Rozdział 8 Przebudzenie
Samane wstała znowu bardzo wcześnie, ściągając siłą zaspaną Sojte na podłogę.
Dziś przyjaciółka miała jeszcze większy problem ze wstaniem. Nie pomogło zwykle
zrzucenie razem z kołdrą na podłogę. Samane wpadła na pomysł, by obudzić
ją terapią szokową. Wróciła po pięciu minutach, wysypując pół wiaderka skruszonego
lodu na jej głowę. Dodała do tego odrobinę lodowatej wody. Sojta z krzykiem
zerwała się z ziemi i zaczęła uciekać, gdy Samane rzucała w nią okruszkami lodu.
Dziewczyna zamknęła się w łazience i wzięła gorący prysznic. Sojta była poirytowana,
że jeszcze nie dotarła na basen a już była mokra. Samane miała z tego niezły
ubaw. Przynajmniej obudziła przyjaciółkę na czas. Gdy Sojta brała prysznic, ona
wzięła się za przygotowanie śniadania. Przygotowała kanapki i płatki śniadaniowe
z mlekiem. Ułożyła wszystko ładnie na blacie . Nagle przypomniała sobie, że zostawiła
lód i rozlaną wodę na podłodze. Ruszyła ze szmatą w ręce do pokoju, ale
jedna nie wystarczyła. Udała się po mopa i jeszcze dwie inne szmaty. Nieroztopiony
lód pozbierała do wiaderka. Większym problemem była woda. Wykręcała kilka
krotne mopa i szmaty, a podłoga nadal nie była sucha. Otworzyła okno na oścież,
licząc, że słońce wspomoże ją w działaniach.
– Oby następnym razem Sojta wstała po dobroci, bo nie mam ochoty sprzątać
mokrej podłogi. Niedługo te panele zgniją, jeśli nie pozbędę się wody.
Samane panicznie usiłowała osuszyć podłogę. Gdy szmaty nie dawały już rady,
w ruch poszedł papier toaletowy. Zużyła chyba ze dwie rolki. W końcu odetchnęła
z ulgą, gdy podłoga była prawie sucha. Pozostały niewielkie wilgotne plamy. Samane
liczyła, że nie wyrządzą większej szkody. Wykręciła szmaty i zastanawiała
się, gdzie je powiesić. Dwie udało się przewiesić przez parapet w pokoju, trzecią
powiesiła w oknie salonu, a nakładkę z mopa w kuchennym oknie. Przy okazji po192
193
cz u ła chłodny jeszcze o tej porze wiatr. Jak na środek maja było wyjątkowo ciepło,
a pogoda dopisywała. Samane martwiła się, że lato będzie bardzo gorące. Nagle
przypomniało jej się, że powinni dostać mundury w piątek, a dziś była niedziela.
Może wstrzymują się ze względu na osoby leżące w skrzydle szpitalnym. Jej przemyślenia
przerwała Sojta, która właśnie wychodziła z łazienki.
– Suszenie głowy sobie daruję i tak będę miała za chwile mokrą.
Sojta usiadła, by zjeść kanapki.
– Znowu przygotowałaś śniadanie? – Sojta była pod wrażeniem .
Wszystkie były kolorowe i ułożone we wzorki, a nawet uśmiechnięte minki.
– Pośpiesz się, trochę ci zeszło na kąpieli – poganiała ją Samane, wachlując raz
za razem łyżką i wciągając płatki z mlekiem.
Dzisiaj udało im się dotrzeć punktualnie o szóstej. Przebrały się szybko i weszły
na halę.
– Dzień dobry – zawołała Samane, zaglądając ostrożnie za drzwi zaplecza.
– O witajcie – spodziewałam się was – odezwała się Quita. – Możecie się tutaj
wpisać – wskazała palcem pozycję w dużym zeszycie i podała długopis. – Za wczorajszy
dzień też się wpiszcie.
Gdy Sojta skończyła się wpisywać, Samane nie mogła się doczekać, pobiegła
i dała nura do wody.
Sojta przyszła chwilę za nią i ostrożnie weszła do wody, próbując kawałek dalej
płynąć żabką. Quita pozostała na zapleczu, wpisywała jakieś słowa do zeszytu. Potem
wzięła się za układanie sprzętu – desek, piłek i tym podobnych. Samane zrobiła
drugą rundę, a Sojta dopłynęła gdzieś do połowy basenu. Szło jej już znacznie
lepiej. Dotarły do końca. Samane zatrzymała się i przyglądała się jej. Ucieszyła się,
że przyjaciółce szło lepiej. Sojta zaczęła płynąć z powrotem, a Samane rzuciła się
do kolejnej rundki. Quita skończyła robić porządek i wyszła na halę, popatrzeć
jak mają się dziewczyny. Ucieszyła się na widok Sojty. Zauważyła jednak, że coś
jest nie tak. Dziewczyna strasznie się męczyła i wyglądała, jakby zaraz miała paść.
Sojte złapał skurcz w nodze. Dziewczyna poczuła ból, złapała się za nogę i momentalnie
wpadła pod wodę.
– Samane? – krzyknęła Quita.
Dziewczyna przestała płynąć i odwróciła się. Była na drugim końcu basenu. Dostrzegła,
że Sojta ma problem i od razu rzuciła się w jej stronę, płynąc jak najszybciej,
ale była zbyt daleko. Quita zauważyła, że Samane może nie zdążyć dopłynąć.
W pomarańczowej koszulce i krótkich spodenkach skoczyła do wody. Płynęła
równie szybko co Samane, ale była bliżej. Złapała Sojte, wyciągnęła ją tak, że jej
głowa znalazła się ponad taflą. Samane dopłynęła chwilę później. Żałowała, że nie
była bliżej.
– Wszystko w porządku? – spytała Sojte, która szybko łapała oddech.
– Okropnie boli mnie noga. Nie mogę nią ruszać – Sojta wyglądała na spanikowaną,
ale szybko się uspokoiła, gdy zobaczyła Samane obok.
– Złapał cię skurcz. Dobrze, że wstrzymałaś oddech – odezwała się Quita, ciągnąc
dziewczynę.
Samane płynęła obok. Na brzegu posadziła Sojte, a sama wsparła się na rękach
i wyszła z basenu. Zaraz za nią to samo zrobiła Samane. Quita przyklękła obok
Sojty i przyłożyła dłonie do bolącej nogi.
– Za bardzo się przemęczasz. Musisz spokojniej płynąć – zwróciła jej uwagę
Quita.
Sojta wyglądała na uśmiechniętą, zaraz potem zaczęła się śmiać.
– Co cię tak bawi? – Samane zdziwiło jej zachowanie.
– Pierwszy raz czuję, jak to jest być leczonym przez medyka – Sojta zaśmiała się
znowu. – Wcześniej nigdy tego nie doświadczyłam. Zawsze mnie to zastanawiało.
Nie wiedziałam, że to takie przyjemne.
Quita uśmiechnęła się i skończyła uśmierzać ból.
– Powinnaś najpierw zrobić sobie rozgrzewkę, a nie szarżować. Nie jesteś Samane.
Quita przyniosła Sojcie deskę do pływania.
– Spróbuj z tym – zaproponowała. A ty Samane, płyń obok niej. Zrób to wolniej,
niech spróbuje złapać rytm.
Samane kiwnęła głową i skoczyła do wody. Sojta jednak chciała jeszcze chwilę
odpocząć. Później zdecydowała się spróbować jeszcze raz. Naśladowała ruchy Samane,
która płynęła obok. Samane ciężko było się dostosować do Sojty. Teraz to
ona zaczęła się męczyć, ale ani słowem o tym nie wspomniała. W końcu obiecała,
że jej pomoże. Tiri o wiele lepiej pływało się z deską. Naśladując Samane w końcu
złapała dobry rytm, później spróbowała bez deski. Spokojnym tempem przepłynęła
basen tam i z powrotem. Potem Samane pokazała jej, jak pływa się kraulem
i problemy zaczęły się od nowa.
Quita przebrała się w suche ubranie, ale z włosów nadal kapała jej woda.
– Dziewczyny, wystarczy na dzisiaj – kazała im wyjść z basenu, mimo że było
przed czasem. – odpocznijcie, bo za chwilę obie mi się tu utopicie.
Samane była równie wykończona co Sojta, Uczenie przyjaciółki było dla niej
meczące. Obie dziewczyny zmarnowane ruszyły do szatni. Gdy się przebrały i wysuszyły
włosy, Samane zaczęła ziewać. Dzisiaj naprawdę poczuła się śpiąca. Wlokły
się zmęczone po schodach akademika na samą górę.
– Czemu my musimy mieszkać na samej gorze – wydyszała Sojta.
– Jeszcze kawałek – pocieszała ją Samane.
194 195
S a mej ciężko było wyjść po schodach, ale miała jeszcze trochę siły, by dojść do
pokoju. Sojta tradycyjnie padła na łóżko. Samane wolała kanapę. Mimo ostatnich
nieprzyjemnych wydarzeń, wolała spać na niej. Poza tym, nie chciała przespać
całego dnia. Przykryła się puchatym kocem, układając kanapowe poduszki
pod głową. Jak tylko ułożyła głowę, oczy same jej się zamknęły. Znów śniła o tym
ślicznym białym gołębiu, lecącym nad pięknymi, kolorowymi krainami. Gołąb
doleciał nad ciemne i zniszczone od wojny miasta, w których pełno było dymu
z pocisków, gruzów zniszczonych domów oraz wiele bólu i cierpienia ofiar. Ptak
przemieniał szarą zrujnowaną ziemię. Nagle w zawrotnym tempie zaczęły wyrastać
z niej drzewa i zakwitały kwiaty. Powracały zwierzęta, a dym na niebie zamieniał
się w przejrzysty błękit. Samane obudziła się równo w południe. Przez otwarte
na oścież okno wpadały gorące promienie i dotknęły twarzy. Samane odwróciła
się na plecy i przeciągnęła głośno, ziewnęła. Dawno nie czuła się tak dobrze. Chyba
pierwszy raz odkąd wyjechała z Meabe, była naprawdę wyspana. Rozejrzała
się i ku jej zaskoczeniu na oparciu kanapy spał Roko. Ptak miał podwinięte łapki,
a głowę schowaną pod skrzydło.
– Witaj kolego – odezwała się do niego i pogłaskała lekko po główce.
Ptak obudził się i pokręcił głową. Zagruchotał, jakby chciał powiedzieć; witaj,
albo : cieszę się, że wstałaś.
– Wiesz, znowu mi się śniłeś.
Ptak pokręcił głową, zamrugał kilka razy oczkami.
– To ten gołąb, o którym wczoraj opowiadałaś? – odezwał się ktoś z kuchni.
Samane po głosie rozpoznała Orlego. Przechyliła głowę do tyłu za poręcz. Orli
jadł odgrzaną w mikrofalówce sklepową pizzę.
– Tak to on – odpowiedziała. – Jak będziesz w kółko jadł niezdrowe jedzenie,
skończysz w szpitalu.
Roko zeskoczył z oparcia prosto na jej brzuch.
– Ha, ha, ha – zaśmiała się Samane – łaskoczesz.
Samane chwyciła białego gołąbka i przytuliła. Ptak wydawał się być wyjątkowo
ciepły.
– Pewnie zagrzał się na słońcu – pomyślała.
Głaskała go przez dłuższą chwilę, a potem wstała, złożyła koc i poprawiła poduszki.
Przeszła do pokoju dziewczyn, a tam, ku jej zdziwieniu, zastała obudzoną
i wypoczętą Sojte.
– Już wstałaś?
– Czuję się jakoś wyjątkowo wypoczęta.
– To tak jak ja – Samane znów się przeciągnęła, czując przypływ siły i nowej
energii. Przypomniała sobie słowa mistrza, o tym, że energia wzrasta wraz z siłą
fizyczną. Czyżby właśnie tego teraz doświadczała? Postanowiła, że dzisiaj coś
sprawdzi i czegoś się dowie, ale najpierw musi znaleźć pewną salę w akademii.
– Samane, mogłabyś mi jeszcze raz pokazać te ruchy co na basenie.
– Ale jak? – Samane nie umiała sobie wyobrazić, jak miałaby to pokazać bez wody.
– Na podłodze – zaproponowała Sojta.
Samane uderzyła się dłonią w czoło.
– No dobrze – powiedziała głosem, w którym dało się wyczuć ostrożność i niezadowolenie.
Samane położyła się na podłodze, a obok niej Sojta.
Dziewczyna pokazała ruchy. Starała się robić to wolniej, by Sojta się dostosowała.
Przy trzecim podejściu Sojta zaczęła równo wymachiwać kończynami. Do pokoju
wszedł Orli, chwilę się im przyglądał, po czym wybuchnął śmiechem i złapał
się za brzuch.
– Czy wy uczycie się pływać na podłodze? – zaśmiał się jeszcze głośniej.
Samane zażenowana wstała. Czuła się niezręcznie, a Sojta wręcz przeciwnie,
zaczęła się z tego śmiać, podobnie jak Orli. Turlając się po podłodze, wyglądała
jeszcze komiczniej. Samane na jej widok nie mogła się powstrzymać i też zaczęła
się śmiać. Nawet Roko stojący na szafce, zaczął podskakiwać. Wymachiwał głową
w gorę i w dół, radośnie gruchał. Po dłuższej chwili wszyscy w końcu się uspokoili.
Orli wciąż z uśmiechem na twarzy stał w drzwiach.
– Na razie dziewczyny, wychodzę. Będę wieczorem. – Machnął ręką i wyszedł.
– Na razie – odpowiedziała Samane i usiadła na łózku.
– To było świetne – Sojta nadal miała ochotę się śmiać, ale się powstrzymała.
– Nie proś mnie o to więcej.
Samane przebrała się w trochę wygodniejsze dresowe spodnie i luźną przewiewną
koszulkę bez rękawów.
– Ty też wychodzisz? – zdziwiła się Sojta.
– Tak. Wrócę wieczorem.
– A ja co mam robić?
– Idź do Quity i spytaj, kiedy klub medyczny ma spotkania.
– Dobry pomysł – Sojta wstała z łózka i pędem się przebrała. – Uważaj na siebie
Samane – zawołała.
Samane ruszyła przez park z piękną dużą aleją prowadzącą z akademii w stronę
miasta. Postanowiła pobiegać. Biegnąc równym i spokojnym tempem, przyglądała
się okolicy. Po około trzydziestu minutach zaczęły się pojawiać nieduże prywatne
domy, a dalej stare kamienice. Samane zatrzymała się w jednym z małych
przydrożnych sklepików, by kupić coś do picia. Usiadła na ławce i wypiła napój.
Właśnie wpatrywała się w ziemie, gdy nagle dostrzegła parę sportowych butów.
196 197
Po d niosła głowę i zobaczyła Febrę.
– Widzę, że nie tylko ja wzięłam się za bieganie – odezwała się Samane.
– Wielu uczniów tutaj biega – odezwała się chłodnym tonem Febra.
– O co chodzi? – Samane zastanawiało, czemu Febra stoi przed nią i nic nie mówi.
– O nic – odpowiedziała złowieszczym tonem i odwróciła się.
Samane wyrzuciła butelkę do kosza i wstała.
– Jesteś dziwna – odpowiedziała Samane i ruszyła truchtem z powrotem.
Nagle koło niej znalazła się Febra.
– Tylko tak potrafisz biegać? – odezwała się Febra z złośliwym uśmieszkiem.
– A więc o to chodzi – zorientowała się Samane i przyspieszyła – Do akademii.
Febra kiwnęła głową.
Obie zaczęły biec coraz szybciej, spoglądając co chwilę jedna na drugą. Po jakimś
czasie zaczęły popychać się nawzajem i zderzać ramionami. Zaciskały zęby
i przyspieszyły. Ani jedna, ani druga nie chciała odpuścić. Febra miała zamiar
pchnąć Samane, ale ta cofnęła się o krok Samane ruszyła dalej do przodu. Niebieskowłosa
dogoniła ją i znów zaczęły się przepychać. Z przeciwka nich biegł sobie
spokojnie dyrektor. Na widok przepychających się dziewczyn zrobił wielkie oczy.
Tuż przed dyrektorem rozdzieliły się na dwie strony. Samane lekko szturchnęła
dyrektora. W biegu zawołała:
– Przepraszam.
Dyrektor zatrzymał się i obejrzał za siebie. Zobaczył, jak dziewczyny biegną
wprost na zamkniętą bramę. Były tak zawzięte, że tego nie zauważyły. Jeszcze bardziej
przyspieszyły, przepychając się. Samane rozpędzona wpadła na kutą bramę.
Lekko uderzyła się w czoło i upadła na ziemię, wylądowała na tyłku. Febra wpadła
zaraz za nią.
– Byłam pierwsza – powiedziała Samane, złośliwie się uśmiechając i łapiąc
za czoło.
– Ja przynajmniej nie zaryłam głową – odezwała się przeciwniczka.
– Jesteś cała? – Samane wstała i podała dziewczynie dłoń.
Febra była zdziwiona.
– Nic wam się nie stało? – spytał dyrektor, który pojawił się nagle za dziewczynami.
– Jak on szybko musi biegać, że już tu się znalazł? – pomyślała Samane zaskoczona
jego obecnością.
Febra próbowała wstać. Samane jeszcze raz podała jej rękę.
– Poradzę sobie sama – odpowiedziała z oburzeniem, a gdy wstała, łypnęła
na Samane. – Phi. Zwolniłam, żeby nie wpaść na bramę. Następnym razem wygram
– dodała pogardliwie i odeszła.
– Nic ci nie jest Samane?
– W porządku. Mam twardą głowę.
– Zauważyłem – zaśmiał się dyrektor – Jak relacje z Febrą?
– Lód – wyjaśniła krótko Samane i pobiegła boczną alejką.
Dyrektor westchnął bezradnie, patrząc jak Samane oddala się.
Dziewczyna biegła dalej. Rozglądała się dookoła, chcąc zapamiętać jak najwięcej
szczegółów. Po drodze spotkała kilka osób z akademii, które też biegały. Samane
przebiegła całą boczną aleję do końca. Tutaj kończył się park i zaczynało miasto.
