
sypiąc z góry na ludzi błyszczące konfetti.
– Pierwszy raz tutaj? – odezwał się ktoś za ich plecami.
Przyjaciele otrząsnęli się.
– Isae ?– Samane rozpoznała przewodniczącą. – Co ty tutaj robisz?
– Cała szkoła chodzi tutaj na zakupy i nie tylko. Jak pokażecie kartę akademii,
będziecie mieli zniżki na co chcecie.
Sojta aż pisnęła z radości.
– Na piątym piętrze jest fajna restauracja, na pewno wam się spodoba, nazywa
się Tank. Koniecznie musicie tam wpaść, mają świetne jedzenie za półdarmo.
Ktoś z boku zawołał;
– Isae idziesz?
Był to ktoś z jej drużyny.
– Ja muszę lecieć, miłego zwiedzania. Aaa... Jak pierwszy raz tu weszłam, też
miałam taką minę. – uśmiechnęła się, znikając z kolegą w jednej z alejek.
Samane zbliżyła się do punktu informacyjnego i zabierała folder, który miał być
planem budynku. Otworzyła go, a kartka sama rozwinęła się kilkunastokrotnie
turlając po ziemi niczym rolka papieru toaletowego .Na ten widok mina Samane
zrzedła. Zawstydzona szybko składała ulotkę, żeby nikt tego nie zauważył. Przy
okazji pogięła całą mapę, która nie nadawała się już do użytku.
– I co teraz? – zmartwiła się Sojta.
– Może w czymś pomóc? – odezwała się pani siedząca w punkcie informacyjnym.
Była ubrana elegancko w białą koszulę ze złotą chustką zawiązaną pod kołnierzem
i złotym kwiatem, wplecionym w starannie upięty kok. Na złotej blaszce
przypiętej na piersi widniało imię i nazwisko. Plakietka tak bardzo odbijała ostre
światło, że nie dało się odczytać napisów.
– Szukamy sklepu spożywczego.
– Zielarskiego.
– Z ubraniami.
– Z muzyką.
Mówili jeden przez drugiego.
Kobieta spojrzała na nich, po czym odwróciła monitor komputera w ich stronę.
– Wystarczy wpisać czego szukacie, a komputer pokaże wam drogę. Możecie
pobrać sobie mapę do zegarków.
Cała trojka rzuciła się, wyszukała potrzebnych sklepów i wgrała mapy. W końcu
oddalili się od punktu informacyjnego, rozglądając dookoła.
– Idziemy w rożnych kierunkach – zauważyła Samane, sprawdziła mapy przyjaciół.
– Musimy się rozdzielić – zauważył Orli.
– To co, za godzinę w restauracji? – zaproponowała Sojta.
– Tej, o której mówiła przewodnicząca? – upewnił się Orli.
Dziewczyny kiwnęły głowami.
– W razie czego wymieńmy się numerami – zaproponowała Samane i cała trojka
przyłożyła zegarki tak, że stykały się ze sobą.
– W takim razie do zobaczenia za godzinę – zawołała Sojta i pobiegła do sklepu
zielarskiego, który był naprzeciwko. Orli zawrócił i ustawił się przed windą,
czekał, aż przyjedzie, a Samane ruszyła ruchomymi schodami na pierwsze piętro.
– Po co wam te okulary? – zaciekawiła się Sojta.
– To coś takiego jak kluczyk w samochodzie, bez nich nie uruchomisz ścigacza.
Poza tym są bardzo przydatne, pokazują odległości od obiektów. Wyświetlają
ostrzeżenia, pokazują wysokość, wszystkie dane dotyczące wiatru, stan maszyny,
prędkość, przechylenie, pokazują nawet ciśnienie i puls pilota, a gdy strzelasz, służą
jako celownik. – wyjaśniła Samane.
– Nie zasłania ci to obrazu przed oczyma?
– Nie, zresztą sama zobacz – podała Sojcie okulary, a ona ubrała je, zachwycając
się holograficznymi rysunkami, literkami i cyferkami po bokach i u góry.
Okulary były bardzo duże i przesłaniały część czoła i policzków. Z zewnątrz nie
było widać żadnych obrazów a jedynie oczy pilota. Sojta oddała okulary, a Samane
uniosła maszynę w górę, zawieszając ją w powietrzu i czekając, aż Orli wystartuje.
Chłopak poleciał pierwszy, szukał na gps’ie najbliższego sklepu z lądowiskiem.
Lecieli niecałe dziesięć minut. Las szybko się skończył. Samane odwróciła się do
tyłu, patrzyła w stronę, z której przyleciała. Tam las ciągnął się prawie w nieskończoność.
Minęli piękny park pełen dywanów z kolorowych kwiatów, a tuż za nim
była spora galeria handlowa wysokości ośmiu pięter. Obok znajdowało się lądowisko.
Samane i Orli wylądowali delikatnie obok siebie. Samane schowała okulary
do torby. Trojka przyjaciół ruszyła w stronę ogromnych obrotowych drzwi. Gdy je
przeszli, zatrzymali się i oniemieli na widok cudów. Z ósmego piętra w dół spadał
wodospad z barwioną na złoto wodą. Na szklanym suficie były lampy zrobione ze
złotych świecących kryształów. Podłoga wyłożona została brokatowym brukiem.
Na parterze ustawiono fontanny i sztuczne palmy. Cała trójka stała oniemiała ,
oglądała wystawne restauracje i drogie sklepy. Wszystko przyozdobiono brokatem 142
143
Obok nich przeszło dwóch klaunów na szczudłach w odblaskowych strojach,
sypiąc z góry na ludzi błyszczące konfetti.
– Pierwszy raz tutaj? – odezwał się ktoś za ich plecami.
Przyjaciele otrząsnęli się.
– Isae ?– Samane rozpoznała przewodniczącą. – Co ty tutaj robisz?
– Cała szkoła chodzi tutaj na zakupy i nie tylko. Jak pokażecie kartę akademii,
będziecie mieli zniżki na co chcecie.
Sojta aż pisnęła z radości.
– Na piątym piętrze jest fajna restauracja, na pewno wam się spodoba, nazywa
się Tank. Koniecznie musicie tam wpaść, mają świetne jedzenie za półdarmo.
Ktoś z boku zawołał;
– Isae idziesz?
Był to ktoś z jej drużyny.
– Ja muszę lecieć, miłego zwiedzania. Aaa... Jak pierwszy raz tu weszłam, też
miałam taką minę. – uśmiechnęła się, znikając z kolegą w jednej z alejek.
Samane zbliżyła się do punktu informacyjnego i zabierała folder, który miał być
planem budynku. Otworzyła go, a kartka sama rozwinęła się kilkunastokrotnie
turlając po ziemi niczym rolka papieru toaletowego .Na ten widok mina Samane
zrzedła. Zawstydzona szybko składała ulotkę, żeby nikt tego nie zauważył. Przy
okazji pogięła całą mapę, która nie nadawała się już do użytku.
– I co teraz? – zmartwiła się Sojta.
– Może w czymś pomóc? – odezwała się pani siedząca w punkcie informacyjnym.
Była ubrana elegancko w białą koszulę ze złotą chustką zawiązaną pod kołnierzem
i złotym kwiatem, wplecionym w starannie upięty kok. Na złotej blaszce
przypiętej na piersi widniało imię i nazwisko. Plakietka tak bardzo odbijała ostre
światło, że nie dało się odczytać napisów.
– Szukamy sklepu spożywczego.
– Zielarskiego.
– Z ubraniami.
– Z muzyką.
Mówili jeden przez drugiego.
Kobieta spojrzała na nich, po czym odwróciła monitor komputera w ich stronę.
– Wystarczy wpisać czego szukacie, a komputer pokaże wam drogę. Możecie
pobrać sobie mapę do zegarków.
Cała trojka rzuciła się, wyszukała potrzebnych sklepów i wgrała mapy. W końcu
oddalili się od punktu informacyjnego, rozglądając dookoła.
– Idziemy w rożnych kierunkach – zauważyła Samane, sprawdziła mapy przyjaciół.
– Musimy się rozdzielić – zauważył Orli.
– To co, za godzinę w restauracji? – zaproponowała Sojta.
– Tej, o której mówiła przewodnicząca? – upewnił się Orli.
Dziewczyny kiwnęły głowami.
– W razie czego wymieńmy się numerami – zaproponowała Samane i cała trojka
przyłożyła zegarki tak, że stykały się ze sobą.
– W takim razie do zobaczenia za godzinę – zawołała Sojta i pobiegła do sklepu
zielarskiego, który był naprzeciwko. Orli zawrócił i ustawił się przed windą,
czekał, aż przyjedzie, a Samane ruszyła ruchomymi schodami na pierwsze piętro.
Najpierw wybrała sklep spożywczy, kupiła składniki do potraw, napoje, warzywa,
owoce. Kolejny był sklep z meblami, w którym kupiła wymarzoną poduszkę w kolorze
moro. Następnie miała udać się do sklepu z ubraniami, ale jej uwagę przyciągnął
nietypowy sklep, pełen różnych dziwnych prezentów i pamiątek. Pomieszczenie
obłożone było tapetą imitującą drewno, a na suficie wisiały liny i lampy
naftowe ze starego statku. Regały wyglądały na ciężkie i masywne. Samane zbliżyła
się do jednego z nich. Można było tu znaleźć dosłownie wszystko, od tańczących
pozytywek przez figurki pałacu, breloczki do kluczy, kule ze śniegiem, statki w butelkach,
modele czołgów, dziwne książki z wysokoprocentową zawartością, ręczniki
i koszulki ze śmiesznymi napisami. Były nawet puzzle, gry karciane i planszowe,
sztuczne kwiaty i porcelanowe zastawy. Ciężko było wymienić, czego tam nie
było. Uwagę Samane przykuły obrazki, ustawione na regale tuż przy kasie. Były to
wizerunki generałów, a na jednym z nich Samane dostrzegła dziadka. Chwyciła
obrazek w dłonie, dokładnie mu się przyjrzała. Zdjęcie było bardzo ostre, przez
co Samane miała wrażenie, jakby dziadek był żywy. Jego mina była jednak obca.
Pamiętała zawsze uśmiechniętego i życzliwego dziadka, natomiast na obrazku był
poważny, wręcz zły. Stał ubrudzony błotem, kurzem oraz krwią. Z czoła spływał
mu pot. Spojrzała na inne obrazki. Dostrzegła też dyrektora i generał Aine. Wszyscy
wyglądali podobnie.
– Coś nie tak? – spytał sprzedawca.
Był to starszy siwy mężczyzna z podkręconym wąsem ubrany w marynarski
strój. Wyglądem przypominał bosmana ze statku.
– Dziwią mnie miny tych postaci – odpowiedziała .
– To autentyczne zdjęcia robione na polu bitwy, bez żadnych komputerowych
sztuczek. A miny też są autentyczne. Wojna to niewesoła sprawa, a ludzie na polu
walki zmieniają się w demony.
Samane zdziwiona była tym faktem. Każdą z tych postaci znała jako życzliwą
i troszczącą się o innych osobę.
144 145
– Wezmę to – odezwała się, podając staruszkowi kartę z akademii i kartę płatniczą.
– Jesteś z akademii – zauważył sprzedawca i spojrzał na imię i nazwisko. –Sejom
powiedział cicho.
Samane mruknęła twierdząco.
– Weź też to – mężczyzna sięgnął pod ladę i podał jej pięknie malowane drewniane
pudełko szachów. – Na mój koszt. – uśmiechnął się.
Samane nie chciała przyjąć prezentu.
– Wiem, że lubisz grać w szachy.
– Skąd może pan to wiedzieć? – zdziwiła się Samane .
– Reta uwielbiał grać w szachy – odpowiedział.
– Znał go pan? – Samane była w szoku.
– Często wpadał tutaj, żeby ze mną pograć. Te szachy należały do niego.
Samane w końcu chwyciła pudełko. Otworzyła je. W środku były pięknie wyrzeźbione
drewniane figury. Samane bardzo się spodobały. Zamknęła pudełko
i schowała do siatki z zakupami. Zapłaciła za obrazek i już miała wyjść, gdy staruszek
zawołał.
– Wpadnij tu jeszcze, gdybyś nie miała z kim pograć.
Samane uśmiechnęła się na pożegnanie i ruszyła dalej. Nie spodziewała się takiej
sytuacji. Staruszek wyglądał na miłego. Na pewno był w wieku podobnym do tego,
który miałby teraz jej dziadek, gdyby żył. Tuż obok dziwnego sklepu z pamiątkami
odnalazła sklep z ubraniami, do którego wcześniej zmierzała wstąpić . Planowała
kupić mnóstwo modnych w stolicy ciuchów, ale gdy zobaczyła ceny, postanowiła
kupić dwie lub trzy rzeczy. Spodziewała się, że będzie drogo, ale to przerosło jej
oczekiwania. Kupiła dwie pary spodni i ładną kurtkę w kolorze moro, z czapką
z daszkiem w komplecie. Miała jeszcze trochę czasu i przechadzając się, oglądała
sklepowe wystawy. Jej uwagę zwrócił sklep z bronią. W przeciwieństwie do sklepu
z pamiątkami, ten miał bardzo nowoczesny wystrój. Można było znaleźć tu
różnego rodzaju noże, miecze, ochraniacze, laserowe pistolety i łuki. Samane ze
szczególną uwagą przyglądała się tradycyjnym mieczom z jej stron. Wszystkie wyglądały
jak ozdoba do powieszenia na ścianie. Gdyby taki miecz zetknął się z jej
bronią, pewnie zostałby w kawałkach. Samane nie podobało się, że ktoś sprzedaje
taką fuszerkę.
– Jednak najlepsze miecze powstają w Meabe – pomyślała.
Do sklepu weszła jakaś dziewczyna niskiego wzrostu w wieku około dziewiętnastu
lat o długich brązowych włosach splecionych w francuza i spuszczonych do
tyłu na plecy. Samane wydawało się, że skądś ją zna. Dziewczyna zbliżyła się do
lady, położyła na niej czarny laserowy pistolet, kartę płatniczą i kartę akademii.
– A pozwolenie jest? – spytał młody sprzedawca.
– A zapomniałabym – dziewczyna sięgnęła do kieszeni w spodniach, podała
trochę pogięty papierek z ładnym zdobieniem i pieczęcią z symbolem akademii,
czyli pięcioramienna gwiazdą w kole z podpisem ZKG akademia.
– Powinnaś o to bardziej dbać. – Chłopak był zniesmaczony stanem kartki.
Dziewczyna zapłaciła i wyszła, nawet nie dziękując. Samane kojarzyła ją z widzenia.
Teraz wiedziała, że jest z akademii, ale nadal nie mogła sobie przypomnieć
z której klasy.
Samane zbliżyła się do kasy, ułożyła na ladę paczuszkę z przedmiotami służącymi
do konserwacji i czyszczenia miecza.
– Kolejna osoba z akademii. Coś was dzisiaj wyjątkowo dużo. – Zwrócił uwagę
sprzedawca, gdy zobaczył kartę.
owoce. Kolejny był sklep z meblami, w którym kupiła wymarzoną poduszkę w kolorze
moro. Następnie miała udać się do sklepu z ubraniami, ale jej uwagę przyciągnął
nietypowy sklep, pełen różnych dziwnych prezentów i pamiątek. Pomieszczenie
obłożone było tapetą imitującą drewno, a na suficie wisiały liny i lampy
naftowe ze starego statku. Regały wyglądały na ciężkie i masywne. Samane zbliżyła
się do jednego z nich. Można było tu znaleźć dosłownie wszystko, od tańczących
pozytywek przez figurki pałacu, breloczki do kluczy, kule ze śniegiem, statki w butelkach,
modele czołgów, dziwne książki z wysokoprocentową zawartością, ręczniki
i koszulki ze śmiesznymi napisami. Były nawet puzzle, gry karciane i planszowe,
sztuczne kwiaty i porcelanowe zastawy. Ciężko było wymienić, czego tam nie
było. Uwagę Samane przykuły obrazki, ustawione na regale tuż przy kasie. Były to
wizerunki generałów, a na jednym z nich Samane dostrzegła dziadka. Chwyciła
obrazek w dłonie, dokładnie mu się przyjrzała. Zdjęcie było bardzo ostre, przez
co Samane miała wrażenie, jakby dziadek był żywy. Jego mina była jednak obca.
Pamiętała zawsze uśmiechniętego i życzliwego dziadka, natomiast na obrazku był
poważny, wręcz zły. Stał ubrudzony błotem, kurzem oraz krwią. Z czoła spływał
mu pot. Spojrzała na inne obrazki. Dostrzegła też dyrektora i generał Aine. Wszyscy
wyglądali podobnie.
– Coś nie tak? – spytał sprzedawca.
Był to starszy siwy mężczyzna z podkręconym wąsem ubrany w marynarski
strój. Wyglądem przypominał bosmana ze statku.
– Dziwią mnie miny tych postaci – odpowiedziała .
– To autentyczne zdjęcia robione na polu bitwy, bez żadnych komputerowych
sztuczek. A miny też są autentyczne. Wojna to niewesoła sprawa, a ludzie na polu
walki zmieniają się w demony.
Samane zdziwiona była tym faktem. Każdą z tych postaci znała jako życzliwą
i troszczącą się o innych osobę.
144 145
– Wezmę to – odezwała się, podając staruszkowi kartę z akademii i kartę płatniczą.
– Jesteś z akademii – zauważył sprzedawca i spojrzał na imię i nazwisko. –Sejom
powiedział cicho.
Samane mruknęła twierdząco.
– Weź też to – mężczyzna sięgnął pod ladę i podał jej pięknie malowane drewniane
pudełko szachów. – Na mój koszt. – uśmiechnął się.
Samane nie chciała przyjąć prezentu.
– Wiem, że lubisz grać w szachy.
– Skąd może pan to wiedzieć? – zdziwiła się Samane .
– Reta uwielbiał grać w szachy – odpowiedział.
– Znał go pan? – Samane była w szoku.
– Często wpadał tutaj, żeby ze mną pograć. Te szachy należały do niego.
Samane w końcu chwyciła pudełko. Otworzyła je. W środku były pięknie wyrzeźbione
drewniane figury. Samane bardzo się spodobały. Zamknęła pudełko
i schowała do siatki z zakupami. Zapłaciła za obrazek i już miała wyjść, gdy staruszek
zawołał.
– Wpadnij tu jeszcze, gdybyś nie miała z kim pograć.
Samane uśmiechnęła się na pożegnanie i ruszyła dalej. Nie spodziewała się takiej
sytuacji. Staruszek wyglądał na miłego. Na pewno był w wieku podobnym do tego,
który miałby teraz jej dziadek, gdyby żył. Tuż obok dziwnego sklepu z pamiątkami
odnalazła sklep z ubraniami, do którego wcześniej zmierzała wstąpić . Planowała
kupić mnóstwo modnych w stolicy ciuchów, ale gdy zobaczyła ceny, postanowiła
kupić dwie lub trzy rzeczy. Spodziewała się, że będzie drogo, ale to przerosło jej
oczekiwania. Kupiła dwie pary spodni i ładną kurtkę w kolorze moro, z czapką
z daszkiem w komplecie. Miała jeszcze trochę czasu i przechadzając się, oglądała
sklepowe wystawy. Jej uwagę zwrócił sklep z bronią. W przeciwieństwie do sklepu
z pamiątkami, ten miał bardzo nowoczesny wystrój. Można było znaleźć tu
różnego rodzaju noże, miecze, ochraniacze, laserowe pistolety i łuki. Samane ze
szczególną uwagą przyglądała się tradycyjnym mieczom z jej stron. Wszystkie wyglądały
jak ozdoba do powieszenia na ścianie. Gdyby taki miecz zetknął się z jej
bronią, pewnie zostałby w kawałkach. Samane nie podobało się, że ktoś sprzedaje
taką fuszerkę.
– Jednak najlepsze miecze powstają w Meabe – pomyślała.
Do sklepu weszła jakaś dziewczyna niskiego wzrostu w wieku około dziewiętnastu
lat o długich brązowych włosach splecionych w francuza i spuszczonych do
tyłu na plecy. Samane wydawało się, że skądś ją zna. Dziewczyna zbliżyła się do
lady, położyła na niej czarny laserowy pistolet, kartę płatniczą i kartę akademii.
– A pozwolenie jest? – spytał młody sprzedawca.
– A zapomniałabym – dziewczyna sięgnęła do kieszeni w spodniach, podała
trochę pogięty papierek z ładnym zdobieniem i pieczęcią z symbolem akademii,
czyli pięcioramienna gwiazdą w kole z podpisem ZKG akademia.
– Powinnaś o to bardziej dbać. – Chłopak był zniesmaczony stanem kartki.
Dziewczyna zapłaciła i wyszła, nawet nie dziękując. Samane kojarzyła ją z widzenia.
Teraz wiedziała, że jest z akademii, ale nadal nie mogła sobie przypomnieć
z której klasy.
Samane zbliżyła się do kasy, ułożyła na ladę paczuszkę z przedmiotami służącymi
do konserwacji i czyszczenia miecza.
– Kolejna osoba z akademii. Coś was dzisiaj wyjątkowo dużo. – Zwrócił uwagę
sprzedawca, gdy zobaczył kartę.
Samane wyszła na zewnątrz. Oparła się o barierkę balkonu i spojrzała w dół
na inne piętra. Wszędzie pełno było ludzi w rożnym wieku, bogatych i tych trochę
mniej, uczniów, rodzin, biznesmenów, dam i modelek. Wszyscy pędzili tam
i z powrotem, nieśli mnóstwem siatek i toreb. Samane nie wiedziała, co jeszcze
mogłaby robić, zostało jakieś pół godziny czasu. Na parterze dostrzegła salon samochodowy.
Wsiadła do szklanej windy, przez którą wszystko widać. Przyglądała
się cały czas złoconym poręczom i odbijającym się w nich blaskom lamp i zniekształconym
cieniom stojących obok osób. Gdy wysiadła z windy, w oczy rzucił
jej się jeden stojący na uboczu samochód. Był to piękny sportowy wóz o niskim
podwoziu i z dużym spojlerem z tyłu. Miał otwierane do góry drzwi i dużo elektroniki.
Srebrne alufelgi błyszczały od wypolerowania. Samane bardzo się spodobał.
Przykleiła nos do szyby, oglądając wnętrze. Fotele wyglądały na wygodne. Jej
wyobraźnia spłatała figla i nagle widziała siebie za kierownicą tego cacka, pędzącą
300km na godzinę po autostradzie w stolicy. I całe to wyobrażenie trwałoby nadal,
gdyby nie przypomniała sobie, że nie ma prawa jazdy. Ta ostatnia myśl spowodowała,
że wyszła z salonu. Tuż obok był salon ze ścigaczami. Ledwo przekroczyła
próg sklepu, a już dostrzegła Orlego wniebowzięty rozmawiał z kimś z obsługi.
Samane podeszła bliżej i wywnioskowała, że osoba, z którą rozmawia, to jego dobry
kolega.
– Już po zakupach? – spytała Orlego.
– O Samane! – chłopak odwrócił się.
– Kto to? – zdziwił się kolega Orlego, przyglądając się uważnie Samane, jakby
chciał ją pożreć wzrokiem. Dziewczyna wpadła mu w oko.
Samane wyczuła jego intencje i poczuła się niezręcznie.
– To moja koleżanka z drużyny w akademii – wyjaśnił Orli. – Poznajcie się, to
jest Samane, a to mój kolega z rodzinnych stron, Sadi.
146 147
C hłopak ukłonił się i podał Samane rękę. Dziewczyna niechętnie odwzajemniła
uścisk , nadal jednak czuła się niezręcznie i chciała jak najszybciej odejść
z tego miejsca.
– Musimy już iść – odezwała się do Orlego, patrząc na niego wściekłym wzrokiem.
W tym momencie Sadi złapał Samane za tyłek, a ta wściekła uderzyła go łokciem
w żebra.
Orli nie wierzył, w to, co się stało. Chłopak cofnął się do tyłu i trzymał skulony,
na wysokości brzucha. Samane spojrzała na niego surowym wzrokiem.
– Idziemy – powiedziała władczym tonem, a Orli przewrócił oczami, patrząc
z ukosa na kolegę.
– Jak chcesz żyć, lepiej nie zaczynaj z Samane – Powiedział mu z politowaniem
i ruszył za koleżanką.
– Twój kolega jest zboczony – powiedziała Samane, gdy już oddalili się od salonu.
– Wydaje ci się.
– Mnie się wydaje?! – Samane podniosła głos zdenerwowana. – Patrzył na mnie,
jakby chciał mnie zgwałcić.
– Ciszej – Orli poczuł się niezręcznie, gdy Samane mówiła na cały głos, nie zwracając
uwagi na gapiących się na nich ludzi.
– Fajnych masz kolegów. Normalnie pozazdrościć – powiedziała już ciszej, ale
nadal oburzona.
Przez całą drogę na piąte piętro nie odzywali się do siebie. W końcu zatrzymali
się w pobliżu windy. Samane znów oparła się o barierkę. Orli westchnął i położył
dłonie na balustradzie, a na nich głowę. Samane przypomniała sobie z tego wszystkiego
o Koro. Na samo wspomnienie łezka zakręciła jej się w oku. Rozstanie wciąż
ją bolało. Sięgnęła ręką za koszulkę, wyciągnęła talizman i przyglądała się napisanym
na nim imionom, a szczególnie imieniu Koro.
– Też nosisz talizman? – Zauważył Orli i wyciągnął swój.
Oba talizmany wyglądały prawie identycznie – Metalowa blaszka z wygrawerowanymi
napisami.
– Co jest napisane na twoim? – spytała Samane, a Orli podniósł blaszkę wyżej.
Samane odczytała napis „Leć do prawdy, lataj za marzenia”.
– Typowe jak na lotnika – zauważyła.
Na odwrocie podobnie jak u niej była ta sama data, nazwa miasta Lora – z którego
pochodzi Orli, skrót ZKG i o dziwo jedno imię które brzmiało Duna.
– Kto to? – zdziwiła się Samane.
– Osoba, która nauczyła mnie latać.
– Rodzice cię nie uczyli? – zdziwiła się
– Nie mieli czasu ani pieniędzy, by kupić mi ścigacz. Gdy byłem dzieckiem przez
miasto przetaczały się krwawe walki ze Skałą. Wielu ludzi myślało wtedy tylko
o tym, jak przetrwać z dnia na dzień. Duna była zawodowym pilotem, ale nie
latała dla armii tylko prywatnie. Uczyła mnie i inne dzieciaki z okolicy latania. To
motto, które mam wyryte na talizmanie, było jej ulubionym powiedzeniem.
– Mówisz w czasie przeszłym. Czy ona….? – zastanawiała się Samane.
– Tak, nie żyje. Zajmowała się głównie dostarczaniem leków i żywności dla miejscowych
ludzi. Jej samolot został zestrzelony na moich oczach. Podchodziła do
lądowania, gdy nadleciały myśliwce Skały. Widziałem tylko kule ognia, wybuch
mało mnie nie ogłuszył. Gdy ogień zniknął z samolotu, pozostał tylko proch.
– Pewnie bardzo to przeżyłeś?
– Ryczałem dniami i nocami, ale w końcu uświadomiłem sobie, że w ten sposób
nie pomogę ani sobie, ani jej. Jedyne co mogłem dla niej zrobić, to obiecać, że będę
lepszym pilotem.
– Wiesz, może ty pogadałbyś z Sayate?
– Ja? Czemu? – Orli zdziwił się propozycją.
– Macie podobne przeżycia. Myślę, że ty wiesz przez co przeszła i jak sobie
z tym poradzić.
– Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób – Orli był zaskoczony propozycją.
– Dobrze, pogadam z nią, ale nie obiecuje cudów, jestem tylko zwykłym człowiekiem.
– Dziękuję ci. – Samane uniosła swój talizman, pokazując go Orlemu.
– „Uwierz w siebie i nigdy się nie poddawaj” – przeczytał Orli. – To dlatego jesteś
taka uparta.
Samane uśmiechnęła się.
– A te imiona do kogo należą? – zaciekawił się.
– Lyra to moja młodsza siostra, jedyna, która mi pozostała z rodziny. Samas to
daleki krewny z bocznych gałęzi klanu i mój mistrz. Opiekował się mną i moją
siostrą po śmierci rodziców i dziadka. Koro to miłość mojego życia. Jest świetnym
rzemieślnikiem. To on zrobił dla mnie ten talizman, żebym o nim pamiętała.
– Mówisz jakbyście się mieli już nie zobaczyć.
– Znane wojownicze rody mają tradycję polegającą na tym, że nie można wrócić
do domu, póki nie ukończy się nauki w akademii. Zanim powstało Królestwo
Gwiazdy, Cesarstwo Sera miało swoją szkołę wojenną. Gdy osoba z klanu stawała
się dorosła, ruszała do szkoły i była w niej aż do ukończenia. W zasadzie nie było
możliwości wyjścia poza budynek. Wszystkich sekretów walki i strategii pilnie
strzeżono, a każdego, kto wyniósłby je poza szkołę, zabijano.
148 149
O rli przełknął ślinę.
– Życie w klanach musi być ciężkie.
– Dzisiaj nie jest to już takie trudne. Większość klanów odeszła od tradycji szkoły.
Tylko te najbardziej znane, jak mój, czy ten, z którego pochodzi Sayate, zachowują
jeszcze tą tradycję, ale wiąże się to bardziej z pewnym przesądem. Gdy osoba
z klanu powróci do domu przed ukończeniem nauki, zdarza się jakieś nieszczęście.
Orli wytrzeszczył oczy.
– O, też macie talizmany – odezwała się Sojta, która pojawiła sie nagle .
– Pokaż swój – zaproponował Orli, odwracając się.
– Nie pokażę. To moja słodka tajemnica.
– Masz tam ukochanego, czy jak? – zaśmiał się Orli, a Sojta zaczerwieniła się.
– Chyba zgadłeś – Samane też się zaśmiała.
– To powiedz chociaż swoje hasło – Orli był ciekaw, co dziewczyna mogła mieć
wyrytego na blaszce?
– Strzeż sekretu.
– Eeeee – zamarudził, spodziewał się jakiegoś wyniosłego cytatu.
Samane w momencie spoważniała i nie było jej do śmiechu. Hasło skojarzyło jej
się z dziwnym zachowaniem Sojty podczas egzaminu i historią o złym medyku,
którą opowiadał jej Axel.
– Czyżby hasło miało z tym coś wspólnego? – myślała.
– Chodźmy zjeść – jestem potwornie głodny – Orli zebrał torbę z zakupami
i ruszył do wspomnianej przez Isae restauracji, która była tuż obok.
na inne piętra. Wszędzie pełno było ludzi w rożnym wieku, bogatych i tych trochę
mniej, uczniów, rodzin, biznesmenów, dam i modelek. Wszyscy pędzili tam
i z powrotem, nieśli mnóstwem siatek i toreb. Samane nie wiedziała, co jeszcze
mogłaby robić, zostało jakieś pół godziny czasu. Na parterze dostrzegła salon samochodowy.
Wsiadła do szklanej windy, przez którą wszystko widać. Przyglądała
się cały czas złoconym poręczom i odbijającym się w nich blaskom lamp i zniekształconym
cieniom stojących obok osób. Gdy wysiadła z windy, w oczy rzucił
jej się jeden stojący na uboczu samochód. Był to piękny sportowy wóz o niskim
podwoziu i z dużym spojlerem z tyłu. Miał otwierane do góry drzwi i dużo elektroniki.
Srebrne alufelgi błyszczały od wypolerowania. Samane bardzo się spodobał.