Przed nią była ruchliwa ulica, a dalej mieścił się bar, kilka domów i średni samoobsługowy
market spożywczy. Samane zawróciła. Mimo że biegała od dwóch
godzin, w ogóle ją to nie zmęczyło.
– Jeśli mam zdobyć więcej energii, potrzebuję większego wysiłku – pomyślała. –
tutaj nawet się nie zmęczyłam.
Nagle uświadomiła sobie, że gdyby Miki nie był w szpitalu, poprosiłaby go o pomoc.
– Chonra – wypowiedziała cicho do siebie i pędem pobiegła z powrotem alejką.
Wróciła do akademii. Zapukała do drzwi sąsiedniego pokoju. Jej oczom ukazała
się Sayate.
– Cześć – przywitała się serdecznie Sayate, zapraszając Samane do środka.
– Cześć – Samane weszła, rozejrzała się jak zawsze po pomieszczeniu w kolorze
ciemnego różu. Nie przesadzasz z tym różowym kolorem?
Sayate łypnęła na nią złowrogo.
– Ok, ok. Nic nie mówiłam – Samane uniosła ręce w geście poddania. – Właściwie
to przyszłam do Chonry.
– Nie ma go. Gdzieś wyszedł. Zresztą tak jak pozostali.
– Wiedziałaś, że w akademii są kluby związane z przedmiotami i to na nie chodzą
wszyscy w wolnym czasie.
– Nikt nam o tym nie powiedział – Sayate była zdziwiona.
– Pewnie przez to całe zamieszanie – zauważyła Samane.
– Jak znam Chonrę pewnie poszedł na siłownie – przypomniała sobie nagle
Sayate.
Spojrzała na Samane
– Czy myślimy o tym samym klubie?
Samane kiwnęła głową.
– O piątej na szóstym piętrze w zachodniej części. To blisko gabinetu dyrektora.
– Przyjdę.
– W takim razie widzimy się później – odparła Samane i wyszła.
W drzwiach zatrzymała ją Sayate.
198 199
– Może przejdziesz się ze mną na obiad. Nie chce iść sama na stołówkę.
– No dobra, ale musimy uważać na to, co jemy. – Samane zgodziła się i piętnaście
minut później były na dole.
W stołówce było około trzydziestu osób rozmieszczonych w rożnych miejscach.
Samane i Sayate ruszyły do lady. Samane tym razem wzięła pieczone ziemniaki
z rybą, Sayate to samo. Gdy dziewczyny szły z talerzami, by poszukać odpowiedniego
miejsca, Samane poczuła, że ktoś ją obserwuje. Rożne osoby patrzyły na nią,
ale ktoś miał szczególnie wrogą intencje. Sayate też to wyczuła i zajęła miejsce jak
najbardziej pod oknem, z dala od wszystkich innych osób.
– Pewnie już się zorientowałaś – odezwała się Sayate, kładąc talerz na stole.
– Tak. Nie wiem tylko kto.
– Patrz na trzecią ławkę od lady.
Samane spojrzała w tamtą stronę. Przy stoliku siedziało czterech trzecioklasistów,
w tym dwie rude dziewczyny.
– Bingo – ucieszyła się cicho Samane – ta ruda po lewej chciała zabić Yashi.
– Jesteś pewna? – Sayate nie dowierzała, że Samane potrafi się skupić na tyle, by
rozpoznać konkretną energię przy takiej ilości osób.
– Jest na mnie wściekła i cały czas spogląda w moją stronę. Jestem pewna, że to
ona. Pamiętam jak nazwała mnie demonem po walce z dyrektorem.
– Co zrobimy z tym fantem?
– Aktualnie nic. Nie mamy dowodów. Poza tym ona teraz jest wycofana i unika
mnie. Ktoś inny jest jeszcze w to zamieszany, a ona ma pozostać dla pozorów, by
nie wzbudzać podejrzeń.
– Przynajmniej wiemy, na kogo uważać. Ale denerwuje mnie fakt, że nie możemy
nic z nią zrobić.
– Cierpliwości Saya. Prawda zawsze wyjdzie na jaw, a my nie możemy dać się
sprowokować. Gdybyśmy się teraz wychyliły, tylko naraziłybyśmy się na pośmiewisko
i wystawiły wrogowi na tacy.
– Doskonale cię rozumiem – Saya zabrała się za jedzenie.
Samane przebrała jedzenie łyżką i powąchała. Gdy się upewniła ,że wszystko
w porządku , zaczęła jeść.
– Wiesz, gdybyś wtedy w ten sposób sprawdziła jedzenie, może wiele osób by nie
ucierpiało – zwróciła jej uwagę Sayate.
Samane smutna opuściła widelec, wpatrywała się tępo w talerz.
– Ciebie też to dotyczy. Gdybyś się skupiła i wyczuła pułapkę, zapobiegłabyś
temu zamachowi w większym stopniu niż ja.
Sayate posmutniała.
– Wtedy było zbyt wiele osób. Nie byłabym w stanie.
– O ile kojarzę, zdolność wyczuwania pułapki nie jest zależna od ilości osób.
Sayate jeszcze bardziej posmutniała.
– Obie nie spodziewałyśmy się zamachu w akademii. Gdybyśmy nie były takie
głupie i nie przestawały być czujne, rozbroiłybyśmy wroga na samym początku.
– Obie zawaliłyśmy – Sayate wściekła wbiła widelec w rybę, dzieląc ją na drobne
kawałeczki.
– „Atakujący ma przewagę zaskoczenia”. – powiedziała Samane, pocieszając się
w ten sposób. Jedyne co możemy zrobić, to naprawić popełniony błąd – szepnęła
cicho, tak żeby tylko Sayate ją usłyszała.
Różowowłosa uśmiechnęła się.
– Masz rację – zacisnęła widelec w dłoni jeszcze mocniej i wróciła do jedzenia.
Przed piątą Samane sama ruszyła na szóste piętro do sali. Była ona na lewo od
schodów. Samane zerknęła w prawo, zastanawiając się, czy dyrektor jest w gabinecie
i czy nie powiedzieć mu o swoim odkryciu. Postanowiła jednak wstrzymać się
do czasu, gdy będzie miała jakieś dowody. Ruszyła do końca korytarza i otworzyła
przesuwane drzwi, zupełnie takie same jak w domu mistrza. Sala wyglądem też
przypominała tą, w której przez lata się uczyła. Na podłodze leżały bambusowe
maty, pod sufitem znajdowały się nieduże okna. Płaski dach opierał się na drewnianych
belkach, zarówno tych pionowych, zakotwiczonych w podłodze jak i tych
poziomych, które wspierały się na pionowych. W sali panowała cisza. Z zewnątrz
dało się słyszeć świergot ptaków. O dziwo dyrektor był w sali.
– Witaj Samane, wcześnie jesteś. – przywitał ją. – Nabiegałaś się już?
– Taa – odpowiedziała do siebie.
Dyrektor od razu wręczył jej kartkę.
Samane przyłożyła ją do ściany i wypełniła.
– Będzie jeszcze Sayate – powiedziała, oddając papierek.
– Czemu przyszłaś tak wcześnie?
– Chciałam zobaczyć salę, poza tym jest jedna rzecz, którą chciałabym powiedzieć,
ale trochę się waham, bo nie mam dowodów.
– Pamiętasz jak ci mówiłem, żebyś o wszystkim mnie informowała.
Samane rozejrzała się po sali i zamknęła oczy, sprawdziła, czy nikt ich nie podsłuchuje.
Zawsze ktoś mógł ukrywać swoją obecność, więc powiedziała szeptem.
– Znalazłam dziewczynę, która chciała zabić Yashi.
Dyrektor zrobił wielkie oczy, wyraźnie zaskoczony tym, że Samane udało się
tego dowiedzieć.
– To uczennica z trzeciej klasy. Rudowłosa.
– Jesteś pewna?
– Tak, rozpoznałam jej energię. Ale i tak pewnie nie da się z tym nic zrobić, do200
201
pó k i nie ma dowodów.
– Coraz bardziej mnie zaskakujesz, podobnie jak twoi koledzy z klasy. Dziękuję
ci za informację. Pamiętaj jednak, że jeśli za bardzo się w to wpakujecie, nie będę
w stanie was chronić.
Samane kiwnęła głową na znak, że rozumie.
– Uważaj na tą dziewczynę.
– Raczej mnie unika. Wyznaczyli kogoś innego dla mnie.
Dyrektor znów był zaskoczony, ale nie tym, że Samane sama się tego dowiedziała,
tylko tym, że powiedziała to z takim spokojem.
– Dzień dobry. – odezwała się jakaś dziewczyna .
Samane odwróciła się. W drzwiach stała Isae i trzy inne dziewczyny z rożnych
klas.
– O Samane, jest nowa w klubie – odezwała się Isae.
– Kto to? – spytała druga dziewczyna.
– Pierwszoklasistka, która pokonała dyrektora – szepnęła jej Isae do ucha.
Dziewczyna zrobiła wielkie oczy, a pozostałe dziewczyny nie mogły ustać
w miejscu.
– Ja chcę pierwsza – szepnęła do dziewczyn Isae.
Dyrektor usłyszał uszczypliwą uwagę. Zauważył też, że dziewczyny, aż się gotują,
by walczyć z Samane. Jedna kłóciła się z drugą o pierwszą walkę.
– Więc atakujcie wszystkie razem – odezwał się w końcu.
– CO!!! – Samane była zaskoczona. – Będzie bolało. – odpowiedziała szybko.
Nie zdążyła unieść dłoni do gardy, gdy cztery dziewczyny rzuciły się na nią ze
wszystkich stron. Najszybsza była Isae. Samane cofnęła się o dwa kroki. Wykorzystała
kilka sekund, by się skupić. Jej źrenice znów się powiększyły. Zaatakowała
Isae. Wymieniły kilka ciosów. Z tyłu zaszła ją druga dziewczyna. Gdy chciała kopnąć
Samane, ta schyliła się i złapała ją za ubranie, rzucając w Isae. Obie poleciały
na ziemię. Nad nimi przeskoczyła dziewczyna, o długich brązowych włosach,
starsza od Samane o rok. Samane dostrzegła powiększone źrenice i uśmiechnęła
się. Nim dziewczyna zadała jej pierwszy cios, z boku zaatakowała inna, o krótkich
czarnych włosach. Z ziemi podniosła się Isae. Dziewczyna o czarnych włosach
kopnęła ją w głowę, ale Samane osłoniła się ręką. Nim jednak zdążyła to zrobić,
przed jej twarzą znalazła się pięść wojowniczki. Czarnowłosa uderzyła ponownie.
Samane drugą ręką osłoniła się od pięści i zbiła drugie kopnięcie, jednocześnie
pierwszą ręką blokując atak na głowę. Wszystkie cztery dziewczyny zaczęły ją
atakować na przemian. Walka nabrała tempa. Samane parowała wszystkie ataki.
Zauważyła, że dziewczyny nawet atakując na przemian były wolniejsze niż dyrektor.
Wykorzystała to i teraz to ona przejęła inicjatywę. Z defensywy przeszła
w ofensywę. Atakowała dziewczyny raz po raz, podcinając im nogi i uderzając.
Chwyciła Isae, która podskoczyła i wymierzyła w nią całą serię ataków. Złapała ją
za rękę i rzuciła na ziemię. Nim zdążyła się odwrócić, złapała dziewczynę, która
próbowała ja udusić z tyłu i przerzuciła. Z obu boków jednocześnie zaatakowały
ją dwie dziewczyny, a Isae wstała i przemieściła się. Samane podskoczyła i zrobiła
w powietrzu szpagat, kopnęła zarówno dziewczynę z jej prawej jak i lewej strony,
a gdy wylądowała, uderzyła Isae do tyłu łokciem w żebra. Czwarta dziewczyna
zaatakowała zaraz za Isae. Samane stała tyłem do niej. Zrobiła podskok i obrót
w powietrzu, kopnęła ją w głowę. Dziewczyna zachwiała się. Wszystkie wojowniczki
były wściekłe. Natarły na nią równocześnie z czterech stron. Samane stanęła
na rękach i przekładając je, zrobiła wiatrak nogami, uderzyła w przeciwniczki.
Ustawiła się normalnie na nogach i nim dziewczyny wstały, złapała Isae i jeszcze
raz przerzuciła. Druga dziewczyna podnosiła się, ale Samane wywinęła jej rękę
do tyłu. Podskoczyła przerzucając nad nią nogi i ciągnąć dziewczynę po okręgu
za sobą. Rzuciła dziewczynę na ziemię. Zrobiła gwiazdę nad leżącą na ziemi
i wybiła się kolejny raz, zrobiła wiatrak bokiem, uderzając w trzecią dziewczynę.
Pobiegła w stronę ściany, a czwarta dziewczyna z wojowniczego rodu goniła ją.
Samane odbiła się od ściany, zrobiła w powietrzu salto w tył. Znalazła się za przeciwniczką.
Złapała ją i obróciła tak zwinnie, że znalazła się na ziemi. Dodatkowo
przygniotła ją ramieniem.
– Wystarczy! – zawołał dyrektor, bijąc brawa.
– Co to miało być?! Wszystkie cztery na mnie! – Samane była oburzona, a dyrektor
śmiał się z niej.
Puściła dziewczynę i wstała, rozejrzała się po sali. Przy drzwiach na piętach siedziała
Sayate.
– Yo! – uśmiechnęła się, gdy Samane ją dostrzegła. – Znowu cała impreza dla
ciebie. Zostawiłabyś mi coś – Przekręciła głowę i potrzasnęła kucykami.
– Chciałem zobaczyć jak poradzisz sobie z kilkoma przeciwnikami naraz. – odezwał
się dyrektor, zbliżając się do niej.
– Ród Sejom zawsze był niepokonany – odezwała się dziewczyna z wojowniczego
klanu, którą Samane przyparła do ziemi.
Powoli próbowała wstać. Pozostałe dziewczyny nadal leżały na ziemi. Isae obolała
stękała, próbując się podnieść. Samane podeszła do niej i pomogła wstać.
– Teraz się nie dziwię, że udało ci się pokonać dyrektora – powiedziała.
Samane pomogła wstać pozostałym dziewczynom. Wszystkie cztery wyglądały
na zmęczone.
– Jesteś niepokonana – odezwała się czarnowłosa dziewczyna.
– Jesteście całe? – spytał dyrektor i uważnie im się przyjrzał. – Samane potrafi
202 203
ni e ź le dokopać.
Dziewczyny usiadły pod ścianą obok Sayate.
– No to miałyście dzisiaj całkiem niezłą rozgrzewkę.
Do sali weszło trzech chłopców. Od razu rozpoznali Samane. Był to Daigo, Set
i Chonra.
Samane zdziwiła się obecnością Seta. Czyżby obudził się i wyszedł ze szpitala.
Nawet jeśli, nie powinien przychodzić tu w takim stanie.
– O mamy nowych chłopaków! – uśmiechnął się dyrektor i podał im od razu
karty. Do sali weszło jeszcze pięć osób ze starszych klas, czterech chłopaków i jedna
dziewczyna.
Dyrektor przyglądnął się im. Samane myślała, że to już wszyscy, ale drzwi otworzyły
się i jej oczom ukazała się podejrzana, rudowłosa dziewczyna. Sayate na jej
widok zacisnęła zęby, a Samane spojrzała na dyrektora, chciała dać mu jakiś znak.
Dyrektor był zajęty czytaniem kart. Rudowłosa zobaczyła Samane. W pierwszym
momencie wystraszyła się, ale zaraz potem w złości zmrużyła oczy i zacisnęła pięści.
Ustawiła się naprzeciwko Samane.
– Walcz ze mną – powiedziały dziewczyny równocześnie, patrząc sobie w oczy.
Dyrektor podniósł wzrok znad kartki. Zobaczył dziewczyny naprzeciwko siebie.
Przypomniał sobie, co mówiła mu Samane dosłownie kilkanaście minut temu.
Nim zdążył zainterweniować i rozdzielić dziewczyny, rudowłosa uniosła pięść, ale
Samane była szybsza i z całą siłą i wściekłością za zdradę i całą tą aferę z trucizną
i próbę zabicia Yashi uderzyła. Rudowłosa poleciała na ziemię, sunąc kawałek
po podłodze . Oberwała w nos, który teraz krwawił, a siła ataku rozcięła jej policzek.
– Rewanż, dobrze wiesz za co. Tym razem to ja byłam szybsza. – Samane nadal
stała w bojowej pozycji z uniesioną gardą, licząc, że dziewczyna zaatakuje.
– Spokój dziewczyny – dyrektor podszedł do Samane, odpychnął ją lekko dłonią.
Dał w ten sposób znak, że ma się cofnąć i odpuścić.
– Z Samane lepiej nie zadzierać – odezwał się dyrektor, podając rudowłosej rękę
i pomagając wstać. – Idź do skrzydła szpitalnego – polecił jej i podał chusteczkę
na ranę.
Samane spojrzała dyrektorowi w oczy, a ten kiwnął lekko prawie niezauważalnie
głową na znak, że rozumie. Tylko Sayte i Samane zrozumiały, o co chodzi. Zauważyła
to też Isae, ale ona tylko domyślała się, że coś jest nie tak. Rudowłosa wyszła
i do końca spotkania klubu nie pojawiła się.
Po zakończeniu spraw formalnych dyrektor poprowadził rozgrzewkę, a potem
każdy robił co chciał, zgodnie z zasadą klubów. Isae ćwiczyła z dyrektorem. Sayate
walczyła z Samane. Niektórzy przyglądali się im. Szczególnie dziewczyny, które
wcześniej przyszły z Isae, były pełne podziwu dla Sayate, która jakimś cudem była
w stanie nadążyć za Samane. Sayate wzięła sobie za cel dorównać w walce Samane,
dlatego bardzo chciała z nią trenować. W końcu zmęczyła się i zrobiła sobie przerwę.
Do Samane podszedł Set. Jego czerwone włosy wyróżniały się spośród innych
obecnych osób.
– Nie miałabyś nic przeciwko, gdybym się z tobą zmierzył? – spytał chłopak. –
Nie chodzi mi o trening, ale o prawdziwą walkę.
– Nie mam nic przeciwko. Swoją drogą, wtedy na zajęciach widziałam, jak walczysz.