Przykleiła nos do szyby, oglądając wnętrze. Fotele wyglądały na wygodne. Jej
wyobraźnia spłatała figla i nagle widziała siebie za kierownicą tego cacka, pędzącą
300km na godzinę po autostradzie w stolicy. I całe to wyobrażenie trwałoby nadal,
gdyby nie przypomniała sobie, że nie ma prawa jazdy. Ta ostatnia myśl spowodowała,
że wyszła z salonu. Tuż obok był salon ze ścigaczami. Ledwo przekroczyła
próg sklepu, a już dostrzegła Orlego wniebowzięty rozmawiał z kimś z obsługi.
Samane podeszła bliżej i wywnioskowała, że osoba, z którą rozmawia, to jego dobry
kolega.
– Już po zakupach? – spytała Orlego.
– O Samane! – chłopak odwrócił się.
– Kto to? – zdziwił się kolega Orlego, przyglądając się uważnie Samane, jakby
chciał ją pożreć wzrokiem. Dziewczyna wpadła mu w oko.
Samane wyczuła jego intencje i poczuła się niezręcznie.
– To moja koleżanka z drużyny w akademii – wyjaśnił Orli. – Poznajcie się, to
jest Samane, a to mój kolega z rodzinnych stron, Sadi.
146 147
C hłopak ukłonił się i podał Samane rękę. Dziewczyna niechętnie odwzajemniła
uścisk , nadal jednak czuła się niezręcznie i chciała jak najszybciej odejść
z tego miejsca.
– Musimy już iść – odezwała się do Orlego, patrząc na niego wściekłym wzrokiem.
W tym momencie Sadi złapał Samane za tyłek, a ta wściekła uderzyła go łokciem
w żebra.
Orli nie wierzył, w to, co się stało. Chłopak cofnął się do tyłu i trzymał skulony,
na wysokości brzucha. Samane spojrzała na niego surowym wzrokiem.
– Idziemy – powiedziała władczym tonem, a Orli przewrócił oczami, patrząc
z ukosa na kolegę.
– Jak chcesz żyć, lepiej nie zaczynaj z Samane – Powiedział mu z politowaniem
i ruszył za koleżanką.
– Twój kolega jest zboczony – powiedziała Samane, gdy już oddalili się od salonu.
– Wydaje ci się.
– Mnie się wydaje?! – Samane podniosła głos zdenerwowana. – Patrzył na mnie,
jakby chciał mnie zgwałcić.
– Ciszej – Orli poczuł się niezręcznie, gdy Samane mówiła na cały głos, nie zwracając
uwagi na gapiących się na nich ludzi.
– Fajnych masz kolegów. Normalnie pozazdrościć – powiedziała już ciszej, ale
nadal oburzona.
Przez całą drogę na piąte piętro nie odzywali się do siebie. W końcu zatrzymali
się w pobliżu windy. Samane znów oparła się o barierkę. Orli westchnął i położył
dłonie na balustradzie, a na nich głowę. Samane przypomniała sobie z tego wszystkiego
o Koro. Na samo wspomnienie łezka zakręciła jej się w oku. Rozstanie wciąż
ją bolało. Sięgnęła ręką za koszulkę, wyciągnęła talizman i przyglądała się napisanym
na nim imionom, a szczególnie imieniu Koro.
– Też nosisz talizman? – Zauważył Orli i wyciągnął swój.
Oba talizmany wyglądały prawie identycznie – Metalowa blaszka z wygrawerowanymi
napisami.
– Co jest napisane na twoim? – spytała Samane, a Orli podniósł blaszkę wyżej.
Samane odczytała napis „Leć do prawdy, lataj za marzenia”.
– Typowe jak na lotnika – zauważyła.
Na odwrocie podobnie jak u niej była ta sama data, nazwa miasta Lora – z którego
pochodzi Orli, skrót ZKG i o dziwo jedno imię które brzmiało Duna.
– Kto to? – zdziwiła się Samane.
– Osoba, która nauczyła mnie latać.
– Rodzice cię nie uczyli? – zdziwiła się
– Nie mieli czasu ani pieniędzy, by kupić mi ścigacz. Gdy byłem dzieckiem przez
miasto przetaczały się krwawe walki ze Skałą. Wielu ludzi myślało wtedy tylko
o tym, jak przetrwać z dnia na dzień. Duna była zawodowym pilotem, ale nie
latała dla armii tylko prywatnie. Uczyła mnie i inne dzieciaki z okolicy latania. To
motto, które mam wyryte na talizmanie, było jej ulubionym powiedzeniem.
– Mówisz w czasie przeszłym. Czy ona….? – zastanawiała się Samane.
– Tak, nie żyje. Zajmowała się głównie dostarczaniem leków i żywności dla miejscowych
ludzi. Jej samolot został zestrzelony na moich oczach. Podchodziła do
lądowania, gdy nadleciały myśliwce Skały. Widziałem tylko kule ognia, wybuch
mało mnie nie ogłuszył. Gdy ogień zniknął z samolotu, pozostał tylko proch.
– Pewnie bardzo to przeżyłeś?
– Ryczałem dniami i nocami, ale w końcu uświadomiłem sobie, że w ten sposób
nie pomogę ani sobie, ani jej. Jedyne co mogłem dla niej zrobić, to obiecać, że będę
lepszym pilotem.
– Wiesz, może ty pogadałbyś z Sayate?
– Ja? Czemu? – Orli zdziwił się propozycją.
– Macie podobne przeżycia. Myślę, że ty wiesz przez co przeszła i jak sobie
z tym poradzić.
– Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób – Orli był zaskoczony propozycją.
– Dobrze, pogadam z nią, ale nie obiecuje cudów, jestem tylko zwykłym człowiekiem.
– Dziękuję ci. – Samane uniosła swój talizman, pokazując go Orlemu.
– „Uwierz w siebie i nigdy się nie poddawaj” – przeczytał Orli. – To dlatego jesteś
taka uparta.
Samane uśmiechnęła się.
– A te imiona do kogo należą? – zaciekawił się.
– Lyra to moja młodsza siostra, jedyna, która mi pozostała z rodziny. Samas to
daleki krewny z bocznych gałęzi klanu i mój mistrz. Opiekował się mną i moją
siostrą po śmierci rodziców i dziadka. Koro to miłość mojego życia. Jest świetnym
rzemieślnikiem. To on zrobił dla mnie ten talizman, żebym o nim pamiętała.
– Mówisz jakbyście się mieli już nie zobaczyć.
– Znane wojownicze rody mają tradycję polegającą na tym, że nie można wrócić
do domu, póki nie ukończy się nauki w akademii. Zanim powstało Królestwo
Gwiazdy, Cesarstwo Sera miało swoją szkołę wojenną. Gdy osoba z klanu stawała
się dorosła, ruszała do szkoły i była w niej aż do ukończenia. W zasadzie nie było
możliwości wyjścia poza budynek. Wszystkich sekretów walki i strategii pilnie
strzeżono, a każdego, kto wyniósłby je poza szkołę, zabijano.
148 149
O rli przełknął ślinę.
– Życie w klanach musi być ciężkie.
– Dzisiaj nie jest to już takie trudne. Większość klanów odeszła od tradycji szkoły.
Tylko te najbardziej znane, jak mój, czy ten, z którego pochodzi Sayate, zachowują
jeszcze tą tradycję, ale wiąże się to bardziej z pewnym przesądem. Gdy osoba
z klanu powróci do domu przed ukończeniem nauki, zdarza się jakieś nieszczęście.
Orli wytrzeszczył oczy.
– O, też macie talizmany – odezwała się Sojta, która pojawiła sie nagle .
– Pokaż swój – zaproponował Orli, odwracając się.
– Nie pokażę. To moja słodka tajemnica.
– Masz tam ukochanego, czy jak? – zaśmiał się Orli, a Sojta zaczerwieniła się.
– Chyba zgadłeś – Samane też się zaśmiała.
– To powiedz chociaż swoje hasło – Orli był ciekaw, co dziewczyna mogła mieć
wyrytego na blaszce?
– Strzeż sekretu.
– Eeeee – zamarudził, spodziewał się jakiegoś wyniosłego cytatu.
Samane w momencie spoważniała i nie było jej do śmiechu. Hasło skojarzyło jej
się z dziwnym zachowaniem Sojty podczas egzaminu i historią o złym medyku,
którą opowiadał jej Axel.
– Czyżby hasło miało z tym coś wspólnego? – myślała.
– Chodźmy zjeść – jestem potwornie głodny – Orli zebrał torbę z zakupami
i ruszył do wspomnianej przez Isae restauracji, która była tuż obok.
Gdy weszli do środka , Samane oniemiała. Restauracja była typowo w jej stylu.
Wszystko w kolorze moro. Wszędzie pełno elementów czołgów. Na ścianach modele
współczesnych i dawnych broni oraz zdjęcia. Krzesła i kanapy wyłożone były
tapicerką w kolorze moro. W jednym kącie stał stolik wyglądający jak wnętrze
czołgu. Na suficie wisiały siatki z wplecionymi sztucznymi liśćmi, służące głównie
do ukrywania się w lesie. Na oknach i przy barze można było dostrzec modele
czołgów i myśliwców. Kelnerki nosiły starodawne mundury, a obsługa przy barze
miała na głowie hełmy. Samane aż zapiszczała na ten widok.
– Tak bardzo w twoim stylu – uśmiechnęła się Sojta, patrząc na piszczącą Samane.
Sojta dostrzegła na suficie flagę medyków i zaciągnęła pozostałych do kanapy,
która stała pod nią.
Siedzieli tuż obok baru. Samane rozsiadła się wygodnie. Sojta cały czas gapiła się
do góry na flagę. Tylko Orli zauważył podchodzącą do nich kelnerkę w minispódniczce
i ładnym starym mundurze. Włosy miała spięte w kok, a do nich przyczepiona
była mała wojskowa czapeczka, taka jak dawniej nosiły kobiety w wojsku.
– Witam pierwszorocznych – uśmiechnęła się – a już szczególnie dziewczynę,
która pokonała dyrektora.
Samane oderwała się od oglądania kanapy i ze zdziwieniem spojrzała na dziewczynę.
Wydawała jej się znajoma.
– Skąd nas znasz? – zdziwiła się Sojta.
– Większość osób, które tu pracują, to uczniowie akademii. Dorabiają do czesnego
albo po prostu pracują dla przyjemności. Właściciel wpadł na pomysł stworzenia
miejsca w takim klimacie, a uczniowie akademii przyszli z pomocą jeśli
chodzi o obsługę, wystrój i to co można tu zjeść.
– A co można zjeść? – zaciekawił się Orli.
Dziewczyna podała im kartę.
– W sumie jest tu prawie wszystko, od pizzy przez zwykłe dania obiadowe,
po desery, ciasta i fastfood – zauważyła Samane.
– A ty co bierzesz, znowu ryż? – spytała Sojta
– Jak na razie mam dość ryżu – Samane westchnęła i przewróciła kilka stron
w karcie.
– Ja chętnie zjadłbym pizzę – Orli postawił na pierwszą rzecz z listy.
– Ja też – odpowiedziała Sojta, spoglądając na Samane.
– Chyba nie mam dzisiaj innego wyboru.
Samane rozłożyła się na kanapie, położyła głowę na miękkiej poręczy, a jedną
nogę na oparciu.
– Trochę to do ciebie niepodobne – Sojta zdziwiła się zachowaniem Samane.
– To z czym ta pizza? – spytała dziewczyna, która czekała, aż się zdecydują.
Samane machnęła ręką na znak, że jest jej to obojętne.
– Pomidory, szynka, dużo sera.
– kurczak, oliwki i salami – dodała za Orlim Sojta.
Dziewczyna zapisała na kartce wszystkie składniki.
– Wyjątkowo mało dzisiaj osób – zauważyła.
– Pewnie przez tą aferę z trucizną – Wymamrotała Samane, gapiąc się w sufit.
– Spodziewałam się właśnie, że przez to więcej osób wpadnie tutaj – Dziewczyna
oddaliła się w kierunku kuchni.
– Co ci jest Samane? Dziwnie się zachowujesz ? – Sojta martwiła się o nią.
– Po prostu źle się czuję z tym, że my tutaj bawimy się i śmiejemy, a nasi przyjaciele
i znajomi walczą o życie.
Sojta posmutniała, ale chwilę potem uśmiechnęła się i dotknęła ramienia Samane.
– Jak wyzdrowieją, przyprowadzimy ich tutaj.
Samane zobaczyła nad sobą uśmiechnięta twarz Sojty.
150 151
– Od wczoraj jesteś jakaś inna – zdziwiła się tym razem Samane – straszna się
z ciebie optymistka zrobiła.
– Chcę się zmienić – Sojta odwróciła głowę w drugą stronę.
Samane podniosła się i usiadła normalnie.
– Zostań sobą. Jeśli próbujesz mnie naśladować... – nie dokończyła.
– Nie o to chodzi. Na egzaminie cały czas stałam z tyłu. Ciągle się bałam i panikowałam.
Nawet nie potrafiłam ci pomóc. Chcę to zmienić, chcę stać się silniejsza
i niczego się nie bać.
– Jak każdy z nas – uśmiechnęła się Samane, a Orli przytaknął.
– Mogę cię o coś spytać Samane?
– Pewnie. Pytaj.
– Ale zachowacie to dla siebie?
– Czy żołnierze nie mają pilnować tajemnic? – zauważył Orli.
Sojta westchnęła jak przed ważnym przemówieniem.
– Nauczyłabyś mnie pływać?
Samane wytrzeszczyła oczy.
– Nie umiesz pływać, a przyszłaś do akademii? – Orli był w szoku.
– Dlatego chciałam, żeby to zostało naszą tajemnicą.
– Trzeba być bardzo odważnym, żeby zrobić coś takiego – skomentowała Samane.
– To jest odwaga? – zdziwiła się Sojta.
– Owszem – Samane kiwnęła głową.
– Więc nauczyłabyś mnie? – Sojta ponowiła pytanie.
– Żaden problem.
Sojta rzuciła się Samane na szyję.
– Strasznie ci dziękuję.
– Podziękujesz, jak się nauczysz – Samane próbowała odciągnąć Sojte, bo w ich
stronę szła kelnerka z pizzą. Sytuacja mogła wyglądać dosyć dwuznacznie.
– Sojta, złaź ze mnie – zdenerwowała się w końcu Samane, odpychając ją na bok.
Pizza okazała się wyjątkowo pyszna, ale Samane cały czas myślała o nieobecnych.
Orli zachwycał się kubkiem w kształcie czołgu. Sojta szybko pochłonęła
swoją część i znów gapiła się w sufit, czekała, aż pozostali zjedzą. W drodze powrotnej
Samane obiecała sobie, że pójdzie zobaczyć jak stan Mikiego, Tiri i Yashi.
Słońce powoli chowało się za horyzontem, oświetlając na złoto nieliczne chmury.
Sojta zachwycała się tym widokiem, a lekki wiatr rozwiewał jej włosy. Zakochana
w pięknym widoku rozpuściła swoje dwa warkocze. Samane naprawdę dostrzegała
u niej dużą zmianę .
– Wiesz, w sumie jutro nie mamy zajęć, więc co powiedziałabyś na pierwszą lekcję
na basenie, – zaproponowała Samane – pewnie nikogo nie będzie.
– Tak szybko? – przestraszyła się.
– Im prędzej, tym lepiej.
– A nie chciałabyś ze mną polatać? – zaproponował Orli.
– To może po południu?
– Ok – odpowiedział
Przez chwilę lecieli powoli, nie rozmawiali .
– Może pościgamy się? – odezwał się po chwili.
– Z Sojtą na siedzeniu? Poza tym nie powinieneś nadwyrężać ramienia.
– Tak jak ty głowy – zaśmiał się.
– No dobra. Sojta trzymaj się! – zawołała i nacisnęła mocno na gaz.
Sojta zapiszczała ze strachu, ale po chwili zawołała:
– Jaka świetna zabawa!
Wszystko w kolorze moro. Wszędzie pełno elementów czołgów. Na ścianach modele
współczesnych i dawnych broni oraz zdjęcia. Krzesła i kanapy wyłożone były
tapicerką w kolorze moro. W jednym kącie stał stolik wyglądający jak wnętrze
czołgu. Na suficie wisiały siatki z wplecionymi sztucznymi liśćmi, służące głównie
do ukrywania się w lesie. Na oknach i przy barze można było dostrzec modele
czołgów i myśliwców. Kelnerki nosiły starodawne mundury, a obsługa przy barze
miała na głowie hełmy. Samane aż zapiszczała na ten widok.
– Tak bardzo w twoim stylu – uśmiechnęła się Sojta, patrząc na piszczącą Samane.
Sojta dostrzegła na suficie flagę medyków i zaciągnęła pozostałych do kanapy,
która stała pod nią.
Siedzieli tuż obok baru. Samane rozsiadła się wygodnie. Sojta cały czas gapiła się
do góry na flagę. Tylko Orli zauważył podchodzącą do nich kelnerkę w minispódniczce
i ładnym starym mundurze. Włosy miała spięte w kok, a do nich przyczepiona
była mała wojskowa czapeczka, taka jak dawniej nosiły kobiety w wojsku.
– Witam pierwszorocznych – uśmiechnęła się – a już szczególnie dziewczynę,
która pokonała dyrektora.
Samane oderwała się od oglądania kanapy i ze zdziwieniem spojrzała na dziewczynę.
Wydawała jej się znajoma.
– Skąd nas znasz? – zdziwiła się Sojta.
– Większość osób, które tu pracują, to uczniowie akademii. Dorabiają do czesnego
albo po prostu pracują dla przyjemności. Właściciel wpadł na pomysł stworzenia
miejsca w takim klimacie, a uczniowie akademii przyszli z pomocą jeśli
chodzi o obsługę, wystrój i to co można tu zjeść.
– A co można zjeść? – zaciekawił się Orli.
Dziewczyna podała im kartę.
– W sumie jest tu prawie wszystko, od pizzy przez zwykłe dania obiadowe,
po desery, ciasta i fastfood – zauważyła Samane.
– A ty co bierzesz, znowu ryż? – spytała Sojta
– Jak na razie mam dość ryżu – Samane westchnęła i przewróciła kilka stron
w karcie.
– Ja chętnie zjadłbym pizzę – Orli postawił na pierwszą rzecz z listy.
– Ja też – odpowiedziała Sojta, spoglądając na Samane.
– Chyba nie mam dzisiaj innego wyboru.
Samane rozłożyła się na kanapie, położyła głowę na miękkiej poręczy, a jedną
nogę na oparciu.
– Trochę to do ciebie niepodobne – Sojta zdziwiła się zachowaniem Samane.
– To z czym ta pizza? – spytała dziewczyna, która czekała, aż się zdecydują.
Samane machnęła ręką na znak, że jest jej to obojętne.
– Pomidory, szynka, dużo sera.
– kurczak, oliwki i salami – dodała za Orlim Sojta.
Dziewczyna zapisała na kartce wszystkie składniki.
– Wyjątkowo mało dzisiaj osób – zauważyła.
– Pewnie przez tą aferę z trucizną – Wymamrotała Samane, gapiąc się w sufit.
– Spodziewałam się właśnie, że przez to więcej osób wpadnie tutaj – Dziewczyna
oddaliła się w kierunku kuchni.
– Co ci jest Samane? Dziwnie się zachowujesz ? – Sojta martwiła się o nią.
– Po prostu źle się czuję z tym, że my tutaj bawimy się i śmiejemy, a nasi przyjaciele
i znajomi walczą o życie.
Sojta posmutniała, ale chwilę potem uśmiechnęła się i dotknęła ramienia Samane.
– Jak wyzdrowieją, przyprowadzimy ich tutaj.
Samane zobaczyła nad sobą uśmiechnięta twarz Sojty.
150 151
– Od wczoraj jesteś jakaś inna – zdziwiła się tym razem Samane – straszna się
z ciebie optymistka zrobiła.
– Chcę się zmienić – Sojta odwróciła głowę w drugą stronę.
Samane podniosła się i usiadła normalnie.
– Zostań sobą. Jeśli próbujesz mnie naśladować... – nie dokończyła.
– Nie o to chodzi. Na egzaminie cały czas stałam z tyłu. Ciągle się bałam i panikowałam.
Nawet nie potrafiłam ci pomóc. Chcę to zmienić, chcę stać się silniejsza
i niczego się nie bać.
– Jak każdy z nas – uśmiechnęła się Samane, a Orli przytaknął.
– Mogę cię o coś spytać Samane?
– Pewnie. Pytaj.
– Ale zachowacie to dla siebie?
– Czy żołnierze nie mają pilnować tajemnic? – zauważył Orli.
Sojta westchnęła jak przed ważnym przemówieniem.
– Nauczyłabyś mnie pływać?
Samane wytrzeszczyła oczy.
– Nie umiesz pływać, a przyszłaś do akademii? – Orli był w szoku.
– Dlatego chciałam, żeby to zostało naszą tajemnicą.
– Trzeba być bardzo odważnym, żeby zrobić coś takiego – skomentowała Samane.
– To jest odwaga? – zdziwiła się Sojta.
– Owszem – Samane kiwnęła głową.
– Więc nauczyłabyś mnie? – Sojta ponowiła pytanie.
– Żaden problem.
Sojta rzuciła się Samane na szyję.
– Strasznie ci dziękuję.
– Podziękujesz, jak się nauczysz – Samane próbowała odciągnąć Sojte, bo w ich
stronę szła kelnerka z pizzą. Sytuacja mogła wyglądać dosyć dwuznacznie.
– Sojta, złaź ze mnie – zdenerwowała się w końcu Samane, odpychając ją na bok.
Pizza okazała się wyjątkowo pyszna, ale Samane cały czas myślała o nieobecnych.
Orli zachwycał się kubkiem w kształcie czołgu. Sojta szybko pochłonęła
swoją część i znów gapiła się w sufit, czekała, aż pozostali zjedzą. W drodze powrotnej
Samane obiecała sobie, że pójdzie zobaczyć jak stan Mikiego, Tiri i Yashi.
Słońce powoli chowało się za horyzontem, oświetlając na złoto nieliczne chmury.
Sojta zachwycała się tym widokiem, a lekki wiatr rozwiewał jej włosy. Zakochana
w pięknym widoku rozpuściła swoje dwa warkocze. Samane naprawdę dostrzegała
u niej dużą zmianę .
– Wiesz, w sumie jutro nie mamy zajęć, więc co powiedziałabyś na pierwszą lekcję
na basenie, – zaproponowała Samane – pewnie nikogo nie będzie.
– Tak szybko? – przestraszyła się.
– Im prędzej, tym lepiej.
– A nie chciałabyś ze mną polatać? – zaproponował Orli.
– To może po południu?
– Ok – odpowiedział
Przez chwilę lecieli powoli, nie rozmawiali .
– Może pościgamy się? – odezwał się po chwili.
– Z Sojtą na siedzeniu? Poza tym nie powinieneś nadwyrężać ramienia.
– Tak jak ty głowy – zaśmiał się.
– No dobra. Sojta trzymaj się! – zawołała i nacisnęła mocno na gaz.
Sojta zapiszczała ze strachu, ale po chwili zawołała:
– Jaka świetna zabawa!
Samane postanowiła zaszaleć razem z Orlim. Ścigali się, robili pętle, zwroty
i śruby, lecieli niekiedy tak blisko siebie, że skrzydła mało się ze sobą nie ścierały.
Cała trojka czuła się wyjątkowo szczęśliwa. Zapomnieli o wszystkich problemach,
patrzyli tylko na siebie, a wiatr i zachodzące słońce pochłaniały ich zmartwienia
i zmęczenie. Zrobili pętle nad akademią i efektownie wylądowali, znowu mało
na siebie nie wpadając. Tym razem Orli zaparkował obok Samane.
– To było coś cudownego! – Odezwała się Sojta.
– A jeszcze kilka dni temu bałaś się latać.
– Nie wiedziałam, że to może być takie fajne – Sojta podskakiwała podekscytowana.
– Nie martw się i tak będziesz musiała nauczyć się latać, mamy to w programie
zajęć – zauważył Orli, przyglądając się planowi zajęć, który miał w zegarku.
– Serio? – zdziwiła się.
– I pływanie też – zauważyła Samane, zaglądając do zegarka Orlego.
Sojta zesztywniała przerażona.
– Nie widziałaś jeszcze planu?
– Nie – odpowiedziała nieśmiało.
Samane zdjęła okulary i wszyscy ruszyli przez dziedziniec do akademii. Gdy
dostali się do swojego pokoju, położyli siatki na ziemi i rzucili się na kanapę. Samane
zaczęła bić się na żarty z Orlim o miejsce , ale walkę przerwała Sojta, która
przełączyła kanał w telewizji na wiadomości.
– Próba otrucia księżniczki i uczniów akademii na szczęście się nie udała. Mimo
że uczniowie są w ciężkim stanie, ich życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.
Pozostaje tylko pytanie, kto i dlaczego podał uczniom akademii truciznę? Czy to
sprawka Czarnej Skały? Służby wywiadowcze podejrzewają obecność szpiega. Po152
153
zo s t aje więc pytanie, czy uczniowie akademii są bezpieczni?
– Jak oni się dowiedzieli. Cholera! – Samane krzyknęła.
W tym momencie zegarek Samane zapikał kilkakrotnie. Dziewczyna spojrzała
na niego, była to wiadomość od dyrektora.
– „Samane natychmiast przyjdź do mojego gabinetu, jeśli jesteś w akademii”.
– Dyrektor mnie wzywa.
– Idę o zakład, że chodzi o wiadomości – odezwał się Orli, również zdenerwowany
faktem, że informacja wydostała się poza akademię.
Samane pędem wybiegła na korytarz i udała się do gabinetu dyrektora.
– Zaraz, ale gdzie jest gabinet dyrektora? – zastanowiła się.
Wysłała wiadomość zwrotną.
„Gdzie jest gabinet?” i bardzo szybko dostała odpowiedź: „szóste piętro, zachodnia
część, zaraz za klatką schodową”.
i śruby, lecieli niekiedy tak blisko siebie, że skrzydła mało się ze sobą nie ścierały.
Cała trojka czuła się wyjątkowo szczęśliwa. Zapomnieli o wszystkich problemach,
patrzyli tylko na siebie, a wiatr i zachodzące słońce pochłaniały ich zmartwienia
i zmęczenie. Zrobili pętle nad akademią i efektownie wylądowali, znowu mało
na siebie nie wpadając. Tym razem Orli zaparkował obok Samane.
– To było coś cudownego! – Odezwała się Sojta.
– A jeszcze kilka dni temu bałaś się latać.
– Nie wiedziałam, że to może być takie fajne – Sojta podskakiwała podekscytowana.
– Nie martw się i tak będziesz musiała nauczyć się latać, mamy to w programie
zajęć – zauważył Orli, przyglądając się planowi zajęć, który miał w zegarku.
– Serio? – zdziwiła się.
– I pływanie też – zauważyła Samane, zaglądając do zegarka Orlego.
Sojta zesztywniała przerażona.
– Nie widziałaś jeszcze planu?
– Nie – odpowiedziała nieśmiało.
Samane zdjęła okulary i wszyscy ruszyli przez dziedziniec do akademii. Gdy
dostali się do swojego pokoju, położyli siatki na ziemi i rzucili się na kanapę. Samane
zaczęła bić się na żarty z Orlim o miejsce , ale walkę przerwała Sojta, która
przełączyła kanał w telewizji na wiadomości.
– Próba otrucia księżniczki i uczniów akademii na szczęście się nie udała. Mimo
że uczniowie są w ciężkim stanie, ich życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo.
Pozostaje tylko pytanie, kto i dlaczego podał uczniom akademii truciznę? Czy to
sprawka Czarnej Skały? Służby wywiadowcze podejrzewają obecność szpiega. Po152
153
zo s t aje więc pytanie, czy uczniowie akademii są bezpieczni?
– Jak oni się dowiedzieli. Cholera! – Samane krzyknęła.
W tym momencie zegarek Samane zapikał kilkakrotnie. Dziewczyna spojrzała
na niego, była to wiadomość od dyrektora.
– „Samane natychmiast przyjdź do mojego gabinetu, jeśli jesteś w akademii”.
– Dyrektor mnie wzywa.
– Idę o zakład, że chodzi o wiadomości – odezwał się Orli, również zdenerwowany
faktem, że informacja wydostała się poza akademię.
Samane pędem wybiegła na korytarz i udała się do gabinetu dyrektora.
– Zaraz, ale gdzie jest gabinet dyrektora? – zastanowiła się.
Wysłała wiadomość zwrotną.
„Gdzie jest gabinet?” i bardzo szybko dostała odpowiedź: „szóste piętro, zachodnia
część, zaraz za klatką schodową”.
Zdyszana zatrzymała się na szczycie schodów na szóstym piętrze. Spojrzała
w prawo, a potem w górę. Korytarz z jednej strony w całości składał się ze szklanej
zabudowy, tak samo sufit. Widok stąd rozciągał się na całą akademię i jeszcze dalej
w stronę miasta. Daleko za horyzontem dało się dostrzec ostatnie przebłyski słońca.
Niebo zrobiło się już ciemne i przez szklany sufit było widać na nim mnóstwo
gwiazd. Samane znała je prawie wszystkie. Kiedyś dziadek nauczył ją, jak czytać
gwiazdy, by nie zabłądzić. Spojrzała na korytarz, w jedną i drugą stronę. Od klatki
schodowej na lewo mieściły się jeszcze może dwie lub trzy sale do zajęć, a w prawo
były pokoje biurowe, sekretariat, księgowość i tym podobne. Przeszła kilka
metrów i dostrzegła napis na drzwiach: „Gabinet dyrektora”. Ostrożnie zapukała
w drzwi.
– Proszę – rozległ się głos szefa.
– Dobry wieczór panie dyrektorze – Samane weszła do gabinetu i ukłoniła
się uprzejmie.
Mężczyzna siedział w dużym czarnym fotelu, odwrócony tyłem do biurka
a przodem do wielkiego, półkolistego u góry okna. Gdy usłyszał, że Samane weszła,
odwrócił się i oparł łokcie na blacie. Dłonie miał ze sobą splecione i lekko się
pochylał. Gabinet był duży i jasny. Na biurku leżała cała sterta papierów, a w regałach
stało pełno segregatorów. W kącie znajdowała się kserokopiarka, a na prawo
od okna w podstawę wsadzona była sporych rozmiarów ciemnofioletowa flaga
królestwa z błyszczącą złotą pięcioramienną gwiazdą.
– Wiesz, czemu cię wezwałem Samane? – zapytał surowym głosem, uważnie jej
się przyglądając, jakby popełniła jakieś przestępstwo.
– Domyślam się, o co chodzi.
– Czy powiedziałaś komukolwiek o tym, co wydarzyło się w nocy w skrzydle
szpitalnym?
– Tylko Sayate, ja i pan o tym wiemy.
– Mówisz prawdę? – dyrektor spojrzał jej w oczy.
Samane wolała teraz niczego nie ukrywać, więc poddała się, pozwalając, by dyrektor
zobaczył w jej oczach rozmowę z przyjaciółką.
Dyrektor rozluźnił się i rozsiadł wygodnie.
– Wybacz to niemiłe powitanie, ale musiałem cię sprawdzić.
– Rozumiem – Samane kiwnęła głową.
– Słyszałaś wiadomości?
– Tak.
– I co o tym myślisz?
Samane była zaskoczona, że dyrektor pyta ją o zdanie w takiej kwestii. Mężczyzna
najwyraźniej zauważył jej zakłopotanie.
– Śmiało – ponaglił ją.
– Myślę, że ta sama osoba, która zaatakowała Yashi i podrzuciła truciznę, sprzedała
informacje mediom.
– Hmm. Możliwe. – dyrektor zamyślił się na chwilę.
– To dziwna sytuacja. Komuś zależało na tym, by oczernić akademię. Teraz może
być z tego tylko więcej problemów. No i życie Yashi może być bardziej zagrożone.