Jesteś podobny do mnie. Gdy masz problem, dostosowujesz się do sytuacji
i improwizujesz. Niełatwo będzie z tobą wygrać. Dziwi mnie jednak, że tu jesteś.
Nie powinieneś być … – nie dokończyła.
Nie chciała być zbyt nieuprzejma.
Set uśmiechnął się i ustawił naprzeciwko.
– Szybko się orientujesz. Nie zjadłem wtedy zbyt wiele. Dlatego wcześniej mnie
wypuścili. – Chłopak podał jej dłoń. – Niby się znamy, ale osobiście się sobie
nie przedstawiliśmy.
Samane była zaskoczona, ale podała mu dłoń, ciesząc się z nowej znajomości.
– Pewnie nie wiesz, ale dużo osób się obudziło. Niektórzy jeszcze leżą w skrzydle
szpitalnym, ale niektórych wypuszczono.
– A Tiri? – spytała zaskoczona wiadomością.
– Nie wiem, nie mam pojęcia gdzie leży, ani jej nie widziałem – odpowiedział
uprzejmie chłopak i przyjął postawę do walki.
Isae skończyła trening i usiadła z boku. Dyrektor zauważył Samane i Seta. Również
usiadł z boku, przyglądając się. Samane poczuła się trochę niezręcznie. Znów
była w centrum uwagi. Set ruszył jako pierwszy. Samane zauważyła, że musiał być
szkolony. Jego ruchy były precyzyjne, a i nie celował byle gdzie. Bez problemu mierzył
w miejsca, które choć na ułamek sekundy stawały się odsłonięte. Jednak jak
wszyscy, z którymi do tej pory walczyła, był od niej wolniejszy. Set widząc, że seria
ciosów nic nie zdziała, zaczął improwizować. Na ten moment czekała Samane.
Chłopak wyskoczył w górę i robiąc obrót w powietrzu, wyrzucił nogę, celując w jej
głowę. Samane osłoniła się, ale Set chciał uderzyć drugą nogą. Wygięła się w tył.
O kilka centymetrów uniknął uderzenia stopą w nos. Chłopak wylądował, a Samane
w tym momencie podcięła mu nogi. Set odbił się rekami od podłogi i obiema
nogami kopnął Samane w tułów, tak, że musiała się cofnąć kilka kroków, by
się nie przewrócić. Samane podskoczyła, robiąc to co najbardziej lubiła, czyli całą
serię wiatraków. Na koniec odbiła się jedną nogą od ziemi, a drugą kopnęła chłopaka
pod brodą, jednocześnie wykonując salto w tył. Set poleciał do tyłu i upadł
na podłogę.
204 205
– Chyba przegrałem – odpowiedział, i przytrzymał się za brodę.
– Jesteś cały? – Samane podała chłopakowi rękę.
Set powoli wstał.
– Ciebie nie da się pokonać – skomentował. – Czy ty kiedyś z kimś przegrałaś?
– Przegrywałam prawie zawsze z moim mistrzem. Nigdy go nie pokonałam –
Samane uśmiechnęła się.
– Nie chciałbym go spotkać.
– Jak broda. Nie chciałam cię za mocno kopnąć.
– Przejdzie jak każdy ból. Nie mów mi, że to nie była twoja pełna siła.
– Owszem powstrzymywałam się.
Dyrektor wstał.
– Skoro stoisz Samane, to pomożesz mi w zademonstrowaniu czegoś.
Samane dobrze wiedziała, co to znaczy. Pewnie dyrektor pokaże na niej jakiś
chwyt, a ona będzie kilkakrotnie leżeć na ziemi bez możliwości bronienia się.
– Nie powiedziałem jeszcze nowym osobom o jednej rzeczy. W połowie roku
zawsze odbywają się zawody z innymi szkołami. Chciałbym wysłać też kogoś
z pierwszorocznych. Isae – zwrócił się do dziewczyny – w tym roku masz ostatnią
szansę.
Dziewczyna kiwnęła głową.
– Przez dwa ostatnie lata udało wam się dotrzeć do półfinałów, ale potem zazwyczaj
przegrywaliście. Przyglądałem się waszym poprzednim popisom i doszedłem
do wniosku, że macie problem z unikami, dlatego chciałbym żebyście to przećwiczyli.
Samane, zwrócił się teraz do niej – Pokaż, jak ma to wyglądać. Nie wolno ci
się bronić ani atakować, możesz tylko unikać.
Samane ucieszyła się, że przynajmniej nie będzie leżeć na podłodze. Dyrektor
nie dał żadnego znaku. Zaskoczona ledwo uniknęła ciosu w twarz. Następny był
wysoki kopniak, a potem podcięcie, przy którym Samane podskoczyła, podkurczając
nogi. Cały czas cofała się i przechylała to w prawo to w lewo, czasem uciekała
w bok. Co jakiś czas zerkała kątem oka, czy nie wpadnie na jakieś przeszkody.
Dyrektor nie dawał jej forów. Był tak samo szybki, jak podczas ich poprzedniego
spotkania. Uczennica uniknęła bezbłędnie wszystkich ciosów. W myślach dziękowała
mistrzowi za kilka lat ćwiczeń w unikaniu. Dokładnie sobie wszystko
przypomniała. Wszystkie rady i wskazówki, porażki i upadki, ból od nieuniknionych
ciosów.
– Wystarczy Samane.
Dziewczyna rozejrzała się po sali i nagle wszyscy zaczęli bić jej brawa.
Znów poczuła się zażenowana.
– Chciałbym żebyś wystartowała w tym roku. – zwrócił się do niej dyrektor.
Samane nie była z tego faktu zadowolona, ale miała pewność, że odmowa nie
wchodzi w grę.
Kiwnęła głową.
– Podzielcie się na atakujących i unikających.
Isae od razu dorwała się do Samane.
– Jesteś tego pewna – dziewczyna była trochę zakłopotana. Nie chciała znowu
zranić Isae i tak już jej dzisiaj porządnie przyłożyła.
– Nad przeciwnikami się tak nie litujesz. Spokojnie jakoś to przetrzymam.
W końcu na froncie mogę się spodziewać gorszych obrażeń. – Isae uśmiechnęła
się.
– No dobra – odpowiedziała w końcu Samane – Wiesz, na co się piszesz.
Dziewczyna ruszyła na Isae, ta jednak nie nadążała za nią.
– W dół! – krzyknęła Samane, chcąc jej w ten sposób jakoś pomóc. – Uciekaj
w prawo, ściana za tobą, uciekaj w bok, uważaj na nogi. Podskocz. – nakierowywała
ją przeciwniczka.
Sayate ćwiczyła z Setem. Chłopak również z nią przywitał się przez podanie ręki.
Dobrali się w parę, Sayate atakowała, a Set unikał. Chłopak ledwo nadążał za rywalką
. Dziewczyna podobnie jak naprowadzała go na odpowiedni ruch. Dyrektor
przyglądał się wszystkim z boku. Ucieszył się, że Sayate i Samane podjęły inicjatywę
i trochę pomagały swoim partnerom. Liczył, że w ten sposób szybciej się
nauczą. Isae oberwała od Samane już trzeci raz.
– W porządku? – spytała Samane, martwiąc się trochę o przewodniczącą.
– Przeżyję – odpowiedziała, pocierając obolałe ramię, w które trafiła Samane
– nie mogę pojąć, jak ty potrafisz uniknąć wszystkich ciosów i jeszcze nie wpaść
na innych i na ścianę.
– Za dużo rozglądasz się po pomieszczeniu. Skup się na przeciwniku i jego ruchach.
Jak to ogarniesz, podpowiem ci, jak nie wpaść na ścianę.
– Może zabawimy się w odbijanego – Sayate wymierzyła cios w Samane, a ta
zablokowała jej pięść rozłożoną dłonią.
Było lekko zażenowana żartobliwym atakiem.
– Wybacz Isae, ale porywam Samane.
Isae zaśmiała się, przykładając dłoń do ust.
Sayate uwzięła się, prosząc Samane, żeby ją atakowała. Isae postanowiła popatrzeć,
jak poradzi sobie Sayate. Samane atakowała szybciej niż w jej przypadku.
Miała więcej zaufania do Sayate, której unikanie szło do tej pory bardzo dobrze.
W końcu raz nie udało jej się uniknąć ciosu i odruchowo osłoniła się ręką.
– Mieliście tylko ćwiczyć uniki – zwrócił jej uwagę Dyrektor obserwujący każdą
parę.
206 207
S a yate trochę się zezłościła. Miała ochotę teraz atakować, ale jej duma nie pozwalała
na to. Nadal upierała się przy unikaniu. Samane była zdziwiona, dostrzegając,
że ruchy Sayate stały się inne.
– Nie chcesz dać za wygraną – pomyślała Samane, dostrzegając zmianę.
Sayate mimo że zmęczona, uniknęła teraz wszystkich ataków, ale na koniec padła
na kolana.
– Odpocznij – Samane miała wielki uśmiech na twarzy.
– Brawo, zawołał dyrektor z drugiego końca sali, podchodząc do niej i klaszcząc
w ręce.
Isae była pod wrażeniem, ale nadal nie mogła wynieść niczego sensownego
z walki.
– Następnym razem przypatrz się na kroki – poradziła jej Samane, widziała,
że nad czymś się zastanawia.
Samane usiadła z boku i przyglądała się pozostałym. Dopiero teraz dostrzegła,
że Daigo trenował z Chonrą. Gdy dostrzegła Chonrę, obiecała, że złapie go i poprosi
o pomoc.
– Odpoczywasz? – dyrektor usiadł obok niej.
– Za bardzo się nie zmęczyłam – westchnęła.
Przyszła na zajęcia klubu, by zrobić coś ponad swoje siły i zdobyć więcej energii.
– Coś cie martwi, prawda? – zauważył dyrektor.
– Pamięta pan, jak mówiłam o iluzji snu.
– Czyżbyś znowu miała problemy?
– Nie o to chodzi. Mój mistrz użył tego na odległość, żeby pokazać mi jak się bronić,
ale to nie wystarczy. Potrzebuję ogromnej ilości energii. Potrzebuję większej
siły fizycznej, ale jak ją zdobyć, skoro nawet tutaj nie mogę się bardziej zmęczyć.
– Poczekaj na zajęcia z Katonem, on już coś na to poradzi.
– Nie mam czasu – westchnęła znów bezradnie Samane. – mogą zaatakować
w każdej chwili.
– A więc tak się sprawy mają. A co byś powiedziała na dodatkowy trening ze
mną i pewną osobą, której nigdy nie pokonałem.
– Jest ktoś taki w akademii? – Samane nie dowierzała, ale jeśli to prawda, to była
jej szansa.
– Owszem jest.
– W takim razie zgadzam się – kiwnęła głową, i wróciła do oglądania pozostałych.
– Przyjdź tutaj jutro o dwudziestej.
Samane znów kiwnęła głową.
– Czy wiadomo coś w sprawie tej dziewczyny? – szepnęła.
– Nie mogę ci o tym mówić Samane.
– Nie jestem głupia. Z włosów można wyciągnąć DNA i porównać je z DNA rudowłosej.
Dyrektor mruknął cicho. Samane nie była pewna, jak to zrozumieć.
– Dość na dzisiaj – dyrektor wstał i ogłosił koniec spotkania.
Samane złapała Chonre, który podchodził do wyjścia.
– Mogę cię o coś spytać?
Chonra był zdziwiony.
– Idziesz? – spytała Sayate
– Zaczekajcie na mnie na korytarzu. – odpowiedziała – Chonra, potrzebuję twojej
pomocy. Muszę zdobyć więcej siły fizycznej.
– Da się załatwić – uśmiechnął się – musimy się tylko spotkać na siłowni.
– Ok, dam ci znać.
Chonra wyszedł razem z Daigo.
– Aż tak bardzo panikujesz? – zdziwił się dyrektor, podsłuchując jej rozmowę.
– Chyba nie rozumie pan powagi sytuacji.
Dyrektor zrobił wielkie oczy.
– Nie zapominaj, że mówisz do generała – uśmiechnął się
Samane nie mogła pojąć jego beztroskiego podejścia. Może i świetnie walczyła
i była odważna, ale z tą sytuacją nie było żartów. Nie potrafiła się przed tym w pełni
obronić.
Wszyscy wyszli już z sali. Samane odsunęła drzwi. Na korytarzu czekali na nią
Sayate Isae i Set.
– Nie macie nic przeciwko, jeśli wam potowarzyszę kawałek? – spytał dyrektor,
zamykając drzwi sali.
Czwórka uczniów zaczekała i chwilę później ruszyli schodami na dół.
o
Rudowłosa po ucieczce z Sali zaczęła panikować. Przestraszona nie wiedziała
co zrobić. Zdawała sobie sprawę z tego, że Samane ją nakryła, a jeśli się przyzna,
czeka ją kara śmierci. Natomiast jeśli powie o tym swojemu szefowi, też zginie
i to w okropnych męczarniach. Bezradna usiadła, opierając się o ścianę. Z kieszeni
wyciągnęła niewielki woreczek i jego zawartość wysypała na krwawiąca ranę
na policzku. Drugą połowę zjadła. Po kilku minutach zaczęła się trząść i straciła
przytomność, padła na podłogę jak długa.
o
Isae śmiała się z zajęć, komentując pojedynek Samane z czwórką uczennic. Dyrektor
w dobrym humorze omawiał postępy i chwalił Samane i Sayate. Pytał też
Seta, czy wszystko z nim w porządku. W końcu dopiero co wyszedł ze szpitala.
208 209
Sa m ane śmiała się, ale była trochę przybita. Nic nie osiągnęła po dzisiejszym dniu.
– Rozchmurz się Samane – dyrektor martwił się trochę jej podejściem.
– Czy tam ktoś leży? – zauważyła Isae, przyglądając się jakiejś ciemnej masie
na końcu korytarza.
Cała piątka zmieniła trasę i ruszyła w tamtą stronę. Samane przyglądała się.
Sayate zrobiła się nerwowa. Samane poczuła znaną jej energię, która przygasała.
Jakby życie tej osoby się kończyło.
– Rudowłosa! – krzyknęła Samane, doznając olśnienia i ruszyła biegiem
przez korytarz.
– O nie – skomentowała , gdy zobaczyła rudowłosą, która leżała na wpół żywą
na podłodze.
– To trucizna – Isae podniosła prawie pusty woreczek do góry i uważnie mu
się przyjrzała.
– Zjadła całą zawartość , ale dlaczego? – Dziwiła się Sayate – wysmarowała sobie
ranę trucizną – wskazała .
– Więc to jednak ona – szepnęła cicho Samane.
– Niedobrze – dyrektor schylił się i odwrócił dziewczynę z boku na plecy. – musimy
ją szybko zabrać do skrzydła – już miał ją podnieść, gdy Samane krzyknęła
i złapała się za głowę.
Poczuła się senna. Dyrektor spojrzał na nią, nie rozumiał, co się dzieje.
– SAYA WAL! – krzyknęła .
Samane zasnęła na stojąco i sekundę później z zamkniętymi oczami zaczęła wariować,
chcąc przewrócić Isae, a potem skoczyła do rudowłosej, wyciągnęła nóż
i próbowała ją zabić.
– Złapali ją – Sayate nie dowierzała.
Dyrektor chwycił Samane pod pachy i zaplótł dłonie na karku powstrzymując
atak.
Ta uspokoiła się na chwilę i przemówiła nie swoim głosem.
– Ma dziewczyna silny umysł – powiedział głos – wybacz dyrektorku, ale pozbędę
się ciebie innym razem.
Ciało Samane znów zaczęło szaleć, próbało się uwolnić.
Dziewczyna znalazła się na tym samym korytarzu. Obok niej nie była tylko rudowłosa.
– Dobrze wiem, że to iluzja – mówiła do siebie, próbując się uspokoić. Nie ma tu
moich przyjaciół, ani dyrektora – gdy o tym pomyślała, obraz zaczął się rozpływać.
– Przyszłaś tu przecież bez nich, nie pamiętasz – odezwał się jakiś głos.
Samane zobaczyła w głowie wspomnienie. Ujrzała, jak ekipa idzie dalej schodami,
a ona ukradkiem odłącza się od nich i biegnie zobaczyć, co leży na podłodze.
– To iluzja, to iluzja – powtarzała cały czas Samane.
Coś rzuciło ją na podłogę nie pozwalając się ruszyć.
– Przypomnij sobie ćwiczenia z mistrzem , uspokój się.
Starała się uspokoić oddech.
– No tak, przecież nie mogę słyszeć głosu osoby, której tu nie ma – pomyślała.
Obraz znów zaczął się rozmywać.
– Silna jesteś – ale w ten sposób nie wygrasz, odezwał się głos i jakaś niewidzialna
siła uderzyła w nią, dobijając do ziemi. Poczuła ogromny ból.
– To tylko iluzja – z jej oczy polały się łzy.
Zebrała całą energię jaką miała w swojej głowie i zaczęła krzyczeć;
– SAYATE UDERZ!
Sayate usłyszała najpierw cichy szept, potem głośniejsze słowa. W końcu otworzyła
szerzej oczy, skupiła energię w dłoni i uderzyła mocno w czoło Samane.
Dziewczyna gwałtownie przebudziła się z iluzji. Jęknęła z bólu. Ciężko dyszała,
a z jej oczu lały się łzy.
– Saya – wypowiedziała, łapiąc oddech – obudziłam się?
Dyrektor rozluźnił chwyt i puścił Samane, która nie mogła się pozbierać i osunęła
się na kolana.
– To już nie iluzja – Sayate zbliżyła się do niej i uszczypnęła ją w rękę.
Samane odetchnęła z ulgą. Była trochę osłabiona i roztrzęsiona.
– Co to było? – dyrektor nie mógł pojąć, co się właściwie stało.
– To właśnie był atak iluzją snu – wyjaśniła Samane, oglądając się na dyrektora
i podnosząc z kolan. – Tym razem o wiele silniejszy niż poprzednio. – Spojrzała
poważnie na szefa , miała mu trochę za złe, że do tej pory lekceważył całą sprawę.
– Teraz rozumiem – odpowiedział, wyczuwając jej lekką złość.
– Dzięki Saya.
– To była pułapka – odezwała się Sayate, wyraźnie zła.
– To czemu mnie nie ostrzegłaś?