– Ale nie ma wątpliwości, że to ktoś z uczniów – zauważył dyrektor – uważaj
na siebie Samane. Wmieszałaś się w to i dla tych, którzy planowali ten zamach,
jesteś przeszkodą.
Samane dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę.
– Mogą próbować się ciebie pozbyć, ale może to też dotyczyć twoich przyjaciół.
Samane przestraszyła się.
– Jak z Yashi i pozostałymi? – spytała zmartwiona.
– Lekarze mówią, że wkrótce się obudzą. U księżniczki może potrwać to trochę
dłużej, dostała wyjątkowo dużą dawkę trucizny.
– W takim razie trucizna musiała być sypana konkretnym osobom. W końcu
mnie też próbowali otruć.
– Jeśli byłaby to prawda, w sprawę wmieszanych jest więcej uczniów. Jedna osoba
nie dałaby rady niepostrzeżenie dosypać czegoś do jedzenia – dyrektor wyraźnie
posmutniał, wyglądał nawet na wściekłego.
Samane przypomniała sobie obrazek z jego wizerunkiem w sklepie staruszka.
Mina, którą dyrektor miał na nim, bardzo przypominała tą, która teraz widniała
na jego twarzy.
– Chyba że to kucharka. – skojarzyła fakt Samane.
Dyrektor podniósł głowę zaskoczony pomysłem.
154 155
– Dziewczyna nakłada jedzenie za ladą. Widzi, kto podchodzi i co zamawia,
poza tym cały czas ma dostęp do żywności.
– To bardzo prawdopodobne. – znów się zamyślił.
– Czy Yashi jest bezpieczna? – Samane zmieniła temat, martwiła się teraz bardziej
o księżniczkę.
– Pilnują jej nauczyciele, więc nie ma powodu do obaw.
– Mogę się z nią zobaczyć?
– Niestety jest to niemożliwe. Żadna postronna osoba nie może w tej chwili
wchodzić do skrzydła. Drzwi są pilnowane.
Samane posmutniała. Liczyła, że pójdzie chociaż zobaczyć twarze przyjaciół.
Dyrektor sięgnął do szuflady i wyciągnął z niej małą kartkę, położył ją na biurku.
– To dla ciebie – wskazał dłonią.
Samane zbliżyła się do biurka. Zobaczyła ozdobny papier pełen znaków wodnych
i zabezpieczeń. Zupełnie jak na banknotach. Na papierku wpisana była kwota;
9000 Ara. Poniżej widniał podpis króla i zalakowana pieczęć królewska.
– Jak to dla mnie? – Samane spojrzała pytającym wzrokiem na dyrektora.
– To nagroda od króla dla ciebie za uratowanie Yashi. Chciał ci ją wręczyć osobiście,
ale miał jakieś pilne sprawy do załatwienia.
– Nie potrzebuję pieniędzy, nie mogę tego przyjąć. – Samane odłożyła czek z powrotem
na biurko.
– Kwota została już przelana na twoje konto. Pozwoliłem udostępnić numer królowi.
Poza tym tłumaczyłem ci, że to, co zrobiłaś, jest równoznaczne z misją bardzo
wysokiej rangi, za którą przysługuje zapłata. – dyrektor wstał i włożył kartkę
w ręce Samane.
Dziewczyna nie była z tego zadowolona, ale nie miała wyjścia, skoro i tak wszystko
zostało już za nią uzgodnione.
– Mogę już iść?
Dyrektor kiwnął głową.
Samane odwróciła się i otworzyła drzwi.
– Bądź ostrożna – powiedział dyrektor na pożegnanie.
Samane zatrzymała się przy szklanej ścianie naprzeciwko gabinetu. Spojrzała
na widok nocnego miasta, a potem na czek, który miała w dłoni. Nie takiego rozwoju
wydarzeń się spodziewała. Czuła się niezręcznie, otrzymując pieniądze za to,
co powinien zrobić każdy przyjaciel.
– Nie zrobiłam tego dla pieniędzy – Samane zacisnęła pięść i zamknęła oczy, napięła
mięśnie twarzy z wściekłości. W wielu sytuacjach potrafiła być opanowana,
ale coś takiego doprowadzało ją do czerwoności.
– Król bardzo ceni życie swojej córki, tak jak ty cenisz swoich przyjaciół. Chciał
ci się tylko odwdzięczyć. Nie traktuj tego jak upokorzenia – odezwał się dyrektor,
wychodząc z gabinetu i słysząc, jak mówi sama do siebie. – Postaw się na miejscu
króla. Jak ty zachowałabyś się w takiej sytuacji. Czy też nie chciałbyś się odwdzięczyć?
Samane wyobraziła sobie, że to Lyra jest na miejscu Yashi i od razu przeszyły ją
dreszcze. Przypomniała sobie, że mistrz Samas jej pilnuje. Do tej pory to ona cały
czas troszczyła się o siostrę.
– Rozumiem – odpowiedziała cicho i spuściła głowę.
Schowała kartkę do kieszeni, po czym odeszła.
Dyrektor stał i patrzył, dopóki nie zniknęła na schodach.
– Ciężki charakter – powiedział do siebie – Zupełnie jak ty – Wspomnieniami
powędrował do czasów, gdy Reta Sejom, dziadek Samane, był jego nauczycielem,
a potem, gdy służył u jego boku w czasie rożnych misji.
Podczas gdy dyrektor przyglądał się miastu przez szybę i oddawał się wspomnieniom,
a Samane wracała do akademika, na obrzeżach terenu akademii odbywało
się spotkanie, o którym prawie nikt nie wiedział.
Z daleka słychać było kroki ciężkich butów. Jedną z mniejszych bocznych alejek
prowadzących do akademii szła postać w długim do ziemi czarnym płaszczu.
Na głowie zarzucony miała kaptur, na twarzy przewiązaną chustę. Pomimo nocy
jej nos zdobiły ciemne okulary . Postać minęła latarnię i udała się na tyły akademii,
gdzie za śmietnikiem tuż obok wejścia do piwnic akademii stała rudowłosa dziewczyna
w kurtce moro i z zarzuconym na głowę kapturem.
– Spóźniłeś się – odezwała się rudowłosa do postaci.
– Masz to?
– Tak – odpowiedziała, wręczając małe czarne pudełeczko – są tu wszystkie
kody umożliwiające wejście nawet do pilnie strzeżonych miejsc. Nie ma drzwi,
które by się przed wami nie otwarły.
Zakapturzona postać schowała pudełko.
– Co teraz? – spytała rudowłosa.
– Ty wycofujesz się.
– Ale jak to? – dziewczyna była zdziwiona.
– Spieprzyłaś robotę z księżniczką, teraz ktoś inny się tym zajmie, a ty masz zachować
pozory zwykłej uczennicy.
Rudowłosej bardzo się to nie spodobało.
– Skąd miałam wiedzieć, że wojownicy są odporni na trucizny.
– Mogłaś się bardziej postarać – zakapturzona postać uderzyła ją pięścią
w brzuch.
Dziewczyna poleciała na ścianę i zjechała w dół, splunęła i kurczowo przytrzymała156
157
się za brzuch.
– To ta dziewczyna Sejom wszystko zepsuła. To nie moja wina – rudowłosa
wstała i zaatakowała postać.
Przeciwnik chwycił ją za rękę, wykrzywiając nadgarstek do tyłu, podciął nogi
i powalił na kolana. Wyciągnął nóż i przyłożył jej do gardła.
– Chcesz żyć, to rób, co każę. Ciesz się moją łaskawością, bo gdyby trafiło na kogoś
innego, już dawno byś nie żyła, a tej Sejom i tak się pozbędziemy. Nie ty, to
kto inny. Słabych szpiegów łatwo zastąpić. Ludzie to tylko pionki na szachownicy.
Mają robić, co każe im król i ginąć, gdy są niepotrzebni – postać cofnęła się, schowała
nóż i znikanęła w mroku parkowych drzew.
Rudowłosa z trudem podniosła się, dotknęła niegroźnej rany na szyi. Była wściekła.
Rozglądnęła się dookoła, sprawdzając czy nikogo nie ma w pobliżu i ukradkiem
udała się na dziedziniec akademii.
o
w prawo, a potem w górę. Korytarz z jednej strony w całości składał się ze szklanej
zabudowy, tak samo sufit. Widok stąd rozciągał się na całą akademię i jeszcze dalej
w stronę miasta. Daleko za horyzontem dało się dostrzec ostatnie przebłyski słońca.
Niebo zrobiło się już ciemne i przez szklany sufit było widać na nim mnóstwo
gwiazd. Samane znała je prawie wszystkie. Kiedyś dziadek nauczył ją, jak czytać
gwiazdy, by nie zabłądzić. Spojrzała na korytarz, w jedną i drugą stronę. Od klatki
schodowej na lewo mieściły się jeszcze może dwie lub trzy sale do zajęć, a w prawo
były pokoje biurowe, sekretariat, księgowość i tym podobne. Przeszła kilka
metrów i dostrzegła napis na drzwiach: „Gabinet dyrektora”. Ostrożnie zapukała
w drzwi.
– Proszę – rozległ się głos szefa.
– Dobry wieczór panie dyrektorze – Samane weszła do gabinetu i ukłoniła
się uprzejmie.
Mężczyzna siedział w dużym czarnym fotelu, odwrócony tyłem do biurka
a przodem do wielkiego, półkolistego u góry okna. Gdy usłyszał, że Samane weszła,
odwrócił się i oparł łokcie na blacie. Dłonie miał ze sobą splecione i lekko się
pochylał. Gabinet był duży i jasny. Na biurku leżała cała sterta papierów, a w regałach
stało pełno segregatorów. W kącie znajdowała się kserokopiarka, a na prawo
od okna w podstawę wsadzona była sporych rozmiarów ciemnofioletowa flaga
królestwa z błyszczącą złotą pięcioramienną gwiazdą.
– Wiesz, czemu cię wezwałem Samane? – zapytał surowym głosem, uważnie jej
się przyglądając, jakby popełniła jakieś przestępstwo.
– Domyślam się, o co chodzi.
– Czy powiedziałaś komukolwiek o tym, co wydarzyło się w nocy w skrzydle
szpitalnym?
– Tylko Sayate, ja i pan o tym wiemy.
– Mówisz prawdę? – dyrektor spojrzał jej w oczy.
Samane wolała teraz niczego nie ukrywać, więc poddała się, pozwalając, by dyrektor
zobaczył w jej oczach rozmowę z przyjaciółką.
Dyrektor rozluźnił się i rozsiadł wygodnie.
– Wybacz to niemiłe powitanie, ale musiałem cię sprawdzić.
– Rozumiem – Samane kiwnęła głową.
– Słyszałaś wiadomości?
– Tak.
– I co o tym myślisz?
Samane była zaskoczona, że dyrektor pyta ją o zdanie w takiej kwestii. Mężczyzna
najwyraźniej zauważył jej zakłopotanie.
– Śmiało – ponaglił ją.
– Myślę, że ta sama osoba, która zaatakowała Yashi i podrzuciła truciznę, sprzedała
informacje mediom.
– Hmm. Możliwe. – dyrektor zamyślił się na chwilę.
– To dziwna sytuacja. Komuś zależało na tym, by oczernić akademię. Teraz może
być z tego tylko więcej problemów. No i życie Yashi może być bardziej zagrożone.
– Ale nie ma wątpliwości, że to ktoś z uczniów – zauważył dyrektor – uważaj
na siebie Samane. Wmieszałaś się w to i dla tych, którzy planowali ten zamach,
jesteś przeszkodą.
Samane dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę.
– Mogą próbować się ciebie pozbyć, ale może to też dotyczyć twoich przyjaciół.
Samane przestraszyła się.
– Jak z Yashi i pozostałymi? – spytała zmartwiona.
– Lekarze mówią, że wkrótce się obudzą. U księżniczki może potrwać to trochę
dłużej, dostała wyjątkowo dużą dawkę trucizny.
– W takim razie trucizna musiała być sypana konkretnym osobom. W końcu
mnie też próbowali otruć.
– Jeśli byłaby to prawda, w sprawę wmieszanych jest więcej uczniów. Jedna osoba
nie dałaby rady niepostrzeżenie dosypać czegoś do jedzenia – dyrektor wyraźnie
posmutniał, wyglądał nawet na wściekłego.
Samane przypomniała sobie obrazek z jego wizerunkiem w sklepie staruszka.
Mina, którą dyrektor miał na nim, bardzo przypominała tą, która teraz widniała
na jego twarzy.
– Chyba że to kucharka. – skojarzyła fakt Samane.
Dyrektor podniósł głowę zaskoczony pomysłem.
154 155
– Dziewczyna nakłada jedzenie za ladą. Widzi, kto podchodzi i co zamawia,
poza tym cały czas ma dostęp do żywności.
– To bardzo prawdopodobne. – znów się zamyślił.
– Czy Yashi jest bezpieczna? – Samane zmieniła temat, martwiła się teraz bardziej
o księżniczkę.
– Pilnują jej nauczyciele, więc nie ma powodu do obaw.
– Mogę się z nią zobaczyć?
– Niestety jest to niemożliwe. Żadna postronna osoba nie może w tej chwili
wchodzić do skrzydła. Drzwi są pilnowane.
Samane posmutniała. Liczyła, że pójdzie chociaż zobaczyć twarze przyjaciół.
Dyrektor sięgnął do szuflady i wyciągnął z niej małą kartkę, położył ją na biurku.
– To dla ciebie – wskazał dłonią.
Samane zbliżyła się do biurka. Zobaczyła ozdobny papier pełen znaków wodnych
i zabezpieczeń. Zupełnie jak na banknotach. Na papierku wpisana była kwota;
9000 Ara. Poniżej widniał podpis króla i zalakowana pieczęć królewska.
– Jak to dla mnie? – Samane spojrzała pytającym wzrokiem na dyrektora.
– To nagroda od króla dla ciebie za uratowanie Yashi. Chciał ci ją wręczyć osobiście,
ale miał jakieś pilne sprawy do załatwienia.
– Nie potrzebuję pieniędzy, nie mogę tego przyjąć. – Samane odłożyła czek z powrotem
na biurko.
– Kwota została już przelana na twoje konto. Pozwoliłem udostępnić numer królowi.
Poza tym tłumaczyłem ci, że to, co zrobiłaś, jest równoznaczne z misją bardzo
wysokiej rangi, za którą przysługuje zapłata. – dyrektor wstał i włożył kartkę
w ręce Samane.
Dziewczyna nie była z tego zadowolona, ale nie miała wyjścia, skoro i tak wszystko
zostało już za nią uzgodnione.
– Mogę już iść?
Dyrektor kiwnął głową.
Samane odwróciła się i otworzyła drzwi.
– Bądź ostrożna – powiedział dyrektor na pożegnanie.
Samane zatrzymała się przy szklanej ścianie naprzeciwko gabinetu. Spojrzała
na widok nocnego miasta, a potem na czek, który miała w dłoni. Nie takiego rozwoju
wydarzeń się spodziewała. Czuła się niezręcznie, otrzymując pieniądze za to,
co powinien zrobić każdy przyjaciel.
– Nie zrobiłam tego dla pieniędzy – Samane zacisnęła pięść i zamknęła oczy, napięła
mięśnie twarzy z wściekłości. W wielu sytuacjach potrafiła być opanowana,
ale coś takiego doprowadzało ją do czerwoności.
– Król bardzo ceni życie swojej córki, tak jak ty cenisz swoich przyjaciół. Chciał
ci się tylko odwdzięczyć. Nie traktuj tego jak upokorzenia – odezwał się dyrektor,
wychodząc z gabinetu i słysząc, jak mówi sama do siebie. – Postaw się na miejscu
króla. Jak ty zachowałabyś się w takiej sytuacji. Czy też nie chciałbyś się odwdzięczyć?
Samane wyobraziła sobie, że to Lyra jest na miejscu Yashi i od razu przeszyły ją
dreszcze. Przypomniała sobie, że mistrz Samas jej pilnuje. Do tej pory to ona cały
czas troszczyła się o siostrę.
– Rozumiem – odpowiedziała cicho i spuściła głowę.