– Bo biegłaś jak szalona i nie mogłam cię dogonić, by ci o tym powiedzieć.
– Przepraszam – Samane spuściła głowę.
– Zabierzmy tą dziewczynę do skrzydła szpitalnego – powiedział w końcu dyrektor,
podnosząc rudowłosą z ziemi i przerywając dziewczynom kłótnię.
– Isae odprowadź Seta i wracaj do swojego pokoju.
Isae zasalutowała stając na baczność. Odwróciła się do tyłu i zabrała Seta.
Dyrektor wpadł do skrzydła szpitalnego.
– Siostro, zawołał pielęgniarkę, która szybko podbiegła. – Ta dziewczyna wzięła
całe opakowanie trucizny i wysypała ją sobie na ranę.
Siostra wystraszyła się i razem z inną pielęgniarką porwała dziewczynę na łóżko
210 211
i p o biegła w drugą stronę. Do dyrektora podbiegł jakiś nauczyciel o długich do
ramion potrzepanych i poustawianych na żelu włosach. Mężczyzna był w wieku
zbliżonym do dyrektora. Może trochę młodszy.
– Akelai. Ta dziewczyna jest podejrzana o rozprzestrzenienie trucizny i zamach
na księżniczkę. Nie może opuszczać skrzydła i musi być pilnowana cały czas.
– Zrozumiałem – mężczyzna zasalutował, stając na moment na baczność,
po czym odszedł w stronę, w którą pędziły pielęgniarki.
Samane próbowała gdzieś między parawanami dostrzec Tiri albo Mikiego, ale
wszystko było dokładnie zasłonięte.
– A teraz odprowadzę was do akademika. Musimy poważnie porozmawiać – powiedział
dyrektor i wyszedł ze skrzydła.
Samane odwróciła się , bo liczyła jeszcze, że coś uda jej się zobaczyć. Dyrektor
zamknął drzwi i ruszył korytarzem. Gdy doszli do bramek, poczuła, że się chwieje.
– Oprzyj się o mnie – polecił jej dyrektor,
– Saya, następnym razem zrób to szybciej. Proszę. – wypowiedziała cicho, prawie
szeptem.
Samane nie była w stanie wyjść po schodach. Dyrektor wziął ją na ręce. Dziewczyna
przez moment zastanawiała się, ile musiał trenować, żeby móc ją nieść
po schodach na szóste piętro. W końcu nie była lekka. Sayate otworzyła drzwi do
pokoju, a Dyrektor posadził uczennicę na kanapie i usiadł na fotelu obok.
Sojta od razu rozpoznała, że przyjaciółka jest słaba. Rzuciła się pędem i zrobiła
napój z ziół.
– Nie uwierzycie co się stało dzisiaj na spotkaniu klubu lotniczego? – wypalił
Orli, wchodząc do salonu.
Zdziwił się obecnością Dyrektora.
– Co się stało Saamne? – przeraził się.
– Znowu zaatakowali ją iluzją – wyjaśniła Sayate
– A to ciekawe, bo dosłownie kilka minut temu od akademii pędem leciała jakaś
zamaskowana postać w czarnym płaszczu. Przemieszczała się tak szybko, że mało
nie wpadła na nas podczas wspólnego latania. Bardzo zdziwiło nas, że ścigacz miał
namalowane dwa trójkąty obok siebie:czarny i czerwony, a jego kolor był biały, co
u nas jest raczej niespotykane –
– SKAŁA! – Krzyknęła Samane.. – Flaga skały ma taki symbol.
– Kolejny dowód na to, że to robota Skały – zauważył Orli.
– Ale tak by się obnażali. To do tej pory się nie zdarzało, by ktoś pojawił się jako
szpieg z symbolem własnego kraju – zauważył dyrektor.
– Ta postać to pewnie szef całej grupy – przypuszczała Sayate. – Możliwe, że to
on zaatakował Samane. Obie rzeczy były zgrane mniej więcej w tym samym czasie.
– Może chcą pokazać swoją dominację albo nas przestraszyć – odezwała się Sojta,
podając napój.
– Zbyt wiele niewiadomych – westchnął dyrektor. – Samane, dobrze się czujesz?
– Średnio – zrobiła duży łyk napoju – Ohydne – skrzywiła się.
– Wyjaśnicie mi o co chodzi z tymi iluzjami – dopytywał się dyrektor.
– Już tłumaczyłyśmy. Samane potrzebuje więcej energii, by się przed tym obronić.
. Mogą ją zaatakować w każdej chwili, choć nie tylko ją – wyjaśniła Sayate.
– Teraz pan rozumie, dlaczego to dla mnie takie ważne – Samane spojrzała
na dyrektora.
– Odpoczywaj, widzimy się jutro – dyrektor wstał i wyszedł.
Sayate wybiegła za nim na korytarz.
– Panie dyrektorze! – zawołała.
– Tak – dyrektor zatrzymał się na schodach.
– To niemożliwe, żeby ktoś ze Skały posiadał takie zdolności.
– Słyszałaś kiedyś o czarnej energii?
– Owszem – Sayate zdziwiła się pytaniem.
Czarna energia nazywana w wojowniczych klanach czarną ki była przeciwieństwem
białej ki, którą używała Samane i każda inna osoba z klanów.
– Ten osobnik nie należy do żadnego klanu. Dawne rody blisko spokrewnione
z księciem Skały, specjalizowały się w sabotażach i szpiegowskich atakach za pomocą
mrocznej energii. Nigdy nie słyszałem o iluzji snu, ale w swojej dotychczasowej
karierze kilkakrotnie zetknąłem się ze szpiegami Skały, którzy świetnie władali
czarną energią.
– Dlaczego nam pan tego wcześniej nie powiedział? – zdziwiła się Sayate.
– Ostrzegałem was, żebyście się do tego nie mieszali. Teraz ponosicie konsekwencje
– dodał ponuro.
– Nieprawda! – zaprotestowała Sayate, stanowczym tonem. – Od początku to
była nasza sprawa, jak tylko trafiliśmy do akademii. Dobrze pan wie, że to ja, Samane,
Yashi i Tiri jesteśmy pierwsze na liście do zlikwidowania. Nawet jeśli nie
wmieszałybyśmy się w to, sytuacja zakończyłaby się tak samo.
Dyrektor przez moment zamyślił się.
– Masz rację – odwrócił się do niej i uśmiechnął. – nie spodziewałem się, że to
uczniowie będą mnie uczyć, jak postępować. Nie zlekceważę już więcej waszych
ostrzeżeń. Jesteś tak samo odważna i uparta jak Samane. – dyrektor zszedł na dół
po schodach.
Sayate oburzona wróciła do pokoju. Dyrektor szedł korytarzem, rozmyślał
o tym, co powiedziała mu dziewczyna.
– Miała rację . I tak by zaatakowali, nawet gdyby się w to nie wmieszały. Znów
212 213
po p ełniłem błąd – mówił do siebie. – Samane i Sayate cały czas uczą mnie czegoś
nowego – zupełnie jakby wiedziały o wszystkim już od dawna. Przysięgałem
chronić uczniów, a szczególnie taki talent jak Samane. Muszę jej jakoś pomóc –
rozmyślał.
Nagle gdzieś z tyłu rozległ się szelest, a dyrektor poczuł czyjąś obecność.
– Kto tam jest? – obejrzał się i sięgnął ręką do kabury.
Wyciągnął broń i schował się za ścianą.
– Pan super odważny, zupełnie jak ta mała zołza Sejom. – powiedział prześmiewczy
damski głos.
Dyrektor wychylił się lekko zza ściany, dostrzegł cień, który przemykał bardzo
szybko z jednej strony na drugą.
– Jesteś słabszy niż poprzednim razem – odezwał się głos.
– Nie przypominam sobie, byśmy się wcześniej spotkali.
– Kiepską masz pamięć generale Titan. Dobrze wiesz, kim jesteśmy. Mrocznymi
cieniami, z którymi kiedyś walczyłeś.
– Co robicie w akademii? – dyrektor przypomniał sobie o mrocznych wojownikach.
– Mamy żniwa, na ciebie też przyjdzie kolej.
– Nie zastraszycie nas tak łatwo. Dobrze o tym wiecie, inaczej nie musielibyście
tutaj przychodzić.
– Już zgarnęliśmy kilku twoich ukochanych uczniów w nasze szeregi. Pozostali
z listy zginą, jeśli się do nas nie przyłączą.
Dyrektor zacisnął zęby.
– Tak łatwo było ich zastraszyć. Nie mielibyście z nich pożytku na polu walki.
Niby chwalicie się, jak to pracujecie nad ich charakterami i psychiką, ale każdego
wystarczyło zastraszyć torturami lub śmiercią bliskich osób.
– Jesteście podli – dyrektor zacisnął mocniej dłonie na pistolecie.
– Do zobaczenia i koniecznie wyjdź zza ściany, zobaczysz coś, co cię ucieszy.
Dyrektor poczuł, że osoba odeszła. Wyszedł zza ściany, a jego oczom ukazały się
dwie martwe dziewczyny z klasy lotniczej. Obie były postrzelone w serce, sączyła
się świeża krew.
– O nie – skomentował dyrektor.
o
Sayate długo nie mogła zasnąć, czuła, że coś się dzieje. Coś bardzo złego. Pocieszała
się, , że nie dotyczyło to Samane ani nikogo, kogo dobrze by znała. Czuła,
że Samane umysłem jest w innym miejscu, ale była bezpieczna. Przypuszczała,
że znów połączyła się z mistrzem.
o
Samane siedziała na swoim łóżku ze skrzyżowanymi nogami i splecionymi dłońmi.
Miała zamknięte oczy. Orli rozmyślał o postaci, którą dzisiaj widział na białym
ścigaczu. Miał jakieś dziwne przeczucia. Coś mówiło mu, żeby wyszedł na korytarz
coś sprawdzić, ale wiedział, że to może być niebezpieczne. Sojta leżała na swoim
łóżku. Była przerażona, czuła znów obecność tych złych magów, którzy odebrali
jej ukochaną osobę. Skulona zamykała oczy i przykryła się kołdrą.
– Proszę niech już odejdą – modliła się w myślach.
o
Samane obudziła się po treningu z mistrzem. Tym razem nie było tak łatwo,
ale mistrz nauczył ją kilku przydatnych rzeczy, jak obrona przed utratą własnej
energii. Nauczył ją też walczyć wyobraźnią. Mimo wszystko nadal musi uważać,
dopóki nie zdobędzie więcej energii. Samane spojrzała na trzęsącą się pod kołdrą
Sojte. Poczuła ogromny niepokój. Wiedziała, że coś się dzieje, ale dlaczego Sojta
tak reaguje. Jej poziom odczuwania nie powinien być taki jak u wojowników, chociaż
z drugiej strony używała energii by leczyć, więc mogła odczuwać bardzo silnie
jej pola, tak jak to, które teraz się pojawiło.
– Wszystko w porządku? – spytała przyjaciółkę.
– Oni są tutaj – powiedziała płaczliwym głosem.
– Kto? – zdziwiła się Samane.
– Mroczni magowie. Zabili mojego brata i ukochaną osobę. Zabili wielu z mojej
rodziny, także w przeszłości.
– Legenda Axela, mroczny mag, iluzja snu – wypowiedziała do siebie Samane,
jakby fakty zaczęły jej się same układać w głowie. – Wojownicy czarnej ki – skojarzyła
. – Kim oni są?
– Proszę, powiedz mi.
Sojta podniosła zapłakaną twarz.
– Samo zetknięcie się z nimi, to coś strasznego. Nie mam takich zdolności wyczuwania
jak ty czy Sayate, ale każdy, kto choć raz ich spotkał, wiedział, że są
nieludzcy, ich energię może wyczuć nawet niewyszkolona osoba. Używają czarnej
chi. Potrafią sterować ludźmi. Nie mam pojęcia, jak to robią. Po mistrzowsku władają
też strachem. Każdy się ich boi.
– Iluzja snu – szepnęła Samane.
– Nie wierzę – Sojte nagle oświeciło.
– To wiele tłumaczy. W końcu wszystko zaczyna się logicznie układać.
– Nie rozumiem – Sojta była nadal przerażona.
– Rudowłosa musiała być przez nich sterowana, wcale nie pochodzi z wojowniczego
klanu. Musieli nauczyć ją energii oczu. Dlatego też nie wiedziała o tym,
że wojownicze klany w naszym kraju są odporne na trucizny. Kolejna rzecz. Iluzja
214 215
sn u to nie wyczyn kogoś z klanu, tylko jakiegoś maga. Z tego co kiedyś mówił mi
dziadek i mistrz, w zamierzchłych czasach skrytobójcy pokłócili się między sobą
i doszło do rozłamu. Druga strona została wygnana z cesarstwa i ruszyła gdzieś
w świat, szkoląc się według własnych metod. W moich stronach mówi się o nich
nietoperze, bo nosili długie czarne peleryny. Ale prawdziwa nazwa jest inna.
o
Następnego dnia całą szkołę obiegła wieść o śmierci dwóch dziewczyn z pierwszej
klasy lotniczej. Były to bliźniaczki i córki znanego posła. Samane przeraziła
ta wiadomość. Wiedziała, że zostały zabite przez nietoperze. Sojta cały czas się
trzęsła. Przed oczyma miała śmierć swoich bliskich.
Samane martwiła się trochę o nią, ale sama miała niezły problem. Musiała nauczyć
się w końcu bronić przed iluzją. Axel siedział razem z Sojtą w ławce i pocieszała
ją.
Samane rozglądała się po klasie. Drużyna Febry była już w komplecie. Pojawili
się też Marrie, Kaj i Mon.
Przed zajęciami do pokoju wszedł Miki. Sojta, Orli i Samane, ucieszyli się z jego
powrotu. Teraz siedział razem z Chonrą w pierwszej ławce. W sali dało się wyczuć
niepewność i strach. Atmosfera była nieprzyjemna. Do klasy wpadła kobieta
o przenikliwym wzroku i czarnych włosach. Samane znów zauważyła rysy wojowniczych
klanów.
– Witajcie – powiedziała kobieta, przechodząc pewnym krokiem między ławkami
w stronę tablicy.
Ubrana była w ciemnofioletowy mundur z trzema gwiazdkami na pagonach.
Oznaczało to, że miała stopień oficera.
– Nazywam się Senya. Nazwiska nie musicie znać. Poprowadzę zajęcia ze strategii.
Wiem, że nie wszyscy są obecni, ale chciałabym was dzisiaj poznać.
Senya przeszła do czytania obecności. Gdy natrafiła na Febrę, zatrzymała się dłużej.
– Witaj księżniczko.
– Znowu księżniczka – wycedziła Samane przez zęby.
Sayate była zamyślona, gdy nauczycielka wyczytała jej nazwisko. Podskoczyła
na krześle, a Senya zatrzymała na niej wzrok.
– Potomkini Mauki Ki? – spytała, przyglądając się różowowłosej.
Sayate kiwnęła głową.
– To zaszczyt ciebie poznać– odpowiedziała i przeszła z powrotem do czytania
nazwisk. – Samane Sejom – Senya zrobiła wielkie oczy.
Spojrzała na Sayate, a potem przeniosła wzrok obok.
– Nie – dziwi mnie, że siedzicie razem. Nie ma pomyłki, zbyt przypominasz
swojego dziadka panno Sejom. Reta był genialnym strategiem. Może trochę nieszablonowym,
ale grunt, że skutecznym.
– Ważniejsze jest dostosowanie do sytuacji, niż postępowanie według wyuczonego
schematu. Dwie takie same sytuacje, nigdy się nie zdarzają – odpowiedziała
Samane.
– Twój dziadek myślał tak samo, ale ciekawsze, że Yakaya Sejom myślała podobnie
i dzięki temu uratowała zamek Karo. Niech zgadnę, zawarłyście między
sobą kontrakt?
Dziewczyny kiwnęły głowami.
– Jesteście reinkarnacjami Mauki Ki i Yakayi Sejom. Będę od was sporo oczekiwać.
Przygotujcie się na to.
o
W trakcie przerwy Samane, Sayate, Leeme i Orli wybrali się do skrzydła szpitalnego.
Zniesiono już zakaz wchodzenia, a Samane i Leeme ekspresowo, chciały
o coś spytać Tiri.
– Jak się masz? – spytała Leeme, przechodząc między parawanami.
– Bywało gorzej – odpowiedziała z grymasem na twarzy.
– Witaj – Samane ustawiła się za Leeme, a zaraz za nią Orli.
– Miło, że wpadliście – uśmiechnęła się Tiri. – Niedługo mają mnie wypuścić.
Powiedzcie mi, co działo się w szkole. Wszyscy plotkują o jakiś zamachach i spisku.
– Tiri najpierw powiedz mi, gdzie masz swoją kostkę, to bardzo ważne. – martwiła
się Leeme.
– Tamtego dnia miałam ją schowaną w ubraniu. A o co chodzi? – Tiri zrobiła
się podejrzliwa.
– Możemy sprawdzić twoje ubranie? – zaproponowała Samane.
– Podaj bluzę, jest na oknie – poleciła Tiri.
Samane podała bluzę Tiri, a ta zaczęła grzebać w niej, wywijając wszystkie kieszenie
podszewkami na zewnątrz.
– Nie ma – przeraziła się. – Wiecie, co to oznacza?
– Tiri, nie denerwuj się. Nie jest to wskazane w twoim stanie. – zwróciła jej
uwagę Leeme.
– Twoja kostka została prawdopodobnie skradziona, gdy byłaś nieprzytomna.
Przypuszczamy, że mają już w sidłach cały system szkoły.
– O nie – Tiri była przestraszona. Poczuła się bezradna.
– Ojciec mnie zabije – wyglądała na zrezygnowaną. – Coś jeszcze? – Spytała.
Dziewczyny spojrzały po sobie.
– Jest coś jeszcze, ale powiemy ci wszystko, jak całkiem wyzdrowiejesz.
216 217
– Jak już zaczęłyście, to mówcie, wolę wiedzieć.
– Ściany mają uszy – skomentowała Samane.
– Musimy już wracać, lekcja się zaczyna – zauważył Orli, patrząc na zegarek.
– Zdrowiej szybko i wracaj do nas – pozdrowiła ją Samane i wyszła.
Wrócili z powrotem do tej samej sali, na kolejną godzinę zajęć ze strategii.
Dziś przyjaciółka miała jeszcze większy problem ze wstaniem. Nie pomogło zwykle
zrzucenie razem z kołdrą na podłogę. Samane wpadła na pomysł, by obudzić
ją terapią szokową. Wróciła po pięciu minutach, wysypując pół wiaderka skruszonego
lodu na jej głowę. Dodała do tego odrobinę lodowatej wody. Sojta z krzykiem
zerwała się z ziemi i zaczęła uciekać, gdy Samane rzucała w nią okruszkami lodu.
Dziewczyna zamknęła się w łazience i wzięła gorący prysznic. Sojta była poirytowana,
że jeszcze nie dotarła na basen a już była mokra. Samane miała z tego niezły
ubaw. Przynajmniej obudziła przyjaciółkę na czas. Gdy Sojta brała prysznic, ona
wzięła się za przygotowanie śniadania. Przygotowała kanapki i płatki śniadaniowe
z mlekiem. Ułożyła wszystko ładnie na blacie . Nagle przypomniała sobie, że zostawiła
lód i rozlaną wodę na podłodze. Ruszyła ze szmatą w ręce do pokoju, ale
jedna nie wystarczyła. Udała się po mopa i jeszcze dwie inne szmaty. Nieroztopiony
lód pozbierała do wiaderka. Większym problemem była woda. Wykręcała kilka
krotne mopa i szmaty, a podłoga nadal nie była sucha. Otworzyła okno na oścież,
licząc, że słońce wspomoże ją w działaniach.
– Oby następnym razem Sojta wstała po dobroci, bo nie mam ochoty sprzątać
mokrej podłogi. Niedługo te panele zgniją, jeśli nie pozbędę się wody.
Samane panicznie usiłowała osuszyć podłogę. Gdy szmaty nie dawały już rady,
w ruch poszedł papier toaletowy. Zużyła chyba ze dwie rolki. W końcu odetchnęła
z ulgą, gdy podłoga była prawie sucha. Pozostały niewielkie wilgotne plamy. Samane
liczyła, że nie wyrządzą większej szkody. Wykręciła szmaty i zastanawiała
się, gdzie je powiesić. Dwie udało się przewiesić przez parapet w pokoju, trzecią
powiesiła w oknie salonu, a nakładkę z mopa w kuchennym oknie. Przy okazji po192
193
cz u ła chłodny jeszcze o tej porze wiatr. Jak na środek maja było wyjątkowo ciepło,
a pogoda dopisywała. Samane martwiła się, że lato będzie bardzo gorące. Nagle
przypomniało jej się, że powinni dostać mundury w piątek, a dziś była niedziela.
Może wstrzymują się ze względu na osoby leżące w skrzydle szpitalnym. Jej przemyślenia
przerwała Sojta, która właśnie wychodziła z łazienki.
– Suszenie głowy sobie daruję i tak będę miała za chwile mokrą.
Sojta usiadła, by zjeść kanapki.
– Znowu przygotowałaś śniadanie? – Sojta była pod wrażeniem .
Wszystkie były kolorowe i ułożone we wzorki, a nawet uśmiechnięte minki.
– Pośpiesz się, trochę ci zeszło na kąpieli – poganiała ją Samane, wachlując raz
za razem łyżką i wciągając płatki z mlekiem.
Dzisiaj udało im się dotrzeć punktualnie o szóstej. Przebrały się szybko i weszły
na halę.
– Dzień dobry – zawołała Samane, zaglądając ostrożnie za drzwi zaplecza.
– O witajcie – spodziewałam się was – odezwała się Quita. – Możecie się tutaj
wpisać – wskazała palcem pozycję w dużym zeszycie i podała długopis. – Za wczorajszy
dzień też się wpiszcie.
Gdy Sojta skończyła się wpisywać, Samane nie mogła się doczekać, pobiegła
i dała nura do wody.
Sojta przyszła chwilę za nią i ostrożnie weszła do wody, próbując kawałek dalej
płynąć żabką. Quita pozostała na zapleczu, wpisywała jakieś słowa do zeszytu. Potem
wzięła się za układanie sprzętu – desek, piłek i tym podobnych. Samane zrobiła
drugą rundę, a Sojta dopłynęła gdzieś do połowy basenu. Szło jej już znacznie
lepiej. Dotarły do końca. Samane zatrzymała się i przyglądała się jej. Ucieszyła się,
że przyjaciółce szło lepiej. Sojta zaczęła płynąć z powrotem, a Samane rzuciła się
do kolejnej rundki. Quita skończyła robić porządek i wyszła na halę, popatrzeć
jak mają się dziewczyny. Ucieszyła się na widok Sojty. Zauważyła jednak, że coś
jest nie tak. Dziewczyna strasznie się męczyła i wyglądała, jakby zaraz miała paść.
Sojte złapał skurcz w nodze. Dziewczyna poczuła ból, złapała się za nogę i momentalnie
wpadła pod wodę.
– Samane? – krzyknęła Quita.
Dziewczyna przestała płynąć i odwróciła się. Była na drugim końcu basenu. Dostrzegła,
że Sojta ma problem i od razu rzuciła się w jej stronę, płynąc jak najszybciej,
ale była zbyt daleko. Quita zauważyła, że Samane może nie zdążyć dopłynąć.
W pomarańczowej koszulce i krótkich spodenkach skoczyła do wody. Płynęła
równie szybko co Samane, ale była bliżej. Złapała Sojte, wyciągnęła ją tak, że jej
głowa znalazła się ponad taflą. Samane dopłynęła chwilę później. Żałowała, że nie
była bliżej.
– Wszystko w porządku? – spytała Sojte, która szybko łapała oddech.
– Okropnie boli mnie noga. Nie mogę nią ruszać – Sojta wyglądała na spanikowaną,
ale szybko się uspokoiła, gdy zobaczyła Samane obok.
– Złapał cię skurcz. Dobrze, że wstrzymałaś oddech – odezwała się Quita, ciągnąc
dziewczynę.
Samane płynęła obok. Na brzegu posadziła Sojte, a sama wsparła się na rękach
i wyszła z basenu. Zaraz za nią to samo zrobiła Samane. Quita przyklękła obok
Sojty i przyłożyła dłonie do bolącej nogi.
– Za bardzo się przemęczasz. Musisz spokojniej płynąć – zwróciła jej uwagę
Quita.
Sojta wyglądała na uśmiechniętą, zaraz potem zaczęła się śmiać.
– Co cię tak bawi? – Samane zdziwiło jej zachowanie.
– Pierwszy raz czuję, jak to jest być leczonym przez medyka – Sojta zaśmiała się
znowu. – Wcześniej nigdy tego nie doświadczyłam. Zawsze mnie to zastanawiało.
Nie wiedziałam, że to takie przyjemne.
Quita uśmiechnęła się i skończyła uśmierzać ból.
– Powinnaś najpierw zrobić sobie rozgrzewkę, a nie szarżować. Nie jesteś Samane.
Quita przyniosła Sojcie deskę do pływania.
– Spróbuj z tym – zaproponowała. A ty Samane, płyń obok niej. Zrób to wolniej,
niech spróbuje złapać rytm.
Samane kiwnęła głową i skoczyła do wody. Sojta jednak chciała jeszcze chwilę
odpocząć. Później zdecydowała się spróbować jeszcze raz. Naśladowała ruchy Samane,
która płynęła obok. Samane ciężko było się dostosować do Sojty. Teraz to
ona zaczęła się męczyć, ale ani słowem o tym nie wspomniała. W końcu obiecała,
że jej pomoże. Tiri o wiele lepiej pływało się z deską. Naśladując Samane w końcu
złapała dobry rytm, później spróbowała bez deski. Spokojnym tempem przepłynęła
basen tam i z powrotem. Potem Samane pokazała jej, jak pływa się kraulem
i problemy zaczęły się od nowa.
Quita przebrała się w suche ubranie, ale z włosów nadal kapała jej woda.
– Dziewczyny, wystarczy na dzisiaj – kazała im wyjść z basenu, mimo że było
przed czasem. – odpocznijcie, bo za chwilę obie mi się tu utopicie.
Samane była równie wykończona co Sojta, Uczenie przyjaciółki było dla niej
meczące. Obie dziewczyny zmarnowane ruszyły do szatni. Gdy się przebrały i wysuszyły
włosy, Samane zaczęła ziewać. Dzisiaj naprawdę poczuła się śpiąca. Wlokły
się zmęczone po schodach akademika na samą górę.
– Czemu my musimy mieszkać na samej gorze – wydyszała Sojta.
– Jeszcze kawałek – pocieszała ją Samane.
194 195
S a mej ciężko było wyjść po schodach, ale miała jeszcze trochę siły, by dojść do
pokoju. Sojta tradycyjnie padła na łóżko. Samane wolała kanapę. Mimo ostatnich
nieprzyjemnych wydarzeń, wolała spać na niej. Poza tym, nie chciała przespać
całego dnia. Przykryła się puchatym kocem, układając kanapowe poduszki
pod głową. Jak tylko ułożyła głowę, oczy same jej się zamknęły. Znów śniła o tym
ślicznym białym gołębiu, lecącym nad pięknymi, kolorowymi krainami. Gołąb
doleciał nad ciemne i zniszczone od wojny miasta, w których pełno było dymu
z pocisków, gruzów zniszczonych domów oraz wiele bólu i cierpienia ofiar. Ptak
przemieniał szarą zrujnowaną ziemię. Nagle w zawrotnym tempie zaczęły wyrastać
z niej drzewa i zakwitały kwiaty. Powracały zwierzęta, a dym na niebie zamieniał
się w przejrzysty błękit. Samane obudziła się równo w południe. Przez otwarte
na oścież okno wpadały gorące promienie i dotknęły twarzy. Samane odwróciła
się na plecy i przeciągnęła głośno, ziewnęła. Dawno nie czuła się tak dobrze. Chyba
pierwszy raz odkąd wyjechała z Meabe, była naprawdę wyspana. Rozejrzała
się i ku jej zaskoczeniu na oparciu kanapy spał Roko. Ptak miał podwinięte łapki,
a głowę schowaną pod skrzydło.
– Witaj kolego – odezwała się do niego i pogłaskała lekko po główce.
Ptak obudził się i pokręcił głową. Zagruchotał, jakby chciał powiedzieć; witaj,
albo : cieszę się, że wstałaś.
– Wiesz, znowu mi się śniłeś.
Ptak pokręcił głową, zamrugał kilka razy oczkami.
– To ten gołąb, o którym wczoraj opowiadałaś? – odezwał się ktoś z kuchni.
Samane po głosie rozpoznała Orlego. Przechyliła głowę do tyłu za poręcz. Orli
jadł odgrzaną w mikrofalówce sklepową pizzę.
– Tak to on – odpowiedziała. – Jak będziesz w kółko jadł niezdrowe jedzenie,
skończysz w szpitalu.
Roko zeskoczył z oparcia prosto na jej brzuch.
– Ha, ha, ha – zaśmiała się Samane – łaskoczesz.
Samane chwyciła białego gołąbka i przytuliła. Ptak wydawał się być wyjątkowo
ciepły.
– Pewnie zagrzał się na słońcu – pomyślała.
Głaskała go przez dłuższą chwilę, a potem wstała, złożyła koc i poprawiła poduszki.
Przeszła do pokoju dziewczyn, a tam, ku jej zdziwieniu, zastała obudzoną
i wypoczętą Sojte.
– Już wstałaś?
– Czuję się jakoś wyjątkowo wypoczęta.
– To tak jak ja – Samane znów się przeciągnęła, czując przypływ siły i nowej
energii. Przypomniała sobie słowa mistrza, o tym, że energia wzrasta wraz z siłą
fizyczną. Czyżby właśnie tego teraz doświadczała? Postanowiła, że dzisiaj coś
sprawdzi i czegoś się dowie, ale najpierw musi znaleźć pewną salę w akademii.
– Samane, mogłabyś mi jeszcze raz pokazać te ruchy co na basenie.
– Ale jak? – Samane nie umiała sobie wyobrazić, jak miałaby to pokazać bez wody.
– Na podłodze – zaproponowała Sojta.
Samane uderzyła się dłonią w czoło.
– No dobrze – powiedziała głosem, w którym dało się wyczuć ostrożność i niezadowolenie.
Samane położyła się na podłodze, a obok niej Sojta.
Dziewczyna pokazała ruchy. Starała się robić to wolniej, by Sojta się dostosowała.
Przy trzecim podejściu Sojta zaczęła równo wymachiwać kończynami. Do pokoju
wszedł Orli, chwilę się im przyglądał, po czym wybuchnął śmiechem i złapał
się za brzuch.
– Czy wy uczycie się pływać na podłodze? – zaśmiał się jeszcze głośniej.
Samane zażenowana wstała. Czuła się niezręcznie, a Sojta wręcz przeciwnie,
zaczęła się z tego śmiać, podobnie jak Orli. Turlając się po podłodze, wyglądała
jeszcze komiczniej. Samane na jej widok nie mogła się powstrzymać i też zaczęła
się śmiać. Nawet Roko stojący na szafce, zaczął podskakiwać. Wymachiwał głową
w gorę i w dół, radośnie gruchał. Po dłuższej chwili wszyscy w końcu się uspokoili.
Orli wciąż z uśmiechem na twarzy stał w drzwiach.
– Na razie dziewczyny, wychodzę. Będę wieczorem. – Machnął ręką i wyszedł.
– Na razie – odpowiedziała Samane i usiadła na łózku.
– To było świetne – Sojta nadal miała ochotę się śmiać, ale się powstrzymała.
– Nie proś mnie o to więcej.
Samane przebrała się w trochę wygodniejsze dresowe spodnie i luźną przewiewną
koszulkę bez rękawów.
– Ty też wychodzisz? – zdziwiła się Sojta.
– Tak. Wrócę wieczorem.
– A ja co mam robić?
– Idź do Quity i spytaj, kiedy klub medyczny ma spotkania.
– Dobry pomysł – Sojta wstała z łózka i pędem się przebrała. – Uważaj na siebie
Samane – zawołała.
Samane ruszyła przez park z piękną dużą aleją prowadzącą z akademii w stronę
miasta. Postanowiła pobiegać. Biegnąc równym i spokojnym tempem, przyglądała
się okolicy. Po około trzydziestu minutach zaczęły się pojawiać nieduże prywatne
domy, a dalej stare kamienice. Samane zatrzymała się w jednym z małych
przydrożnych sklepików, by kupić coś do picia. Usiadła na ławce i wypiła napój.
Właśnie wpatrywała się w ziemie, gdy nagle dostrzegła parę sportowych butów.
196 197
Po d niosła głowę i zobaczyła Febrę.
– Widzę, że nie tylko ja wzięłam się za bieganie – odezwała się Samane.
– Wielu uczniów tutaj biega – odezwała się chłodnym tonem Febra.
– O co chodzi? – Samane zastanawiało, czemu Febra stoi przed nią i nic nie mówi.
– O nic – odpowiedziała złowieszczym tonem i odwróciła się.
Samane wyrzuciła butelkę do kosza i wstała.
– Jesteś dziwna – odpowiedziała Samane i ruszyła truchtem z powrotem.
Nagle koło niej znalazła się Febra.
– Tylko tak potrafisz biegać? – odezwała się Febra z złośliwym uśmieszkiem.
– A więc o to chodzi – zorientowała się Samane i przyspieszyła – Do akademii.
Febra kiwnęła głową.
Obie zaczęły biec coraz szybciej, spoglądając co chwilę jedna na drugą. Po jakimś
czasie zaczęły popychać się nawzajem i zderzać ramionami. Zaciskały zęby
i przyspieszyły. Ani jedna, ani druga nie chciała odpuścić. Febra miała zamiar
pchnąć Samane, ale ta cofnęła się o krok Samane ruszyła dalej do przodu. Niebieskowłosa
dogoniła ją i znów zaczęły się przepychać. Z przeciwka nich biegł sobie
spokojnie dyrektor. Na widok przepychających się dziewczyn zrobił wielkie oczy.
Tuż przed dyrektorem rozdzieliły się na dwie strony. Samane lekko szturchnęła
dyrektora. W biegu zawołała:
– Przepraszam.
Dyrektor zatrzymał się i obejrzał za siebie. Zobaczył, jak dziewczyny biegną
wprost na zamkniętą bramę. Były tak zawzięte, że tego nie zauważyły. Jeszcze bardziej
przyspieszyły, przepychając się. Samane rozpędzona wpadła na kutą bramę.
Lekko uderzyła się w czoło i upadła na ziemię, wylądowała na tyłku. Febra wpadła
zaraz za nią.
– Byłam pierwsza – powiedziała Samane, złośliwie się uśmiechając i łapiąc
za czoło.
– Ja przynajmniej nie zaryłam głową – odezwała się przeciwniczka.
– Jesteś cała? – Samane wstała i podała dziewczynie dłoń.
Febra była zdziwiona.
– Nic wam się nie stało? – spytał dyrektor, który pojawił się nagle za dziewczynami.
– Jak on szybko musi biegać, że już tu się znalazł? – pomyślała Samane zaskoczona
jego obecnością.
Febra próbowała wstać. Samane jeszcze raz podała jej rękę.
– Poradzę sobie sama – odpowiedziała z oburzeniem, a gdy wstała, łypnęła
na Samane. – Phi. Zwolniłam, żeby nie wpaść na bramę. Następnym razem wygram
– dodała pogardliwie i odeszła.
– Nic ci nie jest Samane?
– W porządku. Mam twardą głowę.
– Zauważyłem – zaśmiał się dyrektor – Jak relacje z Febrą?
– Lód – wyjaśniła krótko Samane i pobiegła boczną alejką.
Dyrektor westchnął bezradnie, patrząc jak Samane oddala się.
Dziewczyna biegła dalej. Rozglądała się dookoła, chcąc zapamiętać jak najwięcej
szczegółów. Po drodze spotkała kilka osób z akademii, które też biegały. Samane
przebiegła całą boczną aleję do końca. Tutaj kończył się park i zaczynało miasto.
Przed nią była ruchliwa ulica, a dalej mieścił się bar, kilka domów i średni samoobsługowy
market spożywczy. Samane zawróciła. Mimo że biegała od dwóch
godzin, w ogóle ją to nie zmęczyło.