Schowała kartkę do kieszeni, po czym odeszła.
Dyrektor stał i patrzył, dopóki nie zniknęła na schodach.
– Ciężki charakter – powiedział do siebie – Zupełnie jak ty – Wspomnieniami
powędrował do czasów, gdy Reta Sejom, dziadek Samane, był jego nauczycielem,
a potem, gdy służył u jego boku w czasie rożnych misji.
Podczas gdy dyrektor przyglądał się miastu przez szybę i oddawał się wspomnieniom,
a Samane wracała do akademika, na obrzeżach terenu akademii odbywało
się spotkanie, o którym prawie nikt nie wiedział.
Z daleka słychać było kroki ciężkich butów. Jedną z mniejszych bocznych alejek
prowadzących do akademii szła postać w długim do ziemi czarnym płaszczu.
Na głowie zarzucony miała kaptur, na twarzy przewiązaną chustę. Pomimo nocy
jej nos zdobiły ciemne okulary . Postać minęła latarnię i udała się na tyły akademii,
gdzie za śmietnikiem tuż obok wejścia do piwnic akademii stała rudowłosa dziewczyna
w kurtce moro i z zarzuconym na głowę kapturem.
– Spóźniłeś się – odezwała się rudowłosa do postaci.
– Masz to?
– Tak – odpowiedziała, wręczając małe czarne pudełeczko – są tu wszystkie
kody umożliwiające wejście nawet do pilnie strzeżonych miejsc. Nie ma drzwi,
które by się przed wami nie otwarły.
Zakapturzona postać schowała pudełko.
– Co teraz? – spytała rudowłosa.
– Ty wycofujesz się.
– Ale jak to? – dziewczyna była zdziwiona.
– Spieprzyłaś robotę z księżniczką, teraz ktoś inny się tym zajmie, a ty masz zachować
pozory zwykłej uczennicy.
Rudowłosej bardzo się to nie spodobało.
– Skąd miałam wiedzieć, że wojownicy są odporni na trucizny.
– Mogłaś się bardziej postarać – zakapturzona postać uderzyła ją pięścią
w brzuch.
Dziewczyna poleciała na ścianę i zjechała w dół, splunęła i kurczowo przytrzymała156
157
się za brzuch.
– To ta dziewczyna Sejom wszystko zepsuła. To nie moja wina – rudowłosa
wstała i zaatakowała postać.
Przeciwnik chwycił ją za rękę, wykrzywiając nadgarstek do tyłu, podciął nogi
i powalił na kolana. Wyciągnął nóż i przyłożył jej do gardła.
– Chcesz żyć, to rób, co każę. Ciesz się moją łaskawością, bo gdyby trafiło na kogoś
innego, już dawno byś nie żyła, a tej Sejom i tak się pozbędziemy. Nie ty, to
kto inny. Słabych szpiegów łatwo zastąpić. Ludzie to tylko pionki na szachownicy.
Mają robić, co każe im król i ginąć, gdy są niepotrzebni – postać cofnęła się, schowała
nóż i znikanęła w mroku parkowych drzew.
Rudowłosa z trudem podniosła się, dotknęła niegroźnej rany na szyi. Była wściekła.
Rozglądnęła się dookoła, sprawdzając czy nikogo nie ma w pobliżu i ukradkiem
udała się na dziedziniec akademii.
o
Samane po powrocie wzięła się za rozpakowanie zakupów. Dopiero teraz miała
okazję poukładać ubrania w szafie i książki na półce. Obrazek dziadka powędrował
na biurko tuż obok modelu czołgu. W końcu gdy wszystko wypakowała, położyła
dwie ostatnie rzeczy na łóżku. Były to szachy i pudełko z przedmiotami do
czyszczenia miecza. Zabrała miecz z okna i usiadła na łóżku. Uderzała delikatnie
małą białą kuleczką o ostrze. Później natarła miecz olejkiem. Orli przyglądał się
całemu zabiegowi z zaciekawieniem.
– Co robisz? – spytał i usiadł naprzeciwko niej na łóżku Tiri.
Do pokoju weszła Sojta, zabrała się za wieszanie ozdobnych obrazków na ścianach
i układaniem serwetek na szafkach i stolikach.
– Poleruję i czyszczę ostrze – wyjaśniła Samane, chowając miecz do pochwy
po skończonym zabiegu.
Wstała, chciała odłożyć miecz na podstawę, ale wtedy z łóżka zjechały drewniane
szachy. Z głośnym hukiem spadły na ziemię. Wyrobione zatrzaski otworzyły się
od uderzenia i figury wysypały się na podłogę. Samane odłożyła miecz i schyliła
się, by posprzątać.
– Piękne szachy. Wyglądają na stare – zwróciła uwagę Sojta.
– Dostałam je dzisiaj w jednym sklepie od pewnego staruszka. – wyjaśniła, podnosząc
pudełko z ziemi.
– Jak to dostałaś? – zdziwił się Orli.
– Staruszek, który mi je dał, prawdopodobnie znał mojego dziadka. – Samane
spojrzała za odstającą gąbkę, która służyła do składowania figur. Zauważyła tam
coś białego. Sięgnęła palcami i wyciągnęła białą kopertę.
– Co to? – zdziwił się Orli.
– Nie wiem – Samane była zaskoczona znaleziskiem.
Koperta na rogach miała niewielkie pożółkłe plamy. Samane wyjęła z niej kartkę,
rozłożyła ją i jej oczom ukazało się ręczne pismo, którego charakter dobrze
znała. Nie zaczęła jeszcze czytać, a z oczu polały się łzy.
– Co się stało? – zmartwiła się Sojta i usiadła obok Orlego.
– To list od dziadka – powiedziała przez łzy.
Otarła oczy chusteczką i zaczęła czytać.
– Kochana Samane, jeśli czytasz ten list, to znaczy, że nie ma mnie już wśród żywych.
Mam tylko nadzieję, że umarłem honorowo. Oznacza to też pewnie, że postanowiłaś
wstąpić do akademii i jesteś już dorosła. Gratuluję ci zdania egzaminu.
Wiedz, że jestem z ciebie dumny.
Samane z trudem czytała dalej.
– Mam nadzieję, że kiedyś zostaniesz generałem, tak jak ja. Mam też nadzieję,
że moja wiedza, którą ci kiedyś przekazałem, pomoże ci przetrwać w ciężkich momentach.
okazję poukładać ubrania w szafie i książki na półce. Obrazek dziadka powędrował
na biurko tuż obok modelu czołgu. W końcu gdy wszystko wypakowała, położyła
dwie ostatnie rzeczy na łóżku. Były to szachy i pudełko z przedmiotami do
czyszczenia miecza. Zabrała miecz z okna i usiadła na łóżku. Uderzała delikatnie
małą białą kuleczką o ostrze. Później natarła miecz olejkiem. Orli przyglądał się
całemu zabiegowi z zaciekawieniem.
– Co robisz? – spytał i usiadł naprzeciwko niej na łóżku Tiri.
Do pokoju weszła Sojta, zabrała się za wieszanie ozdobnych obrazków na ścianach
i układaniem serwetek na szafkach i stolikach.
– Poleruję i czyszczę ostrze – wyjaśniła Samane, chowając miecz do pochwy
po skończonym zabiegu.
Wstała, chciała odłożyć miecz na podstawę, ale wtedy z łóżka zjechały drewniane
szachy. Z głośnym hukiem spadły na ziemię. Wyrobione zatrzaski otworzyły się
od uderzenia i figury wysypały się na podłogę. Samane odłożyła miecz i schyliła
się, by posprzątać.
– Piękne szachy. Wyglądają na stare – zwróciła uwagę Sojta.
– Dostałam je dzisiaj w jednym sklepie od pewnego staruszka. – wyjaśniła, podnosząc
pudełko z ziemi.
– Jak to dostałaś? – zdziwił się Orli.
– Staruszek, który mi je dał, prawdopodobnie znał mojego dziadka. – Samane
spojrzała za odstającą gąbkę, która służyła do składowania figur. Zauważyła tam
coś białego. Sięgnęła palcami i wyciągnęła białą kopertę.
– Co to? – zdziwił się Orli.
– Nie wiem – Samane była zaskoczona znaleziskiem.
Koperta na rogach miała niewielkie pożółkłe plamy. Samane wyjęła z niej kartkę,
rozłożyła ją i jej oczom ukazało się ręczne pismo, którego charakter dobrze
znała. Nie zaczęła jeszcze czytać, a z oczu polały się łzy.
– Co się stało? – zmartwiła się Sojta i usiadła obok Orlego.
– To list od dziadka – powiedziała przez łzy.
Otarła oczy chusteczką i zaczęła czytać.
– Kochana Samane, jeśli czytasz ten list, to znaczy, że nie ma mnie już wśród żywych.
Mam tylko nadzieję, że umarłem honorowo. Oznacza to też pewnie, że postanowiłaś
wstąpić do akademii i jesteś już dorosła. Gratuluję ci zdania egzaminu.
Wiedz, że jestem z ciebie dumny.
Samane z trudem czytała dalej.
– Mam nadzieję, że kiedyś zostaniesz generałem, tak jak ja. Mam też nadzieję,
że moja wiedza, którą ci kiedyś przekazałem, pomoże ci przetrwać w ciężkich momentach.
Wiem, że jesteś silną, odważną i mądrą dziewczyną i wiele w życiu osiągniesz,
a przynajmniej tego ci życzę. Nie dane było mi doczekać czasów pokoju,
a jeśli to czytasz, to w chwili obecnej pewnie nadal trwa wojna. Nieważne, jak ciężko
by było, zawsze wierz, że pokój nadejdzie. Muszę cię jednak ostrzec. Wojna to
okropna rzecz. Jesteś już dorosła i być może zdajesz sobie z tego sprawę. Nieważne
jak wysoki stopień masz i jak wiele bitew wygrasz, nie ma w niej nic chwalebnego
ani wzniosłego. Wojna czyni z ludzi demony. Nawet z tych najwrażliwszych. Mimo
iż jesteśmy świadomi całej okropności i tego kim się stajemy, często nie możemy
już zawrócić z obranej drogi. Nie chciałbym, byś stała się takim demonem, jakim
byłem ja czy wielu innych generałów, żołnierzy i szpiegów, ale nigdy nie cofaj
się i nie wahaj. Jeśli chcesz przeżyć i wygrać, musisz czasem nawet zabić. Wierzę
w ciebie i w to, że nadejdzie pokój. Zawsze ufaj sobie i nigdy się nie poddawaj,
nie daj się strachowi. Odważnych ludzi nie pokona nawet śmierć. Idź do przodu,
choćby nie wiem, co się działo i jak ciężko było. Wiem, że jesteś pewnie piękną
i wspaniałą kobietą. Żałuję, że nie było mi dane patrzeć jak rośniesz i stajesz się
silniejsza. Żałuję, że nie mogłem się tobą opiekować i poświęcić ci więcej czasu,
uwagi i miłości. Po śmierci rodziców musiało być ci bardzo ciężko, ale wierzę,
że dzielnie to zniosłaś. Wylałaś pewnie nocami wiele łez, choć za dnia pod maską
śmiechu ukrywałaś swoje emocje. Taką cię jeszcze pamiętałem. Obyśmy się szybko
nie spotkali. Trzymaj się życia mocno jak karabinu i stąpaj twardo po ziemi, jak
podczas marszu. Odchodzący na wieczną wartę dziadek Reta.
Samane zapłakała . Całe spodnie miała mokre. Sojta i Orli usiedli obok niej
i przytulili przyjaciółkę. .
– Zbyt wiele mnie dzisiaj spotyka – powiedziała, upuszczając list na podłogę. –
158 159
Kr ó l przesłał mi nagrodę za uratowanie Yashi, Dyrektor ostrzega mnie przed ludźmi,
którzy chcą mnie zabić. W galerii handlowej spotykam przyjaciela dziadka,
a teraz jeszcze ten list. Minęło kilka dni w akademii, a już tak wiele się wydarzyło.
Wszystko dzieje się za szybko. Czy tak będzie wyglądać reszta naszego życia? –
wyżaliła się Samane.
Orli i Sojta nie widzieli jej jeszcze w takim stanie. Oboje spuścili głowy, zastanawiali
się nad tym, co powiedziała.
– Dzisiaj działo się też wiele pozytywnych rzeczy – zauważyła Sojta – Od początku
egzaminu aż do teraz jesteśmy razem i zawsze będziemy się wspierać. Powinnaś
się cieszyć z nagrody, a ten list był przepiękny, dodaje tyle wiary i siły. Nieważne, co
by się działo, zawsze wierz, że nadejdzie pokój.
Samane podniosła głowę i otarła łzy. Nagle poczuła, jakby przeszły ją dreszcze,
a zaraz potem pojawił się niepokój.
– Coś się wydarzy – w momencie spoważniała.
– O co chodzi? – Orli zauważył szybką zmianę.
– Już podjęli decyzję, żeby się mnie pozbyć – przypuszczała Samane. – Uważajcie
na siebie, na wasze życie też mogą polować.
Orli i Sojta spojrzeli na siebie, a potem uśmiechnęli się. Sojta pociągła nogawkę
od spodni, pokazała przypięty do łydki nóż, a Orli odchylił bluzę. Przy pasku do
spodni przypięty miał skórzany pokrowiec z nożem.
– Sama broń nie wystarczy, by uratować wam życie – zasmuciła się Samane.
– Ale zawsze to jakaś pomoc – Sojta myślała, że Samane będzie się cieszyć.
– Mój mistrz zawsze uczył mnie: nie polegaj tylko na broni. Co będzie, jeśli ją
stracisz? Jak będziesz się bronić?
Sojta zdała sobie sprawę z powagi sytuacji.
– Chodzi ci o to, że gdy za bardzo polegasz tylko na broni, nie poradzisz sobie,
gdy ją stracisz.
Załóżmy, że nauczyłem się walczyć nożem, ale gdy stracę go w walce, nie będę
w ogóle mógł walczyć, bo po prostu nie będę umiał.
– Tak i nie – odpowiedziała Samane.
– Nie rozumiem – Orli wydawał się zdezorientowany.
– Masz rację z tym poleganiem na jednej broni, ale nie chodzi o to, żeby nauczyć
się walczyć wszystkimi broniami świata. Trzeba polegać przede wszystkim na sobie.
Nawet jeśli nie umiesz walczyć, a dobrze pomyślisz, wpadniesz na pomysł, jak
wyjść z sytuacji, będziesz uratowany.
– Możesz podać przykład – Orli zaciekawił się tą teorią.
– Jesteś osobą, która nie potrafi walczyć, nigdy nie byłeś szkolony. Zostajesz zaatakowany
nożem i co wtedy robisz? W pobliżu są rożne przedmioty, bierzesz wiaderko
i osłaniasz się nim, albo uderzasz nim w atakującą osobę, rzucasz.
– Już rozumiem – Orli poczuł się, jakby dokonał wielkiego odkrycia.
– Przykładem osoby, która polega tylko na broni jest Febra.
Sojta na dźwięk tego imienia poczuła się zniesmaczona.
– Na egzaminie, gdy używała noża, potrafiła pokonać każdego, ale kiedy ja wytrąciłam
jej nóż z ręki, nie potrafiła nawet nad sobą zapanować.
– Więc tylko się chwali swoimi umiejętnościami – powiedział Orli.
– A wy potraficie używać noża?
Orli i Sojta z miną niewiniątek odpowiedzieli: – Nie.
Samane zaśmiała się z nich.
– Wraca jej humor – zauważyła Sojta.
– Skoro już macie noże, to pokażę wam coś. Wstańcie i przynieście je.
Sojta i Orli chwycili swoje noże w dłoń.
– Tak jak myślałam, trzymacie je jak nóż kuchenny – śmiała się. – chwyćcie
je na odwrót, ostrzem do zewnątrz. Trzymając je prosto przed sobą, ktoś może
złapać nóż i wbić w wasze ciała. Jeśli trzymacie je do zewnątrz, możecie atakować
i bronić się do woli, a wytrącenie broni czy zranienie was jest o wiele trudniejsze.