– Jeśli mam zdobyć więcej energii, potrzebuję większego wysiłku – pomyślała. –
tutaj nawet się nie zmęczyłam.
Nagle uświadomiła sobie, że gdyby Miki nie był w szpitalu, poprosiłaby go o pomoc.
– Chonra – wypowiedziała cicho do siebie i pędem pobiegła z powrotem alejką.
Wróciła do akademii. Zapukała do drzwi sąsiedniego pokoju. Jej oczom ukazała
się Sayate.
– Cześć – przywitała się serdecznie Sayate, zapraszając Samane do środka.
– Cześć – Samane weszła, rozejrzała się jak zawsze po pomieszczeniu w kolorze
ciemnego różu. Nie przesadzasz z tym różowym kolorem?
Sayate łypnęła na nią złowrogo.
– Ok, ok. Nic nie mówiłam – Samane uniosła ręce w geście poddania. – Właściwie
to przyszłam do Chonry.
– Nie ma go. Gdzieś wyszedł. Zresztą tak jak pozostali.
– Wiedziałaś, że w akademii są kluby związane z przedmiotami i to na nie chodzą
wszyscy w wolnym czasie.
– Nikt nam o tym nie powiedział – Sayate była zdziwiona.
– Pewnie przez to całe zamieszanie – zauważyła Samane.
– Jak znam Chonrę pewnie poszedł na siłownie – przypomniała sobie nagle
Sayate.
Spojrzała na Samane
– Czy myślimy o tym samym klubie?
Samane kiwnęła głową.
– O piątej na szóstym piętrze w zachodniej części. To blisko gabinetu dyrektora.
– Przyjdę.
– W takim razie widzimy się później – odparła Samane i wyszła.
W drzwiach zatrzymała ją Sayate.
198 199
– Może przejdziesz się ze mną na obiad. Nie chce iść sama na stołówkę.
– No dobra, ale musimy uważać na to, co jemy. – Samane zgodziła się i piętnaście
minut później były na dole.
W stołówce było około trzydziestu osób rozmieszczonych w rożnych miejscach.
Samane i Sayate ruszyły do lady. Samane tym razem wzięła pieczone ziemniaki
z rybą, Sayate to samo. Gdy dziewczyny szły z talerzami, by poszukać odpowiedniego
miejsca, Samane poczuła, że ktoś ją obserwuje. Rożne osoby patrzyły na nią,
ale ktoś miał szczególnie wrogą intencje. Sayate też to wyczuła i zajęła miejsce jak
najbardziej pod oknem, z dala od wszystkich innych osób.
– Pewnie już się zorientowałaś – odezwała się Sayate, kładąc talerz na stole.
– Tak. Nie wiem tylko kto.
– Patrz na trzecią ławkę od lady.
Samane spojrzała w tamtą stronę. Przy stoliku siedziało czterech trzecioklasistów,
w tym dwie rude dziewczyny.
– Bingo – ucieszyła się cicho Samane – ta ruda po lewej chciała zabić Yashi.
– Jesteś pewna? – Sayate nie dowierzała, że Samane potrafi się skupić na tyle, by
rozpoznać konkretną energię przy takiej ilości osób.
– Jest na mnie wściekła i cały czas spogląda w moją stronę. Jestem pewna, że to
ona. Pamiętam jak nazwała mnie demonem po walce z dyrektorem.
– Co zrobimy z tym fantem?
– Aktualnie nic. Nie mamy dowodów. Poza tym ona teraz jest wycofana i unika
mnie. Ktoś inny jest jeszcze w to zamieszany, a ona ma pozostać dla pozorów, by
nie wzbudzać podejrzeń.
– Przynajmniej wiemy, na kogo uważać. Ale denerwuje mnie fakt, że nie możemy
nic z nią zrobić.
– Cierpliwości Saya. Prawda zawsze wyjdzie na jaw, a my nie możemy dać się
sprowokować. Gdybyśmy się teraz wychyliły, tylko naraziłybyśmy się na pośmiewisko
i wystawiły wrogowi na tacy.
– Doskonale cię rozumiem – Saya zabrała się za jedzenie.
Samane przebrała jedzenie łyżką i powąchała. Gdy się upewniła ,że wszystko
w porządku , zaczęła jeść.
– Wiesz, gdybyś wtedy w ten sposób sprawdziła jedzenie, może wiele osób by nie
ucierpiało – zwróciła jej uwagę Sayate.
Samane smutna opuściła widelec, wpatrywała się tępo w talerz.
– Ciebie też to dotyczy. Gdybyś się skupiła i wyczuła pułapkę, zapobiegłabyś
temu zamachowi w większym stopniu niż ja.
Sayate posmutniała.
– Wtedy było zbyt wiele osób. Nie byłabym w stanie.
– O ile kojarzę, zdolność wyczuwania pułapki nie jest zależna od ilości osób.
Sayate jeszcze bardziej posmutniała.
– Obie nie spodziewałyśmy się zamachu w akademii. Gdybyśmy nie były takie
głupie i nie przestawały być czujne, rozbroiłybyśmy wroga na samym początku.
– Obie zawaliłyśmy – Sayate wściekła wbiła widelec w rybę, dzieląc ją na drobne
kawałeczki.
– „Atakujący ma przewagę zaskoczenia”. – powiedziała Samane, pocieszając się
w ten sposób. Jedyne co możemy zrobić, to naprawić popełniony błąd – szepnęła
cicho, tak żeby tylko Sayate ją usłyszała.
Różowowłosa uśmiechnęła się.
– Masz rację – zacisnęła widelec w dłoni jeszcze mocniej i wróciła do jedzenia.
Przed piątą Samane sama ruszyła na szóste piętro do sali. Była ona na lewo od
schodów. Samane zerknęła w prawo, zastanawiając się, czy dyrektor jest w gabinecie
i czy nie powiedzieć mu o swoim odkryciu. Postanowiła jednak wstrzymać się
do czasu, gdy będzie miała jakieś dowody. Ruszyła do końca korytarza i otworzyła
przesuwane drzwi, zupełnie takie same jak w domu mistrza. Sala wyglądem też
przypominała tą, w której przez lata się uczyła. Na podłodze leżały bambusowe
maty, pod sufitem znajdowały się nieduże okna. Płaski dach opierał się na drewnianych
belkach, zarówno tych pionowych, zakotwiczonych w podłodze jak i tych
poziomych, które wspierały się na pionowych. W sali panowała cisza. Z zewnątrz
dało się słyszeć świergot ptaków. O dziwo dyrektor był w sali.
– Witaj Samane, wcześnie jesteś. – przywitał ją. – Nabiegałaś się już?
– Taa – odpowiedziała do siebie.
Dyrektor od razu wręczył jej kartkę.
Samane przyłożyła ją do ściany i wypełniła.
– Będzie jeszcze Sayate – powiedziała, oddając papierek.
– Czemu przyszłaś tak wcześnie?
– Chciałam zobaczyć salę, poza tym jest jedna rzecz, którą chciałabym powiedzieć,
ale trochę się waham, bo nie mam dowodów.
– Pamiętasz jak ci mówiłem, żebyś o wszystkim mnie informowała.
Samane rozejrzała się po sali i zamknęła oczy, sprawdziła, czy nikt ich nie podsłuchuje.
Zawsze ktoś mógł ukrywać swoją obecność, więc powiedziała szeptem.
– Znalazłam dziewczynę, która chciała zabić Yashi.
Dyrektor zrobił wielkie oczy, wyraźnie zaskoczony tym, że Samane udało się
tego dowiedzieć.
– To uczennica z trzeciej klasy. Rudowłosa.
– Jesteś pewna?
– Tak, rozpoznałam jej energię. Ale i tak pewnie nie da się z tym nic zrobić, do200
201
pó k i nie ma dowodów.
– Coraz bardziej mnie zaskakujesz, podobnie jak twoi koledzy z klasy. Dziękuję
ci za informację. Pamiętaj jednak, że jeśli za bardzo się w to wpakujecie, nie będę
w stanie was chronić.
Samane kiwnęła głową na znak, że rozumie.
– Uważaj na tą dziewczynę.
– Raczej mnie unika. Wyznaczyli kogoś innego dla mnie.
Dyrektor znów był zaskoczony, ale nie tym, że Samane sama się tego dowiedziała,
tylko tym, że powiedziała to z takim spokojem.
– Dzień dobry. – odezwała się jakaś dziewczyna .
Samane odwróciła się. W drzwiach stała Isae i trzy inne dziewczyny z rożnych
klas.
– O Samane, jest nowa w klubie – odezwała się Isae.
– Kto to? – spytała druga dziewczyna.
– Pierwszoklasistka, która pokonała dyrektora – szepnęła jej Isae do ucha.
Dziewczyna zrobiła wielkie oczy, a pozostałe dziewczyny nie mogły ustać
w miejscu.
– Ja chcę pierwsza – szepnęła do dziewczyn Isae.
Dyrektor usłyszał uszczypliwą uwagę. Zauważył też, że dziewczyny, aż się gotują,
by walczyć z Samane. Jedna kłóciła się z drugą o pierwszą walkę.
– Więc atakujcie wszystkie razem – odezwał się w końcu.
– CO!!! – Samane była zaskoczona. – Będzie bolało. – odpowiedziała szybko.
Nie zdążyła unieść dłoni do gardy, gdy cztery dziewczyny rzuciły się na nią ze
wszystkich stron. Najszybsza była Isae. Samane cofnęła się o dwa kroki. Wykorzystała
kilka sekund, by się skupić. Jej źrenice znów się powiększyły. Zaatakowała
Isae. Wymieniły kilka ciosów. Z tyłu zaszła ją druga dziewczyna. Gdy chciała kopnąć
Samane, ta schyliła się i złapała ją za ubranie, rzucając w Isae. Obie poleciały
na ziemię. Nad nimi przeskoczyła dziewczyna, o długich brązowych włosach,
starsza od Samane o rok. Samane dostrzegła powiększone źrenice i uśmiechnęła
się. Nim dziewczyna zadała jej pierwszy cios, z boku zaatakowała inna, o krótkich
czarnych włosach. Z ziemi podniosła się Isae. Dziewczyna o czarnych włosach
kopnęła ją w głowę, ale Samane osłoniła się ręką. Nim jednak zdążyła to zrobić,
przed jej twarzą znalazła się pięść wojowniczki. Czarnowłosa uderzyła ponownie.
Samane drugą ręką osłoniła się od pięści i zbiła drugie kopnięcie, jednocześnie
pierwszą ręką blokując atak na głowę. Wszystkie cztery dziewczyny zaczęły ją
atakować na przemian. Walka nabrała tempa. Samane parowała wszystkie ataki.
Zauważyła, że dziewczyny nawet atakując na przemian były wolniejsze niż dyrektor.
Wykorzystała to i teraz to ona przejęła inicjatywę. Z defensywy przeszła
w ofensywę. Atakowała dziewczyny raz po raz, podcinając im nogi i uderzając.
Chwyciła Isae, która podskoczyła i wymierzyła w nią całą serię ataków. Złapała ją
za rękę i rzuciła na ziemię. Nim zdążyła się odwrócić, złapała dziewczynę, która
próbowała ja udusić z tyłu i przerzuciła. Z obu boków jednocześnie zaatakowały
ją dwie dziewczyny, a Isae wstała i przemieściła się. Samane podskoczyła i zrobiła
w powietrzu szpagat, kopnęła zarówno dziewczynę z jej prawej jak i lewej strony,
a gdy wylądowała, uderzyła Isae do tyłu łokciem w żebra. Czwarta dziewczyna
zaatakowała zaraz za Isae. Samane stała tyłem do niej. Zrobiła podskok i obrót
w powietrzu, kopnęła ją w głowę. Dziewczyna zachwiała się. Wszystkie wojowniczki
były wściekłe. Natarły na nią równocześnie z czterech stron. Samane stanęła
na rękach i przekładając je, zrobiła wiatrak nogami, uderzyła w przeciwniczki.
Ustawiła się normalnie na nogach i nim dziewczyny wstały, złapała Isae i jeszcze
raz przerzuciła. Druga dziewczyna podnosiła się, ale Samane wywinęła jej rękę
do tyłu. Podskoczyła przerzucając nad nią nogi i ciągnąć dziewczynę po okręgu
za sobą. Rzuciła dziewczynę na ziemię. Zrobiła gwiazdę nad leżącą na ziemi
i wybiła się kolejny raz, zrobiła wiatrak bokiem, uderzając w trzecią dziewczynę.
Pobiegła w stronę ściany, a czwarta dziewczyna z wojowniczego rodu goniła ją.
Samane odbiła się od ściany, zrobiła w powietrzu salto w tył. Znalazła się za przeciwniczką.
Złapała ją i obróciła tak zwinnie, że znalazła się na ziemi. Dodatkowo
przygniotła ją ramieniem.
– Wystarczy! – zawołał dyrektor, bijąc brawa.
– Co to miało być?! Wszystkie cztery na mnie! – Samane była oburzona, a dyrektor
śmiał się z niej.
Puściła dziewczynę i wstała, rozejrzała się po sali. Przy drzwiach na piętach siedziała
Sayate.
– Yo! – uśmiechnęła się, gdy Samane ją dostrzegła. – Znowu cała impreza dla
ciebie. Zostawiłabyś mi coś – Przekręciła głowę i potrzasnęła kucykami.
– Chciałem zobaczyć jak poradzisz sobie z kilkoma przeciwnikami naraz. – odezwał
się dyrektor, zbliżając się do niej.
– Ród Sejom zawsze był niepokonany – odezwała się dziewczyna z wojowniczego
klanu, którą Samane przyparła do ziemi.
Powoli próbowała wstać. Pozostałe dziewczyny nadal leżały na ziemi. Isae obolała
stękała, próbując się podnieść. Samane podeszła do niej i pomogła wstać.
– Teraz się nie dziwię, że udało ci się pokonać dyrektora – powiedziała.
Samane pomogła wstać pozostałym dziewczynom. Wszystkie cztery wyglądały
na zmęczone.
– Jesteś niepokonana – odezwała się czarnowłosa dziewczyna.
– Jesteście całe? – spytał dyrektor i uważnie im się przyjrzał. – Samane potrafi
202 203
ni e ź le dokopać.
Dziewczyny usiadły pod ścianą obok Sayate.
– No to miałyście dzisiaj całkiem niezłą rozgrzewkę.
Do sali weszło trzech chłopców. Od razu rozpoznali Samane. Był to Daigo, Set
i Chonra.
Samane zdziwiła się obecnością Seta. Czyżby obudził się i wyszedł ze szpitala.
Nawet jeśli, nie powinien przychodzić tu w takim stanie.
– O mamy nowych chłopaków! – uśmiechnął się dyrektor i podał im od razu
karty. Do sali weszło jeszcze pięć osób ze starszych klas, czterech chłopaków i jedna
dziewczyna.
Dyrektor przyglądnął się im. Samane myślała, że to już wszyscy, ale drzwi otworzyły
się i jej oczom ukazała się podejrzana, rudowłosa dziewczyna. Sayate na jej
widok zacisnęła zęby, a Samane spojrzała na dyrektora, chciała dać mu jakiś znak.
Dyrektor był zajęty czytaniem kart. Rudowłosa zobaczyła Samane. W pierwszym
momencie wystraszyła się, ale zaraz potem w złości zmrużyła oczy i zacisnęła pięści.
Ustawiła się naprzeciwko Samane.
– Walcz ze mną – powiedziały dziewczyny równocześnie, patrząc sobie w oczy.
Dyrektor podniósł wzrok znad kartki. Zobaczył dziewczyny naprzeciwko siebie.
Przypomniał sobie, co mówiła mu Samane dosłownie kilkanaście minut temu.
Nim zdążył zainterweniować i rozdzielić dziewczyny, rudowłosa uniosła pięść, ale
Samane była szybsza i z całą siłą i wściekłością za zdradę i całą tą aferę z trucizną
i próbę zabicia Yashi uderzyła. Rudowłosa poleciała na ziemię, sunąc kawałek
po podłodze . Oberwała w nos, który teraz krwawił, a siła ataku rozcięła jej policzek.
– Rewanż, dobrze wiesz za co. Tym razem to ja byłam szybsza. – Samane nadal
stała w bojowej pozycji z uniesioną gardą, licząc, że dziewczyna zaatakuje.
– Spokój dziewczyny – dyrektor podszedł do Samane, odpychnął ją lekko dłonią.
Dał w ten sposób znak, że ma się cofnąć i odpuścić.
– Z Samane lepiej nie zadzierać – odezwał się dyrektor, podając rudowłosej rękę
i pomagając wstać. – Idź do skrzydła szpitalnego – polecił jej i podał chusteczkę
na ranę.
Samane spojrzała dyrektorowi w oczy, a ten kiwnął lekko prawie niezauważalnie
głową na znak, że rozumie. Tylko Sayte i Samane zrozumiały, o co chodzi. Zauważyła
to też Isae, ale ona tylko domyślała się, że coś jest nie tak. Rudowłosa wyszła
i do końca spotkania klubu nie pojawiła się.
Po zakończeniu spraw formalnych dyrektor poprowadził rozgrzewkę, a potem
każdy robił co chciał, zgodnie z zasadą klubów. Isae ćwiczyła z dyrektorem. Sayate
walczyła z Samane. Niektórzy przyglądali się im. Szczególnie dziewczyny, które
wcześniej przyszły z Isae, były pełne podziwu dla Sayate, która jakimś cudem była
w stanie nadążyć za Samane. Sayate wzięła sobie za cel dorównać w walce Samane,
dlatego bardzo chciała z nią trenować. W końcu zmęczyła się i zrobiła sobie przerwę.
Do Samane podszedł Set. Jego czerwone włosy wyróżniały się spośród innych
obecnych osób.
– Nie miałabyś nic przeciwko, gdybym się z tobą zmierzył? – spytał chłopak. –
Nie chodzi mi o trening, ale o prawdziwą walkę.
– Nie mam nic przeciwko. Swoją drogą, wtedy na zajęciach widziałam, jak walczysz.
Jesteś podobny do mnie. Gdy masz problem, dostosowujesz się do sytuacji
i improwizujesz. Niełatwo będzie z tobą wygrać. Dziwi mnie jednak, że tu jesteś.