– Rzeczywiście. – Orli zaczął wymachiwać ręką na wszystkie strony, poczuł swobodę
ruchów.
– Macie typowe noże wojskowe – zauważyła Samane, przyglądając się im. Zobacz
na końcówkę rączki.
– Kompas – zorientowała się Sojta – nie wiedziałam o tym.
– To teraz go odkręć.
Sojta odkręciła kompas i przechyliła nóż, by wysypać zawartość. Oniemiała jeszcze
bardziej, gdy na jej ręce wylądował foliowy woreczek, a w środku niego były
zapałki, siarka, igła, nici i miniaturowa buteleczka z wodą utlenioną.
– No nie wierzę – Orli był zaskoczony.
– Nie wiedzieliście o tym? – dla Samane była to śmieszna sytuacja.
– Gdybyś mi nie pokazała, nie wpadłbym na to.
Do drzwi wejściowych ktoś głośno zapukał. Samane ruszyła, by otworzyć, ale
Orli ją powstrzymał. Schował swój nóż z powrotem do pokrowca przy pasie i ruszył.
– A co jeśli to wróg ? – szepnął jej.
Orli otworzył drzwi i do salonu wpadła Sayate. Miała przerażoną minę.
– Co się stało? – Samane wystraszyła się na jej widok, stojąc w drzwiach prowadzących
z pokoju dziewczyn do salonu.
– Pułapka – wydyszała i wskazała na Samane.
Sayate wzięła kilka głębokich oddechów i usiadła na kanapie.
160 161
– Ktoś przygotował na ciebie pułapkę. Czuję to.
– A więc dobrze skojarzyłam uczucie niepokoju.
– Więc jednak coś poczułaś? – Sayate spojrzała w jej oczy. – Nie wyglądasz
na zaskoczoną.
– Dyrektor mnie ostrzegał – wyjaśniła
– Co się dzieje w tej szkole do cholery? – Sojta zaczynała się już w tym wszystkim
gubić.
– Nie podoba mi się to wszystko. – Sayate wyglądała na zmęczoną.
– To gra Skały. Taką obrali sobie taktykę – myślała głośno Samane, próbowała
rozwikłać, co jest dokładnie grane.
– Strategia skłócenia wroga wewnątrz jego armii. – Skojarzyła Sayate.
– A wtedy Skała skorzysta i zaatakuje na całego – dodała Samane.
– Chcesz powiedzieć, że ta akcja z trucizną to przykrywka do czegoś większego
– Orli był coraz bardziej zdenerwowany.
– A każdy z akademii może być szpiegiem? – Zauważyła Sojta, przyglądając się
pozostałym osobom.
– Sayate – ufam ci – odezwała się Samane do przyjaciółki. Gdyby było inaczej,
przysięga złamałaby więzy, ale chcę, żebyś swoją zdolnością wyszukiwania podstępu
sprawdziła kogo się da.
– W naszej klasie wszyscy są czyści, nawet Febra. Domyślałam się, że wśród
uczniów jest szpieg i w pierwszej kolejności sprawdziłam ludzi z naszej klasy,
sprawdziłam też grupę Daigo, ale nie znam pozostałych osób z tamtej klasy.
– Więc musimy uważać nawet na nich. – westchnęła Sojta.
– Z ciekawości sprawdziłam też listę uczniów, którzy zostali otruci. Leeme nieźle
się natrudziła, żeby zdobyć te informacje. Są bardzo dobrze zaszyfrowane. Porównując
ilość uczniów, wychodzi na to, że jedna klasa nie miała ani jednej otrutej
osoby.
Samane zaciekawiła się tą informacją.
– Jaka klasa?
– Trzecia A taktyczna.
– Nasi starsi koledzy – rzekł Orli.
– Są w tej klasie jakieś rude dziewczyny?
Sayate była zaskoczona pytaniem Samane.
– Nie przyszło by mi nawet do głowy, żeby zadawać takie pytanie. Nie mam pojęcia.
– Chodźmy pogadać z Leeme – zaproponował Orli. Jeśli włamie się do szkolnej
bazy, powinny być tam też zdjęcia.
– Racja – Samane zgodziła się na ten pomysł.
o
a przynajmniej tego ci życzę. Nie dane było mi doczekać czasów pokoju,
a jeśli to czytasz, to w chwili obecnej pewnie nadal trwa wojna. Nieważne, jak ciężko
by było, zawsze wierz, że pokój nadejdzie. Muszę cię jednak ostrzec. Wojna to
okropna rzecz. Jesteś już dorosła i być może zdajesz sobie z tego sprawę. Nieważne
jak wysoki stopień masz i jak wiele bitew wygrasz, nie ma w niej nic chwalebnego
ani wzniosłego. Wojna czyni z ludzi demony. Nawet z tych najwrażliwszych. Mimo
iż jesteśmy świadomi całej okropności i tego kim się stajemy, często nie możemy
już zawrócić z obranej drogi. Nie chciałbym, byś stała się takim demonem, jakim
byłem ja czy wielu innych generałów, żołnierzy i szpiegów, ale nigdy nie cofaj
się i nie wahaj. Jeśli chcesz przeżyć i wygrać, musisz czasem nawet zabić. Wierzę
w ciebie i w to, że nadejdzie pokój. Zawsze ufaj sobie i nigdy się nie poddawaj,
nie daj się strachowi. Odważnych ludzi nie pokona nawet śmierć. Idź do przodu,
choćby nie wiem, co się działo i jak ciężko było. Wiem, że jesteś pewnie piękną
i wspaniałą kobietą. Żałuję, że nie było mi dane patrzeć jak rośniesz i stajesz się
silniejsza. Żałuję, że nie mogłem się tobą opiekować i poświęcić ci więcej czasu,
uwagi i miłości. Po śmierci rodziców musiało być ci bardzo ciężko, ale wierzę,
że dzielnie to zniosłaś. Wylałaś pewnie nocami wiele łez, choć za dnia pod maską
śmiechu ukrywałaś swoje emocje. Taką cię jeszcze pamiętałem. Obyśmy się szybko
nie spotkali. Trzymaj się życia mocno jak karabinu i stąpaj twardo po ziemi, jak
podczas marszu. Odchodzący na wieczną wartę dziadek Reta.
Samane zapłakała . Całe spodnie miała mokre. Sojta i Orli usiedli obok niej
i przytulili przyjaciółkę. .
– Zbyt wiele mnie dzisiaj spotyka – powiedziała, upuszczając list na podłogę. –
158 159
Kr ó l przesłał mi nagrodę za uratowanie Yashi, Dyrektor ostrzega mnie przed ludźmi,
którzy chcą mnie zabić. W galerii handlowej spotykam przyjaciela dziadka,
a teraz jeszcze ten list. Minęło kilka dni w akademii, a już tak wiele się wydarzyło.
Wszystko dzieje się za szybko. Czy tak będzie wyglądać reszta naszego życia? –
wyżaliła się Samane.
Orli i Sojta nie widzieli jej jeszcze w takim stanie. Oboje spuścili głowy, zastanawiali
się nad tym, co powiedziała.
– Dzisiaj działo się też wiele pozytywnych rzeczy – zauważyła Sojta – Od początku
egzaminu aż do teraz jesteśmy razem i zawsze będziemy się wspierać. Powinnaś
się cieszyć z nagrody, a ten list był przepiękny, dodaje tyle wiary i siły. Nieważne, co
by się działo, zawsze wierz, że nadejdzie pokój.
Samane podniosła głowę i otarła łzy. Nagle poczuła, jakby przeszły ją dreszcze,
a zaraz potem pojawił się niepokój.
– Coś się wydarzy – w momencie spoważniała.
– O co chodzi? – Orli zauważył szybką zmianę.
– Już podjęli decyzję, żeby się mnie pozbyć – przypuszczała Samane. – Uważajcie
na siebie, na wasze życie też mogą polować.
Orli i Sojta spojrzeli na siebie, a potem uśmiechnęli się. Sojta pociągła nogawkę
od spodni, pokazała przypięty do łydki nóż, a Orli odchylił bluzę. Przy pasku do
spodni przypięty miał skórzany pokrowiec z nożem.
– Sama broń nie wystarczy, by uratować wam życie – zasmuciła się Samane.
– Ale zawsze to jakaś pomoc – Sojta myślała, że Samane będzie się cieszyć.
– Mój mistrz zawsze uczył mnie: nie polegaj tylko na broni. Co będzie, jeśli ją
stracisz? Jak będziesz się bronić?
Sojta zdała sobie sprawę z powagi sytuacji.
– Chodzi ci o to, że gdy za bardzo polegasz tylko na broni, nie poradzisz sobie,
gdy ją stracisz.
Załóżmy, że nauczyłem się walczyć nożem, ale gdy stracę go w walce, nie będę
w ogóle mógł walczyć, bo po prostu nie będę umiał.
– Tak i nie – odpowiedziała Samane.
– Nie rozumiem – Orli wydawał się zdezorientowany.
– Masz rację z tym poleganiem na jednej broni, ale nie chodzi o to, żeby nauczyć
się walczyć wszystkimi broniami świata. Trzeba polegać przede wszystkim na sobie.
Nawet jeśli nie umiesz walczyć, a dobrze pomyślisz, wpadniesz na pomysł, jak
wyjść z sytuacji, będziesz uratowany.
– Możesz podać przykład – Orli zaciekawił się tą teorią.
– Jesteś osobą, która nie potrafi walczyć, nigdy nie byłeś szkolony. Zostajesz zaatakowany
nożem i co wtedy robisz? W pobliżu są rożne przedmioty, bierzesz wiaderko
i osłaniasz się nim, albo uderzasz nim w atakującą osobę, rzucasz.
– Już rozumiem – Orli poczuł się, jakby dokonał wielkiego odkrycia.
– Przykładem osoby, która polega tylko na broni jest Febra.
Sojta na dźwięk tego imienia poczuła się zniesmaczona.
– Na egzaminie, gdy używała noża, potrafiła pokonać każdego, ale kiedy ja wytrąciłam
jej nóż z ręki, nie potrafiła nawet nad sobą zapanować.
– Więc tylko się chwali swoimi umiejętnościami – powiedział Orli.
– A wy potraficie używać noża?
Orli i Sojta z miną niewiniątek odpowiedzieli: – Nie.
Samane zaśmiała się z nich.
– Wraca jej humor – zauważyła Sojta.
– Skoro już macie noże, to pokażę wam coś. Wstańcie i przynieście je.
Sojta i Orli chwycili swoje noże w dłoń.
– Tak jak myślałam, trzymacie je jak nóż kuchenny – śmiała się. – chwyćcie
je na odwrót, ostrzem do zewnątrz. Trzymając je prosto przed sobą, ktoś może
złapać nóż i wbić w wasze ciała. Jeśli trzymacie je do zewnątrz, możecie atakować
i bronić się do woli, a wytrącenie broni czy zranienie was jest o wiele trudniejsze.
– Rzeczywiście. – Orli zaczął wymachiwać ręką na wszystkie strony, poczuł swobodę
ruchów.
– Macie typowe noże wojskowe – zauważyła Samane, przyglądając się im. Zobacz
na końcówkę rączki.
– Kompas – zorientowała się Sojta – nie wiedziałam o tym.
– To teraz go odkręć.
Sojta odkręciła kompas i przechyliła nóż, by wysypać zawartość. Oniemiała jeszcze
bardziej, gdy na jej ręce wylądował foliowy woreczek, a w środku niego były
zapałki, siarka, igła, nici i miniaturowa buteleczka z wodą utlenioną.
– No nie wierzę – Orli był zaskoczony.
– Nie wiedzieliście o tym? – dla Samane była to śmieszna sytuacja.
– Gdybyś mi nie pokazała, nie wpadłbym na to.
Do drzwi wejściowych ktoś głośno zapukał. Samane ruszyła, by otworzyć, ale
Orli ją powstrzymał. Schował swój nóż z powrotem do pokrowca przy pasie i ruszył.
– A co jeśli to wróg ? – szepnął jej.
Orli otworzył drzwi i do salonu wpadła Sayate. Miała przerażoną minę.
– Co się stało? – Samane wystraszyła się na jej widok, stojąc w drzwiach prowadzących
z pokoju dziewczyn do salonu.
– Pułapka – wydyszała i wskazała na Samane.
Sayate wzięła kilka głębokich oddechów i usiadła na kanapie.
160 161
– Ktoś przygotował na ciebie pułapkę. Czuję to.
– A więc dobrze skojarzyłam uczucie niepokoju.
– Więc jednak coś poczułaś? – Sayate spojrzała w jej oczy. – Nie wyglądasz
na zaskoczoną.
– Dyrektor mnie ostrzegał – wyjaśniła
– Co się dzieje w tej szkole do cholery? – Sojta zaczynała się już w tym wszystkim
gubić.
– Nie podoba mi się to wszystko. – Sayate wyglądała na zmęczoną.
– To gra Skały. Taką obrali sobie taktykę – myślała głośno Samane, próbowała
rozwikłać, co jest dokładnie grane.
– Strategia skłócenia wroga wewnątrz jego armii. – Skojarzyła Sayate.
– A wtedy Skała skorzysta i zaatakuje na całego – dodała Samane.
– Chcesz powiedzieć, że ta akcja z trucizną to przykrywka do czegoś większego
– Orli był coraz bardziej zdenerwowany.
– A każdy z akademii może być szpiegiem? – Zauważyła Sojta, przyglądając się
pozostałym osobom.
– Sayate – ufam ci – odezwała się Samane do przyjaciółki. Gdyby było inaczej,
przysięga złamałaby więzy, ale chcę, żebyś swoją zdolnością wyszukiwania podstępu
sprawdziła kogo się da.
– W naszej klasie wszyscy są czyści, nawet Febra. Domyślałam się, że wśród
uczniów jest szpieg i w pierwszej kolejności sprawdziłam ludzi z naszej klasy,
sprawdziłam też grupę Daigo, ale nie znam pozostałych osób z tamtej klasy.
– Więc musimy uważać nawet na nich. – westchnęła Sojta.
– Z ciekawości sprawdziłam też listę uczniów, którzy zostali otruci. Leeme nieźle
się natrudziła, żeby zdobyć te informacje. Są bardzo dobrze zaszyfrowane. Porównując
ilość uczniów, wychodzi na to, że jedna klasa nie miała ani jednej otrutej
osoby.
Samane zaciekawiła się tą informacją.
– Jaka klasa?
– Trzecia A taktyczna.
– Nasi starsi koledzy – rzekł Orli.
– Są w tej klasie jakieś rude dziewczyny?
Sayate była zaskoczona pytaniem Samane.
– Nie przyszło by mi nawet do głowy, żeby zadawać takie pytanie. Nie mam pojęcia.
– Chodźmy pogadać z Leeme – zaproponował Orli. Jeśli włamie się do szkolnej
bazy, powinny być tam też zdjęcia.
– Racja – Samane zgodziła się na ten pomysł.
o
Pokój grupy Sayate nie różnił się kształtem i układem od pokoju Samane. Jedynie
wystrój był inny, stały meble w ciemniejszym kolorze, za wyjątkiem biurka
Sayate, które zostało w całości oklejone różowym papierem. Na biurku znajdowało
się mnóstwo zdjęć osób jej rodziny, a na oknie stała podstawa z mieczem. Łóżko
Sayate zasłała różową pościelą, a na ścianie wisiał obraz przedstawiający różowe
filiżanki. Obok przy biurku siedziała Leeme. Jej łóżko dorobiło się ciemnoniebieskiej
pościeli w złote gwiazdy. Na biurku, przy którym siedziała, stał laptop. Na następnym
łóżku leżała Kazari i czytała książkę. Jej pościel miała jaskrawozielony
kolor. Na ścianie wisiały plakaty z samolotami. Na biurku stały modele, a z sufitu
zwisała ogromna flaga z jakimś symbolem, którego nikt nie mógł rozpoznać.
Orli na widok Kazari zapomniał, po co tutaj przyszli i nie mógł przestać gapić się
na dziewczynę i jej odsłonięty brzuch oraz dekolt.