Nie powinieneś być … – nie dokończyła.
Nie chciała być zbyt nieuprzejma.
Set uśmiechnął się i ustawił naprzeciwko.
– Szybko się orientujesz. Nie zjadłem wtedy zbyt wiele. Dlatego wcześniej mnie
wypuścili. – Chłopak podał jej dłoń. – Niby się znamy, ale osobiście się sobie
nie przedstawiliśmy.
Samane była zaskoczona, ale podała mu dłoń, ciesząc się z nowej znajomości.
– Pewnie nie wiesz, ale dużo osób się obudziło. Niektórzy jeszcze leżą w skrzydle
szpitalnym, ale niektórych wypuszczono.
– A Tiri? – spytała zaskoczona wiadomością.
– Nie wiem, nie mam pojęcia gdzie leży, ani jej nie widziałem – odpowiedział
uprzejmie chłopak i przyjął postawę do walki.
Isae skończyła trening i usiadła z boku. Dyrektor zauważył Samane i Seta. Również
usiadł z boku, przyglądając się. Samane poczuła się trochę niezręcznie. Znów
była w centrum uwagi. Set ruszył jako pierwszy. Samane zauważyła, że musiał być
szkolony. Jego ruchy były precyzyjne, a i nie celował byle gdzie. Bez problemu mierzył
w miejsca, które choć na ułamek sekundy stawały się odsłonięte. Jednak jak
wszyscy, z którymi do tej pory walczyła, był od niej wolniejszy. Set widząc, że seria
ciosów nic nie zdziała, zaczął improwizować. Na ten moment czekała Samane.
Chłopak wyskoczył w górę i robiąc obrót w powietrzu, wyrzucił nogę, celując w jej
głowę. Samane osłoniła się, ale Set chciał uderzyć drugą nogą. Wygięła się w tył.
O kilka centymetrów uniknął uderzenia stopą w nos. Chłopak wylądował, a Samane
w tym momencie podcięła mu nogi. Set odbił się rekami od podłogi i obiema
nogami kopnął Samane w tułów, tak, że musiała się cofnąć kilka kroków, by
się nie przewrócić. Samane podskoczyła, robiąc to co najbardziej lubiła, czyli całą
serię wiatraków. Na koniec odbiła się jedną nogą od ziemi, a drugą kopnęła chłopaka
pod brodą, jednocześnie wykonując salto w tył. Set poleciał do tyłu i upadł
na podłogę.
204 205
– Chyba przegrałem – odpowiedział, i przytrzymał się za brodę.
– Jesteś cały? – Samane podała chłopakowi rękę.
Set powoli wstał.
– Ciebie nie da się pokonać – skomentował. – Czy ty kiedyś z kimś przegrałaś?
– Przegrywałam prawie zawsze z moim mistrzem. Nigdy go nie pokonałam –
Samane uśmiechnęła się.
– Nie chciałbym go spotkać.
– Jak broda. Nie chciałam cię za mocno kopnąć.
– Przejdzie jak każdy ból. Nie mów mi, że to nie była twoja pełna siła.
– Owszem powstrzymywałam się.
Dyrektor wstał.
– Skoro stoisz Samane, to pomożesz mi w zademonstrowaniu czegoś.
Samane dobrze wiedziała, co to znaczy. Pewnie dyrektor pokaże na niej jakiś
chwyt, a ona będzie kilkakrotnie leżeć na ziemi bez możliwości bronienia się.
– Nie powiedziałem jeszcze nowym osobom o jednej rzeczy. W połowie roku
zawsze odbywają się zawody z innymi szkołami. Chciałbym wysłać też kogoś
z pierwszorocznych. Isae – zwrócił się do dziewczyny – w tym roku masz ostatnią
szansę.
Dziewczyna kiwnęła głową.
– Przez dwa ostatnie lata udało wam się dotrzeć do półfinałów, ale potem zazwyczaj
przegrywaliście. Przyglądałem się waszym poprzednim popisom i doszedłem
do wniosku, że macie problem z unikami, dlatego chciałbym żebyście to przećwiczyli.
Samane, zwrócił się teraz do niej – Pokaż, jak ma to wyglądać. Nie wolno ci
się bronić ani atakować, możesz tylko unikać.
Samane ucieszyła się, że przynajmniej nie będzie leżeć na podłodze. Dyrektor
nie dał żadnego znaku. Zaskoczona ledwo uniknęła ciosu w twarz. Następny był
wysoki kopniak, a potem podcięcie, przy którym Samane podskoczyła, podkurczając
nogi. Cały czas cofała się i przechylała to w prawo to w lewo, czasem uciekała
w bok. Co jakiś czas zerkała kątem oka, czy nie wpadnie na jakieś przeszkody.
Dyrektor nie dawał jej forów. Był tak samo szybki, jak podczas ich poprzedniego
spotkania. Uczennica uniknęła bezbłędnie wszystkich ciosów. W myślach dziękowała
mistrzowi za kilka lat ćwiczeń w unikaniu. Dokładnie sobie wszystko
przypomniała. Wszystkie rady i wskazówki, porażki i upadki, ból od nieuniknionych
ciosów.
– Wystarczy Samane.
Dziewczyna rozejrzała się po sali i nagle wszyscy zaczęli bić jej brawa.
Znów poczuła się zażenowana.
– Chciałbym żebyś wystartowała w tym roku. – zwrócił się do niej dyrektor.
Samane nie była z tego faktu zadowolona, ale miała pewność, że odmowa nie
wchodzi w grę.
Kiwnęła głową.
– Podzielcie się na atakujących i unikających.
Isae od razu dorwała się do Samane.
– Jesteś tego pewna – dziewczyna była trochę zakłopotana. Nie chciała znowu
zranić Isae i tak już jej dzisiaj porządnie przyłożyła.
– Nad przeciwnikami się tak nie litujesz. Spokojnie jakoś to przetrzymam.
W końcu na froncie mogę się spodziewać gorszych obrażeń. – Isae uśmiechnęła
się.
– No dobra – odpowiedziała w końcu Samane – Wiesz, na co się piszesz.
Dziewczyna ruszyła na Isae, ta jednak nie nadążała za nią.
– W dół! – krzyknęła Samane, chcąc jej w ten sposób jakoś pomóc. – Uciekaj
w prawo, ściana za tobą, uciekaj w bok, uważaj na nogi. Podskocz. – nakierowywała
ją przeciwniczka.
Sayate ćwiczyła z Setem. Chłopak również z nią przywitał się przez podanie ręki.
Dobrali się w parę, Sayate atakowała, a Set unikał. Chłopak ledwo nadążał za rywalką
. Dziewczyna podobnie jak naprowadzała go na odpowiedni ruch. Dyrektor
przyglądał się wszystkim z boku. Ucieszył się, że Sayate i Samane podjęły inicjatywę
i trochę pomagały swoim partnerom. Liczył, że w ten sposób szybciej się
nauczą. Isae oberwała od Samane już trzeci raz.
– W porządku? – spytała Samane, martwiąc się trochę o przewodniczącą.
– Przeżyję – odpowiedziała, pocierając obolałe ramię, w które trafiła Samane
– nie mogę pojąć, jak ty potrafisz uniknąć wszystkich ciosów i jeszcze nie wpaść
na innych i na ścianę.
– Za dużo rozglądasz się po pomieszczeniu. Skup się na przeciwniku i jego ruchach.
Jak to ogarniesz, podpowiem ci, jak nie wpaść na ścianę.
– Może zabawimy się w odbijanego – Sayate wymierzyła cios w Samane, a ta
zablokowała jej pięść rozłożoną dłonią.
Było lekko zażenowana żartobliwym atakiem.
– Wybacz Isae, ale porywam Samane.
Isae zaśmiała się, przykładając dłoń do ust.
Sayate uwzięła się, prosząc Samane, żeby ją atakowała. Isae postanowiła popatrzeć,
jak poradzi sobie Sayate. Samane atakowała szybciej niż w jej przypadku.
Miała więcej zaufania do Sayate, której unikanie szło do tej pory bardzo dobrze.
W końcu raz nie udało jej się uniknąć ciosu i odruchowo osłoniła się ręką.
– Mieliście tylko ćwiczyć uniki – zwrócił jej uwagę Dyrektor obserwujący każdą
parę.
206 207
S a yate trochę się zezłościła. Miała ochotę teraz atakować, ale jej duma nie pozwalała
na to. Nadal upierała się przy unikaniu. Samane była zdziwiona, dostrzegając,
że ruchy Sayate stały się inne.
– Nie chcesz dać za wygraną – pomyślała Samane, dostrzegając zmianę.
Sayate mimo że zmęczona, uniknęła teraz wszystkich ataków, ale na koniec padła
na kolana.
– Odpocznij – Samane miała wielki uśmiech na twarzy.
– Brawo, zawołał dyrektor z drugiego końca sali, podchodząc do niej i klaszcząc
w ręce.
Isae była pod wrażeniem, ale nadal nie mogła wynieść niczego sensownego
z walki.
– Następnym razem przypatrz się na kroki – poradziła jej Samane, widziała,
że nad czymś się zastanawia.
Samane usiadła z boku i przyglądała się pozostałym. Dopiero teraz dostrzegła,
że Daigo trenował z Chonrą. Gdy dostrzegła Chonrę, obiecała, że złapie go i poprosi
o pomoc.
– Odpoczywasz? – dyrektor usiadł obok niej.
– Za bardzo się nie zmęczyłam – westchnęła.
Przyszła na zajęcia klubu, by zrobić coś ponad swoje siły i zdobyć więcej energii.
– Coś cie martwi, prawda? – zauważył dyrektor.
– Pamięta pan, jak mówiłam o iluzji snu.
– Czyżbyś znowu miała problemy?
– Nie o to chodzi. Mój mistrz użył tego na odległość, żeby pokazać mi jak się bronić,
ale to nie wystarczy. Potrzebuję ogromnej ilości energii. Potrzebuję większej
siły fizycznej, ale jak ją zdobyć, skoro nawet tutaj nie mogę się bardziej zmęczyć.
– Poczekaj na zajęcia z Katonem, on już coś na to poradzi.
– Nie mam czasu – westchnęła znów bezradnie Samane. – mogą zaatakować
w każdej chwili.
– A więc tak się sprawy mają. A co byś powiedziała na dodatkowy trening ze
mną i pewną osobą, której nigdy nie pokonałem.
– Jest ktoś taki w akademii? – Samane nie dowierzała, ale jeśli to prawda, to była
jej szansa.
– Owszem jest.
– W takim razie zgadzam się – kiwnęła głową, i wróciła do oglądania pozostałych.
– Przyjdź tutaj jutro o dwudziestej.
Samane znów kiwnęła głową.
– Czy wiadomo coś w sprawie tej dziewczyny? – szepnęła.
– Nie mogę ci o tym mówić Samane.
– Nie jestem głupia. Z włosów można wyciągnąć DNA i porównać je z DNA rudowłosej.
Dyrektor mruknął cicho. Samane nie była pewna, jak to zrozumieć.
– Dość na dzisiaj – dyrektor wstał i ogłosił koniec spotkania.
Samane złapała Chonre, który podchodził do wyjścia.
– Mogę cię o coś spytać?
Chonra był zdziwiony.
– Idziesz? – spytała Sayate
– Zaczekajcie na mnie na korytarzu. – odpowiedziała – Chonra, potrzebuję twojej
pomocy. Muszę zdobyć więcej siły fizycznej.
– Da się załatwić – uśmiechnął się – musimy się tylko spotkać na siłowni.
– Ok, dam ci znać.
Chonra wyszedł razem z Daigo.
– Aż tak bardzo panikujesz? – zdziwił się dyrektor, podsłuchując jej rozmowę.
– Chyba nie rozumie pan powagi sytuacji.
Dyrektor zrobił wielkie oczy.
– Nie zapominaj, że mówisz do generała – uśmiechnął się
Samane nie mogła pojąć jego beztroskiego podejścia. Może i świetnie walczyła
i była odważna, ale z tą sytuacją nie było żartów. Nie potrafiła się przed tym w pełni
obronić.
Wszyscy wyszli już z sali. Samane odsunęła drzwi. Na korytarzu czekali na nią
Sayate Isae i Set.
– Nie macie nic przeciwko, jeśli wam potowarzyszę kawałek? – spytał dyrektor,
zamykając drzwi sali.
Czwórka uczniów zaczekała i chwilę później ruszyli schodami na dół.
o
Rudowłosa po ucieczce z Sali zaczęła panikować. Przestraszona nie wiedziała
co zrobić. Zdawała sobie sprawę z tego, że Samane ją nakryła, a jeśli się przyzna,
czeka ją kara śmierci. Natomiast jeśli powie o tym swojemu szefowi, też zginie
i to w okropnych męczarniach. Bezradna usiadła, opierając się o ścianę. Z kieszeni
wyciągnęła niewielki woreczek i jego zawartość wysypała na krwawiąca ranę
na policzku. Drugą połowę zjadła. Po kilku minutach zaczęła się trząść i straciła
przytomność, padła na podłogę jak długa.
o
Isae śmiała się z zajęć, komentując pojedynek Samane z czwórką uczennic. Dyrektor
w dobrym humorze omawiał postępy i chwalił Samane i Sayate. Pytał też
Seta, czy wszystko z nim w porządku. W końcu dopiero co wyszedł ze szpitala.
208 209
Sa m ane śmiała się, ale była trochę przybita. Nic nie osiągnęła po dzisiejszym dniu.
– Rozchmurz się Samane – dyrektor martwił się trochę jej podejściem.
– Czy tam ktoś leży? – zauważyła Isae, przyglądając się jakiejś ciemnej masie
na końcu korytarza.
Cała piątka zmieniła trasę i ruszyła w tamtą stronę. Samane przyglądała się.
Sayate zrobiła się nerwowa. Samane poczuła znaną jej energię, która przygasała.
Jakby życie tej osoby się kończyło.
– Rudowłosa! – krzyknęła Samane, doznając olśnienia i ruszyła biegiem
przez korytarz.
– O nie – skomentowała , gdy zobaczyła rudowłosą, która leżała na wpół żywą
na podłodze.
– To trucizna – Isae podniosła prawie pusty woreczek do góry i uważnie mu
się przyjrzała.
– Zjadła całą zawartość , ale dlaczego? – Dziwiła się Sayate – wysmarowała sobie
ranę trucizną – wskazała .
– Więc to jednak ona – szepnęła cicho Samane.
– Niedobrze – dyrektor schylił się i odwrócił dziewczynę z boku na plecy. – musimy
ją szybko zabrać do skrzydła – już miał ją podnieść, gdy Samane krzyknęła
i złapała się za głowę.
Poczuła się senna. Dyrektor spojrzał na nią, nie rozumiał, co się dzieje.
– SAYA WAL! – krzyknęła .
Samane zasnęła na stojąco i sekundę później z zamkniętymi oczami zaczęła wariować,
chcąc przewrócić Isae, a potem skoczyła do rudowłosej, wyciągnęła nóż
i próbowała ją zabić.
– Złapali ją – Sayate nie dowierzała.
Dyrektor chwycił Samane pod pachy i zaplótł dłonie na karku powstrzymując
atak.
Ta uspokoiła się na chwilę i przemówiła nie swoim głosem.
– Ma dziewczyna silny umysł – powiedział głos – wybacz dyrektorku, ale pozbędę
się ciebie innym razem.
Ciało Samane znów zaczęło szaleć, próbało się uwolnić.
Dziewczyna znalazła się na tym samym korytarzu. Obok niej nie była tylko rudowłosa.
– Dobrze wiem, że to iluzja – mówiła do siebie, próbując się uspokoić. Nie ma tu
moich przyjaciół, ani dyrektora – gdy o tym pomyślała, obraz zaczął się rozpływać.
– Przyszłaś tu przecież bez nich, nie pamiętasz – odezwał się jakiś głos.
Samane zobaczyła w głowie wspomnienie. Ujrzała, jak ekipa idzie dalej schodami,
a ona ukradkiem odłącza się od nich i biegnie zobaczyć, co leży na podłodze.
– To iluzja, to iluzja – powtarzała cały czas Samane.
Coś rzuciło ją na podłogę nie pozwalając się ruszyć.
– Przypomnij sobie ćwiczenia z mistrzem , uspokój się.
Starała się uspokoić oddech.
– No tak, przecież nie mogę słyszeć głosu osoby, której tu nie ma – pomyślała.
Obraz znów zaczął się rozmywać.
– Silna jesteś – ale w ten sposób nie wygrasz, odezwał się głos i jakaś niewidzialna
siła uderzyła w nią, dobijając do ziemi. Poczuła ogromny ból.
– To tylko iluzja – z jej oczy polały się łzy.
Zebrała całą energię jaką miała w swojej głowie i zaczęła krzyczeć;
– SAYATE UDERZ!
Sayate usłyszała najpierw cichy szept, potem głośniejsze słowa. W końcu otworzyła
szerzej oczy, skupiła energię w dłoni i uderzyła mocno w czoło Samane.
Dziewczyna gwałtownie przebudziła się z iluzji. Jęknęła z bólu. Ciężko dyszała,
a z jej oczu lały się łzy.
– Saya – wypowiedziała, łapiąc oddech – obudziłam się?
Dyrektor rozluźnił chwyt i puścił Samane, która nie mogła się pozbierać i osunęła
się na kolana.
– To już nie iluzja – Sayate zbliżyła się do niej i uszczypnęła ją w rękę.
Samane odetchnęła z ulgą. Była trochę osłabiona i roztrzęsiona.
– Co to było? – dyrektor nie mógł pojąć, co się właściwie stało.
– To właśnie był atak iluzją snu – wyjaśniła Samane, oglądając się na dyrektora
i podnosząc z kolan. – Tym razem o wiele silniejszy niż poprzednio. – Spojrzała
poważnie na szefa , miała mu trochę za złe, że do tej pory lekceważył całą sprawę.
– Teraz rozumiem – odpowiedział, wyczuwając jej lekką złość.
– Dzięki Saya.
– To była pułapka – odezwała się Sayate, wyraźnie zła.
– To czemu mnie nie ostrzegłaś?
– Bo biegłaś jak szalona i nie mogłam cię dogonić, by ci o tym powiedzieć.
– Przepraszam – Samane spuściła głowę.
– Zabierzmy tą dziewczynę do skrzydła szpitalnego – powiedział w końcu dyrektor,
podnosząc rudowłosą z ziemi i przerywając dziewczynom kłótnię.
– Isae odprowadź Seta i wracaj do swojego pokoju.
Isae zasalutowała stając na baczność. Odwróciła się do tyłu i zabrała Seta.
Dyrektor wpadł do skrzydła szpitalnego.
– Siostro, zawołał pielęgniarkę, która szybko podbiegła. – Ta dziewczyna wzięła
całe opakowanie trucizny i wysypała ją sobie na ranę.
Siostra wystraszyła się i razem z inną pielęgniarką porwała dziewczynę na łóżko
210 211
i p o biegła w drugą stronę. Do dyrektora podbiegł jakiś nauczyciel o długich do
ramion potrzepanych i poustawianych na żelu włosach. Mężczyzna był w wieku
zbliżonym do dyrektora. Może trochę młodszy.
– Akelai. Ta dziewczyna jest podejrzana o rozprzestrzenienie trucizny i zamach
na księżniczkę. Nie może opuszczać skrzydła i musi być pilnowana cały czas.
– Zrozumiałem – mężczyzna zasalutował, stając na moment na baczność,
po czym odszedł w stronę, w którą pędziły pielęgniarki.
Samane próbowała gdzieś między parawanami dostrzec Tiri albo Mikiego, ale
wszystko było dokładnie zasłonięte.
– A teraz odprowadzę was do akademika. Musimy poważnie porozmawiać – powiedział
dyrektor i wyszedł ze skrzydła.
Samane odwróciła się , bo liczyła jeszcze, że coś uda jej się zobaczyć. Dyrektor
zamknął drzwi i ruszył korytarzem. Gdy doszli do bramek, poczuła, że się chwieje.
– Oprzyj się o mnie – polecił jej dyrektor,
– Saya, następnym razem zrób to szybciej. Proszę. – wypowiedziała cicho, prawie
szeptem.
Samane nie była w stanie wyjść po schodach. Dyrektor wziął ją na ręce. Dziewczyna
przez moment zastanawiała się, ile musiał trenować, żeby móc ją nieść
po schodach na szóste piętro. W końcu nie była lekka. Sayate otworzyła drzwi do
pokoju, a Dyrektor posadził uczennicę na kanapie i usiadł na fotelu obok.
Sojta od razu rozpoznała, że przyjaciółka jest słaba. Rzuciła się pędem i zrobiła
napój z ziół.
– Nie uwierzycie co się stało dzisiaj na spotkaniu klubu lotniczego? – wypalił
Orli, wchodząc do salonu.
Zdziwił się obecnością Dyrektora.
– Co się stało Saamne? – przeraził się.
– Znowu zaatakowali ją iluzją – wyjaśniła Sayate
– A to ciekawe, bo dosłownie kilka minut temu od akademii pędem leciała jakaś
zamaskowana postać w czarnym płaszczu. Przemieszczała się tak szybko, że mało
nie wpadła na nas podczas wspólnego latania. Bardzo zdziwiło nas, że ścigacz miał
namalowane dwa trójkąty obok siebie:czarny i czerwony, a jego kolor był biały, co
u nas jest raczej niespotykane –
– SKAŁA! – Krzyknęła Samane.. – Flaga skały ma taki symbol.
– Kolejny dowód na to, że to robota Skały – zauważył Orli.
– Ale tak by się obnażali. To do tej pory się nie zdarzało, by ktoś pojawił się jako
szpieg z symbolem własnego kraju – zauważył dyrektor.
– Ta postać to pewnie szef całej grupy – przypuszczała Sayate. – Możliwe, że to
on zaatakował Samane. Obie rzeczy były zgrane mniej więcej w tym samym czasie.
– Może chcą pokazać swoją dominację albo nas przestraszyć – odezwała się Sojta,
podając napój.
– Zbyt wiele niewiadomych – westchnął dyrektor. – Samane, dobrze się czujesz?
– Średnio – zrobiła duży łyk napoju – Ohydne – skrzywiła się.
– Wyjaśnicie mi o co chodzi z tymi iluzjami – dopytywał się dyrektor.
– Już tłumaczyłyśmy. Samane potrzebuje więcej energii, by się przed tym obronić.
. Mogą ją zaatakować w każdej chwili, choć nie tylko ją – wyjaśniła Sayate.
– Teraz pan rozumie, dlaczego to dla mnie takie ważne – Samane spojrzała
na dyrektora.
– Odpoczywaj, widzimy się jutro – dyrektor wstał i wyszedł.
Sayate wybiegła za nim na korytarz.
– Panie dyrektorze! – zawołała.
– Tak – dyrektor zatrzymał się na schodach.
– To niemożliwe, żeby ktoś ze Skały posiadał takie zdolności.
– Słyszałaś kiedyś o czarnej energii?
– Owszem – Sayate zdziwiła się pytaniem.
Czarna energia nazywana w wojowniczych klanach czarną ki była przeciwieństwem
białej ki, którą używała Samane i każda inna osoba z klanów.
– Ten osobnik nie należy do żadnego klanu. Dawne rody blisko spokrewnione
z księciem Skały, specjalizowały się w sabotażach i szpiegowskich atakach za pomocą
mrocznej energii. Nigdy nie słyszałem o iluzji snu, ale w swojej dotychczasowej
karierze kilkakrotnie zetknąłem się ze szpiegami Skały, którzy świetnie władali
czarną energią.
– Dlaczego nam pan tego wcześniej nie powiedział? – zdziwiła się Sayate.
– Ostrzegałem was, żebyście się do tego nie mieszali. Teraz ponosicie konsekwencje
– dodał ponuro.
– Nieprawda! – zaprotestowała Sayate, stanowczym tonem. – Od początku to
była nasza sprawa, jak tylko trafiliśmy do akademii. Dobrze pan wie, że to ja, Samane,
Yashi i Tiri jesteśmy pierwsze na liście do zlikwidowania. Nawet jeśli nie
wmieszałybyśmy się w to, sytuacja zakończyłaby się tak samo.
Dyrektor przez moment zamyślił się.
– Masz rację – odwrócił się do niej i uśmiechnął. – nie spodziewałem się, że to
uczniowie będą mnie uczyć, jak postępować. Nie zlekceważę już więcej waszych
ostrzeżeń. Jesteś tak samo odważna i uparta jak Samane. – dyrektor zszedł na dół
po schodach.
Sayate oburzona wróciła do pokoju. Dyrektor szedł korytarzem, rozmyślał
o tym, co powiedziała mu dziewczyna.
– Miała rację . I tak by zaatakowali, nawet gdyby się w to nie wmieszały. Znów
212 213
po p ełniłem błąd – mówił do siebie. – Samane i Sayate cały czas uczą mnie czegoś
nowego – zupełnie jakby wiedziały o wszystkim już od dawna. Przysięgałem
chronić uczniów, a szczególnie taki talent jak Samane. Muszę jej jakoś pomóc –
rozmyślał.
Nagle gdzieś z tyłu rozległ się szelest, a dyrektor poczuł czyjąś obecność.
– Kto tam jest? – obejrzał się i sięgnął ręką do kabury.
Wyciągnął broń i schował się za ścianą.
– Pan super odważny, zupełnie jak ta mała zołza Sejom. – powiedział prześmiewczy
damski głos.
Dyrektor wychylił się lekko zza ściany, dostrzegł cień, który przemykał bardzo
szybko z jednej strony na drugą.
– Jesteś słabszy niż poprzednim razem – odezwał się głos.
– Nie przypominam sobie, byśmy się wcześniej spotkali.
– Kiepską masz pamięć generale Titan. Dobrze wiesz, kim jesteśmy. Mrocznymi
cieniami, z którymi kiedyś walczyłeś.
– Co robicie w akademii? – dyrektor przypomniał sobie o mrocznych wojownikach.
– Mamy żniwa, na ciebie też przyjdzie kolej.
– Nie zastraszycie nas tak łatwo. Dobrze o tym wiecie, inaczej nie musielibyście
tutaj przychodzić.
– Już zgarnęliśmy kilku twoich ukochanych uczniów w nasze szeregi. Pozostali
z listy zginą, jeśli się do nas nie przyłączą.
Dyrektor zacisnął zęby.
– Tak łatwo było ich zastraszyć. Nie mielibyście z nich pożytku na polu walki.
Niby chwalicie się, jak to pracujecie nad ich charakterami i psychiką, ale każdego
wystarczyło zastraszyć torturami lub śmiercią bliskich osób.
– Jesteście podli – dyrektor zacisnął mocniej dłonie na pistolecie.
– Do zobaczenia i koniecznie wyjdź zza ściany, zobaczysz coś, co cię ucieszy.
Dyrektor poczuł, że osoba odeszła. Wyszedł zza ściany, a jego oczom ukazały się
dwie martwe dziewczyny z klasy lotniczej. Obie były postrzelone w serce, sączyła
się świeża krew.
– O nie – skomentował dyrektor.
o
Sayate długo nie mogła zasnąć, czuła, że coś się dzieje. Coś bardzo złego. Pocieszała
się, , że nie dotyczyło to Samane ani nikogo, kogo dobrze by znała. Czuła,
że Samane umysłem jest w innym miejscu, ale była bezpieczna. Przypuszczała,
że znów połączyła się z mistrzem.
o
Samane siedziała na swoim łóżku ze skrzyżowanymi nogami i splecionymi dłońmi.
Miała zamknięte oczy. Orli rozmyślał o postaci, którą dzisiaj widział na białym
ścigaczu. Miał jakieś dziwne przeczucia. Coś mówiło mu, żeby wyszedł na korytarz
coś sprawdzić, ale wiedział, że to może być niebezpieczne. Sojta leżała na swoim
łóżku. Była przerażona, czuła znów obecność tych złych magów, którzy odebrali
jej ukochaną osobę. Skulona zamykała oczy i przykryła się kołdrą.
– Proszę niech już odejdą – modliła się w myślach.
o
Samane obudziła się po treningu z mistrzem. Tym razem nie było tak łatwo,
ale mistrz nauczył ją kilku przydatnych rzeczy, jak obrona przed utratą własnej
energii. Nauczył ją też walczyć wyobraźnią. Mimo wszystko nadal musi uważać,
dopóki nie zdobędzie więcej energii. Samane spojrzała na trzęsącą się pod kołdrą
Sojte. Poczuła ogromny niepokój. Wiedziała, że coś się dzieje, ale dlaczego Sojta
tak reaguje. Jej poziom odczuwania nie powinien być taki jak u wojowników, chociaż
z drugiej strony używała energii by leczyć, więc mogła odczuwać bardzo silnie
jej pola, tak jak to, które teraz się pojawiło.
– Wszystko w porządku? – spytała przyjaciółkę.
– Oni są tutaj – powiedziała płaczliwym głosem.
– Kto? – zdziwiła się Samane.
– Mroczni magowie. Zabili mojego brata i ukochaną osobę. Zabili wielu z mojej
rodziny, także w przeszłości.
– Legenda Axela, mroczny mag, iluzja snu – wypowiedziała do siebie Samane,
jakby fakty zaczęły jej się same układać w głowie. – Wojownicy czarnej ki – skojarzyła
. – Kim oni są?
– Proszę, powiedz mi.
Sojta podniosła zapłakaną twarz.
– Samo zetknięcie się z nimi, to coś strasznego. Nie mam takich zdolności wyczuwania
jak ty czy Sayate, ale każdy, kto choć raz ich spotkał, wiedział, że są
nieludzcy, ich energię może wyczuć nawet niewyszkolona osoba. Używają czarnej
chi. Potrafią sterować ludźmi. Nie mam pojęcia, jak to robią. Po mistrzowsku władają
też strachem. Każdy się ich boi.
– Iluzja snu – szepnęła Samane.
– Nie wierzę – Sojte nagle oświeciło.
– To wiele tłumaczy. W końcu wszystko zaczyna się logicznie układać.
– Nie rozumiem – Sojta była nadal przerażona.
– Rudowłosa musiała być przez nich sterowana, wcale nie pochodzi z wojowniczego
klanu. Musieli nauczyć ją energii oczu. Dlatego też nie wiedziała o tym,
że wojownicze klany w naszym kraju są odporne na trucizny. Kolejna rzecz. Iluzja
214 215
sn u to nie wyczyn kogoś z klanu, tylko jakiegoś maga. Z tego co kiedyś mówił mi
dziadek i mistrz, w zamierzchłych czasach skrytobójcy pokłócili się między sobą
i doszło do rozłamu. Druga strona została wygnana z cesarstwa i ruszyła gdzieś
w świat, szkoląc się według własnych metod. W moich stronach mówi się o nich
nietoperze, bo nosili długie czarne peleryny. Ale prawdziwa nazwa jest inna.
o
Następnego dnia całą szkołę obiegła wieść o śmierci dwóch dziewczyn z pierwszej
klasy lotniczej. Były to bliźniaczki i córki znanego posła. Samane przeraziła
ta wiadomość. Wiedziała, że zostały zabite przez nietoperze. Sojta cały czas się
trzęsła. Przed oczyma miała śmierć swoich bliskich.
Samane martwiła się trochę o nią, ale sama miała niezły problem. Musiała nauczyć
się w końcu bronić przed iluzją. Axel siedział razem z Sojtą w ławce i pocieszała
ją.
Samane rozglądała się po klasie. Drużyna Febry była już w komplecie. Pojawili
się też Marrie, Kaj i Mon.
Przed zajęciami do pokoju wszedł Miki. Sojta, Orli i Samane, ucieszyli się z jego
powrotu. Teraz siedział razem z Chonrą w pierwszej ławce. W sali dało się wyczuć
niepewność i strach. Atmosfera była nieprzyjemna. Do klasy wpadła kobieta
o przenikliwym wzroku i czarnych włosach. Samane znów zauważyła rysy wojowniczych
klanów.
– Witajcie – powiedziała kobieta, przechodząc pewnym krokiem między ławkami
w stronę tablicy.
Ubrana była w ciemnofioletowy mundur z trzema gwiazdkami na pagonach.
Oznaczało to, że miała stopień oficera.
– Nazywam się Senya. Nazwiska nie musicie znać. Poprowadzę zajęcia ze strategii.
Wiem, że nie wszyscy są obecni, ale chciałabym was dzisiaj poznać.
Senya przeszła do czytania obecności. Gdy natrafiła na Febrę, zatrzymała się dłużej.
– Witaj księżniczko.
– Znowu księżniczka – wycedziła Samane przez zęby.
Sayate była zamyślona, gdy nauczycielka wyczytała jej nazwisko. Podskoczyła
na krześle, a Senya zatrzymała na niej wzrok.
– Potomkini Mauki Ki? – spytała, przyglądając się różowowłosej.
Sayate kiwnęła głową.
– To zaszczyt ciebie poznać– odpowiedziała i przeszła z powrotem do czytania
nazwisk. – Samane Sejom – Senya zrobiła wielkie oczy.
Spojrzała na Sayate, a potem przeniosła wzrok obok.
– Nie – dziwi mnie, że siedzicie razem. Nie ma pomyłki, zbyt przypominasz
swojego dziadka panno Sejom. Reta był genialnym strategiem. Może trochę nieszablonowym,
ale grunt, że skutecznym.
– Ważniejsze jest dostosowanie do sytuacji, niż postępowanie według wyuczonego
schematu. Dwie takie same sytuacje, nigdy się nie zdarzają – odpowiedziała
Samane.
– Twój dziadek myślał tak samo, ale ciekawsze, że Yakaya Sejom myślała podobnie
i dzięki temu uratowała zamek Karo. Niech zgadnę, zawarłyście między
sobą kontrakt?
Dziewczyny kiwnęły głowami.
– Jesteście reinkarnacjami Mauki Ki i Yakayi Sejom. Będę od was sporo oczekiwać.
Przygotujcie się na to.
o
W trakcie przerwy Samane, Sayate, Leeme i Orli wybrali się do skrzydła szpitalnego.
Zniesiono już zakaz wchodzenia, a Samane i Leeme ekspresowo, chciały
o coś spytać Tiri.
– Jak się masz? – spytała Leeme, przechodząc między parawanami.
– Bywało gorzej – odpowiedziała z grymasem na twarzy.
– Witaj – Samane ustawiła się za Leeme, a zaraz za nią Orli.
– Miło, że wpadliście – uśmiechnęła się Tiri. – Niedługo mają mnie wypuścić.
Powiedzcie mi, co działo się w szkole. Wszyscy plotkują o jakiś zamachach i spisku.
– Tiri najpierw powiedz mi, gdzie masz swoją kostkę, to bardzo ważne. – martwiła
się Leeme.
– Tamtego dnia miałam ją schowaną w ubraniu. A o co chodzi? – Tiri zrobiła
się podejrzliwa.
– Możemy sprawdzić twoje ubranie? – zaproponowała Samane.
– Podaj bluzę, jest na oknie – poleciła Tiri.
Samane podała bluzę Tiri, a ta zaczęła grzebać w niej, wywijając wszystkie kieszenie
podszewkami na zewnątrz.
– Nie ma – przeraziła się. – Wiecie, co to oznacza?
– Tiri, nie denerwuj się. Nie jest to wskazane w twoim stanie. – zwróciła jej
uwagę Leeme.
– Twoja kostka została prawdopodobnie skradziona, gdy byłaś nieprzytomna.
Przypuszczamy, że mają już w sidłach cały system szkoły.
– O nie – Tiri była przestraszona. Poczuła się bezradna.
– Ojciec mnie zabije – wyglądała na zrezygnowaną. – Coś jeszcze? – Spytała.
Dziewczyny spojrzały po sobie.
– Jest coś jeszcze, ale powiemy ci wszystko, jak całkiem wyzdrowiejesz.
216 217
– Jak już zaczęłyście, to mówcie, wolę wiedzieć.
– Ściany mają uszy – skomentowała Samane.
– Musimy już wracać, lekcja się zaczyna – zauważył Orli, patrząc na zegarek.
– Zdrowiej szybko i wracaj do nas – pozdrowiła ją Samane i wyszła.
Wrócili z powrotem do tej samej sali, na kolejną godzinę zajęć ze strategii.

Komentarze
Prześlij komentarz