– Leeme mam do ciebie ogromną prośbę. Sprawdź mi listę osób z trzeciej A taktycznej,
ze zdjęciami – poleciła jej Samane.
Leeme tym razem w mgnieniu oka dostała się do szkolnej bazy. Już raz się tam
włamała, więc drugie podejście było dla niej proste. Następnie wyszukała klasę
i pokazała listę osób.
– Kurczę, aż trzy rude dziewczyny – zauważył Orli, odrywając wzrok od Kazari.
– Co się dzieje? – Kazari w końcu przestała czytać i zbliżyła się do grupy, wpatrywała
się w ekran.
– Nadal nie wiemy, która z nich to szpieg? – myślała Samane. – Uważajcie na te
dziewczyny. Więcej nie mogę wam powiedzieć – odwróciła się i szybko wyszła
na korytarz, podziękowała Leeme za pomoc.
– Samane, ty coś wiesz, prawda? – Sayate wypadła za nią na korytarz.
– Nie mogę ci powiedzieć wszystkiego dla dobra Yashi i was. Sama widzisz,
że cała szkoła jest zagrożona, a szpiegiem może być każdy.
Sayate posmutniała.
– Przysięgałam, że nic nie powiem – Samane otworzyła drzwi do swojego pokoju.
– Proszę, uważaj. To o ciebie tu chodzi. To na twoje życie polują. – Sayate wyglądała,
jakby miała się rozpłakać.
– Wiem – Samane uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki, zamknęła przy
tym oczy.
Gdy Samane znikła, Saya nadal stała na korytarzu.
– Zamknęła oczy – myślała Sayate – ten śmiech był fałszywy.
Wróciła do pokoju i usiadła na łóżku. Leeme przyglądała się dokładnie trzem
zdjęciom. Chciała zapamiętać jak najwięcej szczegółów.
162 163
O rli rozmawiał z Kazari, a tymczasem Sojta odwiedziła Axela w części należącej
do chłopców. Panował tutaj totalny bałagan. Wszędzie leżały porozwalane ubrania,
książki i inne gadżety. Łóżko Chonry było niepościelone. Axel miał trochę
więcej porządku. Na oknie stały doniczki z ziołami i kwiatami. Na ścianie wisiały
obrazki z kociakami, a na biurku kilka kocich figurek.
– Jak się masz? – zapytała nieśmiało Sojta.
– W porządku – odpowiedział krotko chłopak.
– Mogę cię o coś spytać?
– Pewnie, pytaj – Axel wydawał się bardzo wyluzowany.
– Jak to zrobiłeś, że udało ci się tak nagle opanować podczas egzaminu?
– Aaa. O to ci chodzi. Sam do końca nie wiem, jak to się stało. Zapomniałem
o wszystkim dookoła i skupiłem się na tym, co trzeba zrobić.
– Ja też skupiałam się tylko na tym, by pomóc Samane, a nie byłam nawet w stanie
skupić energii, by leczyć.
– Widziałaś Samane i Sayate gdy walczą. Prawda?
– No tak – przytaknęła, nie rozumiejąc do czego zmierza.
– One zawsze są opanowane w trakcie walki i zawsze skupione, nic ich nie rozprasza.
Pozbywają się na ten moment nawet emocji.
– Chcesz powiedzieć, że to przez emocje nie mogłam się skupić.
– Raczej przez strach. Byłaś spanikowana.
– Dzięki – odpowiedziała i udała się do wyjścia.
– Sojta – może spotkalibyśmy się kiedyś? Tak wiesz, przejść się na spacer po parku?
– wypalił Axel, lekko się czerwieniąc.
– Pewnie – odpowiedziała Sojta i wyszła, nie zauważyła jego zaczerwienienia.
wystrój był inny, stały meble w ciemniejszym kolorze, za wyjątkiem biurka
Sayate, które zostało w całości oklejone różowym papierem. Na biurku znajdowało
się mnóstwo zdjęć osób jej rodziny, a na oknie stała podstawa z mieczem. Łóżko
Sayate zasłała różową pościelą, a na ścianie wisiał obraz przedstawiający różowe
filiżanki. Obok przy biurku siedziała Leeme. Jej łóżko dorobiło się ciemnoniebieskiej
pościeli w złote gwiazdy. Na biurku, przy którym siedziała, stał laptop. Na następnym
łóżku leżała Kazari i czytała książkę. Jej pościel miała jaskrawozielony
kolor. Na ścianie wisiały plakaty z samolotami. Na biurku stały modele, a z sufitu
zwisała ogromna flaga z jakimś symbolem, którego nikt nie mógł rozpoznać.
Orli na widok Kazari zapomniał, po co tutaj przyszli i nie mógł przestać gapić się
na dziewczynę i jej odsłonięty brzuch oraz dekolt.
– Leeme mam do ciebie ogromną prośbę. Sprawdź mi listę osób z trzeciej A taktycznej,
ze zdjęciami – poleciła jej Samane.
Leeme tym razem w mgnieniu oka dostała się do szkolnej bazy. Już raz się tam
włamała, więc drugie podejście było dla niej proste. Następnie wyszukała klasę
i pokazała listę osób.
– Kurczę, aż trzy rude dziewczyny – zauważył Orli, odrywając wzrok od Kazari.
– Co się dzieje? – Kazari w końcu przestała czytać i zbliżyła się do grupy, wpatrywała
się w ekran.
– Nadal nie wiemy, która z nich to szpieg? – myślała Samane. – Uważajcie na te
dziewczyny. Więcej nie mogę wam powiedzieć – odwróciła się i szybko wyszła
na korytarz, podziękowała Leeme za pomoc.
– Samane, ty coś wiesz, prawda? – Sayate wypadła za nią na korytarz.
– Nie mogę ci powiedzieć wszystkiego dla dobra Yashi i was. Sama widzisz,
że cała szkoła jest zagrożona, a szpiegiem może być każdy.
Sayate posmutniała.
– Przysięgałam, że nic nie powiem – Samane otworzyła drzwi do swojego pokoju.
– Proszę, uważaj. To o ciebie tu chodzi. To na twoje życie polują. – Sayate wyglądała,
jakby miała się rozpłakać.
– Wiem – Samane uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki, zamknęła przy
tym oczy.
Gdy Samane znikła, Saya nadal stała na korytarzu.
– Zamknęła oczy – myślała Sayate – ten śmiech był fałszywy.
Wróciła do pokoju i usiadła na łóżku. Leeme przyglądała się dokładnie trzem
zdjęciom. Chciała zapamiętać jak najwięcej szczegółów.
162 163
O rli rozmawiał z Kazari, a tymczasem Sojta odwiedziła Axela w części należącej
do chłopców. Panował tutaj totalny bałagan. Wszędzie leżały porozwalane ubrania,
książki i inne gadżety. Łóżko Chonry było niepościelone. Axel miał trochę
więcej porządku. Na oknie stały doniczki z ziołami i kwiatami. Na ścianie wisiały
obrazki z kociakami, a na biurku kilka kocich figurek.
– Jak się masz? – zapytała nieśmiało Sojta.
– W porządku – odpowiedział krotko chłopak.
– Mogę cię o coś spytać?
– Pewnie, pytaj – Axel wydawał się bardzo wyluzowany.
– Jak to zrobiłeś, że udało ci się tak nagle opanować podczas egzaminu?
– Aaa. O to ci chodzi. Sam do końca nie wiem, jak to się stało. Zapomniałem
o wszystkim dookoła i skupiłem się na tym, co trzeba zrobić.
– Ja też skupiałam się tylko na tym, by pomóc Samane, a nie byłam nawet w stanie
skupić energii, by leczyć.
– Widziałaś Samane i Sayate gdy walczą. Prawda?
– No tak – przytaknęła, nie rozumiejąc do czego zmierza.
– One zawsze są opanowane w trakcie walki i zawsze skupione, nic ich nie rozprasza.
Pozbywają się na ten moment nawet emocji.
– Chcesz powiedzieć, że to przez emocje nie mogłam się skupić.
– Raczej przez strach. Byłaś spanikowana.
– Dzięki – odpowiedziała i udała się do wyjścia.
– Sojta – może spotkalibyśmy się kiedyś? Tak wiesz, przejść się na spacer po parku?
– wypalił Axel, lekko się czerwieniąc.
– Pewnie – odpowiedziała Sojta i wyszła, nie zauważyła jego zaczerwienienia.
Szczerze, nie miała ochoty umawiać się z Axelem. Był fajnym przyjacielem, ale
ona nie jest już w stanie pokochać żadnego faceta. Zbyt wiele przeszła. Zgodziła się
spotkać tylko po to, by mu o tym powiedzieć. Na korytarzu wyciągnęła swój talizman
i spojrzała na zapisane na nim imię. Na moment powróciły do niej bolesne
wspomnienia z dawnych przeżyć i słowa „Strzeż sekretu”. Otrząsnęła się i wróciła
do swojego pokoju. W pomieszczeniu panowała niepokojąca cisza.
– Gdzie jest Samane? – pomyślała i ostrożnym krokiem weszła do części dziewczyn.
W pokoju nikogo nie było. Zrobiła kilka kroków, patrzyła na puste łóżko
Samane. Gdzieś w głębi zaczynała odczuwać strach, że jej przyjaciółce coś się stało.
– W porządku – odezwała się Samane, wyczuwając, że Sojta się boi.
Sojta obejrzała się. Samane stała z założonymi w kącie pokoju tuż obok drzwi,
opierała się o ścianę.
– Nie zauważyłaś mnie?
– Błagam, nie strasz mnie tak. – Sojta nadal była przestraszona.
– Mówiłam, żebyście na siebie uważali. Gdybym była kimś innym, już leżałabyś
na ziemi po ciosie w głowę, albo ktoś podciąłby ci gardło.
Sojta przełknęła głośno ślinę.
– W takiej sytuacji oglądaj się na wszystkie strony, bo ktoś zajdzie cię od tyłu.
Potrafisz tam wejść? – Samane wskazała belkę na suficie tuż przy szczycie dachu
wieży.
– Może być ciężko – zamarudziła, przyglądając się sufitowi.
– Podsadzę cię – Samane zbliżyła się do Sojty i zrobiła koszyczek z dłoni.
– Po co mam tam wchodzić? – zdziwiła się.
– Chcę sprawdzić Orlego.
Sojta z trudem wdrapała się na belkę.
– Wejdź na następną. – poleciła jej Samane. Sama rozpędziła się, podskoczyła
i zwinnym ruchem podciągnęła, a potem wskoczyła na następną i jeszcze następną,
aż obie z Sojtą znalazły się u samego szczytu.
– To zrobimy mu niezły kawał. – zaśmiała się Sojta.
– Cicho, ktoś idzie – Samane zasłoniła jej usta, usłyszała otwieranie drzwi i kroki
w salonie.
Do pokoju wszedł Orli. Sojta z trudem powstrzymywała się od śmiechu. Chłopak
niepewnie wszedł do pokoju. Zaglądnął na prawo i lewo, potem za drzwi. Sięgnął
dłonią po nóż i na palcach skradał się do łóżka Samane, po drodze podnosząc
kołdry na pozostałych.
– Jest lepszy od ciebie – Szepnęła Samane do Sojty.
Podniósł kołdrę i jeszcze raz rozejrzał się po pokoju. Rozluźnił się i schował nóż
do pokrowca. W tym momencie Samane zeskoczyła z belki na belkę, a potem spadła
z góry na Orlego, dobijając go do ziemi.
– Zapomniałeś spojrzeć w górę.
– Samane, to ty? Kobieto nie strasz mnie tak – Orli próbował odwrócić głowę do
tyłu. Rozpoznał dziewczynę po głosie.
– Musiałam cię sprawdzić. Po prostu się o was martwię. – Samane puściła Orlego,
pomogła mu wstać.
– Na dzisiaj wystarczy wrażeń, idę spać. Jutro wcześnie wstajemy – zawołała
patrząc na siedzącą w górze Sojte.
– Jak ja mam stąd zejść? – spojrzała bezradnie w dół.
– Tak jak wyszłaś – zaśmiał się Orli. Żałował, że nie miał aparatu, by uwiecznić
tą chwilę.
Sojta w końcu jakoś zeszła, a Orli i Samane bili jej brawo.
ona nie jest już w stanie pokochać żadnego faceta. Zbyt wiele przeszła. Zgodziła się
spotkać tylko po to, by mu o tym powiedzieć. Na korytarzu wyciągnęła swój talizman
i spojrzała na zapisane na nim imię. Na moment powróciły do niej bolesne
wspomnienia z dawnych przeżyć i słowa „Strzeż sekretu”. Otrząsnęła się i wróciła
do swojego pokoju. W pomieszczeniu panowała niepokojąca cisza.
– Gdzie jest Samane? – pomyślała i ostrożnym krokiem weszła do części dziewczyn.
W pokoju nikogo nie było. Zrobiła kilka kroków, patrzyła na puste łóżko
Samane. Gdzieś w głębi zaczynała odczuwać strach, że jej przyjaciółce coś się stało.
– W porządku – odezwała się Samane, wyczuwając, że Sojta się boi.
Sojta obejrzała się. Samane stała z założonymi w kącie pokoju tuż obok drzwi,
opierała się o ścianę.
– Nie zauważyłaś mnie?
– Błagam, nie strasz mnie tak. – Sojta nadal była przestraszona.
– Mówiłam, żebyście na siebie uważali. Gdybym była kimś innym, już leżałabyś
na ziemi po ciosie w głowę, albo ktoś podciąłby ci gardło.
Sojta przełknęła głośno ślinę.
– W takiej sytuacji oglądaj się na wszystkie strony, bo ktoś zajdzie cię od tyłu.
Potrafisz tam wejść? – Samane wskazała belkę na suficie tuż przy szczycie dachu
wieży.
– Może być ciężko – zamarudziła, przyglądając się sufitowi.
– Podsadzę cię – Samane zbliżyła się do Sojty i zrobiła koszyczek z dłoni.
– Po co mam tam wchodzić? – zdziwiła się.
– Chcę sprawdzić Orlego.
Sojta z trudem wdrapała się na belkę.
– Wejdź na następną. – poleciła jej Samane. Sama rozpędziła się, podskoczyła
i zwinnym ruchem podciągnęła, a potem wskoczyła na następną i jeszcze następną,
aż obie z Sojtą znalazły się u samego szczytu.
– To zrobimy mu niezły kawał. – zaśmiała się Sojta.
– Cicho, ktoś idzie – Samane zasłoniła jej usta, usłyszała otwieranie drzwi i kroki
w salonie.
Do pokoju wszedł Orli. Sojta z trudem powstrzymywała się od śmiechu. Chłopak
niepewnie wszedł do pokoju. Zaglądnął na prawo i lewo, potem za drzwi. Sięgnął
dłonią po nóż i na palcach skradał się do łóżka Samane, po drodze podnosząc
kołdry na pozostałych.
– Jest lepszy od ciebie – Szepnęła Samane do Sojty.
Podniósł kołdrę i jeszcze raz rozejrzał się po pokoju. Rozluźnił się i schował nóż
do pokrowca. W tym momencie Samane zeskoczyła z belki na belkę, a potem spadła
z góry na Orlego, dobijając go do ziemi.
– Zapomniałeś spojrzeć w górę.
– Samane, to ty? Kobieto nie strasz mnie tak – Orli próbował odwrócić głowę do
tyłu. Rozpoznał dziewczynę po głosie.
– Musiałam cię sprawdzić. Po prostu się o was martwię. – Samane puściła Orlego,
pomogła mu wstać.
– Na dzisiaj wystarczy wrażeń, idę spać. Jutro wcześnie wstajemy – zawołała
patrząc na siedzącą w górze Sojte.
– Jak ja mam stąd zejść? – spojrzała bezradnie w dół.
– Tak jak wyszłaś – zaśmiał się Orli. Żałował, że nie miał aparatu, by uwiecznić
tą chwilę.
Sojta w końcu jakoś zeszła, a Orli i Samane bili jej brawo.

Komentarze
Prześlij komentarz